RSS
 

Notki z tagiem ‘Modlitwa’

Życie pełne światła

03 lut

„Żyj tak, aby strach przed śmiercią
nigdy nie wszedł do twego serca.
Nie rób nikomu trudności za jego religie.
Szanuj poglądy innych
i wymagaj żeby oni szanowali twoje.
Kochaj swoje życie, staraj się je doskonalić,
nadawaj piękno wszystkiemu w twoim życiu.
Staraj się aby twoje życie było długie
i pełne służby dla twego ludu.
Przygotowuj szlachetną pieśń śmierci
na dzień w którym przekroczysz wielką granice.
Zawsze pozdrawiaj słowem lub znakiem kiedy spotkasz swoich przyjaciół,
lub nawet obcych ludzi kiedy spotkacie się na pustkowiu.
Szanuj wszystkich ale nie upokarzaj się przed nikim.
Kiedy wstajesz rano, podziękuj za światło,
za twoje życie, za twoja siłę.
Podziękuj za pokarm, za radość życia.
Jeśli nie widzisz powodu żeby dziękować,
to wina jest po twojej stronie.
Nie dotykaj trującej wody ognistej, która zmienia ludzi mądrych w głupców
i która odbiera duchowi jego wizje.
Kiedy nadejdzie twoja śmierć, nie bądź jak ci,
których serca są tak pełne strachu przed śmiercią,
że kiedy przychodzi ich śmierci oni płaczą i modlą się o więcej czasu,
żeby przeżyć ich życie inaczej.
Zaśpiewaj swoją pieśń śmierci i odejdź jak bohater, wracający do domu”

- Tecumseh

źródło:
https://www.facebook.com/IndianieAmeryki/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Terapia ewangelizacyjna zamiast tradycyjnej, psychologicznej.

16 mar

Dzisiaj zamiast sesji terapeutycznej miałam sesję ewangelizacyjną. Ostatni dzień rekolekcji. Rekolekcje dla młodzieży, chociaż było ich niewielu, pomimo czterech szkół. Poszedł ten, kto miał takie pragnienie. Reszcie były niepotrzebne. Może do nich po prostu nie dorośli. Na razie poszukują. Szukają, gubiąc się. Takie mają prawo. To też trzeba uszanować. Kiedyś wrócą do swojej wiary zaszczepionej przez rodziców i zobaczą, że jest sensem ich życia. Mam taką teorię, że prawdziwa i świadoma religijność rozwija się dopiero po trzydziestym roku życia. Mają jeszcze dużo czasu.

Ja sama często się gubię. Próbuję sama wszystko ogarnąć, wierząc w swoje wątłe siły a one po ludzku mnie zawodzą. Kłócę się z Bogiem. Nie ma ze mną łatwo ;-) Czasami uciekam od Niego daleko, ale później powroty są najpiękniejsze. Dla mnie wiara jest cichą pewnością na dnie serca, skromną, ustępującą, ledwie się tlącą iskierką, od której co jakiś czas wybucha wielki płomień, który grzeje moje zziębnięte jestestwo.

Był mi potrzebny taki dzień.

Dzisiaj usłyszałam o miłości do samej siebie i o przebaczeniu. Te tematy przewijają się na moich stronach bardzo często. Odmawialiśmy wspólnie modlitwę przebaczenia wszystkim ludziom, którzy zranili nas w życiu. Cały czas myślami byłam przy swoim ojcu.
Zawiesiłam się na wspomnieniu o nim. Dziś miałam okazję go pożegnać. Docenić to, co dostałam od niego dobrego i dostrzec w nim zagubionego człowieka. On chciał być dobry, ale nie pozwalał sobie na to. Z trudem przychodziły mu dobre gesty… Było ich tak mało, ale były.

Następną osobą, nad którą się zatrzymałam był mąż. Wybrałam go, pozwoliłam, aby się do mnie zbliżył, towarzyszył mi przez 15 lat. Wygrała choroba, ale on jako człowiek zdrowy byłby dobrym ojcem. W pamięci mam obraz jak przytula do policzka maleńkiego syna. Cieszył się nim bardzo, ale przerażały go obowiązki ojca. Nie podołał im. Z racji choroby nie był w stanie im podołać.

Ta modlitwa otworzyła inną perspektywę. Sacrum wygrało z profanum.

Klęczałam i słuchałam słów wypowiadanych przez młodego człowieka, którego życie nie oszczędziło. Wychował się w rodzinie patologicznej, albo ładniej brzmiące słowo – dysfunkcyjnej. Matka zostawiła ich kiedy miał 1,5 roczku. Chciała go sprzedać. Niosła go zapakowanego w torbie, kiedy zatrzymał ją ktoś z rodziny. Była alkoholiczką, tak samo jak jego ojciec. Chłopak doświadczył wiele zła. Później był w grupie przestępczej a dziś potrafi pięknie się modlić. Łysa głowa i zarośnięta twarz – wygląd niepokornego a piękne serce. Powtarzałam w myślach wypowiadane przez niego słowa i widziałam różne sytuacje z mojego życia. Łzy toczyły się po policzkach a w środku robiło się coraz więcej wolnego miejsca. Wiecie o co chodzi? Takiego spokojnego miejsca. Spokojnego i pełnego światła. To on, ten chłopak, dziś był moim terapeutą. Nie pamiętam jego imienia, ale bardzo mu dziękuję!!!

Potrzebne były mi te dni.

Szkoda, że Młody ze mną nie poszedł. Proponowałam mu. Nie chciał. Miał do tego prawo…

Czasami trzeba się zgubić, żeby później mocniej cieszyć się z własnego odnalezienia.

Film z udziałem księdza, który prowadził rekolekcje <tutaj>

***

Godzina 19:13

Piękny, słoneczny dzień. Końcówka dnia na kijach. 10 km.

Mi napisała komentarz:

Anula, piękne słowa. Bardzo ucieszył mnie Twój dzisiejszy wpis. Mam wrażenie i nadzieję, że dzisiejsza terapia dała Ci więcej niż wiele spotkań z psychoterapeutą. Może się mylę, ale chyba w tym wszystkim chodzi  przede wszystkim o to by znaleźć w sobie jak najwięcej takiego spokojnego miejsca. Myślę, że jak człowiek jest pogodzony z samym sobą, wówczas jest w stanie pogodzić się ze wszystkimi i wszystkim. I wtedy osiąga ten wewnętrzny spokój. 
Jesteś piękną osobą. Nie tylko piękną kobietą, ale i piękną wewnętrznie istotą. Kiedy czasem patrzę na Ciebie, mam wrażenie, że bije od Ciebie jakieś wewnętrzne światło. Piękne, jasne i ciepłe. ☺
Może to co powiem teraz wyda Ci się głupie, ale ciesz się z tego, czego doświadczyłaś, bo może dzięki tym koszmarom dziś jesteś taka jaka jesteś. Dobra, piękna, ciepła i pełna światła
 Jestem pewna, że przed Tobą mnóstwo cudnych, radosnych chwil, czego oczywiście życzę Ci całym serduchem ☺

Mi

Dziękuję za tyle pięknych słów :-D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Nowy Rok 5776! Rosz ha-Szana.

15 wrz

Właśnie się dowiedziałam, że Żydzi teraz obchodzą Nowy Rok 5776! Rosz ha-Szana.

To żydowski Nowy Rok. Upamiętnienie stworzenia człowieka.

Rosz ha-Szana jest dniem rozpoczęcia Sądu.

W tym dniu Bóg otwiera Księgi i zapisuje w nich przyszłość całej ludzkości – każdego z osobna, grupy ludzi i całe narody.

Istnieją 3 rodzaje ksiąg: Księga Sprawiedliwych (Księga Życia). Księga Złoczyńców (Księga Śmierci). Księga Przeciętnych (Księga oczekujących na wyrok). Sprawiedliwi i złoczyńcy od razu zostają zapisani do odpowiednich ksiąg. Większość ludzi zostaje zapisana w Księdze Przeciętnych. Czekają, oni aż do Jom Kipur (Dzień Sądu i Odpuszczenia), kiedy będzie wydany na nich wyrok – do której księgi z dwóch pierwszych będą należeć.

Rosz Haszana jest dwudniowym świętem, które przypada na dwa pierwsze dni miesiąca tiszri (tiszrej). Podobnie jak w Szabat, istnieje zakaz wykonywania pewnych czynności (melachot), choć dozwolone są wszystkie czynności związane z przygotowywaniem jedzenia (nie wolno rozpalać ognia, tylko odpalać od już istniejącego, np. zapalonej świecy), wolno nosić z miejsca na miejsce najpotrzebniejsze rzeczy. Podobnie jak w Szabat, zapala się świece świąteczne (w obydwa dni) i odmawia odpowiednie błogosławieństwo.

Tora opisuje ten dzień jako Jom Hazikaron – Dzień Pamięci. Bóg „pamięta”, wspomina ludzkość, kiedy wszyscy przychodzą do Niego pod Sąd. Tora nazywa ten dzień, także Jom Tru’a – Dzień Dęcia (w szofar). Słowo Szofar nie pojawia się w Torze w związku z Rosz Haszana. Więcej informacji na stronie:  Forum Żydów Polskich.

Mosze_FeinsteinRok 5776! Piękny wiek! Po wieku widać, że to nasi starsi bracia w wierze.

Bardzo podobają mi się opowieści żydowskie. Przeczytałam niedawno jedną z nich. A oto ona:

W pewnej starej opowieści, na dzień przed Jom Kippur rabin posyła swoich uczniów do krawca, by dowiedzieli się od niego, na czym polega Dzień Pojednania. W ciągu dziesięciu dni między żydowskim Nowym Rokiem (Rosz ha-Szana) a Jom Kippur pobożni Żydzi  podejmują trud duchowego oczyszczenia. Jom Kippur to najświętszy dzień modlitwy, czas postu i refleksji. Żydzi wspominają miniony rok, przepraszają za błędy i obiecują poprawę.

Podglądając krawca uczniowie widzą, jak mężczyzna zdejmuje z półki grubą księgę. W środku zostały spisane wszystkie grzechy, jakich dopuścił się w ciągu minionego roku. Krawiec oświadcza Bogu, że nadszedł czas rozliczenia. Unosi tom do góry i pokazuje listę swoich grzechów.

Potem krawiec wyjmuje drugą księgę . W niej spisane są wszystkie grzechy, jakich dopuścił się Bóg, cały ból, rozpacz, cierpienie, jakie zesłał na krawca i jego rodzinę. Na koniec krawiec oznajmia Bogu:

- Wszechmogący Boże, gdyby policzyć wszystko co do joty, okazałoby się, że zawiniłeś mi znacznie bardziej niż ja Tobie?

Dość obcesowe zachowanie, nie sądzicie?

Zamiast targować się z Bogiem o zapisy z księgi, krawiec chce zawrzeć pokój. Umawia się z Bogiem, że wybaczy Mu Jego grzechy, jeśli On wybaczy grzechy jemu. Potem krawiec nalewa sobie kieliszek wina, błogosławi go i mówi:

- Niech panuje między nami pokój i radość! Wybaczajmy sobie nawzajem. Teraz nasze grzechy są niebyłe.

Czyste konto u Boga. Czyste konto dla Boga.

Opowieść pochodzi z książki Reginy Brett „Bóg nigdy nie mruga”, s. 56-58, Insignis, Kraków 2012.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Gdy ci źle poczytaj Biblię :-)

06 sie

Ostatnio pozwoliłam, aby emocje zawładnęły moim światem. Myśli wciąż krążyły wokół jednego wydarzenia. Pojechałam gdzieś, coś zobaczyłam i opisałam na blogu.  Napisałam, że ja to widzę inaczej, ja się z tym nie zgadzam, ja wybrałam co innego i z perspektywy prawie dwóch lat widzę, że to wyjście dało najlepsze efekty. Komuś się to nie spodobało, straciłam znajomych, ktoś wysłał do mnie „odpowiednie” teksty z Pisma Świętego a nawet postraszył skargą skierowaną do samego biskupa. A cóż ja takiego napisałam? Zwróciłam uwagę, żeby ludzie polegali na sobie, bo w nich jest siła. Nie uciekali od modlitwy, bo jest bardzo ważna i swoje kroki kierowali do Kościoła (jeśli są katolikami praktykującymi),  i jeżeli mają problem szli do specjalisty. Tak a propos specjalistów psychologów i terapeutów – są w ich szeregach także chrześcijańscy terapeuci i psycholodzy. Kadra osób kompetentnych, wyszkolonych w dziedzinie pomagania, mających za sobą lata praktyki. Wiem, terapia jednym pomaga a innym nie. Dzieje się tak dlatego, że terapeuta może nie trafić z metodą, albo pacjent nie otworzy się i nie zaufa terapeucie na tyle, aby ten mógł mu pomóc. Żeby uzyskać pomoc trzeba się na nią otworzyć, zaufać osobie pomagającej i mieć pewność, że ona nas nie skrzywdzi.

Dobra, dość, bo ktoś posądzi mnie, że mam jakiś profit z zachwalania pomocy terapeutycznej.

Kiedy zawładnęły mną emocje, kiedy zaczęłam panikować i likwidować bloga (na szczęście zaczęłam od zmiany domeny). Teraz widzę, że zachowałam się po staremu – zaczęłam od ucieczki.  Później długo rozmawiałam z księdzem o całej sytuacji. Tłumaczył a w mojej głowie robiło się coraz jaśniej. Wczoraj SMS od księdza z parafii, która opublikowała mój wpis o książce „Moc uwielbienia”:

- Proszę włączyć radio internetowe o 17.30

Włączyłam i usłyszałam piękną modlitwę w mojej intencji.

Na sesję terapeutyczną też „zawlokłam” moją sytuację. Pozwoliłam, aby zmarnowała moje 45 min przeznaczone na inny, ważniejszy temat. Wyszłam ze świadomością, że boję się bronić własnego zdania, bo chcę być jak zupa pomidorowa. Zapamiętałam co powiedziała o takim stanie jedna z prezenterek telewizyjnych, Dorota Wellman ( „Nie jestem k….ą , żeby się podobać wszystkim”Ok. Bardzo kontrowersyjnie i bardzo agresywnie. Ja nie jestem z gatunku tych agresywnych i bezpośrednich. Boję się urazić innych i myślę, że jak będę miła i uśmiechnięta to wszyscy będą mnie kochać a to tak nie działa (pisałam o tym w poście „Nie każdy uśmiech jest dowodem szczęścia”)

Właśnie! Temat tak mną zawładnął, że piszę kolejnego posta w tym klimacie.

Przed snem, przez kolejne dni otwierałam Biblię i na chybił, trafił czytałam teksty na otwartych stronach. Dziwne były te „trafy” – wciąż krążyły koło „mojego” tematu.

Księga Izajasza 30, 1-33

Księga Michaesza 3, 1-8

II List do Tymoteusza 3

Wiem jedno – siłę do pokonywania różnych trudności mam w sobie, nie w innych. Dam sobie radę i z tą sytuacją. Mam wiarę i nadzieję a to bardzo dużo!  Pisałam kiedyś o byciu miłym i zapomniałam o wymienionej tam Karcie Osobistych Praw Podstawowych:

  • Mam prawo wyrażać własne uczucia.
  • Mam prawo być sobą.
  • Mam prawo odmawiać.
  • Mam prawo do błędów.
  • Mam prawo do zmiany zdania.
  • Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
  • Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
  • Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
  • Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych.

 Właśnie mam do tego prawo!

A sąsiadkę pozdrawiam. Wiem,że czyta mojego bloga i wiem, że to co napiszę dociera do niej szybciej, niż to co mówię (właściwie to teraz ze mną nie rozmawia)  - otworzyła mi oczy i dała niezłą lekcję :-?  . Przesyłam w jej stronę błogosławieństwo – takie samo jakie dostała ode mnie Kasia, autorka komentarzy pod kontrowersyjnym wpisem:  ” Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,24-26).

W życiu tak bywa – coś się kończy, aby coś się zaczęło. Pora wyciągnąć wnioski i iść dalej… 

************

Znalazłam w internecie artykuł o długofalowych efektach ubocznych przemocy domowej.

SWHR stworzyło  wideo, aby podzielić się doświadczeniami pięciu kobiet, które musiały stawić czoła nie tylko swoim oprawcom, ale także depresji, migrenie, lękom, chorobom stawów i innym długofalowym konsekwencjom zdrowotnym.  (więcej na feminoteka.pl)
A ja zastanawiałam się dlaczego od dawna leczę „chrzęszczące” stawy  i dlaczego nic na nie działa. Skąd u mnie depresja, lęki i nieprzespane noce. Teraz mogę sobie odpowiedzieć w racjonalny sposób. Mogę racjonalizować, ale zanim nauczę się odbierać świat jako dobry i bezpieczny minie bardzo dużo czasu. Czasami wiedza i życie się rozjeżdża :-|
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Medytacja z książką” i „Ślady” – czym jest religijność a czym wiara?

01 lip
big_medytacja_815x315

foto: sklep.charaktery.eu

Medytacja z książką „H.M. Enomiya-Lasalle. Jezuita i nauczyciel zen”  

~   Pamiętam doskonale słowa wypowiedziane blisko pół wieku temu przez starego już wtedy księdza Witolda Pietkuna, Wilniuka osiadłego w Białymstoku. Pięknie ubrany, sunął w procesji Bożego Ciała, lecz porzucił orszak, podszedł do mnie i tuląc, powiedział mi do ucha: Oto tam – wskazał na procesję – jest religia. Tutaj – wskazał na moje serce – masz wiarę. Niech ci się to nigdy w życiu nie myli.

Nierzadko mi się to myliło… Różnica między religią a wiarą być może polega na tym, że wiara przemienia. Religia – niekoniecznie. Wiara jest mistyką. Religia – niekoniecznie.

~   Prawdziwa mistyka jest zwyczajną codziennością. Jeśli coś łączy wszystkie religie świata i wszystkie nie-religie, przełamuje napięcie między wiarą a religią, to tym właśnie jest mistyka. Czyli zwyczajna codzienność.

Co tak naprawdę łączy wszystkich ludzi na świecie – bez względu na wyznanie? Wydaje mi się, że to stosunek do drugiego człowieka, pełne przyjęcie jego niepowtarzalności. Nie mam na myśli tolerancji lub akceptacji, lecz pełną afirmację, czyli pełną zgodę na odrębność – pozbawioną napięcia wewnętrznego, warunków i zastrzeżeń.

Tak, wierzę, że pełnia wiary, doświadczenie Boga wyraża się tylko i wyłącznie w miłosnej, afirmacyjnej postawie
wobec drugiego człowieka, który zawsze jest Inny. Ta postawa zaś to zdolność wsłuchiwania się w drugiego, wsłuchania
się w jego inność.

Prawdziwa mistyka, wiara przemieniająca, wyraża się w tym, że przestajemy źle mówić o innych. A jeśli nam się zdarza, to odczuwamy wstyd, mamy poczucie grzechu, czujemy, że zrobiliśmy coś niewłaściwego. Chcemy to naprawić.

~   Tak, wiara powinna wyrażać się przede wszystkim poprzez stosunek do drugiego człowieka. Do innego. Wiara powinna być raczej kontemplacją tajemnic, w tym tajemnicy, jaką jest drugi człowiek. Przez to zapewne wiara nie jest źródłem pocieszenia.

Simone Weil pisała: „Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Z dwóch ludzi, którzy nie mają doznania Boga, ten, który przeczy jego istnieniu, jest być może najbliżej Boga. Degraduje się tajemnice wiary, czyniąc z nich przedmiot afirmacji czy negacji, podczas gdy powinny być one przedmiotem kontemplacji”.

~ W przeróżnych tzw. poszukiwaniach warto zachować szczególną uważność, by nie wpaść w otchłań. „Nie szukaj za bardzo, bo wpadniesz w otchłań myśli, a nie bytu”, przestrzegał Andrzej Jawień (Karol Wojtyła). Nie szukaj, bo wszystko jest obok ciebie – to drugi człowiek, być może kładziesz się z nim co noc do łóżka. Wszystko, czego chcesz się dowiedzieć o sobie, o Bogu, znajdziesz w drugim człowieku, tuż obok. Chcesz poznać siebie? Przyjrzyj się swoim relacjom z ludźmi.

~ Chcesz nauczyć się modlić? Módl się – pisała św. Teresa z Ávili. Choćby tak: Panie Boże/ o zielonych oczach/ z cukierkowych obrazków/ z migdałowych litanii/ Boże/ ślepców/ Boże/ głupców/ – trzepnij mnie porządnie w łeb (Moleben, Tomasz Mames) ~ Gdy Bóg wysłucha tej modlitwy, zapewne trzepnie w łeb, aż zaboli. Wiara powinna boleć. Inni ludzie bolą.
I ich cierpienia. Oni bolą – gdy zadają cierpienie. Gdy rozczarowują. Gdy są rozczarowani. Gdy denerwują. Są zdenerwowani.

Wrażliwość i czułość przynosi ból.

Przynoszą też radość. Spełnienie. Przyjemność.

„Za każdy wzrost w świadomości trzeba zapłacić pewną cenę. Nie możemy stać się bardziej wrażliwi na przyjemność, bez bycia bardziej wrażliwymi na ból” – pisał Alan Watts.

~ Dobrze mieć świadomość istnienia innych ludzi. Tuż obok. Swojej od nich zależności i ich zależności od nas. To jest mistyka. Zwyczajna codzienność. Wiara w Boga to także (a może przede wszystkim?) wiara w człowieka. W każdego człowieka.

Wiara jest trudna, bo ludzie są trudni. Bo bardzo, bardzo różni. Nie mniej niż ja jestem różny. I ty.

 

Medytacja z książką
 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Książka

 
 

  • RSS