RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2017

Bartłomiej Dobroczyński – myśl mniej a lepiej na tym wyjdziesz.

29 cze

Na FB, na stronie Laboratorium Psychoedukacji przeczytałam ciekawy artykuł – wywiad z Bartłomiejem Dobroczyńskim.

Rozmowę przeprowadziła Katarzyna Bielas. Całość zamieszczona w Gazecie Wyborczej a tytuł wywiadu: „Pamiętaj o ciemnej stronie”

Bartłomiej Dobroczyński – ciekawa postać – dla mnie z tego względu, że trochę przypomina mnie z tej strony poszukiwawczej – poszukiwania najlepszego rozwiązania na życie, dywagacji między wiarą a nauką. Chciałabym przeczytać jego książki, takie jak:”Kłopoty z duchowością. Szkice z pogranicza psychologii”, „Listy profana. Między psychologią a religią”. Poszukam. Może znajdę… A wtedy na pewno przeczytam.

Na potwierdzenie moich osobistych spostrzeżeń odkryłam inny artykuł – wywiad z panem Dobroczyńskiem: ”Płonę i się uśmiecham” - ten facet mnie intryguje! Jedno fajne zdanie z tego wywiadu: „W naszym obszarze kulturowym, w polskim katolicyzmie, religia to jest przede wszystkim zestaw twierdzeń i mniemań. Wierzę w jedynego Boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi. Walczy się więc o poglądy i słowa. A moim skromnym zdaniem religia to jest przede wszystkim zestaw praktyk i umiejętności.” , albo następne:”Marks mówił, że religia to opium dla ludu. Freud – że to powszechna nerwica prześladowcza, której ludzkość powinna się jak najprędzej pozbyć. Comte – że to dziecięcy etap rozwoju człowieka. Nietzsche – że chrześcijaństwo jest czymś z gruntu chorym, bo rozprzestrzenia resentyment i niewolniczą mentalność. ” – tyle kontrowersji. Reszta do przeczytania   :-D . Z Bartłomiejem Dobroczyńskim rozmawia Tomasz Kwaśniewski: To, czego potrzebujesz, to żeby rzeczywistość wzięła cię między cycki, przytuliła i powiedziała: będzie dobrze. Nie bój się.

I artykuł pani Katarzyny Bielas:

Co byś powiedział sobie młodemu? - Młodość jest uciążliwym stanem ducha i umysłu, a także ciała, bo buzują w nim popędy, z którymi nie zawsze wiadomo, co zrobić.Świat się zmienił od czasów mojej młodości, ale gdybym miał coś radzić w kontekście egzystencjalnym, jako człowiek, który wielu rzeczy spróbował i zaznał, ale też jako psycholog, powiedziałbym: „Myśl mniej!”.To radzi nauczyciel akademicki?- Nie uważam, że myślenie samo w sobie jest złe, ale że powinno być narzędziem do rozwiązywania określonych problemów, tymczasem w naszej kulturze używamy go bez przerwy i do wszystkiego. To pochłania energię, działa jak włączone w smartfonie wi-fi, coraz bardziej poszerza swój zakres wpływów.Co w tym złego? Młodym ludziom często zarzuca się, że nie myślą.

- Jeśli w młodości za dużo się myśli, a za mało żyje, podkopuje to radość życia. Mam wrażenie, że w wyniku rozbuchanego myślenia tracimy dostęp do samych siebie. To godzi w nas jako zwierzęta, dzieci, jednostki otwarte i kreatywne, instynktowne, które od małego mają dostęp do tego, co im się podoba lub nie. Badania nad sportowcami pokazują, że dobrzy tym się różnią od złych, że myślą mało i dobrze, a źli – dużo i źle.

W młodości często rezygnowałem z różnych okazji, myśląc, że mam czas, albo że nie można mieć wszystkiego od razu. Daniel Gilbert w książce „Na tropie szczęścia” pisał o ludziach, którzy zbliżają się do końca swojej drogi na ziemi. Na ogół nie żałują swoich uczynków, ale tego, czego w życiu nie zrobili, czyli inaczej, niż sugerują różne doktryny religijne czy potoczne wyobrażenia.
Ty jak spędzałeś młodość?

- Przed studiami w Krakowie mieszkałem w Jarosławiu, ładnym miasteczku, nie cechującym się jednak w owym czasie zbytnią aktywnością intelektualną mieszkańców, choć miało fajne szkoły. Dla mnie świętem była wizyta w księgarni – trwał boom literatury iberoamerykańskiej – Sábato, Donoso, Cortázar… Czytałem też Witkacego i Schulza, któremu pozostałem wierny do dziś. Ważne było też kino Westerplatte, w którym widziałem pierwsze wielkie i ważne dla mnie filmy takie jak „Andriej Rublow” Tarkowskiego czy Kurosawa. Chodziłem do szkoły muzycznej, do dziś gram na fortepianie, choć teraz bardziej bluesowo, rockandrollowo, nie klasycznie jak wtedy.

Poszukiwałem sam, ale miałem też nauczycieli, autorytety, w tym zakonników, bo byłem kiedyś blisko Kościoła. Ci, których spotykałem, i ci, których – lub o których – czytałem, artyści, pisarze, rozbudzali moje marzenia, ale nie mówili o bardzo ważnej rzeczy – że życie ma też ciemną stronę.

Można to traktować jako przewinienie?

- Jeśli mówi się młodemu człowiekowi, jak wielkie i ważne rzeczy wiążą się z pięknem, prawdą i dobrem, zachęca do służenia tym wartościom, warto powiedzieć również, jakie są skutki uboczne tej służby. W tej domenie jest bardzo dużo wielkich słów, tymczasem realne, niezależne od ciebie mechanizmy są twarde, brutalne, panuje hipokryzja. A więc spodziewaj się raczej, że będziesz dostawał w dupę, niż że będziesz triumfował. To, czy twoja książka, obraz, praca naukowa, poświęcenie, współpraca czy chęć kompromisu przyniosą ci satysfakcję, powodzenie, uznanie czy nie, nie zależy tylko od twoich wysiłków, od realnego kształtu tego, co zrobisz. Przygotuj się na to. Gdyby chcieć się odwołać do Biblii, powiedziałbym: czytaj mniej Nowego Testamentu, a więcej Starego, głównie Księgę Koheleta. To Kohelet najlepiej oddaje to, jak wygląda świat, że wszystko to marność nad marnościami i pogoń za wiatrem, to on mówi: „najlepszy biegacz nie zwycięża w wyścigach” i „patrzcie, ten człowiek uratował wieś, ale pod wieczór już nikt tego nie pamięta”.

Ta wiedza ma uchronić przed rozczarowaniem, frustracją?

- Te koszty trzeba brać pod uwagę. Wszystko, co jest wiele warte, intensywne, budzące marzenia, pragnienia, chęć zaangażowania się, ma swoją ciemną stronę. Powiedziałbym, że im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Chcesz być pisarzem, pamiętaj, że to cię naraża na ogromny stres, wielu pisarzy zostaje alkoholikami, 5/7 pisarzy amerykańskich – Poe, Fitzgerald, Steinbeck, Faulkner… to byli alkoholicy. Chcesz być malarzem, pamiętaj, że możesz za życia ponieść porażkę jak van Gogh czy Modigliani, który chodził pijany i oszołomiony haszyszem, próbował sprzedawać swoje obrazy za jednego franka i nikt nie chciał ich kupić.

Chcesz być naukowcem? Pamiętaj w takim razie, że 80 proc. uczonych przez całe życie testuje błędne hipotezy. Większość nie osiągnie sławy, dużych pieniędzy.
Im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Nie chodzi tylko o koszty tak spektakularne jak uzależnienia, ale i takie, że trudno zarobić na życie czy utrzymać związki. Traci się bezpośredni kontakt z otoczeniem, bo człowiek, który jest w amoku twórczym dzień w dzień, nie jest w stanie porozmawiać uważnie ze swoimi bliskimi. Oni mają wrażenie, że jest nieobecny, nie wspiera ich.

To co robić? Na wstępie zrezygnować?
Warto robić rzeczy, które cię pociągają, ale zbyt wiele nie oczekiwać, raczej cieszyć się procesem. Jeśli kochasz muzykę, to graj, ale nie spodziewaj się, że inni będą twoją muzykę kochać albo że z tego tytułu czekają cię jakieś ulgi czy wyróżnienia. Wręcz przeciwnie, jeśli będziesz kochał sztukę, to uwrażliwisz swoją duszę i w pewnych sytuacjach emocjonalnie będzie ci bardzo ciężko.
Ale może jest też tak, że młodzi ludzie świadomie pchają się w niebezpieczeństwa, bo taki obraz artysty im imponuje? - Tak, przychodzi do mnie wielu młodych ludzi i mówi, że chce spróbować LSD, ayahuaski, rytualnego indiańskiego napoju o silnych właściwościach psychodelicznych, czy czegoś innego, na coś się otworzyć. Mówię: „To są środki, które poszerzają twoje możliwości umysłowe, zwiększają nagle zakres tego, czym dysponujesz. Żeby wyobrazić sobie, co się stanie, zróbmy eksperyment myślowy. Masz puste wiadro na metrowym sznurku i zaczynasz nim kręcić nad głową. A teraz wyobraź sobie, że jest ono dwa razy większe, w środku jest zastygły beton, masz dziesięciometrowy sznur i masz kręcić. Co się stanie?”. Większość mówi: „Przypuszczalnie się wywrócę. Musiałbym się przymocować do ziemi”.No właśnie: im odleglejszych galaktyk intelektualnych, artystycznych, duchowych chcesz doświadczyć, im bardziej chcesz wychylić się przez okno Wszechświata, tym mocniej musisz być przytwierdzony do ziemi, żeby z tego okna nie wypaść i się nie zabić.Jest jeszcze coś ważnego, co chciałbym doradzić. Powiedział mi to w latach 80. pewien starszy, schorowany człowiek, którym się opiekowałem.Miałeś wtedy dwadzieścia kilka lat, czyli to coś, do czego mogłeś się zastosować.- Niestety, nie zawsze potrafiłem za tym pójść.

Ten człowiek był kiedyś strażnikiem Panoramy Racławickiej we Lwowie, zakonnikiem. Był homoseksualistą, przed wojną bliskim znajomym Mirona Białoszewskiego. Na jego prośbę czytałem mu na głos literaturę ‚gejowską’, wszystko co było, „Śmierc w Wenecji”, Wilde’a, Gide’a.

Tuż przed śmiercią powiedział: „Jeśli będzie pan miał kiedykolwiek w życiu do wyboru dwie drogi, łatwą i trudną, niech pan wybierze trudną, bo ja zawsze wybierałem łatwą i przegrałem swoje życie”. Pamiętam, że to mną wstrząsnęło.

Miał rację?

- Miał, tak samo jak Leonardo da Vinci, kiedy mówił, że dyscyplina jest matką wolności.

Człowiek zyskuje, kiedy zmusza się do większego wysiłku, kiedy narzuca sobie dyscyplinę, ramy, stawia sobie wymagania większe, niż wymaga tego nawet aktualna sytuacja, bo to późnej procentuje.

Jeśli ktoś, obojętnie, czy ma wenę, pomysł, czy nie, będzie codziennie dwie godziny pisał czy pracował nad tekstem naukowym, a ktoś inny będzie czekał na natchnienie, to ten drugi przypuszczalnie, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, niczego nie osiągnie, a ten pierwszy przynajmniej dobije się warsztatu. Nauczy się różnych rzeczy i będzie na lepszej drodze, żeby coś napisać, niż ten, kto tylko snuje marzenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby odbierać sobie wszystkie przyjemności i cierpieć od rana do wieczora, tylko o to, że przez dyscyplinę człowiek kształtuje odporność, panowanie nad sobą, które daje potem więcej możliwości. Dotyczy to też np. nauki języków.

Ja sam za dużo odpuszczałem, nie wiedziałem, jak to jest ważne i że tak trzeba.

Wykładasz, piszesz książki… Gdzie – mówiąc w skrócie – na braku tej całej wiedzy się przejechałeś?

- Mówiąc w skrócie, jestem alkoholikiem. Nie piję już od 19 lat, ale miałem dużo w plecy z tego powodu. Dopiero kilka lat temu zapanowałem nad różnymi problemami psychicznymi, lękami, nad moim życiem. Szkoda, że gdy byłem młodszy, nie wiedziałem tego, co teraz mówię.

                 Gazeta wyborcza.

Inne ciekawy artykuły- wywiady z  Bartłomiejem Dobroczyńskim w miesięczniku:  Znak

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

„Krucha jak lód” – czy pieniądze dają szczęście?

22 cze

Chciałam napisać o kolejnej książce Jodi Picoult „Krucha jak lód”.

Książka warta przeczytania.

Picoult ma szablon, według którego pisze. Powtarza go w większości swoich książek. Wiem, bo przeczytałam już 10 jej książek i 8 było zgodnych z tym właśnie szablonem. Najpierw przedstawia głównych bohaterów. Nie jest to zwykłe przedstawienie. Wcielamy się w kolejnych bohaterów. Poznajemy ich myśli, charter, sposoby postępowania, temperament. Później poznajemy główny problem i zaczyna się właściwa akcja, która prowadzi nas na salę sądową i tam ma się rozegrać sytuacja związana z rozwiązaniem dylematu moralnego – wyborem dobra lub zła, albo napiętnowaniem zła i… na koniec powieści mamy niespodziankę. Wpada niespodziewany „granat” i książka kończy się zupełnie inaczej niż byśmy się spodziewali.
Z ta książką było tak samo. Kiedy cieszyłam się z pozytywnego zakończenia, nagle wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do szoku i płaczu. I zapytałam „I gdzie ta sprawiedliwość??”

„Krucha jak lód” to opowieść o dziewczynce chorej na wrodzoną łamliwość kości – ang. osteogenesis imperfecta, OI, ale też o jej matce, która postanawia pozwać swoją najlepszą przyjaciółkę, lekarza położnika, o  „złe urodzenie” swojej córeczki.
Termin „złe urodzenie” oznacza błąd w sztuce lekarskiej lekarza położnika, który podczas badań prenatalnych nie rozpoznał wady płodu i nie poformował o tym rodziców, w związku z czym urodziło się upośledzone dziecko. Gdyby matka wiedziała odpowiednio wcześnie o chorobie dziecka, mogłaby dokonać aborcji.

Cała książka składa się z takich właśnie dywagacji. Co by było gdyby… Gdyby matka miała wybór: urodzić czy nie; czy można poświęcić wspaniałą przyjaźń dla pieniędzy; czy matką jest kobieta, która urodziła, czy ta, która wychowała; czy kobieta, która została zgwałcona w wieku 16 lat może oddać swoje dziecko do adopcji i może nie chcieć mieć z nim nic wspólnego i nawet, kiedy to dziecko odnajduje ją po latach, aby się z nią skonfrontować, też ma parowo odmówić jakiegokolwiek kontaktu; czy można jednocześnie kochać swoją córkę i wytaczać proces o złe urodzenie, informując tym wszystkich, że najlepiej gdyby ona się nie urodziła?

Jest też historia nastolatki, która czuje się niewidzialna i niepotrzebna w rodzinie i zapada na bulimię „wzbogaconą” epizodami samookaleczenia się.

Picoult jak zawsze nie idzie na skróty i potrafi zaskoczyć.

W niektórych momentach czułam się tak, jakbym czytała o sobie. Niechciane dziecko, tematy aborcji, rozpad przyjaźni. Poczucie odrzucenia, osamotnienia i pytania, dlaczego nikt mnie nie chce…

Mały fragment z początku książki:

„A czy dostałeś od tego życia
To ostatecznie, czego chciałeś?
Dostałem
A czego chciałeś?
Wiedzieć, że jestem kochany, czuć, że ktoś
Na tej ziemi mnie kocha”
Raymond Carver „Urywek późnego dzieła”

 

Tak, każdy chce czuć się kochany, oczekiwany, upragniony, na swoim miejscu. Takim miejscem ma być rodzina. Ma być kolebką, gniazdem, oazą, do której możemy wrócić, jak do bezpiecznego portu. Żyjąc w świecie tworzymy też relację z obcymi ludźmi a niektóre z nich są tak mocne, że nazywamy je przyjaźnią a nawet miłością. I zdarza się, że wszystkie te relacje, nawet najlepsze mogą lec w gruzach przez wybory, jakich dokonujemy w życiu.

W życiu osiągamy wciąż jakieś cele. Czasami wybieramy środki, które nie są etyczne.Czy w takim razie cel uświęca środki i czy te środki mogą być tak ostateczne, że staną się powodem nienawiści, choroby i śmierci?

I zdanie, które podkreśliłam:
„Może rzeczywiście dopiero po ciężkim kryzysie człowiek poznaje się naprawdę; może trzeba dostać w kość, żeby zrozumieć, czego właściwie chce się od życia”

Jeżeli nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy od życia, kryzys staję się cenną wskazówką, ale ta  wskazówka okupiona bywa łzami, strachem, załamaniem i poczuciem osamotnienia a nawet ostracyzmu.

W książce matka wygrywa sprawę i dostaje milionowe odszkodowanie, tylko czy te pieniądze zapewnią jej szczęśliwe życie z chorobą córki? Co straciła przez wytoczenie sprawy a co zyskała? Odpowiedź na kartach „Kruchej jak lód”.

Warto sięgnąć po tę książkę, chociaż nie da ona ostatecznej odpowiedzi na trudne pytania. Nie da właściwie żadnych odpowiedzi a zostawi nas z goryczą niedopowiedzeń i dywagacji „co by było gdyby…”

 

 

Krew, która popłynie, gdy stal i ciało staną się jednością
Zastygnie w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach pozostanie ślad
Być może ten ostateczny czyn miał na celu
Zbicie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nigdy by nie mogło
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Żebyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy

Sting

Fragmenty tekstu pochodzą z książki Jodi Picoult „Krucha jak lód”, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2009.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

Chłopy są jakieś inne ;-) Kosmici? Z Marsa? Hmmmm

17 cze

Ponieważ często jest czytany wpis o zołzach, czyli cwanych babach, dla równowagi wpis o chłopach… wróć… o panach. Znajomy dodałaby z przekąsem „błogosławionych między niewiastami ;-)

Mężczyźni wolą zołzy?!

Ktoś powiedział, że chłop jest prosty jak budowa cepa… No, nie wiem, czy cep/cepa łatwo zrobić? Niejeden z młodych panów może nawet nie wiedzieć, czym jest owo urządzenie. Wszak teraz nastała era komputera a nie ręcznego obrabiania zboża.

Nie wiem, kto jest autorem tego tekstu.
Jest on rozsyłany w wiadomościach mailowych i innych e-informacjach pomiędzy panami, na pewno ku pokrzepieniu ich serc i w męskiej solidarności przeciwko zołzom.

Kieruję ten manifest do jak największej liczby kobiet, żeby w końcu zrozumiały mężczyzn raz na zawsze.
Kieruję go do jak największej liczby mężczyzn, tak żeby wiedzieli, że nie są samotni w swej walce.

Proszę Pani, Panienki, Dziewczyny, Narzeczonej, Kobiety, Żony i wszystkich innych kobiet:

  1. Jeżeli sądzisz, że jesteś gruba, to najprawdopodobniej jesteś gruba. Nie zadawaj mi takich pytań, odmawiam odpowiedzi.
  2. Jeżeli czegoś chcesz, to wystarczy o to poprosić. Postawmy sprawę jasno: jesteśmy prości.
    Nie rozumiemy żadnych subtelnych, pośrednich próśb. Pośrednie „bezpośrednie prośby” (te pośrednie postawione bezpośrednio przed naszym nosem) też nie działają. Po prostu powiedz czego chcesz.
  3. Jeżeli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, nie zdziw się, że otrzymasz odpowiedź, której raczej nie chciałaś usłyszeć.
  4. My jesteśmy PROŚCI. Jeżeli proszę o podanie mi chleba, to nie mam na myśli nic innego. Nie mam do ciebie pretensji, że nie ma na stole chleba. Nie ma tu żadnych niedomówień czy żalu. My jesteśmy naprawdę prości.
  5. My jesteśmy PROŚCI. Nie ma sensu pytać mnie o czym myślę, bo przez 96,5 % czasu myślę o seksie. I nie, nie jesteśmy opętani. To po prostu nam się najbardziej podoba.
  6. Czasem nie myślę o tobie. Nie szkodzi. Proszę przywyknij do tego. Nie pytaj o czym myślę, jeżeli nie jesteś przygotowana do rozmowy na temat polityki, ekonomii, filozofii, piłki nożnej, picia, kobiet, piersi, nóg czy fajnych samochodów.
  7. Piątek / sobota / niedziela = żarcie = kumple = piłka nożna w telewizji = piwo = tragiczne maniery. To coś takiego jak księżyc w pełni. Nie do uniknięcia.
  8. Zakupy nam się nie podobają, i nigdy nie będą nam się podobać.
  9. Gdy gdzieś idziemy, cokolwiek założysz, będziesz w tym wyglądać doskonale. Przysięgam.
  10. Masz wystarczająco dużo ciuchów. Masz wystarczająco dużo butów. Płacz to szantaż. Bankrutowanie mnie nie jest okazywaniem uczucia z twojej strony.
  11. Większość mężczyzn posiada 3 pary butów. Powtarzam raz jeszcze, jesteśmy prości. Skąd ci przychodzi do głowy pomysł, że pomogę ci wybrać z twoich 30 par tę, która najlepiej pasuje.
  12. Proste odpowiedzi, takie jak TAK i NIE są przez nas doskonale akceptowane, bez znaczenia na jakie pytanie.
  13. Jeżeli masz jakiś problem, przychodź do mnie tylko po pomoc w jego rozwiązaniu. Nie przychodź się użalać, jakbym był jakąś twoją przyjaciółką.
  14. Ból głowy, który trwa 17 miesięcy, to nie ból głowy. Idź do lekarza.
  15. Jeżeli powiem coś, co może być zrozumiane w dwojaki sposób i jeden z nich spowoduje, że będziesz nieszczęśliwa czy zmartwiona, wiedz że mam na myśli to drugie.
  16. Wszyscy mężczyźni znają tylko 16 kolorów. Śliwka to owoc a nie kolor.
  17. I co to za p****e kolory te fuksje czy ekri? I poza tym jak się to pisze?
  18. Lubimy piwo tak samo jak wy lubicie torebki. Wy tego nie rozumiecie, my również.
  19. Jeżeli cię pytam, co się stało, a ty odpowiadasz „nic”, wtedy ci wierzę i jestem przekonany, że wszystko jest w porządku.
  20. Reguła podstawowa w przypadku najmniejszej wątpliwości dotyczącej czegokolwiek: weź to co najprostsze.
    MY JESTEŚMY NAPRAWDĘ PROŚCI.

 

No i co wy na to, drogie panie?

Faceci mają swoją instrukcję obsługi i podobno są naprawdę prości ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet

 

Trzy razy osiem, czyli czas na odpoczynek

16 cze

Tak. Ogromny czas! Najwyższy czas! ODPOCZYNEK! Uwielbiam to słowo :-D  Uwielbiam ten czas :-D

Od dwóch tygodni mam nareszcie wszystkie kanały w telewizji. Odkąd przenieśliśmy się do mieszkania przy parku, czasami jedynym „filmem” jaki mogłam obejrzeć był przepiękny widok z okna. Owszem antenę zamontowałam, nawet czasami było parę kanałów, ale wystarczył deszcz, albo silniejszy wiatr, o śniegu nie wspomnę i z oglądania nici. Ostatnio nawet nie chciało nam się wchodzić na dach i ustawiać „talerza”, bo i tak na drugi dzień był tylko program II telewizji polskiej. Taki myk :-(
W końcu odżałowałam parę złoty na fachowca i od prawie dwóch tygodni możemy normalnie oglądać telewizję. Hurrrra! Chociaż tak między nami telewizyjnymi jaskiniowcami, oglądać najczęściej nie ma czego. Niestety…
Najczęściej oglądam HBO, bo tam można „złapać” nowości.

Wstrząsnął mną film „Ostatnia rodzina”. Matuszyński odarł rodzinę Beksińskich z nadprzyrodzonego blichtru sławy i patrzenia na nich przez pryzmat surrealistycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego.
To podczas filmu przypomniałam sobie głos Tomasza z radiowej „trójki” i jego magnetyczne przyciąganie. Jako panienka wyobrażałam sobie inaczej faceta, który czarował głosem a tu… w filmie szare, a wręcz przytłaczające życie młodego mężczyzny, który zmaga się z nadpobudliwością i załamaniami nerwowymi, uciekając się nawet do prób samobójczych.
Wspaniała gra aktorska. Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia) i Dawid Ogrodnik (Tomasz). Nie poznałam Andrzeja Chyry w roli Piotra Dmochowskiego.
Nie mogłam się opędzić od uczucia klaustrofobicznego zamknięcia podczas oglądania. Wszystkie (prawie) sceny rozgrywają się w mieszkaniach w bloku. Ta rodzina dusi się, kłębi, wikła, wykańcza i powoli wymiera. Nie obejrzałam całego filmu od razu. Podchodziłam do niego trzy razy.  W pamięci zostało mieszkanie Beksińskich, gdzie umarły dwie starsze panie – matka Zofii i matka Zdzisława; w kuchni zmarła Zofia a w przedpokoju został zadźgany nożem Zdzisław. Oczywiście te zdarzenia były rozmieszczone w czasie. Brrr… Ciemne, zatłoczone mieszkanie naznaczone śmiercią.
Tomasz też popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu.
Beksiński przez dłuższy czas był sam. Wpuszczał ekipę sprzątającą i w taki sposób w końcu doczekał się swojej śmierci. Wpuścił młodego chłopaka, o którym myślał, że jest jedną z osób, które zajmują się sprzątaniem. Głupia, beznadziejna śmierć. Bardzo okrutna.

Zofia mówiła do męża „Zdzisek”…


Tomasz neurotyczny, nadpobudliwy, wybuchający niepohamowanym gniewem, potrafiący rozwalić kuchnię matki przez byle pierdołę i Zofia, kochająca mamusia, mówiąca do dorosłego syna „Tomcio”. Tomcio to, Tomcio tamto…

Ciężki film. Wstrząsający i zapadający w zły sposób w pamięć.

I zapamiętam zdanie wypowiadane przez Beksińskiego: „Rodzina to grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak też się nie znoszą”. 

I ogarnęło mną przeświadczenie, że to, co widzimy, jest inne od stanu faktycznego. Ludzie dostrzegają, to co chcą widzieć, albo pokazują „jedną stronę księżyca”, tę jaśniejszą a ciemniejsza zawsze jest niewidoczna a prawdziwe życie toczy się właśnie po ciemnej stronie księżyca… Hmmm… Ciemna strona księżyca może być przerażająca.

No, dobra, ale po co się dołować. Lepiej łapać słoneczne promienie, sycić się błękitem nieba, wdychać woń lasu i rozkwitłych łąk. Na polach plonuje żyto i pachnie świeżo pieczonym chlebem. To jest życie!!!! Warto ruszyć tyłek z kanapy i wyjść w przepiękne okoliczności przyrody :-D

Znalazłam taka wskazówkę pewnego zakonnika o imieniu Phil Bosmans „Trzy razy osiem”

Nasze czasy są męczące i nerwowe.
Lekarze mają pełne ręce roboty
Z ciśnieniem, sercem, krążeniem, nerwami ludzi.
Kto, zwłaszcza w miastach, da porwać się
piekielnemu tempu, pospiesznemu życiu,
ponieważ wszystko musi przebiegać terminowo i planowo,
ten wkrótce się rozchoruje i na wpół oszaleje.

Dobrze spałeś, wstałeś spokojny,
dobrze się czujesz, jesteś w dobrym nastroju
i pełen optymizmu.
Ale przy śniadaniu otwierasz gazetę.
same straszne wieści: zbrodnie, nieszczęścia,
katastrofy, konflikty narodowe i międzynarodowe.
Nie widzisz nic poza budzącymi grozę obrazami
i przy ostatnim łyku kawy wzdychasz:
„Niech diabli wezmą taki świat”.
Twój całkiem dobry nastrój gdzieś się ulotnił.
I tak dzieje się dalej: Cały dzień urabia cię
huk samochodów, dźwięk telefonów,
stukot maszyn, uliczny hałas,
rzępolenie radia, głos szefa…

Poznaj sekret, jak w tym kotle czarownicy
zachować zdrowie ciała i duszy.
Zaklęcie brzmi „trzy razy osiem”:
osiem godzin pracować, osiem godzin spać,
osiem godzin śmiać się, jeść, bawić się, śpiewać, modlić.
Trzy razy osiem, to ratunek dla ciebie.*

 

To bardzo dobra rada. TRZY RAZY OSIEM! Zwłaszcza sen i odpoczynek jest ważny, żeby nie zwariować w tym rozpędzonym świecie :-D

 

* PhilBosmans, Żyć każdym dniem, Seven, Wrocław 2004, s. 180.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Życie

 

Mój osobisty sukces ♥♥♥

12 cze

Młody był dwa tygodnie na praktykach w Grecji

W przepięknym hotelu Paralya Leptokarias

Trochę pracował, ale więcej odpoczywał, zwiedzał i bawił się z rówieśnikami.

Dla mamusi przywiózł:

- greckie wino (hmmm)

- prawdziwy ser feta (hmmmm)

- ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej (??? 8-O ) – malutką ikonę, ręcznie robioną, z wklejanym w aureolę prawdziwym złotem – trzeba było jechać dwa tysiące kilometrów, żeby kupić obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ło matko bosko 8-O

- trzy magnesy na lodówkę – też greckie :-D

- i grecki piasek, z plaży w Skiotos, błyszczący metalicznymi drobinkami; widać je zwłaszcza w słońcu. Małe, błyszczące drobinki kwarcu

- iiii metaxę!!! Myślałam, że metaxa to wino a tu niespodzianka. Metaxa to bardzo mocny alkohol.

Przyjechał pełen wspomnień – piękne miejsce, rówieśnicy… Wspaniałe wspomnienia… I dodał, że naprawdę tam wypoczął. Tam, ponad dwa tysiące kilometrów stąd. Daleko…

Evviva Grecjo!!!!!

 

Wczoraj dzień z rodziną. Komunia.

Kurde, ja nie mam tematów do rozmowy. Nie gonię za bogactwem. Dzieci mam duże, więc tematy o problemach wychowawczych kilkulatków odpadają. Rozmowy o problemach wychowawczych nastolatków też odpadają – nie mam takich problemów. Dogaduję się ze swoimi bardzo dobrze. Nie mam problemów.
Nie mam ciśnienia, by pokazywać, że jestem najmądrzejsza i jestem hersztem stada, bo u nas nie ma najważniejszego. W naszej trójce wszyscy jesteśmy ważni po równo.
Nikogo nie prześladuję swoimi wymaganiami, więc nie mają się czym denerwować – ja zresztą też  nie mam czym się denerwować.  Więc siedziałam i słuchałam o problemach innych i ich próbach wychowywania wszystkich dookoła, co zwykle kończy się wielkim rozczarowaniem i poczuciem porażki. Ja tak nie mam! Hurrrrra Chociaż tematów do rozmów też nie mam!!! No i to zaowocowało szybszym wyjściem do domu.
Plotki mnie nie pociągają, słuchanie cudzych wymądrzań mnie nudzi, a bogata nie będę, więc słuchanie o pogoni za bogactwem to totalna żenada.

Nasza trójka wyglądała bardzo fajnie. Dostałam zdjęcie z przyjęcia. Troje zadowolonych z siebie ludzi. Mój osobisty sukces ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Wewnętrzna przemiana

10 cze

Jakiego ducha w sobie nosisz?
Ducha chciwości, egoizmu, arogancji,
bojaźliwości, zwątpienia, poczucia niższości?
Wówczas w twoim sercu i wokół ciebie
jest blokada, nie dosięgnie cię żaden promień słońca.
W twoim wnętrzu jest ciemno i zimno. Nie czujesz się dobrze,
nie jesteś zadowolony, a co dopiero szczęśliwy.

Szczęście nie zależy od pieniędzy i przyjemności,
od zdrowia i życia jak w El Dorado.
Szczęście i nieszczęście wyrastają z wewnętrznego samopoczucia,
z twoich myśli i odczuć i ze wszystkiego,
co świadomie bądź nieświadomie dzieje się w tobie.
Jeśli czujesz się nieustannie niezadowolony i godny współczucia,
dokonaj natychmiast wewnętrznej przemiany.
Skieruj swoje myśli na słoneczną stronę.
Nie pozwól mrocznym uczuciom i namiętnościom
władać dłużej twoim wnętrzem.

Dokonaj w tych dniach odnowy! A jeśli jesteś chrześcijaninem,
otwórz szeroko wszystkie okna twojego serca
na przyjęcie wspaniałej, nadzwyczajnej mocy Ducha,
który chce cię stworzyć na nowo – Ducha Świętego.
Wesprze cię w ubóstwie i niedoli swą porywającą miłością,
radością, dobrocią i niewiarygodnie cudownym szczęściem. *

 

the-blind-eyes

 

 

A czas płynie

płynie

płynie

i płynie…

Mój czas

 

* Żyć każdym dniem, czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach, Phil Bosmans, Seven Wrocław 2004, s. 176

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Uwolnić i oddać się

05 cze

Wiem, że ludzkiego cierpienia nie da się zlikwidować
za pomocą kilku pięknych słów.
Mimo to zadaje sobie czasem pytanie:
Co to da, gdy człowiek chowa się za cierpieniem,
nieosiągalnie daleki od swoich bliźnich?
Spróbuj każdego dnia na nowo polubić życie i ludzi.
Chociaż nie jest to łatwe,
zbierz się przynajmniej każdego ranka na odwagę
i spójrz na wszystko trochę łagodniej.

Ludzie to nie anioły niosące cię na skrzydłach.
Życie ze swoimi ciosami losu, chorobami,
rozczarowaniami i niepowodzeniami
może być wielkim ciężarem.
Jeśli jednak nieustannie narzekasz,
wszystko staje się jeszcze gorsze. Gdy masz czarne myśli,
nad twoją głową zbiera się tylko nowe nieszczęście.
Jedyne lekarstwo to uwolnić się, oddać się.
Oddać się miłości za życie, za ludzi.

Żyć dzisiaj! Zamknąć przeszłość.
Nic w niej już nie możesz zmienić.
A przyszłość? Nie martw się za wiele.
Pomyśl o tym, co dziś trzymasz w rekach:
o słońcu i świetle; kwiatach, które kwitną;
jedzeniu i piciu; dziecku, które się do ciebie uśmiecha.
Obyś tylko potrafił wierzyć, że za gęstą, tajemniczą zasłoną
nędzy i niedoli stoi Ojciec, który cię lubi!
Obyś tylko potrafił mu ufać! *

 

plum-flower-588281_640

 

 

* Phil Bosmans „Żyć każdym dniem czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach”, Seven, Wrocław 2004. s. 172

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka