RSS
 

Archiwum - Maj 7th, 2017

Zimny maj i „Małe wielkie rzeczy”, czyli warto czytać i oglądać ☺

07 maj

 

 

Zimny maj..

Wczoraj pogoda prawie letnia. Temp. 25 stop. C. Wieczorem burza…

A dziś ziiiiimno… Brrrr

Zimny maj…

Kurde, olej leci. Widać to w lewym nadkolu. Wiadomo – maglownica do wymiany. Przejeździłam ponad miesiąc na uszczelnionej maglownicy a teraz wszystko rypło :-( Znów wycieka olej. W tym miesiącu ubezpieczenie, oczywiście po nowych stawkach. Wymiana maglownicy… Później jeszcze zawieszenie z przodu i amortyzatory z tyłu i to by było chyba wszystko. A nie, jeszcze wymiana oleju… Ufff, tyle rzeczy na głowie ;-)

Jutro matura z języka angielskiego. Siedzę w sali z … ta, dam!!!! Z jednym uczniem!!! Jedyny, który pisze starą maturę. Stara matura, nowa matura… Wielkie zmiany w szkolnictwie :-( Czasami trudno nadążyć za nowościami.

Wieczór.

A za oknem, w parku, ptaki śpiewają jak oszalałe.

Wczoraj po burzy słuchać było rechot żab. „Grają”, jak mówiła moja matka.

Czytam kolejną książkę Judi Picoult „Małe wielkie rzeczy”. Rzecz o rasizmie. W Stanach, pomimo wyboru ciemnoskórego prezydenta, rasizm kwitnie. Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale w ludziach wciąż tkwią uprzedzenie rasowe. Ciemnoskórzy zawsze będą na pozycji straconej. Książka przedstawia to w bardzo dosadny sposób. Autorka przedstawia „dwie strony medalu”, czyli dwa spojrzenia – białych i czarnych. Przedstawia je bez poprawności politycznej, nazywając rzeczy po imieniu. Afroamerykanie i ich świat i biali i ich świat. Pomimo desegregacji w USA w 1963 roku, segregacja nadal istnieje. W książce mamy bardzo bliskie spotkanie z osobą, której matka była jednym z dziewięciorga dzieci, które w 1957 r. w Little Rock (Arkansas) weszło do „białej” szkoły, aby się uczyć. Na tym tle wybuchnęły zamieszki.
Historia książki pozwala towarzyszyć czarnoskórej pielęgniarce oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka. Rodzicami noworodka byli wojujący nacjonaliści. Ruth miała zakaz zbliżania i dotykania dziecka. Z racji wykonywanego zawodu była zobligowana do udzielenia pomocy umierającemu dziecku.
Pisarka pozwala czytelnikowi być blisko rodziny czarnoskórej pielęgniarki i rodziny nacjonalistów. Wniknąć w historię ich życia, przeżywać ich smutki i radości, poznać powody ich postępowania.

Czytając książkę przypomniałam sobie kilka filmów o segregacji rasowej i walce z nią.
Na HBO – bardzo dobry dokument „Little Rock: pół wieku później”- historia, gdzie do szkoły weszło 9 czarnych uczniów. Historię o całym zdarzeniu wspomina jedna z uczennic pięćdziesiąt lat później. 1957 – Do szkoły Little Rock Central High School zaczyna uczęszczać pierwsza w historii grupa czarnoskórych uczniów, tzw. „Dziewiątka z Little Rock”. W reakcji na publiczne protesty (Arkansas jest wówczas trzecim najbardziej segregowanym rasowo stanem amerykańskim, po Missisipi i Alabamie), Prezydent Dwight Eisenhower wysyła do miasta członków Gwardii Narodowej, by zapewnili „Dziewiątce” bezpieczeństwo i umożliwili im korzystanie z prawa do nauki. Ponad pięćdziesiąt lat temu liceum Little Rock Central High School stało się symbolem walki i nadziei ruchu na rzecz równouprawnienia. Obecnie boleśnie przypomina, jak skomplikowana jest droga ku równości. Dokument ukazujący od środka liceum Little Rock Central High w Little Rock w stanie Arkansas. Niegdyś zarzewie ruchu na rzecz równouprawnienia, Little Rock Central High to obecnie, można powiedzieć, dwie szkoły: w jednej biali uczniowie przygotowują się do wstępu na najbardziej prestiżowe uczelnie w kraju, w drugiej garstka czarnych uczniów z trudnością wypełnia minimum programowe.
Gdy w 2006 r. pochodzący z Little Rock filmowcy Brent i Craig Renaud zaczęli kręcić dokument w Little Rock Central High, w szkole i w całym kraju trwały przygotowania do uczczenia 50 rocznicy słynnego „kryzysu integracyjnego” w 1957 r. Rozgniewany tłum białych mieszkańców Little Rock uniemożliwił wtedy dziewięciu czarnoskórym uczniom wejście do budynku szkoły. W filmie towarzyszymy współczesnym uczniom i nauczycielom liceum, którzy wraz z liderami miejscowej społeczności i przedstawicielką pierwotnej „dziewiątki z Little Rock”, dzielą się swoimi przemyśleniami o tym, ile – jak niewiele – zmieniło się od tamtych dramatycznych wydarzeń. W pamięci zostają słowa bohaterki o tym, że granica między białymi i czarnymi wciąż jest w głowach ludzi i, że nigdy nie da się jej usunąć.

Innym filmem o segregacji i uprzedzeniach rasowych, ze wspaniałą rolą Samuela L. Jackcona i Julianne Moore, jest „Kolor zbrodni”. Historia o uprowadzeniu i zabójstwie dziecka. Podejrzenie pada na czarnoskórego. Dochodzi do zamieszek na tle rasowym. Winną okazuje się matka, ale z powodu ogromnego strachu, kieruje cała uwagę na swojego czarnoskórego znajomego. Film jest warty obejrzenia, gdyż znakomicie pokazuje uprzedzenia rasowe.

Kolejny film to „Służące”. Opowieść o białej dziennikarce, która postanawia spisać historię czarnych służących.  Wywołuje tym ogromny skandal w latach 60 XX w.

W „Wolności słowa” tez spotykamy się z wątkiem segregacji rasowej. „Kolorowi” uczniowie dostają zadanie od nauczycielki języka angielskiego – mają spisywać swoje życie w formie pamiętników. Sprytny wybieg nauczycielki jest sposobem na ich zbliżenie się do siebie i pokazanie, że są ważni. W filmie mamy też fragmenty dokumentu o autobusie, w którym biali objeżdżali stany USA w proteście przeciw segregacji rasowej. Są też sceny, w których występują prawdziwe ofiary holokaustu.
Lubię ten film pokazywać w pierwszych klasach, bo porusza ważny temat tolerancji.

Ciekawy artykuł o segregacji rasowej można przeczytać w Newsweeku: W USA 50 lat po zniesieniu segregacji rasowej rasizm wciąż jest problemem.

Inny ciekawy artykuł, to Kiedy rasiści stawali w drzwiach. Przeczytamy w nim, np. o tym, że na przełomie lat 50. i 60. ruszyły w Amerykę tzw. rajdy wolności. Młodzi ludzie, czarni i biali, grupowo zajmowali miejsca w autobusach międzystanowych. Im dalej w Południe zapuszczał się taki autobus, tym większa była agresja miejscowych. W Alabamie było najgorzej. W jednym z miast „autobus wolności” został podpalony, a rozwścieczony tłum próbował spalić pasażerów żywcem. Białe bojówki regularnie polowały na uczestników rajdów, na ogół przy obojętnej lub wręcz sprzyjającej postawie miejscowej policji.

Tyle skojarzeń na temat jednej książki…

Ruth – czarnoskóra pielęgniarka jest mi bardzo bliska. Tak jak ona, nie potrafię znaleźć swojego miejsca. Tak jak ona, nigdzie nie czuję się na miejscu. Tak jak ona, jestem jedyna z rodziny, która ma wyższe wykształcenie. Reszta historii się nie zgadza, ale ten początek spowodował, że siedzę nad książką i z ogromnym zainteresowaniem śledzę rozwój wydarzeń. Nie wiem, czy Ruth będzie skazana za morderstwo. Jestem w momencie, kiedy ma ją bronić biała prawniczka. Nawet nie było jeszcze pierwszej rozprawy.
Na drugiej szali jest Turk – biały nacjonalista, któremu w szpitalu zmarło dziecko. I Bóg mi świadkiem, że nie jestem po jego stronie, pomimo, że stracił syna. Mężczyzną kieruje nienawiść. Jest tak zindoktrynowany przez ruch neonazistowski, że potrafi  wyrządzać tylko zło. On oczywiście tego nie widzi. Walczy o „sprawiedliwość’ i „czystość rasy”.
I tu przypomina mi się pewne jesienne popołudnie w Warszawie. Byłam na uczelni, na zajęciach. Uniwersytet Warszawski, Instytut Filozofii. Siedziałam z koleżankami na dole i patrzyłam na to, co działo się za oknami. A tam przechodził czarny marsz – ludzie w czarnych ubraniach hardo maszerowali ulicą. Atmosfera była gęsta od nienawiści. Twarze ludzi zacięte a w powietrzu unosiły się harde, nerwowe okrzyki. Nacjonaliści. Zmroziło mnie. Ucichłyśmy przy stoliku, z obawą patrząc na kruchą szybę oddzielającą ich od nas. Odniosłam wrażenie, że ulicą maszeruje zło w czystej postaci. Skurczyłam się na krześle…

Rasizm zawsze był, jest i będzie zły.

Nie wiem jakie zakończenie spotkam w książce, ale wiem, że warto ją przeczytać.

 

I tak od zimnego maja przeszłam do rasizmu, też wywołującego zimne dreszcze. 

Potrzeba mi ciepełka i słoneczka :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Muzyka, Życie