RSS
 

O super aplikacji Audio-blog ♥ i fizyce kwantowej

29 cze

Przez jakiś czas nie miałam telefonu i nie mogłam posłuchać blogowych wpisów w aplikacji Audio-blog.pl

Jola dodała mój wpis o przyjaźni a tu pat – nie mogę go posłuchać

Dziś odebrałam telefon z naprawy i pierwsze co zrobiłam, to ściągnęłam aplikację i posłuchałam wpisu-audycji a tam…

na początku piosenka Bogusława Meca „Przyjaciele po to są”. Posłuchajcie


Dalej wpis pięknie przeczytany przez Jolę i na końcu słowa, które mnie rozwaliły pozytywnie

Przeszłam swoje zawirowania życiowe i jestem teraz mega szczęśliwa z dziećmi „daleko od kłopotów, które kiedyś odbierały mi oddech”.
Pięknie, usłyszeć coś takiego o sobie. Warto było zawalczyć o siebie.

W sobotę pojechałam na spotkanie integracyjne pracowników naszej szkoły. Urokliwe miejsce na Kurpiach. Pośród lasów, z ogromnym sztucznym zbiornikiem wyglądającym jak jezioro.
Dwa wspaniałe dni ze znajomymi. Kajaki, rowery wodne, łódki, zwykłe rowery i obezwładniający upał – ponad trzydzieści stopni. Opaliłam się, odpoczęłam, naśmiałam i naśpiewałam. Z występem gościnnym przyjechał zespół kurpiowski. A jak śpiewali? Poezja…
Śpiewali, tańczyli, opowiadali kawały. Cudo! :-)

Rozmawiałam ze swoją wspaniałą znajomą – zna moją sytuację od początku, od momentu, kiedy w wielkiej desperacji, kilka ładnych lat temu nie wytrzymałam i opowiedziałam jej o swoją historię.
W sobotę, w pokoju, zaczęłyśmy rozmowę o mojej teraźniejszej sytuacji. A powiedziała:
- Wiesz jak przechodzę pod twoimi oknami i patrzę do góry, to oprócz tego, że słychać cichą muzykę, to jeszcze bije od nich ogromny spokój.

Uśmiechnęłam się lekko.
- Tak, teraz mamy prawdziwy spokój a ja mam dom, o którym marzyłam od dziecka. Nareszcie go stworzyłam…
Powiedziałam o swojej terapii i że jest bardzo ciążka, ale było warto ją zacząć i jest warto chodzić na nią nadal.
Nagle wypaliłam:
- Wiesz A myślę, że wybierając J na męża skrzywdziłam go… – spojrzałam na A i zobaczyłam jak podnosi w wielkim zdziwieniu brwi do góry a usta otwierają się, jakby chciała powiedzieć „Anka, co ty pieprzysz?” (oczywiście A nigdy by tak nie powiedziała, ona zapytałaby „Aniu o czym ty mówisz?”). Więc pospieszyłam z wyjaśnieniem:
- Miałam bardzo złe dzieciństwo. Za mąż wychodziłam mając 26 lat i wielką ochotę a wręcz pewność, że założę wspaniałą, kochającą się rodzinę. Byłam ślepa na różne „złe strony” J i pełna optymizmu, że po ślubie to wszystko się ułoży. To ja się zgodziłam być jego żoną. Dopóki nie było dzieci i obowiązków on dawał radę – miodowe 9 miesięcy, ale kiedy pojawił się syn i obowiązki, on nie umiał sobie z nimi poradzić a ja wymagałam. On uciekał, ja byłam wymagająca i wszystko się napędzało. Dodatkowo okazało się, że był chory.
A słuchała cierpliwie, tego co ja plotłam. A ja na deser dodałam, że pewnie z innym też by się nie udało, bo byłby z jakimś „defektem”.
Dziewczyna okazała wielką cierpliwość i dużo taktu, bo nie zapytała, czy może te słońce, które tak zabójczo świeci na dworze, mi nie zaszkodziło?

Ten tekst wypróbowałam dziś na swoim terapeucie (oczywiście tekst o krzywdzie) – reakcja była identyczna. Podniesione w zdziwieniu brwi i później długa rozmowa na ten temat.

Młody kiedy usłyszał relację z dzisiejszych tematów poruszanych na terapii (oczywiście tylko zajawki, bo jest bardzo ciekawy, jak wygląda terapia), nie hamował swojego oburzenia i patrząc wprost w moje oczy, powiedział:
- Mamo, ty się dobrze czujesz? On ciebie bardziej skrzywdził!

A ja…
Nie, no bardzo dobrze się czuję. Ja chciałam tylko pokazać, jak bardzo możemy się pomylić dokonując pewnych wyborów. Nie, nie czuję się winna. To nie w tym sensie mówię o krzywdzie. Myślałam o krzywdzie w tym sensie, że czasami za bardzo chcemy zmieniać świat i innych a nie siebie, że w innych widzimy spełnienie swoich marzeń i pragnień, to inni mają dać nam morze miłości i bezpieczeństwa a jak coś szwankuje chcemy sami ingerować i na siłę „naprowadzać” ich na własną „ścieżkę”. Ranimy najpierw siebie a później innych, zamiast wziąć się za pracę nad sobą. Innych nie zmienimy, ale możemy zmienić siebie i zacząć żyć spokojnie i szczęśliwie.
Mam nadzieję, że zrozumieliście… I, że to nie był wykład z fizyki kwantowej ;-) , bo czasami kiedy próbuję coś wyjaśnić terapeucie i wkładam w to dużo kwiecistych słów i określeń, zamiast powiedzieć to w dwóch zdaniach, słyszę od niego:
- No to mamy wykład z fizyki kwantowej… – czyli, mówię tak, żeby nikt oprócz mnie nie zrozumiał.
Uśmiecham się wtedy i mówię:
- Zaraz, zaraz, ja to wyjaśnię…
I brnę dalej

Tak, tak… I tak od Joli przeszłam do fizyki kwantowej.

Rozczulił mnie komentarz Joli ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Audioblog, Życie

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Lunka1969

    7 lipca 2016 o 22:58

    Anulka, cieszę się, że twój blog rozwija się no i rozwijasz się także i Ty:)
    Mam nadzieję, że dobra energia pozostanie z tobą i przeniesiesz ten klimat na swój wirualny pamiętnik blogowy:)) Powodzenia:)))