RSS
 

Notki z tagiem ‘Bezpieczeństwo’

Wpis o niczym…

20 lip

Nie wiem, co mam napisać. Szczerze. Nie wiem.

Czekamy na wyjazd nad morze.

Odliczamy dni i już niedługo będziemy w przepięknym Kopalinie.

Uwielbiam morze. Mogę godzinami siedzieć nad brzegiem i słuchać szumu fal.

Coraz mniej wpisów na blogu. Niestety nie mam żyłki pisarskiej i nie stworzę przepięknej powieści.
Opisywałam moje życie w najtrudniejszym momencie. Udało mi się przejść ten etap dzięki terapii.
Odkrywam siebie.
Odrywam skorupę, w której siedzę i widzę w środku całkiem inną osobę, niż na zewnątrz. Czasami ta osoba wzbudza we mnie ogromne zdziwienie, bo dla niej ważne są zupełnie inne priorytety, niż dla tej sprzed 4 lat. Patrzę w lustro i widzę… siebie. Nie tą inną, ale siebie. I czuje ogromny spokój.
Emocje zostawiam na czas terapii. A dzieje się na niej dużo. Czasami rozpętuje straszliwy orkan, który niszczy to, co najgorsze. Zniszczył już dużo złego. To jest najlepsza i najpewniejsza praca – praca nad sobą i daje najlepsze rezultaty dla mnie i dla moich najbliższych.

Więc odpoczywam. Mam ten komfort, że mogę.

Są w końcu wakacje.

Wstawię parę zdjęć z wyjazdu.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wakacyjne porządki

04 lip

Robię porządki … na blogu

Mam też nowy adres bloga na którym mam możliwość wstawiania większej ilości zdjęć. Na razie wstawiam tam wspomnienia z minionych lat. Z wyjazdów w góry.

Warto wyjeżdżać, zmieniać miejsce, choćby tylko na parę dni. Odwiedzać nowe miejsca, zachwycać się nowymi widokami i chłonąć je całą sobą. Dopóki nie wyjeżdżałam, taka czynność wydawała mi się niepotrzebnym wariactwem, a teraz specjalnie odkładam pieniądze od września, żeby jechać gdzieś na wakacje.

Nowy adres bloga jest bardzo podobny do starego:

 


http://anulazet.blogspot.com

 

Zapraszam!

 

Ostatnio wstawiam mniej osobistych wpisów.
Dlaczego? Stałam się „jakaś inna” 8-O Nie.
Dalej wkurzają mnie takie same rzeczy, co kiedyś, tylko nie pozwalam, aby złość gościła zbyt długo. Dalej zadziwiają mnie „przyjaciele”, których tak naprawdę powinnam nazwać „znajomymi” i nie przywiązywać się do relacji, jaka rodziła się między nami i później szybko ginęła. 

Stałam się bardziej samodzielna i bardziej świadoma.

Terapia wciąż trwa…

Nareszcie zdecydowałam się uporządkować sprawy formalne związane z małżeństwem.
Kiedy na terapii powiedziałam, że powinnam zrobić porządek zaraz po ucieczce a nie czekać do teraz, usłyszałam, że postąpiłam bardzo dojrzale. Tak, wtedy byłam kłębkiem nerwów a teraz mam siłę stawać na kolejnych rozprawach i bronić siebie. I przyznam szczerze, ta kobieta, którą się stałam, bardzo mi się podoba.

Jestem samodzielna, niezależna i patrzę na świat realnie. Nareszcie jestem podporą dla moich dzieci i jestem dumna z siebie samej!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Mój osobisty sukces ♥♥♥

12 cze

Młody był dwa tygodnie na praktykach w Grecji

W przepięknym hotelu Paralya Leptokarias

Trochę pracował, ale więcej odpoczywał, zwiedzał i bawił się z rówieśnikami.

Dla mamusi przywiózł:

- greckie wino (hmmm)

- prawdziwy ser feta (hmmmm)

- ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej (??? 8-O ) – malutką ikonę, ręcznie robioną, z wklejanym w aureolę prawdziwym złotem – trzeba było jechać dwa tysiące kilometrów, żeby kupić obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ło matko bosko 8-O

- trzy magnesy na lodówkę – też greckie :-D

- i grecki piasek, z plaży w Skiotos, błyszczący metalicznymi drobinkami; widać je zwłaszcza w słońcu. Małe, błyszczące drobinki kwarcu

- iiii metaxę!!! Myślałam, że metaxa to wino a tu niespodzianka. Metaxa to bardzo mocny alkohol.

Przyjechał pełen wspomnień – piękne miejsce, rówieśnicy… Wspaniałe wspomnienia… I dodał, że naprawdę tam wypoczął. Tam, ponad dwa tysiące kilometrów stąd. Daleko…

Evviva Grecjo!!!!!

 

Wczoraj dzień z rodziną. Komunia.

Kurde, ja nie mam tematów do rozmowy. Nie gonię za bogactwem. Dzieci mam duże, więc tematy o problemach wychowawczych kilkulatków odpadają. Rozmowy o problemach wychowawczych nastolatków też odpadają – nie mam takich problemów. Dogaduję się ze swoimi bardzo dobrze. Nie mam problemów.
Nie mam ciśnienia, by pokazywać, że jestem najmądrzejsza i jestem hersztem stada, bo u nas nie ma najważniejszego. W naszej trójce wszyscy jesteśmy ważni po równo.
Nikogo nie prześladuję swoimi wymaganiami, więc nie mają się czym denerwować – ja zresztą też  nie mam czym się denerwować.  Więc siedziałam i słuchałam o problemach innych i ich próbach wychowywania wszystkich dookoła, co zwykle kończy się wielkim rozczarowaniem i poczuciem porażki. Ja tak nie mam! Hurrrrra Chociaż tematów do rozmów też nie mam!!! No i to zaowocowało szybszym wyjściem do domu.
Plotki mnie nie pociągają, słuchanie cudzych wymądrzań mnie nudzi, a bogata nie będę, więc słuchanie o pogoni za bogactwem to totalna żenada.

Nasza trójka wyglądała bardzo fajnie. Dostałam zdjęcie z przyjęcia. Troje zadowolonych z siebie ludzi. Mój osobisty sukces ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Wewnętrzna przemiana

10 cze

Jakiego ducha w sobie nosisz?
Ducha chciwości, egoizmu, arogancji,
bojaźliwości, zwątpienia, poczucia niższości?
Wówczas w twoim sercu i wokół ciebie
jest blokada, nie dosięgnie cię żaden promień słońca.
W twoim wnętrzu jest ciemno i zimno. Nie czujesz się dobrze,
nie jesteś zadowolony, a co dopiero szczęśliwy.

Szczęście nie zależy od pieniędzy i przyjemności,
od zdrowia i życia jak w El Dorado.
Szczęście i nieszczęście wyrastają z wewnętrznego samopoczucia,
z twoich myśli i odczuć i ze wszystkiego,
co świadomie bądź nieświadomie dzieje się w tobie.
Jeśli czujesz się nieustannie niezadowolony i godny współczucia,
dokonaj natychmiast wewnętrznej przemiany.
Skieruj swoje myśli na słoneczną stronę.
Nie pozwól mrocznym uczuciom i namiętnościom
władać dłużej twoim wnętrzem.

Dokonaj w tych dniach odnowy! A jeśli jesteś chrześcijaninem,
otwórz szeroko wszystkie okna twojego serca
na przyjęcie wspaniałej, nadzwyczajnej mocy Ducha,
który chce cię stworzyć na nowo – Ducha Świętego.
Wesprze cię w ubóstwie i niedoli swą porywającą miłością,
radością, dobrocią i niewiarygodnie cudownym szczęściem. *

 

the-blind-eyes

 

 

A czas płynie

płynie

płynie

i płynie…

Mój czas

 

* Żyć każdym dniem, czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach, Phil Bosmans, Seven Wrocław 2004, s. 176

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Uwolnić i oddać się

05 cze

Wiem, że ludzkiego cierpienia nie da się zlikwidować
za pomocą kilku pięknych słów.
Mimo to zadaje sobie czasem pytanie:
Co to da, gdy człowiek chowa się za cierpieniem,
nieosiągalnie daleki od swoich bliźnich?
Spróbuj każdego dnia na nowo polubić życie i ludzi.
Chociaż nie jest to łatwe,
zbierz się przynajmniej każdego ranka na odwagę
i spójrz na wszystko trochę łagodniej.

Ludzie to nie anioły niosące cię na skrzydłach.
Życie ze swoimi ciosami losu, chorobami,
rozczarowaniami i niepowodzeniami
może być wielkim ciężarem.
Jeśli jednak nieustannie narzekasz,
wszystko staje się jeszcze gorsze. Gdy masz czarne myśli,
nad twoją głową zbiera się tylko nowe nieszczęście.
Jedyne lekarstwo to uwolnić się, oddać się.
Oddać się miłości za życie, za ludzi.

Żyć dzisiaj! Zamknąć przeszłość.
Nic w niej już nie możesz zmienić.
A przyszłość? Nie martw się za wiele.
Pomyśl o tym, co dziś trzymasz w rekach:
o słońcu i świetle; kwiatach, które kwitną;
jedzeniu i piciu; dziecku, które się do ciebie uśmiecha.
Obyś tylko potrafił wierzyć, że za gęstą, tajemniczą zasłoną
nędzy i niedoli stoi Ojciec, który cię lubi!
Obyś tylko potrafił mu ufać! *

 

plum-flower-588281_640

 

 

* Phil Bosmans „Żyć każdym dniem czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach”, Seven, Wrocław 2004. s. 172

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Wszystko ma swój czas

31 maj

Odsypiam

To wszystko, co ostatnio się dzieje, nie działa dobrze na mnie.
Jest mi ciężko. Domykam sprawę, którą powinnam skończyć w 2013 roku, zaraz po ucieczce.
Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas

Czas sadzenia

I czas wyrywania tego, co się zasadziło…

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.*

CZAS WOJNY I CZAS POKOJU

Czas

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Czas dbania o siebie

28 maj

Byłam na rekolekcjach.

 Ksiądz prowadzący rekolekcje przeczytał fragment z Księgi Syracha

Słuchałam i wyławiałam fragmenty, które do mnie osobiście trafiały…

Dawno tego nie robiłam.

Dawno…

I tak na tle tego wszystkiego, co dzieje się ostatnio poczułam odrobinę otuchy, nadziei a nawet pewności, że dam radę.

Będzie trudno, ale będzie warto!

„Mądrość Syracha, 2

1. Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto (…)
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym (…)



http://www.bibliacatolica.com

Nie, nie opuściłam rąk. Nie warto…

Gdybym tak zrobiła, zmarnowałabym prawie cztery lata. Nowe cztery lata.

Ucieczki z trudnych dla mnie sytuacji mam opanowane do perfekcji. Ile można uciekać???

Przyszedł czas dbania o siebie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult – fragment o naszym życiu

08 maj

W książce Jodi Picoult „Małe wielkie rzeczy” jest pewien fragment mówiący o upływie życia. Naszego życia

Oto on:

„   Wszyscy to robimy. Udajemy, że nas upływ czasu nie dotyczy. Rzucamy się w wir pracy. Pielimy grządki. Tankujemy benzynę, kasujemy bilety i robimy zakupy, więc nasze tygodnie na pozór niczym się nie różnią. A potem któregoś dnia, ni stąd, ni zowąd dostrzegamy, że nasz synek wyrósł na mężczyznę. Któregoś dnia patrzymy w lustro i widzimy siwe włosy. Któregoś dnia dociera do nas, że pozostało nam mniej życia, aniżeli przeżyliśmy. I myślimy: „Jakim cudem to tak szybko zleciało?”. Przecież dopiero wczoraj pierwszy raz piłam legalnie alkohol, zmieniałam synkowi pieluszkę, byłam młoda.
   Kiedy nachodzi nas ta refleksja, zaczynami liczyć. Ile czasu nam jeszcze zostało? Ile zdołam weń wepchnąć?
   Część z nas podąża za tą refleksją. Ruszamy w podróż do Tybetu, uczymy się rzeźbić, skaczemy ze spadochronem. Próbujemy udawać, że koniec nas nie dotyczy.
   Lecz pozostali dalej tankują , kasują i kupują, bo dzięki temu mogą zapomnieć o tym, co nieuchronne.
   Część z nas nigdy nie idzie po rozum do głowy.
   Inni dostają nauczkę szybciej niż pozostali” (s. 419-420)

Są to słowa czarnoskórej pielęgniarki Ruth oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka.
Nie miała łatwego życia. Pochodziła z biednej rodziny. Jej matka była pokojówką bogatego państwa na Manhattanie. Sama wychowała ją i siostrę.
Ruth wyszła za mąż i urodziła syna. Jej mąż zginął w Afganistanie. Sama wychowywała syna i pragnęła dla niego dobrego życia. Poświęcała się pracy i odkładała na studia własnego dziecka. Była z niego dumna…

Cały jej świat, pieczołowicie budowany ciężką pracą runął jednego dnia. Jej świat skończył się tak nagle, jakby wybuchła w nim bomba burząca wszystko. Została bez pracy, bez perspektyw, bez studiów dla syna… I to wszystko dlatego, że była czarna i dlatego, że mimo zakazu przełożonych zbliżyła się do białego dziecka, by go ratować przed śmiercią. Dziecko zmarło a nacjonalistyczny ojciec oskarżył ją o morderstwo.

Kiedy czytałam o przebiegu procesu skojarzyłam go z „Procesem” Kafki.
W USA o niewinności, lub winie decydują przysięgli. Grupa wyłonionych osób przysłuchuje się mowom prokuratora i obrońcy. Proces podobny jest do rozgrywki szachowej – ważna jest strategia i siła argumentów. Ruth była instruowana przez obrończynię, żeby nie poruszała kwestii rasowej. Ok, tylko jak jej nie poruszać, kiedy pokrzywdzony jest skinheadem z wytatuowaną swastyką na gołej czaszce i mówi o wyższości białej rasy. Pluje na czarną pielęgniarkę i krzyczy, że najchętniej zabiłby sukę…

On może mówić o białej rasie a ona nie może mówić o swoim kolorze skóry, ani tym bardziej o poczuciu bycia wykluczoną z białego społeczeństwa. Dlaczego nie została skazana za zaniedbania jej biała koleżanka po fachu, która miała zajmować się niemowlakiem i zostawiła go zaraz po zabiegu obrzezania, udzielając pomocy innej pacjentce? Czy to nie jest przejaw dyskryminacji rasowej? Ruth siedzi na sali sądowej i wie, że stoi na straconej pozycji. Przeciw niej jest nawet oskarżająca ją czarna prokurator. Czuje, że musi zabrać głos, że za długo siedziała cicho i znosiła poniżenia. Chce przestać być niewidzialna. Chce, żeby wszyscy ją dostrzegli, nawet za cenę utraty wolności. Zabiera głos…

Nie zdradzę jak skończyła się rozprawa sądowa. Nie zdradzę…

Należę do takich osób jak Kennedy, obrończyni z urzędu, którą Turk określił w następujący sposób: (…) na pewno piję dyniową latte. Założę się, że głosowała na Obamę, płaci na schroniska po obejrzeniu reklam ze smutnymi psiakami i wierzy, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali” (s. 501) On nie znosił „miękkich” liberałów.

Tak, wierzę, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali, ale wiem też, że to utopijne myślenie…

Należę też do osób pokroju Ruth – niewidzialnych i wtapiających się w tło. Od 2013 roku ośmieliłam się zabierać głos i mówić, że ja jestem ważna. JA JESTEM WAŻNA! Mam coraz więcej odwagi, aby o tym świadczyć.

Poszłam po rozum do głowy.

Dostałam nauczkę szybciej niż pozostali.

 

 

 

Fragmenty tekstu pochodzą z książki „Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult, przekład Magdaleny Moltzan-Małkowskiej, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

****

A to ze strony, którą bardzo lubię:

Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niewłaściwej historii, odejdź. – Mo Willems

Masz prawo odejść z każdej historii, w której się nie odnajdujesz. Masz prawo odejść z każdej historii, w której siebie nie kochasz.

Masz prawo wyjechać z miasta, które gasi twoje wewnętrzne światło, zamiast sprawiać, że będziesz świecić jeszcze jaśniej, masz prawo spakować wszystkie swoje manatki i zacząć od nowa gdzieś indziej i masz prawo zredefiniować znaczenie swojego życia.

Masz prawo rzucić pracę, której nienawidzisz, nawet jeśli wszyscy mówią ci, żeby tego nie robić i masz prawo szukać tego czegoś, co sprawia, że nie możesz doczekać się jutrzejszego dnia i reszty swojego życia.

Masz prawo opuścić tych, których kochasz, jeśli źle cię traktują, masz prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, gdy z czymś się mierzysz i masz prawo odejść, kiedy próbowałeś wielokrotnie, ale nic się nie zmieniło.

Masz prawo dać odejść toksycznym znajomościom, masz prawo otaczać się miłością i ludźmi, którzy cię budują i sycą. Masz prawo wybierać tę energię, której potrzebujesz w życiu.

Masz prawo wybaczyć sobie swoje największe i najmniejsze błędy i masz prawo być dla siebie miłym, masz prawo patrzeć w lustro i faktycznie lubić osobę, którą w nim widzisz.

Masz prawo uwolnić się od swoich własnych oczekiwań.

Niekiedy postrzegamy odejście jako niewłaściwą rzecz lub kojarzymy je z poddaniem się lub ucieczką, ale bywa, że odejście jest najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić.

Odejście pozwala ci zmienić kierunek, zacząć od nowa, odnaleźć siebie i świat. Odejście czasami ratuje cię od utkwienia w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.

Odejście otwiera nowe drzwi zmian, wzrostu, szans i odkupienia.

Zawsze masz wybór, by móc odejść, dopóki nie znajdziesz miejsca, do którego przynależysz i tego, co czyni cię szczęśliwym.

Masz nawet prawo porzucić swoje stare ja i odkryć siebie ponownie.

Rania Naim

 

I tego się trzymajmy! :-D

 

ze strony:
http://dobrewiadomosci.net.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Muzyka, Życie

 

Zimny maj i „Małe wielkie rzeczy”, czyli warto czytać i oglądać ☺

07 maj

 

 

Zimny maj..

Wczoraj pogoda prawie letnia. Temp. 25 stop. C. Wieczorem burza…

A dziś ziiiiimno… Brrrr

Zimny maj…

Kurde, olej leci. Widać to w lewym nadkolu. Wiadomo – maglownica do wymiany. Przejeździłam ponad miesiąc na uszczelnionej maglownicy a teraz wszystko rypło :-( Znów wycieka olej. W tym miesiącu ubezpieczenie, oczywiście po nowych stawkach. Wymiana maglownicy… Później jeszcze zawieszenie z przodu i amortyzatory z tyłu i to by było chyba wszystko. A nie, jeszcze wymiana oleju… Ufff, tyle rzeczy na głowie ;-)

Jutro matura z języka angielskiego. Siedzę w sali z … ta, dam!!!! Z jednym uczniem!!! Jedyny, który pisze starą maturę. Stara matura, nowa matura… Wielkie zmiany w szkolnictwie :-( Czasami trudno nadążyć za nowościami.

Wieczór.

A za oknem, w parku, ptaki śpiewają jak oszalałe.

Wczoraj po burzy słuchać było rechot żab. „Grają”, jak mówiła moja matka.

Czytam kolejną książkę Judi Picoult „Małe wielkie rzeczy”. Rzecz o rasizmie. W Stanach, pomimo wyboru ciemnoskórego prezydenta, rasizm kwitnie. Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale w ludziach wciąż tkwią uprzedzenie rasowe. Ciemnoskórzy zawsze będą na pozycji straconej. Książka przedstawia to w bardzo dosadny sposób. Autorka przedstawia „dwie strony medalu”, czyli dwa spojrzenia – białych i czarnych. Przedstawia je bez poprawności politycznej, nazywając rzeczy po imieniu. Afroamerykanie i ich świat i biali i ich świat. Pomimo desegregacji w USA w 1963 roku, segregacja nadal istnieje. W książce mamy bardzo bliskie spotkanie z osobą, której matka była jednym z dziewięciorga dzieci, które w 1957 r. w Little Rock (Arkansas) weszło do „białej” szkoły, aby się uczyć. Na tym tle wybuchnęły zamieszki.
Historia książki pozwala towarzyszyć czarnoskórej pielęgniarce oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka. Rodzicami noworodka byli wojujący nacjonaliści. Ruth miała zakaz zbliżania i dotykania dziecka. Z racji wykonywanego zawodu była zobligowana do udzielenia pomocy umierającemu dziecku.
Pisarka pozwala czytelnikowi być blisko rodziny czarnoskórej pielęgniarki i rodziny nacjonalistów. Wniknąć w historię ich życia, przeżywać ich smutki i radości, poznać powody ich postępowania.

Czytając książkę przypomniałam sobie kilka filmów o segregacji rasowej i walce z nią.
Na HBO – bardzo dobry dokument „Little Rock: pół wieku później”- historia, gdzie do szkoły weszło 9 czarnych uczniów. Historię o całym zdarzeniu wspomina jedna z uczennic pięćdziesiąt lat później. 1957 – Do szkoły Little Rock Central High School zaczyna uczęszczać pierwsza w historii grupa czarnoskórych uczniów, tzw. „Dziewiątka z Little Rock”. W reakcji na publiczne protesty (Arkansas jest wówczas trzecim najbardziej segregowanym rasowo stanem amerykańskim, po Missisipi i Alabamie), Prezydent Dwight Eisenhower wysyła do miasta członków Gwardii Narodowej, by zapewnili „Dziewiątce” bezpieczeństwo i umożliwili im korzystanie z prawa do nauki. Ponad pięćdziesiąt lat temu liceum Little Rock Central High School stało się symbolem walki i nadziei ruchu na rzecz równouprawnienia. Obecnie boleśnie przypomina, jak skomplikowana jest droga ku równości. Dokument ukazujący od środka liceum Little Rock Central High w Little Rock w stanie Arkansas. Niegdyś zarzewie ruchu na rzecz równouprawnienia, Little Rock Central High to obecnie, można powiedzieć, dwie szkoły: w jednej biali uczniowie przygotowują się do wstępu na najbardziej prestiżowe uczelnie w kraju, w drugiej garstka czarnych uczniów z trudnością wypełnia minimum programowe.
Gdy w 2006 r. pochodzący z Little Rock filmowcy Brent i Craig Renaud zaczęli kręcić dokument w Little Rock Central High, w szkole i w całym kraju trwały przygotowania do uczczenia 50 rocznicy słynnego „kryzysu integracyjnego” w 1957 r. Rozgniewany tłum białych mieszkańców Little Rock uniemożliwił wtedy dziewięciu czarnoskórym uczniom wejście do budynku szkoły. W filmie towarzyszymy współczesnym uczniom i nauczycielom liceum, którzy wraz z liderami miejscowej społeczności i przedstawicielką pierwotnej „dziewiątki z Little Rock”, dzielą się swoimi przemyśleniami o tym, ile – jak niewiele – zmieniło się od tamtych dramatycznych wydarzeń. W pamięci zostają słowa bohaterki o tym, że granica między białymi i czarnymi wciąż jest w głowach ludzi i, że nigdy nie da się jej usunąć.

Innym filmem o segregacji i uprzedzeniach rasowych, ze wspaniałą rolą Samuela L. Jackcona i Julianne Moore, jest „Kolor zbrodni”. Historia o uprowadzeniu i zabójstwie dziecka. Podejrzenie pada na czarnoskórego. Dochodzi do zamieszek na tle rasowym. Winną okazuje się matka, ale z powodu ogromnego strachu, kieruje cała uwagę na swojego czarnoskórego znajomego. Film jest warty obejrzenia, gdyż znakomicie pokazuje uprzedzenia rasowe.

Kolejny film to „Służące”. Opowieść o białej dziennikarce, która postanawia spisać historię czarnych służących.  Wywołuje tym ogromny skandal w latach 60 XX w.

W „Wolności słowa” tez spotykamy się z wątkiem segregacji rasowej. „Kolorowi” uczniowie dostają zadanie od nauczycielki języka angielskiego – mają spisywać swoje życie w formie pamiętników. Sprytny wybieg nauczycielki jest sposobem na ich zbliżenie się do siebie i pokazanie, że są ważni. W filmie mamy też fragmenty dokumentu o autobusie, w którym biali objeżdżali stany USA w proteście przeciw segregacji rasowej. Są też sceny, w których występują prawdziwe ofiary holokaustu.
Lubię ten film pokazywać w pierwszych klasach, bo porusza ważny temat tolerancji.

Ciekawy artykuł o segregacji rasowej można przeczytać w Newsweeku: W USA 50 lat po zniesieniu segregacji rasowej rasizm wciąż jest problemem.

Inny ciekawy artykuł, to Kiedy rasiści stawali w drzwiach. Przeczytamy w nim, np. o tym, że na przełomie lat 50. i 60. ruszyły w Amerykę tzw. rajdy wolności. Młodzi ludzie, czarni i biali, grupowo zajmowali miejsca w autobusach międzystanowych. Im dalej w Południe zapuszczał się taki autobus, tym większa była agresja miejscowych. W Alabamie było najgorzej. W jednym z miast „autobus wolności” został podpalony, a rozwścieczony tłum próbował spalić pasażerów żywcem. Białe bojówki regularnie polowały na uczestników rajdów, na ogół przy obojętnej lub wręcz sprzyjającej postawie miejscowej policji.

Tyle skojarzeń na temat jednej książki…

Ruth – czarnoskóra pielęgniarka jest mi bardzo bliska. Tak jak ona, nie potrafię znaleźć swojego miejsca. Tak jak ona, nigdzie nie czuję się na miejscu. Tak jak ona, jestem jedyna z rodziny, która ma wyższe wykształcenie. Reszta historii się nie zgadza, ale ten początek spowodował, że siedzę nad książką i z ogromnym zainteresowaniem śledzę rozwój wydarzeń. Nie wiem, czy Ruth będzie skazana za morderstwo. Jestem w momencie, kiedy ma ją bronić biała prawniczka. Nawet nie było jeszcze pierwszej rozprawy.
Na drugiej szali jest Turk – biały nacjonalista, któremu w szpitalu zmarło dziecko. I Bóg mi świadkiem, że nie jestem po jego stronie, pomimo, że stracił syna. Mężczyzną kieruje nienawiść. Jest tak zindoktrynowany przez ruch neonazistowski, że potrafi  wyrządzać tylko zło. On oczywiście tego nie widzi. Walczy o „sprawiedliwość’ i „czystość rasy”.
I tu przypomina mi się pewne jesienne popołudnie w Warszawie. Byłam na uczelni, na zajęciach. Uniwersytet Warszawski, Instytut Filozofii. Siedziałam z koleżankami na dole i patrzyłam na to, co działo się za oknami. A tam przechodził czarny marsz – ludzie w czarnych ubraniach hardo maszerowali ulicą. Atmosfera była gęsta od nienawiści. Twarze ludzi zacięte a w powietrzu unosiły się harde, nerwowe okrzyki. Nacjonaliści. Zmroziło mnie. Ucichłyśmy przy stoliku, z obawą patrząc na kruchą szybę oddzielającą ich od nas. Odniosłam wrażenie, że ulicą maszeruje zło w czystej postaci. Skurczyłam się na krześle…

Rasizm zawsze był, jest i będzie zły.

Nie wiem jakie zakończenie spotkam w książce, ale wiem, że warto ją przeczytać.

 

I tak od zimnego maja przeszłam do rasizmu, też wywołującego zimne dreszcze. 

Potrzeba mi ciepełka i słoneczka :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Muzyka, Życie

 

Czwarta własna opowieść – życie miesza się z fabułą

03 maj

Stała w gęstym lesie i krzyczała.

To nie był jakiś przeraźliwy krzyk. Raczej zduszony skowyt. Leśne ptaki nie podrywały się z furkotem z koron drzew, a leśne zwierzęta nie czmychały przerażone do swoich norek.

Krzyk bardziej brzmiał w jej głowie. Rozsadzał ją…

W górze, nad koronami drzew rozpinał się lazurowy błękit nieba…

Już nie miała siły żyć. Nie miała siły więcej wmawiać sobie, że da radę, że jeszcze jeden dzień i wszystko się zmieni. Już nie…

Nic się nie zmieni!!!!

- Boże, nie mam już sił! Już nie mam sił… Proszę…  – błagała coraz ciszej, osuwając się na kolana.

W końcu położyła mokrą od łez twarz na miękkim mchu. Był chłodny i wilgotny. Wszystko ucichło…

- Chciałabym przestać istnieć, wtopić się w ten mech, stać się ziemią i zniknąć. Już dość…

Nie, nie stała się mchem, ani ziemią, ani żadną leśną rośliną.

W domu czekało na nią dwoje dzieci. Dzieci, dla których była całym światem. Jej świat rozpadł się na kawałki, ale świat dzieci dopiero zaczął istnieć a ona była najważniejszym jego składnikiem. Bardziej to czuła, niż wiedziała. Instynkt – najsilniejsza z sił.

Przetrwała

Ocalała

Jest

Silniejsza i mądrzejsza. Świadoma…

„Wciąż żył.
A to było najokropniejsze, co mogło się zdarzyć.
- Czemu to mnie nie zabiło? – jęknął kryjąc twarz w dłoniach. – Zasłużyłem na najgorsze.
- Naprawdę? – spytał górujący nad nim potwór. (…)
- Zacząłem myśleć, jak bardzo pragnę, by to już się skończyło. Jak bardzo chciałem wreszcie przestać o tym rozmyślać. Że nie mogłem już znieść tego czekania. Nie mogłem znieść tego, jak bardzo samotny się przez to czułem.
  Teraz naprawdę się rozpłakał, bardziej niż się tego spodziewał (…).
- Cząstka ciebie chciała, by to się po prostu skończyło (…) Wtedy zaczął się koszmar (…)

Żal Conora był fizycznym doświadczeniem oplatającym ciało chłopca niczym metalowa obręcz. Ledwie mógł złapać oddech, Znów leżał na ziemi, życząc sobie, by po prostu go pochłonęła.
Poczuł ogromne dłonie potwora podnoszące go z ziemi, otulające jego ciało niczym ogromne gniazdo. (…)
- To nie twoja wina – odparł potwór głosem niosącym się przez powietrze jak wiatr.
- Moja.
- Chciałeś tylko, by ból się wreszcie skończył – rzekł potwór. – Twój własny ból. By skończyło się to, co odizolowało cię od świata. To najbardziej ludzkie ze znanych mi życzeń.
- Ale przecież nie chciałem…
- Jednocześnie chciałeś i nie chciałeś – powiedział potwór? (…)
- Jak i jedno, i drugie może być prawdą?
- Bo ludzie to skomplikowane bestie – stwierdził potwór. – Jak to się dzieje, że królowa może być jednocześnie dobrą i złą wiedźmą? Jak książę może być zarazem mordercą i zbawcą? (…)
- Nie wiem – wyczerpany Conor wzruszył ramionami. – Dla mnie twoje opowieści nigdy nie miały sensu.
- Odpowiedź brzmi: nie ma znaczenia to, co myślisz, bo twój umysł sto razy dziennie sam sobie zaprzecza. (…) Twój umysł uwierzy  w pocieszające kłamstwa, znając jednocześnie bolące prawdy, które sprawiają, że te stają się konieczne. I twój umysł w końcu ukarze cię za to, że wierzyłeś w jedno i drugie.
- Ale jak z tym walczyć? – spytał oschle Conor. – Jak walczyć z tymi wszystkimi myślami, które w tobie szaleją?
- Wyjawiając prawdę – odparł potwór (…). – Nie piszesz swojego życia słowami, lecz działaniami. Nie jest ważne co myślisz. Liczy się tylko to, co robisz. (…) Powiedz prawdę!!!!”*

To prawie zakończenie książki.

Conor przywoływał potwora, żeby przetrwać najcięższe chwile.

A kobieta, która spotkaliśmy na początku wpisu?

Wciąż uczy się mówić prawdę…

 

 

Patrick Ness jest autorem nie tylko książki, ale też scenariusza filmu „A Monster Calls”. Książka i film uzupełniają się wzajemnie. W książce spotkamy przyjaciółkę Conora – Lily. W filmie jej nie ma. Książka wyjaśnia też, dlaczego tak często pojawia się godzina 12:07 i dowiemy się jak czuł się chłopiec w szkole, gdzie wszyscy traktowali go ulgowo, bo miał chorą mamę i jak bardzo to go denerwowało.
Film ma rozbudowaną postać babci Conora, wspaniale zagraną przez Sigourney Weaver, no i wspaniały głos Liama Neesona – czyli drzewnego potwora.

I film i książka warta jest każdej minuty spędzonej przy czytaniu i oglądaniu. Polecam z całego serca ♥

*Siedem minut po północy, Patrick Ness, PapierowyKsiążyc, Słupsk 2016, s. 192-196.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Życie