RSS
 

Notki z tagiem ‘Film’

Gdański wpis

04 sie

Foto relacja z wyjazdu do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Zapraszam <<<klik>>>

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Podróże

 

Trzy razy osiem, czyli czas na odpoczynek

16 cze

Tak. Ogromny czas! Najwyższy czas! ODPOCZYNEK! Uwielbiam to słowo :-D  Uwielbiam ten czas :-D

Od dwóch tygodni mam nareszcie wszystkie kanały w telewizji. Odkąd przenieśliśmy się do mieszkania przy parku, czasami jedynym „filmem” jaki mogłam obejrzeć był przepiękny widok z okna. Owszem antenę zamontowałam, nawet czasami było parę kanałów, ale wystarczył deszcz, albo silniejszy wiatr, o śniegu nie wspomnę i z oglądania nici. Ostatnio nawet nie chciało nam się wchodzić na dach i ustawiać „talerza”, bo i tak na drugi dzień był tylko program II telewizji polskiej. Taki myk :-(
W końcu odżałowałam parę złoty na fachowca i od prawie dwóch tygodni możemy normalnie oglądać telewizję. Hurrrra! Chociaż tak między nami telewizyjnymi jaskiniowcami, oglądać najczęściej nie ma czego. Niestety…
Najczęściej oglądam HBO, bo tam można „złapać” nowości.

Wstrząsnął mną film „Ostatnia rodzina”. Matuszyński odarł rodzinę Beksińskich z nadprzyrodzonego blichtru sławy i patrzenia na nich przez pryzmat surrealistycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego.
To podczas filmu przypomniałam sobie głos Tomasza z radiowej „trójki” i jego magnetyczne przyciąganie. Jako panienka wyobrażałam sobie inaczej faceta, który czarował głosem a tu… w filmie szare, a wręcz przytłaczające życie młodego mężczyzny, który zmaga się z nadpobudliwością i załamaniami nerwowymi, uciekając się nawet do prób samobójczych.
Wspaniała gra aktorska. Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia) i Dawid Ogrodnik (Tomasz). Nie poznałam Andrzeja Chyry w roli Piotra Dmochowskiego.
Nie mogłam się opędzić od uczucia klaustrofobicznego zamknięcia podczas oglądania. Wszystkie (prawie) sceny rozgrywają się w mieszkaniach w bloku. Ta rodzina dusi się, kłębi, wikła, wykańcza i powoli wymiera. Nie obejrzałam całego filmu od razu. Podchodziłam do niego trzy razy.  W pamięci zostało mieszkanie Beksińskich, gdzie umarły dwie starsze panie – matka Zofii i matka Zdzisława; w kuchni zmarła Zofia a w przedpokoju został zadźgany nożem Zdzisław. Oczywiście te zdarzenia były rozmieszczone w czasie. Brrr… Ciemne, zatłoczone mieszkanie naznaczone śmiercią.
Tomasz też popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu.
Beksiński przez dłuższy czas był sam. Wpuszczał ekipę sprzątającą i w taki sposób w końcu doczekał się swojej śmierci. Wpuścił młodego chłopaka, o którym myślał, że jest jedną z osób, które zajmują się sprzątaniem. Głupia, beznadziejna śmierć. Bardzo okrutna.

Zofia mówiła do męża „Zdzisek”…


Tomasz neurotyczny, nadpobudliwy, wybuchający niepohamowanym gniewem, potrafiący rozwalić kuchnię matki przez byle pierdołę i Zofia, kochająca mamusia, mówiąca do dorosłego syna „Tomcio”. Tomcio to, Tomcio tamto…

Ciężki film. Wstrząsający i zapadający w zły sposób w pamięć.

I zapamiętam zdanie wypowiadane przez Beksińskiego: „Rodzina to grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak też się nie znoszą”. 

I ogarnęło mną przeświadczenie, że to, co widzimy, jest inne od stanu faktycznego. Ludzie dostrzegają, to co chcą widzieć, albo pokazują „jedną stronę księżyca”, tę jaśniejszą a ciemniejsza zawsze jest niewidoczna a prawdziwe życie toczy się właśnie po ciemnej stronie księżyca… Hmmm… Ciemna strona księżyca może być przerażająca.

No, dobra, ale po co się dołować. Lepiej łapać słoneczne promienie, sycić się błękitem nieba, wdychać woń lasu i rozkwitłych łąk. Na polach plonuje żyto i pachnie świeżo pieczonym chlebem. To jest życie!!!! Warto ruszyć tyłek z kanapy i wyjść w przepiękne okoliczności przyrody :-D

Znalazłam taka wskazówkę pewnego zakonnika o imieniu Phil Bosmans „Trzy razy osiem”

Nasze czasy są męczące i nerwowe.
Lekarze mają pełne ręce roboty
Z ciśnieniem, sercem, krążeniem, nerwami ludzi.
Kto, zwłaszcza w miastach, da porwać się
piekielnemu tempu, pospiesznemu życiu,
ponieważ wszystko musi przebiegać terminowo i planowo,
ten wkrótce się rozchoruje i na wpół oszaleje.

Dobrze spałeś, wstałeś spokojny,
dobrze się czujesz, jesteś w dobrym nastroju
i pełen optymizmu.
Ale przy śniadaniu otwierasz gazetę.
same straszne wieści: zbrodnie, nieszczęścia,
katastrofy, konflikty narodowe i międzynarodowe.
Nie widzisz nic poza budzącymi grozę obrazami
i przy ostatnim łyku kawy wzdychasz:
„Niech diabli wezmą taki świat”.
Twój całkiem dobry nastrój gdzieś się ulotnił.
I tak dzieje się dalej: Cały dzień urabia cię
huk samochodów, dźwięk telefonów,
stukot maszyn, uliczny hałas,
rzępolenie radia, głos szefa…

Poznaj sekret, jak w tym kotle czarownicy
zachować zdrowie ciała i duszy.
Zaklęcie brzmi „trzy razy osiem”:
osiem godzin pracować, osiem godzin spać,
osiem godzin śmiać się, jeść, bawić się, śpiewać, modlić.
Trzy razy osiem, to ratunek dla ciebie.*

 

To bardzo dobra rada. TRZY RAZY OSIEM! Zwłaszcza sen i odpoczynek jest ważny, żeby nie zwariować w tym rozpędzonym świecie :-D

 

* PhilBosmans, Żyć każdym dniem, Seven, Wrocław 2004, s. 180.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Życie

 

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Najświeższe doniesienia od Alicji, tym razem w kosmosie

24 lut

Wracam ze środowych sesji

W sklepie z pieczywem kupuję mój ulubiony chlebek musli. Trzy kromki.

Wchodzę do mieszkania – mojej strefy komfortu, spokoju, nieba…

Robię pyszną kawę z ekspresu

Pożeram z lubością chlebek, grubo smarując prawdziwym masłem. Na pohybel dietetykom, którzy chcą nas truć dietetyczną margaryną, chemiczną papką bez smaku.

Od środy nareszcie się wysypiam. E wpadła na wspaniały pomysł wyekspediowania kota do pomieszczenia obok. Nie ma drapania w drzwi, miałczenia… Jest cicho i błogo.

W środę budzi mnie dzwonek budzika. Wstaję, ogarniam się i wyruszam do przychodni.

O 8 zaczynam następną kosmiczną podróż

Znów nie bardzo pamiętam, co B do mnie mówi.

Następna środa …

Ja powiedziałam o swoich odczuciach. O surrealizmie ostatniego spotkania.

On coś dodawał, komentował

Zapamiętałam jakieś strzępy

W głowie zaczęło się kręcić, brak powietrza. Kilka głębokich oddechów.

Zaczyna mi brakować słów. To co miałam powiedzieć, już powiedziałam, a teraz nagle zaczyna się milczenie. Milczenie spowodowane… Nawet nie wiem czym…

On podsuwa jakieś porównania. O czymś mówi a ja go nie słyszę. Zatapiam się w bezdźwięcznej próżni.

Niespodziewanie zauważył, że kiedy on mówi, ja cała drętwieję, staram się nawet nie oddychać.
Zaskoczył mnie tym spostrzeżeniem.
Myślałam, że dobrze to kamufluję, że on tego nie widzi, że o tym wiem tylko ja.
Rzeczywiście, łapię oddechy dopiero, kiedy on przestaje mówić…

Co miałam mu odpowiedzieć?

Że zaczepiłam się w okresie dzieciństwa????

Chciałabym pamiętać dobre sytuacje a tymczasem do 6 roku życia nie pamiętam nic, a to co pamiętam później jest przerażające, krzywdzące, traumatyczne.

Jak sprzeciwić się obrazowi rodziców, który wrósł we mnie? Jak zedrzeć tę maskę? Boję się bólu. Boję się rozpadania na kawałki. Boję się zawodu, który IM przyniosę. Jak można kochać i nienawidzić jednocześnie? To tak, jakbym ich zdradziła, jakbym …
Nauczyłam się przystosowywać, znikać, być miłą, nie mieć własnego zdania, rezygnować.
Stałam się piękną tapetą a nie twardą ścianą. Jeżeli zedrę tapetę, ściana będzie goła a ja się tego bardzo boję. Jestem przerażona!!!!

Rodzina nawet nie wie, że chodzę na terapię

Nie wiedzą, że pisze bloga

Nie wiedzą, że wcale nie przedstawiam ich w dobrym świetle

Ich, to znaczy rodziców… którzy już nie żyją, a przecież o umarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.

Gdyby przeczytali moje wpisy, byłaby nieziemska draka. Znów przestaliby się odzywać na kolejne 10 lat. Tak, gniewać i kłócić się potrafią w mistrzowski sposób. Oskarżać, równać z ziemią, wyrażać niezadowolenie i destrukcyjne zdania. I nie mówię o rodzicach w tej chwili. Mówię o ich spadkobiercach – starszym rodzeństwie.

Do tej pory zawierałam znajomości z ludźmi-klonami moich bliskich.

Od momentu przeniesienia się do „mojego mieszkanka” jestem w strefie spokoju. „Samotności”. Resetuje się. Odpoczywam. I… chodzę na terapię…

W gabinecie postawiłam potężny mur między nim a sobą. On o tym doskonale wie, ale to ja mam zburzyć tę barierę…

Ciężko

Totalny kosmos

Skończyły się słowa

Każda rozmowa wydaje mi się groteskowa, irracjonalna, płytka.

Ubieranie w słowa tego, co się czuje jest surrealistyczne – przynajmniej dla mnie.

Konwersacja wydaje mi się nieszczera

Nie mówię tego, o co mi chodzi

A kiedy próbuje, słyszę „Znów mamy wykład z fizyki kwantowej”.

On tego nie rozumie

Ja tego nie rozumiem

Kosmos

KOSMOS

***

Dziwnie się czuję

Wybił mnie swoim stwierdzeniem z równowagi

Obserwacją z dziedziny „mowy ciała”

Jest dobrym obserwatorem

Dlaczego to mną tak wstrząsnęło? Wybiło ze strefy odrętwienia…

Nie spodziewałam się

Poczułam ogromny żal dla siebie

Ogromny

I byłam bardzo wystraszona

I zniesmaczona, że jestem taka słaba

I że ktoś to widzi

 

Kosmiczne doniesienia z innej galaktyki

Czyżbym zupełnie traciła rozum?????

Moje rodzeństwo podsumowałoby to w jeden sposób…

Przemilczę

Posypałyby się niecenzuralne słowa

Według nich chodzenie na terapię to szczyt głupoty (oczywiście to jest eufemizm), bo najlepszym „terapeutą” jest rodzina, a poza tym brudy pierze się we własnym domu, bo co obcy mogą wiedzieć…

Po co obcy mają wiedzieć?

Moja rodzina (oprócz dzieci) nie wie, że leczę się z depresji i chodzę na terapię.

NIE WIEDZĄ

Siostra podziwia, że daję sobie radę sama i dopytuje, jak tam J i co u niego słychać w szpitalu… :-?

Brat naprawia mój samochód…

………………………………………………..

…………………………………………………..

i to by było na tyle…

Alicja w kosmosie…

 

 

Warto obejrzeć film dokumentalny „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”

 

 

Fragment tekstu z jakiejś strony psychologicznej:

„Psychoterapia pomoże Ci stawić czoła wszystkiemu temu, co z biegiem lat zarosło grubą warstwą kurzu. Odnajdź więc siebie. Ucz się z każdej sytuacji i z każdej chwili przeżywanej przez Ciebie w życiu. Zdobywając za każdym razem nowe siły nigdy więcej nie odwracaj się plecami do napotykanych trudności. Już nigdy nie uciekaj!”
… próbuje nie uciekać.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Ale to już było…

22 sty

Z otchłani Facebooka wychynęło zdjęcie sprzed czterech lat

Niby niedawno

Niby…

Na zdjęciu ciężki sprzęt, który utknął przy odśnieżaniu drogi do domu

Cztery lata temu śnieg zasypał wąską drogę pomiędzy łąkami a panowie, którzy odśnieżali drogę chcieli ją odśnieżyć do samej bramy.

Utknęli. Przyjechała koparka, żeby wydobyć pług śnieżny

Cztery lata temu

A mnie wydaje się, że to było w innym życiu, w innym wymiarze, nierealna przeszłość, która odeszła w niebyt a nawet w zapomnienie.

Kosmos

Inny wymiar

Znajoma wpisała komentarz „Ale to już było i nie wróci więcej…”

Śmieszne, tak odciąć się od piętnastu lat. Patrzeć na to zdjęcie, jakby nie dotyczyło mnie, bez emocji…

Tak patrzę na rodzinny dom. Wiem, że tam się wychowałam, ale już do niego nie należę. Nie jest częścią mnie. Małżeński dom też już nie jest częścią mojego jestestwa. Wyszłam… Zostawiłam…

2013

2017

Cztery kosmiczne lata

Ale to już było

Znikło gdzieś za nami

Za oknami kolejny świt

I do przodu wciąż wyrywa moje serce

Ale to już było

Dziś wtulam się w ciepłą ciszę

Rozpływam w spokojnej rzeczywistości

 

 

 

Oglądałam dwa dokumenty dotyczące Karrie Fisher, księżniczki Lei z „Gwiezdnych wojen”. Polecam. Na HBO.

Carrie opowiada o swoim życiu z ogromnym poczuciem humoru i autoironią, chociaż cierpi na depresję dwubiegunową.

Z dokumentu zapamiętałam te zdania:
„Wielu z nas odnajduje niebo dopiero po powrocie z piekła. A choć miejsce, w którym się dziś znalazłam nie wszystkim kojarzy się z rajem, mogłabym przysiąc, że gdy jest cicho, słyszę anielskie pienia… no tak, k…wa, zapomniałam o lekach…” (słychać sygnał karetki) Carrie podnosząc palec, mówi „to po mnie”.
Daje też takie rady:
- „rozpamiętywanie jest jak picie trucizny, albo oczekiwanie, że umrze za nas ktoś inny”;
i wskazówka od babci
- „płacz, będziesz mniej sikać”.  :-D
Bardzo dobry dokument, wart obejrzenia.

I to na dziś tyle :-D

Bardzo polecam do obejrzenia „Carrie Fisher i Debbie Reynolds prywatnie” i „Księżniczka na kacu” (ten można oglądać bez abonamentu) obydwa na HBO. Warto!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Muzyka, Życie

 

Bezt tytułu… ale z ryczącym, wróć radosnym zakończeniem.

20 lis

Niedziela

Kilka razy robiłam podejścia do napisania nowego posta

Ale tak jakoś…

Brak…

Brak…

Tak jakoś…

W tygodniu się działo…

W środę pojechaliśmy na wycieczkę z młodzieżą (wśród młodzieży mój syn)

Muzeum POLIN i spotkanie z panem, który przeżył Holokaust

Pan po osiemdziesiątce. Opowiadał o czasach wojny, wyławiając z nich dobre chwile. Podczas opowieści siedział, jak mały chłopiec na za dużym krześle. Wiercił się, przebierał nogami i śmiał się jak małe dziecko. Nie epatował tragizmem, chociaż życie miał trudne. Nie przerażał. Jasna, łagodna twarz.
Opowieści okraszane żartami…
Pan miał cztery żony. Pierwszą, kiedy krył się w wypalonym mieszkaniu, w Warszawie, podczas wojny. W wieku 15 lat… Na wielkie zdziwienie na tę wiadomość, odpowiedział: „To była wojna, człowiek wtedy szybciej dorastał, szybciej stawał się dojrzały”. Z pierwszego małżeństwa miał syna. „Więcej nie odważyłem się mieć dzieci. Dzieci to wielka odpowiedzialność… ” – powiedział. Z pierwszą żoną rozwiódł się, bo „miała trudny charakter”. Później były następne małżeństwa.
W 1968 r, podczas pogromu żydowskiego, kiedy musiał wyjechać z Polski, bo dla Żydów nie było tu miejsca, wyjechał do Szwecji. Nie brał pod uwagę wyjazdu do Izraela, bo nie znał języka a poza tym, jest niewierzący, więc jak znalazłby się w obcym miejscu, obcej kulturze… Wybrał Szwecję i tam był do lat dziewięćdziesiątych. Po 1996 roku wrócił do Polski. Mieszka w Warszawie ze swoją czwartą żoną, młodszą o dwadzieścia lat.
Ma dwa psy. Mówi, że kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.
Na pytanie jak odnajduje się w obecnej sytuacji politycznej, odpowiedział, że nie zwraca na nią uwagi. Ma królewską (szwedzką) emeryturę. Nie ogląda telewizji, chyba że programy przyrodnicze. Do wypowiedzi polityków podchodzi z wielkim dystansem i ignorancją. Na wielkie zdziwienie jakie wywarły te słowa, odpowiedział, że nie mógłby inaczej postąpić, bo zmiany polityczne dla niego znaczyły też zmiany życia – wojna, czasy komunistyczne i czasy obecne. Od polityki trzyma się więc z daleka.
Jest ateistą. Zapamiętałam słowa dotyczące wiary chrześcijańskiej i żydowskiej -  obie mają z sobą wiele wspólnego – Chrystus i jego matka byli Żydami. Gdyby nie Żydzi nie byłoby chrześcijaństwa a ludzie tak zaskorupiają się w swojej nienawiści do siebie i próbują udowodnić, która wiara jest najlepsza i dlaczego. Rozkręcają spiralę nienawiści, jakby nie wiedzieli, że w obliczu zagrożenia śmiercią nie będzie ważne do jakiego boga należą. W takich sytuacjach zawsze zostaną sami.
Wyjeżdżając do Szwecji nie martwił się, że musi wszystko zostawić, ale martwił się, kto mu poda śniadanie…
Ukrywając się w ruinach Warszawy bał się… sąsiadów. Tak, nie Niemców ale sąsiadów. To oni denuncjowali „podejrzane” osoby hitlerowcom.
Cała jego rodzina – ojciec,matka i dwóch braci,  zginęli podczas wojny.
Syn z pierwszego małżeństwa nie utrzymuje z nim kontaktu. Ma mu za złe, że ojciec związał się z kobietą 20 lat młodszą.
Na spotkaniu, na sali, siedział jego przyjaciel, obecny przy nim od czasów wojny. Piękna przyjaźń…
Obaj panowie stanęli do zdjęcia z naszą grupą.
Była jeszcze zabawna wymiana zdań dotycząca braku włosów u pana Jana. Mężczyzna roześmiał się i stwierdził, że to proces naturalny. „Mając cztery żony włosy musiały wyjść od głaskania. Każda przez jakiś czas przecież musiała głaskać po głowie i efekty są widoczne”.

O panu Janie Karpińskim możecie przeczytać <<<tu>>>>

Można również obejrzeć film p.t. „Szczęście i przypadki”. Na stronie, w opisie filmu napisano „Jan Karpiński, uciekinier z krakowskiego, a następnie lwowskiego getta, jest nie tylko Żydem ocalałym z Holocaustu, ale też jednym z nielicznych żyjących robinsonów warszawskich. Chłopcom pochodzenia żydowskiego było o wiele trudniej przetrwać okupację hitlerowską niż żydowskim dziewczynkom. Łatwiej było zweryfikować ich tożsamość.” – a pan Jan to taka skromna, niepozorna postać. Dziecięce zachowanie, dziecięcy śmiech, iskierki w oczach i pogodna, spokojna twarz.

Film można też obejrzeć na stronie <<<<tu>>>>

A później była wizyta w kinie

Film, który mocno przeżyłam

Po powrocie do domu napisałam:

(sorry za niecenzuralne słowa)

„Obejrzałam „Wołyń”

……………………………………………………………………………………………………………………………..

……………………………………………………………………………………………………………………………..

W pewnym momencie nie miałam siły „unosić” scen filmowych

PRZEMOC

ZEZWIERZĘCENIE

OKRUCIEŃSTWO

POTWORNOŚĆ

LUDZIE BYLI POTWORAMI

Dlaczego świat musi się dzielić na lepszych i gorszych, Żydów, Ukraińców, Polaków??? Dlaczego?????

Boli mnie głowa. Wyniosłam z tego kina obezwładniający lęk. Wiem, że to tylko sceny kinowe…
Chciałam wyjść, kiedy zaczęła się eskalacja okrucieństwa. Nie mogłam patrzeć na rozrywane ciała, zrąbywanych siekierami ludzi, nie mogłam patrzeć na ich przerażenie. Nie unosiłam tego…

Postać żyda zatłuczonego łopatą w lesie… Tak bardzo realna… Żyd żywcem wyjęty ze starych rysunków, z pejsami, brodą i haczykowatym nosem… Tak bardzo przerażony, kiedy ukrywał się z żoną i dzieckiem w chlewie…

Znakomita gra aktorska…

Przerażający realizm…

Młoda Polka z dzieckiem…

Matko, nie mogę…

Watki nacjonalistyczne

Wątki religijne

Zaślepienie ideologią

Ślepe oddanie przywódcom

Okrucieństwo

Trupy zmasakrowanych ludzi…

I ten paraliżujący strach

Pułapka bez wyjścia, bo najgorsi wrogowie to najbliżsi sąsiedzi. Życie stające się niebezpieczną pułapką…

Nie możesz żyć, bo jesteś Żydem…

Nie możesz żyć, bo jesteś Polakiem…

A śmierć nie może być łagodna, musi być jak najbardziej okrutna…

Zwierzęta nie są tak okrutne, jak ludzie. Zwierzęta nie zabijają dla przyjemności

Matko, chyba dziś nie usnę………………………………………………………….”

I rzeczywiście, nie mogłam usnąć do 2 nad ranem

Źle spałam

Źle się czułam w czwartek

W głowie wciąż siedziała postać głównej bohaterki. Pięknej, młodej blondynki z dzieckiem. Tragiczna postać. Dziejące się niezależnie od niej wydarzenia uwięziły ją w niechcianym małżeństwie a później w tragicznym i okrutnym miejscu i czasie.

Film mocno psychologiczny. Aktorzy w mistrzowski sposób „wciągają” widza w swoje przeżycia: na początku radość (wesele Polki i Ukraińca), później zaskoczenie (ślub młodej Zosi z dużo od niej starszym mężczyzną) i kulminacja – rzeź Polaków i Żydów przez prymitywnych Ukraińców – strach, przerażenie, osamotnienie. BARDZO DUŻO OKRUCIEŃSTWA.

Zaskoczyła mnie gra aktorska, na przykład, Arkadiusza Jakubika. Aktora widziałam w scenach komediowych a w filmie jest bardzo tragiczną postacią.
Podobnie Tomasz Sapryk -grał rolę Żyda prowadzącego karczmę. Tragicznie zginął w lesie.

I mistrzowska rola młodej Zosi, zagrana przez Michalinę Łabacz.

Ten film na długo zostanie w mojej pamięci. Na długo…

Nie uniosłam emocji. Po wyjściu z kina rozryczałam się… Pobiegłam do toalety, żeby obmyć twarz zimna wodą i żeby uczniowie nie widzieli szlochającej nauczycielki.

No i napisałam, opisałam to co siedziało we mnie od środy.

A później, w piątek, dostałam wiadomość od Moniki z bloga „Singiel mama” o nowym wpisie/audycji w aplikacji Audio-Blog. Nowym, moim wpisie, pięknie przeczytanym przez Monikę.

Monika ma piękny, zdecydowany głos. Lubię  go słuchać. I na końcu słowa, że jest ze mnie dumna…

Na Facebooku napisałam” Mój wpis w aplikacji AudioBlog pięknie przeczytany przez Monikę Autorkę bloga Singiel Mama
Co czułam kiedy odsłuchałam podcast?
Kiedy byś mnie spotkał/a nigdy byś nie zgadł/a, że moja przeszłość była taka. Nie, nie jestem duszą towarzystwa, raczej unikam ludzi. Nawet teraz, kiedy jest dobrze, najlepiej mi w zaciszu domowym. Mój blog daje wiele nadziei tym ,którzy go czytają i mnie samej. W połowie „napisany” przez mojego terapeutę (chociaż on o tym nie wie).
Jestem zwykłą kobietą. Nie lubię określenia „ofiara”, bo ono bardzo stygmatyzuje.
Co czułam po odsłuchaniu audycji??? Rozczulenie, że ktoś jest ze mnie dumny i wstyd, że przeszłam taką drogę. Jeszcze wstyd… Duma została gdzieś głęboko ukryta…”

Tak, duma z tego, że daję radę normalnie żyć i wychowywać dzieci, że mam siłę chodzić na kolejne sesje terapeutyczne, które są mega trudne, jest głęboko ukryta. Jest wstydliwie skrywana i zamykana na kilka spustów.

Wpadam na bloga i pisze pozytywne słowa, ale wiadomo, że życie jest życiem i nie oszczędza mnie od trudnych chwil. Ludzie widzą mnie często zamyśloną i poważną, ze wzrokiem utkwionym w okno, siedzącą, ale nieobecną. Podobno częściej się złoszczę i mówię, że coś mi się nie podoba a tu, na blogowej stronie jest tyle uśmiechu i pozytywnych opowieści. Nie, to nie jest objaw „schizofrenii” ;-) Blog jest moją niszą spokoju a poza tym, słowa muszą przeczytać wszyscy a mojego głosu, tej „nieobecnej” Anki słucha niewielu. Nie narzucam się ze swoją obecnością, nie staję w pierwszym rzędzie i nie krzyczę, wolę miejsca z tyłu i bycie cieniem… W końcu nauki z dzieciństwa nie idą w las…

Hmmm

Monika naprawdę pięknie przeczytała mój wpis.

Dzięki Monisiu :-D

Chciałam ten wpis zatytułować „Rycząca czterdziestka” – bo też w tym tygodniu dużo „ryczałam”. Łzy były częstymi gośćmi na mojej twarzy, ale podobno płacz jest oczyszczający.
A dziś spokojna niedziela i nawet słoneczko wyjrzało zza chmur…
Razem z córką oglądamy jakąś komedię i śmiejemy się z całego serca…

Dla takich chwil warto żyć ♥

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Robin Williams mistrz sarkazmu??

26 wrz

Gdzieś na stronie internetowej wyhaczyłam film z cytatami Robbiego Williamsa.

Umieściłam go na mojej stronie Facebookowej

Make Your Life Spectacular

Uczyń swoje życie wyjątkowym, spektakularnym wydarzeniem.

I tłumaczenie:

„Gdy kończymy pewien etap w naszym życiu,
staramy się pamiętać dobre chwile,
próbujemy zapomnieć złe momenty
i zaczynamy myśleć o przyszłości.
Zaczynamy się martwić, myśląc: Co będę robić?
Gdzie będę za 10 lat?
Ale mówię do Ciebie: „Hej, popatrz na mnie!”
Proszę nie martw się za nadto,
Ponieważ w końcu, nikt z nas nie zostaje na tej Ziemi długo.
Życie jest ulotne.
I nawet jeśli jesteś zestresowany, podnieś oczy i popatrz w letnie niebo,
usiane gwiazdami w aksamitnej nocy.
Gdzie spadająca gwiazda przecina ciemność, zmieniając noc w dzień…
Pomyśl życzenie i myśl o mnie.
Uczyń swoje życie wyjątkowym,
tak jak ja to zrobiłem.”

Robin Williams

Człowiek o cholernie smutnych oczach. Który wiecznie się uśmiechał i rozśmieszał widzów. Który był maskotką innych – widzów. Uwielbiany przez miliony…

Uczynił swoje życie wyjątkowym, ale niestety go nie uniósł…

Któregoś dnia popełnił samobójstwo…

Mistrz sarkazmu???

Czy ktoś wołający o uwagę, o wysłuchanie, o obecność drugiego człowieka…

Trudno się przyjmuje do wiadomości rady osoby, która nie udźwignęła własnego życia, ale pełna była światła dla innych.

Światła i dobrych rad…

Mamy być zabawką dla innych, czy w ciszy i samotności poznać siebie prawdziwego????

Wybór jest trudny

A póki co, najpierw pozwólmy sobie dojrzeć

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Zdobywanie szczytów jest przyjemne :-)

17 wrz

Jest późny ranek (chyba), bo godzina 10:23W uszach wciąż brzmi muzyka Weinberga – fortepian i instrumenty smyczkowe. Uczta dla uszu. Wspaniała sceneria – grupa muzyków siedząca na tle ekranów wyświetlających las.
Spokojna muzyka i drzewa…
Obok mnie dwie wspaniałe istoty, moje rodzone ♥ ♥
I to wszystko w
Muzeum POLIN w Warszawie

Z wyjazdem na koncert nie zastanawiałam się długo. W Muzeum jest mnóstwo wspaniałych wydarzeń. Ceny przystępne, atmosfera wspaniała, wnętrza pełne piękna – grzechem byłoby nie skorzystać. Więc skorzystałam. Zastanawiałam się czym dojechać do stolicy??? Autobus, czy samochód? Wiadomo samotna matka-polka musi liczyć się z kosztami. Taniej wyszło autem, ale… I tu strach zajrzał w oczy!  8-O Wiadomo nie od dziś, że mijam to miasto szerokim łukiem. Boję się jeździć po Warszawie. Paraliżuje mnie wtedy… Wolę nadrobić drogi zamiast przejechać przez zatłoczone ulice, albo wsiąść do autobusu i wygodnie przyjechać na miejsce.
Wczoraj też tak było.
Owszem nawigacja była włączona – bardzo dobrze, bo bez niej zginęłabym z kretesem, ale kierownicę trzymałam żelaznym uściskiem a serce tłukło się w mojej piersi jak oszalały ptak w klatce. 
Zewnętrznie nadrabiałam mina a nawet śmiałam się i żartowałam z Młodym, ale ufff… było grubo ;-) 

Zdobyłam swój Mount Everest!!!!

 

Pojechałam, dojechałam i to całkiem spokojnie a nawet super spokojnie. DAŁAM RADĘ!

Droga mimo remontów przebiegła nadzwyczaj gładko a jazda po ulicach Warszawy okazała się nie taka straszna. Owszem, dwa razy spanikowałam, kiedy nawigacja zawiesiła się na obrazie, którego pasa mam się trzymać – droga się rozwidla a głos z nawigacji mówi „zostań na lewym pasie” – Tylko którym lewym, bo przede mną cztery pasy??? A przecież nie stanę, żeby znów był „normalny obraz”!!! No i musiałam zawrócić na ulicy, bo jednak wjechałam na zły pas. Spoko! Dałam radę! Kto, jak nie ja!!! ;-)

Dojechaliśmy godzinę przed czasem. Bez trudu znalazłam miejsce parkingowe i weszliśmy do gmachu muzeum.

Trochę za wcześnie, więc jeszcze miałam możliwość pokazania Maleńkiej wnętrza a później terenu dookoła Muzeum. Młody już widział, więc z miną starego wyjadacza kroczył obok nas.

O 18. 45 weszliśmy ponownie. Bardzo miły pan obsługujący bramkę wejściową na moje „dzień dobry” odpowiedział z uśmiechem „No, my się już znamy”. „Więc witam ponownie” – odpowiedziałam.

Spojrzałam przed siebie i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę…

Przede mną stała starsza pani. Siwiutkie włosy uczesane w staranną fryzurę. Drobna figurka. Elegancja. Zaraz… Zaraz… – pomyślałam – przecież to… przecież to Zofia Posmysz!!! 

Kobieta, która przeszła piekło Oświęcimia. Napisała książkę, na podstawie której nakręcono film a teraz w Operze Narodowej będzie wystawiana sztuka „Pasażerka”.

W Muzeum było spotkanie z panią Zofią. Nie mogłam na nie pojechać a tu ona, we własnej osobie, stoi przede mną. Och życie… Ale niespodzianka. Zamarłam a później zrobiłam coś, co mnie samą bardzo zaskoczyło…

Podeszłam do niej z pytaniem:
– Dzień dobry. Czy mogę uścisnąć pani rękę? Dużo o pani słyszałam. Miałam być na spotkaniu z panią… Nie byłam… Bardzo żałuję. Jest pani wspaniałą kobietą…
Patrzyłam w jej oczy i paplałam wiele nieistotnych słów.
W moich oczach pojawiły się łzy.
Byłam szczęśliwa, że spotkałam właśnie ją i mogłam do niej podejść.
Ona była taka krucha. Drobna. Miała takie delikatnie dłonie. Siwe włosy… Była piękna.  Twarz z siateczką zmarszczek i te oczy… Ciemne, głębokie, mądre… Była w nich  ogromna siła.
– Jak mogła przeżyć obóz? – przemknęło mi przez głowę – Jak? Z tą swoją kruchością,  eterycznością? Wygląda tak, jakby była stworzona z kruchej porcelany.
Zachowywałam się jak pensjonarka. Paplałam i trzymałam jej drobniutką dłoń.
Czułam ciepło jej delikatnej dłoni.
– Będziemy w Operze na spektaklu „Pasażerka”.
– A którego dnia? – zapytała pani Zofia
– We wtorek.
Popatrzyła na mnie z uśmiechem
– Przepraszam, czy mogę z panią zrobić zdjęcie?
– Czekam na znajomych, ale proszę bardzo, tylko szybciutko, proszę tu stanąć…
Stanęłam obok tej kruchej kobietki a córka zrobiła nam zdjęcie.
- Bardzo pani dziękuję i przepraszam… – uścisnęłam jeszcze raz jej rękę.
Byłam intruzem, który zakłócił jej spokój, ale to co zrobiłam było silniejsze ode mnie. 
Przytrzymała moją dłoń i patrząc mi w oczy zapytała:
– Jak się pani nazywa?
Podałam swoje imię i nazwisko i powiedziałam skąd przyjechałam, dodając „To małe miasteczko. Jeszcze raz dziękuję i przepraszam”.

Nie spodziewałam się takiego spotkania.

A później był koncert – fortepian w akompaniamencie instrumentów smyczkowych.

Muzyka Weinberga – autora muzyki do przedstawienia „Pasażerka” wystawianego w Teatrze Wielkim – Opera Narodowa.
Jedziemy na spektakl we wtorek.

Kim jest Zofia Posmysz? – informacja na tej stronie <<<tu>>>

To był piękny wieczór

A dziś, z samego rana, obejrzałam film „Pasażerka” z 1963 r. w reżyserii Andrzeja Munka. Wysłuchałam słuchowiska o tym samym tytule, z udziałem Danuty Stenki.
Film uzupełnił słuchowisko.
A później jeszcze wywiady z panią Zofią Posmysz. Ciekawych tego wszystkiego odsyłam na moją Facebookową stronę - tam są umieszczone  wszystkie filmy i słuchowisko radiowe.

W jednym z wywiadów pani Zofia powiedziała: „Do tego, żeby przetrwać obóz pomogła mi modlitwa i wiara w to, że Bóg mnie jednak nie opuścił”.
Do młodych ma takie przesłanie: „Dla młodych ludzi: żeby się nie poddawali ideologiom. Żeby byli bardzo ostrożni wobec haseł wzywających do takiej czy innej opcji politycznej, żeby to sprawdzali, bo najpiękniejsza idea, najbardziej wzniosła, może być później wykorzystana do zbrodniczych celów”.

To przesłanie jest chyba do nas wszystkich, nie tylko do młodych.

I na koniec film:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Film, Życie

 

Wewnętrzne dziecko ☺

05 wrz

Wewnątrz nas,w naszej jaźni, mieszka sobie dziecko.

To my

I nie chodzi o powrót do dzieciństwa, ale o nasze potrzeby.

Nie jestem psychologiem, więc nie będę kalać swoimi wywodami tej dziedziny nauki.

Pisałam o tym kiedyś. We wpisach:

„Na imię mi toksyczny wstyd” – mocne i prawdziwe.

Po nitce do kłębka – od wiersza do książki. John Bradshaw.

Moje wewnętrzne dziecko – tęsknota za miłością do siebie.

A teraz znalazłam film, który obrazuje spotkanie z naszym wewnętrznym dzieckiem

 

Warto słuchać naszego wewnętrznego dziecka

Ma wiele do powiedzenia

Wiele dobrego

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Internet, Życie

 

Worcraft i nas TROJE a właściewie nastroje ;-) Początek czegoś…

12 cze

Matko przecież ja nie lubię filmów fantasy…

No, owszem film o niebieskich stworzeniach obejrzałam, ale w domu…

Owszem, podobał mi się, ale do kina… no, nie bardzo

A tu Młody wyszukał, gdzie „grają”, ja wykupiłam bilety i pojechaliśmy.

Film w 3D. Efekty no, śmiało mogłabym rzec, mogły być lepsze. Czasami obraz nie nadążał z jakością, rozmywał się, ale siedziałam i oglądałam. Fabuła bardzo podobna do trylogii Tolkiena – Władca Pierścieni – przyznam szczerze trylogii nie zmogłam. Nie obejrzałam nawet w domu, przed telewizorem. Nużyła mnie, i nie czułam klimatu… A teraz… No teraz, to czułam klimat, oj, jak czułam.

Fabuła bardzo wciągająca, pomimo obrzydliwych orków , ogromnej ilości magii i scen batalistycznych, gdzie trup ścielił się gęsto. Wiecie co, nie umiem opowiedzieć tego filmu – to po prostu trzeba zobaczyć. Trzeba poczuć tę magię, wejść w historię i odbierać ja zmysłami. Opowiadanie to nie to. A i jeszcze – świetny dubbing – film na tym bardzo zyskał a właściwie zyskali ci, co nie znają języka angielskiego.

Mnie zauroczyło coś ważniejszego – obecność naszej trójki (prawdę mówiąc to piątki, bo młody był z kolegami). Po mojej prawej stronie siedziała Maleńka, dwa miejsca dalej Młody. Pierwszy wspólny wyjazd. Kurde, poryczałam się na koniec filmu. Oni myśleli, że film mi się tak spodobał a ja wycierałam łzy szczęścia, że pomimo różnych zainteresowań, różnych charakterów, różnych spojrzeń na jakąś rzecz, jesteśmy razem i jesteśmy mega szczęśliwi. Jak mało trzeba do szczęścia?! (dobrze, że jest 500+ – dzieciaki przynajmniej skorzystają :-) )

W drodze do domu przypomniała mi się piosenka Anny Marii Jopek

„Szczęście to ta chwila co trwa, niepewna swojej urody!

Więc nie patrz w dal – bo szczęście jest tuż obok nas!”

Trochę o filmie <<<tu>>>, ale polecam zobaczyć na żywo.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Życie