RSS
 

Notki z tagiem ‘Czasopisama’

Odporność psychiczna – można a nawet trzeba nad nią pracować

11 wrz

Dzięki stronie Park psychologii znalazłam mądry artykuł o odporności psychicznej.

Warto przeczytać!!!

Odporność psychiczna to klucz do sukcesu – uważa dr Aldo Civico, antropolog, mediator, wykładowca Rutgers i Columbia University. W swojej karierze spotkał on wiele osób, które osiągnęły obiektywny sukces: sportowców, biznesmenów, polityków, celebrytów. Stwierdził, że wszystkich tych ludzi sukcesu łączy jedna cecha – odporność psychiczna. By osiągnąć postawione przed sobą cele nie wystarczy inteligencja i talent. Badania pokazują, że w 80 proc. za odniesione sukcesy odpowiadają określone cechy składające się na odporność psychiczną – pisze dr Civico.

To dobra wiadomość! Bo o ile z talentem rodzimy się lub nie, o tyle odporność psychiczną możemy wytrenować. Civico wyróżnił piętnaści nawyków osób odpornych psychicznie. Zaleca on, by czytając o nich, zastanawiać się które już posiadamy, a nad którymi trzeba jeszcze popracować:

1. Pielęgnowanie samoświadomości. Ludzie, którzy doświadczają doskonałości w życiu, wykształcili emocjonalną doskonałość. To znaczy, że rozumieją swoje emocje. Kiedy doświadczają negatywnych uczuć wiedzą, że nie należy się w nich zanurzać, lecz nadać im sens i uczyć się z nich. Niektórzy, aby być świadomymi swoich stanów, prowadzą dzienniki.

2. Praca nad pewnością siebie. Osoby odporne psychicznie wiedzą co mogą kontrolować, a czego nie. Nadają znaczenie wydarzeniom. Pewność siebie daje im wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel.

3. Przeformułowywanie negatywnych myśli. Osoby odporne psychicznie unikają zanurzania się w negatywnych myślach, wątpliwościach. Nauczyły się nadawać im nowy sens tak, by te działały motywująco. Używają ich jako przypomnienia o tym ile mają w życiu, ile już osiągnęły, jaki jest ich cel. Niektórzy zapisują motywujące myśli i zostawiają na widoku.

4. Jasny sens. Osoby odporne psychicznie nie tylko wiedzą czego chcą, ale też dlaczego mają taki, a nie inny cel. Jasno określony sens działania pomaga im i motywuje, gdy natrafiają na przeszkody i wyzwania. Sens działania jest dla nich paliwem.

5. Sprecyzowane cele. Osoby odporne psychicznie mają wyznaczone cele, do których dążą. Są one konkretne, doprecyzowane, mierzalne – długo i krótkoterminowe. Nie tyczy się to wyłącznie kariery zawodowej, ale również życia osobistego, zdrowia – wszystkich obszarów funkcjonowania. Cel działa jak magnes.

6. Dyscyplina. Poprzez dyscyplinę manifestuje się odporność psychiczna – zaobserwował dr Civico. Osoby odnoszące sukcesy nieustannie pracują nad samodyscypliną.

7. Otwartość na zmiany. To, co pomaga dotrzeć do ustalonego celu to elastyczność czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków. Osoby otwarte na zmiany rozumieją potrzebę ciągłego wzrostu. Cieszą się nie tylko z rezultatów swoich działań, ale też z drogi, którą pokonały.

8. Odpowiedzialność. Odporni mają zerową tolerancję dla wymówek. Nie mają w nawyku winić innych/świat/ okoliczności za swoje porażki. Biorą pełną odpowiedzialność.

9. Umiejętność odmawiania. Kiedy muszą, wiedzą jak odmówić w sposób konstruktywny i pełen szacunku. A żeby osiągnąć swoje cele odmawiają nie raz.

10. Kult empatii. Odporności psychicznej nie należy mylić z dystansowaniem się. Osoby odporne są wrażliwe na otoczenie, w którym żyją i na napotykanych ludzi. Ciekawią ich inni, odmienne spojrzenie na świat.

11. Nie ma porażek, jest tylko informacja zwrotna – oto zasada, którą kierują się odporni psychicznie. Jeśli  coś nie poszło po ich myśli to stanowi element wiedzy niezbędnej, by następnym razem się udało.

12. Otwartość na krytycyzm. Osoby odporne psychicznie nie zastanawiają się nad tym co myślą o nich inni. Skupiają się na nieustannej nauce, a krytyka jest jej formą. Mają w sobie pokorę, która każe im wierzyć, że zawsze można być lepszym. Wiedzą, że sukces wymaga ciągłego wysiłku, bo kto nie idzie do przodu, cofa się.

13. Problemy przekute w możliwości. Osoby odporne nie stawiają się w roli ofiar, starają się nie tracić energii na użalanie nad sobą. W problemach i komplikacjach widzą możliwość wzrostu i nauki.

14. Trening wdzięczności. Odporni żyją w stanie ciągłej wdzięczności za doświadczenia życiowe. Nie rozróżniają  na dobre, za które należy być wdzięcznym i złe, za które nie należy. Starają się doceniać wszystko co im się przydarza.

15. Praca nad ciałem. Odporni psychicznie żyją w harmonii. Doceniają istotę energii życiowej. Dbają nie tylko o życie osobiste i karierę, ale też o ciało i zdrowie. Regularnie ćwiczą, odżywiają się zdrowo.

Dr Aldo Civico jest antropologiem współpracującym z  Rutgers University, dyrektorem International Institute for Peace, mediatorem. Przewodniczył Center for Conflict Resolution na Columbia University. Jest ekspertem w dziedzinie budowania strategii pokojowych i rozwiązywania konfliktów. W swojej karierze działał  m.in. w organizacjach walczących z sycylijską mafią. Brał również udział w pokojowych działaniach między rządem kolumbijskim a partyzantami.

oprac. marga psychologytoday.com, aldocivico.com

Ze strony: www.charaktery.eu

 
 

Jestem mega wkurzona!!!!!!

22 sie

Wczoraj fajny wpis, że jestem mega szczęściarą, bo mam luksusowe życie. Mam!!!

Wieczorem wzięłam do ręki „Tygodnik powszechny” z 21 sierpnia. Jak zwykle fajne artykuły, ale jeden z nich mocno wpłynął na moją emocjonalność. Może by tak nie było gdyby nie moja bratowa, ale po kolei…

Pierwsze koty za płoty

Rozruch

Pierwsze zebranie przed rozpoczęciem roku szkolnego

Jutro egzaminy poprawkowe. Matura z języka angielskiego. Jestem w komisji

Cieszę się, że mama taka pracę. Spokojną, na razie pewną (przynajmniej na ten rok szkolny). Za pensję, za którą mogą utrzymać moją trzyosobową rodzinę. Czego więcej chcieć?! Czy nie jestem szczęściarą??? Jestem i to zajebistą szczęściarą :-)

Wczoraj spędziłam wspaniałe popołudnie u brata.
Siedzieliśmy przy grillu, na którym brat wyczarował przepyszne kurczaki w warzywach. Były żarty, śmiech, slow…

No i pora popsuć ten sielankowy obraz…
Bratowa pracuje w drukarni, do której musi dojeżdżać cztery dni w tygodniu ok. 40 km w jedną stronę. Brat psioczy i jest niezadowolony, bo mogłaby siedzieć w domu. On jest mechanikiem i pracę ma na miejscu. Ona mądrze podchodzi do życia, bo wie, że musi zapracować na emeryturę. Dojeżdża więc do pracy i pracuje w bardzo ciężkich warunkach. Wiem, bo słyszę jej opowieści i włos się jeży na mojej głowie. Cały ten zakład to jakaś pieprzona tłocznia pracy niewolniczej. Wykorzystują ludzi do maksimum. Ciężka, 12 godzinna praca za psie pieniądze. Wypłata 1500 zł to jakaś kpina z ludzi. Za taką pensję nie utrzymałabym rodziny, że o wyjazdach nie wspomnę. Wyśrubowane normy, praca w nieklimatyzowanych halach, gdzie w upały było około 50 stopni C. I to się dzieje w naszej kochanej Polsce.
Pracowałam kiedyś w fabryce mebli, na produkcji. Miło wspominam ten czas. Miło z powodu ludzi z grupy. Też było ciężko i w lato upał na hali i też zarabialiśmy psie pieniądze. Pamiętam, że aby iść na studia musiałam brać pożyczki w banku. Z pensji nie starczało na opłatę czesnego. A jeszcze dojazdy. Na szczęście mieszkałam razem z rodzicami. Nie musiałam sama się utrzymywać. W tej fabryce ludzie dalej mają najniższą krajową, ale mają niezły socjal, związki zawodowe, urlopy płatne, opiekę lekarską, i nawet jak długo chorują, mogą wrócić do pracy. Nikt ich nie wyrzuca, bo są nieproduktywni i nie generują zysków. Właściciel widzi ludzi a nie zwierzęta pociągowe i możliwość zysku.
Ja poszłam do przodu. Nie zatrzymałam się. Dziś mam komfort – pracę, którą kocham, wakacje i godną wypłatę. Nie martwię się, że sama muszę wychować dwoje dzieci. Żyje nam się bardzo dobrze. JESTEM SZCZĘŚCIARĄ!!!

Czytałam artykuł w „Tygodniku powszechnym”  „Jesteśmy tylko wynikiem” o firmie Amazon, która w Poznaniu zatrudnia ludzi. Artykuł nie jest optymistyczny. Deprecha… Czytałam i porównywałam do sytuacji mojej bratowej. W Polsce panuje przyzwolenie na wykorzystywanie pracowników i traktowanie ich jak niewolników, jak zwierzęta pociągowe. Liczą się efekty, zyski, słupki wzrostu, wyśrubowane normy. Eksploatuje się ludzi do granic możliwości fizycznej i psychicznej. Kierownictwo nie liczy się z ludźmi. Dla nich to zwierzęta pociągowe, które można wykorzystać a tych, którzy już nie są „produktywni” wymienia się „świeżym mięsem”. Obozy pracy, legalne, rozreklamowane, promowane na wszelkie sposoby. Zdjęcia z uśmiechniętymi pracownikami, zadowolonymi z życia, błyszczącymi bielą wypielęgnowanych zębów a prawda jest inna… W artykule przeczytałam: „Stoją w szeregu, plecami do nas. Spuszczone głowy albo rozbiegany wzrok. Pod nagami plecaki, torby, reklamówki. Spędzą tu dziesięć godzin, plus jeszcze kilka na dojazd i przemarsz z przystanku do domu”. Kurde, obraz jak z obozu pracy. Realia polskiego życia. Żeby żyć trzeba stać się niewolnikiem. A wypłata taka, że za dużo, żeby umrzeć a za mało, żeby żyć.

Widzę moją bratową, kobietę po pięćdziesiątce. Zmęczona, pomarszczona twarz, żylaki na nogach. Skarży się na kręgosłup i nogi. Mówi, że trudno wytrzymać tyle godzin na nogach, że maszyny trzeba obsługiwać szybko i sprawnie. Młodzi nie wytrzymują. Dużo osób rezygnuje w pierwszym tygodniu a ona trwa…

Kiedyś napisałam do kogoś w komentarzu, że ograniczenia mamy w głowie. Jaka ja jestem durna!!! Ograniczenia nakładają na ludzi pracodawcy każąc im ciężko pracować za dziadowskie wynagrodzenie. To kpina z ludzi! To szarganie ich godności i stawianie ich na poziomie zwierząt pociągowych…

Nie chciałabym być tylko wynikiem

W artykule ludzie są przedstawieni jak bezwolne trybiki w wyrachowanej amazońskiej maszynerii. Zrezygnowani, z pochylonymi głowami i cieszący się z jakiejkolwiek pracy. Bojący się powiedzieć głośno, że nie odpowiadają im warunki pracy…

Jakiś pieprzony, wynaturzony eksperyment rodem ze Stanfordu. Nadzorcy i więźniowie. Liderzy, którzy poniewierają robotnikami i słupki wzrostu i dochody. Pieniądz rządzi światem a co na to Zimbardo????? Jak by to zinterpretował??? Nowy, polski eksperyment pracowniczy?!

Może to by mnie  tak nie ruszyło, gdybym nie słyszała opowiadań bratowej i nie widziała jej zmęczenia i desperacji zarabiania na przyszłą emeryturę.

Właśnie usłyszałam w radio, że Amazon podnosi wynagrodzenie pracownikom. Ciekawe?!!

Artykuł do przeczytania w „Tygodniku powszechnym” – „Jesteśmy tylko wynikiem”.

W artykule zdjęcie z wymownym przesłaniem. Zabiegany pracownik i hasło na ścianie „Otwarta samokrytyka”. Otwarta dla pracodawcy??? Uważam, że wątpię…

A pod zdjęciem komentarz „Dni otwarte w Amazonie” . Ironia rządzi światem :-?

Wrrrrrrrrrrrr

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Czasopisma, Życie

 

Warto odpocząć, aby nadać smak życiu :-)

30 cze

„Urlop to czas na bycie kimś innym”  – to nie moje słowa. To słowa profesora Romana Ossowskiego. Pan profesor podał takie wskazówki dotyczące odpoczynku:

♥ To dla mnie czas na bycie trochę kimś innym – odpoczywam od siebie samego, codziennego;

♥ Medytacja może nam pomóc w odbiorze bodźców wewnętrznych;

♥ Zdarza mi się potańczyć ze sobą samym przy pięknej muzyce;

♥ Dla organizmu lepsze są urlopy krótsze, a częstsze. Na przedwiośniu warto popracować kilka dni na zwolnionych obrotach. A gdy w ciągu roku dopada nas zmęczenie, pozwólmy sobie na weekend bez komórki i fachowych książek – to będzie strzał energii. Ważna jest też codzienna regeneracja

♥ Samotność jest potrzebna każdemu, żeby był w kontakcie ze samym sobą. Warto zadbać o takie chwile.

♥ Najlepiej pobiegać, albo przejść osiem kilometrów w górach, żeby poczuć fizycznie przyjemność, która jest następstwem ruchu. To jest naturalny narkotyk (wiadomo endorfiny – hormony szczęścia);

♥ Zmęczenie jest potrzebne – żyjemy dzięki temu, że na niego reagujemy. Zmęczenie mówi nam „Uważaj! Zadbaj o siebie”;

♥ Przewlekłe zmęczenie objawia się poprzez brak koncentracji, niezdolność do logicznego myślenia, pogorszenie pamięci, bóle głowy, stawów, mięśni, zaburzony rytm snu, częste infekcje, zmienność nastrojów, większa drażliwość. Jeśli sobie z nim nie poradzimy czekają nas choroby wirusowe, alergie i nowotwory;

♥ Kiedy cierpimy na przewlekłe zmęczenie najczęściej potrzebne jest wsparcie psychoterapeuty. Samemu trudno zmienić styl życia. To tak trudne jak rzucenie palenia;

♥ Warto czytać książki – biblioterapia – jeśli poznajemy autobiografie ludzi, którzy mierzyli się z problemami podobnymi do naszych, wzmacniamy się;

♥ W trudnych chwilach należy nadawać sens życiu;

♥ Życie w nieustannym pobudzeniu emocjonalnym obniża wydolność układu immunologicznego, a to otwiera drzwi chorobom;

♥ Ważne jest zdrowe odżywianie, ale nie chodzi tu o nadmierne liczenie kalorii, bo to prowadzi do ortoreksji (obsesji na na punkcie zdrowego jedzenia i jego zasad);

♥ Jedzmy pięć razy dziennie wszystko, co jadalne, przede wszystkim owoce, warzywa i ryby. Mięso ograniczajmy. Gdy zjemy ponad miarę odejmijmy sobie następnego dnia. Ze słodyczy najlepsza jest czekolada gorzka. Jak najmniej soli. Nadmiar soli powoduje nadwagę  nadciśnienie.

♥ Nauczmy się wybaczać – innym i sobie. Margaret Thatcher w parlamencie , kiedy jeden z posłów przerwał jej i powiedział „jest pani zwykłą prostytutką?” Ona spokojnie odpowiedziała mu: ” Pan się myli, nigdy tego zawodu nie uprawiałam” i i bez uprzedzeń kontynuowała debatę dalej;

♥ Przebaczając nie wyjdziemy na osobę bez honoru. Pojęcie honoru powstało w średniowieczu, kiedy honorowy był giermek, który ginął za rycerza. Lepsze jest poczucie godności. Każdemu można wybaczyć zachowując godność. Austriacki psychiatra Victor Frankl był poniżany i maltretowany w obozie koncentracyjnym, a potrafił mówić: „Mnie to nie dotyczy, ja wewnętrznie jestem wolnym człowiekiem”. Zachował godność, nie dał się upodlić.
Kiedy obrazi mnie jakaś osoba, nie należy chować urazy, bo wynika to z jego braku umiejętności komunikacyjnych. Szkoda, że w codziennym życiu przypisujemy drugiej osobie złe, nikczemne intencje. Katolicy mówią „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Szkoda, że jest to często tylko akt mowy.

♥ Psychiczną wydolność obniża magia sukcesu. Potrzeba osiągania go za wszelką cenę, w każdej sferze, przez 20 godzin na dobę  porównywanie się do innych.

♥ Jeśli spotka cię niepowodzenie to powiedz sobie „Jeśli nie uda mi się za pierwszym razem, to znaczy, że należę do większości” a nie „Katastrofa”. Przegrywaj z godnością,a wygrywaj z pakorą. Ale nie odpuszczaj sobie wyzwań. Do życia trzeba podchodzić zadaniowo.

♥ Człowiek żyje po to, żeby uczestniczyć w ważnym czynie, który daje coś mnie i innym. Bez tego drugiego elementu wszystko jest trochę puste. Wolność jest możliwością uczestnictwa.

Wypoczynek jest bardzo potrzebny każdemu.

Na mnie czeka w tym roku morze i przepiękne Kopalino. Jedziemy we trójkę. Nie mogę się doczekać przepięknych widoków :-)

Prof. Roman Ossowski jest psychologiem. Od 40 lat pracuje na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego (dawniej WSP), gdzie kieruje katedrą społecznej psychologii zdrowia, rehabilitacji i zarządzania.

***

Wskazówki na podstawie artykułu: „Tańczę ze sobą z rana”, Aleksandra Lewińska, Wysokie Obcasy Ekstra, nr 7 (50), lipiec 2016

O profesorze Romanie Ossowskim przeczytacie też w artykule „Osiem kilometrów do szczęścia” w Wyborczej.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma

 

Mam trzy lata…

27 cze

Wczoraj, całkiem niechcący hucznie obeszłam moja trzecią rocznicę

Całkiem niechcący – gdyż, ponieważ, bo…

Zostałam zaproszona przez klasę, która 11 lat temu skończyła szkołę. Miło :-D

Chłopaki „porośli”, statusiali, niektórzy po rozwodach a niektórzy jeszcze są kawalerami. Ja usłyszałam, że nic się nie zmieniłam ;-)

Wytańczyłam się, naśmiałam, nasłuchałam opowieści, napatrzyłam na dzieciaki moich uczniów… Wróciłam około pierwszej w nocy

Dzisiaj rano do pracy – trwa rekrutacja

Dopiero po powrocie z pracy poczułam niezłe zmęczenie – w sobotę mieliśmy zjazd integracyjny pracowników, który skończył się w niedzielę po południu a wieczorem byłam na balu.

Po szesnastej poległam i usnęłam.

Teraz sobie przypomniałam, że wczoraj minęła trzecia rocznica nowego, lepszego życia a od świąt Bożego Narodzenia bardzo szczęśliwego. Hucznie i nieświadomie obeszłam swoją rocznicą.

****

W jednej z gazet przeczytałam o Iris Apfel. Kobieta podobna do Marii Czubaszek, w sensie nie nachalności z urody.

Iris Apfel reklamuje samochody, luksusowe torebki, ma własną linię kosmetyków,projektuje okulary, do niedawna była wykładowczynią na uniwersytecie, projektowała wnętrza i co najważniejsze ma swój własny, niepowtarzalny styl zachowana i ubierania.

„Jeśli zamierzasz siedzieć w miejscu i robić wciąż to samo, to lepiej od razu połóż się do trumny” – mówi Iris.

Fragmencik artykułu, który bardzo mi się podobał:

„Nie jestem piękna, ale nie lubię typowej urody, więc dobrze mi z tym jaka jestem – mówi. I dodaje, że wszystkie znane jej piękne dziewczyny, które bazowała tylko na swoim wyglądzie, gdy z upływem czasu traciły urodę, czuły się nikim. Trudno im się było z tym pogodzić. – Jeśli masz już 90 lat i dałaś chirurgowi zrobić sobie twarz, to i tak nikt nie pomyśli, że masz lat 25. Próba wyglądania jak świeża stokrotka, kiedy się nią nie jest wygląda idiotycznie. (…) To chyba Coco Chanel powiedziała, że nic tak nie sprawia, że kobieta wygląda staro, jak desperackie próby wyglądania młodo – podsumowuje chirurgie plastyczną Apfel.
- Ktoś taki jak ja żeby się podobać musi się rozwijać, uczyć się, stawać się ciekawszą osobą. A kiedy jesteś ciekawą osobą, nie przejmujesz się starzeniem – mówi. Kocha „każdą cholerną minutę życia, nawet gdy narzeka”. Nie uważa, że jej sukces ma coś wspólnego z wiekiem. Jej zdaniem tym, co pociąga w niej ludzi, są czar i fantazja, których brakuje współczesnemu życiu. – Niektórzy lubią mnie, bo jestem inna, myślę nietuzinkowo. A dziś ludzie rzadko używają wyobraźni.
- Nie uważam, że modę trzeba traktować tak bardzo serio. To coś, co powinno się dopasować do swojego nastroju i stanu ducha, osobowości. Świat robi się coraz bardziej homogeniczny, a że moda jest zwierciadłem społeczeństwa, to i ona staje się coraz bardziej homogeniczna, zamienia się w mundur. W Nowym Jorku możesz czasem podać kod pocztowy osoby, patrząc na jej strój. Dziennikarze modowi też nie pomagają, zawsze przygotowują listy dziesięciu rzeczy, które musisz mieć, i dziesięciu, które musisz pożegnać. A przecież nie ma czegoś takiego! Ja wciąż noszę piękna suknię, którą miałam na sobie podczas pierwszej randki z przyszłym mężem 69 lat temu.
- Bycie dobrze ubranym jest wspaniałe, ale nie powinno odbierać radości życia, co staje się udziałem wielu kobiet, które podchodzą do strojów śmiertelnie serio i strasznie się tym stresują. A kiedy się stresujesz, to jesteś spięta i nieważnie, jak pięknie wyglądasz, spięta będziesz sztywniarą. Życie jest szare i nudne, ale można się pobawić ubraniem, zafundować uśmiech sobie i komuś innemu

Całość wspaniałego artykułu w „Wysokich obcasach ekstra” . Tytuł artykułu „Iris Apfel – Maksymalistka”, nr 7 (50), Lipiec 2016.

***

I to wszystko na dziś.

Mam trzy latka i jak na trzylatki przystało idę spać ;-)  Muszę odespać moje weekendowe wojaże :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Życie

 

Koniec roku szkolnego – małe podsumowania

23 cze

Koniec roku szkolnego

Malutka dziś miała zakończenie roku. Przyniosła wspaniałe świadectwo. Skończyła I klasę gimnazjum. Jutro młody przytaszczy swoje – też niczego sobie.

Spokojna, poukładana matka = spokojne, poukładane dzieci

Mój ogromny sukces

Jeszcze tylko zakończyć moje studia, oczywiście z tarczą, bo jakżeby inaczej. Czekam na wyniki egzaminów pisemnych.

Dziś siedziałam na egzaminach pisemnych w obcej szkole. Wzięłam ze sobą lekturę (egzamin trwał dwie godziny).

Wpadłam w Empiku na „Wysokie Obcasy Ekstra” z jakimś dodatkiem. Polowałam na Wysokie Obcasy dodatek do Wyborczej a przez przypadek wzięłam inny – miesięcznik. Nie żałuję. Mnóstwo wspaniałych artykułów. Między innymi o Elizabeth Taylor, o Sarze Blakely, która wynalazła majtki warte dziś milion dolarów i nazwała je Spanx (Klaps) – nota bene kobiecie bardzo upartej i zdeterminowanej na spełnienie swojego marzenia. W jej majtkach obciskających chodzą kobiety z całego świata (zobaczyłam zdjęcie Jennifer Lopez w takich majtasach i z ogromnym cellulitem na udach – ufff – jednak jest normalną kobietą a nie ikoną piękności bez skazy  – poproszę o więcej takich zdjęć!).

Następny artykuł o Vincencie van Goghu – mnóstwo ciekawostek.
Miał surowego ojca pastora, o którego miłość i akceptację walczył przez wiele lat i nigdy jej nie otrzymał. Matka nigdy nie rozumiała syna a jego malarstwo uznawała za śmieszne.
W szkole nie słuchał nikogo, robił co mu się podobało.
W wieku 11 lat rodzice oddali go do szkoły z internatem.
W wieku 15 lat ma dość szkoły i wraca do domu.
Kiedy ma 16 lat zaczyna pracę w antykwariacie stryja – żeby zadowolić rodziców. Jak myślicie, udaje mu się? Pewnie, że nie.
„Kiedy kończy 19 lat, wieczorami odwiedza burdele. Odtąd domy publiczne będą lokalami, do których zagląda często jako pierwszych po przyjeździe do jakiegoś miasta.” Tęskni za życiem rodzinnym, za kobietą, ktora będzie go kochała, bo jak pisze do brata „nie mogę żyć bez miłości”.
Kiedy kończy 20 lat wpada w fazę ostrego nawrócenia do Boga – zrywa się wczesnymi porankami, kładzie się wcześnie, czyta Biblię, umartwia się. Decyduje się na studia teologiczne! Żeby zmusić się do nauki wymierza sobie kary: biczuje się, sypia na dworze, chodzi w zimne dni bez płaszcza. Studia rzuca po 15 miesiącach. I popada w coraz większą depresję…
Jest ubogim kaznodzieją w górniczym miasteczku. Chodzi w łachmanach, z brudna twarzą, coraz chudszy…
Vincent choruje na rzeżączkę, przymiera głodem, jego obrazów nikt nie chce kupować, bo są smutne, szare, bez wyrazu. W końcu trafia do szpitala dla psychicznie chorych w Saint-Remy. Tam powstają miedzy innymi słynne „Słoneczniki”.
Brat Vincenta Theo też choruje na chorobę weneryczną. Kiedy choroba atakuje mózg trafia do szpitala psychiatrycznego i umiera.
Siostra Willi też zmarła w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywała 40 lat. Czyżby dzieci były ofiarami wymagających i oschłych rodziców?  Przypłaciły chorobami psychicznymi traumy z dzieciństwa? A może choroby psychiczne były skutkiem chorób wenerycznych, tak rozpowszechnionych w tamtych czasach?

Ciekawe życie, prawda? To tyko zajawka ciekawego artykułu o Vincencie van Goghu

Jest też artykuł psychologiczny – wywiad z Natalią de Barbaro „Zuchwała jak Pippi” o tym jak siebie postrzegają mężczyźni a jak kobiety i dlaczego mamy ciężej.

Super miesięcznik. Warto kupić :-)

Tak sobie pomyślałam – super, że zaczęłam studia. Były cholernie trudne, przynajmniej dla mnie, ale poznałam wspaniałych ludzi, poznałam Warszawę z tej piękniejszej strony, odważyłam się wyjść z domu. Zaczęłam jeździć na wykłady (np. Laboratorium Psychoedukacji), do teatru, kina, na koncerty. Ruszyłam cztery litery z dziupli na 4 piętrze. Było warto przełamać strach. Wybór studiów to była nie bardzo przemyślana decyzja, impuls (wiem, że pracy z tego raczej nie będzie), ale ile mi dała „owoców” i satysfakcji to :-D :-D :-D No właśnie – brak słów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Życie