RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Muzyka’

O życiu i śmierci. Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

21 lip

Młody wczoraj przeczytał wiadomość o śmierci wokalisty Linkin Park. Facet miał 41 lat. Powiesił się.

Tak jak mój brat. Powiesił się w wieku 42 lat.

Może dlatego ja w chwilach załamania też o tym myślałam.

A życie jest piękne…

Znalazłam piosenkę tego zespołu

I tekst:

Nie lubię mojego umysłu teraz
Nawarstwianych problemów, które są niepotrzebne
Marzy mi się to, bym mógł spowolnić te sprawy
Chciałbym odpuścić, ale znajduję ukojenie w panice
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko jest o mnie
Taa, doprowadzam siebie do szaleństwa
Bo nie mogę uciec grawitacji

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Mówisz, że jestem paranoikiem
Ale jestem pewny, że świat chce mnie dopaść
To nie jest tak, że dokonuję wyboru
Aby mój umysł pozostawał w tak cholernym bezładzie
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko krąży wokół mnie

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

 

Tak myślałam i mówiłam przed terapią. Byłam centrum wszechświata i wszystko kręciło się wokół mnie. Byłam wszystkiemu winna i odpowiedzialna za wszystko. Nie umiałam odpuścić.
Od niedawna coś się zmienia.

Wypadłam z epicentrum.

Czuję jeszcze lekką panikę z tego powodu, ale ważniejsze jest dla mnie poczucie spokoju, które daje leniwe krążenie po orbicie. Bo jeszcze krążę. Jeszcze boję się leniwej strefy bez żadnej grawitacji. Myślę, że ten stan mnie unicestwi i spowoduje moją samotność, a przecież to co mam teraz wpakowało mnie właśnie w taką sytuację – samotność i uczucie ostracyzmu.
Właśnie to mówię B na terapii.
On milczy.
Mój umysł umieszczony w próżni nie wie, w którą stronę iść, co robić. Stare było destrukcyjne a nowe jest niewiadomym, ale dającym spokój i ukojenie.

Współczuję temu piosenkarzowi.

Jeżeli nie dotrzemy do źródła naszych lęków, życie będzie tylko pasmem udręk. Nic nie dadzą „dobre rady”, bo to droga innych a nie nasza. Każdy ma swoją drogę, którą idzie przez życie. Ja swoją ścieżkę zaczynam doceniać dzięki terapii, która jest kurewsko trudna (oczywiście terapia… a później życie, które miałam – są trudne).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

„Krucha jak lód” – czy pieniądze dają szczęście?

22 cze

Chciałam napisać o kolejnej książce Jodi Picoult „Krucha jak lód”.

Książka warta przeczytania.

Picoult ma szablon, według którego pisze. Powtarza go w większości swoich książek. Wiem, bo przeczytałam już 10 jej książek i 8 było zgodnych z tym właśnie szablonem. Najpierw przedstawia głównych bohaterów. Nie jest to zwykłe przedstawienie. Wcielamy się w kolejnych bohaterów. Poznajemy ich myśli, charter, sposoby postępowania, temperament. Później poznajemy główny problem i zaczyna się właściwa akcja, która prowadzi nas na salę sądową i tam ma się rozegrać sytuacja związana z rozwiązaniem dylematu moralnego – wyborem dobra lub zła, albo napiętnowaniem zła i… na koniec powieści mamy niespodziankę. Wpada niespodziewany „granat” i książka kończy się zupełnie inaczej niż byśmy się spodziewali.
Z ta książką było tak samo. Kiedy cieszyłam się z pozytywnego zakończenia, nagle wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do szoku i płaczu. I zapytałam „I gdzie ta sprawiedliwość??”

„Krucha jak lód” to opowieść o dziewczynce chorej na wrodzoną łamliwość kości – ang. osteogenesis imperfecta, OI, ale też o jej matce, która postanawia pozwać swoją najlepszą przyjaciółkę, lekarza położnika, o  „złe urodzenie” swojej córeczki.
Termin „złe urodzenie” oznacza błąd w sztuce lekarskiej lekarza położnika, który podczas badań prenatalnych nie rozpoznał wady płodu i nie poformował o tym rodziców, w związku z czym urodziło się upośledzone dziecko. Gdyby matka wiedziała odpowiednio wcześnie o chorobie dziecka, mogłaby dokonać aborcji.

Cała książka składa się z takich właśnie dywagacji. Co by było gdyby… Gdyby matka miała wybór: urodzić czy nie; czy można poświęcić wspaniałą przyjaźń dla pieniędzy; czy matką jest kobieta, która urodziła, czy ta, która wychowała; czy kobieta, która została zgwałcona w wieku 16 lat może oddać swoje dziecko do adopcji i może nie chcieć mieć z nim nic wspólnego i nawet, kiedy to dziecko odnajduje ją po latach, aby się z nią skonfrontować, też ma parowo odmówić jakiegokolwiek kontaktu; czy można jednocześnie kochać swoją córkę i wytaczać proces o złe urodzenie, informując tym wszystkich, że najlepiej gdyby ona się nie urodziła?

Jest też historia nastolatki, która czuje się niewidzialna i niepotrzebna w rodzinie i zapada na bulimię „wzbogaconą” epizodami samookaleczenia się.

Picoult jak zawsze nie idzie na skróty i potrafi zaskoczyć.

W niektórych momentach czułam się tak, jakbym czytała o sobie. Niechciane dziecko, tematy aborcji, rozpad przyjaźni. Poczucie odrzucenia, osamotnienia i pytania, dlaczego nikt mnie nie chce…

Mały fragment z początku książki:

„A czy dostałeś od tego życia
To ostatecznie, czego chciałeś?
Dostałem
A czego chciałeś?
Wiedzieć, że jestem kochany, czuć, że ktoś
Na tej ziemi mnie kocha”
Raymond Carver „Urywek późnego dzieła”

 

Tak, każdy chce czuć się kochany, oczekiwany, upragniony, na swoim miejscu. Takim miejscem ma być rodzina. Ma być kolebką, gniazdem, oazą, do której możemy wrócić, jak do bezpiecznego portu. Żyjąc w świecie tworzymy też relację z obcymi ludźmi a niektóre z nich są tak mocne, że nazywamy je przyjaźnią a nawet miłością. I zdarza się, że wszystkie te relacje, nawet najlepsze mogą lec w gruzach przez wybory, jakich dokonujemy w życiu.

W życiu osiągamy wciąż jakieś cele. Czasami wybieramy środki, które nie są etyczne.Czy w takim razie cel uświęca środki i czy te środki mogą być tak ostateczne, że staną się powodem nienawiści, choroby i śmierci?

I zdanie, które podkreśliłam:
„Może rzeczywiście dopiero po ciężkim kryzysie człowiek poznaje się naprawdę; może trzeba dostać w kość, żeby zrozumieć, czego właściwie chce się od życia”

Jeżeli nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy od życia, kryzys staję się cenną wskazówką, ale ta  wskazówka okupiona bywa łzami, strachem, załamaniem i poczuciem osamotnienia a nawet ostracyzmu.

W książce matka wygrywa sprawę i dostaje milionowe odszkodowanie, tylko czy te pieniądze zapewnią jej szczęśliwe życie z chorobą córki? Co straciła przez wytoczenie sprawy a co zyskała? Odpowiedź na kartach „Kruchej jak lód”.

Warto sięgnąć po tę książkę, chociaż nie da ona ostatecznej odpowiedzi na trudne pytania. Nie da właściwie żadnych odpowiedzi a zostawi nas z goryczą niedopowiedzeń i dywagacji „co by było gdyby…”

 

 

Krew, która popłynie, gdy stal i ciało staną się jednością
Zastygnie w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach pozostanie ślad
Być może ten ostateczny czyn miał na celu
Zbicie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nigdy by nie mogło
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Żebyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy

Sting

Fragmenty tekstu pochodzą z książki Jodi Picoult „Krucha jak lód”, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2009.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

Nadzieja…

24 maj

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

 

Czesław Miłosz

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja

 

„Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult – fragment o naszym życiu

08 maj

W książce Jodi Picoult „Małe wielkie rzeczy” jest pewien fragment mówiący o upływie życia. Naszego życia

Oto on:

„   Wszyscy to robimy. Udajemy, że nas upływ czasu nie dotyczy. Rzucamy się w wir pracy. Pielimy grządki. Tankujemy benzynę, kasujemy bilety i robimy zakupy, więc nasze tygodnie na pozór niczym się nie różnią. A potem któregoś dnia, ni stąd, ni zowąd dostrzegamy, że nasz synek wyrósł na mężczyznę. Któregoś dnia patrzymy w lustro i widzimy siwe włosy. Któregoś dnia dociera do nas, że pozostało nam mniej życia, aniżeli przeżyliśmy. I myślimy: „Jakim cudem to tak szybko zleciało?”. Przecież dopiero wczoraj pierwszy raz piłam legalnie alkohol, zmieniałam synkowi pieluszkę, byłam młoda.
   Kiedy nachodzi nas ta refleksja, zaczynami liczyć. Ile czasu nam jeszcze zostało? Ile zdołam weń wepchnąć?
   Część z nas podąża za tą refleksją. Ruszamy w podróż do Tybetu, uczymy się rzeźbić, skaczemy ze spadochronem. Próbujemy udawać, że koniec nas nie dotyczy.
   Lecz pozostali dalej tankują , kasują i kupują, bo dzięki temu mogą zapomnieć o tym, co nieuchronne.
   Część z nas nigdy nie idzie po rozum do głowy.
   Inni dostają nauczkę szybciej niż pozostali” (s. 419-420)

Są to słowa czarnoskórej pielęgniarki Ruth oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka.
Nie miała łatwego życia. Pochodziła z biednej rodziny. Jej matka była pokojówką bogatego państwa na Manhattanie. Sama wychowała ją i siostrę.
Ruth wyszła za mąż i urodziła syna. Jej mąż zginął w Afganistanie. Sama wychowywała syna i pragnęła dla niego dobrego życia. Poświęcała się pracy i odkładała na studia własnego dziecka. Była z niego dumna…

Cały jej świat, pieczołowicie budowany ciężką pracą runął jednego dnia. Jej świat skończył się tak nagle, jakby wybuchła w nim bomba burząca wszystko. Została bez pracy, bez perspektyw, bez studiów dla syna… I to wszystko dlatego, że była czarna i dlatego, że mimo zakazu przełożonych zbliżyła się do białego dziecka, by go ratować przed śmiercią. Dziecko zmarło a nacjonalistyczny ojciec oskarżył ją o morderstwo.

Kiedy czytałam o przebiegu procesu skojarzyłam go z „Procesem” Kafki.
W USA o niewinności, lub winie decydują przysięgli. Grupa wyłonionych osób przysłuchuje się mowom prokuratora i obrońcy. Proces podobny jest do rozgrywki szachowej – ważna jest strategia i siła argumentów. Ruth była instruowana przez obrończynię, żeby nie poruszała kwestii rasowej. Ok, tylko jak jej nie poruszać, kiedy pokrzywdzony jest skinheadem z wytatuowaną swastyką na gołej czaszce i mówi o wyższości białej rasy. Pluje na czarną pielęgniarkę i krzyczy, że najchętniej zabiłby sukę…

On może mówić o białej rasie a ona nie może mówić o swoim kolorze skóry, ani tym bardziej o poczuciu bycia wykluczoną z białego społeczeństwa. Dlaczego nie została skazana za zaniedbania jej biała koleżanka po fachu, która miała zajmować się niemowlakiem i zostawiła go zaraz po zabiegu obrzezania, udzielając pomocy innej pacjentce? Czy to nie jest przejaw dyskryminacji rasowej? Ruth siedzi na sali sądowej i wie, że stoi na straconej pozycji. Przeciw niej jest nawet oskarżająca ją czarna prokurator. Czuje, że musi zabrać głos, że za długo siedziała cicho i znosiła poniżenia. Chce przestać być niewidzialna. Chce, żeby wszyscy ją dostrzegli, nawet za cenę utraty wolności. Zabiera głos…

Nie zdradzę jak skończyła się rozprawa sądowa. Nie zdradzę…

Należę do takich osób jak Kennedy, obrończyni z urzędu, którą Turk określił w następujący sposób: (…) na pewno piję dyniową latte. Założę się, że głosowała na Obamę, płaci na schroniska po obejrzeniu reklam ze smutnymi psiakami i wierzy, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali” (s. 501) On nie znosił „miękkich” liberałów.

Tak, wierzę, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali, ale wiem też, że to utopijne myślenie…

Należę też do osób pokroju Ruth – niewidzialnych i wtapiających się w tło. Od 2013 roku ośmieliłam się zabierać głos i mówić, że ja jestem ważna. JA JESTEM WAŻNA! Mam coraz więcej odwagi, aby o tym świadczyć.

Poszłam po rozum do głowy.

Dostałam nauczkę szybciej niż pozostali.

 

 

 

Fragmenty tekstu pochodzą z książki „Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult, przekład Magdaleny Moltzan-Małkowskiej, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

****

A to ze strony, którą bardzo lubię:

Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niewłaściwej historii, odejdź. – Mo Willems

Masz prawo odejść z każdej historii, w której się nie odnajdujesz. Masz prawo odejść z każdej historii, w której siebie nie kochasz.

Masz prawo wyjechać z miasta, które gasi twoje wewnętrzne światło, zamiast sprawiać, że będziesz świecić jeszcze jaśniej, masz prawo spakować wszystkie swoje manatki i zacząć od nowa gdzieś indziej i masz prawo zredefiniować znaczenie swojego życia.

Masz prawo rzucić pracę, której nienawidzisz, nawet jeśli wszyscy mówią ci, żeby tego nie robić i masz prawo szukać tego czegoś, co sprawia, że nie możesz doczekać się jutrzejszego dnia i reszty swojego życia.

Masz prawo opuścić tych, których kochasz, jeśli źle cię traktują, masz prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, gdy z czymś się mierzysz i masz prawo odejść, kiedy próbowałeś wielokrotnie, ale nic się nie zmieniło.

Masz prawo dać odejść toksycznym znajomościom, masz prawo otaczać się miłością i ludźmi, którzy cię budują i sycą. Masz prawo wybierać tę energię, której potrzebujesz w życiu.

Masz prawo wybaczyć sobie swoje największe i najmniejsze błędy i masz prawo być dla siebie miłym, masz prawo patrzeć w lustro i faktycznie lubić osobę, którą w nim widzisz.

Masz prawo uwolnić się od swoich własnych oczekiwań.

Niekiedy postrzegamy odejście jako niewłaściwą rzecz lub kojarzymy je z poddaniem się lub ucieczką, ale bywa, że odejście jest najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić.

Odejście pozwala ci zmienić kierunek, zacząć od nowa, odnaleźć siebie i świat. Odejście czasami ratuje cię od utkwienia w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.

Odejście otwiera nowe drzwi zmian, wzrostu, szans i odkupienia.

Zawsze masz wybór, by móc odejść, dopóki nie znajdziesz miejsca, do którego przynależysz i tego, co czyni cię szczęśliwym.

Masz nawet prawo porzucić swoje stare ja i odkryć siebie ponownie.

Rania Naim

 

I tego się trzymajmy! :-D

 

ze strony:
http://dobrewiadomosci.net.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Muzyka, Życie

 

Zimny maj i „Małe wielkie rzeczy”, czyli warto czytać i oglądać ☺

07 maj

 

 

Zimny maj..

Wczoraj pogoda prawie letnia. Temp. 25 stop. C. Wieczorem burza…

A dziś ziiiiimno… Brrrr

Zimny maj…

Kurde, olej leci. Widać to w lewym nadkolu. Wiadomo – maglownica do wymiany. Przejeździłam ponad miesiąc na uszczelnionej maglownicy a teraz wszystko rypło :-( Znów wycieka olej. W tym miesiącu ubezpieczenie, oczywiście po nowych stawkach. Wymiana maglownicy… Później jeszcze zawieszenie z przodu i amortyzatory z tyłu i to by było chyba wszystko. A nie, jeszcze wymiana oleju… Ufff, tyle rzeczy na głowie ;-)

Jutro matura z języka angielskiego. Siedzę w sali z … ta, dam!!!! Z jednym uczniem!!! Jedyny, który pisze starą maturę. Stara matura, nowa matura… Wielkie zmiany w szkolnictwie :-( Czasami trudno nadążyć za nowościami.

Wieczór.

A za oknem, w parku, ptaki śpiewają jak oszalałe.

Wczoraj po burzy słuchać było rechot żab. „Grają”, jak mówiła moja matka.

Czytam kolejną książkę Judi Picoult „Małe wielkie rzeczy”. Rzecz o rasizmie. W Stanach, pomimo wyboru ciemnoskórego prezydenta, rasizm kwitnie. Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale w ludziach wciąż tkwią uprzedzenie rasowe. Ciemnoskórzy zawsze będą na pozycji straconej. Książka przedstawia to w bardzo dosadny sposób. Autorka przedstawia „dwie strony medalu”, czyli dwa spojrzenia – białych i czarnych. Przedstawia je bez poprawności politycznej, nazywając rzeczy po imieniu. Afroamerykanie i ich świat i biali i ich świat. Pomimo desegregacji w USA w 1963 roku, segregacja nadal istnieje. W książce mamy bardzo bliskie spotkanie z osobą, której matka była jednym z dziewięciorga dzieci, które w 1957 r. w Little Rock (Arkansas) weszło do „białej” szkoły, aby się uczyć. Na tym tle wybuchnęły zamieszki.
Historia książki pozwala towarzyszyć czarnoskórej pielęgniarce oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka. Rodzicami noworodka byli wojujący nacjonaliści. Ruth miała zakaz zbliżania i dotykania dziecka. Z racji wykonywanego zawodu była zobligowana do udzielenia pomocy umierającemu dziecku.
Pisarka pozwala czytelnikowi być blisko rodziny czarnoskórej pielęgniarki i rodziny nacjonalistów. Wniknąć w historię ich życia, przeżywać ich smutki i radości, poznać powody ich postępowania.

Czytając książkę przypomniałam sobie kilka filmów o segregacji rasowej i walce z nią.
Na HBO – bardzo dobry dokument „Little Rock: pół wieku później”- historia, gdzie do szkoły weszło 9 czarnych uczniów. Historię o całym zdarzeniu wspomina jedna z uczennic pięćdziesiąt lat później. 1957 – Do szkoły Little Rock Central High School zaczyna uczęszczać pierwsza w historii grupa czarnoskórych uczniów, tzw. „Dziewiątka z Little Rock”. W reakcji na publiczne protesty (Arkansas jest wówczas trzecim najbardziej segregowanym rasowo stanem amerykańskim, po Missisipi i Alabamie), Prezydent Dwight Eisenhower wysyła do miasta członków Gwardii Narodowej, by zapewnili „Dziewiątce” bezpieczeństwo i umożliwili im korzystanie z prawa do nauki. Ponad pięćdziesiąt lat temu liceum Little Rock Central High School stało się symbolem walki i nadziei ruchu na rzecz równouprawnienia. Obecnie boleśnie przypomina, jak skomplikowana jest droga ku równości. Dokument ukazujący od środka liceum Little Rock Central High w Little Rock w stanie Arkansas. Niegdyś zarzewie ruchu na rzecz równouprawnienia, Little Rock Central High to obecnie, można powiedzieć, dwie szkoły: w jednej biali uczniowie przygotowują się do wstępu na najbardziej prestiżowe uczelnie w kraju, w drugiej garstka czarnych uczniów z trudnością wypełnia minimum programowe.
Gdy w 2006 r. pochodzący z Little Rock filmowcy Brent i Craig Renaud zaczęli kręcić dokument w Little Rock Central High, w szkole i w całym kraju trwały przygotowania do uczczenia 50 rocznicy słynnego „kryzysu integracyjnego” w 1957 r. Rozgniewany tłum białych mieszkańców Little Rock uniemożliwił wtedy dziewięciu czarnoskórym uczniom wejście do budynku szkoły. W filmie towarzyszymy współczesnym uczniom i nauczycielom liceum, którzy wraz z liderami miejscowej społeczności i przedstawicielką pierwotnej „dziewiątki z Little Rock”, dzielą się swoimi przemyśleniami o tym, ile – jak niewiele – zmieniło się od tamtych dramatycznych wydarzeń. W pamięci zostają słowa bohaterki o tym, że granica między białymi i czarnymi wciąż jest w głowach ludzi i, że nigdy nie da się jej usunąć.

Innym filmem o segregacji i uprzedzeniach rasowych, ze wspaniałą rolą Samuela L. Jackcona i Julianne Moore, jest „Kolor zbrodni”. Historia o uprowadzeniu i zabójstwie dziecka. Podejrzenie pada na czarnoskórego. Dochodzi do zamieszek na tle rasowym. Winną okazuje się matka, ale z powodu ogromnego strachu, kieruje cała uwagę na swojego czarnoskórego znajomego. Film jest warty obejrzenia, gdyż znakomicie pokazuje uprzedzenia rasowe.

Kolejny film to „Służące”. Opowieść o białej dziennikarce, która postanawia spisać historię czarnych służących.  Wywołuje tym ogromny skandal w latach 60 XX w.

W „Wolności słowa” tez spotykamy się z wątkiem segregacji rasowej. „Kolorowi” uczniowie dostają zadanie od nauczycielki języka angielskiego – mają spisywać swoje życie w formie pamiętników. Sprytny wybieg nauczycielki jest sposobem na ich zbliżenie się do siebie i pokazanie, że są ważni. W filmie mamy też fragmenty dokumentu o autobusie, w którym biali objeżdżali stany USA w proteście przeciw segregacji rasowej. Są też sceny, w których występują prawdziwe ofiary holokaustu.
Lubię ten film pokazywać w pierwszych klasach, bo porusza ważny temat tolerancji.

Ciekawy artykuł o segregacji rasowej można przeczytać w Newsweeku: W USA 50 lat po zniesieniu segregacji rasowej rasizm wciąż jest problemem.

Inny ciekawy artykuł, to Kiedy rasiści stawali w drzwiach. Przeczytamy w nim, np. o tym, że na przełomie lat 50. i 60. ruszyły w Amerykę tzw. rajdy wolności. Młodzi ludzie, czarni i biali, grupowo zajmowali miejsca w autobusach międzystanowych. Im dalej w Południe zapuszczał się taki autobus, tym większa była agresja miejscowych. W Alabamie było najgorzej. W jednym z miast „autobus wolności” został podpalony, a rozwścieczony tłum próbował spalić pasażerów żywcem. Białe bojówki regularnie polowały na uczestników rajdów, na ogół przy obojętnej lub wręcz sprzyjającej postawie miejscowej policji.

Tyle skojarzeń na temat jednej książki…

Ruth – czarnoskóra pielęgniarka jest mi bardzo bliska. Tak jak ona, nie potrafię znaleźć swojego miejsca. Tak jak ona, nigdzie nie czuję się na miejscu. Tak jak ona, jestem jedyna z rodziny, która ma wyższe wykształcenie. Reszta historii się nie zgadza, ale ten początek spowodował, że siedzę nad książką i z ogromnym zainteresowaniem śledzę rozwój wydarzeń. Nie wiem, czy Ruth będzie skazana za morderstwo. Jestem w momencie, kiedy ma ją bronić biała prawniczka. Nawet nie było jeszcze pierwszej rozprawy.
Na drugiej szali jest Turk – biały nacjonalista, któremu w szpitalu zmarło dziecko. I Bóg mi świadkiem, że nie jestem po jego stronie, pomimo, że stracił syna. Mężczyzną kieruje nienawiść. Jest tak zindoktrynowany przez ruch neonazistowski, że potrafi  wyrządzać tylko zło. On oczywiście tego nie widzi. Walczy o „sprawiedliwość’ i „czystość rasy”.
I tu przypomina mi się pewne jesienne popołudnie w Warszawie. Byłam na uczelni, na zajęciach. Uniwersytet Warszawski, Instytut Filozofii. Siedziałam z koleżankami na dole i patrzyłam na to, co działo się za oknami. A tam przechodził czarny marsz – ludzie w czarnych ubraniach hardo maszerowali ulicą. Atmosfera była gęsta od nienawiści. Twarze ludzi zacięte a w powietrzu unosiły się harde, nerwowe okrzyki. Nacjonaliści. Zmroziło mnie. Ucichłyśmy przy stoliku, z obawą patrząc na kruchą szybę oddzielającą ich od nas. Odniosłam wrażenie, że ulicą maszeruje zło w czystej postaci. Skurczyłam się na krześle…

Rasizm zawsze był, jest i będzie zły.

Nie wiem jakie zakończenie spotkam w książce, ale wiem, że warto ją przeczytać.

 

I tak od zimnego maja przeszłam do rasizmu, też wywołującego zimne dreszcze. 

Potrzeba mi ciepełka i słoneczka :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Muzyka, Życie

 

Sobota przed świętami… Trochę o młodzieży. Niekochani

15 kwi

Uczestniczyłam w rekolekcjach dla młodzieży

Nie, nie chcę opisywać jak wyglądały te rekolekcje. Napiszę tylko o wnioskach, jakie można wysnuć z rekolekcji a właściwie ze świadectw, jakie mówili młodzi.

Nie jest różowo… Nie.

Rodzice dali dupy po całości. Młodzi są spragnieni miłości, uwagi, rozmowy, obecności rodziców… Pomimo, że czasami zachowują się tak, jakby tego w ogóle nie chcieli.

Ja, gdyby nie terapia, pewnie też dałabym … „ciała”. Byłam na dobrej drodze.

Została mi w pamięci wypowiedź młodego chłopaka, który wyszedł przed mikrofon i ze spuszczonym wzrokiem powiedział:
- Przyszedłem tu po to, żeby podziękować mojej mamie. Nie ma jej tu… Od siedmiu lat mama wychowuje mnie sama. Tata jest alkoholikiem i mama żeby nas chronić wzięła z nim rozwód – popatrzył na salę i ze wzrokiem utkwionym w dal, powiedział – Mamo, robisz dobrą robotę!!! Jestem z ciebie dumny!!! – i uniósł podniesiony do góry kciuk.

Reszta osób mówiła o wielkiej samotności, kompleksach, zagubieniu, a nawet próbach samobójczych… Uniesieni falą duchowych przeżyć, deklarowali natychmiastową poprawę ich smutnego życia.

Fale mają to do siebie, że odpływają. Duchowe uniesienia też przeminą a oni wrócą do swojej rzeczywistości i zderzą się z betonem…

Ksiądz prowadzący rekolekcje powiedział jedno mądre zdanie : „Religijność przemija a głupota zostaje!”, dlatego, jak to powiedział św. Ignacy Loyola „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga i pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie„.

Ja wiem, że żadna magia nie poprawi relacji międzyludzkich, dopóki sami ludzie nie będą nad tą poprawą ciężko pracować.

A poniżej teledysk, bardzo na temat. Obejrzyjcie go do końca



 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Jeszcze ten jeden raz…

28 mar

 

Jeszcze ten jeden raz
Czy ostatni kto wie
Niech mnie porwie prąd
I w nieznane niech niesie
Jeszcze ten jeden raz
Kości rzucić ot tak
I całkiem nowy los
Wylosować w ciemno, w ciemno

Nie rosnąć i nie chodzić spać
Przyzwoitości w twarz się śmiać
Przyjaciół nigdy nie bać się
I z romansów tylko miłość znać
Wierzyć, że można zmienić świat
Nie czuć, jak szybko mija czas
„Żyć nie umierać” słów poznać sens
Nim na opak całkiem zmienią się

Jeszcze ten jeden raz
Nie słuchać niczyich rad
Robić za błędem błąd
Walczyć o byle co, byle co
Jeszcze ten jeden raz
Na wsi gdzieś jabłka kraść
Przeżyć znów pierwszy dreszcz
Wiedząc to, co dziś wiem, co dzisiaj wiem

(Ania Dąbrowska)

Właśnie tak! Nie czuć, jak szybko mija czas! Wierzyć, że można zmienić świat!

Dziś są moje 45 urodziny!

O ludziach z pod znaku barana przeczytałam:

Zacznijmy od wspaniałej cechy godnej pozazdroszczenia- Barany to niepoprawni optymiści! Potrafią znaleźć pozytywne strony każdej sytuacji, co sprawia, że mają wielu przyjaciół. Inną cechą, która sprawia, że Baran to wspaniały przyjaciel, to jego zdolność zachowywania sekretów. Barany wyznają prostą zasadę: traktują innych tak, jak sami chcą być traktowani.

Powyższa cecha sprawia, że zodiakalne Barany są bardzo wierne i uczuciowe. Przywiązują się do ludzi i dbają o bliskich. Niemniej, są też bardzo pamiętliwymi ludźmi i chociaż wybaczą krzywdę, na pewno o niej nie zapomną i będą zachowywać bezpieczny dystans.

Drugie imię Barana brzmi „niezależność”. Rodzina i przyjaciele muszą być bardzo uważni, by zauważyć, że Baran ma problem i potrzebuje pomocy, bo sam z siebie na pewno o nią nie poprosi. Nie boi się też zmian i dalekich podróży.

Ten znak zodiaku odznacza się też niezależnością w mówieniu, co myśli. Nie boi się być szczery, choć jego wypowiedzi wzbudzają czasem kontrowersje. Każdy, kto ma do czynienia z Baranem może być pewny, że nie zostanie obmówiony za plecami. Baran po prostu powie mu prosto w oczy, co go boli.

Ze strony: www.podajto.pl

Pasuje jak diabli! :-)

Moje kochane dzieci zrobiły mi piękne niespodzianki. Mała zrobiła magiczna kartę z życzeniami. Kiedy wyciąga się kartkę z napisem z okienka, napis zmienia kolor, a w środku karty wkleiła nasze zdjęcie ze „snapa”. Obie mamy zajęcze uszy i pyszczki. Słodkie… Młody kupił różyczki i czekoladę. Pamiętają…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Wiosna, ach to ty…

27 mar

Pięknie i słonecznie za oknem, i niestety, ukradli nam godzinę snu.

WIOSNA

WIOSNA

WIOSNA

No i tylko się cieszyć

Niedługo jadę na szkolenie

Super!!! Wolne od zajęć!!!!

A tak a propos zajęć, od września zmienia się nam dowództwo, no i niestety padł blady strach na poniektóre jednostki. Już krążą „teorie spiskowe” i historie o czystkach.

Moja sąsiadka z przestrachem w oczach zapytała:
– No i co pani Aniu, a jak nas wyrzucą? Miałam kupować wykładzinę do mieszkania a teraz to nie wiem, co mam robić…
– Pani E to, co zwykle, czyli pracować jak dotąd i mieszkać.
– A jak nas wyrzucą?
– Pani E przecież nie jesteśmy dzikimi lokatorami. Płacimy czynsz. Nie zalegamy z płatnościami. Spokojnie…

Jak łatwo siać „popelinę” i straszyć.

Kurde, jakbym miała jeszcze raz rozkręcać szafę i pakować książki, to chyba bym się pochlastała ;-)

Jest mi tu bardzo dobrze i spokojnie. Płacę. Nie mieszkam za darmo.

Jak mnie wyrzucą to napiszę do Newsweeka. Napisali artykuł o schizofrenii z moim udziałem to może napiszą artykuł o matce z dwójką dzieci, która tuła się jak potępieniec, tylko dlatego, że miała dość życia w przemocy a nie ma środków na kupno swojego własnego mieszkania. :-D :-D

A póki co mamy wiosnę…

 

 

Przypomniało mi się powiedzenie kolegi z pracy: „Dlaczegoś biedny? Bo głupi! A dlaczego głupi? Bo biedny  :roll:   „

 

Spójrz, idzie wiosna szalona!!! :-D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

O tym, jak muzyka i film pomagają żyć

17 mar

Dziś mocno muzyczny wpis

Muzyczny, o filmie i o terapii

Na początek piosenka z filmu „Porady na zdrady”

 

 

 

Film… tak 4 na 10. Najlepsza w nim jest  chyba muzyka, no i rola Anki Dereszowkiej. Karolak też zabłysnął, zwłaszcza w roli czerwonego wampa :-D

A film – typowa polska komedia. Były gagi słowne i sytuacyjne. Ogólnie dupy nie urywa, ale w niektórych momentach można się pośmiać.

Kurde, czuję się tak jakbym miała 25 lat… Jakbym się zakochała… Na luzie. Leciutko. Z ogromnym wewnętrznym spokojem. Wiem, że to ma związek ze środowym wydarzeniem na terapii. Uwolnieniem się od tyloletniego ciężaru…
I pomyśleć, że nie wykrzyczałam tego. Czułam złość, wstyd i byłam przerażona. Gdybym mogła,  schowałabym się wtedy do mysiej dziury.

B powiedział, że nie zawsze trzeba krzyczeć…
Znajoma poradziła mi, abym któregoś dnia weszła do gabinetu i wykrzyczała, wyrzuciła z siebie całą złość, strach i ból. A tu B mówi, że nie zawsze trzeba krzyczeć… Bardzo mnie tym stwierdzeniem uspokoił.

I jeszcze słowa o tym, że przecież nikt mnie tak nie zna, jak on i nikt tyle o mnie nie wie. To niestety prawda. Nikt tyle o mnie nie wie, a ja nawet nie mówię mu po imieniu, ale taki deal bardzo mi pasuje. Bardzo!

Dobrze jest siebie poznać. Odpowiedzieć sobie nawet na niezadane pytania. To bardzo uspakaja. Być panem swojego życia. Odciąć się nareszcie od rodziców i zostawić ich we własnym piekle.

Następne spotkanie za dwa tygodnie.

W przyszła środę jadę do POLIN.

Mam dwa tygodnie na ochłonięcie.

 

Słucham cudownej płyty Chrisa Botti. „This is Chriss Botti”. Jest cudowna. Klimatyczna, z pięknym głosem trąbki, w pierwszym utworze śpiewa Andrea Bocelli a dalej miód sączy się w moje uszy.

Slow

Cudowny klimat

Boże, jak mnie to wycisza, koi, otula, kołysze… Umarłabym bez muzyki

Najważniejszy jest ten wewnętrzny spokój, ta cisza we mnie. Niech trwa jak najdłużej..

W środę dużo rzeczy nazwałam, ale najważniejsze było moje „spotkanie” z matką. Moją matką…

 

 

A teraz zmiana klimatu. Adekwatna do tego jest poniższa piosenka i sceny z teledysku:

 

 

Never Give Up

 

„Walczyłam z demonami, które nie pozwalały mi spać
Nawoływałam do morza, lecz mnie porzuciło

Ale nigdy się nie poddam,

 nie upadnę
Odbiję się od dna, gdy się na nim znajdę
nigdy się nie poddam,
Nie dam ci się tak

Znajdę odpowiednią drogę, trafię do domu,

Prześladuje mnie odległa przeszłość
Wezwałam niebo, ale było zachmurzone

 nigdy się nie poddam,

Znajdę odpowiednią drogę, trafię do domu,
Nie poddam się,”    (Sia)

 

Zwyciężę wszystkie swoje demony. Zwłaszcza te, które są podobne do matki i ojca!

Nie poddam się!

 

 

Wieczorem, w środę, usiadłam przed laptopem. I napisałam:

Przeczytaj resztę notki »

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Portret kobiety…

26 lut

„Portret kobiecy”

„Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.”

Wisława Szymborska

I jeszcze

Jestem kobietą… Nieważne ile mam lat…
„Jestem na tym etapie życia, kiedy nie muszę nikomu dłużej imponować. Jestem jaka jestem i nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni.
Nie potrzebuję kostiumów, nie muszę nikogo nabierać ani udawać. Ponieważ mogę być tym, kim naprawdę jestem.
Nie muszę się śmiać i sprawiać by ludzie myśleli, że nigdy nie płaczę. Nie zawsze muszę być silna, ani ciągle miła.
Nie muszę być taka jak każdy, a przede wszystkim akceptuje siebie taką, jaka jestem. Z moimi zaletami, jak i niedociągnięciami.
Chociaż nie mogę być doskonała, to zawsze jestem sobą.
Akceptuję i kocham to kim jestem i kim jeszcze mogę być.”
-Anonim-

 

Hmmm

Kobietą być jest pięknie :-D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka