RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Internet’

Emocje zawieszone w ciele

25 mar

Typy zawieszenia

Zawieszenie jest wielopłaszczyznową reakcją ciała, zmieniającą jego kształt i funkcjonowanie. Jest ARCHEOLOGICZNYM zapisem naszych doświadczeń. Z tą różnicą, że pozostaje żywe, aktywne, wpływające na TU I TERAZ. Co nie znaczy ŚWIADOME! To bardzo ważne. W większości przypadków żyjemy „zawieszeni” nie wiedząc o tym. A kiedy już się dowiemy, kolejnym etapem jest poczuć zawieszenie. A kiedy go czujemy, rozpoznać kiedy zwiększa aktywność. I oczywiście z czasem uczymy się je puszczać.

Wybór zawieszeń jest niezależny od naszej woli! Jest sumą doświadczeń jakich doznajemy i zaproponowanych matryc reagowania na nie. Często nieuświadomionych, często wrośniętych w self i ODCZUWALNYCH JAKO WŁASNE (wrodzone) I NIEZMIENNE.

 

Rodzaje zawieszeń

• WIESZAK (mogę zależeć jeśli kontroluję)

Lęk przed: złamaniem
Siły ścierające: strach ponad złością
Energia: gotowa na starcie
Nieświadomy przekaz: „NIE BĘDĘ SIĘ BAĆ”

• STRYCZEK (mogę istnieć jeśli nie czuję)
Lęk przed: unicestwieniem
Siły ścierające: pofragmentowane
Energia: wycofana
Nieświadomy przekaz: „TO NIE JESTEM JA”

• KOLUMNA (mogę być wolny jeśli nie pragnę)
Lęk przed: nadużyciem
Siły ścierające: kontrola przeciw pragnieniom
Energia: przesunięta
Nieświadomy przekaz: „JESTEM PONAD TYM”

• HAK (mogę być blisko tracąc wolność)
Lęk przed: użyciem
Siły ścierające: autonomia kontra zadowalanie
Energia: wstrzymana
Nieświadomy przekaz: „ZNIOSĘ WSZYSTKO BYŚ ZOSTAŁ”

• KRZYŻ (mogę przeżyć jeśli się poddam)
Lęk przed: opuszczeniem
Siły ścierające: cierpienie i uwikłanie
Energia: zapadnięta
Nieświadomy przekaz: „CZY KTOŚ MI POMOŻE?”

 

Popatrzyłam na siebie i na swoją zawieszoną, wciąż przekrzywioną w prawą stronę głowę i jak echo wróciły słowa terapeuty podczas kolejnych sesji…

Jestem ewidentnie typem „stryczek”… a komentarze do tego typu, pasują do mnie jak ulał:

„czy kiedy drzewo upada w lesie,
to czy wydaje jakiś dźwięk
skoro nie ma tam kogoś,
kto mógłby go usłyszeć„
T. Ogden

Historia, jaką niesie stryczek, to historia bardzo wczesnego opuszczenia. Dziś wiemy już, że to nie tylko pierwsze miesiące życia dziecka, ale też ostatnie miesiące ciąży oraz, to jak dziecko przyszło na świat, może determinować powstanie tego zawieszenia.

Opuszczenie jest tu rozumiane nie tylko relacyjne. Opuszczając brzuch matki, dziecko opuszcza swój bezpieczny, znany mikrokosmos, na rzecz chłodnego, obarczonego grawitacją świata. To przejście progowe, wejście w obce i stymulujące, gdzie ratunkiem są ciepłe, obecne i przyjmujące ramiona opiekunów. Niezmienne, miękkie, dostępne… kojące zagrożenia płynące z nowej rzeczywistości. A zagrażać może wszystko, co jest ponad możliwości przetworzenia przez niedojrzały układ nerwowy niemowlaka.

Co w szczególności:
• ciężki poród
• wcześniactwo
• urazy, choroby okołoporodowe i związane z nimi procedury medyczne
• mama w depresji okołoporodowej
• brak mamy i brak wystarczająco dobrego INNEGO TRZYMAJĄCEGO
• wrogość, chłód, wycofanie „nowego Świata”
• brak dostrojenia do potrzeb nowo narodzonego

Człowiek szczególnie na tym etapie rozwojowym doświadcza siebie przez ciało, właściwie tylko przez ciało, inne kanały wymian zewnętrznego z wewnętrznym dopiero będą się wykształcać. To odczucia płynące z ciała jak: błogość, głód, spokój, chłód, ból, sytość są podstawowymi stanami wypełniającymi wszechświat dziecka, z czego pojemność na nie jest dość niska. Niemowlak nie może zostawać głodny czy pozostawiony sam sobie, to go nie sfrustruje, bo ten stan jeszcze się nie wykształcił. Na tym etapie niezaspokojone potrzeby, bardzo szybko stają się tsunami uczuciowym, zalewając dziecko lękiem przed unicestwieniem.

JAK TO SIĘ DZIEJE W CIELE?
Jeśli nie jestem w stanie czegoś przeżywać, nie mogę też nad tym w żaden sposób panować, muszę się od tego oddzielić. To co płynie z ciała staje się wrogie, zalewające, bo nieposkromione i tak ciało dziecka staje się dla niego największym zagrożeniem, na które jedyną DOSTĘPNĄ odpowiedzią jest ROZSZCZEPIENIE.

Pierwsza FRAGMENTACJA (SEGMENTACJA), za razem najsilniejsza to właśnie STRYCZEK, ODDZIELAJĄCY Ego od Ja cielesnego. Dziecko zamieszkuje w głowie, w świecie fantazji i intelektu. Człowiek wycofuje się z tego, co jest źródłem cierpienia – w tym wypadku jest to ciało, które w swojej odpowiedzi czuciowej reprezentuje chłód (zwykle emocjonalny) otoczenia.
Naturalnym odruchem jest odsunięcie się od tego, co nas przestrasza czy zadaje nam ból. To jest właśnie reakcja głowy. Przesuwa się do boku w stosunku do pozostałej części ciała, stając się jakby zewnętrznym, niezależnym obserwatorem w stosunku do fizycznej reszty: „to nie jestem Ja”, „mnie tam nie ma”….

SPĘKANA TAFLA LODU
Jeśli wyobrazimy sobie zacisk u podstawy czaszki, który jak pancerna łapa oddziela wszystko napływające z ciała do głowy, możemy odczuć siłę PĘKNIĘCIA. To pierwotne pęknięcie efektem domina, przeniesie się w dół fragmentując dalej całe ciało. Można by się zastanowić dlaczego ciepłe, miękkie ciało wytwarza napięcie typu „kruchy lód”. Dzieje się tak dlatego, że ciało w obronie przed zagrożeniem uruchamia całą sieć reakcji. Następuje spłycenie oddechu, co ogranicza ruchomość oraz procesy metaboliczne. W efekcie dziecko ZAMIERA, utrzymanie tego stanu dłużej z powoduje ZMROŻENIE ciała. Pęknięcia zapewniają oddzielenie części ciała od siebie, ograniczając możliwości kumulowania się ładunku uczuciowego oraz przekazywania go. Mięśnie się skracają, ciało sztywnieje dążąc do obkurczenia swojej powierzchni. I tak powstają kolejne pęknięcia. Ręce oddzielają się się od tułowia. Zaciśnięte stawy separują kolejne części ciała. Oczy wycofują się w głąb czaszki lub czujnie krążą po otoczeniu. Nadchodzi ZIMA, czas przetrwania.
Moje ciało przestaje być moje. Chłód nie jest już moim chłodem, ból moim bólem, pragnienia są czymś nieznanym. Ja cielesne zostaje zmrożone i po fragmentowane. Rzeczywistość ciała zostaje skontrolowana i podporządkowana ego, jego fantazjom, tworząc potężną ILUZJĘ:
„jestem bezpieczny tylko w głowie, im mniej czuję, tym lepiej”.

U DOROSŁEGO
Powstałe napięcie przesunie głowę lekko w bok, jakbyśmy z wyżyn umysłu z DYSTANSEM I NIECHĘCIĄ spoglądali na to brzydkie, fizyczne „coś” tam w oddali, na nizinach. Taka osoba często opisuje swoje ciało jako obce, utrudniające, zimne, sztywne, niepotrzebne. Zwykle o nie nie dba. Obsługuje je. Towarzyszące objawy somatyczne zmuszają do zwrócenia się w stronę ciała, ale zwykle wzmacnia to poczucie niechęci do Ja fizycznego, które zawodzi i jest kłopotliwe: „mi nic nie jest, to ono choruje”.

Taki stan utrzymuje się zwykle do momentu wejścia w relację. Doświadczana bliskość, intymność i dotyk stają się niepokojące, zagrażające lub budzące bliżej nieokreśloną tęsknotę. Człowiek czuje się poskładany z miliona kawałeczków lodu, często nie pasujących do siebie, których tylko sztywne trzymanie zapobiegnie nieodwracalnemu rozpadowi.

Życie skupione jest w głowie. Energia skumulowana w tułowiu, wycofana z obwodów tak, by zmniejszyć możliwość przyjmowania bodźców, ograniczając ich intensywność już na poziomie kontaktu. Stopy przyjmują kształt, jakby ziemia parzyła. Chcące się od niej oderwać palce są podkurczone, by zając jak najmniej miejsca. Oddech jest ledwo zauważalny.

Na szczęście stryczek w takiej sile nie jest częsty, ale już wiele osób w sytuacji stresu, zagrożenia, ekscytacji nieświadomie przyjmie pozycję stryczka. Poczuje znajomy rodzaj zmrożenia w ciele, zwykle nieświadomie oddalając się od siebie cielesnego, by w taki sposób skontrolować pojawiające się uczucia.

INNI
Kiedy mamy taką osobę w bliskiej relacji, żyjemy w poczuciu stałego dobijania się do niej. Czujem się za ciepli, za dotykalscy, przekraczający bliskością. Z czasem mamy ochotę potrząsnąć nią: „hej, jesteś tam?”.

JAK SOBIE POMÓC?
Niezależnie jaką formę pracy wybierzemy w przywracaniu czucia ciału, ma to dziać się WOLNO, z równoczesnym OSWAJANIEM i zwiększeniem TOLERANCJI na przejawy życia w ciele.
Żywotność jest zagrażająca przy tym zawieszeniu, ego będzie w wielkim niepokoju w kontakcie z głębszym oddechem, szybszym biciem serca, rozlewającym się ciepłem. AMBIWALENCJA jest naturalną reakcją na proces rozmrażania ciała. Rozmrozi się wszystko, również to co wyparte: przerażenie, rozpacz czy wściekłość. Dlatego tak ważne są:

3 POZIOMY PRACY prowadzone równocześnie:
• uziemienie przestraszonej głowy,
• ożywianie ciała ze stałym sprawdzaniem jakości uziemienia,
• zwiększanie możliwości rozpoznawania i pomieszczania otwierających się uczuć.

Czyli kiedy się trochę ożywimy, zwróćmy się natychmiast do Ego sprawdzając czego ono potrzebuje. Pozwalajmy sobie czuć co przychodzi, nie zamieniając tego we wrogie fantazje na temat tego, co przychodzi.

Głębszy oddech jest pierwszą praktyką do badania naszej reakcji na zwiększenie poziomu żywotności. Dopiero potem samo uziemienie.
Rozpocznijmy od doświadczania własnego dotyku, dopiero później sprawdźmy jak to jest w kontakcie z drugą osobą.

Zasada IM WOLNIEJ, TYM SZYBCIEJ jest tu najlepszą wskazówką.
I jeszcze jedno. Po zimie zawsze przychodzi WIOSNA!

 

Rzeczywiście, u mnie terapia nie trwa w tempie ekspresowym. Części układanki „wpadają” na swoje miejsce… Uczę się głęboko oddychać… Powoli daję się „oswajać” a o głębokim oddechu przypomniałam sobie bardzo niedawno. Zaczynam dbać o swoje ciało.Od niedawna pokochałam piękne sukienki. To, co dla innych wydaję się długim chodzeniem na terapię, dla mnie jest dopiero początkiem…

 

Jak wiele informacji przekazuje nasze ciało a my (ja) nie mamy nawet o tym świadomości.

 

Bliska jest mi też postawa „hak”

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy ktoś nas przekracza i czujemy narastającą złość, ale z lęku przed opuszczeniem zatrzymujemy złość, uśmiechamy się i dobrotliwie mówimy: „no dobrze, masz rację”. Czujemy jak wszystko w środku się w nas gotuje, krew podpływa do twarzy, mięśnie tężeją, zęby zaciskają się niczym imadła….
Jednocześnie wewnątrz towarzyszy nam potężny lęk: „kiedy wyrażę sprzeciw, zostanę ukarany i porzucony”. Lęk, który siłą chłodu stali, zatrzymuje żar złości. Więc uśmiechamy się pogodnie, godząc się powierzchownie z przegraną, a wewnętrznie czując potrzask: „nie ma dla mnie wyjścia”

Dylemat konfliktowy:
„KIEDY WYBIORĘ SIEBIE, STRACĘ CIEBIE. KIEDY WYBIORĘ CIEBIE, TRACĘ SIEBIE”

PUŁAPKA bycia dobrą i grzecznym…
Ta wysoko zorganizowana pułapka ma ściany zbudowane z gniewu, ale ich cementem jest lęk. Za każdym razem, gdy pojawia się złość na bycie użytym, równocześnie pojawia się lęk przed utratą bliskiej osoby. Lęk scala ściany, które rozsadza złość. Obie siły są równie mocne. Dochodzi do zwarcia i status quo. Złość zostaje wycofana z obwodów do środka w postaci naładowanej, skoncentrowanej energii, „zapieczonej” i tak właśnie powstaje jakość gniewu. Ukryty w środku, będzie przypominać o każdym przekroczeniu i w możliwych momentach całą „serdecznością” postawy bierno-agresywnej, będzie szukał ujścia dla swojego ładunku, domagając się wyrównania wobec ceny tracenia siebie: swojej WOLNOŚCI i AUTONOMII na rzecz innych.

DYNAMIKA CIAŁA
W tym zawieszeniu ładunek złości jest równie mocny jak ładunek lęku. Osoba czuje narastające pobudzenie w mięśniach, ich gotowość do sprzeciwu i postawienia granicy. Ale lęk zatrzymuje całą ekspresję i spycha ją do środka. Wysiłek włożony w powstrzymanie akcji jest większy niż sama potrzeba wyrażenia. Można by powiedzieć, że mięśnie pracują stale na pobudzeniu: skurcz do wyrażenia, na co idzie kolejny skurcz, by zatrzymać, rosnące pobudzenie.

Zobaczymy więc duże brzuśce mięśniowe, ale dość krótkie. Nie ma fazy rozluźnienia, ani przestrzeni na wydłużenie. Taka osoba musi trzymać ładunek i wytwarzać kolejny, by zatrzymać skutecznie ekspresję.

To tak jakbyśmy wyobrazili sobie, ciągłą próbę zrobienia kroku do przodu. Wystawiam nogę i ją cofam, i jeszcze raz. Ale nie ma odpoczynku między fazami.
Ciało staje się skompresowane. Patrząc mamy wrażenie, że osoba mogłaby być wyższa.
Kark jest skrócony, głowa wysunięta do przodu w pozycji do ataku, ale zaprzecza temu wyraz twarzy: grzecznej dziewczynki czy dobrego chłopca.

Górne plecy są naładowane, powstaje fizyczna półeczka przeciążeniowa, którą można dosłownie rozumieć jako magazyn powstrzymanej złości, skompresowanej do gniewu. Ramiona będą zwisać pozornie swobodnie, ale będziemy widzieć duże mięśnie, pokazujące nad aktywność. Łokcie będą lekko zgięte. Powstaje wrażenie jakby osoba trzymała w rękach wiadra z wodą. Ten rodzaj GOTOWOŚCI SPOCZYNKOWEJ NA PRZYJĘCIE OBCIĄŻENIA jest charakterystyczny dla całego ciała. Patrząc na tułów widzimy stłoczenie mięśni i tkanek.

Nogi podobnie jak ręce są masywne, uda często wyglądają jak u zawodnika podnoszącego ciężary. Pupa jest podwinięta i zaciśnięta. Patrząc mamy wrażenie podwiniętego ogona, to odpowiedź na lęk, ale też na skontrolowanie impulsów płynących z miednicy.

Cała postaw woła: „DŹWIGAM ŚWIAT NA RAMIONACH I DOBRZE TO ROBIĘ”. Możemy przełożyć to na język konfliktowy: „ZNIOSĘ WSZYSTKO BYŚ ZOSTAŁ”

JAK SOBIE POMÓC
Oczywiście pozwolenie sobie na wyrażanie i stawanie za sobą jest kierunkiem, ale równocześnie największym zagrożeniem. Dlatego w przypadku tego zawieszenia tak dobre i ważne jest rozpoczęcie pracy od ciała, a nie w relacji do. Wszystko, co będzie służyło wydłużaniu i rozciąganiu mięśni jaki i oddechu, będzie dawało więcej przestrzeni w sobie na siebie. Jak nie trudno się domyśleć poczucie stłoczenia emocjonalnego i gotowania się we własnym sosie uczuciowym jest częstym doświadczeniem przy tym zawieszeniu.

• GŁOS – to najsilniejszy kanał wyrażanie siebie i dostępu do lęku, i złości. Praktyka mówienia, krzyczenia, skandowanie NIE jest pierwszym krokiem. W aucie, pod mostem można oswajać swój głos, doświadczając jego mocy.

• GRANICE- dopuszczenie w myślach, to mi przeszkadza: „odsuń się”, a potem praktykowanie tego samodzielnie z użyciem rąk, jakbyśmy kogoś przesuwali ze słowami: „zrób mi miejsce” jest dobrą codzienną praktyką (otwieramy dłonie, ściągamy łokcie do łopatek i wyrzucamy ręce przed siebie)

• SPONTANICZNOŚĆ w tańcu, bieganiu, śpiewaniu (dobrze w grupie, by oswoić schowane części siebie)

• MASAŻ: głęboka praca z pancerzem piersiowym, karkiem i podstawą czaszki: ożywianie ich i przywracanie czucia skamieniałym częściom.

• ZRZUCANIE Z PLECÓW- podstawowe ćwiczenie rozładowujące: wymach łokciami w tył jakbyśmy chcieli kogoś zwalić ze słowami: „złaź, daj mi żyć”

• WŚCIEKŁOŚĆ- jest celem do pracy terapeutycznej. Osoba z „hakiem” latami zatrzymywała swoją złość, ma więc całe pokłady wściekłości do wyrażenia. Terapeuta nie tyle potrzebny jest, by pomagać pomieszczać uczucia (zwykle osoba dobrze pomieszcza siebie) ale by przyjmować, kiedy osoba dotknie swojej złości i zacznie wyrażać wściekłość, by zostać wtedy z nią, z wpierającą obecnością: „masz do tego prawo”.

DZIECIŃSTWO.

DZIECKO POTRZEBUJE POWIEDZIEĆ NIE, ZANIM POWIE TAK. Szanujmy „nie” naszych dzieci. Ich potrzebę spontaniczności i kreatywności w ekspresji. Opuszczanie nie jest dobre, ale przytłoczenie bliskością i nie pozostawienie dziecku przestrzeni na samo stanowienie jest równie trudnym doświadczeniem. Spętanie symbiozą, brak zgody na oddalanie się dziecka, czyni niewolnika w dorosłym życiu.

I pamiętajmy zwieracze są gotowe do pracy, kiedy dziecko ma 2,5 roku. Nie zarządzajmy wydaleniem dziecka wcześniej. Za naszą iluzję władzy i wpływu płaci autonomia dziecka.
No a kupa to pierwszy akt WŁASNEJ kreatywności i rodzącego się poczucia sprawstwa- tak czuje maluch: „co ze mnie jest doskonałe”!

 

Na temat innych postaw na stronie artykułu „Emocje zwieszone w ciele”, Marzena Barszcz

Na podstawie artykułu ze strony www.pychologiawgladu.pl

Jak widać, nasze ciało może wiele powiedzieć !!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Portret kobiety…

26 lut

„Portret kobiecy”

„Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.”

Wisława Szymborska

I jeszcze

Jestem kobietą… Nieważne ile mam lat…
„Jestem na tym etapie życia, kiedy nie muszę nikomu dłużej imponować. Jestem jaka jestem i nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni.
Nie potrzebuję kostiumów, nie muszę nikogo nabierać ani udawać. Ponieważ mogę być tym, kim naprawdę jestem.
Nie muszę się śmiać i sprawiać by ludzie myśleli, że nigdy nie płaczę. Nie zawsze muszę być silna, ani ciągle miła.
Nie muszę być taka jak każdy, a przede wszystkim akceptuje siebie taką, jaka jestem. Z moimi zaletami, jak i niedociągnięciami.
Chociaż nie mogę być doskonała, to zawsze jestem sobą.
Akceptuję i kocham to kim jestem i kim jeszcze mogę być.”
-Anonim-

 

Hmmm

Kobietą być jest pięknie :-D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka

 

Pewnego dnia … Szeptanie Wróżki z Drzewa Życia

05 lut

Pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że droga się skończyła. Dochodzimy do muru lub przepaści. Dalej nie ma już nic. Albo coś nam odebrano. Zrobił to drugi człowiek lub los. Cokolwiek i za czyjąkolwiek mocą to się dzieje – boli.

Koniec pewnego etapu. Coś jest już za nami. Coś lub ktoś. Drzwi zostały zamknięte. Im dłużej stoimy przy owych drzwiach i próbujemy wrócić, im dłużej obrażamy się na los, innych, im bardziej buntujemy się przeciwko tej wielkiej niesprawiedliwości jaką było takie chociażby zepchnięcie nas z drogi – nie zrobimy nic nowego.
Owszem, trzeba sobie popłakać, trzeba przeżyć żałobę. Kończy się jakaś cząstka nas samych, ale jakby się tak dobrze przyjrzeć, czy wszystko na tej drodze było takie, jak chcieliśmy? Czy to na pewno była TA droga? może na początku tak było, może nasza wiara dodawała tej drodze, temu związkowi, relacji, firmie, pracy, wykonywanym obowiązkom skrzydeł? Z biegiem czasu widzieliśmy, że nie wszystko jest idealne, ale szliśmy, bo przecież trzeba przezwyciężać góry…

Ano trzeba, tylko nadchodzi taki dzień, w którym dobrze sobie zadać pytanie: czy nie lepiej przestać sobie udowadniać, że dam radę, czy nie lepiej odejść od dawno zamkniętych drzwi? Czy nie lepiej wyruszyć przed siebie i szukać nowych dróg? Może ta nowa okaże się o wiele lepsza?

Warto zostawić za sobą to, co było…
Nie oglądać się za siebie, pożegnać się, podziękować za dany nam czas w zamykającej się rzeczywistości i iść naprzód…

Pięknej niedzieli ♥
wróżka drzew
P.C-Szept

 

Tak!

Przychodzi taki dzień, że wszystko odpuszczamy

A nowa droga okazuje się dużo lepsza, spokojniejsza, bezpieczniejsza.

Staje się nasza

Nie kogoś

Ale nasza

Własna

I najpiękniejsza

I nie wszystko trzeba rozumieć

Nie wszystko trzeba uzasadnić

Nie wszystko można zracjonalizować

Trzeba żyć

I to jak ktoś powiedział, żyć natychmiast, bo jest później, niż nam się wydaje.

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet, Życie

 

Życie pełne światła

03 lut

„Żyj tak, aby strach przed śmiercią
nigdy nie wszedł do twego serca.
Nie rób nikomu trudności za jego religie.
Szanuj poglądy innych
i wymagaj żeby oni szanowali twoje.
Kochaj swoje życie, staraj się je doskonalić,
nadawaj piękno wszystkiemu w twoim życiu.
Staraj się aby twoje życie było długie
i pełne służby dla twego ludu.
Przygotowuj szlachetną pieśń śmierci
na dzień w którym przekroczysz wielką granice.
Zawsze pozdrawiaj słowem lub znakiem kiedy spotkasz swoich przyjaciół,
lub nawet obcych ludzi kiedy spotkacie się na pustkowiu.
Szanuj wszystkich ale nie upokarzaj się przed nikim.
Kiedy wstajesz rano, podziękuj za światło,
za twoje życie, za twoja siłę.
Podziękuj za pokarm, za radość życia.
Jeśli nie widzisz powodu żeby dziękować,
to wina jest po twojej stronie.
Nie dotykaj trującej wody ognistej, która zmienia ludzi mądrych w głupców
i która odbiera duchowi jego wizje.
Kiedy nadejdzie twoja śmierć, nie bądź jak ci,
których serca są tak pełne strachu przed śmiercią,
że kiedy przychodzi ich śmierci oni płaczą i modlą się o więcej czasu,
żeby przeżyć ich życie inaczej.
Zaśpiewaj swoją pieśń śmierci i odejdź jak bohater, wracający do domu”

- Tecumseh

źródło:
https://www.facebook.com/IndianieAmeryki/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Wiara i nadzieja – dwie potężne siły.

26 sty

Otaczam się ciszą.
Cisza jest we mnie, wypełnia mój dom,
wychodzi z jego ścian aż do pobliskich lasów.
Jest to ta sama cisza,
która bierze swój początek we mnie
i rozchodzi się na wszystkie strony.
W ciszy słucham, patrzę,
odczuwam, uważam, obserwuję…
Potrzebuję tej ciszy. Odkrywam ją.
Alice Koller

 

Tak, teraz otaczam się ciszą…

Właściwie spokojem

Kiedyś bałam się takiego stanu. Krzyczałam, że zniknę, że mnie nie będzie. Rozedrgana, przerażona i zdołowana szukałam i żądałam spokoju, który dałby mi ktoś inny. Nie rozumiałam, że wszystko zależy ode mnie. Nie rozumiałam, że aby mieć więcej, najpierw muszę się wszystkiego wyzbyć. Pożegnać stare i znane i przywitać nowe i jak się okazało lepsze.
Ostatnio śmiałam się do znajomej, że mój dom jest jak sanatorium – jem, śpię i odpoczywam. Jestem szczęśliwa. Znajoma odpowiedziała: „Ty się tak nie chwal, bo wszystko szlak trafi”. „Nie, nie trafi” – odpowiedziałam. Nie trafi, bo to, co teraz mam, to nie dzieło przypadku, ale mojej ciężkiej pracy na terapii. I to nie są rzeczy materialne, ale moje poczucie wewnętrzne.

Cisza jest we mnie

I wcale nie zniknęłam

Mogą to poświadczyć moje dzieci :-D

 

Na jednej ze stron internetowych znalazłam opowiadanie.

 

 

Tam gdzie kończy się nadzieja

Zbigniew Żbikowski

 

 

Nie trać nadziei bo nie jesteś sam.
Ja, twój Bóg jestem z tobą. Nie jesteś
w stanie sobie nawet wyobrazić
jak potężne procesy powołałem
do życia w twojej intencji.

 

- Tam gdzie kończy się nadzieja zaczyna się śmierć! – krzyknęła do swojego pijanego męża Elżbieta.
– Ja już nie mam nadziei! Straciłam ją już dawno temu. Już nie wierzę w nic. Kiedyś polegałam na tobie. Wierzyłam, że będę miała dobre życie. Kochałam Cię. Chcę odejść stąd. Nie chcę już żyć. Mam dosyć tego ciągłego użerania się z tobą i proszenia cię o to, byś zechciał mi łaskawie dać pieniądze na jedzenie dla dzieci. Wszystko trwonisz na tą wódę!!!
– Cicho kobieto – burknął pod nosem Dariusz.
– Nie będę już cicho. Zrozum, że ja naprawdę mam dość tego odrażającego odoru z Twoich ust. Mam dosyć słuchania od innych o tym, że mnie zdradzasz. Mam dosyć tego ciągłego proszenia ciebie o pieniądze. Zobacz , zarabiasz prawie dwa tysiące złotych. Wyjaśnij mi proszę, dlaczego dziś dostaliśmy pismo ze spółdzielni o zapłatę zaległego czynszu? – podsunęła mu pisemne ponaglenie z administracji.
– Nie kochany! Nie mówimy o jednomiesięcznej zaległości. To może się zdarzyć każdemu. To bym zrozumiała. Mamy nieopłacony czynsz za 5 miesięcy. A Ty mi mówisz, że płacisz wszystko w terminie. Teraz to ja już rozumiem dlaczego nigdy nie mogłeś mi pokazać książeczki. A to zapomniałeś z radiowozu, a to znowu zostawiłeś w pracy… Wszystko to tylko po to, by ukryć przede mną prawdę.
– Cicho kobieto! – powiedział przez zęby.
– Już tobie powiedziałam, że nie będę cicho. Skończyło się. Ja chcę, byśmy się rozstali. Nie wiem co będzie dalej, ale wiem, że nie może być tak, jak jest teraz.
– No, a jak jest teraz kobieto?!! – wrzasnął zniecierpliwiony.
– Darek – powiedziała do niego czule – popatrz na nas. Popatrz na siebie. Od urodzenia Kornelki ty ciągle schodzisz do piwnicy i tam pociągasz to swoje wińsko. Tyle razy ciebie prosiłam, byś się opamiętał. Byś przestał pić. Ty mówiłeś mi, że się zmienisz, że zrobisz to dla mnie jeśli tylko dam ci jeszcze jedną szansę. Tą ostatnią.
Popatrzyła na męża z politowaniem i powiedziała:
– Czy ty wiesz chociaż ile razy dawałam ci te ostatnie szanse na poprawę. Ile razy godziłam się na to, by tobie przebaczyć, bo prosiła mnie o to Twoja mama. Obiecała mi, że z tobą porozmawia, że otworzy tobie oczy… Dzięki niej miałeś zrozumieć co możesz stracić. Czy zrozumiałeś? Nie!!! Tak naprawdę to przekręciłeś kota ogonem… Naopowiadałeś jej na mnie jakieś niestworzone historie. Powiedziałeś jej o tym, że ja cię zdradzałam. Na jakiej podstawie? Dziś ona mnie obwinia za twój upadek. Ileż to przykrych słów usłyszałam z jej ust pod swoim adresem.
Dariusz zerwał się na równe nogi i chwiejnym krokiem wyszedł z pokoju, Wychodząc chwycił drzwi i trzasnął nimi tak, że umocowana w nich szyba rozleciała się na drobne kawałki. Ubrał się i wyszedł z mieszkania. Oczywiście zamknięcie drzwi odbyło się w taki sposób, że tynk odleciał od ściany.
Elżbieta rozpłakała się. Skryła twarz w dłoniach i szlochając mówiła:
– Boże, powiedz mi za co Ty mnie tak doświadczasz? Co ja Ci zrobiłam?
Oczywiście nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
– Czy Ty w ogóle istniejesz? Gdybyś istniał, to wiedziałbyś, że jest mi źle. Gdybyś istniał to byś mi pomógł. Ale Ty mi nie pomagasz… Dlaczego tak jest!?
– Ty wiesz, jak bardzo kochałam swojego męża. A on mi się odpłacił zdradą, obelgą i… Ileż to razy widziałam jak… – żachnęła się z ogromnym bólem – … jak obmacywał inne kobiety na imprezach, na których byliśmy przecież razem. Bo przecież nigdy nie było go przy mnie na takich zabawach. Zostawiał mnie samą… Inni to widzieli i wyrażali swoje zdziwienie, że Darek tak mnie traktował. Tak długo nie chciałam wierzyć w to, co widziały moje oczy. Tak bardzo go kochałam i ufałam mu. Jak tylko był w pobliżu mnie to musiałam się do niego tulić, głaskać go i dotykać. Pragnęłam być przy nim… Tyle niespełnionych marzeń przepadło wraz z chwilą, gdy z całą siłą odepchnął mnie i rzucił na ścianę. Zwymyślał, obrzucił najgorszymi inwektywami. Czy wiesz Boże, że ja się go boję? Ty Ojcze wiesz doskonale jaka jest prawda. Dlaczego więc mnie karzesz?

Elżbieta czuła się osamotniona w swoim cierpieniu. Jedyną bliską osobą, która ją z całego serca popierała była jej starsza córka. Ta dwunastoletnia dziewczynka potrafiła już sama ocenić wagę zdarzeń, których była świadkiem. Kiedyś Magdusia powiedziała do niej:
– Mamo, czy wiesz, co powiedział dziś ksiądz na lekcji religii?
– Nie wiem… Powiesz mi?
– Zapytałam go o to, dlaczego Bóg nie wysłuchuje moich modlitw.
– Jakich modlitw nie wysłuchał Bóg? O co się modlisz córeczko?
– Kiedyś chciałam, by Bóg sprawił, żebyście ty i tatuś nadal byli razem. I Bóg mnie nie wysłuchał. Zrobił wręcz odwrotnie, bo tatuś zrobił się jeszcze gorszy, niż przed moją prośbą. Krzyczy na Ciebie, popycha i mówi do ciebie brzydkie wyrazy… Dlatego teraz proszę Boga, by tata odszedł od nas, by nas zostawił w spokoju.
– I o tym powiedziałaś księdzu na lekcjach?
– Tak.
– I co powiedział ksiądz?
– Powiedział, że Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw.
– I co o tym myślisz? Zadowoliła ciebie taka odpowiedź?
– Nie, i powiedziałam o tym księdzu. A on mi powiedział, że Bóg w swej nieskończonej mądrości kieruje się wielką miłością do wszystkich istot na świecie. Powiedział mi, że dlatego nam w danej chwili może się wydawać, że Bóg nas nie wysłuchał, lub że zrobił coś zgoła innego niż to o co go prosiliśmy w modlitwie. Ale gdy poczekamy do ostatecznego rozwiązania, to się okaże, że Bóg spełnił nasze prośby najlepiej jak to było możliwe.
– Wiesz co jeszcze powiedział?
– Mów kochanie – spojrzała czule na swoją malutką mądralę.
– Że najlepiej przetrwać trudne chwile pogrążając się w ufności do Boga. Tak jak to zrobił Pan Jezus wisząc na krzyżu. Więc ja obiecałam sobie, że mu zaufam – że zaufam Bogu tak… tak mocno. Najmocniej jak umiem. I pomyślałam sobie, że skoro ufam Bogu, to mogę spokojnie mu zawierzyć, że on zna rozwiązania mojego problemu i że znajdzie sposób, by mi dopomóc. A skoro Bóg je zna, to znaczy, że one już są w jego kieszeni… Wystarczy, że sięgnie w odpowiednim czasie po nie i już. Dlatego postanowiłam, że nie będę Boga prosić, ale będę mu dziękować, za to co już mam… Ksiądz powiedział jeszcze, że Bóg zna nasze modlitwy i prośby zanim je pomyślimy.
Magda mówiąc te słowa była pełna jakiegoś wewnętrznego blasku. Jej twarz się rozpromieniła a oczy błyszczały.
– Żeby to było takie proste – pomyślała Elżbieta.
– Ty jesteś już taka mądrótka – powiedziała do córki i przytuliła ją mocno ściskając. Poczuła, jak łzy wzruszenia napływają jej do oczu.
– Oj, bo mnie wyciśniesz! – powiedziała ze śmiechem dziewczynka.
Roześmiały się obydwie. Tak rzadko się ostatnio śmieje. A przecież Elżbieta od zawsze postrzegana była jako osoba o wesołym usposobieniu. Wielokrotnie słyszała od przyjaciół i znajomych, że najpierw widać jej wielki uśmiech, a potem dopiero ją.

Teraz, po tej kolejnej scysji, Elżbieta wiedziała już, że nie chce być ze swoim mężem. Miłość odeszła, przestała istnieć. Lecz jak ma sobie poradzić ze swoją tęsknotą za szczęśliwym życiem? Mąż okazał się niezdolny do tego, by dać jej rękojmię zaufania, na której mogłaby się oprzeć przy budowie przyszłości swojej i swojej rodziny. Dzisiaj, gdy zaczęła się go szczerze bać to zrozumiała, że wspólne życie nie jest możliwe.
– Ileż razy można przejść do porządku dziennego nad groźbami, że któregoś dnia ktoś mnie zabije? – powiedziała do siebie.

Postanowiła, że sama też pójdzie do tego księdza, katechety swojej córki, by usłyszeć… Może on powie jej coś takiego, co pomoże jej przetrwać. Zajrzała do tornistra Magdy i odszukała plan lekcji swojej córki. Religia będzie w czwartek o jedenastej.
W wyznaczonym dniu stanęła pod drzwiami klasy, w której odbywały się zajęcia z religii. Gdy zadzwonił dzwonek dzieci wybiegły na korytarz. Hałas był nieznośny.
– Jak Ci nauczyciele to znoszą? – pomyślała.
Gdy zajrzała do klasy, zobaczyła szpakowatego mężczyznę w średnim wieku otoczonego gromadką roześmianych i wesołych dzieci. Widać było, że dzieci naturalnie lgną do tego człowieka w sutannie.
– Niech ksiądz powie, dlaczego Adam i Ewa popełnili grzech pierworodny?
– Pismo święte mówi, że nie posłuchali Pana Boga i dlatego Pan Bóg wygnał ich z raju.
– Ale przecież dzięki temu mogliśmy się urodzić prawda?
– Tak Jacku. To prawda – pogłaskał chłopca po głowie.
– Czy to znaczy, że nie było by nas, gdyby Adam i Ewa wtedy nie zgrzeszyli?
– To trudne pytanie, ale bardzo dobre. Myślę, że powinieneś je zadać Panu Bogu i poczekać na jego odpowiedź. Jesteś bardzo mądry. Pewnie zostaniesz filozofem, co?
W tym momencie zauważył stojącą w drzwiach klasy Elżbietę. Uśmiechnął się do niej i skinieniem głowy wskazał na dzieci, chcąc się wytłumaczyć przed nią, że najpierw musi uporać się z tą rozszczebiotaną gawiedzią. Rozłożył ręce i zaczął to stadko owieczek bożych zaganiać w stronę wyjścia.
Gdy wreszcie udało mu się wyprowadzić wszystkie dzieci z klasy, podszedł do Elżbiety wyciągnął do niej rękę i najnormalniej w świecie uścisnął jej dłoń. Elżbieta zawsze czuła się zakłopotana w kontaktach z osobami duchownymi. W tym przypadku jednak szybko się przekonała, że ma do czynienia z człowiekiem, który nie zamierza za wszelką cenę zachować barier wynikających ze swojej pozycji społecznej.
– Mam na imię Krzysztof. W czym mogę pani pomóc? – powiedział do niej z uśmiechem.
– Widzi ksiądz, ja przychodzę w nietypowej sprawie do księdza – Elżbieta nerwowo rozglądała się po klasie, co nie uszło uwadze duchownego.
– O co chodzi? – zapytał.
– Nie jest mi łatwo… Nie wiem od czego zacząć?
– Najlepiej od początku – powiedział i uśmiechając się wskazał jej miejsce w uczniowskiej ławce.
Usiadł obok.
– Proszę się nie krępować. Jeżeli tylko potrafię pomóc to z przyjemnością to uczynię. Mamy troszkę czasu, bo właściwie skończyłem zajęcia, a ta klasa nie będzie używana. Możemy tu rozmawiać.
Elżbieta spojrzała w oczy tego mężczyzny. Zauważyła w nich jakąś niewysłowioną dobroć. On położył swoją dłoń na jej dłoni i patrząc jej w oczy skinął głową na zachętę. Chwilę milczeli.
– Moja córka uczęszcza do księdza na lekcje religii… Magda z piątej c…
– Tak, wiem. Spotkaliśmy się przecież na kilku zebraniach z rodzicami, czyż nie?
– Tak, to prawda.
– Jestem zagubiona, bo świat wali mi się na głowę – powiedziała.
– Domyślam się, że wiem o czym pani chce powiedzieć. Pamiętam rozmowę z Magdą…
Elżbieta popatrzyła na księdza i skinęła głową na znak, że chodzi właśnie o sprawy rodzinne. On kontynuował:
– … kiedy powiedziała mi, że modli się o to, by jej tata… by pani mąż dał wam spokój. To smutne. Ale stanowi to dowód czegoś, czego świadkiem są Państwa dzieci. Jakże często bywa w życiu tak, że nasze otoczenie nie zdaje sobie sprawy z tego, że jesteśmy ofiarami przemocy domowej. Na pozór przykładna rodzina jest nękana przez brutalne znęcanie się nad bliskimi. Cisza trwa tak długo, jak długo wstyd ofiar jest silniejszy od bólu wyrządzanego przez oprawcę. Mogę tylko domyślać się tego, co się dzieje w pani życiu. Dobrze się jednak dzieje, że zaczęła Pani poszukiwać dróg wyjścia z tej sytuacji. Z pewnością zwykłe milczenie nie rozwiązuje problemu.
– No tak, ale co mam zrobić w tej sytuacji, proszę księdza?
– Przede wszystkim proszę nie tracić nadziei bo nie jest Pani sama. Bóg jest z Panią. Nie jest Pani w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w Pani intencji. Czy widziała Pani gwiazdy na niebie? Czy wie Pani, że Słońce jest tylko malutką kropeczką we wszechświecie? A wszystko to zostało powołane do życia w konkretnym celu. Malutki, najmniejszy atom i najmniejsza część materii go tworzącej są Jemu znane. Bóg pamięta o wszystkim i wszystko rozumie. U niego nie ma miejsca na przypadek. Choć my tego nie jesteśmy w stanie pojąć, to „Boska Księga Żywota” jest już zapisana od początku do końca.
– Jak to możliwe? Czy to oznacza, że wszystko jest już zapisane i my nie mamy wpływu na nasze losy? A gdzie nasza wolna wola, którą ponoć Bóg nas obdarzył? – zapytała Elżbieta.
– Wiem, że trudno te dwie sprawy ze sobą pogodzić, pani Elżbieto. Nam może się to nie udać… Ale to co nie jest wykonalne dla człowieka, dla Stwórcy może być niczym przysłowiowa bułka z masłem. Kiedyś miałem ten sam dylemat. Było tak do czasu, gdy nie zagrałem w szachy z komputerem. Zastanowiło mnie, że komputer potrafił zareagować na każdy mój ruch. Zdałem sobie sprawę, że na dysku komputera są zapisane wszystkie możliwe operacje i dlatego maszyna była zdolna do reakcji adekwatnych dla moich wyborów. Może podobnie jest ze wspomnianą „Boską Księgą Żywota”? Ja dla swoich potrzeb przyjąłem, że tak jest. Dlatego potrafię zaufać Bogu w to, że On ma odpowiedź na moje wołanie. Ufam mu bezgranicznie, bo wierzę, że on mnie kocha i dlatego z pewnością działa dla mojego dobra i dąży do tego najkrótszą i najlepszą drogą. Tak naprawdę to ja nawet to wiem. Doświadczam tego w każdym momencie swojego życia. Ale nawet, gdyby miało być tak, że moje dobro nie ma tu żadnego znaczenia, to wierzę w Boski Plan. I jestem wdzięczny Panu, że powołał mnie do uczestnictwa w jego realizacji. Wierzę w absolutną mądrość stwórcy i dlatego mogę śmiało przyjąć, że plan ten jest absolutnie mądry i dobry.
Odpowiedź na moje prośby przychodziła zawsze. Często była ona bardzo zaskakująca. Przychodziła w niespodziewany sposób i z nieprzewidywalnej strony. Naprawdę jest tak, że są na tym świecie rzeczy, które się nawet filozofom nie śniły, pani Elżbieto. Proszę się zastanowić nad tym, co powiedziałem. Najcenniejsze są pani własne wnioski, które uzyskać może pani jedynie w drodze własnego doświadczenia.
Elżbieta wysłuchała uważnie tego co powiedział ksiądz Krzysztof. Wyczuwała w jego głosie szczere przekonanie o tym, o czym mówił. Nigdy wcześniej nikt z nią tak nie rozmawiał.
– Czy powiedział ksiądz, że moja ufność do Boga jest kluczem do rozwiązania moich problemów?
– Ufność do Boga daje moc przetrwania najtrudniejszych chwil w naszym życiu. Gdy powierzyłem mu swój los, gdy to przeświadczenie wypełniło moją całą istotę, to poczułem głęboką jedność z Bogiem. Zacząłem pojmować, że jest on moim życiem. Najcenniejszym darem jaki mi ofiarował jest on sam. To samo dotyczy każdego człowieka, każdego zwierzęcia, każdej rośliny i wszelkich innych istot żyjących w świecie widzialnym i niewidzialnym. Ufność… Jakże jest ona potrzebna rozbitkom na środku oceanu. Ufność jest źródłem nadziei, że Bóg nam dopomoże, że na horyzoncie pojawi się ląd lub, że w pobliżu przepłynie statek, który podejmie nas na pokład. Nadzieja… To życie pełne wiary w spełnienie naszych pragnień. Nadzieja to po prostu życie. Gdy tracimy nadzieję to tracimy także wolę wytężenia wszystkich sił potrzebnych nam do przetrwania trudnego okresu naszego życia.
– Skoro powołał się ksiądz na przykład rozbitka to chcę zauważyć, że przecież nie wszyscy rozbitkowie zostali uratowani, choć może żywili najgorętszą ufność dla Boga i pokładali w nim nadzieję – powiedziała Elżbieta.
– To prawda. Ale jestem przekonany, że mając tą nadzieję zrobili wszystko co w ich mocy, by się nie poddać, by wytrwać. Jestem przekonany, że człowiek, który pokłada nadzieję w rękach Boga otrzymuje od niego dar życia – choćby nawet je postradał w jakiejś tragicznej dla siebie sytuacji. To nie wstyd ulec, lecz źle się dzieje, gdy po prostu się poddajemy i zakładamy bezradnie ręce. Gdy ufność i nadzieja zostaną poparte czynem następuje nasze zbliżenie się do rozwiązania problemu, z którym się borykamy. Rozbitek na środku oceanu sięga po wszystko, co może mu służyć do tego, by utrzymać się na powierzchni. Jeżeli to jest człowiek ufający Bogu, to nigdy nie poświęci życia lub zdrowia innego człowieka, by ratować siebie. Tak naprawdę nie będzie dążył do pozbawienia drugiego czegokolwiek, co jest w jego posiadaniu. Raczej będzie wspierał drugiego podtrzymując go na duchu – to jest czyn. Ktoś inny, kto znajduje się w trudnej sytuacji życiowej, znajduje w sobie odwagę, by wreszcie zwrócić się o wsparcie do osób lub instytucji powołanych do niesienia pomocy. To też jest czyn zbliżający do rozwiązania. A najważniejsze moim zdaniem jest to, by nie zakopywać swoich talentów. Bóg dał talenty każdemu z nas! Pokażmy je naszym bliskim, przyjaciołom, a nawet całemu światu.
– Czy mój talent – jeżeli go posiadam… Czy on może mi być pomocnym w rozwiązaniu moich problemów rodzinnych?
– Z całym przekonaniem twierdzę, że tak. Gdy odkryje pani swoją pasję, wówczas pojawią się nowe możliwości i horyzonty, których dziś pani nie dostrzega, a dzięki którym pani życie stanie się bardziej spełnione. Spełnione życie jest źródłem szczęścia dla każdego człowieka. A szczęście… no cóż od niego zaczyna się zgodne życie rodziny i wszystkich jej członków. I tak koło się zamyka.
Ksiądz spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jakby chciał ją zachęcić do podjęcia decyzji, czy ta rozmowa ma trwać dalej, czy też już powinna się zakończyć. Elżbieta usłyszała pogląd duchownego. Tylko czy to co usłyszała zaspokoiło jej oczekiwania co do celu tej rozmowy?
– Obawiam się, że to co usłyszałam tu dzisiaj jest zbyt ogólnikowe i jako takie nie może mi się przydać w moim konkretnym przypadku – powiedziała.
– Nie mam prawa dokonywać za panią wyboru drogi, jaką powinna pani podążyć. Mogę jedynie powiedzieć pani jak ja radzę sobie z trudnościami. Po prostu żywię nadzieję w Opatrzność Bożą i czerpię z niej siłę oraz robię wszystko co w mojej mocy, by swoim trzeźwym i przemyślanym czynem dać Bogu szansę na udzielenie mi pomocy. Dotychczas zawsze mi pomagał, a jego pomoc docierała do mnie – często z najbardziej niespodziewanych stron.
Elżbieta pokiwała głową z prawdziwym zrozumieniem tego co powiedział. Zrozumiała, że nie otrzyma od niego konkretnej odpowiedzi na temat tego, co ma uczynić ze swoim życiem, a w szczególności ze swoim małżeństwem. Trudno by było oczekiwać, by ksiądz zachęcał ją do rozstania się ze swoim mężem. Dlatego postanowiła o to go nie pytać. Ale i tak poczuła, że otrzymała wiele istotnych informacji na temat sposobu patrzenia na życie w ogóle. Wstała… Na pożegnanie zamieniła z księdzem jeszcze kilka grzecznościowych zdań i wyszła z klasy. Gdy znalazła się poza budynkiem szkolnym spojrzała w niebo i powiedziała:
– Więc dobrze! Postanowiłam, że Ci zaufam z całego serca i z całej duszy! Pokładam w Tobie całą swoją nadzieję! Tam gdzie zaczyna się nadzieja, zaczyna się życie – moje życie, którym Ty jesteś Boże.
Z taką postawą Elżbieta przeszła przez trudny okres separacji. Ostatecznie rozstała się z mężem, który przechodził sam siebie w zadawaniu jej ran cielesnych i psychicznych. Dzięki nadziei przetrwała ten ciężki czas. Dzięki nadziei znajdowała siłę by przeciwstawić się sytuacji i obronić swoje dzieci przed napadami chorego małżonka. Odkryła w sobie talent, którego się wcześniej nie spodziewała. Zaczęła się realizować w pracy na rzecz ofiar przemocy w rodzinie. Ileż to razy wypowiedziała dobrze znane sobie słowa:
– Nie trać nadziei, bo nie jesteś sam. Twój Bóg jest z tobą. Nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w twojej intencji.



 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Poezja, Życie

 
 

  • RSS