RSS
 

Notki z tagiem ‘Kobieta’

Czas dbania o siebie

28 maj

Byłam na rekolekcjach.

 Ksiądz prowadzący rekolekcje przeczytał fragment z Księgi Syracha

Słuchałam i wyławiałam fragmenty, które do mnie osobiście trafiały…

Dawno tego nie robiłam.

Dawno…

I tak na tle tego wszystkiego, co dzieje się ostatnio poczułam odrobinę otuchy, nadziei a nawet pewności, że dam radę.

Będzie trudno, ale będzie warto!

„Mądrość Syracha, 2

1. Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto (…)
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym (…)



http://www.bibliacatolica.com

Nie, nie opuściłam rąk. Nie warto…

Gdybym tak zrobiła, zmarnowałabym prawie cztery lata. Nowe cztery lata.

Ucieczki z trudnych dla mnie sytuacji mam opanowane do perfekcji. Ile można uciekać???

Przyszedł czas dbania o siebie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Nadzieja…

24 maj

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

 

Czesław Miłosz

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja

 

Już milion wejść :-) na blogu

14 maj

Już milion wejść na bloga :-)

A co dalej???

W życiu??

Dobrze

Na razie mam zgryz. J, czyli ojciec moich dzieci przypomniał sobie o nich i na dzień dziecka może zrobić im niespodziankę.

Właśnie – na Dzień Dziecka. Niespodzianka do przyjemnych raczej nie należy. 1 czerwca odbędzie się sprawa w sądzie o … obniżenie alimentów. Ojciec doszedł do wniosku, że dzieciom starczy po 10 zł na osobę. 10 ZŁOTYCH NA OSOBĘ!!!! Razem 20 zł. Resztę szczegółów przemilczę, bo nie są zbyt miłe dla mnie, a nawymyślał ich bardzo dużo.

Ostatnio mam wiele nerwowych dni. Zimno na dworze, zimno w domu i powiało chłodem w życiu.

Chciałabym zawołać, że mam to wszytko w d…, ale niestety nie mam.

Ludzie wciąż mnie zadziwiają…

No dobra, pora się zwijać.

Pozdrawiam czytelników

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

„Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult – fragment o naszym życiu

08 maj

W książce Jodi Picoult „Małe wielkie rzeczy” jest pewien fragment mówiący o upływie życia. Naszego życia

Oto on:

„   Wszyscy to robimy. Udajemy, że nas upływ czasu nie dotyczy. Rzucamy się w wir pracy. Pielimy grządki. Tankujemy benzynę, kasujemy bilety i robimy zakupy, więc nasze tygodnie na pozór niczym się nie różnią. A potem któregoś dnia, ni stąd, ni zowąd dostrzegamy, że nasz synek wyrósł na mężczyznę. Któregoś dnia patrzymy w lustro i widzimy siwe włosy. Któregoś dnia dociera do nas, że pozostało nam mniej życia, aniżeli przeżyliśmy. I myślimy: „Jakim cudem to tak szybko zleciało?”. Przecież dopiero wczoraj pierwszy raz piłam legalnie alkohol, zmieniałam synkowi pieluszkę, byłam młoda.
   Kiedy nachodzi nas ta refleksja, zaczynami liczyć. Ile czasu nam jeszcze zostało? Ile zdołam weń wepchnąć?
   Część z nas podąża za tą refleksją. Ruszamy w podróż do Tybetu, uczymy się rzeźbić, skaczemy ze spadochronem. Próbujemy udawać, że koniec nas nie dotyczy.
   Lecz pozostali dalej tankują , kasują i kupują, bo dzięki temu mogą zapomnieć o tym, co nieuchronne.
   Część z nas nigdy nie idzie po rozum do głowy.
   Inni dostają nauczkę szybciej niż pozostali” (s. 419-420)

