RSS
 

Notki z tagiem ‘Podróże’

W zwolnionym tempie :-)

08 sie

Zwolnij swoje tempo.

Czy widziałeś już kiedyś dzieci bawiące się na karuzeli lub słuchające deszczu? Skaczące po dachu?
Tropiłeś radośnie fruwającego motyla albo obserwowałeś zachód słońca?
Powinieneś się zatrzymać.
Nie tańcz za szybko, bo życie jest zbyt krótkie, muzyka nie trwa wiecznie.
Czy jesteś zabiegany całymi dniami, wiecznie zajęty?
Jeśli zadajesz pytanie „Co słychać?”, czy masz chwilę żeby usłyszeć odpowiedź?
A gdy wyciągasz się w łóżku po całym dniu, czy myślisz o 1.000 różnych rzeczach, które plączą ci się po głowie?
Powinieneś zwolnić tempo.
Czy mówiłeś już do swojego dziecka „zrobimy to jutro” i przekładałeś to na pojutrze?
Czy straciłeś już kontakt z przyjacielem, pozwoliłeś umrzeć przyjaźni, bo nigdy nie miałeś czasu żeby zadzwonić i spytać jak leci?
Byłoby lepiej gdybyś zwolnił tempo, nie tańcz zbyt szybko, bo pewnego dnia muzyka ucichnie, życie jest takie krótkie.
Gdy biegasz gdzieś tak szybko żeby gdzieś zdążyć, tracisz połowę przyjemności bycia tam dokąd biegniesz.
Gdy zawracasz sobie głowę i zbyt się codziennie przejmujesz, to tak jakbyś wyrzucał prezent którego nawet nie otworzyłeś.
Życie to nie wyścig, powinieneś zwolnić tempo, znajdź chwilę na wysłuchanie muzyki zanim się skończy piosenka.

autor nieznany

Zwolniłam już dawno :-)

Delektuję się życiem

Jesteśmy nad morzem i nieważne, że słonecznych dni miałyśmy zaledwie trzy od zeszłego poniedziałku

Trochę zdjęć jest na Facebooku – z miejsca, gdzie jesteśmy

Zaledwie trochę, bo reszta niech zostanie w pamięci tylko dla nas. Nie wszystko jest na pokaz i tak dużo odkryłam na tym blogu.

Jak łatwo jest pisać o nieszczęściach a jak trudno opisać jest szczęście, radość i miłość – przynajmniej w moim przypadku.

Tekst, który umieściłam na początku ma w sobie ogromna moc – moc zatrzymywania , bo życie to nie wyścig a na końcu życia nie czeka nas podium z medalem a zupełnie co innego.

Żaden dzień się nie powtórzy

Nie ma dwóch podobnych nocy

Szymborska miała rację

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

O super aplikacji Audio-blog ♥ i fizyce kwantowej

29 cze

Przez jakiś czas nie miałam telefonu i nie mogłam posłuchać blogowych wpisów w aplikacji Audio-blog.pl

Jola dodała mój wpis o przyjaźni a tu pat – nie mogę go posłuchać

Dziś odebrałam telefon z naprawy i pierwsze co zrobiłam, to ściągnęłam aplikację i posłuchałam wpisu-audycji a tam…

na początku piosenka Bogusława Meca „Przyjaciele po to są”. Posłuchajcie


Dalej wpis pięknie przeczytany przez Jolę i na końcu słowa, które mnie rozwaliły pozytywnie

Przeszłam swoje zawirowania życiowe i jestem teraz mega szczęśliwa z dziećmi „daleko od kłopotów, które kiedyś odbierały mi oddech”.
Pięknie, usłyszeć coś takiego o sobie. Warto było zawalczyć o siebie.

W sobotę pojechałam na spotkanie integracyjne pracowników naszej szkoły. Urokliwe miejsce na Kurpiach. Pośród lasów, z ogromnym sztucznym zbiornikiem wyglądającym jak jezioro.
Dwa wspaniałe dni ze znajomymi. Kajaki, rowery wodne, łódki, zwykłe rowery i obezwładniający upał – ponad trzydzieści stopni. Opaliłam się, odpoczęłam, naśmiałam i naśpiewałam. Z występem gościnnym przyjechał zespół kurpiowski. A jak śpiewali? Poezja…
Śpiewali, tańczyli, opowiadali kawały. Cudo! :-)

Rozmawiałam ze swoją wspaniałą znajomą – zna moją sytuację od początku, od momentu, kiedy w wielkiej desperacji, kilka ładnych lat temu nie wytrzymałam i opowiedziałam jej o swoją historię.
W sobotę, w pokoju, zaczęłyśmy rozmowę o mojej teraźniejszej sytuacji. A powiedziała:
- Wiesz jak przechodzę pod twoimi oknami i patrzę do góry, to oprócz tego, że słychać cichą muzykę, to jeszcze bije od nich ogromny spokój.

Uśmiechnęłam się lekko.
- Tak, teraz mamy prawdziwy spokój a ja mam dom, o którym marzyłam od dziecka. Nareszcie go stworzyłam…
Powiedziałam o swojej terapii i że jest bardzo ciążka, ale było warto ją zacząć i jest warto chodzić na nią nadal.
Nagle wypaliłam:
- Wiesz A myślę, że wybierając J na męża skrzywdziłam go… – spojrzałam na A i zobaczyłam jak podnosi w wielkim zdziwieniu brwi do góry a usta otwierają się, jakby chciała powiedzieć „Anka, co ty pieprzysz?” (oczywiście A nigdy by tak nie powiedziała, ona zapytałaby „Aniu o czym ty mówisz?”). Więc pospieszyłam z wyjaśnieniem:
- Miałam bardzo złe dzieciństwo. Za mąż wychodziłam mając 26 lat i wielką ochotę a wręcz pewność, że założę wspaniałą, kochającą się rodzinę. Byłam ślepa na różne „złe strony” J i pełna optymizmu, że po ślubie to wszystko się ułoży. To ja się zgodziłam być jego żoną. Dopóki nie było dzieci i obowiązków on dawał radę – miodowe 9 miesięcy, ale kiedy pojawił się syn i obowiązki, on nie umiał sobie z nimi poradzić a ja wymagałam. On uciekał, ja byłam wymagająca i wszystko się napędzało. Dodatkowo okazało się, że był chory.
A słuchała cierpliwie, tego co ja plotłam. A ja na deser dodałam, że pewnie z innym też by się nie udało, bo byłby z jakimś „defektem”.
Dziewczyna okazała wielką cierpliwość i dużo taktu, bo nie zapytała, czy może te słońce, które tak zabójczo świeci na dworze, mi nie zaszkodziło?

Ten tekst wypróbowałam dziś na swoim terapeucie (oczywiście tekst o krzywdzie) – reakcja była identyczna. Podniesione w zdziwieniu brwi i później długa rozmowa na ten temat.

Młody kiedy usłyszał relację z dzisiejszych tematów poruszanych na terapii (oczywiście tylko zajawki, bo jest bardzo ciekawy, jak wygląda terapia), nie hamował swojego oburzenia i patrząc wprost w moje oczy, powiedział:
- Mamo, ty się dobrze czujesz? On ciebie bardziej skrzywdził!

A ja…
Nie, no bardzo dobrze się czuję. Ja chciałam tylko pokazać, jak bardzo możemy się pomylić dokonując pewnych wyborów. Nie, nie czuję się winna. To nie w tym sensie mówię o krzywdzie. Myślałam o krzywdzie w tym sensie, że czasami za bardzo chcemy zmieniać świat i innych a nie siebie, że w innych widzimy spełnienie swoich marzeń i pragnień, to inni mają dać nam morze miłości i bezpieczeństwa a jak coś szwankuje chcemy sami ingerować i na siłę „naprowadzać” ich na własną „ścieżkę”. Ranimy najpierw siebie a później innych, zamiast wziąć się za pracę nad sobą. Innych nie zmienimy, ale możemy zmienić siebie i zacząć żyć spokojnie i szczęśliwie.
Mam nadzieję, że zrozumieliście… I, że to nie był wykład z fizyki kwantowej ;-) , bo czasami kiedy próbuję coś wyjaśnić terapeucie i wkładam w to dużo kwiecistych słów i określeń, zamiast powiedzieć to w dwóch zdaniach, słyszę od niego:
- No to mamy wykład z fizyki kwantowej… – czyli, mówię tak, żeby nikt oprócz mnie nie zrozumiał.
Uśmiecham się wtedy i mówię:
- Zaraz, zaraz, ja to wyjaśnię…
I brnę dalej

Tak, tak… I tak od Joli przeszłam do fizyki kwantowej.

Rozczulił mnie komentarz Joli ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Warszawa i jej klimat oczami prowincjuszki ;-)

29 lis

Wczoraj cały dzień w warszawce.

Wykłady.

Fajna ta moja grupa. Dużo śmiechu, fajna atmosfera, dobrze się ze sobą czujemy. Czarnoskóry Ramsy ma ogromne poczucie humoru. Potrafi nas wkręcić w jakąś historię, którą opowiada z poważną miną a później okazuje się, że żartował. Jedna z koleżanek ma kłopot z nastoletnią (dorosłą) córką, która uzależniła się od środków psychoaktywnych. Opowiada o niej, o swojej sytuacji, swoim strachu, relacjach z drugą córką. Opowiada to z bólem na twarzy i strachem w oczach. Jest zagubiona, nie wie jak ma reagować. Mówi, że córka zgłosiła się do ośrodka monarowskiego, ale nimi manipuluje – tam w ośrodku i rodzicami. Młoda sama nie wie, jak ma postępować. Może ośrodek jest po to, żeby uspokoić rodziców, żeby jej na tyle zaufali, wzięli ją z powrotem do domu a tam znów „wsiąknie” w swoje towarzystwo. Koleżanka nie wie co ma robić. Kocha córkę, miała z nią jakieś plany, które teraz legły w gruzach. Przeżywa wiele negatywnych emocji. Przeżywa a właściwie przeżywają – cała rodzina. Koleżance jest na pewno lżej, kiedy może się przed nami otworzyć. Ja zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czego w takich rodzinach jest brak – jakiego uczucia i postawy ze strony rodziców. Czego zabrakło, albo czego było ponad miarę?

warszawaPo zajęciach wizyta w Empiku i zakup nowych „Charakterów” i „Medytacji”.  Z czasopismami powędrowałam do Starbucksa. Zaszyłam się tam z wielkim kubkiem grzańca, w miękkim fotelu, gdzieś w kącie i zaczęłam czytać „Medytacje”. Fajny artykuł na temat modlitwy autorstwa Thomasa Mertona – kiedyś się podzielę wrażeniami na temat tego tekstu. W tle słychać bożonarodzeniowe piosenki. Klimacik świąteczny. Na przeciwko mnie usiadła młoda, śliczna dziewczyna. Drobna blondyneczka.  Zaraz pojawił się też młody chłopak. Miejsce na przeciwko niej było puste. Błyskawicznie znaleźli wspólny język – angielski. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmowę – o niczym – o pogodzie, skąd są, trochę o rodzinie i rodzeństwie. Piękna ona i piękny on – śmiało, na luzie, o niczym. Takie ple, ple, ple. Ona przyjechała do Warszawy z Anglii a on tu studiuje. Jest Polakiem. Zadzwonił do kolegi a po chwili kumpel był na miejscu. Obaj wpatrzeni w dziewczynę jak w obrazek. Rozmowy, śmiech, wesoła paplanina, bez zobowiązań i bez jakiegoś wielkiego skrępowania, dystansu, nachalności. Jakby się znali od wieków. Podobało mi się. Siedziałam wpatrzona w kartkę czasopisma, czytałam, ale uszami wyławiałam kolejne słowa. Popijałam grzaniec, niestety coraz chłodniejszy, wtopiona w atmosferę Starbucksa. O 19.45 miałam autobus, więc musiałam opuścić „moje” towarzystwo. Myślałam o sobie w ich wieku i o tym jakim byłam dzikusem. To było lata świetlne temu.

Autobus miał godzinne opóźnienie. Mogłam jeszcze posiedzieć i poobserwować, w ciepłej atmosferze Starbucksa, a na placu marzłam, w wietrznej i mroźnej atmosferze placu przed Pałacem Kultury. Zmarzły mi stopy i ręce.

W autobusie cały czas obserwowałam zmagania znajomego w programie muzycznym. Facebook w telefonie i wciąż nowe wpisy dotyczące wydarzenia. Znajomy szedł jak burza. Byłam pewna jego wygranej. Wysłałam trzy sms-y. „Idą” do dzisiaj. Zawiesiły się gdzieś w tej wirtualnej rzeczywistości. Gdzie jest „prawda” takich programów. Wyścigów, w których nie wiadomo do końca, kto decyduje o wygranej. Tobiasz to muzyk z krwi i kości.

W domu byłam dopiero koło 23. U nas na ulicach leżała cienka warstewka śnieżku.

Znajomy Tobiasz niestety nie wygrał w Voice. Program wygrał chłopak, który ma jakąś dziwna manierę w śpiewaniu, którego wykonania na początku całkiem prawidłowe, później przeradzają się w męczące zawodzeniem dłużyzny. Musi jeszcze dużo nad sobą pracować. Oglądałam parę filmików – wywiady z Krzysztofem. To jeszcze dzieciak, który szuka swojego miejsca w życiu. Wie, co chce robić, ale musi do tego jeszcze dojrzeć. Tobiasz to dojrzały muzyk, ze swoim stylem, smakiem, pięknym aksamitnym głosem, spokojem, głębią. Dla mnie wygrał, chociaż zajął drugie miejsce. Jego „Piure” to mistrzostwo świata. Mogłabym słuchać tego utworu bez końca.



Czekam na płytę, którą kupię, nie patrząc na cenę!

Znajomi, którzy „pokazali” nam Tobiasza i dzięki którym mogliśmy go parę razy posłuchać na żywo, niedługo otwierają klub muzyczny. W czwartek wielkie otwarcie. Czekam na nie z niecierpliwością.

Czekam. Czyżby całe moje życie było czekaniem?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wykład w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

16 paź

saskakepa.waw.plWczoraj wyrwałam się do stolicy. Zapisałam się na wykład otwarty Laboratorium Psychoedukacji. Temat bardzo interesujący - „Psychoterapia: fanaberia, czy potrzeba naszych czasów?”. Terapeuta i terapia „zaraziła” mnie ciekawością do tych tematów. Przeszło mi już namawianie innych do terapii, ale ciekawość tematu pozostała.

Trochę bałam się, że nie trafię. Siedziba Laboratorium mieści się na Saskiej Kępie a ja Warszawy nie znam. I tu z pomocą przybyła moja K. (oj jak dobrze, że ją znam :-) ) Powiedziała, gdzie mam iść, w jaki tramwaj wsiąść i gdzie wysiąść. Reszty dopytałam. Trafiłam bez problemu.

Siedziba Laboratorium mieści się w spokojnej i zielonej części Warszawy.

Przyszłam godzinę wcześniej, ale organizatorzy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Owocowy poczęstunek i gorąca herbata na rozgrzewkę (na dworze padał deszcz i było bardzo zimno).  Wykład był prowadzony przez panią Katarzynę Moczulską i pana Roberta Szostaka. Oboje byli bardzo otwarci na uwagi słuchających. Wchodzili z nimi w dialogi i uważnie słuchali. Podobało mi się! Bardzo skromni i pełni szacunku dla audytorium.

Wykład rozpoczął się slajdem czym terapia nie jest. Pisałam o tym we wpisie „Mój ulubiony temat, czyli mity o psychoterapii”. I tak, jak w zapowiedzi dotyczącej spotkania, była rozmowa o mitach dotyczących psychoterapii i psychoterapeutów, o tym, kto potrzebuje terapii, co decyduje o wyborze terapeuty (ośrodka terapeutycznego), kto to jest psychoterapeuta, a kto nie powinien tak się nazywać. Jaki model terapii jest najlepszy? Czy w psychoterapii występuje zjawisko komercjalizacji? Jakie zagrożenie niesie “zła terapia” a jakie są korzyści z “dobrej terapii”?

Wykład zaczął się o godzinie 19 i miał trwać do 20.30 a trwał do 21 i myślę, że byłoby jeszcze o czym mówić.

Słuchałam tego wykładu/dialogu i automatycznie porównywałam do swojej sytuacji/relacji terapeutycznej. Spokojnie i z uśmiechem. Dla mnie to była powtórka z tego, co usłyszałam (i słyszę) od swojego terapeuty.

Było o dobieraniu się terapeuty i pacjenta (pacjent ma możliwość wyboru terapeuty, ale również terapeuta może skierować pacjenta do innego terapeuty), o zaufaniu w ich relacji, o specyficznej intymności, która pojawia się  podczas kolejnych sesji. Ta relacja nie jest przyjaźnią, czy miłością, ale specjalnym rodzajem porozumienia, wspierania i dowartościowywania pacjenta. Terapeuta nie ma prawa przenosić na pacjenta swoich problemów. Ma też superwizora, czyli osobę, która kontroluje jego pracę i to chroni przed komercjalizacją psychoterapii.

Nie należy mylić psychologa z terapeutą. Psycholog daje wsparcie psychologiczne, ale nie może prowadzić terapii, chyba, że skończy czteroletnią szkołę terapeutyczną.

Coraz częściej prowadzone są badania dotyczące wpływu terapii na pacjenta. Na podstawie tych badań można stwierdzić o leczącym/edukacyjnym wpływie terapii na ludzi. W przypadku depresji terapia powoduje trwałą i wciąż postępującą poprawę zdrowia psychicznego i  poprawę relacji społecznych. Buduje się nowa, lepsza jakość życia. Nowe, lepsze postrzeganie swoich zasobów psychicznych, emocjonalnych i mentalnych.

Terapia nie jest fanaberią. Jest potrzebą naszych dość niepewnych i nerwowych czasów.

W programie Laboratorium są jeszcze inne wykłady. Jakie? Można przeczytać na stronie: 
http://www.lps.pl/polecamy/wyklady-otwarte/
.

Ze swojej strony serdecznie polecam.

I jeszcze do obejrzenia film „Buntownik z wyboru”. Fragmenty z tego filmu były pokazane podczas wykładu.

To nie był zmarnowany czas. Było warto pojechać na wykład. Bardzo warto!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Wszystko co dobre szybko się kończy :-(

16 sie

Właśnie. Wszystko co dobre szybko się kończy! Niestety. W sobotę wróciłyśmy do domu. Do naszego małego, gorącego miasteczka, do dziupli na 4 piętrze. Wspaniale było nad morzem. Kwatera u bardzo miłego mati.jpggospodarza. Dom przystosowany do wynajmowania pokoi. „Mati” . Ładnie, czyściutko, spokojnie. Dookoła domu zadbany ogród z altanką, miejscem na grila, huśtawkami, piaskownicą i zjeżdżalnią dla najmłodszych. Jest też drewniany stół z ławami do siedzenia. Dookoła stary las. Cicho, pięknie, zielono i klimatycznie. Polecam z całego serca.

Następnym miejscem które bardzo nam się podobało to stołówka ;-) w kompleksie agroturystycznym „Lila”. Smaczne posiłki w dużych porcjach i niedrogo. Można zjeść śniadanie (szwedzki stół), obiad i kolację. Wspaniała i miła obsługa. „Lila” to też domki do wynajęcia, pokoje i apartamenty. Domki są niedaleko morza.

Kopalino to piękna i spokojna miejscowość. Na plażę idzie się ścieżką przez stary, malowniczy las. Pas nadmorski nie jest zatłoczony a woda ciepła i czysta, ale o tym już pisałam. Jest też stadnina koni i możliwość jazdy lato11.JPGkonnej. Dla lubiących wypoczynek aktywny: ścieżki rowerowe do atrakcyjnych miejsc takich jak Latarnia morska Stilo, Łeba, Żarnowiec, Gniewino, trasy nordic walking, oraz możliwość wędkowania na okolicznych jeziorach. Lasy są bogate w jagody i grzyby. Nasi sąsiedzi nazbierali kosz przepięknych borowików. My widziałyśmy przepiękne, czerwone borówki znakomite doborówka.jpg mięs. Wystarczy iść do lasu, aby wrócić z koszem „owoców” leśnych. 

Pięć dni minęło jak z bicza strzelił. W pamięci zostanie widok morza, spacer (13 km) do latarni morskiej, piękny i pachnący igliwiem las, gorący, biały piasek i przede wszystkim roześmiana buzia mojej córki, bardzo charakternej istotki.

W następnym roku przyjeżdżamy tam na co najmniej dwa tygodnie. Od następnego miesiąca będę odkładać określona sumę :-) Tak też powiedziałam gospodarzowi, który wynajął nam pokój. Roześmiał się:

- Tylko musi pani odkładać w żelazną świnkę, żeby nie można było jej rozbić ani wyjąć pieniędzy!

Spoko! Znajdę taką świnkę, której nie rozbiję a pieniądze odłożę, bo warto przyjechać do takiej miejscowości!

Stilo2.JPG

11853952_385040758360766_1316874389_n.jpg

11853965_385040918360750_333393518_n.jpg

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Dłuuuuugi spacer wzdłuż morskiego brzegu

13 sie

Jak szybko mija czas! Już czwartek. Jeszcze tylko jutro i w sobotę wyjeżdżamy do domu. Stilo.JPG

Dzisiaj poszłam do latarni morskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie jeden szczegół. Latarnia znajduje się 13 km od miejsca, w którym się opalałyśmy na plaży. 13 km wzdłuż linii brzegowej i pokonałam tę odległość pieszo. Szłam po mokrym, miękkim piasku a woda obmywała moje stopy. Fale morskie rozbijały się o moje nogi. Woda była przyjemnie ciepła. Znalazłam miejsce z stilo1.JPGczystą, głęboką i ciepłą wodą. Nie mogłam się oprzeć i przystanęłam, aby zanurzyć się w tej czyściutkiej wodzie. Zanurzyłam się po szyję i daję słowo, że w takiej wodzie z chęcią nauczyłabym się pływać. Woda była przyjemnie ciepła i spokojna. Widać było maleńkie rybki. Zdziwiłam się, że to polski Bałtyk a nie jakieś ciepłe, zagraniczne morze.

Nie bardzo wiedziałam, którym wejściem muszę przejść, aby dostać się do Stilo6.JPGlatarni morskiej. Dopytałam więc plażowiczów i wejściem 52 weszłam w gęsty sosnowy las. Po przejściu 200 m skręciłam w piaszczystą ścieżkę pnącą się w górę.  Trudno się szło przez sypki piasek i wystające korzenie. W końcu przez korony drzew zobaczyłam wieżę latarni.Stilo5.JPG

Stilo8.JPG

Stilo7.JPG

A na plaży zobaczyłam takie ptaszysko. Wcale się nie bało. Nie wiem jak się nazywa, ale miało swój urok.

Stilo4.JPG

Już wiem – to ptaszysko to kormoran czarny. Więcej o tym ptaku w znalezionej prezentacji (klik)

 Piękny dzień. Czuję go w nogach (26 km) i na skórze – opaliłam nogi. Pieką. Na plecach miałam dużą chustkę a na głowie kapelusz, więc góra ocalała, ale nogi spiekłam.

Stilo3.JPGKocham takie dni. Wiem, że żyję. Nasyciłam oczy pięknymi widokami. W uszach jeszcze szumi mi morze. Słony smak wody czuję na ustach. Dla takich chwil warto żyć. Przepiękny prezent od losu. A mówiłam, że w te wakacje nic nie planowałam. Samo się zaplanowało a namiary na miejscowość znalazłam na stronie nocowanie.pl

E. też zadowolona.

Wspaniałe wakacje z córką!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Burza nad morzem. Wakacyjne leniuchowanie.

12 sie

lato1Wczoraj cały dzień na plaży. Słońce, morska woda, piaszczysta plaża, kremy z filtrem i olejki do opalania. Wróciłyśmy około 17 i zaczęłyśmy się rozglądać za obiadem. W poniedziałek jadłyśmy w restauracji pod chmurką o wdzięcznej nazwie „Chrupiący śledzik”. Porcje duże. E. smakowało – pierś z kurczaka i frytki. Wszystko ociekało rozgrzanym olejem. Czułam ten obiad jeszcze następnego dnia. Brrr

We wtorek zmieniłyśmy a właściwie ja zmieniłam lokal. W drodze z plaży zobaczyłam wiszący baner z informacją o domowych obiadach. Zadzwoniłam. Lokal „Lila”. Sala duża, z czystymi stolikami. Zamówiłam tzw. „danie dnia”. Zupa i drugie danie. Do tego kompot. I ogromne zdziwienie – pozytywne. Zupa w wazie – w dużej ilości, ale jaki smak. Krupnik pachnący świeżymi warzywami z dominującą nutą koperku. Poezja. Pyszności! Na drugie duża porcja mięsa – kotlet z piersi kurczaka, ziemniaki, buraczki, do tego dodatkowa surówka i kompot truskawkowy. Pysznie, pachnąco, domowo i duuużo. Szefowa kuchni uśmiechnięta, sama wychodzi do klientów i z uśmiechem dopytuje o ewentualne życzenia. Wszystkich traktuje jak kogoś bliskiego, stwarzając rodzinną atmosferę. Nareszcie najadłam się dobrze i do syta za niewielkie pieniądze, bo uczta dla jednej osoby to koszt ok. 20 zł ( w zależności, czy jest to porcja dla dorosłego, czy dla dziecka, czyli od 15 do 24 zł). Dowiedziałam się, że gospodyni prowadzi stołówkę już od ponad 18 lat. Zna się na rzeczy, co dokumentują liczne podziękowania, którymi ozdobiona jest duża ściana w lokalu. Obiady pyszne, ale można również przyjść na śniadanie. „Lila” to również ośrodek, gdzie można wynająć pokoje i domki. Polecam każdemu!

Dziś siedzimy koło domu. Na niebie chmury i słychać grzmoty. Burza.

lato2Onet. pl zamieścił artykuł o tym, gdzie nad Bałtykiem można znaleźć niezatłoczone plaże. Jest wśród nich sąsiednia miejscowość do naszej, czyli Lubiatowo. My jesteśmy w Kopalinie.

lato6a

lato8

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Warszawsko-mazowiecki klimat sobotniego dnia.

14 cze

Rozkwitły jaśminy. Pachną słodko. Uwodzicielsko.

Na polach plonuje żyto. Plonuje, czyli kwitnie. Pachnie ciepłym, wyjętym z pieca chlebem.  Rzepak przebrał się z żółtych kwiatków w zielone strąki. Już się nie złoci a zieleni.

W Warszawie, w Parku Saskim zakwitły lipy. Przystojny pan obok Zachęty grał piękne melodie na fortepianie. Nuty perliście spadały z dotykanej przez niego czarno-białej klawiatury. Piękny pan i piękna muzyka. Za szybko go minęłyśmy.

Wykład z historii filozofii wciąż był zakłócony przez stojącego pod oknem instytutu „muzyka”, który bez skrupułów „rzemtolił” na akordeonie wciąż te same melodie. Był upał i okno było cały czas otwarte. Muzyka torturowała nasze mózgi. W pewnym momencie wykładowca skwitował całą sytuację:

- Dlatego z uczty Platona wyproszono flecistki. Powiedziano „Tym paniom z fujarkami dziękujemy!”

Na dole jakaś fujara cały czas udawała, że potrafi grać.

Podniosłam się i zatrzasnęłam okno. Niestety drugie zostało otwarte. Było zbyt gorąco, aby zostawiać nas bez dopływu powietrza.

Wyjeżdżając do domu widziałam ludzi maszerujących w Paradzie Równości. Wielobarwny tłum i hasła wykrzykiwane przez megafon. Rewolucja „Liberté, égalité, fraternité” w temacie seksu, płci, związków homoseksualnych, free love, poliamoria i tym podobne. Idzie nowe! Idzie i krzyczy! Podobno najgłośniej krzyczą ci co się boją…

Wolę moje mazowieckie, ciche klimaty i zapach chleba unoszący się nad łanami żyta. Wolę zapach jaśminu, albo lip w przepięknym, zielonym Ogrodzie Saskim, albo jakimkolwiek innym ogrodzie mazowieckim. A z głośnych rzeczywistości wolę odgłos burzy a zwłaszcza przepiękne obrazy piorunów w nocy. Są magnetyczne, straszne i piękne.

Na koniec piosenka Artura Gadowskiego. Nieźle się go słucha podczas chodzenia z kijami.

Ale głos! Tekst też niczego sobie…

 

Dobrze wiem jak trudno jest na wszystko godzić się
Przyjąć cios, gdy biją wciąż, a skóra sina jest
Zaciskam dłoń, podnoszę się, na rany sypię sól
Kolejny raz na przekór trwam, choć rozum każe biec

Uciekać najdalej
Może nie znajdą mnie
Uciekać przed siebie
Łatwiej niż walczyć, wiem

Zagłuszyć sumienie
Znowu odwrócić wzrok
Zapomnieć kim jestem
Karnie wyrównać krok

Twardy kamień, moja pięść

Zgodny chór uległych sług fałszywą nutą brzmi
Uwierz że za zgięty kark zapłacić przyjdzie im
Widzę zło i krzyczę sam aż do utraty tchu
Pewien że nie wchłonie mnie zobojętniały tłum

Uciekaj najdalej
Jeśli wiary Ci brak
Uciekaj przed siebie
Pamięć nie leczy ran

Pokonaj zwątpienie
Kiedy strach budzi się
Ze sobą nie przegrać
Czasem najtrudniej jest

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Tarnówka – spotkanie z Szymonem

07 cze

Pojechałam wczoraj do Tarnówki.  Pamiętacie (albo nie) mój wpis o małżeństwie. które przyjeżdża z północy Polski (pisałam o nich we wpisie „Zamyślone życie…” i o proroctwie, że mam być święta. Los chciał, że jednak pojechałam do owej miejscowości (świętą zostanę później ;-) ). A. przyszła z propozycją wyjazdu. Miejsce było opłacone. Nic tylko skorzystać – więc skorzystałam.

Zobaczyłam dwoje starszych ludzi, którzy nazwali siebie charyzmatykami. Mieszkają w małym drewnianym domku. Dwa pomieszczenia tego domku zamienione są na kaplicę. Ściana na której znajduje się krzyż dzieli te dwa pomieszczenia. Krzyż z naturalnej wielkości Chrystusem w agonii. Bardzo realistyczna rzeźba. W otwartych ustach Chrystusa widać wysunięty język. Krew na ramionach i na piersiach. Wyciągnięte ramiona zdają się drgać od bólu wywołanego przez gwoździe w przebitych dłoniach. Ludzie, którzy wchodzili do pokoju, podchodzili do krzyża i przytulali się do figury Chrystusa, dotykali jego nóg. Niektórzy siedzieli przed krzyżem.Wczoraj była nas spora grupa, chociaż A. powiedziała, że to było i tak mało, bo w zimie było ich więcej. A. jest zachwycona tymi wyjazdami. Dla niej to był 5 wjazd. Zapisała się na  trzydniowe rekolekcje organizowane przez tych ludzi. A ja?

Ja pojechałam tam z ciekawości. Chciałam zobaczyć to miejsce. I zobaczyłam.  Grupę przyjezdnych ludzi, którzy pogubili się w życiu i myślą, że dwoje „charyzmatyków” uratuje ich życie. Poskleja rozlatujące się małżeństwa, ustrzeże od depresji, uleczy męża-alkoholika, wychowa niegrzeczne dzieci, wprowadzi ład do życia i da szczęście. Dobre jest to, że jest tam dużo czasu spędzanego na modlitwie. Modlitwa wycisza. Zastanawiałam się tylko, dlaczego nie ma tam księdza? Niby mówi się o wierze, Bogu, czyta fragmenty Pisma Świętego, odmawia kolejne modlitwy – litanie, koronkę, różaniec. Mówi się o „pielgrzymce”, ale na spotkaniu nie ma księdza. Czyżby Kościół nie aprobował tych spotkań?
Kobieta ma ogromną siłę perswazji. Ludzie jej słuchają. Oczywiście są też nakładania rąk i uwalniania od choroby. Chętni podchodzą a ona nakłada na nich ręce, coś im szepcze do ucha. Wchodzi też w dialog z nimi. Dziwna jest ta rozmowa – przypominanie o czymś i pytanie – ty wiesz co masz robić? Rozumiesz? Chcesz wyjaśnień? Później! Zostań! Porozmawiamy przez telefon.

TarnówkaW pomieszczeniach było duszno. Nie wytrzymałam i wyszłam do ogródka koło domu. Gęsta zielona trawa, przystrzyżona równiutko. Wyrośnięte tuje, a na ich pniach zawieszone obrazki ze stacjami drogi krzyżowej. Delikatne akwarele. Ładne. Symboliczne a pod spodem komentarze. Jeden z komentarzy przykuł moją uwagę.   ”W pobliżu Ciebie zawsze znajduje się anonimowy Szymon. Musisz się jedynie rozejrzeć…”  . Wiadomo kim był Szymon z Cyreny? Człowiekiem, który pomagał nieść krzyż Chrystusowi. Nie zrobił tego z własnej woli, został do tego przymuszony, ale nie odmówił, nie uciekł. Został i dźwigał ciężką belkę idąc z Chrystusem.  Pomyślałam o moich Szymonach – A., która jest moją sąsiadką, ale też kimś bliskim, przed kim mogę się wypłakać, wyżalić a nawet przytulić. Stała mi się bliższa od siostry. Ksiądz D., który w dalekich Włoszech dzielnie odbiera moje maile i cierpliwie wspiera duchowo i ostatni Szymon, bez którego nie pozbierałabym swoich stanów emocjonalnych do kupy. Dalej miałabym chaos i nie wiedziała co z nim zrobić. Ten ostatni Szymon gości mnie co wtorek, cierpliwie słucha, prowokuje i czeka, kiedy wybuchnę czystą, niepohamowaną złością. Niczego nie doradza, nie krytykuje, nie udziela porad i wskazówek. Jest, ale czasami tak wtapia się w tło, że go nie dostrzegam, albo zamienia się w osobę, z którą mam konkretny problem i to jemu ma się dostać (chociaż ja się bronię przed taką sytuacją resztką świadomości, że on niczemu nie jest winien, on mi tylko towarzyszy). Moje Szymony… Moje najlepsze Szymony!

Tych przyjeżdżających do wioski z chęcią posłałabym na terapię, żeby zobaczyli, że mają w sobie i tylko w sobie ogromną siłę. Siłę do zmiany swojego życia. Potrzebują pomocy, ale pomocy specjalisty, który pokaże im tę siłę, nauczy z niej korzystać, aby byli samodzielni a nie uzależnieni od kogoś. 

W bocznych sentencjach na moim blogu umieszczona jest myśl św. Ignacego Loyola ”Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie”. Ci ludzie chyba o tym zapomnieli. Bóg i modlitwa jest bardzo ważna, ale nikt nie wykona za nas żadnej pracy. A zmiana siebie i sposobu postrzegania wszystkiego dookoła to ciężka praca. Nie trzeba jechać do tej miejscowości, żeby dojść do takiego wniosku. I jeszcze jedno pytanie – co będzie z tymi ludźmi prowadzonymi przez „charyzmatyków” jak w ich „nowym” życiu znów coś nie będzie wychodzić, jak stare wróci, nie będzie uzdrowienia, albo choroba skończy się śmiercią, a miało być inaczej? Kto będzie winny? Charyzmatycy? Bóg? Mało czasu poświęconego modlitwie? Ta osoba, która przyjechała po pomoc, bo znów będzie się obwiniać, że jest nic nie warta, brzydka i głupia? A tak to niestety może się skończyć…

W wiosce spotkałam swoją koleżankę z ogólniaka. Nie widziałyśmy się od 24 lat. Nie zmieniła się prawie wcale. Przyjechała z mężem i dwiema córkami. Jaki ten świat jest mały! Córki, śliczne dziewczyny – jedna w wieku mojego R. a druga rok młodsza od E. Kiedy poszliśmy do kościoła obserwowałam ich z tylnego rzędu. Dziewczyny to córeczki tatusia. Starsza cały czas  z nim paplała a młodsza była wtulona w jego ramię. Później zażartowałam do koleżanki, że widać kto jest w domu od kochania a kto od wymagania. Fajne małżeństwo. Pożartowaliśmy trochę, pośmialiśmy się i oczywiście zaprosiłam ich do siebie. Mają w wakacje przyjechać do babci, która mieszka w bloku obok. Do starszej zażartowałam, że mam dla niej kawalera. Prawie dwumetrowego chłopaka. Stremowała się, a ja przeprosiłam za głupie żarty, ale tak między nami to pasowałaby do mojego R. Fajna dziewczyna  :-) 

tarnókaW tej miejscowości jest też XVIII wieczny, drewniany kościół poewngelicki. Przypomina trochę ogromną stodołę. Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.

Najbardziej jednak cieszy mnie „spotkanie” z Szymonem, ale to było i jest możliwe i bez wyjazdu.

Tak a propos pomagania przez charyzmatyków – opisałam taką sytuację w poście „Siła kobiety. Siła, która zadziwia nie tylko mężczyzn”. 

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

02.08.2015

Rozmawiałam z księdzem na temat modlitw z nakładaniem rąk i prorokowaniem i dowiedziałam się, że modlitwa z nakładaniem rąk jest formą modlitwy wstawienniczej i może być wykonywana tylko w obecności kapłana, lub diakona. Na stronie wiara.pl w artykule „Charyzmatycy są wśród nas” można przeczytać: „Działalność wszelkich wspólnot, zwłaszcza charyzmatycznych, musi odbywać się w ścisłej łączności oraz pod nadzorem pasterzy Kościoła. Jeśli tak się nie dzieje, to prędzej czy później dochodzi do różnego rodzaju wypaczeń, rozłamów, a co za tym idzie – wielu ludzkich dramatów. Nie ma chyba wspólnoty charyzmatycznej, która by nie pragnęła duchowej opieki kapłana zaangażowanego całym sercem w tę niełatwą posługę. – Kapłan ma autorytet i dar rozeznania niedostępny ludziom świeckim, jego obecność jest ważna, a wręcz niezbędna, gdyż czasem zdarzają się manifestacje złego ducha – dodaje Leszek Kucewicz. Z modlitwy wstawienniczej (z nakładaniem rąk) mogą skorzystać tylko osoby będące w stanie łaski uświęcającej, tzn. mogące przystępować do Komunii św. Dlaczego? W stanie grzechu ciężkiego jesteśmy oddaleni od Pana Boga i niezdolni przyjąć Jego darów. Modlitewny gest nałożenia rąk jest gestem symbolicznym, a nie magicznym!!! Nie ma nic wspólnego z przekazywaniem tajemniczych mocy czy energii (choćby w celu uzdrowienia), przed czym przestrzega wyraźnie Katechizm Kościoła Katolickiego (punkty 2116 i 2117). W posłudze modlitwy wstawienniczej jest on tylko symbolicznym gestem modlitewnym, błagalnym. Jest to informacja dla danej osoby, że teraz przyzywamy Ducha Świętego, aby do niej przyszedł, że prosimy o Boże błogosławieństwo dla niej. W zespole modlitwy wstawienniczej ten gest stosuje kapłan lub diakon (chodzi o zespoły modlitewne działające w Kościele, (tzw. charyzmatyczne ).

Przez 1,5 roku byłam w Odnowie – klimat podobny, ale w Odnowie jest więcej spokoju i ksiądz.

Po „odnalezieniu” wpisu przez organizatorów modlitewnych spotkań dostałam parę komentarzy.

Pierwszy:

Kogo się lękasz i boisz, 
że Mnie chcesz oszukać? 
Nie pamiętasz o Mnie, 
nie dajesz Mi miejsca w twym sercu. 
Czyż nie tak? Ja milczę i przymykam oczy, 
a ty się Mnie nie boisz. 
12 Objawię Ja twoją sprawiedliwość 
i twoje uczynki nieużyteczne. 
13 Gdy będziesz wołać, niech cię ocalą twe obrzydłe [bożki]! 
Ale wiatr je wszystkie rozwieje, 
wicher je porwie. 
Kto zaś ucieknie się do Mnie, posiądzie ziemię 
i odziedziczy moją Świętą Górę.

Na ten odpowiedziałam w komentarzach i następny:

Księga Mądrości 1,6-11
ŚWIĘTOŚĆ – PRAWDZIWA MĄDROŚĆ ŻYCIOWA

Żaden grzech nie ujdzie bezkarnie

6 Mądrość bowiem jest duchem miłującym ludzi, 
ale bluźniercy z powodu jego warg nie zostawi bez kary: 
ponieważ Bóg świadkiem jego nerek, 
prawdziwym stróżem jego serca, 
Tym, który słyszy mowę jego języka. 
7 Albowiem Duch Pański wypełnia ziemię, 
Ten, który ogarnia wszystko, ma znajomość mowy. 
8 Zatem się nie ukryje, kto mówi niegodziwie, 
i nie ominie go karząca sprawiedliwość. 
9 Zamysły bezbożnego zostaną zbadane 
i dojdzie do Pana wieść o jego słowach, 
dla potępienia jego złych czynów. 
10 Czujne bowiem ucho nasłuchuje wszystkiego 
i pomruk szemrania nie pozostanie w ukryciu. 
11 Strzeżcie się więc próżnego szemrania, 
powściągajcie język od złej mowy: 
bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, 
a usta kłamliwe zabijają duszę.

Więc już nie jestem dobra i święta. Jestem grzeszna i bluźniercza, że nie wspomnę o obrzydłych bożkach (czyżby terapia?). Już powinnam się bać, „bo czujne ucho nasłuchuje”, ja powiedziałabym czujne oko wyczytuje i  tajemnicze usta podpowiadają, ale używając „miecza” użytego przez autorkę komentarza, mogłabym skierować w ich stronę następujące słowa „Strzeżcie się więc próżnego szemrania, powściągajcie język od złej mowy: bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, a usta kłamliwe zabijają duszę.” i „Żaden grzech nie ujdzie bezkarnie. Mądrość bowiem jest duchem miłującym ludzi, ale bluźniercy z powodu jego warg nie zostawi bez kary”.

Kiedy małżeństwo było w naszym mieście od kobiety usłyszałam, że mam być święta. Wtedy zaprzeczyłam, ale dziś mogę powiedzieć, że tak, zostanę świętą. Każdy z nas jest powołany do świętości. Na nagrobkach umieszcza się napis „świętej pamięci” a więc przed świętością się nie uchronię. Będąc na wyjazdowym spotkaniu podeszłam do tej pani, uściskałam ją i powiedziałam, że dobrze, że jest ktoś taki jak ona. Zdanie zmieniłam, kiedy zobaczyłam jak nakłada ręce (modli się) nad czteroletnim dzieckiem i uprzedza, żebyśmy nie przerywali śpiewać pieśni, nawet kiedy dziecko będzie się wyrywać i krzyczeć. Patrzyłam w napięciu na rozwój wydarzeń, gotowa podejść i interweniować. Matka mocno trzymała spłakane dziecko a kobieta nakładała na nie ręce. Czyżby wyganiała z niego demony? Może najpierw trzeba przyjrzeć się rodzicom, bo zachowanie czterolatka upodobnia się do zachowania dorosłych. Dziecko jest „lusterkiem” rodziców. Może trzeba było  najpierw pomodlić się nad matką?

W Odnowie powiedziałam, dlaczego zrezygnowałam, ale nikt mnie nie straszy dziwnymi wpisami, czy nikt się na mnie nie obraża i nie przestaje ze mną rozmawiać a w przypadku tej grupy tak jest. Przypadek? Nie sądzę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Wakacje, wakacje, wakacje.

27 cze

wakacje

Ostatni dzwonek w szkole! 

Mamy wakacje – ja i dzieci – nareszcie! W planach wyjazd w góry. Mam nadzieję, że w tym roku dotrzemy tam bez przygód. W zeszłym roku, po 100 km drogi coś zaczęło nam łomotać w prawym kole. W samochodzie czworo dzieci i ja, tzw. baba, ale baba z tych upartych. Zjechałam do pierwszej stacji benzynowej i zaczęłam rozpytywać o najbliższy warsztat. Okazało się, że był niemal za stacją. Zjechaliśmy do pana mechanika. Pan obejrzał, zdjął koło i okazało się, że z tarczy hamulcowej „odpadł” kawał metalu. Co robić? Wracać? Oczywiście, że NIE! Nie po to jechaliśmy 100 km, żeby się wracać, chociaż przed nami ponad 400 km. Mechanik oddał tarczę do przetoczenia, założył w koło i w drogę. Mnie interesowało jedynie, czy na takiej tarczy mogę jechać w góry i czy dam radę tam jeździć, bez strachu, że coś się stanie.

- Oczywiście. Może pani jeździć, tylko po przyjeździe do domu proszę to jak najszybciej zrobić.

Hurra! No to w drogę – do Gliczarowa Dolnego, do najpiękniejszej i najlepszej Józi. Do widoków, górskich wędrówek, pysznego jedzenia i rodzinnej atmosfery. Już tęsknię za tamtymi klimatami. Już tęsknię…

P1020286

P1020279

P1020287

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie