RSS
 

Poszukiwanie zapomnianego dzieciństwa

20 kwi

W terapii cofnęłam się do dzieciństwa

I mur…

Nie pamiętam niczego, co działo się przed szóstym rokiem życia. Nic. Czarna dziura…

Postanowiłam pobawić się w detektywa i zapytać żyjącego rodzeństwa o swoje dzieciństwo. Pomyślałam, że to uruchomi jakieś trybiki, coś poruszy i runie lawina wspomnień. Zaleje mnie i nareszcie będę mogła odnaleźć swoje miejsce w rodzinie. Odnajdę te niteczki, które łączą mnie z najbliższymi, przestanę czuć się obcą wśród nich. Odnajdę swoją tożsamość. Przestanę być odmieńcem i tym „wyskrobkiem”, jak mnie nazywali. Może zobaczę wtedy matkę, która zamiast płakać, że mogła mnie abordować, nareszcie się uśmiechnie i powie, że to co chciała zrobić, jest niczym w porównaniu, z tym co ma. A miała przecież mnie…

Pomyślałam, że najlepszym momentem na takie śledztwo będą święta.

W niedzielę zadałam pytanie o moje dzieciństwo bratu.

Może zaczęłam niefortunnie. Może czas nie taki. Może poruszyłam temat siostry… Cholera wie…

Brat bardzo się zdenerwował. Popatrzył na mnie i odparował:
- Byłaś oczkiem w głowie rodziców.

I tyle…

W poniedziałek poszukiwania tożsamości ciąg dalszy… To samo pytanie zadałam siostrze.

Siostra bez namysłu odpowiedziała „bo ty chowałaś się po kątach…”

No fajnie…

No to dużo się dowiedziałam.

Dalej nic nie wiem. Dalej czuję się kukułczym pisklęciem.
Wspomnienia nie pasują do bycia „oczkiem w głowie”, raczej do „chowałaś się po kątach”.
Życie, które ułożyłam sobie jako dorosła osoba też bardziej pasuje do „chowałaś się po kątach”. Dziecko, które chowa się po kątach czegoś się boi, przed czymś ucieka, coś ma do ukrycia…
Masz, następna łamigłówka!!!

A może lepiej nie drążyć… Zostawić w cholerę całą tę przeszłość. Było, minęło…

W środę rozbawiło mnie na terapii jedno zdanie dotyczące drążenia w przeszłości: A co jak okaże się, że handlowałam śledziami na Placu Grzybowskim? Ostatecznie to nic złego, to handlowanie. Znam dziewczynę, której motto życiowe to: „Lepszy słaby handelek, niż  ciężki szpadelek”. Lepiej?! Tylko czemu tak bardzo brakuje mi tego życiowego puzzla, dlaczego taką wagę do niego przywiązuję???

Nomen, omen, czytam książkę o kobiecie, która dowiaduje się, że została porwana przez ojca. Żyła z przeświadczeniem, że jej matka nie żyje a tu okazuje się, że matka nie tylko żyje, ale że była też alkoholiczką i ojciec, aby chronić córkę, wolał ją wywieść do innego stanu.
Kobieta chce poznać swoją matkę, chce przypomnieć sobie swoje dzieciństwo w najdrobniejszych szczegółach, jakby to miało w magiczny sposób zmienić całe jej życie.
W książce jest taki fragment:
„Szkoda, że nie mogę sobie przypomnieć wszystkiego. (…) nie wiem, kim byłam” Na co odpowiada jej przyjaciel: „Rozejrzyj się dziewczyno, znasz całą rzeszę ludzi, którzy ci o tym przypomną, zacznij zadawać sobie pytanie, kim będziesz teraz, po tym wszystkim, co się stało. (…) ważniejsze jest to, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat. Co z tego, że kiedyś miałaś na podwórku drzewko cytrynowe? Bardziej mnie interesuje, czy teraz posadzisz sobie cytryny w ogródku?
I w tym momencie wszystko stało się jasne. Jakby ktoś umył brudne okno, przez które człowiek całymi dniami bezskutecznie próbował coś wypatrzeć. Niektórzy ludzie wiedzą o sobie wszystko i są też tacy, którzy nie wiedzą o sobie nic. W rodzinach zastępczych żyje mnóstwo adoptowanych dzieci, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim byli ich biologiczni rodzice (…) W każdej chwili życia można zacząć od nowa. I to nie jest życie na niby, to jest prawdziwe życie. Naprawdę.” *

To życie, które mam teraz jest prawdziwe i dobre i mam w dupie przeszłość. Ona nic dobrego nie przyniesie. To wiem naprawdę. Wypróbowałam to… Ale tak mi brakuje tego puzzla…

Terapeuta powiedział:
- Ty dobrze pamiętasz, co się wtedy działo…
- Nie, nie pamiętam…
- Pamiętasz…
Czyli co, jest w pamięci szufladka z napisem „wczesne dzieciństwo”, ale dla mojego dobra nie chce się otworzyć??? Kto w takim razie ma kluczyk???

 Więc szukać, czy nie? Drążyć, czy dać sobie święty spokój? Dowiedzieć się, czy lepiej nie przekraczać tej czarnej ściany zapomnienia?

 

* Jodi Picoult , Zagubiona przeszłość, Kolekcja Jodi Picoult 6, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

************  21:56  ***************

 

Właśnie wróciliśmy

Byłam drugi raz na filmie „A Monster Calls”.  Tytuł polski nieszczęśliwie przetłumaczony „7 minut po północy”

Zajebisty film

Oglądany po raz drugi zyskał więcej „smaczków”

Bardzo terapeutyczny. BARDZO!!!

Zryczałam się jak głupia.

Teraz oglądałam go z synem. Wcześniej była córka

Po raz trzeci pójdę sama

Nie daruje

Wart jest każdej minuty oglądania

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Książka, Życie

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Szafirowa Noc

    22 kwietnia 2017 o 19:15

    Witam,
    Bardzo podobało mi się, ta tematyka.. Aż przypomniało mi pewne opowiadanie na moim blogu. Zapraszam do siebie, być może polubisz treść. Ja z pewnością będę tutaj zaglądać i czytać.
    Pozdrawiam.