RSS
 

Notki z tagiem ‘Kobieta’

Slow love – slow life… Ponad wszystko slow

18 sie

Nie, nie będzie  o sztuce uważności i o zwolnieniu tępa życia. Będzie fragment książki, który ostatnio czytam.

„Dostrzegam powab założenia bloga, po to tylko, żeby usłyszeć swój własny głos, lecz obawiam się, że z moją depresją byłby to dźwięk, gdy tylko jedna ręka klaszcze. Przerażona utratą kontaktu ze światem, zaczynam spędzać długie godziny w internecie. Jestem na bieżąco z grupą blogerów, których z wolna postrzegam jako nowych kolegów i koleżanki ( 8-O ) . Czytać ich wpisy to jakby wejść do sali konferencyjnej na kilka chwil przed rozpoczęciem obrad: każdy ma jakąś opinię na temat bieżących spraw. Ego i osobowości skrzą się i zawierają w tym dostępnym dla każdych spektaklu, który śledzę na moim ekranie. A co jest najlepsze? Nie będzie żadnych obrad! Można skasować, przejść dalej, zignorować, krzyczeć, rzucać czym popadnie, a i tak nikt cię nie zobaczy. Problem, jaki mam z moją nową społecznością blogerów jest taki, że brakuje mi skupienia, nie ma zakresu tematyczności, nie ma narracji, nie ma sensu, Nie sposób przystanąć. Wszystko jest dygresją do wszystkiego. Mój umysł zaczyna działać w poszatkowany sposób, zapalając się, ilekroć trafi na coś interesującego, i porzucając to nim zdołam się skoncentrować. Już nie myślę jasno. Stałam się blog-mózgowcem.
Nieuchronnie przemieniam się w internetowego trolla. (…)” (s. 51)

Smutek tego świata to cień jedynie,
za nim, lecz wciąż w zasięgu ręki,
radość się skrywa.
Wybierz radość.

Fra Giovanni Giocondo

Fragment pochodzi z książki „Slow love – Jak straciłam pracę, włożyłam piżamę i znalazłam szczęście” Dominique Browning, Świat Książki Warszawa 2014

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka

 

Wakacyjnych opowieści ciąg dalszy ☺

13 sie

Piękny dzień

Znajoma zaprosiła nas na swoją działkę w starorzeczu Bugu. Piękne, ciche miejsce. Domek w sosnowym lesie i własne „jeziorko”.

Siedziałyśmy na ruchomym pomoście i opalałyśmy się.

Wchodziłyśmy do wody, przejrzystej i cieplutkiej.

Przepięknie :lol:

I miałam w nosie, że już nie jestem młoda i piękna, bo jestem dojrzała i piękna. Nie, poprawka, obie jesteśmy dojrzałe i piękne i co najważniejsze, mega silne.

Ona po traumatycznych przejściach, sama wychowała dwoje dzieci i ja … Jednym słowem los nas bardzo doświadczył, ale umiemy się pięknie śmiać i cieszyć światem. I wysoko unosimy twarze do słońca :-P

Kobiety po czterdziestce. I kto powiedział, że życie zacina się po czterdziestce? No, kto?

Przepiękny dzień. Cudny. Wolny i spokojny. Pełen słońca i spokoju.

Hmmmm… Niech tak będzie, jak najczęściej!

Fotorelacja <<<tu>>>

A zdjęcia robione przez moją córkę ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wakacje nad morzem

07 sie

Wpis na temat aktywnego spędzania czasu nad morzem – spływy kajakowe

na stronie

 

anulazet.blogspot.com

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Podróże

 

Jestem w Kopalinie ☺

22 lip

Już jesteśmy w nadmorskim Kopalinie.

Droga prawie dobra. Utknęliśmy tylko w Redzie. Samochody w korku poruszały się z szybkością zmarzniętego żółwia. Przez tę mieścinkę przejeżdżaliśmy godzinę.
Droga trwała prawie 11 godzin, z dwoma dużymi przystankami.

A w Kopalinie wspaniała, słoneczna pogoda.

Poszłyśmy na plażę a tam oprócz słońca porywisty, zimny wiatr. Sypie piaskiem, że hej.

Ale jest pięknie.

DSC_0005

I jezioro blisko Kopalińskie, ukryte wśród lasów, niedaleko morza.

DSC_0009

Od tego roku turyści mogą przejechać samochodem po uliczce ułożonej z kostkowych „kocich łbów” w pasie leśnym, niedaleko linii brzegowej, a później przez malowniczy las, obok jeziora Kopalińskiego, od Lubiatowa do Kopalina i z powrotem. Obok uliczki jest utwardzona ścieżka dla rowerów i pieszych. „Okrąg” liczy około 10 km. Do plaży można podjechać prawie bezpośrednio samochodem, albo rowerem wprost na plażę.

I to niestety ostatni wpis na tym blogu. Z powodu zdjęć nie ma już miejsca na kolejne wpisy   :-o .

Zapraszam na drugi blog:


http://anulazet.blogspot.com/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wpis o niczym…

20 lip

Nie wiem, co mam napisać. Szczerze. Nie wiem.

Czekamy na wyjazd nad morze.

Odliczamy dni i już niedługo będziemy w przepięknym Kopalinie.

Uwielbiam morze. Mogę godzinami siedzieć nad brzegiem i słuchać szumu fal.

Coraz mniej wpisów na blogu. Niestety nie mam żyłki pisarskiej i nie stworzę przepięknej powieści.
Opisywałam moje życie w najtrudniejszym momencie. Udało mi się przejść ten etap dzięki terapii.
Odkrywam siebie.
Odrywam skorupę, w której siedzę i widzę w środku całkiem inną osobę, niż na zewnątrz. Czasami ta osoba wzbudza we mnie ogromne zdziwienie, bo dla niej ważne są zupełnie inne priorytety, niż dla tej sprzed 4 lat. Patrzę w lustro i widzę… siebie. Nie tą inną, ale siebie. I czuje ogromny spokój.
Emocje zostawiam na czas terapii. A dzieje się na niej dużo. Czasami rozpętuje straszliwy orkan, który niszczy to, co najgorsze. Zniszczył już dużo złego. To jest najlepsza i najpewniejsza praca – praca nad sobą i daje najlepsze rezultaty dla mnie i dla moich najbliższych.

Więc odpoczywam. Mam ten komfort, że mogę.

Są w końcu wakacje.

Wstawię parę zdjęć z wyjazdu.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Samotność w sieci… Rozmowy przez e-odległość

12 lip

Ta rozmowa miała miejsce 4 lata temu.

W świecie, gdzieś pomiędzy… Pomiędzy tym, co było a między tym, co będzie. W czasie, kiedy byłam rozedrgana i nieporadna. Przerażona i niepewna. To był trudny czas. Nowy czas. Nie potrafiłam zapomnieć o tym, co było. Nie umiałam się odnaleźć w nowym a o przyszłości bałam się myśleć.

Szukałam rozmowy, ukojenia swoich lęków i nie umiałam znaleźć spokoju.

Wydaje mi się, że to było lata świetlne temu. W zupełnie innym życiu.

Rozmowa, gdzie słowa nie były wypowiadane głosem a wystukiwane na klawiaturze. Pojawiały się jako napisane wyrazy na ekranie komputera. Nawet nie pamiętam na jakiej to było stronie.

Mój rozmówca był bardzo zdziwiony, kiedy wyjawiłam mu prawdę i powiedziałam, że zapis z rozmowy pojawił się na moim blogu.

Jeżeli jeszcze go czyta, pozdrawiam go serdecznie.

 

Głęboka noc. Monitor komputera rozświetla ciemność pokoju. Klik… klik…                Połączono z nieznajomym, możesz zacząć rozmowę! – klik…

Nieznajomy: ,,!,,

Nieznajoma: Iza.

Nieznajomy: Beata.

Iza: o dziewczyna.

Nieznajomy: nie, no naprawdę chłopak, ale nie wierzę, że Ty dziewczyna.

Iza: oj! jak najbardziej dziewczyna!

Nieznajomy: wierzę :) Bartek. B  czyli prawie jak Beata.

Iza: ale prawie robi wielką różnicę.

Nieznajomy: no w tym przypadku nawet ogromną.

Iza: Bartek czemu nie śpisz?

Nieznajomy: nie mam pojęcia.

Iza: o tej godzinie trudno mieć pojęcie.

Nieznajomy: a Ty Izuniu czego nie śpisz ?

Iza: nie mogłam usnąć.

Nieznajomy: i o tak sobie usiadłaś pewnie na laptopie i chciałaś sobie poklikać – podobnie   jak ja.

Iza: nie, chciałam z kimś pogadać i przez przypadek znalazłam taką stronę.

Nieznajomy: I trafiłaś na mnie jako pierwszego ?

Iza: nie, już z kimś rozmawiałam,  ale dalej nie mogę usnąć a że z tamtą osobą fajnie się gadało więc..

Nieznajomy: to czego już z tamtą osobą nie gadasz ?

Iza: za późno było :) i poszedł spać.

Nieznajomy: taka z Ciebie rozmówczyni… dawniej na jakimś czacie potrafiłem przegadać całą noc.

Iza: a ja pierwszy raz i  jeszcze tego tak nie ogarniam.

Nieznajomy: czego ?

Iza: szybkiego pisania.

Nieznajomy: piszesz piszesz piszesz…

Iza: no i …

Nieznajomy: a tak po za tym czym się zajmujesz: :D szkoła , praca ?

Iza: o – mamy detektywa…

Nieznajomy: nie ogarniam o co chodzi?

Iza: Bartek dochodzenie robisz? pytania naprowadzające?

Nieznajomy: speszyłem się.

Iza: niepotrzebnie.

Nieznajomy: to Ty zacznij temat a ja będę pisał , bądź jak Ty nie odpowiem Ci.

Iza: no dobrze studiujesz, pracujesz?

Nieznajomy: następny zestaw pytań. Nie no incognito mamy być!

Iza: nie tak całkiem incognito, bo imiona swoje już znamy.

Nieznajomy: imiona to miło znać.To gdzie studiujesz ?

Iza: Warszawa a Ty?

Nieznajomy: południe.

Iza: byłam w lipcu na południu. Piękne okolice.

Nieznajomy: ja też kiedyś byłem w Warszawie, nawet ładna ta stolica.

Iza: okropna, szara, zatłoczona, brudna.

Nieznajomy: ale Kraków najlepszy!

Iza: Kraków piękny a te białe dorożki – zaczarowane…

Nieznajomy: ooo , ale urodzona w Warszawie ?

Iza: oj znów te pytania!

Nieznajomy: pogadałbym na prawdę ale…

Iza: to gadaj. Potrzebuje rozmowy jak pustynia wody.

Nieznajomy: to kobieto zaciekaw mnie. Jestem ciekawym rozmówcą, ale nie lubię tylko ja pisać.

Iza: a czy ja jestem Szeherezada?

Nieznajomy: a co to ? wujka google spytać ?

Iza: zapytaj.

Nieznajomy: Szeherezada – postać najprawdopodobniej fikcyjna, główna bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy.

Iza: brawo! To niech ta noc będzie jedna z tysiąca.

Nieznajomy: stawiam, że nie jesteś z Warszawy normalnie tylko tam studiujesz ! Mądra kobieta bo cytuje, w akademiku byś nie klikała , mieszkasz pewnie na stancji.

Iza: …. Mam taki wisielczy humor.

Nieznajomy: czemu?

Iza: nie mogę spać, bo tysiące problemów…

Nieznajomy: jakie?

Iza: głowa ich nie może pomieścić.

Nieznajomy: życie to nie bajka. No ja też mam problemy , jestem na zakręcie.

Iza: zaskoczenie a ja nie wiem jak ten zakręt pokonać.

Nieznajomy: to opowiedz o tym… przyjaciel Bartek , haha.

Iza: przyjaciel Iza.

Nieznajomy: Iza co się stało ?

Iza: Bartuś dodaj, tak jak psycholog: Czy chcesz o tym porozmawiać? Chcę, ale … nie wiem czy rozwiążesz moje problemy.

Nieznajomy: każdy jest kowalem swojego losu.

Iza: tak się mówi, tylko czasami nie możemy utrzymać w rękach młota, aby wykuwać nasze szczęście.

Nieznajomy: … smutna jesteś.

Iza: wszystko mi się usunęło spod nóg  i nie wiem czy dam radę to ogarnąć.

Nieznajomy: cytuje: :):) Twoja siła w Twojej głowie.

Iza: to wiem, tylko jak to ogarnąć.

Nieznajomy: nie no psycha najważniejsza, moim zdaniem nie wygląd itp . tylko charakter + głowa.

Iza: czasami lepiej się rozmawia z osobami, których nie znamy.

Nieznajomy: wiesz co ja traktuję, życie jak zabawę… a przynajmniej do czasu… na pewno…

Iza: do czasu?

Nieznajomy: do czasu opamiętania się, zmiany trybu życia, z powodu jakiś wydarzeń.

Iza: wszystko to u mnie już było…

Nieznajomy: „Człowiek…. jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera,tak na prawdę nie żyjąc.” – Dalajlama

Iza: pięknie!

Nieznajomy: i tak wszyscy umrzemy , jak to kumpel gada.

Iza: na pewno, tylko trzeba najpierw pożyć.

Nieznajomy: straciłaś chłopaka?

Iza: straciłam… męża.

Nieznajomy: coś więcej ? Stracić = umarł , odszedł, rozwód …?

Iza: to skomplikowane. Umarł a właściwie zginął.

Nieznajomy:taa na pewno.

Iza: na pewno.

Nieznajomy: jak zginął ?

Iza: wypadek. Cało wyszłam tylko ja.

Nieznajomy: jaki?

Iza: samochodowy i widzisz miało być na całe życie a tu niespodzianka.

Nieznajomy: to ile byliście po ślubie ?

Iza: krótko, dlatego tak trudno i dlatego nie śpię i szukam rozmówcy.

Nieznajomy:ale po co w ogóle ślub ? Ja jestem ateistą więc dla mnie to głupota. Dobrze, że życie wyzbyło mnie uczyć. Po co od razu ołtarze itp. w ogóle Boga nie ma.

