RSS
 

Notki z tagiem ‘Książki’

Złudne dobro i drapieżność w dobroci.

19 mar

animals-659711_1280Pobożny tygrys

Żył sobie raz tygrys, który udawał świętego, aby oszukiwać podróżnych. Przyzywał podróżnych mówiąc, że w ramach dobroczynności chce im dać naszyjnik ze złota. Podróżni, którzy zbliżali się do niego, pytali:

- Czyż mogę zaufać tak krwiożerczej bestii?

Tygrys zwykł odpowiadać:

- W młodości żyłem w sposób niegodziwy. Zabiłem wiele krów i wielu ludzi, ale potem spotkałem pewnego świętego, który doradził mi, abym rozdawał dobroczynne dary oraz żył pobożnie. Pisma Święte mówią, że istnieje osiem rodzajów pobożnych czynów: 1) ofiary, 2) studiowanie Pism, 3) dobroczynność, 4) pokuty, 5) mówienie prawdy, 6) cierpliwość, 7) przebaczanie oraz 8 ) brak pożądania. Pierwsze cztery z nich można łatwo praktykować na pokaz, podczas gdy drugie cztery znaleźć można jedynie u wielkich dusz, a udawać je jest bardzo trudno…

Tygrys przemawiał do podróżnych w taki sposób namawiając do przyjścia po piękny i cenny naszyjnik. Zbliżając się do tygrysa po naszyjnik podróżni utykali w błocie, gdzie tygrys dopadał ich, zagryzał i pożerał. (Hitopadeśa)

Komentarz: Ludzie którzy zwabiają cię do siebie pod pozorem ofiarowania dóbr materialnych, błyskotek, mogą jak ów tygrys mieć wobec ciebie niecne i przewrotne zamiary. Strzeż się i miej baczenie.

 

Człowiek dla człowieka… tygrysem?

Morał dosyć drapieżny.

A na dworze coraz więcej słońca. Przyroda budzi się do życia. Wczoraj wybrałam się na rower a dziś znów szybki marsz z kijkami przez godzinę. Mijałam dwie znajome, które były mocno  zdziwione moim widokiem. Lekko stremowana zakrzyknęłam:

- Zapraszam do towarzystwa!

- Nie, dziękujemy! Niesiemy zakupy!

- Noszenie toreb to też pewien rodzaj sportu, ale mój jest przyjemniejszy…- zaśmiałam się i pogoniłam przed siebie.

W głowie przetwarzam wtorkowe spotkanie. Myślę…

I cieszę się ze spokoju i z tego słońca i…

z tego, że coraz częściej mówię „nie” i wyraźnie informuję, że coś mi nie odpowiada, przeszkadza, drażni i ja tego nie chcę…

Może jeszcze za nerwowo, z wielką obawą, że kogoś urażę, ze strachem, ale informuję …

I podoba mi się !

A teraz piosenka o dziewczęciu  :lol:  Oj tak!

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

„Babskie fanaberie” – książka dla kobiet pragnących zmiany siebie.

24 sty

babskie-fanaberieKupowałam książki dla syna – kolejne tomy „Wiedźmina” i przy okazji załapałam się na promocję a właściwie super promocje – ksiązki za 5 zł. Dlaczego nie skorzystać? Więc skorzystałam i wśród zamówionych książek trafił mi się rarytas – „Babskie fanaberie … czyli w cholerę z tym wszystkim!”

Autorka, pani Ania Witowska, założycielka strony Kobiecy punkt widzenia (jest też na Facebooku  Kobiecy punkt widzenia). Choroba, blondynka, ale jaka blondynka?! 8-O Piękna, z niebieskimi oczami i do tego łamiąca stereotypy o blondynkach!  :lol: „W swojej pracy motywuje kobiety do zmiany myślenia, podejmowania inicjatywy i odkrywania własnego potencjału”.  Spuer babka! A książkę się połyka w jeden wieczór! Dokładnie i bez przesady!

Fragment, który do mnie przemówił i wielkimi literami na kartce, w tej książce, nagryzmoliłam słowo – WŁAŚNIE!

Tytuł: Budzik

(…) dryńńńńńń!, zadzwonił budzik. Jak rano każdego ranka wstałam i poszłam do łazienki, popatrzyłam w lustro, zerknęłam na siebie. Siebie wczorajszą, siebie sprzed tygodnia, siebie z perspektywy przeżytych lat, siebie z bagażem doświadczeń, lepszych bądź gorszych decyzji, siebie żyjącą życiem…

No właśnie, jakim? Czy takim, o jakim marzyłam?Czy takim, jakiego zawsze chciałam? Czy…? Ech, westchnęłam i automatycznie zaczęłam szorować zęby. Jest już za późno, przecież nie cofnę czasu i nie zacznę od nowa.

Przetarłam zaparowane lustro i jeszcze raz popatrzyłam na siebie. Przecież niezależnie od tego, ile mam lat i ile błędów popełniłam w przeszłości, liczy się tylko ten moment. Spojrzałam na siebie jak na kogoś, kto może coś zrobić.

Moje WCZORAJ

nie musi oznaczać mojego DZISIAJ

Mogę oddzielić siebie,

jaką byłam,

od siebie, jaką chcę być.

Tu i teraz, w tym momencie mogę zacząć inaczej, mogę zacząć od nowa, moje dotychczasowe błędy mogą stać się lekcjami na przyszłość, moje złe decyzje mogą wskazać nowy sposób działania, moje porażki mogą dać mi siłę do przyszłego sukcesu.

Nie mam wpływu na to, co było wczoraj, ale mogę zrobić coś z tym, co będzie jutro. Tym razem z pełną świadomością:  dryńńńńńń!”

WŁAŚNIE!!!!

Fragment książki: Ania Witowska, Babskie fanaberie, czyli w cholerę z tym wszystkim!, Feeria, Łódź 2014, s. 88-89.

Do posłuchania:

„Nie będę myśleć dziś i na jutro to zostawię”

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Książka

 

Modlitewnik Janusza Korczaka dla „tych, którzy się nie modlą”.

18 sty
korczak-verbsacra

foto: e-teatr.pl

Janusz Korczak napisał modlitewnik. Dla mnie to było odkrycie!

Wiedziałam, że był bardzo dobrym pedagogiem, opublikował parę poważnych publikacji i pisał opowiadania dla dzieci, a właściwie o dzieciach. Był też lekarzem  pediatrą. Kochał dzieci, chociaż sam nie miał rodziny, swoją miłość przelewał na wychowanków Domu Sierot (pokazane to było w filmie „Dzieci Ireny Sendler”, ang. The Courageous Heart of Irena Sendler, tłum. Odważne serce Ireny Sendlerowej,  w reżyserii Johna Kenta Harrisona ) – doktor był całkowicie oddany dzieciom. Był z nimi do ostatniej chwili. Władysław Szpilman tak opisuje sytuację, kiedy Stary Doktor szedł wraz z dziećmi na stację kolejową, aby wsiąść do pociągu do Treblinki: „Chyba 5 sierpnia (..) przypadkowo stałem się świadkiem wymarszu Janusza Korczaka i jego sierot z getta (…). Spędził z nimi długie lata swojego życia i teraz, w ich ostatniej drodze, nie chciał ich zostawiać samych. Chciał im tę drogę ułatwić. Wytłumaczył sierotom, że mają powód do radości, bo jadą na wieś (…). Gdy spotkałem ich na Gęsiej, dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych, także uśmiechniętych, i opowiadał im coś zabawnego.”, a tak zapamiętała to Irena Sendlerowa „Był już wtedy bardzo chory, a mimo to szedł wyprostowany, z twarzą przypominającą maskę, pozornie opanowany: Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, a drugie maleństwo prowadził za rączkę. We wspomnieniach różnych osób jest tak, a w innych inaczej, co nie znaczy, że ktoś się myli. Trzeba tylko pamiętać, że droga z Domu Sierot na Umschlagplatz była długa. Trwała cztery godziny. Widziałam ich, kiedy z ulicy Żelaznej skręcali w Leszno”. (źródło: wikipedia.org )

Znalazłam strona na FB o Januszu Korczaku: https://www.facebook.com/korczak2012 - warto zajrzeć!

Wróćmy do małej, niepozornej książeczki napisanej przez Janusza Korczaka „Sam na sam z Bogiem. Modlitwy dla tych, którzy się nie modlą”. Książka z 1922 r. 

 ”Duszy szeptane tajemnice, które sobie powierzasz, spiąłem klamrą modlitwy.

Wiem, że każdy twór musi z sobą poprzez Boga i z Bogiem poprzez siebie życiem świat ogromny splatać. Wiem. Pewien jestem – tak mi dopomóż Bóg”. (wstęp)

Ujęły mnie dwie modlitwy. „Modlitwa swawoli” i „Modlitwa skargi”. 

Pierwsza brzmi tak:

„Wierzaj mi Boże, pragnę być poważną, skuteczną, skupioną. Może to przyjdzie z czasem, ale tymczasem nie mogę. 

Śmieszy mnie wszystko, co poważne, nie wierzę, nie ufam. Uroczyste mowy, śluby, kazania, nawet pogrzeby – miny – Boże, proszę Cię, zwróć tylko uwagę na ich miny, na te napuszone, nieszczere i głupie gęby. (Przepraszam, że się tak wobec Ciebie wyrażam).

Jeśli się modlę tak rzadko, doprawdy ich wina. Ich modlitwa, albo bezmyślne klepanie pacierzy, albo chytra chęć podejścia, oszukania Ciebie, wyżebrania czegoś za cenę fałszywych westchnień i czerwonego nosa.

Nie umiem być nieszczera. Więc przyznaję: ja Ciebie nie znam Boże. I zdaje mi się, że zanim człowiek pozna Ciebie, Boże, musi predewszystkim dobrze poznać siebie, znaleźć siebie. A ja błądzę, nie rozumiem i próbuję odgadnąć siebie, jak szaradę, jak bardzo trudne algebraiczne zadanie. Że nie jestem taka, za jaką mnie mają i dorośli i rówieśnicy, to głupstwo, ale przecież nie jestem taka, jako się sama być mniemam. 

Wesoła jestem, a jednak… Kapryśna jestem, a jednak… Niedoświadczona mhm, naiwna, a juści. Na jedno, co wiem, stu rzeczy się domyślam. Jak ja ich znam! Gdyby oni choć w setnej części nas tak znali, byłoby nam lepiej, a może i gorzej?

Dobra jestem, czy zła? Tak i nie. To pewne, że raczej dobra i inaczej zła, w czem innym dobra i w czem innym, niż oni sądzą i chyba – niź sama nawet myślę. 

Zdaje mi się, że tę miłość rodziców, ojczyzny, bliźniego i Ciebie, te wszystkie czcie i szacunki, wymyślili dorośli dla siebie, a my mamy prawo do swoich ukochań. W modlitwie młodzieży powinien być śmiech, taniec, żart, kaprys, niespodzianka, coś z nabożeństw pogańskich i dzikich kultów. Przecież Ty jesteś nie tylko w łzie człowieka, ale i w woni bzu, nietylko w niebie, ale i w pocałunku. Po każdej pustej swawoli nachodzi smutek i tęsknota. A w tęsknocie, jak w mgle i twarz matki i szept ojczyzny i bliźnia niedola i Wielkość Twej Tajemnicy.

No patrz: chcę być z Tobą szczera a przecież to jasne, że nie powiem, nie umiem powiedzieć wszystkiego.

Patrzę na gwiazdy i mówię sobie: miriady gwiazd, miriady mil. Cóż, kiedy tego nie czuję. Wiem, że jesteś Wielki, Potężny, Nieśmiertelny i tak dalej, ale tylko wiem i nic więcej. A ja, bywa, tak kocham gwiazdy, jak oni znów nie potrafią, choćby się nie wiem jak nadymali, wypinali, puszyli i pociągali nosami. A dlaczego je kocham, nie powiem, nawet dokładnie nie umiem powiedzieć, dlaczego.

Patrz: moja modlitwa … Czy mądra. Nie . A czy można nazwać ją głupią? Ona jest bezładna, bo i ja jestem bezładna. Masz kłopot ze mną Boże, a pomyśl jak mnie jest ciężko ze sobą.

Wiesz co Ci zaproponuję?

Zostaw mnie czasem taką, jaka jestem. Poczekaj. Ty sobie i ja sobie, niby, że się nie znamy. Postaram się nikogo nie gorszyć, nie śmiać się, nie żartować, nawet będę zmawiała pacierze, tylko bez wznoszenia oczów, pochyleń głowy, bez westchnień i min. Jak długo to trwać będzie, nie wiem: dopóki nie wstąpi we mnie „statek”. Nie mogę nawet obiecać, że zapragnę przyspieszyć te chwilę. Bo po co? Samo przyjdzie.

Zupełnie niespodziewanie, nagle, spotkamy się . Nie wiem, gdzie, kiedy, nagle. Ciebie zobaczę, zarumienię się, serce mocniej zastuka, i uwierzę. Uwierzę, że jesteś inny, że się z nimi nie bratasz, nie kumasz, że Cię nudzą, że ich lekceważysz, że mnie rozumiesz, że chcesz ze mną poważnie i szczerze pomówić. Powiesz mi: „ja wiedziałem, że oni Mnie obrzydzili , że nie chciałaś wierzyć, w co oni wierzą”. Powiesz: „Wiem, że mnie oszukują i kłamią”. Powiesz: że jesteś samotny, opuszczony, pokrzywdzony i jak ja pełen tęsknoty i wolny, jak sokół.

I sprzymierzymy się: Ty i ja, i pryśniemy im śmiechem w oczy, weźmiemy się za ręce, zaczniemy biec co tchu.Oni zaczną nas wołać oburzeni, że tak nie wypada. Wówczas przystaniemy na chwilę, odwrócimy się raz jeden, język im pokażemy: ja i Ty. I śmiejąc się do rozpuku, znikniemy im z oczu. I śnieg jeść zaczniemy garściami.

Kochany, najukochańszy Boże, przecież Ty możesz Sobie na to pozwolić, jeden, jedyny raz tylko. Uuuuch, jacy oni nudni, fałszywi: należy im się za ich grzeszki – kara” (s. 48 – 52)

 Janusz Korczak, Sam na sam z Bogiem. Modlitwy dla tych, którzy się nie modlą,  Warszawa, 1922 r. 

Dosyć długi fragment…

Nie mam czasu pisać!!! Choroba, to wszystko przez studia. Mam tyle do przeczytania. Dwa zajęcia związane z filozofią – bardzo ciekawe, ale egzaminy mnie przerażają. Czy ja to wszystko zapamiętam? Gąszcz logiki zamienił się w puszczę. Im dalej w las, tym więcej drzew!!! 8-O  Dobrze, że przede mną dwa tygodnie urlopu!

Odpoczynek czas zacząć!!!!!

Do zobaczenia nowe bransoletki na stronie mojego bloga: naszyjnik.pl 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Jak przestać się martwić ?- porady Mai Święcickiej.

14 gru

lifeZamiast mojej historii – porady, jak poczuć się lepiej, mimo tego, że „rzeczywistość skrzeczy”.

Krok 1. Przekonaj sam siebie, że martwienie się ci nie służy

Zastanów się, czy naprawdę te wymartwione scenariusze kiedykolwiek się wydarzyły. Usiądź i stwórz listę wszystkich tych przypadków, w których ostatecznie nic się nie stało albo ewentualne konsekwencje problemu okazały się dużo mniejsze niż te, które powstały w głowie. Przestudiuj tę listę uważnie i zastanów się, czy sytuacja, która w tym momencie spędza ci sen z powiek, nie jest aby powtórką z rozrywki.

Krok 2. Kwestionuj swoje zmartwienia

To prawda, że w mediach stosunkowo często słyszy się o wypadkach lotniczych. Wynika to jednak stąd, że codziennie na świecie odbywa się kilkanaście milionów rejsów samolotowych! To znaczy, że codziennie mnóstwo osób trafia do celu bez żadnych przeszkód, a wypadki są tak naprawdę rzadkością. Samoloty i systemy są ciągle udoskonalane, a normy bezpieczeństwa naprawdę wyśrubowane. Wiele zmartwień można po prostu zracjonalizować.

Krok 3. Skup się na tu i teraz

Być może za kilka dni czeka cię stresująca prezentacja, trudna rozmowa. Powiedzmy, że musisz wziąć udział w czymś, co nie do końca chcesz robić. Przede wszystkim pamiętaj, że tak naprawdę nic nie musisz, więc jeżeli coś odrzuca cię do tego stopnia, że nie śpisz po nocach – zastanów się, czy jest coś, co można byłoby robić zamiast tego. Jeżeli jednak jest to tylko zło konieczne, wpisane np. w pracę, którą generalnie uwielbiasz, to myśląc o tym, tylko przedłużasz potencjalną mękę, z którą wydarzenie się łączy. Staraj się skupiać po prostu na tym, co dzieje się tu i teraz. Nawet w drodze na to piekielne spotkanie, zamiast obgryzać paznokcie, posłuchaj czegoś fajnego w radiu. Tu i teraz prawie nigdy nie jest takie złe jak nasze wyobrażenia o tym, „co będzie, jeżeli”.

Krok 4. Ekspresja i inicjatywa

To chyba mój ulubiony punkt. W wielu wypadkach możesz zweryfikować swoje zmartwienie. Jeżeli martwisz się na przykład, że przez ostatnie kilka tygodni nie jesteś w stanie dogadać się z szefem, zbierz w sobie nieco odwagi i dowiedz się, co się dzieje, czy być może potrzebujecie wspólnie wymanewrować się z jakiejś potencjalnie trudnej sytuacji. Jest szansa, że zamiast kłopotów za taką inicjatywę będzie cię czekała nagroda. Za inicjatywę i spostrzegawczość. Dlatego nie ukrywaj się za stertą papierów. Czy to w życiu zawodowym, czy prywatnym „wyjdź z szafy” i powiedz dokładnie, co czujesz.

Krok 5. Brainstorm. Z każdego problemu jest wyjście

Będzie ci dużo łatwiej z ekspresją, jeżeli wcześniej uświadomisz też sobie, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Zrób sobie brainstorm – zaproś znajomych, którym ufasz, albo weź zeszyt i długopis i zapisuj wszystkie rozwiązania, które przyjdą ci do głowy. Nie kwestionuj wszystkich od razu, nawet jeżeli wydają się trochę głupie, być może wystarczy je troszkę zmodyfikować. Nawet jeżeli za pierwszym razem nie znajdziesz idealnego rozwiązania, przekonasz się, że sytuacja nie jest beznadziejna. Jeśli jednak jest – to chyba znaczy, że trzeba spróbować czegoś nowego. A co w tym złego? Może nie wyjść. To teraz nie wyszło. I jak się z tym czujesz? Patrz krok 3. – zostań tu i teraz. Nie wyszło, a ty po prostu siedzisz przy stole i popijasz herbatę. Czy jesteś teraz kimś innym, mniej wartościowym? Mniej zdolnym? Teraz widzisz, że przecież nic się nie stało. Masz trochę czasu, żeby wymyślić, co teraz będziesz robić.

Krok 6. Zdystansuj się

Kiedy dzieje się coś złego lub po prostu znów pogrążasz się w tworzeniu czarnych scenariuszy, postaraj się zatrzymać i zrobić krok do tyłu. Zamiast patrzeć na to, czego się obawiasz, spójrz na to z perspektywy przeciętnego Kowalskiego. Możesz też spróbować zobaczyć siebie oczami starszej osoby albo uduchowionego pielgrzyma. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że wszelkie „ziemskie” problemy tworzymy w pewnym sensie sami. Tym bardziej sami możemy stworzyć dla nich rozwiązania.

Krok 7. Zrób plan i zacznij go realizować

Kiedy już masz gotową listę rozwiązań i rozumiesz, że martwienie się nie przynosi ci niczego dobrego i jest wyłącznie kwestią nawyku, podejmij mocną i jednoznaczną decyzję: zmieniam przyzwyczajenie. I od tej pory za każdym razem, kiedy nadciągną zmartwienia, zamiast dać im się skonsumować, przerobisz wszystkie siedem kroków i jeżeli zdecydujesz, że masz realny wpływ na to, co cię martwi, zrobisz sobie brainstorm i wymyślisz rozwiązanie.

Krok 8. Co z tymi sytuacjami, na które nie masz wpływu?

No cóż – nie jesteś w stanie przewidzieć, czy pewnego pięknego dnia po prostu nie spadnie ci na głowę ciężka doniczka. To jednak naprawdę bardzo mało prawdopodobne. Kiedy zanosi się na deszcz, racjonalnym wyborem jest spakowanie do torby parasolki. Dlatego jeżeli martwisz się o swoje zdrowie, bo twoi rodzice zmagali się z rakiem – zrób wszystko, żeby mu zapobiec. Odżywaj się kolorowo, zapomnij o mocno przetworzonych produktach, wysypiaj się i ruszaj, ile możesz. Podróżując, ubezpieczaj się wysokim pakietem, zapinaj pasy. Zrób wszystko to, co możesz, żeby dać sobie komfort. I pamiętaj, że tych kilkanaście procent sytuacji, które pozostawiamy w rękach ślepego losu, może przynieść nie tylko trudności, ale także piękne zbiegi okoliczności i fantastycznych przypadkowych ludzi, którzy mogą zostać naszymi przyjaciółmi na całe życie. Jeżeli masz kontrolę nad tym, co możesz kontrolować, przypadkami losu postaraj się po prostu cieszyć.

Maja Święcicka – dziennikarka, blogerka. Mówi o sobie tak: „Praktykuję codzienność i lubię myśleć, że robię to z pasją, a wiem, że z przyjemnością. Interesuje mnie wiele tematów – począwszy od duchowości, psychologii i seksu, poprzez podróże, sport (konkretnie wspinaczkę), wpływ diety na nasze zdrowie (fizyczne i psychiczne) aż do designu, ekologicznych technologii i nowatorskich rozwiązań. Staram się pamiętać, że jedyną osobą, na którą będą skazana przez całe życie, jestem ja sama. Dlatego stram się siebie dobrze poznać, no i dobrze traktować…”

za: www.hellozdrowie.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Czy istnieje idealna miłość? „Jeżeli miłość jest grą…”,

27 lis

sercePrawdziwa miłość wymaga, by wychodzić dalej, poza chwilowe emocje, stan zadurzenia, poza chemię. Niekiedy trzeba przeciwstawić się oczekiwaniom rodziny, przyjaciół i otoczenia.

Miłość wymaga odkrywania prawdziwego ja i pielęgnowania go, a to prawdziwe ja przyciąga do ciebie osobę, z którą chcesz na zawsze dzielić życie.

Czym właściwie jest prawdziwa miłość?

Prawdziwa miłość to zgoda na partnera takiego, jakim on jest.

To angażowanie energii w dokonany wybór, to poddawanie się magii związku, nie zaś wyszukiwanie racjonalnych powodów, negujących sens wspólnego życia.

To wspieranie partnera w jego decyzjach, nakłanianie go do realizowania własnych planów.

Prawdziwa miłość oznacza szanowanie prawdy partnera, troskę o niego w najszerszym rozumieniu tego pojęcia. Nie jest to kontrolowanie czy zawłaszczanie osoby, ale wyrażanie szacunku i zaufania wobec jej niepowtarzalnej drogi życiowej.

Miłość daje nam odwagę powiedzenia prawdy, zwłasz­cza wtedy, gdy zdajemy sobie sprawę, że jest ona niełatwa. Kochając prawdziwie, mamy świadomość własnych granic i respektujemy granice partnera; podajemy rękę wtedy, gdy trudno to zrobić, rozmawiamy raczej niż osądzamy i zadaje­my pytania, zamiast wyciągać pochopnie wnioski.

Miłość to rozwiązywanie problemów, raczej walka niż rezygnacja, trwa­nie mimo nieporozumień, zranionych uczuć, rozczarowań; to wiara, że dzięki oddaniu możemy wiele zmienić. Trwamy i je­steśmy zawsze gotowi rozmawiać o problemach ze swoim partnerem, nawet wówczas gdy mamy ochotę wszystko rzucić. Gdy kochamy naprawdę, koncentrujemy się na tym, za co cenimy wybraną osobę i za co jesteśmy wdzięczni. Widzimy rozwiązania, nie zaś problemy. Partner jest dla nas najważ­niejszy i każdego dnia dajemy mu odczuć, jak bardzo nam na nim zależy, okazując autentyczną troskę.

Prawdziwa miłość to życie bez wystawiania ocen, bo tylko wtedy powstaje klimat zaufania, wtedy można powiedzieć swoją prawdę. To przeżywanie każdego dnia z partnerem tak, jakby to miał być ostatni wspólny dzień. To dążenie do bycia sobą i życia w harmonii ze sobą.

Jak wygląda prawdziwy związek?

Jest rzeczywisty. Rozkwita w uczciwości i błyszczy w prawdzie. Jest elastyczny względem zmieniających się potrzeb, podąża za zmianami zachodzącymi w każdym z partnerów i z odwagą przyjmuje trudności. Partne­rzy są nawzajem zainteresowani indywidualnym rozwojem swo­ich osobowości.

Autentyczny związek, symbolizujący więź mał­żeńską, zachowuje solidny i trwały rdzeń.

Taki związek jest właściwym kontekstem prawdziwej miłości.

To jest, rzecz jasna, ideał.

Z książki Cerie Carter Scott „Jeżeli miłość jest grą”

A rzeczywistość skrzeczy. :-)

I na koniec dialog ludzi, z których jedno kocha  a drugie czuje przywiązanie.

Zazdrość

- Czy byłabyś zazdrosna, gdybym myślał o jakiejś kobiecie z mojej przeszłości, będąc z tobą? Czy niepokoiłabyś się, że mogę do niej odejść?

– Nie.

– To znaczy, że mnie nie kochasz?

– Nie rozumiesz. Miłość nie ma nic wspólnego z zazdrością i z obawą, że coś stracisz. Kocham cię, ale jeśli zechcesz odejść, ponieważ nie możesz zapomnieć o innej kobiecie – to dobrze. To będzie prawdą. Ponieważ gdybyś został – byłoby to kłamstwo. Jeśli odejdziesz, to będzie znaczyło, że nie pasujemy do siebie i dobrze, że odszedłeś. Bo gdybyś został, to zajmowałbyś miejsce kogoś, kto do mnie pasuje. Ten, kto do mnie pasuje – nie odejdzie. Więc nie ma się o co martwić.

– Jakoś dziwnie mnie kochasz… Nie przywiązałaś się do mnie?

– Miłość nie ma nic wspólnego z przywiązaniem. Przywiązanie i zazdrość oznacza brak miłości do siebie. Oznacza, że uważasz siebie za gorszego od kogoś, oznacza strach, że takiego jaki jesteś nikt nie pokocha. Nie porównuj się z nikim, bo jesteś nieporównywalny. Ty jesteś ty. Masz swoje życie, dar, który otrzymałeś na wyłączność. Szkoda czasu na porównania. Spójrz na siebie – wówczas się nie pomylisz…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Książka