RSS
 

Notki z tagiem ‘Bezpieczeństwo’

Czas dbania o siebie

28 maj

Byłam na rekolekcjach.

 Ksiądz prowadzący rekolekcje przeczytał fragment z Księgi Syracha

Słuchałam i wyławiałam fragmenty, które do mnie osobiście trafiały…

Dawno tego nie robiłam.

Dawno…

I tak na tle tego wszystkiego, co dzieje się ostatnio poczułam odrobinę otuchy, nadziei a nawet pewności, że dam radę.

Będzie trudno, ale będzie warto!

„Mądrość Syracha, 2

1. Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto (…)
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym (…)



http://www.bibliacatolica.com

Nie, nie opuściłam rąk. Nie warto…

Gdybym tak zrobiła, zmarnowałabym prawie cztery lata. Nowe cztery lata.

Ucieczki z trudnych dla mnie sytuacji mam opanowane do perfekcji. Ile można uciekać???

Przyszedł czas dbania o siebie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult – fragment o naszym życiu

08 maj

W książce Jodi Picoult „Małe wielkie rzeczy” jest pewien fragment mówiący o upływie życia. Naszego życia

Oto on:

„   Wszyscy to robimy. Udajemy, że nas upływ czasu nie dotyczy. Rzucamy się w wir pracy. Pielimy grządki. Tankujemy benzynę, kasujemy bilety i robimy zakupy, więc nasze tygodnie na pozór niczym się nie różnią. A potem któregoś dnia, ni stąd, ni zowąd dostrzegamy, że nasz synek wyrósł na mężczyznę. Któregoś dnia patrzymy w lustro i widzimy siwe włosy. Któregoś dnia dociera do nas, że pozostało nam mniej życia, aniżeli przeżyliśmy. I myślimy: „Jakim cudem to tak szybko zleciało?”. Przecież dopiero wczoraj pierwszy raz piłam legalnie alkohol, zmieniałam synkowi pieluszkę, byłam młoda.
   Kiedy nachodzi nas ta refleksja, zaczynami liczyć. Ile czasu nam jeszcze zostało? Ile zdołam weń wepchnąć?
   Część z nas podąża za tą refleksją. Ruszamy w podróż do Tybetu, uczymy się rzeźbić, skaczemy ze spadochronem. Próbujemy udawać, że koniec nas nie dotyczy.
   Lecz pozostali dalej tankują , kasują i kupują, bo dzięki temu mogą zapomnieć o tym, co nieuchronne.
   Część z nas nigdy nie idzie po rozum do głowy.
   Inni dostają nauczkę szybciej niż pozostali” (s. 419-420)

Są to słowa czarnoskórej pielęgniarki Ruth oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka.
Nie miała łatwego życia. Pochodziła z biednej rodziny. Jej matka była pokojówką bogatego państwa na Manhattanie. Sama wychowała ją i siostrę.
Ruth wyszła za mąż i urodziła syna. Jej mąż zginął w Afganistanie. Sama wychowywała syna i pragnęła dla niego dobrego życia. Poświęcała się pracy i odkładała na studia własnego dziecka. Była z niego dumna…

Cały jej świat, pieczołowicie budowany ciężką pracą runął jednego dnia. Jej świat skończył się tak nagle, jakby wybuchła w nim bomba burząca wszystko. Została bez pracy, bez perspektyw, bez studiów dla syna… I to wszystko dlatego, że była czarna i dlatego, że mimo zakazu przełożonych zbliżyła się do białego dziecka, by go ratować przed śmiercią. Dziecko zmarło a nacjonalistyczny ojciec oskarżył ją o morderstwo.

Kiedy czytałam o przebiegu procesu skojarzyłam go z „Procesem” Kafki.
W USA o niewinności, lub winie decydują przysięgli. Grupa wyłonionych osób przysłuchuje się mowom prokuratora i obrońcy. Proces podobny jest do rozgrywki szachowej – ważna jest strategia i siła argumentów. Ruth była instruowana przez obrończynię, żeby nie poruszała kwestii rasowej. Ok, tylko jak jej nie poruszać, kiedy pokrzywdzony jest skinheadem z wytatuowaną swastyką na gołej czaszce i mówi o wyższości białej rasy. Pluje na czarną pielęgniarkę i krzyczy, że najchętniej zabiłby sukę…

On może mówić o białej rasie a ona nie może mówić o swoim kolorze skóry, ani tym bardziej o poczuciu bycia wykluczoną z białego społeczeństwa. Dlaczego nie została skazana za zaniedbania jej biała koleżanka po fachu, która miała zajmować się niemowlakiem i zostawiła go zaraz po zabiegu obrzezania, udzielając pomocy innej pacjentce? Czy to nie jest przejaw dyskryminacji rasowej? Ruth siedzi na sali sądowej i wie, że stoi na straconej pozycji. Przeciw niej jest nawet oskarżająca ją czarna prokurator. Czuje, że musi zabrać głos, że za długo siedziała cicho i znosiła poniżenia. Chce przestać być niewidzialna. Chce, żeby wszyscy ją dostrzegli, nawet za cenę utraty wolności. Zabiera głos…

Nie zdradzę jak skończyła się rozprawa sądowa. Nie zdradzę…

Należę do takich osób jak Kennedy, obrończyni z urzędu, którą Turk określił w następujący sposób: (…) na pewno piję dyniową latte. Założę się, że głosowała na Obamę, płaci na schroniska po obejrzeniu reklam ze smutnymi psiakami i wierzy, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali” (s. 501) On nie znosił „miękkich” liberałów.

Tak, wierzę, że świat byłby wspaniały, gdyby ludzie się dogadali, ale wiem też, że to utopijne myślenie…

Należę też do osób pokroju Ruth – niewidzialnych i wtapiających się w tło. Od 2013 roku ośmieliłam się zabierać głos i mówić, że ja jestem ważna. JA JESTEM WAŻNA! Mam coraz więcej odwagi, aby o tym świadczyć.

Poszłam po rozum do głowy.

Dostałam nauczkę szybciej niż pozostali.

 

 

 

Fragmenty tekstu pochodzą z książki „Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult, przekład Magdaleny Moltzan-Małkowskiej, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

****

A to ze strony, którą bardzo lubię:

Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niewłaściwej historii, odejdź. – Mo Willems

Masz prawo odejść z każdej historii, w której się nie odnajdujesz. Masz prawo odejść z każdej historii, w której siebie nie kochasz.

Masz prawo wyjechać z miasta, które gasi twoje wewnętrzne światło, zamiast sprawiać, że będziesz świecić jeszcze jaśniej, masz prawo spakować wszystkie swoje manatki i zacząć od nowa gdzieś indziej i masz prawo zredefiniować znaczenie swojego życia.

Masz prawo rzucić pracę, której nienawidzisz, nawet jeśli wszyscy mówią ci, żeby tego nie robić i masz prawo szukać tego czegoś, co sprawia, że nie możesz doczekać się jutrzejszego dnia i reszty swojego życia.

Masz prawo opuścić tych, których kochasz, jeśli źle cię traktują, masz prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, gdy z czymś się mierzysz i masz prawo odejść, kiedy próbowałeś wielokrotnie, ale nic się nie zmieniło.

Masz prawo dać odejść toksycznym znajomościom, masz prawo otaczać się miłością i ludźmi, którzy cię budują i sycą. Masz prawo wybierać tę energię, której potrzebujesz w życiu.

Masz prawo wybaczyć sobie swoje największe i najmniejsze błędy i masz prawo być dla siebie miłym, masz prawo patrzeć w lustro i faktycznie lubić osobę, którą w nim widzisz.

Masz prawo uwolnić się od swoich własnych oczekiwań.

Niekiedy postrzegamy odejście jako niewłaściwą rzecz lub kojarzymy je z poddaniem się lub ucieczką, ale bywa, że odejście jest najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić.

Odejście pozwala ci zmienić kierunek, zacząć od nowa, odnaleźć siebie i świat. Odejście czasami ratuje cię od utkwienia w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.

Odejście otwiera nowe drzwi zmian, wzrostu, szans i odkupienia.

Zawsze masz wybór, by móc odejść, dopóki nie znajdziesz miejsca, do którego przynależysz i tego, co czyni cię szczęśliwym.

Masz nawet prawo porzucić swoje stare ja i odkryć siebie ponownie.

Rania Naim

 

I tego się trzymajmy! :-D

 

ze strony:
http://dobrewiadomosci.net.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Muzyka, Życie

 

Zimny maj i „Małe wielkie rzeczy”, czyli warto czytać i oglądać ☺

07 maj

 

 

Zimny maj..

Wczoraj pogoda prawie letnia. Temp. 25 stop. C. Wieczorem burza…

A dziś ziiiiimno… Brrrr

Zimny maj…

Kurde, olej leci. Widać to w lewym nadkolu. Wiadomo – maglownica do wymiany. Przejeździłam ponad miesiąc na uszczelnionej maglownicy a teraz wszystko rypło :-( Znów wycieka olej. W tym miesiącu ubezpieczenie, oczywiście po nowych stawkach. Wymiana maglownicy… Później jeszcze zawieszenie z przodu i amortyzatory z tyłu i to by było chyba wszystko. A nie, jeszcze wymiana oleju… Ufff, tyle rzeczy na głowie ;-)

Jutro matura z języka angielskiego. Siedzę w sali z … ta, dam!!!! Z jednym uczniem!!! Jedyny, który pisze starą maturę. Stara matura, nowa matura… Wielkie zmiany w szkolnictwie :-( Czasami trudno nadążyć za nowościami.

Wieczór.

A za oknem, w parku, ptaki śpiewają jak oszalałe.

Wczoraj po burzy słuchać było rechot żab. „Grają”, jak mówiła moja matka.

Czytam kolejną książkę Judi Picoult „Małe wielkie rzeczy”. Rzecz o rasizmie. W Stanach, pomimo wyboru ciemnoskórego prezydenta, rasizm kwitnie. Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale w ludziach wciąż tkwią uprzedzenie rasowe. Ciemnoskórzy zawsze będą na pozycji straconej. Książka przedstawia to w bardzo dosadny sposób. Autorka przedstawia „dwie strony medalu”, czyli dwa spojrzenia – białych i czarnych. Przedstawia je bez poprawności politycznej, nazywając rzeczy po imieniu. Afroamerykanie i ich świat i biali i ich świat. Pomimo desegregacji w USA w 1963 roku, segregacja nadal istnieje. W książce mamy bardzo bliskie spotkanie z osobą, której matka była jednym z dziewięciorga dzieci, które w 1957 r. w Little Rock (Arkansas) weszło do „białej” szkoły, aby się uczyć. Na tym tle wybuchnęły zamieszki.
Historia książki pozwala towarzyszyć czarnoskórej pielęgniarce oskarżonej o spowodowanie śmierci noworodka. Rodzicami noworodka byli wojujący nacjonaliści. Ruth miała zakaz zbliżania i dotykania dziecka. Z racji wykonywanego zawodu była zobligowana do udzielenia pomocy umierającemu dziecku.
Pisarka pozwala czytelnikowi być blisko rodziny czarnoskórej pielęgniarki i rodziny nacjonalistów. Wniknąć w historię ich życia, przeżywać ich smutki i radości, poznać powody ich postępowania.

Czytając książkę przypomniałam sobie kilka filmów o segregacji rasowej i walce z nią.
Na HBO – bardzo dobry dokument „Little Rock: pół wieku później”- historia, gdzie do szkoły weszło 9 czarnych uczniów. Historię o całym zdarzeniu wspomina jedna z uczennic pięćdziesiąt lat później. 1957 – Do szkoły Little Rock Central High School zaczyna uczęszczać pierwsza w historii grupa czarnoskórych uczniów, tzw. „Dziewiątka z Little Rock”. W reakcji na publiczne protesty (Arkansas jest wówczas trzecim najbardziej segregowanym rasowo stanem amerykańskim, po Missisipi i Alabamie), Prezydent Dwight Eisenhower wysyła do miasta członków Gwardii Narodowej, by zapewnili „Dziewiątce” bezpieczeństwo i umożliwili im korzystanie z prawa do nauki. Ponad pięćdziesiąt lat temu liceum Little Rock Central High School stało się symbolem walki i nadziei ruchu na rzecz równouprawnienia. Obecnie boleśnie przypomina, jak skomplikowana jest droga ku równości. Dokument ukazujący od środka liceum Little Rock Central High w Little Rock w stanie Arkansas. Niegdyś zarzewie ruchu na rzecz równouprawnienia, Little Rock Central High to obecnie, można powiedzieć, dwie szkoły: w jednej biali uczniowie przygotowują się do wstępu na najbardziej prestiżowe uczelnie w kraju, w drugiej garstka czarnych uczniów z trudnością wypełnia minimum programowe.
Gdy w 2006 r. pochodzący z Little Rock filmowcy Brent i Craig Renaud zaczęli kręcić dokument w Little Rock Central High, w szkole i w całym kraju trwały przygotowania do uczczenia 50 rocznicy słynnego „kryzysu integracyjnego” w 1957 r. Rozgniewany tłum białych mieszkańców Little Rock uniemożliwił wtedy dziewięciu czarnoskórym uczniom wejście do budynku szkoły. W filmie towarzyszymy współczesnym uczniom i nauczycielom liceum, którzy wraz z liderami miejscowej społeczności i przedstawicielką pierwotnej „dziewiątki z Little Rock”, dzielą się swoimi przemyśleniami o tym, ile – jak niewiele – zmieniło się od tamtych dramatycznych wydarzeń. W pamięci zostają słowa bohaterki o tym, że granica między białymi i czarnymi wciąż jest w głowach ludzi i, że nigdy nie da się jej usunąć.

Innym filmem o segregacji i uprzedzeniach rasowych, ze wspaniałą rolą Samuela L. Jackcona i Julianne Moore, jest „Kolor zbrodni”. Historia o uprowadzeniu i zabójstwie dziecka. Podejrzenie pada na czarnoskórego. Dochodzi do zamieszek na tle rasowym. Winną okazuje się matka, ale z powodu ogromnego strachu, kieruje cała uwagę na swojego czarnoskórego znajomego. Film jest warty obejrzenia, gdyż znakomicie pokazuje uprzedzenia rasowe.

Kolejny film to „Służące”. Opowieść o białej dziennikarce, która postanawia spisać historię czarnych służących.  Wywołuje tym ogromny skandal w latach 60 XX w.

W „Wolności słowa” tez spotykamy się z wątkiem segregacji rasowej. „Kolorowi” uczniowie dostają zadanie od nauczycielki języka angielskiego – mają spisywać swoje życie w formie pamiętników. Sprytny wybieg nauczycielki jest sposobem na ich zbliżenie się do siebie i pokazanie, że są ważni. W filmie mamy też fragmenty dokumentu o autobusie, w którym biali objeżdżali stany USA w proteście przeciw segregacji rasowej. Są też sceny, w których występują prawdziwe ofiary holokaustu.
Lubię ten film pokazywać w pierwszych klasach, bo porusza ważny temat tolerancji.

Ciekawy artykuł o segregacji rasowej można przeczytać w Newsweeku: W USA 50 lat po zniesieniu segregacji rasowej rasizm wciąż jest problemem.

Inny ciekawy artykuł, to Kiedy rasiści stawali w drzwiach. Przeczytamy w nim, np. o tym, że na przełomie lat 50. i 60. ruszyły w Amerykę tzw. rajdy wolności. Młodzi ludzie, czarni i biali, grupowo zajmowali miejsca w autobusach międzystanowych. Im dalej w Południe zapuszczał się taki autobus, tym większa była agresja miejscowych. W Alabamie było najgorzej. W jednym z miast „autobus wolności” został podpalony, a rozwścieczony tłum próbował spalić pasażerów żywcem. Białe bojówki regularnie polowały na uczestników rajdów, na ogół przy obojętnej lub wręcz sprzyjającej postawie miejscowej policji.

Tyle skojarzeń na temat jednej książki…

Ruth – czarnoskóra pielęgniarka jest mi bardzo bliska. Tak jak ona, nie potrafię znaleźć swojego miejsca. Tak jak ona, nigdzie nie czuję się na miejscu. Tak jak ona, jestem jedyna z rodziny, która ma wyższe wykształcenie. Reszta historii się nie zgadza, ale ten początek spowodował, że siedzę nad książką i z ogromnym zainteresowaniem śledzę rozwój wydarzeń. Nie wiem, czy Ruth będzie skazana za morderstwo. Jestem w momencie, kiedy ma ją bronić biała prawniczka. Nawet nie było jeszcze pierwszej rozprawy.
Na drugiej szali jest Turk – biały nacjonalista, któremu w szpitalu zmarło dziecko. I Bóg mi świadkiem, że nie jestem po jego stronie, pomimo, że stracił syna. Mężczyzną kieruje nienawiść. Jest tak zindoktrynowany przez ruch neonazistowski, że potrafi  wyrządzać tylko zło. On oczywiście tego nie widzi. Walczy o „sprawiedliwość’ i „czystość rasy”.
I tu przypomina mi się pewne jesienne popołudnie w Warszawie. Byłam na uczelni, na zajęciach. Uniwersytet Warszawski, Instytut Filozofii. Siedziałam z koleżankami na dole i patrzyłam na to, co działo się za oknami. A tam przechodził czarny marsz – ludzie w czarnych ubraniach hardo maszerowali ulicą. Atmosfera była gęsta od nienawiści. Twarze ludzi zacięte a w powietrzu unosiły się harde, nerwowe okrzyki. Nacjonaliści. Zmroziło mnie. Ucichłyśmy przy stoliku, z obawą patrząc na kruchą szybę oddzielającą ich od nas. Odniosłam wrażenie, że ulicą maszeruje zło w czystej postaci. Skurczyłam się na krześle…

Rasizm zawsze był, jest i będzie zły.

Nie wiem jakie zakończenie spotkam w książce, ale wiem, że warto ją przeczytać.

 

I tak od zimnego maja przeszłam do rasizmu, też wywołującego zimne dreszcze. 

Potrzeba mi ciepełka i słoneczka :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Muzyka, Życie

 

Czwarta własna opowieść – życie miesza się z fabułą

03 maj

Stała w gęstym lesie i krzyczała.

To nie był jakiś przeraźliwy krzyk. Raczej zduszony skowyt. Leśne ptaki nie podrywały się z furkotem z koron drzew, a leśne zwierzęta nie czmychały przerażone do swoich norek.

Krzyk bardziej brzmiał w jej głowie. Rozsadzał ją…

W górze, nad koronami drzew rozpinał się lazurowy błękit nieba…

Już nie miała siły żyć. Nie miała siły więcej wmawiać sobie, że da radę, że jeszcze jeden dzień i wszystko się zmieni. Już nie…

Nic się nie zmieni!!!!

- Boże, nie mam już sił! Już nie mam sił… Proszę…  – błagała coraz ciszej, osuwając się na kolana.

W końcu położyła mokrą od łez twarz na miękkim mchu. Był chłodny i wilgotny. Wszystko ucichło…

- Chciałabym przestać istnieć, wtopić się w ten mech, stać się ziemią i zniknąć. Już dość…

Nie, nie stała się mchem, ani ziemią, ani żadną leśną rośliną.

W domu czekało na nią dwoje dzieci. Dzieci, dla których była całym światem. Jej świat rozpadł się na kawałki, ale świat dzieci dopiero zaczął istnieć a ona była najważniejszym jego składnikiem. Bardziej to czuła, niż wiedziała. Instynkt – najsilniejsza z sił.

Przetrwała

Ocalała

Jest

Silniejsza i mądrzejsza. Świadoma…

„Wciąż żył.
A to było najokropniejsze, co mogło się zdarzyć.
- Czemu to mnie nie zabiło? – jęknął kryjąc twarz w dłoniach. – Zasłużyłem na najgorsze.
- Naprawdę? – spytał górujący nad nim potwór. (…)
- Zacząłem myśleć, jak bardzo pragnę, by to już się skończyło. Jak bardzo chciałem wreszcie przestać o tym rozmyślać. Że nie mogłem już znieść tego czekania. Nie mogłem znieść tego, jak bardzo samotny się przez to czułem.
  Teraz naprawdę się rozpłakał, bardziej niż się tego spodziewał (…).
- Cząstka ciebie chciała, by to się po prostu skończyło (…) Wtedy zaczął się koszmar (…)

Żal Conora był fizycznym doświadczeniem oplatającym ciało chłopca niczym metalowa obręcz. Ledwie mógł złapać oddech, Znów leżał na ziemi, życząc sobie, by po prostu go pochłonęła.
Poczuł ogromne dłonie potwora podnoszące go z ziemi, otulające jego ciało niczym ogromne gniazdo. (…)
- To nie twoja wina – odparł potwór głosem niosącym się przez powietrze jak wiatr.
- Moja.
- Chciałeś tylko, by ból się wreszcie skończył – rzekł potwór. – Twój własny ból. By skończyło się to, co odizolowało cię od świata. To najbardziej ludzkie ze znanych mi życzeń.
- Ale przecież nie chciałem…
- Jednocześnie chciałeś i nie chciałeś – powiedział potwór? (…)
- Jak i jedno, i drugie może być prawdą?
- Bo ludzie to skomplikowane bestie – stwierdził potwór. – Jak to się dzieje, że królowa może być jednocześnie dobrą i złą wiedźmą? Jak książę może być zarazem mordercą i zbawcą? (…)
- Nie wiem – wyczerpany Conor wzruszył ramionami. – Dla mnie twoje opowieści nigdy nie miały sensu.
- Odpowiedź brzmi: nie ma znaczenia to, co myślisz, bo twój umysł sto razy dziennie sam sobie zaprzecza. (…) Twój umysł uwierzy  w pocieszające kłamstwa, znając jednocześnie bolące prawdy, które sprawiają, że te stają się konieczne. I twój umysł w końcu ukarze cię za to, że wierzyłeś w jedno i drugie.
- Ale jak z tym walczyć? – spytał oschle Conor. – Jak walczyć z tymi wszystkimi myślami, które w tobie szaleją?
- Wyjawiając prawdę – odparł potwór (…). – Nie piszesz swojego życia słowami, lecz działaniami. Nie jest ważne co myślisz. Liczy się tylko to, co robisz. (…) Powiedz prawdę!!!!”*

To prawie zakończenie książki.

Conor przywoływał potwora, żeby przetrwać najcięższe chwile.

A kobieta, która spotkaliśmy na początku wpisu?

Wciąż uczy się mówić prawdę…

 

 

Patrick Ness jest autorem nie tylko książki, ale też scenariusza filmu „A Monster Calls”. Książka i film uzupełniają się wzajemnie. W książce spotkamy przyjaciółkę Conora – Lily. W filmie jej nie ma. Książka wyjaśnia też, dlaczego tak często pojawia się godzina 12:07 i dowiemy się jak czuł się chłopiec w szkole, gdzie wszyscy traktowali go ulgowo, bo miał chorą mamę i jak bardzo to go denerwowało.
Film ma rozbudowaną postać babci Conora, wspaniale zagraną przez Sigourney Weaver, no i wspaniały głos Liama Neesona – czyli drzewnego potwora.

I film i książka warta jest każdej minuty spędzonej przy czytaniu i oglądaniu. Polecam z całego serca ♥

*Siedem minut po północy, Patrick Ness, PapierowyKsiążyc, Słupsk 2016, s. 192-196.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Drzewnych opowieści ciąg dalszy. A Monster Calls…

01 maj

Obiecałam, że napiszę o książce „Siedem minut po północy”

Przyszedł czas opowieści ;-)

Ale głos oddam Drzewnemu Potworowi. Udostępnię pierwszą opowieść.

  I ciekawostka. Opowieść o drzewnym potworze pierwsza wymyśliła Siobhan Dowd. Niestety nie napisała jej do końca – zmarła przedwcześnie. Książkę dokończył Patrick Ness i książka, którą trzymam w dłoniach, jest jego autorstwa.
To była piata książka Siobhan. Miała pomysł, bohaterów i początek, ale zabrakło jej czasu…

Patrick Ness we wstępie napisał, zwracając się bezpośrednio do czytelnika: „Teraz nadeszła pora, bym przekazał pałeczkę tobie. Opowieści nie kończą się na pisarzach, mimo, że w tym wyścigu startuje ich wielu. Oto co udało się wymyślić Siobhan i mnie.
DALEJ. WEŹ TĘ HISTORIĘ I PĘDŹ PRZED SIEBIE.
NAROZRABIAJ!”*

Głównym bohaterem jest Conor O’Mailley. Pisałam o nim, kiedy zachwycałam się filmem.
Conor bardzo przeżywał chorobę swojej mamy. Wypierał z myśli ostateczność – czyli moment kiedy ona odejdzie od niego na zawsze, umrze.

Umysł chłopca działał jak mądry terapeuta. Conor wymyślił drzewnego potwora, który przychodził w momentach, kiedy był najbardziej przerażony i bezradny.
Potwór powstał z wiekowego cisu. Był mądrym i leczniczym drzewem, które opowiedziało chłopcu trzy opowieści…

Ponieważ opowieści są bardzo piękne a ja opowiadając je po swojemu nie oddałabym całego przesłania, więc udostępnię je bezpośrednio z książki.

W filmie ilustracjami do opowieści były rysunkowe postaci, wspaniałe animacje. Mnie pozostają jedynie słowa.

Potwór przedstawił się w następujący sposób:
„Jestem kręgosłupem, na którym wznoszą się góry! Jestem łzami, którymi płaczą rzeki! Jestem płucami, które oddychają wiatrem! Jestem wilkiem, który zabija jelenia, jastrzębiem, który zabija mysz, pająkiem, który zabija muchę! Jestem jeleniem, myszą i muchą, które zostają pożarte!  Jestem wężem świata, pochłaniającym własny ogon! Jestem wszystkim, co dzikie i nieposkromione! (…) Jestem tą dziką planetą, która przyszła po ciebie” ** – no i jakie wrażenie? O czym najpierw pomyśleliście? Jakie uczucie się w was zrodziło? Jaka emocja? Kim jest potwór? No, kim????

I fragment o historiach, jakie czasami możemy wysłuchać:
„Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń (…) Potrafią nas ścigać, gryźć i prześladować.”***

„Twoja prawda, ta, którą skrywasz przed światem, jest tym, czego najbardziej się boisz.” ****

Opowieść pierwsza

  Dawno temu (…) zanim jeszcze zbudowano tutaj miasto z jego drogami, pociągami i samochodami, było tu mnóstwo zieleni. Drzewa porastały każde wzgórze, otaczały każdą ze ścieżek.Ocieniały każdy strumień i ochraniały każdy dom, bo nawet wtedy stały tu domy, zrobione z kamienia oraz ziemi.
Było tutaj królestwo (…) niewielkie, lecz szczęśliwe, gdyż jego król był tylko królem, człowiekiem, którego doświadczenia życiowe nauczyły mądrości. Jego żona urodziła mu czterech silnych synów, lecz podczas swoich rządów, by zachować pokój w swym królestwie, król był zmuszony do brania udziału w wielu bitwach. Bitwach przeciwko smokom i olbrzymom, przeciwko czarnym czerwonookim wilkom i armiom dowodzonym przez wielkich czarnoksiężników.
Bitwy zabezpieczały granice królestwa i zapewniały pokój w tej krainie. Jednak każde zwycięstwo ma swoją cenę. Wszyscy synowie króla zostali zabici, jeden po drugim. Przez ogień smoka,  z ręki olbrzyma, przez wilcze kły i włócznie w ludzkich dłoniach.Jeden, po drugim, wszyscy czterej książęta polegli, zostawiając królowi jednego następcę. Jego maleńkiego wnuka. (…)
Wkrótce żona króla pokrążyła się w rozpaczy, podobnie jak matka młodego księcia. Jedynym towarzystwem króla było dziecko, i ogarnął go smutek większy, niż jakikolwiek człowiek może sam dźwigać na swoich barkach.
– Musze się ponownie ożenić – zdecydował król. – Jeśli nie dla siebie, to dla dobra księcia, dla dobra mojego królestwa.
I tak też zrobił. Pojął za żonę księżniczkę z sąsiedniego królestwa, zawierając sojusz, który wzmocni obydwie monarchie. Była młoda i urodziwa i mimo, że jej twarz była odrobinę pospolita, a język cięty, wyglądało na to, że jednak uszczęśliwia króla.
Czas mijał. Młody książę rósł, aż stał się niemal mężczyzną. Za dwa lata oczekiwał osiemnastych urodzin, co miało mu umożliwić prawowite odziedziczenie tronu po śmierci starego króla. Dla królestwa to był szczęśliwy okres. Bitwy się skończyły, a przyszłość, w rękach młodego i dzielnego księcia, wydawała się zabezpieczona.
Lecz pewnego dnia król się rozchorował. Rozniosły się plotki, że został otruty przez swoją nową żonę. Krążyły opowieści o tym, że kobieta uciekła się do sił czarnej magii, by się odmłodzić, w rzeczywistości zaś pod młodą twarzą kryło się oblicze starej wiedźmy. Mimo, że nikt jej otwarcie nie zarzucał, by śmiała otruć króla, on aż do śmierci błagał swoich poddanych, by jej nie winili.
I w końcu zmarł, rok przed tym, zanim jego wnuk osiągnął wiek, w którym mógł zostać następcą króla. Królowa, jego przybrana babka, objęła więc tron w jego miejsce i miała zajmować się rządzeniem do czasu, aż książę osiągnie pełnoletność.
Z początku, ku zaskoczeniu wielu, jej panowanie było dobre. Jej oblicze – pomimo plotek – pozostało młode i ujmujące, a ona zdołała kontynuować rządy, jakie prowadził zmarły król.
W tym czasie książę zakochał się. (…) Ona była tylko córką farmera, lecz była piękna i bystra, jak na córkę farmera przystało, bo przecież prawdziwe farmy to skomplikowane przedsięwzięcie. Całe królestwo przyklasnęło temu związkowi.
Z wyjątkiem królowej. Podobały jej się własne rządy i wcale nie miała ochoty z nich zrezygnować. Zaczęła myśleć, że może najlepiej by było, gdyby korona została w rodzinie, a królestwo było rządzone przez tych, którzy są na tyle mądrzy, by nim rządzić. I cóż mogłoby być lepszym rozwiązaniem, jeśli nie poślubienie księcia właśnie przez nią?
Książę uważał, że poślubienie królowej jest złe. Powiedział, że wolałby umrzeć, niż zrobić coś takiego. Poprzysiągł sobie, że ucieknie z piękną córką farmera i powróci dopiero w dniu swoich osiemnastych urodzin, by uwolnić poddanych spod tyranii królowej. I pewnej nocy książę oraz córka farmera uciekli konno z królestwa, zatrzymując się o świcie, by zdrzemnąć się w cieniu ogromnego cisu. (…)
Książę i córka farmera wtulili się w siebie. Poprzysięgli sobie zachowanie czystości do małżeństwa, które planowali zawrzeć w sąsiednim królestwie, ale pożądanie było silniejsze i wkrótce zasnęli nadzy, trzymając się w ramionach
Cały dzień przespali w cieniu moich gałęzi. Nadeszła kolejna noc. Książę obudził się.
– Wstań, ukochana – wyszeptał córce farmera. Będziemy jechać aż do dnia, kiedy zostaniemy mężem i żoną.
Jednak jego ukochana nie obudziła się. Potrząsnął nią lecz ona tylko osunęła się bezwładnie. Dopiero wtedy, w świetle księżyca, książę dostrzegł, że ziemia splamiona jest krwią. (…)
Książę dostrzegł też krew na swoich dłoniach, zobaczył, że w trawie nieopodal leży zakrwawiony nóż, spoczywający między korzeniami drzewa. Ktoś zamordował jego ukochaną i na dodatek zrobił to tak, by wyglądało, jakby to książę popełnił tę zbrodnię.
– Królowa – krzyknął książę. – Królowa jest odpowiedzialna za tę zdradę!
Słyszał, jak z oddali już nadchodzą wieśniacy. Gdyby go znaleźli i zobaczyli noż i krew, niechybnie nazwali by go mordercą. Zlinczowali by go za tę zbrodnię. (…)
Książę nie miał dokąd uciec. Gdy spał, ktoś przegnał stamtąd jego konia. Cis był jego jedynym schronieniem.
I tylko do niego mógł się zwrócić o pomoc.
Pamiętaj, że wtedy świat był młodszy. Bariera między rzeczami była znacznie mniej wyraźna, łatwiejsza do przekroczenia. Książe zdawał sobie z tego sprawę. Podniósł głowę i przemówił do wielkiego cisu. (…) Powiedział coś, co sprawiło, że ruszyłem w drogę – odparł potwór. – Potrafię dostrzec niesprawiedliwość.
Książę pobiegł w stronę nadchodzących wieśniaków.
– Królowa zamordowała moją oblubienicę! – wrzeszczał. – Musimy ją zatrzymać!
Plotki na temat tego, że królowa jest wiedźmą, krążyły po okolicy już wystarczająco długo, a młody książę był tak kochany przez poddanych, że niewiele było trzeba, by ludzie dostrzegli oczywistą prawdę. Tym bardziej że dostrzegli wielkiego Zielonego Człowieka idącego za księciem, wielkiego jak wzgórze, szukającego zemsty.
Poddani wtargnęli do pałacu królowej z taką furią, że aż zatrzęsły się chmury. Fortyfikacje upadły, zawaliły się sufity, a gdy znaleziono królową w jej komnacie, tłuszcza pochwyciła ją, wywlokła z pałacu i postanowiła spalić żywcem na stosie. (…)
Gdy wieśniacy podpalili stos, chcąc spalić ją żywcem, wyciągnąłem rękę i ocaliłem królową.
Zaniosłem ją tak daleko, by wieśniacy nigdy jej nie odszukali, znacznie dalej, niż leżało królestwo, w którym się urodziła, aż do położonej nad morzem wioski. I tam ją zostawiłem, żeby mogła żyć w spokoju.”

I tu Conor się zdziwił. Królowa przecież zabiła córkę farmera. Dlaczego potwór ją chronił?

  „Po stosunku książę wcale nie zasnął. (…)” Zabił córkę farmera a konia odwiązał od drzewa i odgonił. „Po tym jak zabił córkę farmera, książę położył się u jej boku i zapadł w sen. Gdy obudził się odegrał przedstawienie, na wypadek, gdyby ktoś go obserwował. Ale również, co może cię zaskoczyć, dla siebie samego. Niekiedy ludzie muszą najmocniej okłamywać właśnie samych siebie. Książę powiedział, że zrobił to dla dobra królestwa. Że nowa królowa tak naprawdę jest wiedźmą, a jego dziadek podejrzewał ją o to, gdy brał ją za żonę, lecz był tak zaślepiony jej pięknem, by wziąć ten fakt pod uwagę. Książę nie był w stanie sam pokonać potężnej wiedźmy. Potrzebował rozwścieczonych wieśniaków, którzy by mu pomogli. Śmierć córki farmera wzmogła ich gniew. Było mu przykro, że to zrobił, mówił, że ma złamane serce, lecz jego własny ojciec zginął, broniąc królestwa, podobnie jak jego ukochana. Jej śmierć służyła temu, by pokonać wielkie zło. Gdy mówił, że królowa zamordowała jego wybrankę, na swój sposób wierzył, że tak naprawdę było. (…) Niesprawiedliwość, którą dostrzegłem i która zmusiła mnie do ruszenia w drogę, dotyczyła królowej, nie zaś księcia. (…)
Książę stał się ukochanym królem. Rządził sprawiedliwie aż do końca swojego długiego życia.”
Potwór uratował królową, ponieważ nie była zabójczynią.
Conor zadał pytanie, kto w tym opowiadaniu jest dobry. Potwór odpowiedział:
- Nie zawsze musi istnieć jakiś dobry bohater. Tak jak nie zawsze musi istnieć zły. Większość ludzi plasuje się gdzieś pośrodku.
To prawdziwa historia (…) Wiele prawdziwych rzeczy wydaje się nam oszustwem. Królestwa dostają władców na jakich zasługują, córki farmerów giną bez powodu, a niekiedy nawet wiedźmy są warte ocalenia. Szczerze mówiąc, całkiem często. Zdziwiłbyś się.”*****

Pierwsza opowieść dobiegła końca ;-)

Niech leci dalej i rozrabia! :-D

Patrick Ness, Siedem minut po północy, przełożył Marcin Kiszela, PapierowyKsiężyc, Słupsk 2016, * s. 5; ** s.39; **** s. 41; ***** s. 58-71.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka