RSS
 

Bartłomiej Dobroczyński – myśl mniej a lepiej na tym wyjdziesz.

29 cze

Na FB, na stronie Laboratorium Psychoedukacji przeczytałam ciekawy artykuł – wywiad z Bartłomiejem Dobroczyńskim.

Rozmowę przeprowadziła Katarzyna Bielas. Całość zamieszczona w Gazecie Wyborczej a tytuł wywiadu: „Pamiętaj o ciemnej stronie”

Bartłomiej Dobroczyński – ciekawa postać – dla mnie z tego względu, że trochę przypomina mnie z tej strony poszukiwawczej – poszukiwania najlepszego rozwiązania na życie, dywagacji między wiarą a nauką. Chciałabym przeczytać jego książki, takie jak:”Kłopoty z duchowością. Szkice z pogranicza psychologii”, „Listy profana. Między psychologią a religią”. Poszukam. Może znajdę… A wtedy na pewno przeczytam.

Na potwierdzenie moich osobistych spostrzeżeń odkryłam inny artykuł – wywiad z panem Dobroczyńskiem: ”Płonę i się uśmiecham” - ten facet mnie intryguje! Jedno fajne zdanie z tego wywiadu: „W naszym obszarze kulturowym, w polskim katolicyzmie, religia to jest przede wszystkim zestaw twierdzeń i mniemań. Wierzę w jedynego Boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi. Walczy się więc o poglądy i słowa. A moim skromnym zdaniem religia to jest przede wszystkim zestaw praktyk i umiejętności.” , albo następne:”Marks mówił, że religia to opium dla ludu. Freud – że to powszechna nerwica prześladowcza, której ludzkość powinna się jak najprędzej pozbyć. Comte – że to dziecięcy etap rozwoju człowieka. Nietzsche – że chrześcijaństwo jest czymś z gruntu chorym, bo rozprzestrzenia resentyment i niewolniczą mentalność. ” – tyle kontrowersji. Reszta do przeczytania   :-D . Z Bartłomiejem Dobroczyńskim rozmawia Tomasz Kwaśniewski: To, czego potrzebujesz, to żeby rzeczywistość wzięła cię między cycki, przytuliła i powiedziała: będzie dobrze. Nie bój się.

I artykuł pani Katarzyny Bielas:

Co byś powiedział sobie młodemu? - Młodość jest uciążliwym stanem ducha i umysłu, a także ciała, bo buzują w nim popędy, z którymi nie zawsze wiadomo, co zrobić.Świat się zmienił od czasów mojej młodości, ale gdybym miał coś radzić w kontekście egzystencjalnym, jako człowiek, który wielu rzeczy spróbował i zaznał, ale też jako psycholog, powiedziałbym: „Myśl mniej!”.To radzi nauczyciel akademicki?- Nie uważam, że myślenie samo w sobie jest złe, ale że powinno być narzędziem do rozwiązywania określonych problemów, tymczasem w naszej kulturze używamy go bez przerwy i do wszystkiego. To pochłania energię, działa jak włączone w smartfonie wi-fi, coraz bardziej poszerza swój zakres wpływów.Co w tym złego? Młodym ludziom często zarzuca się, że nie myślą.

- Jeśli w młodości za dużo się myśli, a za mało żyje, podkopuje to radość życia. Mam wrażenie, że w wyniku rozbuchanego myślenia tracimy dostęp do samych siebie. To godzi w nas jako zwierzęta, dzieci, jednostki otwarte i kreatywne, instynktowne, które od małego mają dostęp do tego, co im się podoba lub nie. Badania nad sportowcami pokazują, że dobrzy tym się różnią od złych, że myślą mało i dobrze, a źli – dużo i źle.

W młodości często rezygnowałem z różnych okazji, myśląc, że mam czas, albo że nie można mieć wszystkiego od razu. Daniel Gilbert w książce „Na tropie szczęścia” pisał o ludziach, którzy zbliżają się do końca swojej drogi na ziemi. Na ogół nie żałują swoich uczynków, ale tego, czego w życiu nie zrobili, czyli inaczej, niż sugerują różne doktryny religijne czy potoczne wyobrażenia.
Ty jak spędzałeś młodość?

- Przed studiami w Krakowie mieszkałem w Jarosławiu, ładnym miasteczku, nie cechującym się jednak w owym czasie zbytnią aktywnością intelektualną mieszkańców, choć miało fajne szkoły. Dla mnie świętem była wizyta w księgarni – trwał boom literatury iberoamerykańskiej – Sábato, Donoso, Cortázar… Czytałem też Witkacego i Schulza, któremu pozostałem wierny do dziś. Ważne było też kino Westerplatte, w którym widziałem pierwsze wielkie i ważne dla mnie filmy takie jak „Andriej Rublow” Tarkowskiego czy Kurosawa. Chodziłem do szkoły muzycznej, do dziś gram na fortepianie, choć teraz bardziej bluesowo, rockandrollowo, nie klasycznie jak wtedy.

Poszukiwałem sam, ale miałem też nauczycieli, autorytety, w tym zakonników, bo byłem kiedyś blisko Kościoła. Ci, których spotykałem, i ci, których – lub o których – czytałem, artyści, pisarze, rozbudzali moje marzenia, ale nie mówili o bardzo ważnej rzeczy – że życie ma też ciemną stronę.

Można to traktować jako przewinienie?

- Jeśli mówi się młodemu człowiekowi, jak wielkie i ważne rzeczy wiążą się z pięknem, prawdą i dobrem, zachęca do służenia tym wartościom, warto powiedzieć również, jakie są skutki uboczne tej służby. W tej domenie jest bardzo dużo wielkich słów, tymczasem realne, niezależne od ciebie mechanizmy są twarde, brutalne, panuje hipokryzja. A więc spodziewaj się raczej, że będziesz dostawał w dupę, niż że będziesz triumfował. To, czy twoja książka, obraz, praca naukowa, poświęcenie, współpraca czy chęć kompromisu przyniosą ci satysfakcję, powodzenie, uznanie czy nie, nie zależy tylko od twoich wysiłków, od realnego kształtu tego, co zrobisz. Przygotuj się na to. Gdyby chcieć się odwołać do Biblii, powiedziałbym: czytaj mniej Nowego Testamentu, a więcej Starego, głównie Księgę Koheleta. To Kohelet najlepiej oddaje to, jak wygląda świat, że wszystko to marność nad marnościami i pogoń za wiatrem, to on mówi: „najlepszy biegacz nie zwycięża w wyścigach” i „patrzcie, ten człowiek uratował wieś, ale pod wieczór już nikt tego nie pamięta”.

Ta wiedza ma uchronić przed rozczarowaniem, frustracją?

- Te koszty trzeba brać pod uwagę. Wszystko, co jest wiele warte, intensywne, budzące marzenia, pragnienia, chęć zaangażowania się, ma swoją ciemną stronę. Powiedziałbym, że im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Chcesz być pisarzem, pamiętaj, że to cię naraża na ogromny stres, wielu pisarzy zostaje alkoholikami, 5/7 pisarzy amerykańskich – Poe, Fitzgerald, Steinbeck, Faulkner… to byli alkoholicy. Chcesz być malarzem, pamiętaj, że możesz za życia ponieść porażkę jak van Gogh czy Modigliani, który chodził pijany i oszołomiony haszyszem, próbował sprzedawać swoje obrazy za jednego franka i nikt nie chciał ich kupić.

Chcesz być naukowcem? Pamiętaj w takim razie, że 80 proc. uczonych przez całe życie testuje błędne hipotezy. Większość nie osiągnie sławy, dużych pieniędzy.
Im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Nie chodzi tylko o koszty tak spektakularne jak uzależnienia, ale i takie, że trudno zarobić na życie czy utrzymać związki. Traci się bezpośredni kontakt z otoczeniem, bo człowiek, który jest w amoku twórczym dzień w dzień, nie jest w stanie porozmawiać uważnie ze swoimi bliskimi. Oni mają wrażenie, że jest nieobecny, nie wspiera ich.

To co robić? Na wstępie zrezygnować?
Warto robić rzeczy, które cię pociągają, ale zbyt wiele nie oczekiwać, raczej cieszyć się procesem. Jeśli kochasz muzykę, to graj, ale nie spodziewaj się, że inni będą twoją muzykę kochać albo że z tego tytułu czekają cię jakieś ulgi czy wyróżnienia. Wręcz przeciwnie, jeśli będziesz kochał sztukę, to uwrażliwisz swoją duszę i w pewnych sytuacjach emocjonalnie będzie ci bardzo ciężko.
Ale może jest też tak, że młodzi ludzie świadomie pchają się w niebezpieczeństwa, bo taki obraz artysty im imponuje? - Tak, przychodzi do mnie wielu młodych ludzi i mówi, że chce spróbować LSD, ayahuaski, rytualnego indiańskiego napoju o silnych właściwościach psychodelicznych, czy czegoś innego, na coś się otworzyć. Mówię: „To są środki, które poszerzają twoje możliwości umysłowe, zwiększają nagle zakres tego, czym dysponujesz. Żeby wyobrazić sobie, co się stanie, zróbmy eksperyment myślowy. Masz puste wiadro na metrowym sznurku i zaczynasz nim kręcić nad głową. A teraz wyobraź sobie, że jest ono dwa razy większe, w środku jest zastygły beton, masz dziesięciometrowy sznur i masz kręcić. Co się stanie?”. Większość mówi: „Przypuszczalnie się wywrócę. Musiałbym się przymocować do ziemi”.No właśnie: im odleglejszych galaktyk intelektualnych, artystycznych, duchowych chcesz doświadczyć, im bardziej chcesz wychylić się przez okno Wszechświata, tym mocniej musisz być przytwierdzony do ziemi, żeby z tego okna nie wypaść i się nie zabić.Jest jeszcze coś ważnego, co chciałbym doradzić. Powiedział mi to w latach 80. pewien starszy, schorowany człowiek, którym się opiekowałem.Miałeś wtedy dwadzieścia kilka lat, czyli to coś, do czego mogłeś się zastosować.- Niestety, nie zawsze potrafiłem za tym pójść.

Ten człowiek był kiedyś strażnikiem Panoramy Racławickiej we Lwowie, zakonnikiem. Był homoseksualistą, przed wojną bliskim znajomym Mirona Białoszewskiego. Na jego prośbę czytałem mu na głos literaturę ‚gejowską’, wszystko co było, „Śmierc w Wenecji”, Wilde’a, Gide’a.

Tuż przed śmiercią powiedział: „Jeśli będzie pan miał kiedykolwiek w życiu do wyboru dwie drogi, łatwą i trudną, niech pan wybierze trudną, bo ja zawsze wybierałem łatwą i przegrałem swoje życie”. Pamiętam, że to mną wstrząsnęło.

Miał rację?

- Miał, tak samo jak Leonardo da Vinci, kiedy mówił, że dyscyplina jest matką wolności.

Człowiek zyskuje, kiedy zmusza się do większego wysiłku, kiedy narzuca sobie dyscyplinę, ramy, stawia sobie wymagania większe, niż wymaga tego nawet aktualna sytuacja, bo to późnej procentuje.

Jeśli ktoś, obojętnie, czy ma wenę, pomysł, czy nie, będzie codziennie dwie godziny pisał czy pracował nad tekstem naukowym, a ktoś inny będzie czekał na natchnienie, to ten drugi przypuszczalnie, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, niczego nie osiągnie, a ten pierwszy przynajmniej dobije się warsztatu. Nauczy się różnych rzeczy i będzie na lepszej drodze, żeby coś napisać, niż ten, kto tylko snuje marzenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby odbierać sobie wszystkie przyjemności i cierpieć od rana do wieczora, tylko o to, że przez dyscyplinę człowiek kształtuje odporność, panowanie nad sobą, które daje potem więcej możliwości. Dotyczy to też np. nauki języków.

Ja sam za dużo odpuszczałem, nie wiedziałem, jak to jest ważne i że tak trzeba.

Wykładasz, piszesz książki… Gdzie – mówiąc w skrócie – na braku tej całej wiedzy się przejechałeś?

- Mówiąc w skrócie, jestem alkoholikiem. Nie piję już od 19 lat, ale miałem dużo w plecy z tego powodu. Dopiero kilka lat temu zapanowałem nad różnymi problemami psychicznymi, lękami, nad moim życiem. Szkoda, że gdy byłem młodszy, nie wiedziałem tego, co teraz mówię.

                 Gazeta wyborcza.

Inne ciekawy artykuły- wywiady z  Bartłomiejem Dobroczyńskim w miesięczniku:  Znak

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Internet

 

Tags:

Dodaj komentarz