RSS
 

Archiwum - Luty, 2017

Portret kobiety…

26 lut

„Portret kobiecy”

„Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.”

Wisława Szymborska

I jeszcze

Jestem kobietą… Nieważne ile mam lat…
„Jestem na tym etapie życia, kiedy nie muszę nikomu dłużej imponować. Jestem jaka jestem i nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni.
Nie potrzebuję kostiumów, nie muszę nikogo nabierać ani udawać. Ponieważ mogę być tym, kim naprawdę jestem.
Nie muszę się śmiać i sprawiać by ludzie myśleli, że nigdy nie płaczę. Nie zawsze muszę być silna, ani ciągle miła.
Nie muszę być taka jak każdy, a przede wszystkim akceptuje siebie taką, jaka jestem. Z moimi zaletami, jak i niedociągnięciami.
Chociaż nie mogę być doskonała, to zawsze jestem sobą.
Akceptuję i kocham to kim jestem i kim jeszcze mogę być.”
-Anonim-

 

Hmmm

Kobietą być jest pięknie :-D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka

 

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Najświeższe doniesienia od Alicji, tym razem w kosmosie

24 lut

Wracam ze środowych sesji

W sklepie z pieczywem kupuję mój ulubiony chlebek musli. Trzy kromki.

Wchodzę do mieszkania – mojej strefy komfortu, spokoju, nieba…

Robię pyszną kawę z ekspresu

Pożeram z lubością chlebek, grubo smarując prawdziwym masłem. Na pohybel dietetykom, którzy chcą nas truć dietetyczną margaryną, chemiczną papką bez smaku.

Od środy nareszcie się wysypiam. E wpadła na wspaniały pomysł wyekspediowania kota do pomieszczenia obok. Nie ma drapania w drzwi, miałczenia… Jest cicho i błogo.

W środę budzi mnie dzwonek budzika. Wstaję, ogarniam się i wyruszam do przychodni.

O 8 zaczynam następną kosmiczną podróż

Znów nie bardzo pamiętam, co B do mnie mówi.

Następna środa …

Ja powiedziałam o swoich odczuciach. O surrealizmie ostatniego spotkania.

On coś dodawał, komentował

Zapamiętałam jakieś strzępy

W głowie zaczęło się kręcić, brak powietrza. Kilka głębokich oddechów.

Zaczyna mi brakować słów. To co miałam powiedzieć, już powiedziałam, a teraz nagle zaczyna się milczenie. Milczenie spowodowane… Nawet nie wiem czym…

On podsuwa jakieś porównania. O czymś mówi a ja go nie słyszę. Zatapiam się w bezdźwięcznej próżni.

Niespodziewanie zauważył, że kiedy on mówi, ja cała drętwieję, staram się nawet nie oddychać.
Zaskoczył mnie tym spostrzeżeniem.
Myślałam, że dobrze to kamufluję, że on tego nie widzi, że o tym wiem tylko ja.
Rzeczywiście, łapię oddechy dopiero, kiedy on przestaje mówić…

Co miałam mu odpowiedzieć?

Że zaczepiłam się w okresie dzieciństwa????

Chciałabym pamiętać dobre sytuacje a tymczasem do 6 roku życia nie pamiętam nic, a to co pamiętam później jest przerażające, krzywdzące, traumatyczne.

Jak sprzeciwić się obrazowi rodziców, który wrósł we mnie? Jak zedrzeć tę maskę? Boję się bólu. Boję się rozpadania na kawałki. Boję się zawodu, który IM przyniosę. Jak można kochać i nienawidzić jednocześnie? To tak, jakbym ich zdradziła, jakbym …
Nauczyłam się przystosowywać, znikać, być miłą, nie mieć własnego zdania, rezygnować.
Stałam się piękną tapetą a nie twardą ścianą. Jeżeli zedrę tapetę, ściana będzie goła a ja się tego bardzo boję. Jestem przerażona!!!!

Rodzina nawet nie wie, że chodzę na terapię

Nie wiedzą, że pisze bloga

Nie wiedzą, że wcale nie przedstawiam ich w dobrym świetle

Ich, to znaczy rodziców… którzy już nie żyją, a przecież o umarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.

Gdyby przeczytali moje wpisy, byłaby nieziemska draka. Znów przestaliby się odzywać na kolejne 10 lat. Tak, gniewać i kłócić się potrafią w mistrzowski sposób. Oskarżać, równać z ziemią, wyrażać niezadowolenie i destrukcyjne zdania. I nie mówię o rodzicach w tej chwili. Mówię o ich spadkobiercach – starszym rodzeństwie.

Do tej pory zawierałam znajomości z ludźmi-klonami moich bliskich.

Od momentu przeniesienia się do „mojego mieszkanka” jestem w strefie spokoju. „Samotności”. Resetuje się. Odpoczywam. I… chodzę na terapię…

W gabinecie postawiłam potężny mur między nim a sobą. On o tym doskonale wie, ale to ja mam zburzyć tę barierę…

Ciężko

Totalny kosmos

Skończyły się słowa

Każda rozmowa wydaje mi się groteskowa, irracjonalna, płytka.

Ubieranie w słowa tego, co się czuje jest surrealistyczne – przynajmniej dla mnie.

Konwersacja wydaje mi się nieszczera

Nie mówię tego, o co mi chodzi

A kiedy próbuje, słyszę „Znów mamy wykład z fizyki kwantowej”.

On tego nie rozumie

Ja tego nie rozumiem

Kosmos

KOSMOS

***

Dziwnie się czuję

Wybił mnie swoim stwierdzeniem z równowagi

Obserwacją z dziedziny „mowy ciała”

Jest dobrym obserwatorem

Dlaczego to mną tak wstrząsnęło? Wybiło ze strefy odrętwienia…

Nie spodziewałam się

Poczułam ogromny żal dla siebie

Ogromny

I byłam bardzo wystraszona

I zniesmaczona, że jestem taka słaba

I że ktoś to widzi

 

Kosmiczne doniesienia z innej galaktyki

Czyżbym zupełnie traciła rozum?????

Moje rodzeństwo podsumowałoby to w jeden sposób…

Przemilczę

Posypałyby się niecenzuralne słowa

Według nich chodzenie na terapię to szczyt głupoty (oczywiście to jest eufemizm), bo najlepszym „terapeutą” jest rodzina, a poza tym brudy pierze się we własnym domu, bo co obcy mogą wiedzieć…

Po co obcy mają wiedzieć?

Moja rodzina (oprócz dzieci) nie wie, że leczę się z depresji i chodzę na terapię.

NIE WIEDZĄ

Siostra podziwia, że daję sobie radę sama i dopytuje, jak tam J i co u niego słychać w szpitalu… :-?

Brat naprawia mój samochód…

………………………………………………..

…………………………………………………..

i to by było na tyle…

Alicja w kosmosie…

 

 

Warto obejrzeć film dokumentalny „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”

 

 

Fragment tekstu z jakiejś strony psychologicznej:

„Psychoterapia pomoże Ci stawić czoła wszystkiemu temu, co z biegiem lat zarosło grubą warstwą kurzu. Odnajdź więc siebie. Ucz się z każdej sytuacji i z każdej chwili przeżywanej przez Ciebie w życiu. Zdobywając za każdym razem nowe siły nigdy więcej nie odwracaj się plecami do napotykanych trudności. Już nigdy nie uciekaj!”
… próbuje nie uciekać.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Jak Alicja w krainie czarów…

18 lut

Kolejny szary dzień…

Z topniejącym śniegiem

Z mżawką

Kolejny dzień

Można spać do 12. Można nic nie robić. Można… Lenić się, przeciągać i patrzeć w okno

Nicnierobienie

Bez wyrzutów sumienia – przecież nic nie muszę! Zupełnie nic!

Po każdej sesji czuję…

No, właśnie, co czuję?

Wiem, że nic nie muszę. Że mogę korzystać z każdego pięknego dnia, bez względu jaka jest pogoda za oknem. Że bardzo mnie cieszy każdy dzień.
Wiem, że żaden dzień się nie powtórzy, że z każdym dniem jestem starsza, że miejsce, w którym jestem jest przesycone spokojem i ukojeniem – jak więc z tego bogactwa nie korzystać.

Zdziwienie zagląda do świadomości.

Bo jak to?

„Przyjaciół” mi nie przybyło a wręcz przeciwnie. A mimo to mam więcej wewnętrznego spokoju…

Korzystać z tego. Korzystać z wypracowanej przez siebie rzeczywistości. Z oceanu spokoju.

Los mi tego nie dał, ani bóg, ani karma, ani…

Dzięki sobie jestem tu, gdzie jestem i mam to, co mam.

 



 

Środowe sesje…

Po terapii zostały w pamięci sytuacje, które niczym slajdy zaczęły się wyświetlać w mojej pamięci.

Dla mnie irracjonalne, surrealistyczne, stresujące, z dualistycznym poczuciem tożsamości. Jestem ja i jest ona – mała dziewczynka. Kogo jest więcej?

Powroty do dzieciństwa

Cały czas mam opór, żeby wracać do tamtych czasów, ale te obrazy są takie wyraźne, tak mocno wryły się w moją pamięć.
B coś mówił. Nawet nie pamiętam, co.
Bardzo wyraźnie widziałam małą dziewczynkę, która utkwiła w strefie, którą ja nazwałam „okiem cyklonu”. Złudne bezpieczeństwo, złudna cisza… Bardzo złudna…
Dookoła mnie działy się straszne rzeczy – alkoholizm ojca, bójki, płacząca matka… A ja na to patrzyłam…
Tylko, i aż się przyglądałam.
– Ja nie byłam bita – powiedziałam – Ja patrzyłam. Dookoła mnie działy się te różne sytuacje… Uciekałam do ciotki, kiedy było bardzo źle. Pamiętam jak wpadałam do jej kuchni, stawałam pod ścianą i nie mogłam nic mówić. Osuwałam się po ścianie i tylko patrzyłam… Nic nie mogłam mówić. Ciotka była przerażona. Coś do mnie mówiła a ja nie mogłam odpowiedzieć – mówiłam cicho.

On coś powiedział…

Poczułam się przyparta do muru

On coś mówił…

W głowie poczułam próżnie. Nie ogarniałam jej… Nie byłam w stanie.
Jakiś stan zawieszenia z jakimś durnym pytaniem „Dlaczego?”. To pytanie wciąż wracało.  Tłukło się, jak echo.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

On coś mówił…

Zapamiętałam słowa o rodzicach i o miłości…

Nie wiem, co to miłość

Nie wiem…

Szukałam jej, myliłam w życiu z innymi uczuciami

Dlaczego? – wróciło pytanie zadawane przez samą siebie

On coś mówił…

Nie ogarniałam tego

Totalna pustka

Próżnia

Była możliwość odbicia w inne tematy. Bardzo pociągające, na które mogłabym mówić godzinami

Nie chciałam

Ja nie chciałam. Żadnych tematów zastępczych. Erzaców. Nie!

Walczyłam sama ze sobą.

Z poczuciem wewnętrznego oporu

Buntowałam się przeciwko sobie

Przeciwko własnej niechęci

Mogłam wyjść

Mogłam nic nie mówić

Walczyłam sama ze sobą i dlatego to było takie irracjonalne, takie idiotyczne…

Nie, właściwie nie idiotyczne, ale bardzo nielogiczne, bezsensowne, niedorzeczne…

45 min minęło

Wyszłam bez słowa z gabinetu

Mała dziewczynka, której nikt nie chciał, której nikt nie poświęcał uwagi, nie chciał z nią rozmawiać, której miało nie być…

Której nikt nie przytulał i nie mówił, że ją kocha. Nikt nie dał jej poczucia bezpieczeństwa. Nie cieszył się z tego, że po prostu jest. Życie toczyło się dookoła niej. A ona była obserwatorem… Mała, przerażona dziewczynka, rezydentka oka cyklonu.

On powiedział, że gdyby ją ktoś bił, wtedy wiedziałaby, że ktoś się nią interesuje…

W odpowiedzi próżnia…

Drętwy środek, drętwe serce, które nic nie czuje, które boi się czuć.

Ona, która woli niszczyć siebie.

Ja, która dotrwałam do obecnej chwili. Ja a w moim wnętrzu drętwa, mała dziewczynka – ona.

Kosmos, którego ja nie ogarniam

Terapia nie jest miłym i spokojnym spotkaniem

Dla mnie nie jest

Mimo wszystko to był dobry dzień

To był dobry dzień

Tydzień minął

Szyyyybciutko

Dziś za oknem szaro, buro i pada deszcz. Zima z pięknym słoneczkiem i mrozem uciekła szybciutko. Jeszcze brudnymi połaciami leży śnieg, ale szybko topnieje. +4 stopnie.

Spokojnie

Kot nie daje spać. Nie wyspałam się przez sierściucha. Nie pierwszy raz. Wredne stworzenie. Kursował w tę i nazad jak wahadło, robiąc od czasu do czasu „zwód indiański” z leżeniem na plecach. Najpierw prosi o wypuszczenie a kiedy ja otwieram drzwi, on wywraca się na plecy i z łapami w górze patrzy chytrze w moją stronę.

Myślę o tych dziwnych, środowych sesjach. Bardzo nieracjonalnych. Surrealistycznych. Jakbym była w krainie czarów i nazywała się Alicja a przede mną siedział Szalony Kapelusznik.

Dziś  w sklepie przyłapałam się na dziwnych rozmyślaniach – patrzyłam przez szybę sklepu na tablice rejestracyjne samochodów. Były białe z czarnymi literami. „Zagraniczne samochody” – pomyślałam. Wszystkie na białych tablicach. „Matko, dlaczego ich tak dużo? Nasze tablicę są czarne… Zaraz… Zaraz… No, tak. Były czarne. Kiedyś, bardzo dawno temu. Obudź się, kobieto!” – skarciłam się za anachroniczne myślenie.

Na chwilę wypadły mi z głowy tych kilkanaście lat.

Lubię pogadać ze swoimi dzieciakami przed snem. O niczym. Wczoraj w nocy też poszłam do ich pokoju i zaczęłam monolog. O tym, co miałam w dzieciństwie a czego nie. A później zaczęłam słuchać ich.

Młody powiedział o swoich odczuciach, kiedy przeczytał fragment mojego pamiętnika ze wspomnieniami z ogólniaka. Jakieś dziewczyny ochlapały mnie wodą i zaczęły się ze mnie wyśmiewać a ja jedynie zapytałam, czy zrobiło im się lżej…
– Poczułem ogromny żal dla ciebie. Zrobiło mi się ciebie szkoda… – powiedział.
Niezbyt przyjemnie, ale taka jestem. W takich momentach nie atakuje…
Spadek z dzieciństwa – wycofywanie się tyłem i strach, mieszanina uczuć… Nie mogę nikogo urazić, bo oni muszą mnie lubić. To da mi szansę przeżyć we względnym spokoju…
Moje myślenie, które pakowało mnie w kolejne kłopoty.
B w takich momentach mówi o zupie pomidorowej…

Zamilkłam. Wczoraj zamilkłam. Poczułam bezsilność wspomnień. Ich bezbarwność. Beznadzieję… To dobrze. Razem z bezsilnością, wspomnienia tracą rację bytu, znika potrzeba wracania do nich i ponownego ich przeżywania. Są coraz bledsze…

Do głowy przyszła myśl o ciotce i milczenie u niej. U niej czułam się bezpiecznie, z jej dziećmi. Mogłam tam siedzieć godzinami. I to mi pozostało. Tam, gdzie czuję się bezpiecznie mogę siedzieć godzinami i nie wiem, kiedy wyjść. Staje się wtedy uciążliwym gościem.

Wszystkie moje dorosłe niepowodzenia miały źródło w dzieciństwie. Szablon terapeutyczny :-(

Wczoraj w nocy rozmawialiśmy o St-ku. Młody wspomina to miejsce bardzo pogodnie. Mówi o beztroskim i radosnym dzieciństwie, z co czteroletnimi przerywnikami, kiedy J traktował mnie jak worek bokserski.
Pamięta zielone łąki i śmiech, ale pamięta też dokładnie sceny znęcania nade mną. Słuchałam z uwagą. On powiedział „Miałem radosne dzieciństwo…”
A ja chciałabym zapomnieć te 15 lat.
Dla dzieci byłam radosną matką, czytającą im bajki, kupującą zabawki i książeczki. Roześmianą i wspierającą…
A w środku przeżywałam piekło. Szalałam z samotności i strachu. Powoli zabijałam siebie… Rozwinęła się depresja. Miała cieplarniane warunki do rozwoju… Chroniłam swoje dzieci, żeby miały radosne dzieciństwo.

Uczę się bronić. Nie chcę oszukiwać, że teraz to już jestem mega asertywna, i nie uciekam przed mówieniem prawdy i okazywaniem altruizmu każdemu, nawet największej kanalii. Kłamię ze strachu i chęci przeżycia, po to, żeby mnie zaczęli lubić, kochać… Dla „matki”… Żeby nie usłyszeć, że mogło mnie nie być, że jestem ciężarem, jestem powodem smutku i beznadziei… Dziwne? Może i tak. To takie „terapeutyczne” – zawieszenie się na pewnym etapie życia. Ja się starzeje, ale moja wewnętrzna dziewczynka nie. Ona czasami rządzi… Nie, ona rządzi cały czas…

Już nie chcę takich sytuacji.

Brrrrrr

Dzisiejsza aura – szary dzień niezbyt na mnie działa.

Chce mi się spać…

Na walentynki przyszły dwa sms-y. „Wspaniałej walentynce”, „uroczej”, „przepięknej”, ble, ble, ble… Ktoś pamiętał a nawet nie wiem, kto.

Ok, włączę sobie jakiś film. Otulę się kocem, zaparzę dobrą herbatkę i popatrzę na ekran a może nawet usnę.

Potrzebuje odpoczynku…

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji Audio-Blog, przepięknie przeczytany przez Monikę, autorkę bloga Singiel Mama

 

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Odjechany, a na końcu poważny, wpis o szczęściu

13 lut

W piątek był wpis, bardzo nostalgiczny, z tych „depresyjnych” a dziś, dla równowagi, z kategorii „odjechanych”.

Kobieta zmienną jest. Zwłaszcza kobieta po „czterdziestce” ;-)

emili0204

emilyy 0204

 

Zaczęły się ferie

Huuuuuuuuuuura!!!!

Nareszcie spokój, odpoczynek i brak uczniów. Nareszcie!!!!

A piękną mamy zimę w tym roku! Bardzo piękną!

Planów na te dwa tygodnie brak…

Chociaż nie, mam plan:

- więcej wychodzenia na świeże powietrze,

- więcej ruchu,

- mniej „mącznych” zup, od których urosła mi dupa :-( ,

- malowanie korytarzyka wejściowego,

- jutro do kina na „Lalala land”,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- i więcej ruchu na świeżym powietrzy,

- i więcej…

No, ok. wiadomo o co chodzi – ufutrowałam się i to aż za bardzo, niestety :-( a w szafie tyle ładnych sukienek.
podejrzewam, że sprawcami mojego ufutrowania są zupy, codziennie brane z okolicznej stołówki w cenie 2zł za słoik, z domieszką dużej ilości mąki, żeby zupa była bardziej pożywna (tak chyba myślą ci, co ją gotują), albo bardziej wydajna, z czystej oszczędności gotujących.
Zjadam łapczywie te zupy, codziennie, po powrocie z pracy.
Moje, z cudownego gara, są dużo lepsze i smaczniejsze, ale z czystego lenistwa, wolę przynieść słoik zawiesiny i wpierdzielić ją szybciutko, żeby zaspokoić wilczy głód.

A tak w ogóle to kocham jeść!!!!  8-O Zwłaszcza potrawy z „cudownego gara”. Wykonane z załączonych przepisów są cudownie smaczne i niestety idą w dupę :-( . W boczki też :-( Ach gdzie te modelowe kształty, które miałam?

A tak w ogóle kobieta,  a w tym przypadku ja, jest dziwna. Kiedy byłam chuda – u mnie różnica 3 kg – chyba mam „ciężkie” kości – wyglądam wtedy jak po wyjściu z Oświęcimia i szczerze nie lubię wyciągniętej twarzy z zapadniętymi policzkami, chociaż tyłek jest ok. No więc, wtedy psioczę, że jestem za chuda a teraz, kiedy buzia jest ok, psioczę, że odwłok jest za gruby!!! Kto jest w stanie zrozumieć kobietę???? Kiedy sama kobieta nie jest w stanie zrozumieć siebie!!!! No, ja na przykład nie mogę siebie zrozumieć…

Plany na ten tydzień? A tak, już pisałam…

A więc jak najwięcej ruchu

W sobotę i niedzielę odpaliłam aplikację „Piechotą przez zimę”, wzięłam kije w dłonie i pogoniłam w pola. Ponad 9 km – w sumie ponad 18.

W polach jest pięknie. Cudowna zima. Śnieg. Mróz. I… te pierdzielone, bezpańskie psy a właściwie pańskie, tylko trzymane w otwartych zagrodach i goniące za mną z głośnym szczekaniem. Do głupich uwag, typu „zgubiła pani narty” już się przyzwyczaiłam, ale do tych szczekających czworonogów w żaden sposób nie mogę.

Cudne 14 dni wolności

Nicnierobienia

Jest cudnie

Jest zajebiście

Nareszcie

 

A Maleńka zrobiła cudne zdjęcia zimowej aury. Ta to ma oko!!!! Pięknie też rysuje. Pokazuje mi swoje rysunki i prosi o komentarz. Oczywiście chwalę, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyłapywała drobnych mankamentów. Delikatnie więc sugeruję poprawki, stosując skalę „od 1 do 10″. Mała bierze je głęboko do serca – chce iść do średniej szkoły o profilu fotograficznym. Ćwiczy rysunek i fotografię. Miała problem z rysowaniem twarzy, ale teraz po wielu godzinach nad rysunkami, jest coraz lepiej.
Znajomi mówią „ma to po tobie”. Owszem, ja jej pokazałam „drzwi”, ale to, co ona tworzy, dawno już przerosło  mistrza.
Wstawię  parę jej prac na Facebooka, na moją stronę. Są przepiękne, chociaż jej, oprócz moich zachwytów, dołączam też drobne, delikatne uwagi, nad czym może jeszcze popracować.
Zdjęcie w dzisiejszym poście autorstwa mojej Emilyy ♥

 

I na zakończenie piękne słowa od Wróżki Drzew – Patrycji Cichy-Szept:

Ratowanie duszy polega na zdzieraniu plastrów i zdejmowaniu niepotrzebnych bandaży.
Ratowanie duszy polega na dotykaniu ran i głaskaniu złamań.
Ratowanie duszy wymaga całkowitej nagości.

Potem można się ubrać w przewiewną suknię i nigdy już nie zalepiać tego, co potrzebuje powietrza, oddechu i akceptacji blizn…

Poczuj ból, strach, niemoc, żal, smutek, rozczarowanie, tęsknotę, złość, niepewność, rozdzierająca duszę rozpacz, a potem zaakceptuj, przebacz, oderwij plastry i daj nowemu szansę, by ucałował ból, nie chowaj pod bandażami, nie udawaj, że nic się nie stało.
Żyj, kochaj, dawaj sobie i innym szansę na szczęście i miłość. Po prostu…

Cudownego tygodnia
wróżka drzew
P.C-Szept

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji AudioBlog

logo_audioaudioblog_small_white1

 

W interpretacji Moniki, autorki bloga Singiel Mama

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Pastylka na depresję… Chemiczny substytut szczęścia…

10 lut

Wczoraj byłam na szkoleniu

Pani prowadząca zaprezentowała różne teksty

Wśród nich taki…

Jestem pastylka na uspokojenie,
Działam w mieszkaniu,
skutkuję w urzędzie,
siadam do egzaminów,
staje na rozprawie,
starannie sklejam rozbite garnuszki -
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połknij,
tylko popij wodą.

Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz –
zaufaj chemicznej litości.

Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział, że życie ma być odważnie przeżyte?

Oddaj mi swoją przepaść –
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.

Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.

Innego diabła już nie ma.

 

Prospekt
Wisława Szymborska

 

I pomyślałam o depresji…

Pomyślałam o tabletkach, „pigułkach” jakie się wtedy otrzymuje, żeby mniej czuć, albo nie czuć w ogóle.

Zatopić się w głębokim śnie i „zaufać chemicznej litości”

Odsunąć od życia

które za bardzo boli

utulić się w samotności, która wyciąga lepkie ramiona i mości w głębokiej przepaści

Spadam do niej miękko i bezszelestnie

Uzbrojona w cztery łapy chemicznej błogości

A pozytywna psychologia krzyczy „Żyj natychmiast, jest później niż ci się wydaje!!!”

Walka o duszę trwa!

I nie ma boga i szatana

Jest życie, albo chemiczna litość

Ból, albo sen bez marzeń

….

Ten wiersz nie jest optymistyczny

Jest prawdziwy

Nie ma w nim jednego ważnego elementu:

bliskości drugiej osoby

a odwaga traktowana jest z ironią

Wiem jak to jest stawać przed każdym dniem jak przed stromą górą i zdobywać go, drżąc ze strachu

Wiem

Pastylki na depresją

Chemiczne substytuty szczęścia

Czasami bardzo potrzebne

A czasami …

Nie, dziękuję

Mam odwagę żyć naprawdę

Mimo, że cholernie boli…

A może się pomyliłam w interpretacji tego wiersza?!

***

Dla przeciwwagi – inny wiersz

Jeżeli zdołasz zachować spokój, chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili,
licząc się jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,

jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami,
jeżeli nie odpłacasz na nienawiść nienawiścią, nie udając jednakże mędrca i świętego;
Jeżeli marząc – nie ulegasz marzeniom;

Jeżeli rozumując – rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia,
Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy przez Ciebie głoszonej,

kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych
albo zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy

i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę,
jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku, bez słowa, nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły,

choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie, byleby wytrwać,
gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości

lub spacerować z królem w sposób naturalny,
Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;

Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę,

nadając wartość każdej przemijającej chwili;

Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
i co – najważniejsze – synu mój – będziesz Człowiekiem.

List do syna
Rudyard Kipling

 

Twoja jest ziemia i wszystko co na niej,
i co najważniejsze – będziesz człowiekiem,
niezależnie od płci, jaką podarowało ci życie

 

Artykuł na temat, bardzo ciekawy w Zwierciadle „Chemicznie sterowani”.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Pewnego dnia … Szeptanie Wróżki z Drzewa Życia

05 lut

Pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że droga się skończyła. Dochodzimy do muru lub przepaści. Dalej nie ma już nic. Albo coś nam odebrano. Zrobił to drugi człowiek lub los. Cokolwiek i za czyjąkolwiek mocą to się dzieje – boli.

Koniec pewnego etapu. Coś jest już za nami. Coś lub ktoś. Drzwi zostały zamknięte. Im dłużej stoimy przy owych drzwiach i próbujemy wrócić, im dłużej obrażamy się na los, innych, im bardziej buntujemy się przeciwko tej wielkiej niesprawiedliwości jaką było takie chociażby zepchnięcie nas z drogi – nie zrobimy nic nowego.
Owszem, trzeba sobie popłakać, trzeba przeżyć żałobę. Kończy się jakaś cząstka nas samych, ale jakby się tak dobrze przyjrzeć, czy wszystko na tej drodze było takie, jak chcieliśmy? Czy to na pewno była TA droga? może na początku tak było, może nasza wiara dodawała tej drodze, temu związkowi, relacji, firmie, pracy, wykonywanym obowiązkom skrzydeł? Z biegiem czasu widzieliśmy, że nie wszystko jest idealne, ale szliśmy, bo przecież trzeba przezwyciężać góry…

Ano trzeba, tylko nadchodzi taki dzień, w którym dobrze sobie zadać pytanie: czy nie lepiej przestać sobie udowadniać, że dam radę, czy nie lepiej odejść od dawno zamkniętych drzwi? Czy nie lepiej wyruszyć przed siebie i szukać nowych dróg? Może ta nowa okaże się o wiele lepsza?

Warto zostawić za sobą to, co było…
Nie oglądać się za siebie, pożegnać się, podziękować za dany nam czas w zamykającej się rzeczywistości i iść naprzód…

Pięknej niedzieli ♥
wróżka drzew
P.C-Szept

 

Tak!

Przychodzi taki dzień, że wszystko odpuszczamy

A nowa droga okazuje się dużo lepsza, spokojniejsza, bezpieczniejsza.

Staje się nasza

Nie kogoś

Ale nasza

Własna

I najpiękniejsza

I nie wszystko trzeba rozumieć

Nie wszystko trzeba uzasadnić

Nie wszystko można zracjonalizować

Trzeba żyć

I to jak ktoś powiedział, żyć natychmiast, bo jest później, niż nam się wydaje.

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet, Życie

 

Życie pełne światła

03 lut

„Żyj tak, aby strach przed śmiercią
nigdy nie wszedł do twego serca.
Nie rób nikomu trudności za jego religie.
Szanuj poglądy innych
i wymagaj żeby oni szanowali twoje.
Kochaj swoje życie, staraj się je doskonalić,
nadawaj piękno wszystkiemu w twoim życiu.
Staraj się aby twoje życie było długie
i pełne służby dla twego ludu.
Przygotowuj szlachetną pieśń śmierci
na dzień w którym przekroczysz wielką granice.
Zawsze pozdrawiaj słowem lub znakiem kiedy spotkasz swoich przyjaciół,
lub nawet obcych ludzi kiedy spotkacie się na pustkowiu.
Szanuj wszystkich ale nie upokarzaj się przed nikim.
Kiedy wstajesz rano, podziękuj za światło,
za twoje życie, za twoja siłę.
Podziękuj za pokarm, za radość życia.
Jeśli nie widzisz powodu żeby dziękować,
to wina jest po twojej stronie.
Nie dotykaj trującej wody ognistej, która zmienia ludzi mądrych w głupców
i która odbiera duchowi jego wizje.
Kiedy nadejdzie twoja śmierć, nie bądź jak ci,
których serca są tak pełne strachu przed śmiercią,
że kiedy przychodzi ich śmierci oni płaczą i modlą się o więcej czasu,
żeby przeżyć ich życie inaczej.
Zaśpiewaj swoją pieśń śmierci i odejdź jak bohater, wracający do domu”

- Tecumseh

źródło:
https://www.facebook.com/IndianieAmeryki/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka, Życie