RSS
 

Myśli, które nie dają mi spokoju i strach przed agresją

10 kwi

Deszczowo

Pada mżawka

Późno wczoraj wróciłam

Na jednym z wykładów mówiliśmy o relatywizmie moralnym (nie mylić z nihilizmem). Relatywizm moralny opiera się na refleksji i dialogu, czyli mam określone poglądy, za którymi obstaję, ale też słucham zdania innych i po wysłuchaniu ich racjonalnych argumentów mogę do swojego rozumowania wprowadzić pewne zmiany. Relatywista mówi: „Ja nie wierzę, że to jest słuszne, ale mogę cię wysłuchać; możemy podyskutować i wyłonić z tego jakiś konsensus”. Jestem w takim razie relatywistką moralną. 

   Napisałam na blogu o swoim sprzeciwie dotyczącym aborcji. Czekam na komentarze. Ciekawa jestem, jaki będzie odzew.  Ciekawe doświadczenie być w kontrze do powszechnej opinii i przeciwko rozkrzyczanym feministkom. Owszem mamy prawo do WŁASNEGO ciała, ale do ciała, które może znaleźć się w nas, już nie. To jest drugie, „obce” ciało, ciało innej osoby.
   Myślałam nad tym. Myślałam o fakcie ciąży pozamacicznej, kiedy zapłodniona komórka jajowa zamiast wylądować w sprzyjającym środowisku macicy utyka w jajowodzie i tam się rozwija. Obumiera, bo to nie jest środowisko dla niej. Obumarłe, martwe tkanki zagrażają matce i wtedy jest potrzebna ingerencja lekarska. Zabieg jest wskazany, aby ratować życie matki.

   Koleżanka urodziła dziecko z porażeniem mózgowym. Dziecko żyło długo. Wegetowało. Ona bardzo je kochała. Opiekowała się nim. Był jej ukochanym Dominikiem. Zapytałam, czy usunęłaby ciąże, gdyby wiedziała o chorobie syna. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę i powiedziała:
– Dominika?! Nigdy. Chcę, aby był z nami jak najdłużej!
Opieka była trudna i na 24 godziny. Miała jeszcze dwoje zdrowych dzieci. Dominik był ich beniaminkiem. Mąż, gdzieś na uboczu i z wiecznymi pretensjami, nie pomagał.
Dominik zmarł w swoje 13 urodziny. Dla niej to była ogromna tragedia. Zmarł jej ukochany synek…
  Następna koleżanka wiedziała, że urodzi dziecko z rozszczepem kręgosłupa. Lekarz proponował aborcję (jeszcze wtedy była legalna). Nie zgodziła się. Urodziła. Jechała do szpitala z mężem na badania dziecka. Mieli wypadek. Mąż zginął, dziecko nie mało nawet siniaka. Została sama z dwójką dzieci. Nigdy nie dała nawet odczuć komukolwiek, że żałuje swojej decyzji o uniknięciu aborcji. „Troskliwi” mówili, że z jednym dzieckiem ułożyłaby sobie życie na nowo. Wyszłaby za mąż, a tak… Kto ją będzie chciał z dwójką i jeszcze z „takim” dzieckiem?! Ludzie są okrutni i bezmyślni w swoich sądach. Ona jest szczęśliwa. Starsza córka ma już swoją rodzinę a ona jest ze swoją UKOCHANĄ CÓRECZKĄ, bardzo mądrą dziewczyną. Bez niej byłaby wolna, ale jej nie chodziło o TAKĄ WOLNOŚĆ.
   Inna znajoma, ofiara gwałtu, zaszła w ciążę. Postanowiła, że nie urodzi. Sama, domowymi sposobami, pozbyła się dziecka. Mogła iść do lekarza, wtedy aborcja była dozwolona, nie poszła. Jakiś czas po „zabiegu” próbowała się otruć. Leczy się psychiatrycznie. Nawracające depresje. Nie wyszła za mąż. Nie ma dzieci. Żyje z ogromnym poczuciem winy, że zabiła. Czuje się bezwartościowa… Drastyczny przykład, wiem.
   Moja matka… Jedna aborcja i jedno usiłowanie… Żyła z ogromnym poczuciem winy. Zmarła na raka w przeświadczeniu, że to kara od Boga za to, co zrobiła.
   Koleżanka urodziła dziecko z zespołem Downa. Była załamana. Długo nie mogła dojść do siebie. Na pytanie o ewentualną aborcję długo patrzyła na mnie bez słów, zanim wykrztusiła: „Co ty mówisz? Ona jest takim kochanym dzieckiem. Będziemy z mężem uważać, żeby teraz nie zajść w ciążę.” „Uważali” długo. Dopiero po 10 latach pojawiło się następne – zdrowa dziewczynka. Obie kochają tak samo mocno i z obu są bardzo dumni.

  Ja nie mam „dobrych” przykładów wokół siebie. Nie znam szczęśliwych kobiet, które z duma obnoszą się z tym, że dokonały aborcji a te które nie dokonały aborcji, bo zbyt kochały to maleńkie żyjątko w sobie, nie złoszczą się na chore dziecko i nie mają wyrzutów sumienia, że nie zabiły, chociaż lekarz proponował i wiedziały o chorobie dziecka.

Nie rozumiem tych wielkich zapędów do wolności osobistej za cenę życia bezbronnych.

  Przypomina mi się książka Ericha Fromma „Ucieczka od wolności” i sytuacja człowieka, który zamiast dążyć do prawdziwej wolności, ucieka od niej, bo ważniejsza jest jego pozycja w grupie i identyfikowanie się ze zdaniem/poglądami przywódcy. Jesteśmy „zwierzętami” społecznymi i wielu bez „stada” ginie. Konformizm ponad wszystko?
Jestem w tej zakrzyczanej mniejszości, która chce chronić życie maleńkiej istoty ludzkiej rozwijającej się w macicy.

   Przeraża mnie ta agresja, to krzyczenie „wara od mojej macicy!”. Moja macica nie czuje się zagrożona. Wydała dwie cudowne istoty. Owszem, boję się, bo nie wiadomo (tak do końca), czy schizofrenia jest chorobą dziedziczoną i jaki los czeka moje skarby, ale gdyby ktoś zaproponował mi aborcję, zabiłabym… wzrokiem, tego kto wyszedłby z taką radą.

W tym temacie nie jestem feministką i dobrze się z tym czuję.

Artykuł do przeczytania:Urodziłam nieuleczalnie chore dziecko. Kocham je, ale nie chciałabym przechodzić tego ponownie. Chcę prawa do aborcji” Pod artykułem sonda uliczna, w której pojawiła się też pani Staniszkis, która przyznaje, że dokonała aborcji a dziś tego „trochę” żałuje.
Mój uczeń miała rację – pozostawmy decyzję o aborcji kobietom i ich sumieniom. Sumienie ma każdy (taką mam nadzieję). Ja jednak się cieszę, że od aborcji uchroniła mnie siostra, która zdecydowała się mnie wychowywać. To prawda, że miałam grubo w tym życiu i ciężko jest teraz się pozbierać, ale kiedy patrzę na dwoje cudownych dzieci obok mnie, to wiem, że było, jest i będzie warto żyć. Warto jest żyć dla siebie samej!
Są zwolennicy i są przeciwnicy i będą, jak znam życie. Każdy będzie miał niezbite argumenty do bronienia swojej decyzji i swojej postawy. Całego świata nie zbawię… :-( a nawet nie chcę zbawiać

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz