RSS
 

Notki z tagiem ‘Bóg’

Uwolnić i oddać się

05 cze

Wiem, że ludzkiego cierpienia nie da się zlikwidować
za pomocą kilku pięknych słów.
Mimo to zadaje sobie czasem pytanie:
Co to da, gdy człowiek chowa się za cierpieniem,
nieosiągalnie daleki od swoich bliźnich?
Spróbuj każdego dnia na nowo polubić życie i ludzi.
Chociaż nie jest to łatwe,
zbierz się przynajmniej każdego ranka na odwagę
i spójrz na wszystko trochę łagodniej.

Ludzie to nie anioły niosące cię na skrzydłach.
Życie ze swoimi ciosami losu, chorobami,
rozczarowaniami i niepowodzeniami
może być wielkim ciężarem.
Jeśli jednak nieustannie narzekasz,
wszystko staje się jeszcze gorsze. Gdy masz czarne myśli,
nad twoją głową zbiera się tylko nowe nieszczęście.
Jedyne lekarstwo to uwolnić się, oddać się.
Oddać się miłości za życie, za ludzi.

Żyć dzisiaj! Zamknąć przeszłość.
Nic w niej już nie możesz zmienić.
A przyszłość? Nie martw się za wiele.
Pomyśl o tym, co dziś trzymasz w rekach:
o słońcu i świetle; kwiatach, które kwitną;
jedzeniu i piciu; dziecku, które się do ciebie uśmiecha.
Obyś tylko potrafił wierzyć, że za gęstą, tajemniczą zasłoną
nędzy i niedoli stoi Ojciec, który cię lubi!
Obyś tylko potrafił mu ufać! *

 

plum-flower-588281_640

 

 

* Phil Bosmans „Żyć każdym dniem czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach”, Seven, Wrocław 2004. s. 172

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Wielkanocna niedziela. Zmartwychwstania czas…

27 mar

Pierwsze święta w DOMU.

Odradzam się do życia. Razem z przyrodą, z przepięknym słońcem za oknem, mgłą, rześkim przymrozkiem i … modlitewnym czuwaniem przy grobie Chrystusa. Na rezurekcje po raz pierwszy poszłam dwa lata temu. Razem z grupą teatralną, do której zaprosił mnie znajomy. Wtedy nie czytałam. Dziś czytałam tekst.
Ciężko było zwlec się z łóżka, dziś cofnięto czas a w kościele mieliśmy być na piątą.
Byłam. Przeczytałam (podobno bardzo ładnie), ale myślami błądziłam po zawiłych ścieżkach mojego życia.
Wiecie co? Miałam dobre życie.
Tak myślę…
Ojciec nauczył mnie ciężkiej pracy i wytrwałości.
Mąż nauczył mnie bycia samodzielną i silną.
Dzieci niestrudzenie uczą mnie miłości.
Wciąż się czegoś uczę…
I dopiero po czasie dostrzegam, że to, co odbierałam jako złe i krzywdzące, tak naprawdę mnie hartowało.

Najbardziej się cieszę z tego, że potrafiłam przerwać mój „chocholi taniec”. „Tańczyła” moja matka, pewnie jej matka też i ja też nauczona, że lepiej „tańczyć” niż żyć naprawdę, „pląsałam”. Wiecie, wolność jest piękna. Życie bez „tańca” cudowne i tak jak napisała w swoim opowiadaniu terapeutycznym Inga Zawadzka : „To był kres… Zrozumiałam nagle, że jeśli nie skoczę, to umrę. Cokolwiek czaiło się tam, w strasznej, nieznanej przyszłości – było to lepsze od tego, co znajdowało się za moimi plecami. Najpierw zdjęłam z siebie poczucie winy, złożyłam ładnie i położyłam na ziemi. Obok położyłam wstyd, niepewność, wątpliwości, a na samym wierzchu – strach. Po co mi te obciążenia w czasie lotu? Od razu zrobiło mi się lżej, nawet się uśmiechnęłam. Następnie mocno przytuliłam do siebie syna (i córkę), wzięłam solidny rozbieg i skoczyłam. Skoczyłam w górę, a nie w dół, bo poczułam moc i chciałam sprawdzić, jak to będzie.
I nagle… Zrozumiałam, że lecę! Zamiast spaść – szybowałam, a za moimi plecami szeleściły skrzydła, które nie wiadomo skąd się wzięły. Spróbowałam nimi sterować i teraz mogłam lecieć w każdą stronę – w prawo, w lewo, dokąd zechcę! Skąd one się wzięły?
Skrzydła ma każdy, ale wielu ludzi nawet nie podejrzewa, że je ma, – wyszeptała Przepaść. – Życie doprowadza ich do skraju nicości właśnie po to, by polecieli. A czy w górę, czy w dół – to już każdy sam wybiera…” „

Moje poczucie winy jeszcze podnosi łeb, ale ja mam coraz więcej sił i nie w głowie mi „chocholi taniec”.
Staję się obserwatorem. Zaczynam widzieć coraz wyraźniej. Współczuję kobietom, które czują magiczną moc zmieniania swojej rzeczywistości bez pracy nad sobą. Jedyną rzeczywistość jaką jesteśmy w stanie zmienić, to my same.
Dzisiaj w kościele widziałam dziewczynę, która jest tragicznie zakochana w swoim zimnym mężu. Zostawił ją a ona wciąż kocha i wciąż się za niego modli. Pragnie jego powrotu, bo on jest jej całym światem. Bez niego jej świat się skończył. Jak ktoś musiał ją skrzywdzić, żeby własne życie bez reszty oddać komuś obcemu? Być piękną i dobrą kobietą i nie widzieć tego. Całą swoją wartość złożyć w dłonie wstrętnego egoisty. Gdybym jej to powiedziała, obruszyłaby się a nawet powiedziała coś przykrego pod moim adresem.
Myślami byłam przy drugiej znajomej. Wieloletnie małżeństwo. Czy dobre? Ona wie najlepiej. Ostatnio powiedziała, że mąż zaczął „wyciągać do niej ręce”. Może robił to wcześniej a ona dopiero teraz odważyła się to powiedzieć. Powiedziałam do niej ze łzami złości w oczach: „Zostaw, odejdź, szanuj siebie”. Umówiłyśmy się na wspólny wieczór w gronie znajomych. Przyszła z mężem. Uśmiechnięta, piękna, radosna, przetańczyła cały wieczór. W mojej pamięci jej płacz gryzł się z widokiem tańczącej na parkiecie. „Chocholi taniec”. Co warte są moje słowa, kiedy one są nastawione na „zbawianie świata” w imię miłości? Miłości nie do siebie, ale do toksycznych partnerów. Potrzeba kresu, żeby otrzeźwieć…

Wielkanocny poranek…

Piękny poranek…

Poranek zmartwychwstania…

Trochę poezji na dziś a na Facebooku wrzucę zdjęcia kwiatów, jakie dostałam od mojej kochanej Kl i widok przepięknego poranka z mojego okna.

Wczoraj Kl zachwycała się pięknem parku i szalonym śpiewem kosów. Rzeczywiście śpiewają obłędnie. Tyle lat mieszkałam na wsi a nie zwróciłam na to uwagi, dopiero ona otworzyła mi uszy ;-)

Idę robić śniadanko :-D

Zapraszam do poezji :-D

Mamo, dziwny człowiek
stoi u drzwi naszego domu
Pierwszy raz go widzę,
a twarz ma jakby znajomą
zmartwychwstanie2Mówi, że nazywa się JEZUS
I czy możemy mu dać jakiś grosz
Mówi, że wyprztykał się z cudów
I odwrócił się od niego los
Tak myślę, że to cudzoziemiec
Żyd albo Arab z urody
Aha to mi przypomniało,
że chce też trochę wody
No co dać mu czego chce
Czy trzasnąć mu przed nosem drzwiami?
Dobra dam mu sześć pensów
Powiem, że tyle mamy
I że zapomniałem o wodzie
Właściwie to świństwo , no nie…
Ale słowo, on jest taki brudny
Skąd przyszedł cholera go wie
Mamo, on pyta o wodę
– nie ma kubka – odpowiedziałem
W każdym razie dałem mu szóstkę
Jak się cieszył, żebyś wiedziała
Powiedział, że trzymają go przy życiu
Takie jak ta rzeczy małe
Dał mi swój portret z autografem
I te trzy gwoździe zardzewiałe.

Roger Mc Gough

***

Spowiedź wielkanocna

 Na me oczy zmęczone od nocy niespanych,
Na oczy krwią nabiegłe i ogniem palące
Mrok za oknem położy swe dłonie kojące,
Wśród filarów wyniosłych z granitu ciosanych.

 Przyjmie mnie chłodna cisza i cień wnęk kamiennych,
Światła podobne kwiatom zsuną się z witraży,
Błądzić będę w milczeniu sama wśród ołtarzy
Nagle chcąc się odnaleźć w zaciszu tajemnym.

 Aż upadnę znużona pod którymś filarem,
Nie wiedząc, czy mam klęknąć, czy lec ciężkim ciałem
I zasnąć już niebaczna, że w sercu omdlałym,
Zatraciłam niezłomną, wielką moją wiarę.

 Cisza schyli się ku mnie i pełna litości
Dźwignie mnie w swych ramionach i rozbudzi szeptem.
Przez powieki ospałe, na poły przymknięte
Ujrzę siebie w łachmanach i kurzu szarości.

 I naraz lęk mnie zdejmie nad własnym mym ciałem
Tak wyda mi się nędzne i takie zniszczone:
Czyż to moje te stopy sine, poranione?
Czy moje są to ręce czarne i obrzmiałe?

 Wzniosę te ręce w górę i napotkam słońce,
Płynące nad mą głową strumieniem szerokim,
Złotą smugą płynące kędyś z górnych okien…
Wzniosę ręce i wstanę w światło ciepłem drżące.

 Gdzieś od stropu opadną miękko ciche tony,
Jak łzy, których zabrakło chorym moim oczom.
Aż pieśń w górze rozegra się bólem i mocą,
Iść w niej będę jak nędzarz głodny i spragniony.

 Ktoś będzie na mnie czekać. W złotych pyłów rojach,
Jak w mgle, nie dojrzę twarzy – to nieważne wcale.
Ktoś na mnie będzie czekał, sam, w konfesjonale:
Ktoś mi obcy? Czy brat mój? Czy może myśl moja…

 Spowiadam Ci się, Boże, z mych i cudzych grzechów,
Bo wszystko mamy wspólne, i dusze i ciała,
I ta dola okrutna tak nas tu związała,
Że pierś mą trud przygniata wspólnego oddechu.

 Spowiadam Ci się, Boże, co masz zstąpić we mnie,
Ciało me, strzęp człowieczy zamienić w człowieka.
Ran mych, ani kalectwa nie będę oblekać,
Musisz zstąpić aż do dna, w cierpień moich ciemnię.

 Chciałeś ze mnie uczynić olbrzyma – mocarza,
Chciałeś by od ciężaru okrzepła mi siła,
Ale ja w twardej próbie padłam, nie zdzierżyłam.
Boję się, że śmierć rychła mej duszy zagraża.

 Chciałeś bólem mi rozpiąć orle mocne skrzydła,
Łzą dać czystość źródlaną, obmyć nimi serce,
Lecz ja tylko myślałam o mej poniewierce,
Jak ptak wątły, szarpiący się darmo w swych sidłach.

 Zaplątana w sieć nieszczęść, pozrywałam węzła,
Po których piąć się mogłam wyżej, ciągle wyżej.
Spadłam na dno bezwolna i w nędzy poniżeń,
W słabości i lichocie mej własnej ugrzęzłam.

 Stałam się jak płaz brzydki, pełzający nisko,
Pełen jadu i małych kłujących zazdrości.
Zazdrościłam wciąż chleba… I tego żeś gościł
Jeszcze w sercach niektórych, zabrawszy mi wszystko.

 Czasem kradłam. A czasem wydawałam siostry
Oprawcom, by w mych oczach aż do krwi je bili.
Gdy los-szatan swą łaską ku mnie się nachylił,
Ja biłam w szale władzy, pośród przekleństw ostrych.

 Cień podłości tak bardzo twarz moją oszpecił,
Że ci co podłość mieli za swoje narzędzie,
Czynili jej honory, ufając, że będzie
Moją śmiercią, od której nic mnie nie uleczy.

 Ja zaś, jak handlarz-bankrut handlowałam wszystkim,
Byle zdobyć choć jeszcze łaskawości gorsze,
Niepomna, że gdy uśmiech służalczy roznoszę,
To, co zań mi dano, nie było już zyskiem.

 Stałam się bardzo sprytna, bardzo zapobiegliwa,
Znałam wszystkie sposoby, torujące drogi.
A próżność we mnie rosła, jak aktor ubogi.
Sukcesem w tanim cyrku czułam się szczęśliwa.

 Byłam tchórzem. Gdy innym przyjść miałam z pomocą,
Łgałam sobie, w roztropność pozując milczenie.
Uczyłam się w mym sercu zabijać wzruszenie,
Byle mi snu twardego nie skłóciło nocą.

 I wyschło we mnie serce, zimne miałam usta,
I myślałam, że starczy własnej ciężkiej doli,
Żebym była prawdziwa w tej męczeńskiej roli,
W trudnej roli dramatu, lalka śmieszna, pusta.

 Byłam jak cymbał brzmiący, patetyczna zgłoska:
Wołałam, że tu cierpię za nich, za miliony,
Lecz pośród sióstr mych biednych, głodnych i spragnionych
Zapomniałam, że to jest i Ludzkość i Polska.

 Był we mnie jeden ogień i dałam mu gorzeć:
Żar strasznej nienawiści wobec mych tyranów,
Nim – duszy mej szlachetnej siła nieskalaną
Zamieniłam w zwierzęcy instynkt małych stworzeń.

 Boże! Czyś za to kazał żyć mi w takim wstydzie,
Na przekór nienawiści rozbudziwszy zmysły?
Żyłam w długiej ascezie, aż więzy jej prysły,
Chciałam dotyku ręki, której nienawidzę…

 Dzień każdy był jak czara śmiertelnej goryczy,
Piłam ją bez oporu w leniwym nałogu,
Drżąc ze wstrętu, kochałam się w brudnym barłogu,
Nie pragnąc już niczego, nie tęskniąc za niczym.

 A ileś Ty był we mnie, jeśli Ciebie miałam,
To wiary mej niezłomnej nie umiałam dzielić
I patrzyłam jak inni w swej nędzy ginęli,
Moja wina, żem była za słaba, za mała.

 Wstanę. A ktoś mi poda suknie nowe, czyste,
Albo ja sama wezmę i zrzucę łachmany.
Rzucę je precz ze wszami i brudem zebranym
I będę już iść w odrzwia, słonecznie świetliste.

 W progu ktoś mnie pożegna znakiem Rozgrzeszenia,
Krzyżem – znakiem Miłości i męki odbytej.
Organy będą jeszcze modlić się pod szczytem
Swą pieśnią wielkanocną, pieśnią Odrodzenia.

 Za progiem będzie wiosna: świeża zieleń trawy,
I pierwsze drobne kwiaty białe i różowe
I niebo wyzłocone, przejasne, kwietniowe
Liście, z pąków trysłe w słońcu bez obawy.

 Stanę tam w zachwyceniu, żem przecie dojrzała
Wszystko, co dotąd było zakryte mgła ciemną.
I uwierzę, że oto Cud stał się i ze mną
I krzyknę memu słońcu, żem zmartwychpowstała.

 

Maria Rutkowska-Kurcjuszowa

Neubrandenburg, wiosna 1944 r.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie

 

Sacrum i profanum dnia powszedniego

02 lut

Ostatni wpis o pozytywnym myśleniu, wcale niepozytywny, siedzi mi w głowie. Jak na ironię znalazłam parę stron z odnośnikami (linkami) do książek o pozytywnych zmianach, pozytywnymi blogami, np. Basi W. Sama jestem realistką, ale żeby się podbudować myślę pozytywnymi kategoriami, bo gdyby patrzeć ultra realnie, zamęczyłabym się.

Co jeszcze siedzi mi w głowie? Myśl o wpisie na temat modlitwy. Pomysł zaczerpnięty z ostatnich „Medytacji”. Dojrzewa powoli. Będzie. Kocham w szarzyźnie życia ogromną moc sacrum. Ona podnosi na duchu, powoduje, że człowiek sam nabiera blasku i wewnętrznej siły. Pamiętam rekolekcje z księdzem Kralką i to na jakie wyżyny sacrum potrafił zabrać wszystkich zgromadzonych. To były piękne przeżycia. Jeżeli będziecie mięli możliwość uczestniczenia w rekolekcjach, albo mszy prowadzonej przez księdza Kralkę, nie zastanawiajcie się i idźcie. Ten, kto nie wierzy też może iść, bo podczas tego czasu zatopicie się w takim blasku sacrum, że zapomnicie o wszystkim. (o księdzu pisałam tu ………..)

Wczoraj po raz pierwszy zapłaciłam rachunek za DOM. Odliczyli go bezpośrednio z mojej wypłaty, oczywiście bez stówy czynszu. Czynsz będę płacić dopiero od kwietnia. Najwięcej wyszło za energię, bo nią ogrzewamy wodę, pomieszczenia i różnorakie żarłoczne media, typu tv, albo komputery. No, zabolało! Czyli przechodzimy do profanum, niestety :-( Uroki normalnego życia. We trójkę omówiliśmy strategię korzystania z energii, tej elektrycznej, oczywiście. Doszliśmy do konsensusu!!! Bojler (największy pochłaniacz) jest wyłączany na cały dzień i włączany tylko na wieczór na dwie godziny. Zobaczymy efekty w marcu przy następnym rachunku.

Wczoraj też wznowiłam moje marsze z kijami. Poznałam nowe trasy i rozruszałam kości. Znów odzywa się kręgosłup a nordic to wspaniałe panaceum na problemy z kręgosłupem. Polecam

Miesiąc miodowy minął! 36 dni w DOMU.

Kot rozrabia

Dzieci jeszcze spią

A ja jak zwykle – internecik i kawka

widok z kuchennego okna

ale teraz za oknem mam piękny widok i słychać szum drzew

Sacrum miesza się z profanum

Którego jest więcej? To zależy ode mnie i mojego poczucia rzeczywistości

motywacja1A tak między nami myślę nad tematem umiejętnego motywowania do zamian w życiu, bez słów: „musisz”, „teraz albo nigdy”, „zrobisz to”, „nie bój się”, „uśmiechnij się”, itp. Może to następny kierunek po obecnych studiach. Kiedyś byłam na szkoleniu, gdzie jeden z paneli prowadziła pani od motywacji do zmian. Wcale nie trzeba używać krzykliwych sloganów, aby kogoś zmotywować. Umiejętnie poprowadzona rozmowa, stworzenie dobrego klimatu i empatia w stosunku do drugiej osoby dają lepsze rezultaty, niż słowa typu „nie martw się, jutro będzie lepiej”. Przydałyby się jeszcze podobne warsztaty. Pracuję z młodzieżą, wychowuje swoją młodzież (moje latorośle) i wiem jakim delikatnym są „materiałem”. Czasami słowem mogę zabić ich całą nadzieję na lepsze jutro i ich dobrą samoocenę. Super by było, gdyby wszyscy nauczyciele mogli takie szkolenia mieć bezpłatnie, ale to zostanie w kategorii marzeń.

Muszę najpierw skończyć obecne podyplomowe a później poszukam tych od motywacji. No, czyli jednak mam jakieś plany na przyszłość :-)

oooo młodzież się budzi

która to godzina???

10:09

No to Pa!

Wracam do reala

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Nowy Rok 5776! Rosz ha-Szana.

15 wrz

Właśnie się dowiedziałam, że Żydzi teraz obchodzą Nowy Rok 5776! Rosz ha-Szana.

To żydowski Nowy Rok. Upamiętnienie stworzenia człowieka.

Rosz ha-Szana jest dniem rozpoczęcia Sądu.

W tym dniu Bóg otwiera Księgi i zapisuje w nich przyszłość całej ludzkości – każdego z osobna, grupy ludzi i całe narody.

Istnieją 3 rodzaje ksiąg: Księga Sprawiedliwych (Księga Życia). Księga Złoczyńców (Księga Śmierci). Księga Przeciętnych (Księga oczekujących na wyrok). Sprawiedliwi i złoczyńcy od razu zostają zapisani do odpowiednich ksiąg. Większość ludzi zostaje zapisana w Księdze Przeciętnych. Czekają, oni aż do Jom Kipur (Dzień Sądu i Odpuszczenia), kiedy będzie wydany na nich wyrok – do której księgi z dwóch pierwszych będą należeć.

Rosz Haszana jest dwudniowym świętem, które przypada na dwa pierwsze dni miesiąca tiszri (tiszrej). Podobnie jak w Szabat, istnieje zakaz wykonywania pewnych czynności (melachot), choć dozwolone są wszystkie czynności związane z przygotowywaniem jedzenia (nie wolno rozpalać ognia, tylko odpalać od już istniejącego, np. zapalonej świecy), wolno nosić z miejsca na miejsce najpotrzebniejsze rzeczy. Podobnie jak w Szabat, zapala się świece świąteczne (w obydwa dni) i odmawia odpowiednie błogosławieństwo.

Tora opisuje ten dzień jako Jom Hazikaron – Dzień Pamięci. Bóg „pamięta”, wspomina ludzkość, kiedy wszyscy przychodzą do Niego pod Sąd. Tora nazywa ten dzień, także Jom Tru’a – Dzień Dęcia (w szofar). Słowo Szofar nie pojawia się w Torze w związku z Rosz Haszana. Więcej informacji na stronie:  Forum Żydów Polskich.

Mosze_FeinsteinRok 5776! Piękny wiek! Po wieku widać, że to nasi starsi bracia w wierze.

Bardzo podobają mi się opowieści żydowskie. Przeczytałam niedawno jedną z nich. A oto ona:

W pewnej starej opowieści, na dzień przed Jom Kippur rabin posyła swoich uczniów do krawca, by dowiedzieli się od niego, na czym polega Dzień Pojednania. W ciągu dziesięciu dni między żydowskim Nowym Rokiem (Rosz ha-Szana) a Jom Kippur pobożni Żydzi  podejmują trud duchowego oczyszczenia. Jom Kippur to najświętszy dzień modlitwy, czas postu i refleksji. Żydzi wspominają miniony rok, przepraszają za błędy i obiecują poprawę.

Podglądając krawca uczniowie widzą, jak mężczyzna zdejmuje z półki grubą księgę. W środku zostały spisane wszystkie grzechy, jakich dopuścił się w ciągu minionego roku. Krawiec oświadcza Bogu, że nadszedł czas rozliczenia. Unosi tom do góry i pokazuje listę swoich grzechów.

Potem krawiec wyjmuje drugą księgę . W niej spisane są wszystkie grzechy, jakich dopuścił się Bóg, cały ból, rozpacz, cierpienie, jakie zesłał na krawca i jego rodzinę. Na koniec krawiec oznajmia Bogu:

- Wszechmogący Boże, gdyby policzyć wszystko co do joty, okazałoby się, że zawiniłeś mi znacznie bardziej niż ja Tobie?

Dość obcesowe zachowanie, nie sądzicie?

Zamiast targować się z Bogiem o zapisy z księgi, krawiec chce zawrzeć pokój. Umawia się z Bogiem, że wybaczy Mu Jego grzechy, jeśli On wybaczy grzechy jemu. Potem krawiec nalewa sobie kieliszek wina, błogosławi go i mówi:

- Niech panuje między nami pokój i radość! Wybaczajmy sobie nawzajem. Teraz nasze grzechy są niebyłe.

Czyste konto u Boga. Czyste konto dla Boga.

Opowieść pochodzi z książki Reginy Brett „Bóg nigdy nie mruga”, s. 56-58, Insignis, Kraków 2012.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Gdy ci źle poczytaj Biblię :-)

06 sie

Ostatnio pozwoliłam, aby emocje zawładnęły moim światem. Myśli wciąż krążyły wokół jednego wydarzenia. Pojechałam gdzieś, coś zobaczyłam i opisałam na blogu.  Napisałam, że ja to widzę inaczej, ja się z tym nie zgadzam, ja wybrałam co innego i z perspektywy prawie dwóch lat widzę, że to wyjście dało najlepsze efekty. Komuś się to nie spodobało, straciłam znajomych, ktoś wysłał do mnie „odpowiednie” teksty z Pisma Świętego a nawet postraszył skargą skierowaną do samego biskupa. A cóż ja takiego napisałam? Zwróciłam uwagę, żeby ludzie polegali na sobie, bo w nich jest siła. Nie uciekali od modlitwy, bo jest bardzo ważna i swoje kroki kierowali do Kościoła (jeśli są katolikami praktykującymi),  i jeżeli mają problem szli do specjalisty. Tak a propos specjalistów psychologów i terapeutów – są w ich szeregach także chrześcijańscy terapeuci i psycholodzy. Kadra osób kompetentnych, wyszkolonych w dziedzinie pomagania, mających za sobą lata praktyki. Wiem, terapia jednym pomaga a innym nie. Dzieje się tak dlatego, że terapeuta może nie trafić z metodą, albo pacjent nie otworzy się i nie zaufa terapeucie na tyle, aby ten mógł mu pomóc. Żeby uzyskać pomoc trzeba się na nią otworzyć, zaufać osobie pomagającej i mieć pewność, że ona nas nie skrzywdzi.

Dobra, dość, bo ktoś posądzi mnie, że mam jakiś profit z zachwalania pomocy terapeutycznej.

Kiedy zawładnęły mną emocje, kiedy zaczęłam panikować i likwidować bloga (na szczęście zaczęłam od zmiany domeny). Teraz widzę, że zachowałam się po staremu – zaczęłam od ucieczki.  Później długo rozmawiałam z księdzem o całej sytuacji. Tłumaczył a w mojej głowie robiło się coraz jaśniej. Wczoraj SMS od księdza z parafii, która opublikowała mój wpis o książce „Moc uwielbienia”:

- Proszę włączyć radio internetowe o 17.30

Włączyłam i usłyszałam piękną modlitwę w mojej intencji.

Na sesję terapeutyczną też „zawlokłam” moją sytuację. Pozwoliłam, aby zmarnowała moje 45 min przeznaczone na inny, ważniejszy temat. Wyszłam ze świadomością, że boję się bronić własnego zdania, bo chcę być jak zupa pomidorowa. Zapamiętałam co powiedziała o takim stanie jedna z prezenterek telewizyjnych, Dorota Wellman ( „Nie jestem k….ą , żeby się podobać wszystkim”Ok. Bardzo kontrowersyjnie i bardzo agresywnie. Ja nie jestem z gatunku tych agresywnych i bezpośrednich. Boję się urazić innych i myślę, że jak będę miła i uśmiechnięta to wszyscy będą mnie kochać a to tak nie działa (pisałam o tym w poście „Nie każdy uśmiech jest dowodem szczęścia”)

Właśnie! Temat tak mną zawładnął, że piszę kolejnego posta w tym klimacie.

Przed snem, przez kolejne dni otwierałam Biblię i na chybił, trafił czytałam teksty na otwartych stronach. Dziwne były te „trafy” – wciąż krążyły koło „mojego” tematu.

Księga Izajasza 30, 1-33

Księga Michaesza 3, 1-8

II List do Tymoteusza 3

Wiem jedno – siłę do pokonywania różnych trudności mam w sobie, nie w innych. Dam sobie radę i z tą sytuacją. Mam wiarę i nadzieję a to bardzo dużo!  Pisałam kiedyś o byciu miłym i zapomniałam o wymienionej tam Karcie Osobistych Praw Podstawowych:

  • Mam prawo wyrażać własne uczucia.
  • Mam prawo być sobą.
  • Mam prawo odmawiać.
  • Mam prawo do błędów.
  • Mam prawo do zmiany zdania.
  • Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
  • Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
  • Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
  • Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych.

 Właśnie mam do tego prawo!

A sąsiadkę pozdrawiam. Wiem,że czyta mojego bloga i wiem, że to co napiszę dociera do niej szybciej, niż to co mówię (właściwie to teraz ze mną nie rozmawia)  - otworzyła mi oczy i dała niezłą lekcję :-?  . Przesyłam w jej stronę błogosławieństwo – takie samo jakie dostała ode mnie Kasia, autorka komentarzy pod kontrowersyjnym wpisem:  ” Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,24-26).

W życiu tak bywa – coś się kończy, aby coś się zaczęło. Pora wyciągnąć wnioski i iść dalej… 

************

Znalazłam w internecie artykuł o długofalowych efektach ubocznych przemocy domowej.

SWHR stworzyło  wideo, aby podzielić się doświadczeniami pięciu kobiet, które musiały stawić czoła nie tylko swoim oprawcom, ale także depresji, migrenie, lękom, chorobom stawów i innym długofalowym konsekwencjom zdrowotnym.  (więcej na feminoteka.pl)
A ja zastanawiałam się dlaczego od dawna leczę „chrzęszczące” stawy  i dlaczego nic na nie działa. Skąd u mnie depresja, lęki i nieprzespane noce. Teraz mogę sobie odpowiedzieć w racjonalny sposób. Mogę racjonalizować, ale zanim nauczę się odbierać świat jako dobry i bezpieczny minie bardzo dużo czasu. Czasami wiedza i życie się rozjeżdża :-|
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Słowo na niedzielę ;-)

31 maj

Trzy opowieści na niedzielę – nie moje niestety. Opowieści napisane duszą ;-) a jak wiadomo o duszy zaczął mówić już Platon, czyli czasy długo przed chrześcijaństwem. Opowieści o wierze, Bogu, byciu człowiekiem , ale dobrym człowiekiem.  Autorem opowieści nie jest chrześcijanin  :roll:

awakening-675330_640Przechodzimy do meritum, czyli do opowieści. Celowo ukryłam nazwy miejscowości i imiona, bo wtedy opowieść „robi” się bardziej uniwersalna. No dobra, a więc:

 

O soli i Bogu 

Mędrzec miał syna. Kiedy syn ukończył studia nad Pismami, dumny powrócił do domu. Jednak jego wiedza, chociaż opanował wszystkie przedmioty znakomicie, wciąż była niepełna. Mędrzec postanowił nauczyć syna, jak dostrzec Ducha w Materii. Uczynił to w następujący sposób. Pewnego dnia, wręczając synowi woreczek soli, rzekł:

- Wsyp sól do wody i przyjdź do mnie rano.

Młodzieniec uczynił to, o co poprosił go ojciec i rano przyszedł do niego. Ojciec rzekł:

- Daj mi proszę sól, którą wrzuciłeś wczoraj do wody.

- Nie ma jej – odrzekł młodzieniec – ponieważ się rozpuściła.

- Skosztuj wodę z tej strony naczynia – poprosił – Jaki ma smak?

- Słony.

- Skosztuj wody ze środka. Jaka jest?

- Słona.

- Skosztuj wody z drugiej strony naczynia. Jaka jest?

- Także słona.

- Wylej ją.

Młodzieniec uczynił to i zauważył, że kiedy woda wyparowała, sól znów się pojawiła. Wówczas mędrzec rzekł:

- Nie możesz, mój synu, dostrzec tutaj Boga, ale tak naprawdę On cały czas tutaj jest.

 

Bhakta w Watykanie – papież we Wrindawan

Pewnego razu Bhakta z Indii odwiedził Watykan, stolicę katolicyzmu. Spotkał się z Papieżem i został oprowadzony po jego rezydencji. W jednym z gabinetów zauważył rzucający się w oczy, złoty telefon. Zapytał uprzejmie cóż to za niezwykły aparat i dowiedział się, że przez ten telefon Papież konsultuje się z Panem Bogiem w ważnych sprawach. Bhakta wyraził chęć porozmawiania przez ten niezwykły telefon. Po naradzie kardynałów otrzymał zgodę i zostawiono go w gabinecie. Po kilku minutach Bhakta wyszedł i oznajmił zadowolony, że rzeczywiście linia działa i że rozmawiał z Bogiem. Sekretarz Papieża przedstawił mu rachunek za rozmowę, który wynosił kilka tysięcy Euro. Zaszokowany Bhakta zapytał, czemu tak drogo, na co usłyszał odpowiedź, że jest to linia zagraniczna bezpośrednio do samego Nieba, co nie jest tanie. Chcąc nie chcąc Bhakta uzbierał potrzebną kwotę i opuszczając Watykan zaprosił Papieża do Wrindawan, świętego miejsca pielgrzymek w Indiach.

Kiedy Papież przybył do Wrindawan, przywitał go wielki tłum śpiewających i grających na bębnach pielgrzymów. Było upalnie, w powietrzu unosił się kurz. Na ulicach Wrindawan widać było nędzę i biedę Indii tak, jak opisywana jest w gazetach czy pokazywana w telewizji. Papież patrzył z wielkim współczuciem na biednych, choć sprawiających wrażenie szczęśliwych mieszkańców Wrindawan. Na koniec wizyty ofiarował Bhakcie czek opiewający na wysoką sumę przeznaczoną na pomoc humanitarną głodującym mieszkańcom Indii. Żegnając się z Bhaktą Papież zapytał z ciekawością:

- Intryguje mnie jedno, macie tu taką biedę, a widziałem wiele osób korzystających z publicznych telefonów. Dokąd oni tak dzwonią? - Ach – odpowiedział Bhakta – mamy tutaj także bezpośrednią linię do Boga.

Zaintrygowany Papież wyraził chęć rozmowy z Bogiem. Zaprowadzono go do najbliższej drewnianej budki telefonicznej, gdzie zamknąwszy się, zaczął rozmawiać z ożywieniem z Bogiem. Po kilku godzinach z niechęcią odłożył słuchawkę i wyszedł z budki. - To niezwykłe. Cóż za doskonała jakość połączenia. I rozmawiało mi się całkiem inaczej… – Papież spojrzał na Bhaktę i zapytał – A ile będzie mnie kosztować ta rozmowa?

Bhakta zwrócił się do kogoś w języku hindi i po chwili powiedział: – Dziesięć rupii.

Papież był zaszokowany.

- Dziesięć rupii!? – powtórzył – Tylko dziesięć rupii!? Przecież rozmawiałem kilka godzin!

- Tak – odpowiedział Bhakta – Ale to było połączenie lokalne.

Morał: Nie bądź taki dumny ze swojej religii czy swojego kontaktu z Bogiem – inni mogą być bliżej Absolutu, niż ci się wydaje.

 

 

Dwóch braci i pastor 

Żyło sobie dwóch złych braci. Byli bogaci i używali pieniędzy, aby ukrywać swoje złe sprawki przed opinią publiczną. Uczęszczali regularnie do kościoła, aby pozować na przykładnych chrześcijan. Pewnego dnia ich proboszcz odszedł na emeryturę a, w jego zastępstwie, pojawił się nowy. Nie tylko przejrzał pozory, jakie stwarzali bracia, ale także potrafił wyrazić sprawiedliwą i prawdziwa opinię, co sprawiało, że wiernych zaczęło przybywać. Nowy proboszcz rozpoczął zbieranie funduszy na nowy kościół. W tym samym czasie jeden z braci umarł. Na dzień przed pogrzebem pojawił się u proboszcza drugi brat i wręczył mu czek opiewający na sumę brakująca do ukończenia nowego budynku kościoła.

- Mam tylko jeden warunek – powiedział – Na pogrzebie, musi proboszcz powiedzieć, że mój brat był świętym.

Ksiądz dał słowo, że tak zrobi i zrealizował czek. Następnego dnia na pogrzebie, pastor nie powstrzymywał się i mówił:

- Był złym człowiekiem; oszukiwał żonę i znęcał się nad rodziną.

Po całej litanii grzechów ksiądz zakończył mowę pogrzebową, mówiąc:

- Ale, w porównaniu do swojego brata, był to święty człowiek.

 

Źródło:  www.himavanti.org

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Już jest! Reportaż o naszej grupie teatralnej!

20 kwi

Już jest! Wspaniały reportaż o wspaniałych ludziach z pasją, wśród których mam zaszczyt być! Mądre wypowiedzi i cudowni ludzie.

I ja też pojawiam się w tym reportażu na chwilę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Internet, Życie

 

O melancholii i nadziei według Tischnera.

28 mar

TischnerKs. Józef Tischner – ksiądz, którego cenię za mądrość, rozwagę, humor i filozofię.

Wśród ciekawych cytatów wyłuskałam na przykład takie:

„Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny, nie mogą mieć w państwie większych praw, niż ma człowiek.”

„Ateizm często pokazuje nam, że wierzymy nie w Boga prawdziwego, a w bożka.”

„Bo jeśli nie przeszedłeś przez próbę smutku, nie zdobędziesz doświadczenia radości z tego, co wynikło z bólu.”

„Człowiek czasami nie wie, co w nim samym jest wiarą.”

„Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.”

„Kto chce zrozumieć naturę wiary religijnej, niech będzie przygotowany na spotkanie z prostotą. Trudność rozumienia nie polega bowiem na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my powikłani, a wiara prosta.”

„Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi.”

Dobrze, starczy! Resztę cytatów można przeczytać na stronie: pl.wikiquote.org

Teraz rzecz o melancholii

i nadziei:

„Melancholia to doświadczenie czasu zamkniętego, czasu, w którym nie ma przyszłości. Człowiek, którego ogarnia melancholia, jest ofiarą wspomnień, własnej przeszłości. Te wspomnienia tak ciążą nad jego głową, że nie jest zdolny wyobrazić sobie przyszłości. Ten człowiek został pozbawiony nadziei. Melancholia to choroba beznadziejności. Człowiekowi wydaje się, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze, już minęło. Człowiek ma już wszystko za sobą. Nie oczekuje już niczego ciekawego, niczego wartościowego. Każdy nowy dzień jest dla człowieka nowym nieszczęściem. Zamknięty czas [...] Melancholia to znak pogaństwa w duszy człowieka. To ociężałość duchowa, która nie pozwala człowiekowi na kroczenie naprzód. To choroba beznadziejności…

Nadzieja to niezwykła siła w człowieku. To siła, która pozwala mu myśleć o przyszłości, widzieć przyszłość, przeczuwać przyszłość. Która pozwala mu wierzyć, że jutro będzie piękniejsze, niż było wczoraj.”

Wiara ze słuchania, s. 304; w:  Wszystko będzie dobrze, ks. J. Stranz, Święty Wojciech, Kraków 2011. s. 362

I pięknie o miłości (Miłości) Anna Maria Jopek:

I jeszcze fragment filmu „Historia filozofii po góralsku” według ks. Tischnera

Tego wpisu można wysłuchać a aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Książka, Muzyka

 

Złudne dobro i drapieżność w dobroci.

19 mar

animals-659711_1280Pobożny tygrys

Żył sobie raz tygrys, który udawał świętego, aby oszukiwać podróżnych. Przyzywał podróżnych mówiąc, że w ramach dobroczynności chce im dać naszyjnik ze złota. Podróżni, którzy zbliżali się do niego, pytali:

- Czyż mogę zaufać tak krwiożerczej bestii?

Tygrys zwykł odpowiadać:

- W młodości żyłem w sposób niegodziwy. Zabiłem wiele krów i wielu ludzi, ale potem spotkałem pewnego świętego, który doradził mi, abym rozdawał dobroczynne dary oraz żył pobożnie. Pisma Święte mówią, że istnieje osiem rodzajów pobożnych czynów: 1) ofiary, 2) studiowanie Pism, 3) dobroczynność, 4) pokuty, 5) mówienie prawdy, 6) cierpliwość, 7) przebaczanie oraz 8 ) brak pożądania. Pierwsze cztery z nich można łatwo praktykować na pokaz, podczas gdy drugie cztery znaleźć można jedynie u wielkich dusz, a udawać je jest bardzo trudno…

Tygrys przemawiał do podróżnych w taki sposób namawiając do przyjścia po piękny i cenny naszyjnik. Zbliżając się do tygrysa po naszyjnik podróżni utykali w błocie, gdzie tygrys dopadał ich, zagryzał i pożerał. (Hitopadeśa)

Komentarz: Ludzie którzy zwabiają cię do siebie pod pozorem ofiarowania dóbr materialnych, błyskotek, mogą jak ów tygrys mieć wobec ciebie niecne i przewrotne zamiary. Strzeż się i miej baczenie.

 

Człowiek dla człowieka… tygrysem?

Morał dosyć drapieżny.

A na dworze coraz więcej słońca. Przyroda budzi się do życia. Wczoraj wybrałam się na rower a dziś znów szybki marsz z kijkami przez godzinę. Mijałam dwie znajome, które były mocno  zdziwione moim widokiem. Lekko stremowana zakrzyknęłam:

- Zapraszam do towarzystwa!

- Nie, dziękujemy! Niesiemy zakupy!

- Noszenie toreb to też pewien rodzaj sportu, ale mój jest przyjemniejszy…- zaśmiałam się i pogoniłam przed siebie.

W głowie przetwarzam wtorkowe spotkanie. Myślę…

I cieszę się ze spokoju i z tego słońca i…

z tego, że coraz częściej mówię „nie” i wyraźnie informuję, że coś mi nie odpowiada, przeszkadza, drażni i ja tego nie chcę…

Może jeszcze za nerwowo, z wielką obawą, że kogoś urażę, ze strachem, ale informuję …

I podoba mi się !

A teraz piosenka o dziewczęciu  :lol:  Oj tak!

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

Opowieści o trzech drzewach i ołówku.

13 mar

Uwielbiam opowieści z ukrytym morałem, nad którymi trzeba się zastanowić i „wpaść” na ukrytą wskazówkę. Zawsze dają nadzieję. Krzepią. Zapisałam dwie, ale niestety w moich notatkach zabrakło informacji o źródłach, więc przepraszam autora :roll:
girl-562548_1280

Opowieść o trzech drzewach.

Na pewnym wzgórzu rosły trzy drzewa. Drzewa rosły bardzo wolno i trochę im się  nudziło,  więc wolny czas poświęcały na marzenia.

Pierwsze drzewo mówi:

- Kiedy już będę duże i silne chciałbym trafić do stolarza. Zrobiłby on ze mnie kufer, pięknie ozdobił, a ludzie przechowywali by we mnie skarby.

Drugie mówi:

- Ja to bym chciał zostać w przyszłości wielkim i pięknym okrętem. Pływali by na mnie królowie i królowe, a podczas burzy ja zapewniałbym im bezpieczne schronienie.

Trzecie drzewo, z pozoru najskromniejsze mówi:

-  Ja to bym chciał sobie spokojnie rosnąć na tym wzgórzu przez całe życie i być coraz bliżej Boga. 

Drzewa rosły i rosły, aż pewnego dnia przyszedł drwal.

Spojrzał na pierwsze drzewo i mówi:

- Jakie to piękne drzewo, oddam je stolarzowi, zrobi z niego coś pięknego.

Drzewo trafiło do stolarza, ale on zrobił z niego karmniki i żłoby do stajni, wypełnione zwykłą słomą.

Drwal spojrzał na drugie drzewo. Powiedział, że jest duże i silne i odda je do stoczni. Tam jednak nie zrobili z niego okrętu, tylko zwykłą rybacką łódkę. Drzewo było zasmucone ponieważ widziało, że po takiej łódce nigdy nie będą stąpać królowie. Trzecie drzewo także nie było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, że jeśli drwal je zetnie, to już nigdy nie spełni swojego marzenia, aby być najbliżej Boga. Drwal ściął je jednak, zrobiono z niego jakieś belki i postawiono w jakimś ciemnym schowku. 

Pewnego dnia niewiasta wraz z dzieckiem weszła do stajni, położyła płaczące dziecię w żłobie, które było zrobione z pierwszego drzewa. Było ono szczęśliwe ponieważ wiedziało, że ma w sobie największy skarb na świecie. Kilka lat później do małej rybackiej łódki wsiadło kilku mężczyzn. Jeden z nich był tak zmęczony, że od razu usnął. Nagle na jeziorze rozpętała się wielka burza, drugie drzewo (z którego była zrobiona ta łódka) zasmuciło się, ponieważ wiedziało, że nie zdoła bezpiecznie przewieść tych ludzi na drugi brzeg. Mężczyźni obudzili śpiącego towarzysza, a ten rozkładając ręce, uciszył jezioro. Drzewo poczuło się szczęśliwe, ponieważ wiedziało, że stąpa po nim jedyny i najprawdziwszy magiczny król. 

Także trzecie drzewo ujrzało pewnego dnia światło dzienne, poczuło że czyjeś ramiona biorą je na swoje barki i niosą na wysokie wzgórze. Zostało wbite w ziemię a człowiek, który je niósł uczynił z niego Drzewo Życia. Marzenie tego drzewa także zostało spełnione, był najbliżej Boga, stojąc pod niebem na wysokim wzgórzu jako zwycięskie drzewo życia..

Jaki z tego morał?

Nawet kiedy nasze plany nie wychodzą, a wszystko idzie nie po naszej myśli musimy ufać Bogu, ponieważ On ma dla nas plany inne, swoje ale zawsze o niebo lepsze niż nasze! I mimo, że czasem może się wydawać, że o nas nie pamięta, to On zawsze jest blisko i prowadzi nas do spełnienia przeznaczonych nam fantastycznych celów! 

Historia pewnego ołówka 

Chłopiec patrzył, jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał: 

- Piszesz o tym, co ci się przydarzyło? A może o mnie? Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się odpowiedziała: 

- To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego, co piszę, jest ołówek, którym piszę. Chcę Ci go dać, gdy dorośniesz. Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim nic szczególnego. 

- Przecież on niczym się nie różni od innych ołówków, które widziałem! 

- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował, zawsze będziesz żył w zgodzie ze światem. 

Pierwsza cecha: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj, że istniej dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą. 

Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek trochę z tego powodu ucierpi, ale potem będzie miał ostrzejszą końcówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu wyrośniesz na dobrego człowieka. 

Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za pomocą gumki. Zapamiętaj, że poprawianie nie jest niczym złym, przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie. 

pencil-2269_640Czwarta cecha: w ołówku nieważna jest drewniana otoczka, ale grafit w środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie. 

Wreszcie piąta cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Pamiętaj, że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz. 

Piękne opowieści!

Odezwała się do mnie pani Marta Fox. Fakt – trochę ją sprowokowałam, bo zostawiłam swój komentarz na jej blogu, ale nie myślałam, że ona zostawi swój na moim. Uwielbiam jej książki – co widać w często przytaczanych cytatach.  Dla mnie to piękny prezent. Niedługo mam urodziny, więc mogę powiedzieć, że to prezent urodzinowy. Gdzieś w tle pozostał wpis opublikowany przez onet.pl  o problemach w postrzeganiu roli mężczyzny i kobiety i kilkanaście tysięcy odwiedzin, za które serdecznie dziękuję.

Chyba zamieniam się w susła, bo ostatnio moim  ulubionym zajęciem jest spanie. Cóż, dzieci odchowane, tyrana nie ma, burze się uciszają. Sielanka! Dla mnie to aż nierealne i już upatruję jakiegoś podstępu, jakiegoś przyczajonego fatum, jakiegoś gromu z jasnego nieba, ale póki co, to takiego spokoju dawno nie miałam. Dzięki Ci najwyższy Boże w niebie i „zakręcony” terapeuto tu, na ziemi. To chyba nazywa się szczęście, ale do końca nie jestem pewna, bo takiego błogostanu jeszcze nie przeżywałam…

Jutro zdjęcia do telewizji…

Nie, nie ja jestem kierownikiem tego zamieszania. Ja tylko biorę udział w tym zamieszaniu – jako Dusza Pokutująca i Kobieta z ludu. Reżyser jutro będzie się tłumaczył i przeżywał a ja jak zwykle będę obserwować bieg wydarzeń i delikatnie wezmę w nich udział.

A to tak a propos…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Książka