Iza: bo się kocha tak mocno, że te ołtarze potrzebne a Bóg jest. Biedny jesteś z ta swoja filozofią.

Nieznajomy: nie,nie jestem biedny, ja wierzę w siebie a Ty wierzysz w to, że „Bóg” zabrał Ci męża, bo miał powód ?

Iza: nie.

Nieznajomy: dalej wierzysz ?

Iza:Wierzę.  Bóg nie miał z tym nic wspólnego ja siedziałam za kierownicą. Droga była śliska z naprzeciwka samochód i…

Nieznajomy:to jeszcze się nie pozbierałaś. Wiesz co nie wiem, czy wierzyć.

Iza: nie musisz.

Nieznajomy: i nie będę.

Iza: i tak lepiej – dla ciebie.

Nieznajomy: lipa , nie klei się.

Iza: bo Ty tak to widzisz, Bartuś.

Nieznajomy: eee tam , i na kij było to wszystko ? Trzeba się bawić.

Iza: potrzebne, było pięknie, przed wypadkiem…

Nieznajomy: pięknie może być i bez drugiej osoby.

Iza: jest do czego wracać myślami i za kim tęsknić.

Nieznajomy: ale każdy jest inny.

Iza: to prawda.

Nieznajomy: ale oczywiście, moje życie to ogrom przygód itp.

Iza: brakuje mi go.

Nieznajomy: ale to tylko od Twojej psychy zależy czy sobie poradzisz.

Iza: próbuje.

Nieznajomy: nic powodzenia. Ja uciekam.

Iza: hej…

Nieznajomy: szczerze, nie dla mnie rozmowa.

Iza: wiedziałam,  ale miło było.

Nieznajomy: ale nie dlatego, że coś tam. Nie wierzę po prostu.

Iza: i dobrze – za dużo do udźwignięcia.

Nieznajomy: kurde gadasz jak kobieta, ale nie wierzę w historię.

Iza: a ty jak facet.

Nieznajomy: kurde nie wiem co o tym myśleć. Dałaś mi rozkmine na noc.

Iza: Hej! Bartek!

Nieznajomy: co? Sprawdzam Cię.

Iza: mówię dobranoc.

Nieznajomy: a szkoda…

Iza: czego szkoda? …

Nieznajomy: …

Klik, klik. Ekran zgasł…

Głęboka noc. Monitor komputera rozświetla ciemność pokoju. Klik… klik…                Połączono z nieznajomym, możesz zacząć rozmowę! – klik…

Nieznajomy: ,,!,,

Nieznajoma: Iza.

Nieznajomy: Beata.

Iza: o dziewczyna.

Nieznajomy: nie, no naprawdę chłopak, ale nie wierzę, że Ty dziewczyna.

Iza: oj! jak najbardziej dziewczyna!

Nieznajomy: wierzę :) Bartek. B  czyli prawie jak Beata.

Iza: ale prawie robi wielką różnicę.

Nieznajomy: no w tym przypadku nawet ogromną.

Iza: Bartek czemu nie śpisz?

Nieznajomy: nie mam pojęcia.

Iza: o tej godzinie trudno mieć pojęcie.

Nieznajomy: a Ty Izuniu czego nie śpisz ?

Iza: nie mogłam usnąć.

Nieznajomy: i o tak sobie usiadłaś pewnie na laptopie i chciałaś sobie poklikać – podobnie   jak ja.

Iza: nie, chciałam z kimś pogadać i przez przypadek znalazłam taką stronę.

Nieznajomy: I trafiłaś na mnie jako pierwszego ?

Iza: nie, już z kimś rozmawiałam,  ale dalej nie mogę usnąć a że z tamtą osobą fajnie się gadało więc..

Nieznajomy: to czego już z tamtą osobą nie gadasz ?

Iza: za późno było :) i poszedł spać.

Nieznajomy: taka z Ciebie rozmówczyni… dawniej na jakimś czacie potrafiłem przegadać całą noc.

Iza: a ja pierwszy raz i  jeszcze tego tak nie ogarniam.

Nieznajomy: czego ?

Iza: szybkiego pisania.

Nieznajomy: piszesz piszesz piszesz…

Iza: no i …

Nieznajomy: a tak po za tym czym się zajmujesz: :D szkoła , praca ?

Iza: o – mamy detektywa…

Nieznajomy: nie ogarniam o co chodzi?

Iza: Bartek dochodzenie robisz? pytania naprowadzające?

Nieznajomy: speszyłem się.

Iza: niepotrzebnie.

Nieznajomy: to Ty zacznij temat a ja będę pisał , bądź jak Ty nie odpowiem Ci.

Iza: no dobrze studiujesz, pracujesz?

Nieznajomy: następny zestaw pytań. Nie no incognito mamy być!

Iza: nie tak całkiem incognito, bo imiona swoje już znamy.

Nieznajomy: imiona to miło znać.To gdzie studiujesz ?

Iza: Warszawa a Ty?

Nieznajomy: południe.

Iza: byłam w lipcu na południu. Piękne okolice.

Nieznajomy: ja też kiedyś byłem w Warszawie, nawet ładna ta stolica.

Iza: okropna, szara, zatłoczona, brudna.

Nieznajomy: ale Kraków najlepszy!

Iza: Kraków piękny a te białe dorożki – zaczarowane…

Nieznajomy: ooo , ale urodzona w Warszawie ?

Iza: oj znów te pytania!

Nieznajomy: pogadałbym na prawdę ale…

Iza: to gadaj. Potrzebuje rozmowy jak pustynia wody.

Nieznajomy: to kobieto zaciekaw mnie. Jestem ciekawym rozmówcą, ale nie lubię tylko ja pisać.

Iza: a czy ja jestem Szeherezada?

Nieznajomy: a co to ? wujka google spytać ?

Iza: zapytaj.

Nieznajomy: Szeherezada – postać najprawdopodobniej fikcyjna, główna bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy.

Iza: brawo! To niech ta noc będzie jedna z tysiąca.

Nieznajomy: stawiam, że nie jesteś z Warszawy normalnie tylko tam studiujesz ! Mądra kobieta bo cytuje, w akademiku byś nie klikała , mieszkasz pewnie na stancji.

Iza: …. Mam taki wisielczy humor.

Nieznajomy: czemu?

Iza: nie mogę spać, bo tysiące problemów…

Nieznajomy: jakie?

Iza: głowa ich nie może pomieścić.

Nieznajomy: życie to nie bajka. No ja też mam problemy , jestem na zakręcie.

Iza: zaskoczenie a ja nie wiem jak ten zakręt pokonać.

Nieznajomy: to opowiedz o tym… przyjaciel Bartek , haha.

Iza: przyjaciel Iza.

Nieznajomy: Iza co się stało ?

Iza: Bartuś dodaj, tak jak psycholog: Czy chcesz o tym porozmawiać? Chcę, ale … nie wiem czy rozwiążesz moje problemy.

Nieznajomy: każdy jest kowalem swojego losu.

Iza: tak się mówi, tylko czasami nie możemy utrzymać w rękach młota, aby wykuwać nasze szczęście.

Nieznajomy: … smutna jesteś.

Iza: wszystko mi się usunęło spod nóg  i nie wiem czy dam radę to ogarnąć.

Nieznajomy: cytuje: :):) Twoja siła w Twojej głowie.

Iza: to wiem, tylko jak to ogarnąć.

Nieznajomy: nie no psycha najważniejsza, moim zdaniem nie wygląd itp . tylko charakter + głowa.

Iza: czasami lepiej się rozmawia z osobami, których nie znamy.

Nieznajomy: wiesz co ja traktuję, życie jak zabawę… a przynajmniej do czasu… na pewno…

Iza: do czasu?

Nieznajomy: do czasu opamiętania się, zmiany trybu życia, z powodu jakiś wydarzeń.

Iza: wszystko to u mnie już było…

Nieznajomy: „Człowiek…. jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera,tak na prawdę nie żyjąc.” – Dalajlama

Iza: pięknie!

Nieznajomy: i tak wszyscy umrzemy , jak to kumpel gada.

Iza: na pewno, tylko trzeba najpierw pożyć.

Nieznajomy: straciłaś chłopaka?

Iza: straciłam… męża.

Nieznajomy: coś więcej ? Stracić = umarł , odszedł, rozwód …?

Iza: to skomplikowane. Umarł a właściwie zginął.

Nieznajomy:taa na pewno.

Iza: na pewno.

Nieznajomy: jak zginął ?

Iza: wypadek. Cało wyszłam tylko ja.

Nieznajomy: jaki?

Iza: samochodowy i widzisz miało być na całe życie a tu niespodzianka.

Nieznajomy: to ile byliście po ślubie ?

Iza: krótko, dlatego tak trudno i dlatego nie śpię i szukam rozmówcy.

Nieznajomy:ale po co w ogóle ślub ? Ja jestem ateistą więc dla mnie to głupota. Dobrze, że życie wyzbyło mnie uczyć. Po co od razu ołtarze itp. w ogóle Boga nie ma.

Iza: bo się kocha tak mocno, że te ołtarze potrzebne a Bóg jest. Biedny jesteś z ta swoja filozofią.

Nieznajomy: nie,nie jestem biedny, ja wierzę w siebie a Ty wierzysz w to, że „Bóg” zabrał Ci męża, bo miał powód ?

Iza: nie.

Nieznajomy: dalej wierzysz ?

Iza:Wierzę.  Bóg nie miał z tym nic wspólnego ja siedziałam za kierownicą. Droga była śliska z naprzeciwka samochód i…

Nieznajomy:to jeszcze się nie pozbierałaś. Wiesz co nie wiem, czy wierzyć.

Iza: nie musisz.

Nieznajomy: i nie będę.

Iza: i tak lepiej – dla ciebie.

Nieznajomy: lipa , nie klei się.

Iza: bo Ty tak to widzisz, Bartuś.

Nieznajomy: eee tam , i na kij było to wszystko ? Trzeba się bawić.

Iza: potrzebne, było pięknie, przed wypadkiem…

Nieznajomy: pięknie może być i bez drugiej osoby.

Iza: jest do czego wracać myślami i za kim tęsknić.

Nieznajomy: ale każdy jest inny.

Iza: to prawda.

Nieznajomy: ale oczywiście, moje życie to ogrom przygód itp.

Iza: brakuje mi go.

Nieznajomy: ale to tylko od Twojej psychy zależy czy sobie poradzisz.

Iza: próbuje.

Nieznajomy: nic powodzenia. Ja uciekam.

Iza: hej…

Nieznajomy: szczerze, nie dla mnie rozmowa.

Iza: wiedziałam,  ale miło było.

Nieznajomy: ale nie dlatego, że coś tam. Nie wierzę po prostu.

Iza: i dobrze – za dużo do udźwignięcia.

Nieznajomy: kurde gadasz jak kobieta, ale nie wierzę w historię.

Iza: a ty jak facet.

Nieznajomy: kurde nie wiem co o tym myśleć. Dałaś mi rozkmine na noc.

Iza: Hej! Bartek!

Nieznajomy: co? Sprawdzam Cię.

Iza: mówię dobranoc.

Nieznajomy: a szkoda…

Iza: czego szkoda? …

Nieznajomy: …

Klik, klik. Ekran zgasł…

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

O miłości bez znieczulenia, a może bardziej o samotności

09 lip

Nie mogłam się powstrzymać i skopiowałam… mądry artykuł. Inne mądre teksty na stronie www.deon.pl

O miłości bez znieczulenia

Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może się opierać na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom.

Katarzyna Kolska: Dlaczego niektórzy ludzie są sami, chociaż bardzo tego nie chcą?

Ks. Mirosław Maliński: To efekt długotrwałego procesu wychowania antyrodzinnego. Więzi międzyludzkie nie jawią się nam jako coś najważniejszego. Rodzice nie są zainteresowani tym, jakich przyjaciół ma ich syn czy córka, jak im się układa z rówieśnikami w szkole czy w domu z rodzeństwem.  Dziecko od najmłodszych lat ciągle słyszy, że ma się uczyć. Jest jakaś ślepa wiara w to, że dobre wykształcenie oznacza dobrą pracę. A dobra praca gwarantuje dobre zarobki. I jeśli już ktoś będzie miał pieniądze, to nie będzie miał żadnych problemów. Kiedy nastoletni syn mówi rodzicom, że ma dziewczynę, a córka, że ma chłopaka, to rodzice niejednokrotnie zamiast się ucieszyć, mówią: Nie zajmuj się głupotami! Masz się uczyć!

No bo myślą, że na dziewczynę i chłopaka przyjdzie jeszcze czas.

A ja się pytam, kiedy ten czas ma przyjść, jeśli nie wtedy? Dlaczego rodzic nie usiądzie ze swoim dzieckiem i nie powie: Opowiedz mi o niej, o nim. Kim on, ona jest? Co czujesz?
Obecnie towarzyszę kilku małżeństwom, które się rozpadają. Schemat jest podobny. Dziewczyny są lekarkami, walczą o specjalizacje. Ich mężowie to przystojni, wykształceni, dobrze zarabiający mężczyźni, zajmujący się domem i dziećmi. Zawożą dzieci do przedszkola czy szkoły, sprzątają, gotują, piorą, prasują. A dziewczyny mówią, że one potrzebują czegoś więcej. Że ci mężczyźni są mało atrakcyjni, że nie są dla nich wyzwaniem.
W ewangelii czytamy: tam skarb twój, gdzie serce twoje.

I dla nich skarbem stała się kariera?

Tak. One mówią wprost: ja nie poświęcę się rodzinie, nie zmarnuję tych wszystkich lat nauki, tego wysiłku. Ja chcę się rozwijać.

Świat trochę zaprzecza temu, co ksiądz mówi. Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe, które powstają jak grzyby po deszczu. Młodzi ludzie siedzą na Facebookach, Gadu-gadu, trudno im oderwać się od komputera czy telefonu komórkowego. Chcą być ciągle w kontakcie, ciągle na bieżąco.

 

Ale dlaczego wirtualnie? Bo brakuje im tych kontaktów. To pokazuje, jak bardzo niezaspokojona jest potrzeba więzi i jak trudno ją zaspokoić w realu. Wszelkie badania socjologiczne wykazują, że dla 60-80 proc. ludzi najważniejszą wartością w życiu jest rodzina. Tylko co z tego, skoro myśmy się nie nauczyli spotykać ze sobą. Rodzice nie rozmawiają z małymi dziećmi o tym, jak ważne jest budowanie więzi z drugim człowiekiem, jak ważna jest w życiu przyjaźń, jak ją kształtować, jak przejść przez kryzys przyjaźni. Żyjemy w rodzinach, które są klaustrofobiczne. Nie ma w nich miejsca na babcię czy dziadka.

Trochę o to walczyliśmy – żeby młode małżeństwa mogły funkcjonować samodzielnie, bez teściowej, bez teścia, na własny rachunek.

Ja wychowałem się w domu, w którym była babcia, niezwykle mądra i dobra kobieta. Ile ja się rzeczy od niej dowiedziałem, ile ona ze mną rozmawiała! A my się dziś bronimy przed mądrością starych ludzi, rodziny wielopokoleniowe umarły. Babcia jest w domu takim wentylem bezpieczeństwa – dziecko pokłóci się z rodzicami i jest trzecia osoba, która wysłucha i pomoże zrozumieć tę sytuację. Ten dom trzeba w ogóle wyczarować, stworzyć. Usiąść razem przy stole, zjeść wspólnie posiłek, znaleźć czas na zwyczajną, swobodną rozmowę. Rzadko dajemy dzieciom okazję, by mogły powiedzieć, co czują, co myślą, czym żyją. One są przez nas nieustannie oceniane. A na dodatek jeszcze chronimy je przed bólem, cierpieniem – mamy szampony, które nie szczypią w oczy, mamy znieczulenia przed zastrzykiem…  Pozwólmy dziecku przeżyć stratę – kupmy świnkę morską, która zdechnie, pozwólmy na ból – niech ten szampon dostanie się do oczu i niech poszczypie chwilę, niech ten zastrzyk zaboli, niech to kolano się stłucze…

Żeby się dziecko zahartowało?

Żeby się dowiedziało, że ból jest nieunikniony, i oswoiło z tym, że bliski związek z drugim człowiekiem może rodzić cierpienie.

Miłość raczej nie kojarzy nam się z bólem.

Bo idealizujemy. Bo miłość źle pojmujemy.

Częściej ksiądz spotyka samotne, nieszczęśliwe dziewczyny, czy samotnych chłopaków?

Zdecydowanie samotne dziewczyny. Jest w nich ogromna potrzeba bycia blisko kogoś, spełnienia się w macierzyństwie. Są pod presją.

Zegar biologiczny im tyka…

To pewnie też. Do tego dochodzi jeszcze potrzeba sklejenia się z chłopakiem, ogromnej bliskości, takiej, żeby on stał się drugim ja. Żeby ciągle był z nią i przy niej. Żeby nie jeździł na rolkach, nie spotykał się z kolegami, nie miał swoich znajomych. Tylko ją. W takim sklejeniu, w nieustannej bliskości nie jesteśmy w stanie dobrze się sobie przyjrzeć. Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans – ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem. A jeśli uczą, to pod kątem pracy w korporacji, bo tam te umiejętności się przydadzą.

No i trzydziestka na karku, on samotny, ona samotna. On nieszczęśliwy, ona nieszczęśliwa. Przychodzą do księdza i?

Nie wiem, co im powiedzieć. Sam patrzę i się dziwię. Codziennie w naszym duszpasterstwie jemy razem obiad. Przy stole siedzi 30 osób, w tym trzy samotne dziewczyny i czterech samotnych facetów. Każde z nich bardzo pragnie być z kimś. I nic.

Nic nie iskrzy?

No nie iskrzy.

Ksiądz nie może im jakoś pomóc?

A co mam zrobić? Dać im jakąś katolicką viagrę? Próbuję z nimi rozmawiać, zrozumieć, w czym tkwi problem. Oni się boją nieprzewidywalności sytuacji, a wejście w życie rodzinne to ryzyko. Do tego wszystkiego świat im jeszcze podpowiada: najpierw dobra praca, samochód, mieszkanie, dopiero potem małżeństwo. A taka droga jest powodem ogromnych problemów małżeńskich. On ma swoje mieszkanie, ona swoje, on ma swój samochód, ona swój, a każde z nich mnóstwo przyzwyczajeń i nawyków. I jak to nagle razem skleić? Oni nie będą mieli naturalnie wypracowanej wspólnoty dóbr, nie przejdą razem przez trud zdobywania czegoś, walczenia o coś. Ci, którzy mają 22, 23 lata, mieszkają w akademiku albo na stancji – jak ich ta wspólna walka łączy. Razem zawalczyć o życie, dojść do czegoś od zera, to jest coś! Obawiam się, że błędem rodziców jest zabranianie wczesnego małżeństwa.

A może te późne małżeństwa to efekt tego, co młodzi ludzie widzą dookoła siebie: to małżeństwo się rozpadło, tamto się rozpadło, ci są w poważnym kryzysie, ci się zdradzają. Więc myślą sobie: ja tak nie chcę.

To prawda, ludzie bardzo się boją o swoje małżeństwo, ale za tym stoi też katecheza głoszona przez świat, że do małżeństwa trzeba być tak dojrzałym i tak odpowiedzialnym, że właściwie nigdy się nie można ożenić. A przecież dojrzałym i odpowiedzialnym człowiek staje się w boju. Założenie rodziny to czyste szaleństwo. Powiedzenie drugiemu człowiekowi: będę z tobą do końca życia, to jakieś wariactwo. Bez tej nuty szaleństwa, bez zakochania, bez różowych okularów nie da się tego zrobić. Posiadanie dzieci to też ogromne ryzyko – jakie będą, czy zdrowe, czy grzeczne, czy w ogóle się urodzą? No i ci młodzi ludzie boją się ryzyka – nie chcą problemów, nie chcą cierpienia, nie chcą tej niepewności. Nie są oswojeni z bólem, z szamponem, który szczypie w oczy. Potrafią zarządzać wielkim korporacjami czy przedsiębiorstwami, zajmują ważne stanowiska, kierują dużymi zespołami ludzi, gdyż znają sposoby eliminowania ryzyka, a nie mają odwagi zadecydować o własnym życiu. Bo się boją, że ich to przerośnie, że nie dadzą rady, że będą cierpieć.

Ale przyjdzie taki moment, że powroty do pustego mieszkania zaczną przeszkadzać. Nikt w tym domu nie czeka, nie ma z kim zamienić kilku zdań, nie ma z kim podzielić się radościami, życie w pojedynkę coraz bardziej zaczyna doskwierać. A przyjaciele już mają swoje rodziny.

To jest trochę egoistyczne myślenie: mnie kogoś brakuje, na mnie nikt nie czeka, ja nie mam z kim porozmawiać. To chyba za mało, by założyć rodzinę. Nie można drugiego człowieka wykorzystywać jako plaster na swoją ranę. Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może opierać się na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom, w którym pojawią się dzieci, w którym wspólnie będziemy żyli. Jeśli marzę tylko o sobie, to znaczy, że jestem zaplątany w swoim egoizmie. I może właśnie tu tkwi przyczyna samotności. Słyszymy nieustannie od domorosłych psychologów: jesteś najważniejszy, pomyśl o sobie, zadbaj o siebie. To jest oszustwo, w które każą nam wierzyć. Tymczasem nasze życie ma sens wtedy, jeśli żyjemy dla kogoś.

I pewnie stąd taką popularnością cieszą się portale matrymonialne. Ludzie nie chcą być samotni…

Nigdy tam nie zaglądałem. Ale spośród uczestników ostatniego kursu przedmałżeńskiego, który prowadziłem, ponad połowa poznała się przez internet. Nie widzę w tym nic dziwnego. Dla młodych świat wirtualny jest przestrzenią tak oczywistą, że im już nawet nie przyjdzie do głowy, że można sprawdzić coś w książce.

I potrafiłby ksiądz samotnej, nieszczęśliwej dziewczynie powiedzieć: załóż sobie profil na jakimś portalu w internecie?

Jeśli ona przychodzi do mnie, to z pewnością już dawno taki profil w internecie sobie zrobiła. Ogłoszenia czy biura matrymonialne istnieją od najdawniejszych czasów, kiedyś taką rolę pełniły swatki. I to wcale nie było takie głupie – trzecia osoba widzi nas inaczej.

Czy nasza wiara może nam podpowiadać, że samotność to plan Boży względem tego konkretnego człowieka? Czy Pan Bóg może w ogóle chcieć, żeby ktoś był samotny?

Chrystus mówi o trzech grupach ludzi niezdolnych do małżeństwa: jedni – bo tacy się urodzili, drudzy – bo ludzie ich takimi uczynili, trzeci – ze względu na królestwo Boże. Jeśli chodzi o dwie pierwsze grupy, to najczęściej myślimy o osobach homoseksualnych, a tymczasem niezdolni do małżeństwa są także ludzie wychowani na egoistów, egocentryków lub skrajnie niezaradni. Często są to niezdolności, które pod wpływem pracy nad sobą, nad własnym charakterem mogą ustąpić.

A co z tymi, którzy są niezdolni do małżeństwa ze względu na królestwo Boże?

Myślę, że Jezusowi nie chodzi tylko o formalnych celibatariuszy w Kościele, że ta przestrzeń jest szersza i nie do końca zagospo darowana. Spotykam czasami osoby, które, jak mniemam, są powołane do życia samotnego. Znam taką kobietę. Jest nauczycielką. Bardzo się spełnia, żyjąc świadomie samotnie. Ten rodzaj samotności musi być jednak „dla”, musi być nakierowany na dobro innych ludzi. Chodzi tu o samotność ze względu na królestwo Boże, czyli dla wyższej idei. Jest to rodzaj powołania, a nie sposób oswojenia niechcianej i nieakceptowanej samotności.

W niechcianej samotności trzeba się jeszcze uporać z tym, że skoro nikt mnie nie chce, to pewnie coś ze mną jest nie tak, mam jakiś brak.

To „nikt mnie nie chce” wynika z bardzo różnych powodów. Owszem, zdarzają się jakieś braki, kompleksy, niezałatwione problemy z przeszłości, które wymagałyby nawet terapii. Ale bardzo często to „nikt mnie nie chce” oznacza raczej „ja nikogo nie chcę”. Nikt nie jest wystarczająco dobry dla mnie. Ludzie stawiają sobie bardzo wysokie wymagania. I drugi człowiek to czuje.

Wśród tych samotnych są kobiety ładne, zadbane, wykształcone, inteligentne. I trudno zrozumieć, dlaczego one są same, dlaczego nie udało im się założyć rodziny, dlaczego nikt się nimi nie zainteresował?

Bo te kobiety, o których pani mówi, są często tak zaradne, tak samowystarczalne, tak samodzielne, że mężczyzna czuje się przy nich niepotrzebny. On chciałby się kobietą zaopiekować, dać jej poczucie bezpieczeństwa, obronić ją. A skoro ona jest taka doskonała, to co on jej może zaoferować? Mężczyzna myśli sobie, patrząc na taką doskonałą kobietę: żeby ona miała chociaż jakąś słabość, jakiś maleńki brak, żeby czegoś potrzebowała, ale ona jest silniejsza ode mnie.

Niektóre kobiety zostały tak wychowane: masz być samodzielna, niezależna, samowystarczalna, masz liczyć tylko na siebie.

To niejednokrotnie owoc wychowania przez samotne matki, które – ze względu na to, że im się w życiu nie powiodło, mówią swoim córkom: na mężczyźnie nie możesz polegać. Musisz liczyć tylko na siebie.

Co zrobić, żeby tę samotność sensownie przeżyć, żeby nadać jej sens?

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu chcę się poświęcić? Nie po to, żeby samemu poczuć się lepiej, ale żeby ktoś ze mną poczuł się lepiej.
Wystarczy zacząć od rzeczy najprostszych: od bezinteresownych spotkań, odwiedzenia człowieka, który mieszka obok. Zawsze na to uczulam naszych studentów, żeby poszli i przedstawili się swoim sąsiadom, zostawili swój numer telefonu. Nie po to, żeby im się dobrze mieszkało, ale żeby innym dobrze mieszkało się z nimi. Trzeba w sobie zrobić taki przewrót kopernikański, jeśli cały układ gwiezdny będzie krążył wokół mnie, czeka mnie zła, smutna samotność. Jeśli ja zacznę krążyć wokół drugiego człowieka, jeśli uznam, że życie drugiego człowieka jest równie ważne, a nawet ważniejsze od mojego, to wtedy otwiera się przestrzeń spotkania.

Jednak kiedy się doświadcza niechcianej samotności, takiej niewysłuchanej latami modlitwy, to w końcu można się obrazić na świat, na ludzi, na Pana Boga.

Pewnie, że można się obrazić i skupić się wyłącznie na tym, jak bardzo jesteśmy nieszczęśliwi, jak nam źle, jak jesteśmy beznadziejni. Ale to nie jest sposób na rozwiązanie naszych problemów.
Powtarzającym się refrenem naszych modlitw są słowa: „Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Panie”. Mamy w sobie intuicję, że Bóg nas słucha, że jesteśmy ludźmi wysłuchanymi przez Boga. Skoro Bóg mnie słucha, to kim ja jestem, że On chce mnie słuchać? Jaką ja mam wartość w sobie? Jeśli mamy stary rozklekotany rower, to nawet go nie będziemy przypinać na ulicy – kto go ukradnie, skoro on nie ma żadnej wartości? Ale jeśli posiadamy wypasiony, porządny rower, to nie dosyć, że go przypniemy grubym łańcuchem do słupa, to jeszcze co chwilę będziemy nerwowo sprawdzali, czy on tam stoi. Każdemu z nas Bóg dał prywatną ochronę w postaci Anioła Stróża. Jaką ja mam wartość, że dla Boga jestem tak cenny? Życie z drugim człowiekiem może mi pomóc w odkryciu tej tajemnicy, ale czasami drogą do jej odkrycia jest samotność.

Mirosław Maliński - ur. 1965, diecezjalny duszpasterz akademicki i rektor kościoła pw. św. Macieja we Wrocławiu, od kilkunastu lat prowadzi tam duszpasterstwo akademickie „Maciejówka”, przed wstąpieniem do seminarium ukończył geodezję na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, przez cztery lata przebywał we wspólnocie ekumenicznej w Taizé, jest założycielem i redaktorem naczelnym portalu 2ryby.pl oraz autorem książek Jonasz, Oswojone, Widokówki.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Internet

 

Wakacyjne porządki

04 lip

Robię porządki … na blogu

Mam też nowy adres bloga na którym mam możliwość wstawiania większej ilości zdjęć. Na razie wstawiam tam wspomnienia z minionych lat. Z wyjazdów w góry.

Warto wyjeżdżać, zmieniać miejsce, choćby tylko na parę dni. Odwiedzać nowe miejsca, zachwycać się nowymi widokami i chłonąć je całą sobą. Dopóki nie wyjeżdżałam, taka czynność wydawała mi się niepotrzebnym wariactwem, a teraz specjalnie odkładam pieniądze od września, żeby jechać gdzieś na wakacje.

Nowy adres bloga jest bardzo podobny do starego:

 


http://anulazet.blogspot.com

 

Zapraszam!

 

Ostatnio wstawiam mniej osobistych wpisów.
Dlaczego? Stałam się „jakaś inna” 8-O Nie.
Dalej wkurzają mnie takie same rzeczy, co kiedyś, tylko nie pozwalam, aby złość gościła zbyt długo. Dalej zadziwiają mnie „przyjaciele”, których tak naprawdę powinnam nazwać „znajomymi” i nie przywiązywać się do relacji, jaka rodziła się między nami i później szybko ginęła. 

Stałam się bardziej samodzielna i bardziej świadoma.

Terapia wciąż trwa…

Nareszcie zdecydowałam się uporządkować sprawy formalne związane z małżeństwem.
Kiedy na terapii powiedziałam, że powinnam zrobić porządek zaraz po ucieczce a nie czekać do teraz, usłyszałam, że postąpiłam bardzo dojrzale. Tak, wtedy byłam kłębkiem nerwów a teraz mam siłę stawać na kolejnych rozprawach i bronić siebie. I przyznam szczerze, ta kobieta, którą się stałam, bardzo mi się podoba.

Jestem samodzielna, niezależna i patrzę na świat realnie. Nareszcie jestem podporą dla moich dzieci i jestem dumna z siebie samej!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Krucha jak lód” – czy pieniądze dają szczęście?

22 cze

Chciałam napisać o kolejnej książce Jodi Picoult „Krucha jak lód”.

Książka warta przeczytania.

Picoult ma szablon, według którego pisze. Powtarza go w większości swoich książek. Wiem, bo przeczytałam już 10 jej książek i 8 było zgodnych z tym właśnie szablonem. Najpierw przedstawia głównych bohaterów. Nie jest to zwykłe przedstawienie. Wcielamy się w kolejnych bohaterów. Poznajemy ich myśli, charter, sposoby postępowania, temperament. Później poznajemy główny problem i zaczyna się właściwa akcja, która prowadzi nas na salę sądową i tam ma się rozegrać sytuacja związana z rozwiązaniem dylematu moralnego – wyborem dobra lub zła, albo napiętnowaniem zła i… na koniec powieści mamy niespodziankę. Wpada niespodziewany „granat” i książka kończy się zupełnie inaczej niż byśmy się spodziewali.
Z ta książką było tak samo. Kiedy cieszyłam się z pozytywnego zakończenia, nagle wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do szoku i płaczu. I zapytałam „I gdzie ta sprawiedliwość??”

„Krucha jak lód” to opowieść o dziewczynce chorej na wrodzoną łamliwość kości – ang. osteogenesis imperfecta, OI, ale też o jej matce, która postanawia pozwać swoją najlepszą przyjaciółkę, lekarza położnika, o  „złe urodzenie” swojej córeczki.
Termin „złe urodzenie” oznacza błąd w sztuce lekarskiej lekarza położnika, który podczas badań prenatalnych nie rozpoznał wady płodu i nie poformował o tym rodziców, w związku z czym urodziło się upośledzone dziecko. Gdyby matka wiedziała odpowiednio wcześnie o chorobie dziecka, mogłaby dokonać aborcji.

Cała książka składa się z takich właśnie dywagacji. Co by było gdyby… Gdyby matka miała wybór: urodzić czy nie; czy można poświęcić wspaniałą przyjaźń dla pieniędzy; czy matką jest kobieta, która urodziła, czy ta, która wychowała; czy kobieta, która została zgwałcona w wieku 16 lat może oddać swoje dziecko do adopcji i może nie chcieć mieć z nim nic wspólnego i nawet, kiedy to dziecko odnajduje ją po latach, aby się z nią skonfrontować, też ma parowo odmówić jakiegokolwiek kontaktu; czy można jednocześnie kochać swoją córkę i wytaczać proces o złe urodzenie, informując tym wszystkich, że najlepiej gdyby ona się nie urodziła?

Jest też historia nastolatki, która czuje się niewidzialna i niepotrzebna w rodzinie i zapada na bulimię „wzbogaconą” epizodami samookaleczenia się.

Picoult jak zawsze nie idzie na skróty i potrafi zaskoczyć.

W niektórych momentach czułam się tak, jakbym czytała o sobie. Niechciane dziecko, tematy aborcji, rozpad przyjaźni. Poczucie odrzucenia, osamotnienia i pytania, dlaczego nikt mnie nie chce…

Mały fragment z początku książki:

„A czy dostałeś od tego życia
To ostatecznie, czego chciałeś?
Dostałem
A czego chciałeś?
Wiedzieć, że jestem kochany, czuć, że ktoś
Na tej ziemi mnie kocha”
Raymond Carver „Urywek późnego dzieła”

 

Tak, każdy chce czuć się kochany, oczekiwany, upragniony, na swoim miejscu. Takim miejscem ma być rodzina. Ma być kolebką, gniazdem, oazą, do której możemy wrócić, jak do bezpiecznego portu. Żyjąc w świecie tworzymy też relację z obcymi ludźmi a niektóre z nich są tak mocne, że nazywamy je przyjaźnią a nawet miłością. I zdarza się, że wszystkie te relacje, nawet najlepsze mogą lec w gruzach przez wybory, jakich dokonujemy w życiu.

W życiu osiągamy wciąż jakieś cele. Czasami wybieramy środki, które nie są etyczne.Czy w takim razie cel uświęca środki i czy te środki mogą być tak ostateczne, że staną się powodem nienawiści, choroby i śmierci?

I zdanie, które podkreśliłam:
„Może rzeczywiście dopiero po ciężkim kryzysie człowiek poznaje się naprawdę; może trzeba dostać w kość, żeby zrozumieć, czego właściwie chce się od życia”

Jeżeli nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy od życia, kryzys staję się cenną wskazówką, ale ta  wskazówka okupiona bywa łzami, strachem, załamaniem i poczuciem osamotnienia a nawet ostracyzmu.

W książce matka wygrywa sprawę i dostaje milionowe odszkodowanie, tylko czy te pieniądze zapewnią jej szczęśliwe życie z chorobą córki? Co straciła przez wytoczenie sprawy a co zyskała? Odpowiedź na kartach „Kruchej jak lód”.

Warto sięgnąć po tę książkę, chociaż nie da ona ostatecznej odpowiedzi na trudne pytania. Nie da właściwie żadnych odpowiedzi a zostawi nas z goryczą niedopowiedzeń i dywagacji „co by było gdyby…”

 

 

Krew, która popłynie, gdy stal i ciało staną się jednością
Zastygnie w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach pozostanie ślad
Być może ten ostateczny czyn miał na celu
Zbicie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nigdy by nie mogło
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Żebyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy

Sting

Fragmenty tekstu pochodzą z książki Jodi Picoult „Krucha jak lód”, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2009.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

Trzy razy osiem, czyli czas na odpoczynek

16 cze

Tak. Ogromny czas! Najwyższy czas! ODPOCZYNEK! Uwielbiam to słowo :-D  Uwielbiam ten czas :-D

Od dwóch tygodni mam nareszcie wszystkie kanały w telewizji. Odkąd przenieśliśmy się do mieszkania przy parku, czasami jedynym „filmem” jaki mogłam obejrzeć był przepiękny widok z okna. Owszem antenę zamontowałam, nawet czasami było parę kanałów, ale wystarczył deszcz, albo silniejszy wiatr, o śniegu nie wspomnę i z oglądania nici. Ostatnio nawet nie chciało nam się wchodzić na dach i ustawiać „talerza”, bo i tak na drugi dzień był tylko program II telewizji polskiej. Taki myk :-(
W końcu odżałowałam parę złoty na fachowca i od prawie dwóch tygodni możemy normalnie oglądać telewizję. Hurrrra! Chociaż tak między nami telewizyjnymi jaskiniowcami, oglądać najczęściej nie ma czego. Niestety…
Najczęściej oglądam HBO, bo tam można „złapać” nowości.

Wstrząsnął mną film „Ostatnia rodzina”. Matuszyński odarł rodzinę Beksińskich z nadprzyrodzonego blichtru sławy i patrzenia na nich przez pryzmat surrealistycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego.
To podczas filmu przypomniałam sobie głos Tomasza z radiowej „trójki” i jego magnetyczne przyciąganie. Jako panienka wyobrażałam sobie inaczej faceta, który czarował głosem a tu… w filmie szare, a wręcz przytłaczające życie młodego mężczyzny, który zmaga się z nadpobudliwością i załamaniami nerwowymi, uciekając się nawet do prób samobójczych.
Wspaniała gra aktorska. Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia) i Dawid Ogrodnik (Tomasz). Nie poznałam Andrzeja Chyry w roli Piotra Dmochowskiego.
Nie mogłam się opędzić od uczucia klaustrofobicznego zamknięcia podczas oglądania. Wszystkie (prawie) sceny rozgrywają się w mieszkaniach w bloku. Ta rodzina dusi się, kłębi, wikła, wykańcza i powoli wymiera. Nie obejrzałam całego filmu od razu. Podchodziłam do niego trzy razy.  W pamięci zostało mieszkanie Beksińskich, gdzie umarły dwie starsze panie – matka Zofii i matka Zdzisława; w kuchni zmarła Zofia a w przedpokoju został zadźgany nożem Zdzisław. Oczywiście te zdarzenia były rozmieszczone w czasie. Brrr… Ciemne, zatłoczone mieszkanie naznaczone śmiercią.
Tomasz też popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu.
Beksiński przez dłuższy czas był sam. Wpuszczał ekipę sprzątającą i w taki sposób w końcu doczekał się swojej śmierci. Wpuścił młodego chłopaka, o którym myślał, że jest jedną z osób, które zajmują się sprzątaniem. Głupia, beznadziejna śmierć. Bardzo okrutna.

Zofia mówiła do męża „Zdzisek”…


Tomasz neurotyczny, nadpobudliwy, wybuchający niepohamowanym gniewem, potrafiący rozwalić kuchnię matki przez byle pierdołę i Zofia, kochająca mamusia, mówiąca do dorosłego syna „Tomcio”. Tomcio to, Tomcio tamto…

Ciężki film. Wstrząsający i zapadający w zły sposób w pamięć.

I zapamiętam zdanie wypowiadane przez Beksińskiego: „Rodzina to grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak też się nie znoszą”. 

I ogarnęło mną przeświadczenie, że to, co widzimy, jest inne od stanu faktycznego. Ludzie dostrzegają, to co chcą widzieć, albo pokazują „jedną stronę księżyca”, tę jaśniejszą a ciemniejsza zawsze jest niewidoczna a prawdziwe życie toczy się właśnie po ciemnej stronie księżyca… Hmmm… Ciemna strona księżyca może być przerażająca.

No, dobra, ale po co się dołować. Lepiej łapać słoneczne promienie, sycić się błękitem nieba, wdychać woń lasu i rozkwitłych łąk. Na polach plonuje żyto i pachnie świeżo pieczonym chlebem. To jest życie!!!! Warto ruszyć tyłek z kanapy i wyjść w przepiękne okoliczności przyrody :-D

Znalazłam taka wskazówkę pewnego zakonnika o imieniu Phil Bosmans „Trzy razy osiem”

Nasze czasy są męczące i nerwowe.
Lekarze mają pełne ręce roboty
Z ciśnieniem, sercem, krążeniem, nerwami ludzi.
Kto, zwłaszcza w miastach, da porwać się
piekielnemu tempu, pospiesznemu życiu,
ponieważ wszystko musi przebiegać terminowo i planowo,
ten wkrótce się rozchoruje i na wpół oszaleje.

Dobrze spałeś, wstałeś spokojny,
dobrze się czujesz, jesteś w dobrym nastroju
i pełen optymizmu.
Ale przy śniadaniu otwierasz gazetę.
same straszne wieści: zbrodnie, nieszczęścia,
katastrofy, konflikty narodowe i międzynarodowe.
Nie widzisz nic poza budzącymi grozę obrazami
i przy ostatnim łyku kawy wzdychasz:
„Niech diabli wezmą taki świat”.
Twój całkiem dobry nastrój gdzieś się ulotnił.
I tak dzieje się dalej: Cały dzień urabia cię
huk samochodów, dźwięk telefonów,
stukot maszyn, uliczny hałas,
rzępolenie radia, głos szefa…

Poznaj sekret, jak w tym kotle czarownicy
zachować zdrowie ciała i duszy.
Zaklęcie brzmi „trzy razy osiem”:
osiem godzin pracować, osiem godzin spać,
osiem godzin śmiać się, jeść, bawić się, śpiewać, modlić.
Trzy razy osiem, to ratunek dla ciebie.*

 

To bardzo dobra rada. TRZY RAZY OSIEM! Zwłaszcza sen i odpoczynek jest ważny, żeby nie zwariować w tym rozpędzonym świecie :-D

 

* PhilBosmans, Żyć każdym dniem, Seven, Wrocław 2004, s. 180.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Życie