RSS
 

Notki z tagiem ‘Podróże’

W zwolnionym tempie :-)

08 sie

Zwolnij swoje tempo.

Czy widziałeś już kiedyś dzieci bawiące się na karuzeli lub słuchające deszczu? Skaczące po dachu?
Tropiłeś radośnie fruwającego motyla albo obserwowałeś zachód słońca?
Powinieneś się zatrzymać.
Nie tańcz za szybko, bo życie jest zbyt krótkie, muzyka nie trwa wiecznie.
Czy jesteś zabiegany całymi dniami, wiecznie zajęty?
Jeśli zadajesz pytanie „Co słychać?”, czy masz chwilę żeby usłyszeć odpowiedź?
A gdy wyciągasz się w łóżku po całym dniu, czy myślisz o 1.000 różnych rzeczach, które plączą ci się po głowie?
Powinieneś zwolnić tempo.
Czy mówiłeś już do swojego dziecka „zrobimy to jutro” i przekładałeś to na pojutrze?
Czy straciłeś już kontakt z przyjacielem, pozwoliłeś umrzeć przyjaźni, bo nigdy nie miałeś czasu żeby zadzwonić i spytać jak leci?
Byłoby lepiej gdybyś zwolnił tempo, nie tańcz zbyt szybko, bo pewnego dnia muzyka ucichnie, życie jest takie krótkie.
Gdy biegasz gdzieś tak szybko żeby gdzieś zdążyć, tracisz połowę przyjemności bycia tam dokąd biegniesz.
Gdy zawracasz sobie głowę i zbyt się codziennie przejmujesz, to tak jakbyś wyrzucał prezent którego nawet nie otworzyłeś.
Życie to nie wyścig, powinieneś zwolnić tempo, znajdź chwilę na wysłuchanie muzyki zanim się skończy piosenka.

autor nieznany

Zwolniłam już dawno :-)

Delektuję się życiem

Jesteśmy nad morzem i nieważne, że słonecznych dni miałyśmy zaledwie trzy od zeszłego poniedziałku

Trochę zdjęć jest na Facebooku – z miejsca, gdzie jesteśmy

Zaledwie trochę, bo reszta niech zostanie w pamięci tylko dla nas. Nie wszystko jest na pokaz i tak dużo odkryłam na tym blogu.

Jak łatwo jest pisać o nieszczęściach a jak trudno opisać jest szczęście, radość i miłość – przynajmniej w moim przypadku.

Tekst, który umieściłam na początku ma w sobie ogromna moc – moc zatrzymywania , bo życie to nie wyścig a na końcu życia nie czeka nas podium z medalem a zupełnie co innego.

Żaden dzień się nie powtórzy

Nie ma dwóch podobnych nocy

Szymborska miała rację

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

O super aplikacji Audio-blog ♥ i fizyce kwantowej

29 cze

Przez jakiś czas nie miałam telefonu i nie mogłam posłuchać blogowych wpisów w aplikacji Audio-blog.pl

Jola dodała mój wpis o przyjaźni a tu pat – nie mogę go posłuchać

Dziś odebrałam telefon z naprawy i pierwsze co zrobiłam, to ściągnęłam aplikację i posłuchałam wpisu-audycji a tam…

na początku piosenka Bogusława Meca „Przyjaciele po to są”. Posłuchajcie


Dalej wpis pięknie przeczytany przez Jolę i na końcu słowa, które mnie rozwaliły pozytywnie

Przeszłam swoje zawirowania życiowe i jestem teraz mega szczęśliwa z dziećmi „daleko od kłopotów, które kiedyś odbierały mi oddech”.
Pięknie, usłyszeć coś takiego o sobie. Warto było zawalczyć o siebie.

W sobotę pojechałam na spotkanie integracyjne pracowników naszej szkoły. Urokliwe miejsce na Kurpiach. Pośród lasów, z ogromnym sztucznym zbiornikiem wyglądającym jak jezioro.
Dwa wspaniałe dni ze znajomymi. Kajaki, rowery wodne, łódki, zwykłe rowery i obezwładniający upał – ponad trzydzieści stopni. Opaliłam się, odpoczęłam, naśmiałam i naśpiewałam. Z występem gościnnym przyjechał zespół kurpiowski. A jak śpiewali? Poezja…
Śpiewali, tańczyli, opowiadali kawały. Cudo! :-)

Rozmawiałam ze swoją wspaniałą znajomą – zna moją sytuację od początku, od momentu, kiedy w wielkiej desperacji, kilka ładnych lat temu nie wytrzymałam i opowiedziałam jej o swoją historię.
W sobotę, w pokoju, zaczęłyśmy rozmowę o mojej teraźniejszej sytuacji. A powiedziała:
- Wiesz jak przechodzę pod twoimi oknami i patrzę do góry, to oprócz tego, że słychać cichą muzykę, to jeszcze bije od nich ogromny spokój.

Uśmiechnęłam się lekko.
- Tak, teraz mamy prawdziwy spokój a ja mam dom, o którym marzyłam od dziecka. Nareszcie go stworzyłam…
Powiedziałam o swojej terapii i że jest bardzo ciążka, ale było warto ją zacząć i jest warto chodzić na nią nadal.
Nagle wypaliłam:
- Wiesz A myślę, że wybierając J na męża skrzywdziłam go… – spojrzałam na A i zobaczyłam jak podnosi w wielkim zdziwieniu brwi do góry a usta otwierają się, jakby chciała powiedzieć „Anka, co ty pieprzysz?” (oczywiście A nigdy by tak nie powiedziała, ona zapytałaby „Aniu o czym ty mówisz?”). Więc pospieszyłam z wyjaśnieniem:
- Miałam bardzo złe dzieciństwo. Za mąż wychodziłam mając 26 lat i wielką ochotę a wręcz pewność, że założę wspaniałą, kochającą się rodzinę. Byłam ślepa na różne „złe strony” J i pełna optymizmu, że po ślubie to wszystko się ułoży. To ja się zgodziłam być jego żoną. Dopóki nie było dzieci i obowiązków on dawał radę – miodowe 9 miesięcy, ale kiedy pojawił się syn i obowiązki, on nie umiał sobie z nimi poradzić a ja wymagałam. On uciekał, ja byłam wymagająca i wszystko się napędzało. Dodatkowo okazało się, że był chory.
A słuchała cierpliwie, tego co ja plotłam. A ja na deser dodałam, że pewnie z innym też by się nie udało, bo byłby z jakimś „defektem”.
Dziewczyna okazała wielką cierpliwość i dużo taktu, bo nie zapytała, czy może te słońce, które tak zabójczo świeci na dworze, mi nie zaszkodziło?

Ten tekst wypróbowałam dziś na swoim terapeucie (oczywiście tekst o krzywdzie) – reakcja była identyczna. Podniesione w zdziwieniu brwi i później długa rozmowa na ten temat.

Młody kiedy usłyszał relację z dzisiejszych tematów poruszanych na terapii (oczywiście tylko zajawki, bo jest bardzo ciekawy, jak wygląda terapia), nie hamował swojego oburzenia i patrząc wprost w moje oczy, powiedział:
- Mamo, ty się dobrze czujesz? On ciebie bardziej skrzywdził!

A ja…
Nie, no bardzo dobrze się czuję. Ja chciałam tylko pokazać, jak bardzo możemy się pomylić dokonując pewnych wyborów. Nie, nie czuję się winna. To nie w tym sensie mówię o krzywdzie. Myślałam o krzywdzie w tym sensie, że czasami za bardzo chcemy zmieniać świat i innych a nie siebie, że w innych widzimy spełnienie swoich marzeń i pragnień, to inni mają dać nam morze miłości i bezpieczeństwa a jak coś szwankuje chcemy sami ingerować i na siłę „naprowadzać” ich na własną „ścieżkę”. Ranimy najpierw siebie a później innych, zamiast wziąć się za pracę nad sobą. Innych nie zmienimy, ale możemy zmienić siebie i zacząć żyć spokojnie i szczęśliwie.
Mam nadzieję, że zrozumieliście… I, że to nie był wykład z fizyki kwantowej ;-) , bo czasami kiedy próbuję coś wyjaśnić terapeucie i wkładam w to dużo kwiecistych słów i określeń, zamiast powiedzieć to w dwóch zdaniach, słyszę od niego:
- No to mamy wykład z fizyki kwantowej… – czyli, mówię tak, żeby nikt oprócz mnie nie zrozumiał.
Uśmiecham się wtedy i mówię:
- Zaraz, zaraz, ja to wyjaśnię…
I brnę dalej

Tak, tak… I tak od Joli przeszłam do fizyki kwantowej.

Rozczulił mnie komentarz Joli ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Warszawa i jej klimat oczami prowincjuszki ;-)

29 lis

Wczoraj cały dzień w warszawce.

Wykłady.

Fajna ta moja grupa. Dużo śmiechu, fajna atmosfera, dobrze się ze sobą czujemy. Czarnoskóry Ramsy ma ogromne poczucie humoru. Potrafi nas wkręcić w jakąś historię, którą opowiada z poważną miną a później okazuje się, że żartował. Jedna z koleżanek ma kłopot z nastoletnią (dorosłą) córką, która uzależniła się od środków psychoaktywnych. Opowiada o niej, o swojej sytuacji, swoim strachu, relacjach z drugą córką. Opowiada to z bólem na twarzy i strachem w oczach. Jest zagubiona, nie wie jak ma reagować. Mówi, że córka zgłosiła się do ośrodka monarowskiego, ale nimi manipuluje – tam w ośrodku i rodzicami. Młoda sama nie wie, jak ma postępować. Może ośrodek jest po to, żeby uspokoić rodziców, żeby jej na tyle zaufali, wzięli ją z powrotem do domu a tam znów „wsiąknie” w swoje towarzystwo. Koleżanka nie wie co ma robić. Kocha córkę, miała z nią jakieś plany, które teraz legły w gruzach. Przeżywa wiele negatywnych emocji. Przeżywa a właściwie przeżywają – cała rodzina. Koleżance jest na pewno lżej, kiedy może się przed nami otworzyć. Ja zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czego w takich rodzinach jest brak – jakiego uczucia i postawy ze strony rodziców. Czego zabrakło, albo czego było ponad miarę?

warszawaPo zajęciach wizyta w Empiku i zakup nowych „Charakterów” i „Medytacji”.  Z czasopismami powędrowałam do Starbucksa. Zaszyłam się tam z wielkim kubkiem grzańca, w miękkim fotelu, gdzieś w kącie i zaczęłam czytać „Medytacje”. Fajny artykuł na temat modlitwy autorstwa Thomasa Mertona – kiedyś się podzielę wrażeniami na temat tego tekstu. W tle słychać bożonarodzeniowe piosenki. Klimacik świąteczny. Na przeciwko mnie usiadła młoda, śliczna dziewczyna. Drobna blondyneczka.  Zaraz pojawił się też młody chłopak. Miejsce na przeciwko niej było puste. Błyskawicznie znaleźli wspólny język – angielski. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmowę – o niczym – o pogodzie, skąd są, trochę o rodzinie i rodzeństwie. Piękna ona i piękny on – śmiało, na luzie, o niczym. Takie ple, ple, ple. Ona przyjechała do Warszawy z Anglii a on tu studiuje. Jest Polakiem. Zadzwonił do kolegi a po chwili kumpel był na miejscu. Obaj wpatrzeni w dziewczynę jak w obrazek. Rozmowy, śmiech, wesoła paplanina, bez zobowiązań i bez jakiegoś wielkiego skrępowania, dystansu, nachalności. Jakby się znali od wieków. Podobało mi się. Siedziałam wpatrzona w kartkę czasopisma, czytałam, ale uszami wyławiałam kolejne słowa. Popijałam grzaniec, niestety coraz chłodniejszy, wtopiona w atmosferę Starbucksa. O 19.45 miałam autobus, więc musiałam opuścić „moje” towarzystwo. Myślałam o sobie w ich wieku i o tym jakim byłam dzikusem. To było lata świetlne temu.

Autobus miał godzinne opóźnienie. Mogłam jeszcze posiedzieć i poobserwować, w ciepłej atmosferze Starbucksa, a na placu marzłam, w wietrznej i mroźnej atmosferze placu przed Pałacem Kultury. Zmarzły mi stopy i ręce.

W autobusie cały czas obserwowałam zmagania znajomego w programie muzycznym. Facebook w telefonie i wciąż nowe wpisy dotyczące wydarzenia. Znajomy szedł jak burza. Byłam pewna jego wygranej. Wysłałam trzy sms-y. „Idą” do dzisiaj. Zawiesiły się gdzieś w tej wirtualnej rzeczywistości. Gdzie jest „prawda” takich programów. Wyścigów, w których nie wiadomo do końca, kto decyduje o wygranej. Tobiasz to muzyk z krwi i kości.

W domu byłam dopiero koło 23. U nas na ulicach leżała cienka warstewka śnieżku.

Znajomy Tobiasz niestety nie wygrał w Voice. Program wygrał chłopak, który ma jakąś dziwna manierę w śpiewaniu, którego wykonania na początku całkiem prawidłowe, później przeradzają się w męczące zawodzeniem dłużyzny. Musi jeszcze dużo nad sobą pracować. Oglądałam parę filmików – wywiady z Krzysztofem. To jeszcze dzieciak, który szuka swojego miejsca w życiu. Wie, co chce robić, ale musi do tego jeszcze dojrzeć. Tobiasz to dojrzały muzyk, ze swoim stylem, smakiem, pięknym aksamitnym głosem, spokojem, głębią. Dla mnie wygrał, chociaż zajął drugie miejsce. Jego „Piure” to mistrzostwo świata. Mogłabym słuchać tego utworu bez końca.



Czekam na płytę, którą kupię, nie patrząc na cenę!

Znajomi, którzy „pokazali” nam Tobiasza i dzięki którym mogliśmy go parę razy posłuchać na żywo, niedługo otwierają klub muzyczny. W czwartek wielkie otwarcie. Czekam na nie z niecierpliwością.

Czekam. Czyżby całe moje życie było czekaniem?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wykład w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

16 paź

saskakepa.waw.plWczoraj wyrwałam się do stolicy. Zapisałam się na wykład otwarty Laboratorium Psychoedukacji. Temat bardzo interesujący - „Psychoterapia: fanaberia, czy potrzeba naszych czasów?”. Terapeuta i terapia „zaraziła” mnie ciekawością do tych tematów. Przeszło mi już namawianie innych do terapii, ale ciekawość tematu pozostała.

Trochę bałam się, że nie trafię. Siedziba Laboratorium mieści się na Saskiej Kępie a ja Warszawy nie znam. I tu z pomocą przybyła moja K. (oj jak dobrze, że ją znam :-) ) Powiedziała, gdzie mam iść, w jaki tramwaj wsiąść i gdzie wysiąść. Reszty dopytałam. Trafiłam bez problemu.

Siedziba Laboratorium mieści się w spokojnej i zielonej części Warszawy.

Przyszłam godzinę wcześniej, ale organizatorzy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Owocowy poczęstunek i gorąca herbata na rozgrzewkę (na dworze padał deszcz i było bardzo zimno).  Wykład był prowadzony przez panią Katarzynę Moczulską i pana Roberta Szostaka. Oboje byli bardzo otwarci na uwagi słuchających. Wchodzili z nimi w dialogi i uważnie słuchali. Podobało mi się! Bardzo skromni i pełni szacunku dla audytorium.

Wykład rozpoczął się slajdem czym terapia nie jest. Pisałam o tym we wpisie „Mój ulubiony temat, czyli mity o psychoterapii”. I tak, jak w zapowiedzi dotyczącej spotkania, była rozmowa o mitach dotyczących psychoterapii i psychoterapeutów, o tym, kto potrzebuje terapii, co decyduje o wyborze terapeuty (ośrodka terapeutycznego), kto to jest psychoterapeuta, a kto nie powinien tak się nazywać. Jaki model terapii jest najlepszy? Czy w psychoterapii występuje zjawisko komercjalizacji? Jakie zagrożenie niesie “zła terapia” a jakie są korzyści z “dobrej terapii”?

Wykład zaczął się o godzinie 19 i miał trwać do 20.30 a trwał do 21 i myślę, że byłoby jeszcze o czym mówić.

Słuchałam tego wykładu/dialogu i automatycznie porównywałam do swojej sytuacji/relacji terapeutycznej. Spokojnie i z uśmiechem. Dla mnie to była powtórka z tego, co usłyszałam (i słyszę) od swojego terapeuty.

Było o dobieraniu się terapeuty i pacjenta (pacjent ma możliwość wyboru terapeuty, ale również terapeuta może skierować pacjenta do innego terapeuty), o zaufaniu w ich relacji, o specyficznej intymności, która pojawia się  podczas kolejnych sesji. Ta relacja nie jest przyjaźnią, czy miłością, ale specjalnym rodzajem porozumienia, wspierania i dowartościowywania pacjenta. Terapeuta nie ma prawa przenosić na pacjenta swoich problemów. Ma też superwizora, czyli osobę, która kontroluje jego pracę i to chroni przed komercjalizacją psychoterapii.

Nie należy mylić psychologa z terapeutą. Psycholog daje wsparcie psychologiczne, ale nie może prowadzić terapii, chyba, że skończy czteroletnią szkołę terapeutyczną.

Coraz częściej prowadzone są badania dotyczące wpływu terapii na pacjenta. Na podstawie tych badań można stwierdzić o leczącym/edukacyjnym wpływie terapii na ludzi. W przypadku depresji terapia powoduje trwałą i wciąż postępującą poprawę zdrowia psychicznego i  poprawę relacji społecznych. Buduje się nowa, lepsza jakość życia. Nowe, lepsze postrzeganie swoich zasobów psychicznych, emocjonalnych i mentalnych.

Terapia nie jest fanaberią. Jest potrzebą naszych dość niepewnych i nerwowych czasów.

W programie Laboratorium są jeszcze inne wykłady. Jakie? Można przeczytać na stronie: 
http://www.lps.pl/polecamy/wyklady-otwarte/
.

Ze swojej strony serdecznie polecam.

I jeszcze do obejrzenia film „Buntownik z wyboru”. Fragmenty z tego filmu były pokazane podczas wykładu.

To nie był zmarnowany czas. Było warto pojechać na wykład. Bardzo warto!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wszystko co dobre szybko się kończy :-(

16 sie

Właśnie. Wszystko co dobre szybko się kończy! Niestety. W sobotę wróciłyśmy do domu. Do naszego małego, gorącego miasteczka, do dziupli na 4 piętrze. Wspaniale było nad morzem. Kwatera u bardzo miłego mati.jpggospodarza. Dom przystosowany do wynajmowania pokoi. „Mati” . Ładnie, czyściutko, spokojnie. Dookoła domu zadbany ogród z altanką, miejscem na grila, huśtawkami, piaskownicą i zjeżdżalnią dla najmłodszych. Jest też drewniany stół z ławami do siedzenia. Dookoła stary las. Cicho, pięknie, zielono i klimatycznie. Polecam z całego serca.

Następnym miejscem które bardzo nam się podobało to stołówka ;-) w kompleksie agroturystycznym „Lila”. Smaczne posiłki w dużych porcjach i niedrogo. Można zjeść śniadanie (szwedzki stół), obiad i kolację. Wspaniała i miła obsługa. „Lila” to też domki do wynajęcia, pokoje i apartamenty. Domki są niedaleko morza.

Kopalino to piękna i spokojna miejscowość. Na plażę idzie się ścieżką przez stary, malowniczy las. Pas nadmorski nie jest zatłoczony a woda ciepła i czysta, ale o tym już pisałam. Jest też stadnina koni i możliwość jazdy lato11.JPGkonnej. Dla lubiących wypoczynek aktywny: ścieżki rowerowe do atrakcyjnych miejsc takich jak Latarnia morska Stilo, Łeba, Żarnowiec, Gniewino, trasy nordic walking, oraz możliwość wędkowania na okolicznych jeziorach. Lasy są bogate w jagody i grzyby. Nasi sąsiedzi nazbierali kosz przepięknych borowików. My widziałyśmy przepiękne, czerwone borówki znakomite doborówka.jpg mięs. Wystarczy iść do lasu, aby wrócić z koszem „owoców” leśnych. 

Pięć dni minęło jak z bicza strzelił. W pamięci zostanie widok morza, spacer (13 km) do latarni morskiej, piękny i pachnący igliwiem las, gorący, biały piasek i przede wszystkim roześmiana buzia mojej córki, bardzo charakternej istotki.

W następnym roku przyjeżdżamy tam na co najmniej dwa tygodnie. Od następnego miesiąca będę odkładać określona sumę :-) Tak też powiedziałam gospodarzowi, który wynajął nam pokój. Roześmiał się:

- Tylko musi pani odkładać w żelazną świnkę, żeby nie można było jej rozbić ani wyjąć pieniędzy!

Spoko! Znajdę taką świnkę, której nie rozbiję a pieniądze odłożę, bo warto przyjechać do takiej miejscowości!

Stilo2.JPG

11853952_385040758360766_1316874389_n.jpg

11853965_385040918360750_333393518_n.jpg

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 
 

  • RSS