Są to słowa czarnoskórej pielęgniarki Ruth oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka.
Nie miała łatwego życia. Pochodziła z biednej rodziny. Jej matka była pokojówką bogatego państwa na Manhattanie. Sama wychowała ją i siostrę.
Ruth wyszła za mąż i urodziła syna. Jej mąż zginął w Afganistanie. Sama wychowywała syna i pragnęła dla niego dobrego życia. Poświęcała się pracy i odkładała na studia własnego dziecka. Była z niego dumna…

Cały jej świat, pieczołowicie budowany ciężką pracą runął jednego dnia. Jej świat skończył się tak nagle, jakby wybuchła w nim bomba burząca wszystko. Została bez pracy, bez perspektyw, bez studiów dla syna… I to wszystko dlatego, że była czarna i dlatego, że mimo zakazu przełożonych zbliżyła się do białego dziecka, by go ratować przed śmiercią. Dziecko zmarło a nacjonalistyczny ojciec oskarżył ją o morderstwo.

Kiedy czytałam o przebiegu procesu skojarzyłam go z „Procesem” Kafki.
W USA o niewinności, lub winie decydują przysięgli. Grupa wyłonionych osób przysłuchuje się mowom prokuratora i obrońcy. Proces podobny jest do rozgrywki szachowej – ważna jest strategia i siła argumentów. Ruth była instruowana przez obrończynię, żeby nie poruszała kwestii rasowej. Ok, tylko jak jej nie poruszać, kiedy pokrzywdzony jest skinheadem z wytatuowaną swastyką na gołej czaszce i mówi o wyższości białej rasy. Pluje na czarną pielęgniarkę i krzyczy, że najchętniej zabiłby sukę…

On może mówić o białej rasie a ona nie może mówić o swoim kolorze skóry, ani tym bardziej o poczuciu bycia wykluczoną z białego społeczeństwa. Dlaczego nie została skazana za zaniedbania jej biała koleżanka po fachu, która miała zajmować się niemowlakiem i zostawiła go zaraz po zabiegu obrzezania, udzielając pomocy innej pacjentce? Czy to nie jest przejaw dyskryminacji rasowej? Ruth siedzi na sali sądowej i wie, że stoi na straconej pozycji. Przeciw niej jest nawet oskarżająca ją czarna prokurator. Czuje, że musi zabrać głos, że za długo siedziała cicho i znosiła poniżenia. Chce przestać być niewidzialna. Chce, żeby wszyscy ją dostrzegli, nawet za cenę utraty wolności. Zabiera głos…

Nie zdradzę jak skończyła się rozprawa sądowa. Nie zdradzę…

Należę do takich osób jak Kennedy, obrończyni z urzędu, którą Turk określił w następujący sposób: (…) na pewno piję dyniową latte. Założę się, że głosowała na Obamę, płaci na schroniska po obejrzeniu reklam ze smutnymi psiakami i wierzy, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali” (s. 501) On nie znosił „miękkich” liberałów.

Tak, wierzę, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali, ale wiem też, że to utopijne myślenie…

Należę też do osób pokroju Ruth – niewidzialnych i wtapiających się w tło. Od 2013 roku ośmieliłam się zabierać głos i mówić, że ja jestem ważna. JA JESTEM WAŻNA! Mam coraz więcej odwagi, aby o tym świadczyć.

Poszłam po rozum do głowy.

Dostałam nauczkę szybciej niż pozostali.

 

 

 

Fragmenty tekstu pochodzą z książki „Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult, przekład Magdaleny Moltzan-Małkowskiej, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

****

A to ze strony, którą bardzo lubię:

Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niewłaściwej historii, odejdź. – Mo Willems

Masz prawo odejść z każdej historii, w której się nie odnajdujesz. Masz prawo odejść z każdej historii, w której siebie nie kochasz.

Masz prawo wyjechać z miasta, które gasi twoje wewnętrzne światło, zamiast sprawiać, że będziesz świecić jeszcze jaśniej, masz prawo spakować wszystkie swoje manatki i zacząć od nowa gdzieś indziej i masz prawo zredefiniować znaczenie swojego życia.

Masz prawo rzucić pracę, której nienawidzisz, nawet jeśli wszyscy mówią ci, żeby tego nie robić i masz prawo szukać tego czegoś, co sprawia, że nie możesz doczekać się jutrzejszego dnia i reszty swojego życia.

Masz prawo opuścić tych, których kochasz, jeśli źle cię traktują, masz prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, gdy z czymś się mierzysz i masz prawo odejść, kiedy próbowałeś wielokrotnie, ale nic się nie zmieniło.

Masz prawo dać odejść toksycznym znajomościom, masz prawo otaczać się miłością i ludźmi, którzy cię budują i sycą. Masz prawo wybierać tę energię, której potrzebujesz w życiu.

Masz prawo wybaczyć sobie swoje największe i najmniejsze błędy i masz prawo być dla siebie miłym, masz prawo patrzeć w lustro i faktycznie lubić osobę, którą w nim widzisz.

Masz prawo uwolnić się od swoich własnych oczekiwań.

Niekiedy postrzegamy odejście jako niewłaściwą rzecz lub kojarzymy je z poddaniem się lub ucieczką, ale bywa, że odejście jest najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić.

Odejście pozwala ci zmienić kierunek, zacząć od nowa, odnaleźć siebie i świat. Odejście czasami ratuje cię od utkwienia w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.

Odejście otwiera nowe drzwi zmian, wzrostu, szans i odkupienia.

Zawsze masz wybór, by móc odejść, dopóki nie znajdziesz miejsca, do którego przynależysz i tego, co czyni cię szczęśliwym.

Masz nawet prawo porzucić swoje stare ja i odkryć siebie ponownie.

Rania Naim

 

I tego się trzymajmy! :-D

 

ze strony:
http://dobrewiadomosci.net.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Muzyka, Życie

 

Zimny maj i „Małe wielkie rzeczy”, czyli warto czytać i oglądać ☺

07 maj

 

 

Zimny maj..

Wczoraj pogoda prawie letnia. Temp. 25 stop. C. Wieczorem burza…

A dziś ziiiiimno… Brrrr

Zimny maj…

Kurde, olej leci. Widać to w lewym nadkolu. Wiadomo – maglownica do wymiany. Przejeździłam ponad miesiąc na uszczelnionej maglownicy a teraz wszystko rypło :-( Znów wycieka olej. W tym miesiącu ubezpieczenie, oczywiście po nowych stawkach. Wymiana maglownicy… Później jeszcze zawieszenie z przodu i amortyzatory z tyłu i to by było chyba wszystko. A nie, jeszcze wymiana oleju… Ufff, tyle rzeczy na głowie ;-)

Jutro matura z języka angielskiego. Siedzę w sali z … ta, dam!!!! Z jednym uczniem!!! Jedyny, który pisze starą maturę. Stara matura, nowa matura… Wielkie zmiany w szkolnictwie :-( Czasami trudno nadążyć za nowościami.

Wieczór.

A za oknem, w parku, ptaki śpiewają jak oszalałe.

Wczoraj po burzy słuchać było rechot żab. „Grają”, jak mówiła moja matka.

Czytam kolejną książkę Judi Picoult „Małe wielkie rzeczy”. Rzecz o rasizmie. W Stanach, pomimo wyboru ciemnoskórego prezydenta, rasizm kwitnie. Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale w ludziach wciąż tkwią uprzedzenie rasowe. Ciemnoskórzy zawsze będą na pozycji straconej. Książka przedstawia to w bardzo dosadny sposób. Autorka przedstawia „dwie strony medalu”, czyli dwa spojrzenia – białych i czarnych. Przedstawia je bez poprawności politycznej, nazywając rzeczy po imieniu. Afroamerykanie i ich świat i biali i ich świat. Pomimo desegregacji w USA w 1963 roku, segregacja nadal istnieje. W książce mamy bardzo bliskie spotkanie z osobą, której matka była jednym z dziewięciorga dzieci, które w 1957 r. w Little Rock (Arkansas) weszło do „białej” szkoły, aby się uczyć. Na tym tle wybuchnęły zamieszki.
Historia książki pozwala towarzyszyć czarnoskórej pielęgniarce oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka. Rodzicami noworodka byli wojujący nacjonaliści. Ruth miała zakaz zbliżania i dotykania dziecka. Z racji wykonywanego zawodu była zobligowana do udzielenia pomocy umierającemu dziecku.
Pisarka pozwala czytelnikowi być blisko rodziny czarnoskórej pielęgniarki i rodziny nacjonalistów. Wniknąć w historię ich życia, przeżywać ich smutki i radości, poznać powody ich postępowania.

Czytając książkę przypomniałam sobie kilka filmów o segregacji rasowej i walce z nią.
Na HBO – bardzo dobry dokument „Little Rock: pół wieku później”- historia, gdzie do szkoły weszło 9 czarnych uczniów. Historię o całym zdarzeniu wspomina jedna z uczennic pięćdziesiąt lat później. 1957 – Do szkoły Little Rock Central High School zaczyna uczęszczać pierwsza w historii grupa czarnoskórych uczniów, tzw. „Dziewiątka z Little Rock”. W reakcji na publiczne protesty (Arkansas jest wówczas trzecim najbardziej segregowanym rasowo stanem amerykańskim, po Missisipi i Alabamie), Prezydent Dwight Eisenhower wysyła do miasta członków Gwardii Narodowej, by zapewnili „Dziewiątce” bezpieczeństwo i umożliwili im korzystanie z prawa do nauki. Ponad pięćdziesiąt lat temu liceum Little Rock Central High School stało się symbolem walki i nadziei ruchu na rzecz równouprawnienia. Obecnie boleśnie przypomina, jak skomplikowana jest droga ku równości. Dokument ukazujący od środka liceum Little Rock Central High w Little Rock w stanie Arkansas. Niegdyś zarzewie ruchu na rzecz równouprawnienia, Little Rock Central High to obecnie, można powiedzieć, dwie szkoły: w jednej biali uczniowie przygotowują się do wstępu na najbardziej prestiżowe uczelnie w kraju, w drugiej garstka czarnych uczniów z trudnością wypełnia minimum programowe.
Gdy w 2006 r. pochodzący z Little Rock filmowcy Brent i Craig Renaud zaczęli kręcić dokument w Little Rock Central High, w szkole i w całym kraju trwały przygotowania do uczczenia 50 rocznicy słynnego „kryzysu integracyjnego” w 1957 r. Rozgniewany tłum białych mieszkańców Little Rock uniemożliwił wtedy dziewięciu czarnoskórym uczniom wejście do budynku szkoły. W filmie towarzyszymy współczesnym uczniom i nauczycielom liceum, którzy wraz z liderami miejscowej społeczności i przedstawicielką pierwotnej „dziewiątki z Little Rock”, dzielą się swoimi przemyśleniami o tym, ile – jak niewiele – zmieniło się od tamtych dramatycznych wydarzeń. W pamięci zostają słowa bohaterki o tym, że granica między białymi i czarnymi wciąż jest w głowach ludzi i, że nigdy nie da się jej usunąć.

Innym filmem o segregacji i uprzedzeniach rasowych, ze wspaniałą rolą Samuela L. Jackcona i Julianne Moore, jest „Kolor zbrodni”. Historia o uprowadzeniu i zabójstwie dziecka. Podejrzenie pada na czarnoskórego. Dochodzi do zamieszek na tle rasowym. Winną okazuje się matka, ale z powodu ogromnego strachu, kieruje cała uwagę na swojego czarnoskórego znajomego. Film jest warty obejrzenia, gdyż znakomicie pokazuje uprzedzenia rasowe.

Kolejny film to „Służące”. Opowieść o białej dziennikarce, która postanawia spisać historię czarnych służących.  Wywołuje tym ogromny skandal w latach 60 XX w.

W „Wolności słowa” tez spotykamy się z wątkiem segregacji rasowej. „Kolorowi” uczniowie dostają zadanie od nauczycielki języka angielskiego – mają spisywać swoje życie w formie pamiętników. Sprytny wybieg nauczycielki jest sposobem na ich zbliżenie się do siebie i pokazanie, że są ważni. W filmie mamy też fragmenty dokumentu o autobusie, w którym biali objeżdżali stany USA w proteście przeciw segregacji rasowej. Są też sceny, w których występują prawdziwe ofiary holokaustu.
Lubię ten film pokazywać w pierwszych klasach, bo porusza ważny temat tolerancji.

Ciekawy artykuł o segregacji rasowej można przeczytać w Newsweeku: W USA 50 lat po zniesieniu segregacji rasowej rasizm wciąż jest problemem.

Inny ciekawy artykuł, to Kiedy rasiści stawali w drzwiach. Przeczytamy w nim, np. o tym, że na przełomie lat 50. i 60. ruszyły w Amerykę tzw. rajdy wolności. Młodzi ludzie, czarni i biali, grupowo zajmowali miejsca w autobusach międzystanowych. Im dalej w Południe zapuszczał się taki autobus, tym większa była agresja miejscowych. W Alabamie było najgorzej. W jednym z miast „autobus wolności” został podpalony, a rozwścieczony tłum próbował spalić pasażerów żywcem. Białe bojówki regularnie polowały na uczestników rajdów, na ogół przy obojętnej lub wręcz sprzyjającej postawie miejscowej policji.

Tyle skojarzeń na temat jednej książki…

Ruth – czarnoskóra pielęgniarka jest mi bardzo bliska. Tak jak ona, nie potrafię znaleźć swojego miejsca. Tak jak ona, nigdzie nie czuję się na miejscu. Tak jak ona, jestem jedyna z rodziny, która ma wyższe wykształcenie. Reszta historii się nie zgadza, ale ten początek spowodował, że siedzę nad książką i z ogromnym zainteresowaniem śledzę rozwój wydarzeń. Nie wiem, czy Ruth będzie skazana za morderstwo. Jestem w momencie, kiedy ma ją bronić biała prawniczka. Nawet nie było jeszcze pierwszej rozprawy.
Na drugiej szali jest Turk – biały nacjonalista, któremu w szpitalu zmarło dziecko. I Bóg mi świadkiem, że nie jestem po jego stronie, pomimo, że stracił syna. Mężczyzną kieruje nienawiść. Jest tak zindoktrynowany przez ruch neonazistowski, że potrafi  wyrządzać tylko zło. On oczywiście tego nie widzi. Walczy o „sprawiedliwość’ i „czystość rasy”.
I tu przypomina mi się pewne jesienne popołudnie w Warszawie. Byłam na uczelni, na zajęciach. Uniwersytet Warszawski, Instytut Filozofii. Siedziałam z koleżankami na dole i patrzyłam na to, co działo się za oknami. A tam przechodził czarny marsz – ludzie w czarnych ubraniach hardo maszerowali ulicą. Atmosfera była gęsta od nienawiści. Twarze ludzi zacięte a w powietrzu unosiły się harde, nerwowe okrzyki. Nacjonaliści. Zmroziło mnie. Ucichłyśmy przy stoliku, z obawą patrząc na kruchą szybę oddzielającą ich od nas. Odniosłam wrażenie, że ulicą maszeruje zło w czystej postaci. Skurczyłam się na krześle…

Rasizm zawsze był, jest i będzie zły.

Nie wiem jakie zakończenie spotkam w książce, ale wiem, że warto ją przeczytać.

 

I tak od zimnego maja przeszłam do rasizmu, też wywołującego zimne dreszcze. 

Potrzeba mi ciepełka i słoneczka :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Muzyka, Życie