RSS
 

Archiwum - Kwiecień 17th, 2017

Poniedziałek wielkanocny – wielka moc spokoju

17 kwi

Jest poranek

Za oknem piękne słoneczko

Kot wypuszczony na poranny obchód po parku

Na dworze jest przymrozek. Trawa jest siwa od szronu…

Piękny, spokojny, świąteczny poranek.

Wczoraj popołudnie u brata.

Kawa już wypita…

Czytam kolejną powieść Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość”. Opowieść o kobiecie, której przeszłość okazała się inna od tej jaką znała. Jak zwykle fabuła książki mocno oparta na rzeczywistości. Autorka pokazuje na czym polega wychowywanie się w rodzinie z problemem alkoholowym – matka głównej bohaterki była alkoholiczką. W dorosłym życiu Delia wybiera na męża alkoholika.
„Zagubiona przeszłość” – to przeszłość Delii i jej ojca, historia, która wraca w najmniej oczekiwanym momencie.
„Delia Hopkins jest dzieckiem szczęścia. Ma małą córeczkę, przystojnego narzeczonego, ukochanego ojca oraz psa, z którym pracuje przy poszukiwaniu zaginionych ludzi. Trwają przygotowania do ślubu. Ni stąd, ni z zowąd Delię zaczynają dręczyć wspomnienia których nie potrafi wyjaśnić ani umiejscowić w czasie i przestrzeni. A potem w jej domu nagle pojawia się policjant, przynosząc nieoczekiwana wiadomość, która rujnuje bezpieczny świat młodej kobiety”
To tyle z okładki.
Delia dowiaduje się o swojej matce alkoholiczce i o tym, że ojciec chcąc ratować ją przed matką, uprowadza ją do innego stanu, zmienia nazwisko i wychowuje sam.
Ojciec trafia do więzienia za uprowadzenie i zostaje deportowany do stanu, w którym dopuścił się przestępstwa. Delia wyjeżdża za nim a jej narzeczony, adwokat, broni przyszłego teścia.
Podążając za głównymi bohaterami możemy się zastanowić nad różnymi problemami: czy lepiej mówić prawdę, czy ukrywać ją i maskować kłamstwem; dlaczego dzieciństwo tak wpływa na dorosłe wybory; dlaczego dorośli wchodzą w związki z osobami bardzo podobnymi do własnych rodziców, po to, żeby naprawić i stworzyć relację, jakich nie mieli w dzieciństwie (jeżeli to byli „toksyczni” rodzice”); dlaczego przebaczenie i pogodzenie się z przeszłością daje ogromną ulgę.
Jeszcze nie przeczytałam książki do końca, więc nie powiem nic o zakończeniu…

Książka tak jakoś splotła się z wydarzeniami przeżywanymi przeze mnie na terapii. Wróciłam do dzieciństwa, z którego też nic nie pamiętam do 6 roku życia a to co pamiętam od tego roku, wesołe raczej nie jest. Już wiem dlaczego wybrałam takiego, a nie innego partnera, dlaczego reaguję nerwowo na święta, dlaczego nie umiem wchodzić w głębsze relacje z ludźmi.

W środę na terapii nad nami zawisło moje pytanie (retoryczne oczywiście)

CO MAM ROBIĆ, ŻEBY CZUĆ SIĘ DOBRZE WE WŁASNEJ SKÓRZE. CZUĆ SIĘ DOBRZE W MIEJSCACH. W KTÓRYCH JESTEM. CZUĆ SIĘ DOBRZE Z LUDŹMI, KTÓRZY MNIE OTACZAJĄ????

Terapeuta mi nie opowie na to pytania :-(

Odpowiedź muszę znaleźć sama

Utkwiło mi w pamięci parę słów B – o tym, że dorastam.
Taaa, baba ponad czterdziestoletnia w końcu ma szansę dorosnąć.
Dobrze, że on mi to umożliwia. Tak powinien zachowywać się ojciec, albo matka. Pozwolić na dorośnięcie, ale skoro nie dane mi było, więc obcy człowiek dokonuje tego procesu za nich.
Dobrze…

Podobno moje dorastanie charakteryzuje się tym, że zaczynam dostrzegać odcienie szarości. A dla mnie oznacza margines spokoju. Skoro nie ma bardzo złych i bardzo dobrych ludzi a są jacy są, pozwala mi to na wyciszenie się i popatrzenie na wszystko, co się dzieje dookoła mnie z odrobiną dystansu. Tak, ludzie się bronią, nawet wtedy kiedy nie muszą i atakują, nawet wtedy kiedy nie ma realnego zagrożenia. Są agresywni, opryskliwi, wrzaskliwi, kłótliwi, bo się boją. Zostali poranieni przez swoich rodziców, przez niepowodzenia życiowe, przez samotność. „Kolce” dawały możliwość przetrwania, ale teraz, kiedy nie ma zagrożenia, ranią innych. „Odcień szarości” – to strefa, gdzie biel miesza się z czernią, gdzie dostrzegamy zło i dobro, ale nie popadamy w skrajność, bo bardziej cenimy własny spokój, niż „zbawianie świata”. Pozwolić ludziom istnieć, bez potrzeby ich naprawiania. Ominąć, zamiast toczyć bój. Ludzie się nie zmienią, jeżeli tego nie chcą. Odcień szarości bardzo mi się podoba.

Rozmawialiśmy w środę o wielu rzeczach.
Rozmawialiśmy o mim eksperymencie społecznym i o jego wyniku i pierwszy raz przyznałam się do tego, że zaczynam marzyć. Dotąd nie miałam marzeń a teraz marzę o wyjazdach, ciekawych miejscach, zmianach, których przestaję się bać.

Opowiedziałam historię sprzed dwóch lat, z biletomatem, w Warszawie. Nie umiałam kupić z niego biletu na tramwaj. W przerażenie wprowadziło mnie wielość stref i to, że nie wiem jaki bilet wybrać i jak go w ogóle kupić. Byłam wtedy z córką.W planach był teatr a wcześniej wizyta u znajomej. Do wizyty nie doszło, bo mnie sparaliżował strach. Wpadłam w taką panikę, że najchętniej usiadłabym pod biletomatem i zaczęła płakać. Poczułam się jak w potrzasku. Pytani przeze mnie ludzie, w jaki sposób kupić bilet, też nie wiedzieli. Było mi wstyd przed córką. Jedyne co mogłam zrobić, to zadzwonić do znajomej i przeprosić ją, że nie przyjadę i spotkamy się przed teatrem. Byłam przerażona…

Dziś traktuje to jako doświadczenie. Bilety na tramwaj kupuję w kiosku i zawsze mam dodatkowe w portfelu, żeby znów nie spanikować.

Pytanie o swoje miejsce wciąż nade mną wisi. O poczucie siebie… Tak podobno mają dzieci DDA – uczucie wyobcowania, niezrozumienia, ostracyzmu, osamotnienia.

Wiec, dorastam…

Na to nigdy nie jest za późno…

Jestem dumna z tego, że dane mi jest dorosnąć :-)

Powoli zmieniam sytuacje, które mnie uwierają, które powodują moje „stanie w rozkroku”, bo nie umiem się zdecydować, co jest lepsze. „Rozkrok” jeszcze jest, ale różnica polega na tym, że teraz jestem go świadoma. Jest jeszcze parę rzeczy do przepracowania…
Dorosłość to umiejętność dokonywania racjonalnych wyborów, bez patrzenia „co inni powiedzą” i „czy przypadkiem kogoś nie uraziłam?”. Dorosłość to szanowanie siebie i obrona własnych granic. Dorosłość to spokój i cieszenie się własnym życiem, to relacje, które nie ranią, to odnalezienie własnego miejsca na ziemi – tak to sobie wyobrażam.
Aby wejść w fazę dorastania musiałam poświęcić prawie cztery lata terapii 8-O . Ile zajmie mi stawanie się dorosłą????

Nieważne! Nie żałuje ani jednej godziny terapii. Jestem z siebie dumna :-D

Kiedy spojrzę wstecz, na tę kobietę sprzed dwóch lat, którą byłam, zmotaną w emocjonalne relacje, przeżywającą wszystko bardzo mocno, na myśl przychodzi mi podsumowanie syna, kiedy usiedliśmy do wielkanocnego śniadania.
Młody powiedział:
- Nareszcie normalnie i w końcu przestałaś powtarzać z nerwami… – i tu zawiesił głos.

- Powtarzać co? – zapytałam ze śmiechem
- No, nie wiem, czy wypada, tak przy stole?
- Mów, bo sama jestem ciekawa.
- Przestałaś powtarzać „A ch…j z tym wszystkim”
Wytrzeszczyłam oczy i odpowiedziałam:
- Kurde ja tak mówiłam? Synu, nie bierz przykładu z mamusi. A tak na serio, w końcu zaczęło mi zależeć na czasie z wami – popatrzyłam na Maleńką i w jego kierunku – No i zaczynam dorastać! – wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
Zrozumiałam, że święta to nie suto zastawiony stół, to nie baby i mazurki pieczone z wywieszonym ozorem do bladego świtu, żeby „były święta”, i nie piękne ubranie, kiedy siadamy do stołu… więc odpuściłam. Pozwoliłam, żeby święta przyszły same. Leniwie przetoczyły się przez te dwa dni, pozwoliły popatrzyć na prześliczną Małą i przystojnego Młodego, bo najważniejszy jest spokój i to, że osoby, które kochamy są jeszcze blisko nas.
Nie zawsze tak będzie…

 

 

Fragment tekstu pochodzi z książki Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość” ,Kolekcja Jodi Picoult, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Książka, Życie