RSS
 

Notki z tagiem ‘Mężczyzna’

Akcja KOT (nie mylić z KOD’em) – jak Gacek ptaka udawał ;-)

07 kwi

Mieliśmy osobistą akcję KOT.
Nasz nowy domownik Gcek (tak, ten pozbawiony przez nas męskości) wczoraj i dziś rano udawał ptaka. Sytuację przedstawiam z humorem, ale nie wiem, czy Gackowi było do śmiechu ;-)

Gacek wczoraj wymknął się do parku obok domu. Nie przychodził dosyć długo, więc przed 19 zaczęłyśmy go wołać.
W parku słyszałam miauczenie, ale kota nie było widać. Pomyślałam, że siedzi gdzieś za ogrodzeniem z siatki. Tam go też nie było. Miauczenie było słychać, ale kota nie.  Szukałam, kręciłam się dookoła aż w końcu spojrzałam do góry. Na wyrośniętym, wysokim cyprysie, na samym czubku czarniała kula i to nie był ptak. To był nasz Gacek! Wysokość drzewa ok 15 m. Gałązki bardzo kruche, więc wchodzenie na drzewo było wykluczone.
Popatrzyłyśmy w górę a ja z głupia frant powiedziałam:
- Spoko, zgłodnieje to zejdzie a poza tym jeżeli nie zejdzie, to po trzech dniach dojrzeje i spadnie.
Mała popatrzyła na minie jak na niedoszłą zabójczynię.
- Ok. Zapomnij, nic nie mówiłam – odezwałam się – ale poczekać musimy. Nie ma innej rady.

Kot przesiedział na drzewie cała noc. Niestety…

Rano, zadzwoniła do mnie znajoma.
- To twój kot siedzi na drzewie i strasznie krzyczy?
- Mój. Niestety nie mogę go sprowadzić na dół.
- To dzwoń do straży pożarnej, niech interweniują.
- Daj spokój, to tylko kot. Podrze się i zejdzie.
- Nie zejdzie. Musiał go przestraszyć jakiś pies. Dzwoń!

Kurde, to tylko kot. Wszedł, to musi zejść, ale sytuacja nie wyglądała wcale wesoło.

Wybrałam numer 998 i jąkając się wyłuszczyłam powód:- Dzwonię, bo mam problem z kotem :-o . Wczoraj wieczorem wdrapał się na drzewo i nie może zejść. Wiem, że panowie macie poważniejsze problemy, ale nie mam serca słuchać , jak drze pyszczek. Czy można prosić o pomoc?
W słuchawce zaległa najpierw cisza a później usłyszałam miły, męski głos:
- Do takich interwencji też jeździmy. Proszę się nie martwić, postaramy się być jak najprędzej.
Wow, tak bez ceregieli i bez śmiechu, głupich żartów.
Dopytali jaki jest dojazd do drzewa, bo musieli wybrać sposób ratowania kota.

Najpierw przyjechał jeden pojazd strażacki. Z wozu wysiadło z pięciu miłych, uśmiechniętych panów. Obejrzeli miejsce zdarzenia i zdecydowali, że jednak lepiej będzie, jeżeli przyjedzie pojazd w wysięgnikiem. No i przyjechał.

Matko dwa wozy strażackie 8-O Pięciu rosłych, młodych mężczyzn i jeden ptako-kot na drzewie.

Akcja trwała około godziny. Gapiów się nazbierało. Pan dyrektor cykał zdjęcia całej akcji. Gacek-bohater został zdjęty z drzewa. Trzymał się, biedny, pazurami gałęzi z całej siły. Strażak musiał go odrywać. Powolutku zwieźli go na ziemię i przekazali w moje ręce.

Strażacy-bohaterowie. Myślałam, że ich ucałuje z radości. Ucałowałam Gacka (chociaż myślałam, że w życiu, co jak co, ale kota całować nie będę :-o – więc nigdy nie mów nigdy). Pięknie podziękowałam. Podpisałam protokół zdarzenia i powędrowałam z uciekinierem do domu.

Mamy nauczkę, aby nie wypuszczać kota samego do ogrodu, w którym urzędują na co dzień psy. Teraz jak w „Samych swoich” kota będziemy na sznurku wodzić. No, może nie na sznurku, ale w specjalnej uprzęży.

Gacek nakarmiony i napojony ułożył się na łóżku i usnął.

Kot to ma jednak niezłe podejście do życia.

Film z akcji KOT na Facebooku <*TU*>

Zdjęcia z akcji <*TU*> (też Facebook)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Słoneczna sobota. Jak oddech…

02 kwi

Nie śpię już od trzeciej.
Wciąż mielę jakieś słowa z terapii. On ma spokój a ja? Przyklejam się do zdań, rozkładam je na czynniki pierwsze, robię jakiś durny rozkład logiczny, mentalny, wręcz metafizyczny. Poziom meta – jak często słyszałam na niedawnym szkoleniu. W takich momentach chciałabym być terapeutą i tak jak on stwierdzić, że mam gdzieś to co dzieje się na terapii, bo mam ich n dziennie i niepraktyczne byłoby noszenie problemów pacjentów przez cały tydzień. Ja jestem w tej gorszej sytuacji. To co dzieje się przez 45 minut wynoszę później na całe 7, 14, n dni.

Nie mogłam spać.

Wczoraj z córką zawiozłyśmy kota na zabieg. Bez skrupułów pozbawiłyśmy go męskości. Właściwie nie my, ale weterynarz. Cały zabieg trwał około godziny. Poszłyśmy „w miasto”.
Oddając kota, pan doktor stwierdził: „No to po zawodach!” No, po zawodach. Gacuś nie będzie miał dzieci, ale też jest praktyczna strona tego zabiegu. Dorosły kot ucieka z domu, włóczy się, wdaję się w bójki z innymi kotami i niestety znaczy teren, co jest uciążliwe zwłaszcza, kiedy jego mocz staje się, dosadnie mówiąc, śmierdzący. Okrutne my, kobiety. I wygodne… Można by było dojść do wniosku :-(

Nie śpiąc od trzeciej, buszowałam po internecie. W/na poczcie znalazłam mail od „Zwierciadła” a w nim link do strony bloga prowadzonego przez Tomasza Jastruna (*klik*). Czytałam z zainteresowaniem. Autor wydał niedawno „Przewodnik po depresji”. Wpisy na blogu proste, łagodne, jak oddychanie. Dobrze się czyta. Na przykład ostatni wpis:

„Obudziłem się po piątej…złe myśli, cała ta niemożliwie trudna moja sytuacja życiowa, wynurza się o świcie jak wieloryb z czarnej wody. A za drzwiami korytarz chrapie, sapie czasami pogaduje. Myśli które próbuję rozplątać. Próba słuchania muzyki z odtwarzacza, w końcu prysznic, golenie i siadam do komputera….

Potem próba odespania zlej nocy, ale złe myśli atakują mnie jak wściekłe osy…do Emila…siedzi na łóżku w puklach włosów zanurzony w sobie, nie widzi pięciu osób na łózkach obok.   Biorę od niego jego zeszycik z esejem, ale nie…tu widać , ze jego obłęd jest silniejszy i większy od talentu. Nie widać tak tego jak mówi.

Najbliższych czasami najmniej rozumiemy, bo na drodze do zrozumienia stoją nasze i ich emocje.”

Pięknie, prawda? Więc klikajcie po jeszcze :-) i czytajcie.

Na Facebooku: kilka zdjęć Gacka po utracie męskości, pięknego, słonecznego poranka i grudnia, który zakwitł tym razem w kwietniu i tym razem na czerwono.

Och życie… Westchnienie jak oddech. Oddech wiosenny…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Książka, Życie

 

Kilka słów przed śniadaniem

04 mar

Wczoraj po obiedzie wyszłam pozwiedzać. A jest co oglądać. Wspaniały, rozległy park, ze starymi, olbrzymimi drzewami.

Na spacerze rozmawiałam z Młodym. Na jego pytanie „Jak tam mama?” zaczęłam opowiadać co widzę, ale też o tym jakich ludzi spotkałam na szkoleniu, czyli …, ale o tym pisałam już wczoraj. Syn słuchając tego wszystkiego zapytał:

- Czujesz się tam gorsza?

- Nie, nie czuję się – odpowiedziałam – Oni swój czas przeznaczyli na kształcenie, doskonalenie, zdobywanie nowych tytułów a ja swoje 15 lat przeznaczyłam na „walkę o normalny” dom. Dobrze, że w pewnym momencie doświadczyłam zdarzenia, które wyrwało mnie z tej „misji”. Od ponad dwóch lat mam czas dla siebie i swój rozwój. Wszystko się poukładało. Jesteście już na tyle duzi, że opieka nad wami nie przeszkadza mi w zajmowaniu się samą sobą, więc wynajduje dla siebie wciąż nowe, ciekawe zajęcia. Kiedyś ciekawym zajęciem nazywałam szycie i dzierganie na drutach a dziś poznawanie nowych miejsc i nowych ludzi. Nie mówię, że to co kiedyś było złe, bo nie było. Dzięki temu czasowi mam was, dwójkę wyjątkowych i mądrych dzieci, ale teraz jest czas na mnie i moje potrzeby.

Młody słuchał i przytakiwał.

Dopytywał jak wygląda park i prosił o zdjęcia. Niestety nie wzięłam aparatu a mój telefon nie nadaje się do robienia dobrych zdjęć.

Rozmawiałam też z Maleńką, ale ona żyje sprawami bieżącymi a nie filozofią egzystencjalną ;-) , więc tu liczyły się tylko rzeczowe odpowiedzi, filozofii nie było ;-)

Coś na temat szkolenia. Moja współlokatorka przygotowała się na mocną promocję tematu a tu spotkało ją rozczarowanie, bo prowadzący nie promują zjawiska LGB, ale uczą jak radzić sobie z neutralizowaniem postaw. Mamy być „strażakami” a nie „zarzewiem”. Mamy się nauczyć jak naturalizować skrajne postawy, jak „odczarować” temat, aby ludzie się nie bali i nie reagowali agresją. Najbardziej podobają mi się ćwiczenia. Przez takie ćwiczenia wdać, jak ludzie przyzwyczaili się do życia stereotypami, jak wrosły one w naszą mentalność i wykształciły w nas „okulary” przez które patrzymy na świat.

Opisze proste ćwiczenie, które nazywa się „Wyspa Albatros”.

Prowadząca poprosiła dwie osoby z grypy – mężczyznę i kobietę. Wyszła z nimi na chwilę, aby podać im instrukcję zachowania – mieli odegrać odpowiednią scenkę.

Para weszła na salę. Najpierw szedł mężczyzna z poważną miną a za nim kobieta z pochyloną głową. On był w butach a ona na bosaka. On rozglądał się po uczestnikach bardzo uważnie a ona szła za nim i zdejmowała nogi osób, które siedziały w pozycji „noga na nogę”. Obeszli krąg i podeszli do krzesła. On usiadł na krześle a ona usiadła na podłodze przed nim. On wziął talerzyk z mandarynką i zaczął jeść. Ona spoglądała na niego. On odłamał cząstkę owocu i podał jej. Później położył jej dłoń na karku a ona pochyliła się przed nim trzy razy dotykając czołem do podłogi.

No i teraz nastąpiły pytania o to, co zaobserwowaliśmy.

No jak myślicie? Co przedstawiała ta scenka?

Lecę na śniadanie…

Odpowiedź będzie później, ale chętnie poczytam wasze komentarze, więc piszcie

Pa

******

Już po kolacji. Była pyszna :-D

A komentarzy nie ma :-(

A oto rozwiązanie zagadki – historia ludzi/mieszkańców z wyspy Albatros:

Ludzie na wyspie Albatros są bardzo spokojni i szczęśliwi. Największym bóstwem jest Matka Ziemia, która otaczana jest najwyższą czcią. Kontakt z ziemią uważany jest za duży przywilej. Zadbanie o to, aby goście dotykali stopami ziemi, jest więc wyrazem ogromnego szacunku. Dzięki temu mogą bowiem czerpać energię kosmiczną z wnętrza ziemi. Kobiety na wyspie są płcią uprzywilejowaną, ponieważ to one dają życie, tak jak Matka Ziemia. Mężczyźni muszą zawsze iść w pewnej odległości przed kobietą, aby ochronić ją przed potencjalnym niebezpieczeństwem (np. przed wężami). Mężczyźni zawsze muszą spróbować jedzenia, zanim zacznie jeść kobieta. Kobiety — w przeciwieństwie do mężczyzn — mają przywilej siedzenia na ziemi, aby być blisko
Matki Ziemi. Zgodnie z wyspiarskim rytuałem mężczyźni mogą doświadczać intensywniejszego kontaktu z ziemią poprzez położenie dłoni na szyi kobiety, podczas gdy ona dotyka czołem ziemi. Tylko w ten sposób mężczyźni mogą pobierać kosmiczną energię płynącą z Matki Ziemi. Rytuał ten kobieta może zaoferować mężczyźnie, gdy darzy go szczególnym szacunkiem.
Poza tym rytuałem mężczyźni nie mogą dotykać kobiet bez ich pozwolenia.

 Oto prawdziwe rozwiązanie…

A jakie były nasze (osób ze szkolenia) odpowiedzi, nasze spojrzenia przez „okulary”? Wszyscy widzieli przemoc mężczyzny w stosunku do kobiety, to że idzie bosa za mężczyzną – czyli jest źle traktowana i jest podległa mężczyźnie.  Dotknięcie jej za kark i pochylanie do ziemi to objaw fizycznej przemocy i agresji z jego strony.

Wniosek – Na nasz sposób postrzegania i komunikowania wpływają różne czynniki.

Niezły owoc szkolenia :-D

I jeszcze film, który warto obejrzeć:

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Życie

 

Ocieplam wizerunek ojca… A to wszystko przez kota

18 lut

Jest 5:37

O 5, nie może o 4, do drzwi zaczął drapać kot

Poczłapałam do drzwi

wpuściłam sierściucha

o spaniu można pomarzyć

father-656734_640***

Otwieram laptop

wchodzę na stronę bloga i piszę…

Zastanawiam się dlaczego terapeuta „spycha” mnie do dzieciństwa?

Dlaczego…

Wiem dlaczego, ale wciąż się przed tym bronię.

Wciąż czuję nienawiść do ojca

Chowam do niego urazę i nie umiem mu wybaczyć. Pielęgnuję to uczucie i chętnie do niego wracam. Nie chcę go zrozumieć, zobaczyć w innym świetle, zracjonalizować jego postępowanie. On jest jak zadra, boląca drzazga. Układam sobie życie a on jest cały czas w jego centrum. Nie chcę, ale wciąż dookoła niego się kręcę. Mały człowieczek (był niższy ode mnie, jakieś 162 cm wzrostu) a kręci mną cały czas.

Próbuję sobie przypomnieć jakieś dobre historie, aby ocieplić jego wizerunek, poczuć do niego ciepłe uczucia a w efekcie odkleić się od niego i pozwolić mu odejść. Jest we mnie dużo złości do niego. Złości a wręcz nienawiści.

Co pamiętam dobrego?

Pamiętam, jak owijał moje stopy onucami z wełnianego sukna, aby zimą nie marzły na mrozie.

Pamiętam jak pastował moje buciki, aby nie przyklejał się do nich śnieg.

Pamiętam jak smażył placki ziemniaczane, kiedy mama była w szpitalu. Okazało się, że nie dodał soli i jak mu było głupio, że nie smakują jak mamy (a może to ja wtedy robiłam te placki a on je jadł i chwalił, chociaż nie były smaczne – nie wiem).

Pamiętam jak wracaliśmy z pola ciemną nocą. Koń z wysiłkiem ciągnął wyładowany wóz, ja leżałam na sianie z twarzą zwróconą do rozgwieżdżonego nieba i zadawałam mu różne pytania a on cierpliwie na nie odpowiadał. Czasami nic nie mówiłam, tylko słuchałam jego ludowych przyśpiewek o Jasiu i Marysi. Nie lubił kiedy ja śpiewałam. Krzyczał wtedy…

Na imieniny dostawałam od niego kwiaty – polne floksy przewiązane czerwoną wstążeczką, albo czerwonym sznurkiem ( z tego sznurka robił też chwosty do końskiej uprzęży – tłumaczył wtedy, że takie bąble zawiesza się koniom, które gryzą i są niespokojne).

W dnu ślubu, kiedy zobaczył mnie w białej sukience zaczął ocierać łzy z oczu. Podczas błogosławieństwa był mocno wzruszony.

Zawsze się martwił, czy jadłam. Kiedy po porodzie mocno schudłam usłyszałam od niego rzucone w gniewie słowa: „Trzeba się nie pier… , tylko jeść”. Jemu podobały się kobiety dobrze zbudowane. (może dlatego zawsze chciałam być chuda?)

Co jeszcze?

Co jeszcze można byłoby wyłowić z niebytu pamięci i ocieplić jego wizerunek, ojca despoty?

Na pierwszy plan wyłażą złe chwile i strach.

Jestem dzieckiem DDA

Dorosłym dzieckiem

z zaburzeniem emocjonalno-przystosowawczym (albo coś podobnego – już nie pamiętam dobrze – wyparcie).

Zaburzenie, które rozwaliło mi życie a z którym teraz walczę od ponad dwóch lat. Idzie jak po grudzie.

W notce o sobie napisałam, że znam ciemną stronę życia a tej jasnej uczę się powoli.

Bardzo powoli

Bardzo

***

Zaraz będę budzić dzieci

jest 6:17

Mała dziś jedzie na wycieczkę

***

Może pomyślę w ciągu dnia o dobrych chwilach z ojcem?

Już na myśl o takich chwilach się jeże i z nerwem zapytuję: a były takie chwile? Były?!

Może były, tylko ja bardziej oddaje się tym złym wspomnieniom. Jątrzę, rozdrapuję, rozpamiętuję i złoszczę się na niego.

Może czas zostawić go w spokoju, gdziekolwiek by nie był – w niebie, piekle, czy czyśćcu.

Pozwolić mu odejść …

I odetchnąć spokojnie

***

Mała się obudziła

Idę do kuchni…

***

Może dziś tu jeszcze zajrzę… w sensie na bloga :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Kto się boi Virginii Satir?

10 lut

Właśnie wróciłam

Próbowałam do czegoś dotrzeć

Do czegoś bardzo ważnego, a właściwie kogoś bardzo ważnego

Jest jeszcze bariera

- No gdzie ta bariera? Gdzie? W którym miejscu? – padło pytanie

Zwiesiłam się i długo wpatrywałam w okno.

- Jak to gdzie? – pomyślałam, a głośno – Ja nie pozwalam sobie samej na dotarcie do siebie. Ta bariera jest we mnie, w moim umyśle…

Usłyszałam historię o złamanej ręce, która się krzywo zrosła. Ten, kto miał złamaną rękę już się do niej przyzwyczaił, ale lekarz zadecydował, żeby jednak ją wyprostować i zlecił najpierw łamanie kości. Bolało. Bolało jak cholera. Ręka została złamana i zestawiona na nowo. Założono gips. Ten ktoś patrzył na gips z radością, bo wiedział, że pod spodem jest zdrowa ręka. Reka będzie prosta i sprawna. Będzie piękna.

Nie pozwalam na łamanie…

Bronię się…

VirgniaUsłyszałam też o pewnej osobie. Kobiecie. To prawdziwa postać i nazywa się Vrginia Satir – terapeutka rodzinna o pięknych poglądach.

O czym mówiła? Otóż:

Zmiana i uczenie się jest oparte o przekonania:

- zmiana jest zawsze możliwa
- mamy wszystkie zasoby potrzebne do rozwoju,
- wszystkie przeszłe doświadczenia które były niemile mogą być zastąpione przez nowe,
- uczenie się następuje w ramie komfortu, ciepła, owocności,
- wszystko może być zasobem,
- każde zachowanie jest próbą rozwoju,
- wybory to decyzje podejmowane w określonym momencie,
- podstawowa triada – matka, ojciec i dziecko – przedstawia bazowe składniki tożsamości i ma potencjał być owocnym źródłem rozwoju i energii.

Zmiana i uczenie jest oparte o kontekst:

- humanistyczny – odwołujący się do ludzi
– dynamiczny – odwołujący się do zmian i ruchu
– organiczny – niehierarchiczny
– kreatywny – pozwalający na nowe możliwości, wkłady, modele.

Ludzie maja wspólne potrzeby: przeżycia, rozwoju i uczenia się, bycia produktywnym i kreatywnym, odkrywania sensu i porządku, zbliżania się do innych.

Spójna komunikacja: dawać, brać, sprawdzać informacje, otwarcie, jasno, bezpośrednio formułować swe potrzeby.

Komunikacja dzieje się w czasie i miejscu, ma swój cel, podnosi uczucie własnej wartości:
– traktując inność jako kanał rozwoju
– wzmacniając wyjątkowość każdej osoby
– umacniając i energizując każdą osobę
– manifestując seksualność na odpowiednie sposoby
– podejmując decyzje należy bazować raczej na rzeczywistości niż na tym, kto ma władzę
– mając dostęp do własnych zasobów

Co doprowadza do:

Życia w 5 wolnościach:
- mówienia tego, co się myśli, zamiast tego co się powinno mówić
- widzenia i słyszenia tego co tam jest, zamiast tego co się powinno widzieć i słyszeć
- czucia tego co się czuje, zamiast tego co się powinno czuć
- proszenia o to co się chce, zamiast czekania na pozwolenie
- podejmowania ryzyka we własnym imieniu, zamiast wybierania bycia bezpiecznym.

W rodzinie komunikacji uczysz się poprzez:
– to co widzisz, słyszysz, obserwujesz
– co inni robią
– jak inni reagują, działają, odpowiadają, robią
– jakie są zasady i jak wyraźnie lub niewyraźnie są określone
– co można powiedzieć lub zrobić, czy to w ukryciu czy otwarcie

(a nie przez to, jak głośno krzyczymy, jakie polecenia i zakazy/nakazy narzucamy, jakie kary stosujemy!!!!! – mój komentarz)

Taki rodzaj komunikacji pozostaje pod wpływem naszych sytuacji życiowych, które również wpływają na to, jak reagujemy. Osobiste i socjalne sytuacje i warunki rozszerzają ten wpływ.

Czynniki osobiste to:

uczucia, myśli, reakcje ciała, zmysły, stan zdrowia, upośledzenia, fantazje i uprzedzenia, zasady: kto mówi, kiedy, jak, o czym, wartości społeczne, duchowe, kulturowe i ich ograniczenia, środowisko, oczekiwania i żądze, przypuszczenia, aktualne prawdy, wnioski, stereotypy, cienie przetrwania.

Komunikacja i własna wartość:

„Własna wartość pozwala na wybór zachowań w stanie świadomości”.

To jak mówimy wpływa na to jak się czujemy ze sobą i z innymi, a nastepnie wpływa na to jak rozmawiamy i co mówimy. Nasze wnioski i zachowania wpływają na nasze odczucia na swój temat i o innych, które razem wpływają na nasz poziom własnej wartości.

To co osoba mówi w danej chwili, prezentuje jej prawdę w sposób, w jaki ją widzi w tym właśnie momencie. Każde zdanie, pytanie, komentarz zawiera przynajmniej dwie rzeczy – moją percepcje siebie i moje oczekiwania wobec innych.

Kiedy chce coś powiedzieć, co mam w intencji, chcę i mówię, ale  przechodzi to przez moje myśli, uczucia, zmysły, wnioski, stan mojego zdrowia, moją aktualną rzeczywistość, przeszłe doświadczenia, wszystkie filtry komunikacyjne, które determinują co ja naprawdę mówię, jak wyglądam i się zachowuje, co jest komunikowane zarówno werbalnie i niewerbalnie, tak jak mój przekaz dla ciebie, który postrzegasz swymi zmysłami  i filtrami komunikacyjnymi. Twoja odpowiedź i reakcja przechodzą przez myśli, uczucia, zmysły, wnioski, stan twojego zdrowia, twoją aktualną rzeczywistość, przeszłe doświadczenia, wszystkie filtry komunikacyjne i powstaje wynik – interakcja pomiędzy mną a tobą.

No i co – piękna terapeutka. Pełna prawdy o nas samych. Prawdy, której staramy się nie widzieć, bo tak łatwiej, bo to za bardzo boli, bo można winę zrzucić na kogoś innego, nakrzyczeć na niego, zmieszać go z błotem, dokopać i poczuć… ulgę? Nie, wszystko, tylko nie ulgę. Pamiętacie zasadę lustra?

Kto się boi Virginiii Satir?

Ten, kto boi się siebie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie