RSS
 

Notki z tagiem ‘Mężczyzna’

Chłopy są jakieś inne ;-) Kosmici? Z Marsa? Hmmmm

17 cze

Ponieważ często jest czytany wpis o zołzach, czyli cwanych babach, dla równowagi wpis o chłopach… wróć… o panach. Znajomy dodałaby z przekąsem „błogosławionych między niewiastami ;-)

Mężczyźni wolą zołzy?!

Ktoś powiedział, że chłop jest prosty jak budowa cepa… No, nie wiem, czy cep/cepa łatwo zrobić? Niejeden z młodych panów może nawet nie wiedzieć, czym jest owo urządzenie. Wszak teraz nastała era komputera a nie ręcznego obrabiania zboża.

Nie wiem, kto jest autorem tego tekstu.
Jest on rozsyłany w wiadomościach mailowych i innych e-informacjach pomiędzy panami, na pewno ku pokrzepieniu ich serc i w męskiej solidarności przeciwko zołzom.

Kieruję ten manifest do jak największej liczby kobiet, żeby w końcu zrozumiały mężczyzn raz na zawsze.
Kieruję go do jak największej liczby mężczyzn, tak żeby wiedzieli, że nie są samotni w swej walce.

Proszę Pani, Panienki, Dziewczyny, Narzeczonej, Kobiety, Żony i wszystkich innych kobiet:

  1. Jeżeli sądzisz, że jesteś gruba, to najprawdopodobniej jesteś gruba. Nie zadawaj mi takich pytań, odmawiam odpowiedzi.
  2. Jeżeli czegoś chcesz, to wystarczy o to poprosić. Postawmy sprawę jasno: jesteśmy prości.
    Nie rozumiemy żadnych subtelnych, pośrednich próśb. Pośrednie „bezpośrednie prośby” (te pośrednie postawione bezpośrednio przed naszym nosem) też nie działają. Po prostu powiedz czego chcesz.
  3. Jeżeli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, nie zdziw się, że otrzymasz odpowiedź, której raczej nie chciałaś usłyszeć.
  4. My jesteśmy PROŚCI. Jeżeli proszę o podanie mi chleba, to nie mam na myśli nic innego. Nie mam do ciebie pretensji, że nie ma na stole chleba. Nie ma tu żadnych niedomówień czy żalu. My jesteśmy naprawdę prości.
  5. My jesteśmy PROŚCI. Nie ma sensu pytać mnie o czym myślę, bo przez 96,5 % czasu myślę o seksie. I nie, nie jesteśmy opętani. To po prostu nam się najbardziej podoba.
  6. Czasem nie myślę o tobie. Nie szkodzi. Proszę przywyknij do tego. Nie pytaj o czym myślę, jeżeli nie jesteś przygotowana do rozmowy na temat polityki, ekonomii, filozofii, piłki nożnej, picia, kobiet, piersi, nóg czy fajnych samochodów.
  7. Piątek / sobota / niedziela = żarcie = kumple = piłka nożna w telewizji = piwo = tragiczne maniery. To coś takiego jak księżyc w pełni. Nie do uniknięcia.
  8. Zakupy nam się nie podobają, i nigdy nie będą nam się podobać.
  9. Gdy gdzieś idziemy, cokolwiek założysz, będziesz w tym wyglądać doskonale. Przysięgam.
  10. Masz wystarczająco dużo ciuchów. Masz wystarczająco dużo butów. Płacz to szantaż. Bankrutowanie mnie nie jest okazywaniem uczucia z twojej strony.
  11. Większość mężczyzn posiada 3 pary butów. Powtarzam raz jeszcze, jesteśmy prości. Skąd ci przychodzi do głowy pomysł, że pomogę ci wybrać z twoich 30 par tę, która najlepiej pasuje.
  12. Proste odpowiedzi, takie jak TAK i NIE są przez nas doskonale akceptowane, bez znaczenia na jakie pytanie.
  13. Jeżeli masz jakiś problem, przychodź do mnie tylko po pomoc w jego rozwiązaniu. Nie przychodź się użalać, jakbym był jakąś twoją przyjaciółką.
  14. Ból głowy, który trwa 17 miesięcy, to nie ból głowy. Idź do lekarza.
  15. Jeżeli powiem coś, co może być zrozumiane w dwojaki sposób i jeden z nich spowoduje, że będziesz nieszczęśliwa czy zmartwiona, wiedz że mam na myśli to drugie.
  16. Wszyscy mężczyźni znają tylko 16 kolorów. Śliwka to owoc a nie kolor.
  17. I co to za p****e kolory te fuksje czy ekri? I poza tym jak się to pisze?
  18. Lubimy piwo tak samo jak wy lubicie torebki. Wy tego nie rozumiecie, my również.
  19. Jeżeli cię pytam, co się stało, a ty odpowiadasz „nic”, wtedy ci wierzę i jestem przekonany, że wszystko jest w porządku.
  20. Reguła podstawowa w przypadku najmniejszej wątpliwości dotyczącej czegokolwiek: weź to co najprostsze.
    MY JESTEŚMY NAPRAWDĘ PROŚCI.

 

No i co wy na to, drogie panie?

Faceci mają swoją instrukcję obsługi i podobno są naprawdę prości ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet

 

Akcja KOT (nie mylić z KOD’em) – jak Gacek ptaka udawał ;-)

07 kwi

Mieliśmy osobistą akcję KOT.
Nasz nowy domownik Gcek (tak, ten pozbawiony przez nas męskości) wczoraj i dziś rano udawał ptaka. Sytuację przedstawiam z humorem, ale nie wiem, czy Gackowi było do śmiechu ;-)

Gacek wczoraj wymknął się do parku obok domu. Nie przychodził dosyć długo, więc przed 19 zaczęłyśmy go wołać.
W parku słyszałam miauczenie, ale kota nie było widać. Pomyślałam, że siedzi gdzieś za ogrodzeniem z siatki. Tam go też nie było. Miauczenie było słychać, ale kota nie.  Szukałam, kręciłam się dookoła aż w końcu spojrzałam do góry. Na wyrośniętym, wysokim cyprysie, na samym czubku czarniała kula i to nie był ptak. To był nasz Gacek! Wysokość drzewa ok 15 m. Gałązki bardzo kruche, więc wchodzenie na drzewo było wykluczone.
Popatrzyłyśmy w górę a ja z głupia frant powiedziałam:
- Spoko, zgłodnieje to zejdzie a poza tym jeżeli nie zejdzie, to po trzech dniach dojrzeje i spadnie.
Mała popatrzyła na minie jak na niedoszłą zabójczynię.
- Ok. Zapomnij, nic nie mówiłam – odezwałam się – ale poczekać musimy. Nie ma innej rady.

Kot przesiedział na drzewie cała noc. Niestety…

Rano, zadzwoniła do mnie znajoma.
- To twój kot siedzi na drzewie i strasznie krzyczy?
- Mój. Niestety nie mogę go sprowadzić na dół.
- To dzwoń do straży pożarnej, niech interweniują.
- Daj spokój, to tylko kot. Podrze się i zejdzie.
- Nie zejdzie. Musiał go przestraszyć jakiś pies. Dzwoń!

Kurde, to tylko kot. Wszedł, to musi zejść, ale sytuacja nie wyglądała wcale wesoło.

Wybrałam numer 998 i jąkając się wyłuszczyłam powód:- Dzwonię, bo mam problem z kotem :-o . Wczoraj wieczorem wdrapał się na drzewo i nie może zejść. Wiem, że panowie macie poważniejsze problemy, ale nie mam serca słuchać , jak drze pyszczek. Czy można prosić o pomoc?
W słuchawce zaległa najpierw cisza a później usłyszałam miły, męski głos:
- Do takich interwencji też jeździmy. Proszę się nie martwić, postaramy się być jak najprędzej.
Wow, tak bez ceregieli i bez śmiechu, głupich żartów.
Dopytali jaki jest dojazd do drzewa, bo musieli wybrać sposób ratowania kota.

Najpierw przyjechał jeden pojazd strażacki. Z wozu wysiadło z pięciu miłych, uśmiechniętych panów. Obejrzeli miejsce zdarzenia i zdecydowali, że jednak lepiej będzie, jeżeli przyjedzie pojazd w wysięgnikiem. No i przyjechał.

Matko dwa wozy strażackie 8-O Pięciu rosłych, młodych mężczyzn i jeden ptako-kot na drzewie.

Akcja trwała około godziny. Gapiów się nazbierało. Pan dyrektor cykał zdjęcia całej akcji. Gacek-bohater został zdjęty z drzewa. Trzymał się, biedny, pazurami gałęzi z całej siły. Strażak musiał go odrywać. Powolutku zwieźli go na ziemię i przekazali w moje ręce.

Strażacy-bohaterowie. Myślałam, że ich ucałuje z radości. Ucałowałam Gacka (chociaż myślałam, że w życiu, co jak co, ale kota całować nie będę :-o – więc nigdy nie mów nigdy). Pięknie podziękowałam. Podpisałam protokół zdarzenia i powędrowałam z uciekinierem do domu.

Mamy nauczkę, aby nie wypuszczać kota samego do ogrodu, w którym urzędują na co dzień psy. Teraz jak w „Samych swoich” kota będziemy na sznurku wodzić. No, może nie na sznurku, ale w specjalnej uprzęży.

Gacek nakarmiony i napojony ułożył się na łóżku i usnął.

Kot to ma jednak niezłe podejście do życia.

Film z akcji KOT na Facebooku <*TU*>

Zdjęcia z akcji <*TU*> (też Facebook)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Słoneczna sobota. Jak oddech…

02 kwi

Nie śpię już od trzeciej.
Wciąż mielę jakieś słowa z terapii. On ma spokój a ja? Przyklejam się do zdań, rozkładam je na czynniki pierwsze, robię jakiś durny rozkład logiczny, mentalny, wręcz metafizyczny. Poziom meta – jak często słyszałam na niedawnym szkoleniu. W takich momentach chciałabym być terapeutą i tak jak on stwierdzić, że mam gdzieś to co dzieje się na terapii, bo mam ich n dziennie i niepraktyczne byłoby noszenie problemów pacjentów przez cały tydzień. Ja jestem w tej gorszej sytuacji. To co dzieje się przez 45 minut wynoszę później na całe 7, 14, n dni.

Nie mogłam spać.

Wczoraj z córką zawiozłyśmy kota na zabieg. Bez skrupułów pozbawiłyśmy go męskości. Właściwie nie my, ale weterynarz. Cały zabieg trwał około godziny. Poszłyśmy „w miasto”.
Oddając kota, pan doktor stwierdził: „No to po zawodach!” No, po zawodach. Gacuś nie będzie miał dzieci, ale też jest praktyczna strona tego zabiegu. Dorosły kot ucieka z domu, włóczy się, wdaję się w bójki z innymi kotami i niestety znaczy teren, co jest uciążliwe zwłaszcza, kiedy jego mocz staje się, dosadnie mówiąc, śmierdzący. Okrutne my, kobiety. I wygodne… Można by było dojść do wniosku :-(

Nie śpiąc od trzeciej, buszowałam po internecie. W/na poczcie znalazłam mail od „Zwierciadła” a w nim link do strony bloga prowadzonego przez Tomasza Jastruna (*klik*). Czytałam z zainteresowaniem. Autor wydał niedawno „Przewodnik po depresji”. Wpisy na blogu proste, łagodne, jak oddychanie. Dobrze się czyta. Na przykład ostatni wpis:

„Obudziłem się po piątej…złe myśli, cała ta niemożliwie trudna moja sytuacja życiowa, wynurza się o świcie jak wieloryb z czarnej wody. A za drzwiami korytarz chrapie, sapie czasami pogaduje. Myśli które próbuję rozplątać. Próba słuchania muzyki z odtwarzacza, w końcu prysznic, golenie i siadam do komputera….

Potem próba odespania zlej nocy, ale złe myśli atakują mnie jak wściekłe osy…do Emila…siedzi na łóżku w puklach włosów zanurzony w sobie, nie widzi pięciu osób na łózkach obok.   Biorę od niego jego zeszycik z esejem, ale nie…tu widać , ze jego obłęd jest silniejszy i większy od talentu. Nie widać tak tego jak mówi.

Najbliższych czasami najmniej rozumiemy, bo na drodze do zrozumienia stoją nasze i ich emocje.”

Pięknie, prawda? Więc klikajcie po jeszcze :-) i czytajcie.

Na Facebooku: kilka zdjęć Gacka po utracie męskości, pięknego, słonecznego poranka i grudnia, który zakwitł tym razem w kwietniu i tym razem na czerwono.

Och życie… Westchnienie jak oddech. Oddech wiosenny…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Książka, Życie

 

Kilka słów przed śniadaniem

04 mar

Wczoraj po obiedzie wyszłam pozwiedzać. A jest co oglądać. Wspaniały, rozległy park, ze starymi, olbrzymimi drzewami.

Na spacerze rozmawiałam z Młodym. Na jego pytanie „Jak tam mama?” zaczęłam opowiadać co widzę, ale też o tym jakich ludzi spotkałam na szkoleniu, czyli …, ale o tym pisałam już wczoraj. Syn słuchając tego wszystkiego zapytał:

- Czujesz się tam gorsza?

- Nie, nie czuję się – odpowiedziałam – Oni swój czas przeznaczyli na kształcenie, doskonalenie, zdobywanie nowych tytułów a ja swoje 15 lat przeznaczyłam na „walkę o normalny” dom. Dobrze, że w pewnym momencie doświadczyłam zdarzenia, które wyrwało mnie z tej „misji”. Od ponad dwóch lat mam czas dla siebie i swój rozwój. Wszystko się poukładało. Jesteście już na tyle duzi, że opieka nad wami nie przeszkadza mi w zajmowaniu się samą sobą, więc wynajduje dla siebie wciąż nowe, ciekawe zajęcia. Kiedyś ciekawym zajęciem nazywałam szycie i dzierganie na drutach a dziś poznawanie nowych miejsc i nowych ludzi. Nie mówię, że to co kiedyś było złe, bo nie było. Dzięki temu czasowi mam was, dwójkę wyjątkowych i mądrych dzieci, ale teraz jest czas na mnie i moje potrzeby.

Młody słuchał i przytakiwał.

Dopytywał jak wygląda park i prosił o zdjęcia. Niestety nie wzięłam aparatu a mój telefon nie nadaje się do robienia dobrych zdjęć.

Rozmawiałam też z Maleńką, ale ona żyje sprawami bieżącymi a nie filozofią egzystencjalną ;-) , więc tu liczyły się tylko rzeczowe odpowiedzi, filozofii nie było ;-)

Coś na temat szkolenia. Moja współlokatorka przygotowała się na mocną promocję tematu a tu spotkało ją rozczarowanie, bo prowadzący nie promują zjawiska LGB, ale uczą jak radzić sobie z neutralizowaniem postaw. Mamy być „strażakami” a nie „zarzewiem”. Mamy się nauczyć jak naturalizować skrajne postawy, jak „odczarować” temat, aby ludzie się nie bali i nie reagowali agresją. Najbardziej podobają mi się ćwiczenia. Przez takie ćwiczenia wdać, jak ludzie przyzwyczaili się do życia stereotypami, jak wrosły one w naszą mentalność i wykształciły w nas „okulary” przez które patrzymy na świat.

Opisze proste ćwiczenie, które nazywa się „Wyspa Albatros”.

Prowadząca poprosiła dwie osoby z grypy – mężczyznę i kobietę. Wyszła z nimi na chwilę, aby podać im instrukcję zachowania – mieli odegrać odpowiednią scenkę.

Para weszła na salę. Najpierw szedł mężczyzna z poważną miną a za nim kobieta z pochyloną głową. On był w butach a ona na bosaka. On rozglądał się po uczestnikach bardzo uważnie a ona szła za nim i zdejmowała nogi osób, które siedziały w pozycji „noga na nogę”. Obeszli krąg i podeszli do krzesła. On usiadł na krześle a ona usiadła na podłodze przed nim. On wziął talerzyk z mandarynką i zaczął jeść. Ona spoglądała na niego. On odłamał cząstkę owocu i podał jej. Później położył jej dłoń na karku a ona pochyliła się przed nim trzy razy dotykając czołem do podłogi.

No i teraz nastąpiły pytania o to, co zaobserwowaliśmy.

No jak myślicie? Co przedstawiała ta scenka?

Lecę na śniadanie…

Odpowiedź będzie później, ale chętnie poczytam wasze komentarze, więc piszcie

Pa

******

Już po kolacji. Była pyszna :-D

A komentarzy nie ma :-(

A oto rozwiązanie zagadki – historia ludzi/mieszkańców z wyspy Albatros:

Ludzie na wyspie Albatros są bardzo spokojni i szczęśliwi. Największym bóstwem jest Matka Ziemia, która otaczana jest najwyższą czcią. Kontakt z ziemią uważany jest za duży przywilej. Zadbanie o to, aby goście dotykali stopami ziemi, jest więc wyrazem ogromnego szacunku. Dzięki temu mogą bowiem czerpać energię kosmiczną z wnętrza ziemi. Kobiety na wyspie są płcią uprzywilejowaną, ponieważ to one dają życie, tak jak Matka Ziemia. Mężczyźni muszą zawsze iść w pewnej odległości przed kobietą, aby ochronić ją przed potencjalnym niebezpieczeństwem (np. przed wężami). Mężczyźni zawsze muszą spróbować jedzenia, zanim zacznie jeść kobieta. Kobiety — w przeciwieństwie do mężczyzn — mają przywilej siedzenia na ziemi, aby być blisko
Matki Ziemi. Zgodnie z wyspiarskim rytuałem mężczyźni mogą doświadczać intensywniejszego kontaktu z ziemią poprzez położenie dłoni na szyi kobiety, podczas gdy ona dotyka czołem ziemi. Tylko w ten sposób mężczyźni mogą pobierać kosmiczną energię płynącą z Matki Ziemi. Rytuał ten kobieta może zaoferować mężczyźnie, gdy darzy go szczególnym szacunkiem.
Poza tym rytuałem mężczyźni nie mogą dotykać kobiet bez ich pozwolenia.

 Oto prawdziwe rozwiązanie…

A jakie były nasze (osób ze szkolenia) odpowiedzi, nasze spojrzenia przez „okulary”? Wszyscy widzieli przemoc mężczyzny w stosunku do kobiety, to że idzie bosa za mężczyzną – czyli jest źle traktowana i jest podległa mężczyźnie.  Dotknięcie jej za kark i pochylanie do ziemi to objaw fizycznej przemocy i agresji z jego strony.

Wniosek – Na nasz sposób postrzegania i komunikowania wpływają różne czynniki.

Niezły owoc szkolenia :-D

I jeszcze film, który warto obejrzeć:

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Życie

 

Ocieplam wizerunek ojca… A to wszystko przez kota

18 lut

Jest 5:37

O 5, nie może o 4, do drzwi zaczął drapać kot

Poczłapałam do drzwi

wpuściłam sierściucha

o spaniu można pomarzyć

father-656734_640***

Otwieram laptop

wchodzę na stronę bloga i piszę…

Zastanawiam się dlaczego terapeuta „spycha” mnie do dzieciństwa?

Dlaczego…

Wiem dlaczego, ale wciąż się przed tym bronię.

Wciąż czuję nienawiść do ojca

Chowam do niego urazę i nie umiem mu wybaczyć. Pielęgnuję to uczucie i chętnie do niego wracam. Nie chcę go zrozumieć, zobaczyć w innym świetle, zracjonalizować jego postępowanie. On jest jak zadra, boląca drzazga. Układam sobie życie a on jest cały czas w jego centrum. Nie chcę, ale wciąż dookoła niego się kręcę. Mały człowieczek (był niższy ode mnie, jakieś 162 cm wzrostu) a kręci mną cały czas.

Próbuję sobie przypomnieć jakieś dobre historie, aby ocieplić jego wizerunek, poczuć do niego ciepłe uczucia a w efekcie odkleić się od niego i pozwolić mu odejść. Jest we mnie dużo złości do niego. Złości a wręcz nienawiści.

Co pamiętam dobrego?

Pamiętam, jak owijał moje stopy onucami z wełnianego sukna, aby zimą nie marzły na mrozie.

Pamiętam jak pastował moje buciki, aby nie przyklejał się do nich śnieg.

Pamiętam jak smażył placki ziemniaczane, kiedy mama była w szpitalu. Okazało się, że nie dodał soli i jak mu było głupio, że nie smakują jak mamy (a może to ja wtedy robiłam te placki a on je jadł i chwalił, chociaż nie były smaczne – nie wiem).

Pamiętam jak wracaliśmy z pola ciemną nocą. Koń z wysiłkiem ciągnął wyładowany wóz, ja leżałam na sianie z twarzą zwróconą do rozgwieżdżonego nieba i zadawałam mu różne pytania a on cierpliwie na nie odpowiadał. Czasami nic nie mówiłam, tylko słuchałam jego ludowych przyśpiewek o Jasiu i Marysi. Nie lubił kiedy ja śpiewałam. Krzyczał wtedy…

Na imieniny dostawałam od niego kwiaty – polne floksy przewiązane czerwoną wstążeczką, albo czerwonym sznurkiem ( z tego sznurka robił też chwosty do końskiej uprzęży – tłumaczył wtedy, że takie bąble zawiesza się koniom, które gryzą i są niespokojne).

W dnu ślubu, kiedy zobaczył mnie w białej sukience zaczął ocierać łzy z oczu. Podczas błogosławieństwa był mocno wzruszony.

Zawsze się martwił, czy jadłam. Kiedy po porodzie mocno schudłam usłyszałam od niego rzucone w gniewie słowa: „Trzeba się nie pier… , tylko jeść”. Jemu podobały się kobiety dobrze zbudowane. (może dlatego zawsze chciałam być chuda?)

Co jeszcze?

Co jeszcze można byłoby wyłowić z niebytu pamięci i ocieplić jego wizerunek, ojca despoty?

Na pierwszy plan wyłażą złe chwile i strach.

Jestem dzieckiem DDA

Dorosłym dzieckiem

z zaburzeniem emocjonalno-przystosowawczym (albo coś podobnego – już nie pamiętam dobrze – wyparcie).

Zaburzenie, które rozwaliło mi życie a z którym teraz walczę od ponad dwóch lat. Idzie jak po grudzie.

W notce o sobie napisałam, że znam ciemną stronę życia a tej jasnej uczę się powoli.

Bardzo powoli

Bardzo

***

Zaraz będę budzić dzieci

jest 6:17

Mała dziś jedzie na wycieczkę

***

Może pomyślę w ciągu dnia o dobrych chwilach z ojcem?

Już na myśl o takich chwilach się jeże i z nerwem zapytuję: a były takie chwile? Były?!

Może były, tylko ja bardziej oddaje się tym złym wspomnieniom. Jątrzę, rozdrapuję, rozpamiętuję i złoszczę się na niego.

Może czas zostawić go w spokoju, gdziekolwiek by nie był – w niebie, piekle, czy czyśćcu.

Pozwolić mu odejść …

I odetchnąć spokojnie

***

Mała się obudziła

Idę do kuchni…

***

Może dziś tu jeszcze zajrzę… w sensie na bloga :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Kto się boi Virginii Satir?

10 lut

Właśnie wróciłam

Próbowałam do czegoś dotrzeć

Do czegoś bardzo ważnego, a właściwie kogoś bardzo ważnego

Jest jeszcze bariera

- No gdzie ta bariera? Gdzie? W którym miejscu? – padło pytanie

Zwiesiłam się i długo wpatrywałam w okno.

- Jak to gdzie? – pomyślałam, a głośno – Ja nie pozwalam sobie samej na dotarcie do siebie. Ta bariera jest we mnie, w moim umyśle…

Usłyszałam historię o złamanej ręce, która się krzywo zrosła. Ten, kto miał złamaną rękę już się do niej przyzwyczaił, ale lekarz zadecydował, żeby jednak ją wyprostować i zlecił najpierw łamanie kości. Bolało. Bolało jak cholera. Ręka została złamana i zestawiona na nowo. Założono gips. Ten ktoś patrzył na gips z radością, bo wiedział, że pod spodem jest zdrowa ręka. Reka będzie prosta i sprawna. Będzie piękna.

Nie pozwalam na łamanie…

Bronię się…

VirgniaUsłyszałam też o pewnej osobie. Kobiecie. To prawdziwa postać i nazywa się Vrginia Satir – terapeutka rodzinna o pięknych poglądach.

O czym mówiła? Otóż:

Zmiana i uczenie się jest oparte o przekonania:

- zmiana jest zawsze możliwa
- mamy wszystkie zasoby potrzebne do rozwoju,
- wszystkie przeszłe doświadczenia które były niemile mogą być zastąpione przez nowe,
- uczenie się następuje w ramie komfortu, ciepła, owocności,
- wszystko może być zasobem,
- każde zachowanie jest próbą rozwoju,
- wybory to decyzje podejmowane w określonym momencie,
- podstawowa triada – matka, ojciec i dziecko – przedstawia bazowe składniki tożsamości i ma potencjał być owocnym źródłem rozwoju i energii.

Zmiana i uczenie jest oparte o kontekst:

- humanistyczny – odwołujący się do ludzi
– dynamiczny – odwołujący się do zmian i ruchu
– organiczny – niehierarchiczny
– kreatywny – pozwalający na nowe możliwości, wkłady, modele.

Ludzie maja wspólne potrzeby: przeżycia, rozwoju i uczenia się, bycia produktywnym i kreatywnym, odkrywania sensu i porządku, zbliżania się do innych.

Spójna komunikacja: dawać, brać, sprawdzać informacje, otwarcie, jasno, bezpośrednio formułować swe potrzeby.

Komunikacja dzieje się w czasie i miejscu, ma swój cel, podnosi uczucie własnej wartości:
– traktując inność jako kanał rozwoju
– wzmacniając wyjątkowość każdej osoby
– umacniając i energizując każdą osobę
– manifestując seksualność na odpowiednie sposoby
– podejmując decyzje należy bazować raczej na rzeczywistości niż na tym, kto ma władzę
– mając dostęp do własnych zasobów

Co doprowadza do:

Życia w 5 wolnościach:
- mówienia tego, co się myśli, zamiast tego co się powinno mówić
- widzenia i słyszenia tego co tam jest, zamiast tego co się powinno widzieć i słyszeć
- czucia tego co się czuje, zamiast tego co się powinno czuć
- proszenia o to co się chce, zamiast czekania na pozwolenie
- podejmowania ryzyka we własnym imieniu, zamiast wybierania bycia bezpiecznym.

W rodzinie komunikacji uczysz się poprzez:
– to co widzisz, słyszysz, obserwujesz
– co inni robią
– jak inni reagują, działają, odpowiadają, robią
– jakie są zasady i jak wyraźnie lub niewyraźnie są określone
– co można powiedzieć lub zrobić, czy to w ukryciu czy otwarcie

(a nie przez to, jak głośno krzyczymy, jakie polecenia i zakazy/nakazy narzucamy, jakie kary stosujemy!!!!! – mój komentarz)

Taki rodzaj komunikacji pozostaje pod wpływem naszych sytuacji życiowych, które również wpływają na to, jak reagujemy. Osobiste i socjalne sytuacje i warunki rozszerzają ten wpływ.

Czynniki osobiste to:

uczucia, myśli, reakcje ciała, zmysły, stan zdrowia, upośledzenia, fantazje i uprzedzenia, zasady: kto mówi, kiedy, jak, o czym, wartości społeczne, duchowe, kulturowe i ich ograniczenia, środowisko, oczekiwania i żądze, przypuszczenia, aktualne prawdy, wnioski, stereotypy, cienie przetrwania.

Komunikacja i własna wartość:

„Własna wartość pozwala na wybór zachowań w stanie świadomości”.

To jak mówimy wpływa na to jak się czujemy ze sobą i z innymi, a nastepnie wpływa na to jak rozmawiamy i co mówimy. Nasze wnioski i zachowania wpływają na nasze odczucia na swój temat i o innych, które razem wpływają na nasz poziom własnej wartości.

To co osoba mówi w danej chwili, prezentuje jej prawdę w sposób, w jaki ją widzi w tym właśnie momencie. Każde zdanie, pytanie, komentarz zawiera przynajmniej dwie rzeczy – moją percepcje siebie i moje oczekiwania wobec innych.

Kiedy chce coś powiedzieć, co mam w intencji, chcę i mówię, ale  przechodzi to przez moje myśli, uczucia, zmysły, wnioski, stan mojego zdrowia, moją aktualną rzeczywistość, przeszłe doświadczenia, wszystkie filtry komunikacyjne, które determinują co ja naprawdę mówię, jak wyglądam i się zachowuje, co jest komunikowane zarówno werbalnie i niewerbalnie, tak jak mój przekaz dla ciebie, który postrzegasz swymi zmysłami  i filtrami komunikacyjnymi. Twoja odpowiedź i reakcja przechodzą przez myśli, uczucia, zmysły, wnioski, stan twojego zdrowia, twoją aktualną rzeczywistość, przeszłe doświadczenia, wszystkie filtry komunikacyjne i powstaje wynik – interakcja pomiędzy mną a tobą.

No i co – piękna terapeutka. Pełna prawdy o nas samych. Prawdy, której staramy się nie widzieć, bo tak łatwiej, bo to za bardzo boli, bo można winę zrzucić na kogoś innego, nakrzyczeć na niego, zmieszać go z błotem, dokopać i poczuć… ulgę? Nie, wszystko, tylko nie ulgę. Pamiętacie zasadę lustra?

Kto się boi Virginiii Satir?

Ten, kto boi się siebie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Uwaga, nie czytać! Są wulgaryzmy :-/ O pozytywnym motywowaniu do zmian

31 sty

Wczoraj zjazd w warszawce.

Filozofia polityczna i kosmiczny wykładowca (pisałam o nim kiedyś ) ze swoją wypasioną terminologią. Dla mnie to był jeden wielki bełkot i zasada „im dalej w las, tym więcej drzew” a więc nagromadzenie obco brzmiących słów, których znaczenie znał (takie miałam wrażenie) jedynie on, czytaj wykładowca. Siedziałam jak na tureckim kazaniu. A swoją drogą fajnie by wyglądał jako turecki pasza. Nie, właściwie to nie, bo ma za długie włosy i nie ma brody. A może derwisz, bo rozkręcił się ze słownictwem tak, że … Hola, hola babo, przecież to profesor a ty tu o paszach i derwiszach. Ok, przywołuję się do porządku…

Z jednym miał rację (to zrozumiałam) – powiedział coś o coachach motywujących i pompowaniu w ludzi „pozytywnych” treści i zachowań. Motywowanie do zmian, koniecznie pozytywnych. Ja sama zauważyłam, że mamy wysyp takich nauczycieli. Motywują, pompują, piorą smutne umysły załamanych ludzi, pokazując happy świat, wystarczy użyć odpowiednich słów, odpowiednich gestów i zachowań i już możemy wejść w happy strefę i żyć szczęśliwie pełną gębą. To nic, że ktoś jest w depresji, to nic, że rozpieprza mu się życie, to nic, że myśli o sobie negatywnie, to nic! Można to zmienić! – krzyczy uśmiechnięty coach. Przypomina mi to scenę z cyrku i klauna z wymalowanym uśmiechem, który tryska energią, werwą i humorem a poza sceną pociąga długi łyk z nieodłącznej piersióweczki, bo życie, jak by nie patrzeć, ma chujowe. (sorry). 

Sama przeczytałam mnóstwo książek napisanych przez ludzi, którzy zmienili swoje życie na szczęśliwe a teraz dają rady innym, jak szczęśliwie żyć. I co…? I nic, pstro. Owszem, używałam mnóstwa cytatów, np. Reginy Brett. Owszem, lubię to, ale jest jeden myk w całej happy sytuacji. Wszyscy ci ludzie przeszli długą, własną terapię a teraz jeszcze zarabiają pisząc o niej i udzielając rad, wróć, wyrażając złote myśli. Kiedyś przeczytałam kilka fragmentów mojemu Młodemu, na co on odparował:

- Mamo daj spokój. Nie mogę tego słuchać. To mi przypomina wizytę u cioci, która mówi rób tak i tak, bo jak nie, to ciocia będzie smutna. Tylko rady cioci uratują ci dupę więc słuchaj mnie a dobrze na tym wyjdziesz. Mamo, nie czytaj!

Owszem, czytanie książek pokroju Reginy Brett zostanie tylko czytaniem a poza tym może w nas wzbudzić negatywne emocje, bo czytamy a ni diabła u nas to nie działa. Wypisujemy sobie złote myśli Reginy Brett, Ani Witowskiej, Dagmary Skalskiej (Pozytywnej Egoistki), Beaty Pawlikowskiej i mnóstwa innych. Widzimy uśmiechnięte panie, wyjeżdżające w piękne miejsca i krzyczące „Ty też tak możesz! Otwórz się na nowe możliwości! Wszystko jest w zasięgu twojej ręki – zmień myślenie a  świat stanie dla ciebie otworem!” No, ok, tylko którym otworem? Bo może stanąć tyłem a nie przodem… Taki sarkazm z rana :-(  Żeby coś zmienić w życiu nie wystarczy naczytać się pozytywnych nowomów i naprzyklejać kartek z pozytywnymi cytatami. Kiedy ktoś jest w czarnej dupie nie w głowie mu pozytywne powiedzonka, głaskania i słówka „Nie martw się, będzie lepiej. Na wszystko trzeba czasu”. A ten czas działa na naszą niekorzyść, bo zakopuje nas w depresyjnym myśleniu.

Wszystkie panie wymienione przeze mnie jako pozytywne (teraz) egoistki, wcale takie nie były. Pamiętam wywiad z Beatą Pawlikowską, która przeszła przez próbę samobójczą, depresję, gwałt – mówiąc malowniczo, miała przesrane życie a teraz pisze książki motywacyjne z uśmiechniętą buzią. Czy ktoś widział jej oczy? One są smutne. To oczy małej dziewczynki, smutne, przestraszone i wołające o słuchanie. Mnie nie oszuka radosny uśmiech i happy audycje w „zetce” a cudowności życia. Przeżyła wiele i lubi uciekać w dzikie miejsca. Znajduje tam piękno i spokój, bo nie umie tego piękna i spokoju znaleźć w ludziach. To nie jest radosne…

Wracam do tego, co chciałam powiedzieć o „pozytywnych” kobietach, wymienionych przeze mnie. Mają wspólny mianownik – przeszły długą terapię. Długą i ciężką, dlatego teraz potrafią zobaczyć pozytywy życia i czerpać z nich radość. Nie oszukujmy się, że te pozytywy są ogólnodostępne bez pracy nad sobą. Nie! Czytanie o nich to nie to samo, co osobiste przeżywanie. To jak lizanie szyby, za którą cukiernik wystawił ogromnego, kolorowego lizaka.  Czy szyba jest słodka? Nie, ale lizak taki ponętny i kolorowy a mało kto odważa się zbić tę szybę. Terapia jest właśnie takim „zbijaniem szyby”, ale wiele osób decyduje się na jej lizanie (jakkolwiek to nie zabrzmiało). Wymądrzam się? Wiem, wymądrzam i jestem miejscami wulgarna. Gdyby ktoś pięć lat temu zaproponował mi terapię, popatrzyłabym i powiedziała, że coś z nim nie tak. Z nim, nie ze mną. Gdyby nie zadziało się to, co przeżyłam, dalej tkwiłabym w małżeństwie, które mnie niszczyło i czytała motywujące książki i obarczała winą, że ja nie potrafię zmienić swojego marnego żywota. peace_heart

Dziś z mojego bezpiecznego miejsca, mojego DOMU, mogę podziękować Bogu, opatrzności i sobie ( albo sobie, Bogu i opatrzności) za wszystko co mnie spotkało. Za złe chwile, które mnie wzmocniły. Podziękować sobie za moją naiwność i uparte dążenie do zmiany. Za dreptanie w miejscu i nagłe skoki do zmian. Wczoraj usłyszałam od koleżanek z „roku”, że jestem dzielną dziewczynką (na pytanie dlaczego mnie nie widziały prawie dwa miesiące, odpowiedziałam, że sama robiłam remont własnego mieszkania). JESTEM DZIELNA! To nic, że cholernie naiwną, ale upartą, silną i dzielną. Howgh! Tak rzekłam! :-D

W środę, na terapii usłyszałam, że teraz mam to, co jest w podstawie piramidy Maslowa, a więc poczucie bezpieczeństwa, na które składa się: spokój, wolność, wygoda i zabezpieczenie socjalne. To wszystko mam. I mam takie marzenie, żeby nasze „kochane” państwo pomyślało o takich kobietach jak ja. Kobietach, które musiały zostawić swoje „ciepłe” domy i ratować życie swoje i dzieci, aby normalnie żyć. Byłoby im dużo łatwiej, gdyby państwo zapewniło im podstawowe prawo do bezpieczeństwa i bezpłatną terapię. Bez jednego i drugiego nie ruszą z miejsca a życie będzie dla nich dalej pasmem udręk. Ja poczucie bezpieczeństwa wypracowałam sobie sama a terapię załatwili mi przyjaciele, ale nie każdy jest taki zdeterminowany jak ja, ma tyle siły i takich przyjaciół. Kobiety z mojej „niszy” są bardzo przerażone, załamane i z niskim poczuciem wartości. Wszystko je przeraża a zaplecze socjalne… no właśnie, jakie zaplecze socjalne? Czasami lepiej dla nich (tak myślą) zostać w domu – mieć dach nad głową i modlić się do Najwyższego o przeżycie.

No to się napisałam i to wszystko dlatego, że wnerwia mnie nowa moda – głośne krzyczenie, że możesz wszystko, w tobie siła, uśmiechnij się, przestaw swoje priorytety, dąż wciąż do przodu, otwórz się na nowe możliwości. Wszystko barwnie i krzykliwie z mega uśmiechem. Stop!!!! Zmiany przychodzą w ciszy, spokoju, zrozumieniu, pogodzeniu, z mnóstwem wylanych łez i mentalnym bólem, ogromną pracą nad sobą. Upadaniem i upartym podnoszeniem się i wystawianiem łba do słońca, kiedy to cholerne życie nas powala. Tak jest u mnie

Na „okraszenie” dzisiejszego wpisu trochę prawdy o życiu, w wykonaniu wspaniałego barda Leonarda Cohena – ogromny sarkazm – to lubię!

dodaje tłumaczenie tekstu by Maciej Zębaty

Więc tańczymy i pijemy
Zespół wszystko daje z siebie
Johny Walker jest jak mędrzec
Co wpadł w szał
Dziewczę, z którym jestem tutaj
Chce Aniołem być współczucia
I udami ściska mocno cały świat
Byle pijak, byle menda
Szczerzy do niej się jak Linda
Kiedy skrzypek zajebiście
Skrzypi w takt…

Panie zrywają bluzki swe
Panowie w tańcu depczą je
W tym tańcu łatwo przegrać mecz
Gdy skończą każą płacić lecz
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas

Romantyczni, smętni czasem
Popijając jabol z kwasem…
Gdy Duch Święty o swój befsztyk
Robi szum
Kiedy księżyc pływa nago
A noc letnia pachnie magią
Spodziewamy się, że wolność
Przyjdzie znów

Więc walczymy pnąc się wyżej
Pośród węży, po drabinie
Na szczyt wieży, tam gdzie wzniośle
Śpiewa chór

Przysięgam, tu jest właśnie tak
Spojrzenie, całus, krzyk – to znak
Że Wrót Miłości drgnęła stal
Dlatego jednak trochę żal
Że kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas

Kochałem twoje piękno
Choć potem mi wymiękło to
Lecz piękno swe czcisz przecież
Nadal ty
Kochałem twoje ciało
Wciąż słysząc przy tym Boga głos
On rzekł, że zawsze mieszkasz w ciele swym…

Kochałem cię ze wszystkich sił
I kocham, choć już nie mam nic
Prócz smutku i poczucia
Samych strat

Wspominam cię wśród czterech ścian
O przyszłość już nie wiele dbam
Wolność jest śmiercią, ja ją znam
Lub czymś pomiędzy – nie wiem sam
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas

Wspominam cię wśród czterech ścian
Wśród wichrów zmian i seksu plam
Wolność jest śmiercią, ja ją znam
Lub czymś pomiędzy – nie wiem sam
Już kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas

Więc tańczymy i pijemy
Nic właściwie się nie dzieje
To martwy bar, jak Raj
W sobotnią noc
Dziewczę, które jest tu ze mną
Wciąż mnie łechce nadaremno
Nosi mini choć ma pewnie
Lat ze sto

Za Straszną Prawdę piję więc
Tę którą Młodym trudno znieść
Choć w sumie dość gówniany
Jest jej smak

Przeklęta knajpa daje w gaz
Niech żyje Szatan, Chrystus Pan!
Szefostwu jednak w to nie graj
Więc światłem już oślepia nas
Bo kończyć czas
Kończyć czas
Kończyć czas

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

O białych skrzydłach i listach, miłości i dawaniu sobie szansy na…

12 gru

Najpierw opowieść Patrycji Cichy-Szept o skrzydłach dla… każdego z nas

skrzydłaZa każdym razem, gdy myślisz o sobie źle – pozwalasz podcinać sobie skrzydła.

Za każdym razem, gdy myślisz, że ci się nie uda – pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Gdy uważasz, że jesteś do niczego, gdy myślisz, że nie warto próbować – pozwalasz podcinać sobie skrzydła.

Za każdym razem, gdy porównujesz się z innymi, gdy wyrażasz się o sobie bez szacunku – pozwalasz by podcinano Twoje skrzydła.

Zawsze gdy przestajesz się do siebie uśmiechać, gdy wyznaczasz sobie cele nie dlatego, że ich pragniesz, tylko po to, żeby im coś udowodnić – pozwalasz, by podcinali Ci skrzydła.

Za każdym razem, gdy wyrzekasz się siebie – dobrowolnie podkładasz swoje skrzydła pod topór.

Zawsze, gdy potakujesz, uśmiechasz się mimo łez, gdy nie pozwalasz płynąć rzece swoich prawdziwych uczuć – wyrywają Ci kolejne pióro.

Zawsze, gdy krzywdzisz siebie – dajesz pozwolenie na to, by ograbiono Cię z tego, co masz najcenniejsze – możliwości by unieść się ponad to, co Cię krzywdzi. Bo przecież bez skrzydeł nie polecisz. Zamyka się więc błędne koło.

Za każdym razem, gdy godzisz się by dziecko, które masz w sobie krytykowano, wyśmiewano, zmieniano na modłę tych, czy innych, krzywdzono – pozwalasz tępą piłą rozszarpywać mu skrzydła.

Zawsze, gdy się poddajesz i przestajesz walczyć o swoje szczęście – obdarowujesz ich nożyczkami i z podkulonym skrzydłem pozwalasz by cięto.
……
……
…..
Ponieważ krzywdząc i nie szanując siebie, dajesz im pozwolenie, by pozbawili Cię skrzydeł.
Czasami Twoje zachowanie jest tak bardzo wyraziste i oni myślą, że się aż prosisz, by Ci pomóc i szarpią z Ciebie kolejne pióro, z tyłu samemu niewygodnie, ktoś musi pomóc – więc dowalasz sobie najbardziej jak potrafisz.
Nie miej do nich pretensji za to, co robią. To TY krzywdząc i nie szanując siebie, nie dając sobie samemu miłości wkładasz im w ręce narzędzie zbrodni. Narzędzie, które Tobie podcina skrzydła. Możesz im zabraniać, płakać, prosić i błagać. Możesz mieć pretensje do losu i świata, możesz ich nienawidzić, zanosić modły do Nieba i przebłagiwać Wielkiego Ducha, ale to nic nie da. NIC! Dopóki sam wkładasz im w ręce narzędzia zbrodni, dopóki samą siebie krzywdzisz…

Wszystko zaczyna się ode mnie, od Ciebie….
cudownej soboty
wróżka drzew
/P.C-Szept/

Jak zwykle piękna opowieść

Podcinanie i wyrywanie skrzydeł. Wiele razy tak się dzieje w życiu. Nie słuchamy własnego ja, oddając swoje życie komuś innemu. Wyjaśniamy to miłością, wiarą, opieką, autorytetem. Boimy się żyć własnym życiem…

To tak gwoli wstępu do czegoś, co mnie bardzo poruszyło. Nie powiem, że zburzyło mój święty spokój, bo myślałam o tym już od dawna. Myślałam o ojcu moich dzieci. Zastanawiałam się, czy kiedyś będzie próbował się z nimi skontaktować.

W tym tygodniu moje rozmyślania przybrały materialny kształt.

W poniedziałek odebrałam wiadomość, że są listy do dzieci. Listy od ojca. Ogromne zaskoczenie. Poczułam najpierw ogromną ciekawość o czym do nich napisał a później ogromną pustkę, odrętwienie.

Pojechałam po nie we wtorek. Nic nie mówiłam dzieciom. Nie chciałam ich denerwować (a może denerwować siebie). Odebrałam, podziękowałam za dyskrecję. Wrzuciłam do torebki i pojechałam do pracy. Listy nie dawały mi spokoju. Pięknie zaadresowane – Do mojego kochanego syneczka a drugi Do mojej kochanej córeczki. Chciałam je wyrzucić, podrzeć, zakopać. Cokolwiek, ale… Listy nie były moje. Były moich dzieci. Gdybym ja była w ich sytuacji, to co bym wtedy chciała wiedzieć? Gdybym… Musiałam spojrzeć z ich perspektywy, nie swojej – zastraszonej żony, której udało się uciec, jak bym postąpiła? Nie wiem. Oni oboje są odrębnymi istnieniami z odrębnymi poczuciami rzeczywistości. Nie myślą jak ja, myślą po swojemu. Nie wejdę do ich głowy. Jedyne co mogę zrobić, to zobaczyć o czym pisze ich ojciec – schizofrenia może powodować rożne urojenia. Przyznam się, zrobiłam bardzo brzydką rzecz – dopuściłam się cenzury – przeczytałam je, chociaż nie były adresowane do mnie. Zarzekłam się, że nie oddam ich dzieciom. Ukryję. Oddam kartki świąteczne dopiero po świętach a listy… no nie wiem, może wcale. Listy nie zawierały obraźliwych treści. Były piękne. Napisane z błędami, krótkie, pełne słów miłości, tęsknoty i życzeń. Co robić? Jak się zachować? Chodziłam jak struta do czwartku. W czwartek wieczorem zawołałam oboje i zaczęłam. Wyjęłam dwie białe koperty i bardzo nieporadnie zaczęłam formułować zdania od przeprosin. Syn nie bardzo wiedział o co chodzi, więc uznał, że to bardzo zła wiadomość i się rozpłakał. Maleńka siedziała bez słów. Przekazana koperta wypadła z  jej rąk.

Późną nocą syn przyszedł porozmawiać.

Maleńka do tej pory nie przeczytała listu. Nie chce o nim mówić i nie chce mówić o swoich odczuciach. „Postawiła” mur milczenia i przyklejonego na buzi uśmiechu.

Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Nie wiem, czy dobrze bym zrobiła ukrywając listy. Nie wiem. Dylemat moralny. One mają ojca, nie mam prawa im go odbierać. Gdyby nie choroba, byłby dobrym człowiekiem. Pełno w nim było ( teraz widzę, że nadal jest) dobrych uczuć… Schizofrenia to trudna choroba.

Ja naprawdę nie wiem…

Gdyby… za dużo tego gdybania. Życie toczy się dalej. Wciąż do przodu, pozostawia za sobą wspomnienia i zdobyte doświadczenia. Nie jestem w stanie uciec od jego wartkiego nurtu – nurtu życia. Uczę się w nim pływać. Uczę się…

Daję sobie szansę, daję szansę dzieciom. Na co? Na przeżywanie, oswajanie starego, możliwość spotkania czegoś nowego. Ucieczka nic nie da. Patrzę w twarz strachowi a on staje się mniejszy. Że teraz plotę truizmy?! Z tych truizmów składa się, życie, które truizmem nie jest. Jest ważne

*****

Coś jeszcze nie daje mi spokoju. Te słowa o nim, o tym, że gdyby nie choroba, byłby dobrym człowiekiem. Temat choroby psychicznej to grząski temat. Wciąż chciałabym widzieć go „normalnym”. Nie stosować podziału na zdrowych i chorych. Syn zwrócił mi uwagę na pewien fakt dotyczący treści listu. Powiedział „Ten list wygląda, jakby napisał go nastolatek”. To prawda. On zawsze miał góra 18 lat. Fizycznie się starzał, ale psychicznie zaczepił się w wieku 18 lat. Był moim trzecim dzieckiem, które nie radziło sobie z dorosłymi obowiązkami. Wymagałam od niego bycia odpowiedzialnym dorosłym a on reagował agresją.  Nie umiał wydorośleć a ja nie umiałam tego zrozumieć. Te listy wyglądają, jakby napisał je zakochany osiemnastolatek. Ma tam dobrą opiekę, terapię, ustawione leki, brak stresu. Zaczyna „normalnieć”. Tak jak po powrocie ze szpitala w P. Tak bardzo się cieszyłam, że nareszcie zaczyna się interesować życiem rodzinnym i dziećmi. Nie na długo. Przestał brać leki. Był zajazd, agresja i mozolne przekonywanie do leczenia.

Wciąż o tym myślę. Żal mi go, ale nie w tym sensie, żeby do niego wrócić. Nie chcę. Za bardzo pamiętam swój strach i „czarowanie” rzeczywistości przez myślenie: „kiedy bierze leki my jesteśmy bezpieczni”. Marne to było bezpieczeństwo. Życie z odbezpieczonym granatem i czekanie na wybuch.

Dwa listy a tak wiele emocji.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Nie mam czasu! Zarobiona jestem!

08 wrz

No i zaczął się kierat. Nie, żebym się skarżyła, tylko… zarobiona jestem.

W pracy koleżanka opowiedziała mi kawał o naszych braciach mniejszych, ups, młodszych.

Otóż: Policjanci, którzy patrolowali wieś mieli się wykazać liczbą wlepionych mandatów. Ale jak i kogo karać? Wieś zamieszkiwali starsi ludzie a oni raczej wykroczeń nie popełniali. Do czasu… Któregoś dnia starszy pan prowadził jeszcze starszego osiołka, mocno go popędzając a nawet czasami strzelając z bata po zadzie zwierzęcia.

- Ruszaj się! Wio, ty stara pokrako! – krzyczał i groził mu batem.

Zaczajony w krzakach policjanci zatarli ręce:

-”Będzie mandacik!  Jak można tak traktować zwierzę?” – pomyśleli i z surową miną pojawili się przed zaskoczonym chłopem.

- No gospodarzu, mandat 100 zł. Czy nie wie pan, że zwierzęta to nasi młodsi bracia? Jak można bić takiego starego osła?

Chłop zdębiał. Popatrzył na czworonoga i zaczął go czule głaskać:

- Oj! Mój kochany osiołku! Przepraszam! Bardzo ciebie przepraszam! Nie mogłeś powiedzieć, że masz starszych braci w policji?

No i to na razie tyle! Jak będzie czas odwiedzę stronę i napiszę coś więcej.

A i jeszcze coś! Kiedyś pisałam o bardzo utalentowanym człowieku – Paul Sixtus (nie odmieniam, bo pewnie popełniłabym błąd) Umieściłam w panelu bocznym dwie jego piosenki. Człowiek o wspaniałym głosie! Byłam na paru jego koncertach, które zorganizowali znajomi. Wziął udział w The Voice of Poland! Przeszedł przez przesłuchania w ciemno i wybrał grupę Tomsona i Barona. Super człowiek i piękny głos !!! Jego strona na Facebooku: Tobiasz Staniszewski.

Warto posłuchać! Polecam!


Przyszły zwycięzca! Tak myślę!!! Oglądajcie i głosujcie podczas kolejnych emisji programu!

Głosować można na stronie radia ZET !

 

No dobra, jeszcze opowieść o tym, że każdy ma swojego anioła stróża (niedawno przeczytałam na Fb)

Czas Przeznaczenia

„Dawno temu był sobie człowiek, który nie chciał mieć własnego Anioła Stróża i robił wszystko, aby się go pozbyć. Kąpał się w najgłębszych jeziorach, wystawiał na błyskawice, błądził w najgłębszych lasach…
Zawsze w ostatniej chwili czyjaś dłoń wyławiała go z zimnej wody, wyprowadzała z ciemności, chroniła przed piorunami.
Anioł przychodził do niego w snach błyszczący i pewny siebie.
– Ja jestem, tak jak byłem i będę dopóki świat się nie skończy, – powtarzał.
Pewnego dnia człowiek wszedł na Najwyższą Górę Świata i skoczył. Lecąc w dół pomyślał, że nareszcie pozbędzie się swojego Anioła i już go nikt nie ochroni… Nagle zauważył, że przestał spadać i unosi się w powietrzu.
– Chyba fruwam – powiedział na głos.
– Fruwamy – poprawił Anioł, który trzymał go mocno w objęciach.
– Po co to wszystko? – zapytał wtedy zaciekawiony człowiek.
– Po to, aby ci pokazać, że możesz się mnie pozbyć tylko wtedy, kiedy nadejdzie na to odpowiedni czas – odpowiedział spokojnie Anioł.
-Jaki czas? – zapytał gorączkowo zaniepokojony człowiek.
-Czas przeznaczenia – odpowiedział Anioł i puścił człowieka…”

Pier D’Aubrigy ze strony „Po pierwsze ludzie”

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Muzyka

 

Konwersacja trochę nerwowa cz. 6 – o radzeniu sobie.

27 wrz

Pozwól mi marzyć
Pozwól mi uwierzyć 
Pozwól mi powiedzieć 
że możemy zmienić historię 
Jeśli prawdą jest, że jesteśmy wolni 
że możemy odlecieć 
Uwolnij mnie 
Mam wrażenie że się zadławię

W tym mini mini mini świecie mini mini
Ten mini mini świat mini
Ten mini mini świat mini mini 
Czuję się jakbym biegła w zwolnionym tempie 
W tym świecie mini (…)
Nadal śnię że śpiewamy tę samą melodię

Nie rozumiem ich
ale co chcą powiedzieć
dlaczego jest mi zimno
Czy to tak się umiera?
A jeśli chcę przeżyć
Czy naprawdę muszę to zaakceptować
Ze wszystkim się dostosować
Z dala od mej rzeczywistości

Zatem idę każdego dnia 
Umieram w każdym momencie 
Czuję że
Życie trwa tylko chwilę 
Niesiona po horyzont
Przez jakieś nuty muzyki
Śpiewam o nadziei
Aby uczynić moje życie magicznym (…)

Tłumaczenie: tekstowo.pl

Znów przyszła. Nie było jej już bardzo długo. Już myślałem, że w ogóle nie przyjdzie. Dni leciały bardzo szybko. Minęły wakacje. Znów wrzesień. W koronach drzew zaczęły pojawiać się barwy rdzy i złota. Jesień. Zimne wieczory… Bezwiednie zmieniłem temat a miałem opowiedzieć o jej następnej wizycie. Podświadomie chyba nie chcę o niej mówić – o wizycie. Zbyt dużo irytacji,nerwów, niedokończonych zdań i uczucia zawieszenia, milczenia. 

Rytuał parzenia kawy odbył się jak zwykle. Jak zwykle siedziała niespokojnie, podnosząc filiżankę do ust i pijąc małymi łykami. Kawa parzyła usta, język i przełyk. Miałem wrażenie, że ta wizyta jest ostatnia a bardzo tego nie chciałem. Była mi taka bliska, chociaż bez tej intymnej, fizycznej bliskości . Gościłem ją w domu. Obserwowałem jak pije kawę. Słuchałem jej nerwowych monologów. Odpowiadałem i słyszałem niezadowolenie w jej głosie. Zawsze była niezadowolona z tego, co mówiłem. Romantyczna dusza osadzona w trudnej rzeczywistości. Idealistka, która chciała, aby świat był taki, jak na kolorowym, pięknym obrazku. Szukała idealnej miłości, idealnych ludzi i idealnych relacji. Była zawiedziona jak dziecko, kiedy wszystko było inne niż ona chciała. Płakała i krzyczała. Kurczyła się w sobie i patrzyła tymi dziecięcymi oczami na mnie a ja drętwiałem w środku, bo nie mogłem  nic zrobić. Podnosiła się wtedy energicznie i uciekała, trzaskając drzwiami. Teraz też tak było…

- Dobra ta kawa…

- Wiem. Powtarzasz to zawsze, kiedy ją pijesz.

- Wiem. Nie wiem jak powiedzieć…

- Co? Co tym razem wymyśliłaś?

- Przychodzę do ciebie i coś próbuje powiedzieć. Mam nadzieję, że usłyszę jakąś radę, pocieszenie a ty zawsze reagujesz rzeczowo, drętwo i odpychająco. Ratuje cię ta kawa – roześmiała się, chociaż oczy znów zrobiły się jak u małej dziewczynki.

Patrzyłem spokojnie. W ciszy. Czekałem na jej słowa. 

- Pogubiłam się. Nie wiem, co dalej.

- Przecież było już dobrze. Byłaś zadowolona. Kto zrozumie kobiety…

- Znów sarkazm. Mam dość. Przychodzę i mówię o swoich problemach, uczuciach a ty zawsze mnie zbywasz. Śmiejesz się, kiedy ja płaczę. Krytykujesz, kiedy ja potrzebuję wsparcia. Nie wiem po co ja przychodzę. 

- Może ja też nie wiem, nie wiem jak radzić sobie z życiem. Nie znajdziesz we mnie oparcia.

Patrzyła szeroko otwartymi oczami. 

- Wiem. Chciałam sprawdzić co powiesz. Poradzę sobie. Poradzę sobie bez tych rozmów, bez użalania się, bez płaczu, no chyba, że będą to łzy radości. Wiem to! 

Podniosła się energicznie i dodała:

- Kiedyś wpadnę na kawę. Kiedyś… Może…

Wyszła trzaskając drzwiami.

Za oknem słoneczna jesień malowała korony drzew na różne kolory.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wymyślone