RSS
 

Notki z tagiem ‘Poezja’

Niełatwy wpis. Niełatwy i nieładny…

18 maj

Dziś niełatwy wpis. Niełatwy i nieładny a miejscami nawet wulgarny.
Wpis najpierw umieściłam w brudnopisie, ale pomyślałam sobie o osobach, które czytają mojego bloga. W wyobraźni mam osoby, które są spętane wszystkimi „nie wypada”, „tak nie można”, „a co ludzie powiedzą”, „To wstyd”, „nie jestem ważna”, „liczą się inni i ich potrzeby”, „jestem głupia”, itp. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

Życie to nie tylko pogoń za szczęściem i gęba rozdziawiona zachwyceniem i radością.

Dziś trudna terapia… Ok, podzielę się z wami moimi przemyśleniami.
Uwaga, jeżeli jesteś wrażliwy na punkcie wiary, albo moralności, lepiej tego nie czytaj. Możesz poczuć się urażony/a !

***

Dziś wizyta była
Nie chcę mi się opisywać jej przebiegu

Nie chce mi się…

Jechałam z niepewnością, ale bawara stała

Zauważyłam ze zdziwieniem, że nie jest biała, ale srebrna.

Nie spieszyłam się. Pomyślałam, że bez sensu jest się denerwować. Mówić coś. To i tak nic nie zmieni.
Co jest w środku, w głowie? Strach przed agresją innych. Ja powiem, wykrzyczę i spotkam się z agresją, odrzuceniem, niezrozumieniem. A tak nie chcę, więc łatwiej trwać w stuporze, w zacięciu. Nie ranić innych, nie denerwować ich. Lepsza implozja, niż eksplozja. Ofiarą będę tylko ja a innych uchronię od szkód.

To on wymyślił. Ja tylko przytakiwałam.

Wiele myśli w głowie. Jakiś tajfun, którego nie jestem w stanie ogarnąć. Kręci się w tej mojej makówce. Czuję niepokój, zdenerwowanie.
Było parę tematów, dla mnie bardzo atrakcyjnych, w które weszłabym jak w masło. Nie dałam się wkręcić, nie chciałam się nimi zajmować.  Ważna byłam ja a nie historie innych.

Głupia ściana, mur, szyba – tłumione emocje – to wszystko nie pozwalało mi na powiedzenie tego, o czym myślałam. Nie pierwszy raz.

On powiedział, że jego matka dopiero po 10 latach terapii uporała się ze swoimi demonami.

Popatrzyłam na niego i wypaliłam:
– Ile masz jeszcze do emerytury?
– Myślę, że zdążymy…
– Niezła perspektywa – powiedziałam z krzywym uśmiechem.

Na koniec podnosząc się z fotela, skrzywił się, jakby dorwał go ból korzonków. Chciałam powiedzieć, żeby o siebie zaczął dbać, bo moja terapia jeszcze nie jest skończona. Pojawiła się odrobina paniki w mojej głowie?! Odrobina, ale ugryzłam się w język i nie skomentowałam jego skrzywionego chodu.
Okularnika też chciałam uzdrawiać od raka podstawnokomórkowego skóry. Przestraszyłam się, że jak umrze, to ja nie będę miała gdzie mieszkać, więc załatwiłam mu szpital i operację. Przypilnowałam, „uzdrowiłam”, i dowiedziałam się przy okazji o zatajonej relacji z inna kobietą. Był jak ciele, które ssało dwie matki. Zabolało mnie a mieszkania i tak omal nie straciłam…
Takie skojarzenie…

Terapia długoterminowa.

Powiedziałam, że mu nie ufam całkowicie. Nie umiem. To, że chodzę na terapię, to i tak dużo. To, że buduję jakąś relację z nim, to dla mnie duży wysiłek. Gdzieś z tyłu głowy pojawiają się obrazy pijanego ojca, agresywnego męża, samotności, mojego krzyku w lesie, gdzie do drzew żaliłam się, jak mi jest bardzo źle i wygrażałam Temu w górze, że jest niezłym skurwielem, bo nic w moim przypadku nie robi. W lesie odpowiadał mi szum drzew, świergot ptaków i mój głośny szloch.
W domu, przed rodzicami nie złościłam się. A właściwie raz – kopnęłam w zabytkowe krzesło tak, że wyłamałam nogę. Matka była wściekła i nazwała mnie kurwą a ojciec nie powiedział nic. Popatrzył na krzesło i na mnie i cicho powiedział:
– To się sklei…
Nic więcej. Rozczulił mnie tym. Byłam mu wdzięczna za brak wrzasku.
Wytresowano mnie, że złość to krzyk i agresja, że trzeba głośno krzyczeć, żeby inni nas słuchali i coś dla nas robili. Za ten krzyk dostawałam od męża. Za każdym razem dostawałam coraz bardziej, mocniej, bardziej perfidnie i zaciekle, aż w końcu ledwo mogłam wyrwać się z jego łap…

10 lat terapii. Prawie trzy już za mną. Skończę ją jak będę miała ponad pięćdziesiąt lat. 2/3 życia będzie za mną. Do 68 zostanie niewiele. Matka zmarła w wieku 68 lat na raka. Zostało mi 24, z tego 10 trzeba odjąć na terapię. Niewiele lat zostanie na szczęśliwe życie… Zresztą co to jest szczęście…

Dużo emocji dzisiaj. W oczach szklą się łzy… Parę nawet dało radę popłynąć po policzkach. Zapiekłam się w sobie. Zapiekłam bardzo mocno… Zimno mi…

Trudno na tej terapii. Trudno, ale nie zrezygnuję…

Relacja w gabinecie bardzo mi się podoba – jest bezpieczna. Może dlatego z niej nie rezygnuję. Oprócz agresji brak w niej seksualności i jej podtekstów. Rodzi się nowy obraz mężczyzny w mojej podświadomości. Mężczyzny, który nie stanowi zagrożenia. No… napisałam to!
Podświadomie się jeżę, bo może on nie ma czystych intencji, itd – takie mam schizy, kiedy mówię, że nie ufam mu całkowicie. Moje fantazje w chwilach złości do niego są następujące: ja krzyczę, on wstaje, czerwienieje na twarzy i zaczyna bluzgać a później zaczyna tłuc na oślep a właściwie nie na oślep…
J bił po głowie. Trzymał za włosy i uderzał drugą ręką. Później chwytał za szyję i ściskał z całej siły, do momentu, aż ja traciłam oddech i przestawałam się wyrywać, wtedy dawał szansę na oddech i zaczynał od nowa… Bawił się jak kot myszą… A później był „seks”. Kurwa, czy ja wyrzucę z głowy te obrazy?

Łzy toczą się powoli po policzkach… W środku wszytko boli… Trudne te sesję…

***

Rozmawiałam z młodym człowiekiem. Niby niepokorny, ale jednak spokojny. Niby się burzy, ale wciska na siebie „kaganiec” dobrego zachowania. Dwa w jednym…
20 lat. Po drodze uzależnienie od alkoholu, narkotyków, hazardu. Bogate doświadczenie w tak młodym wieku.
W szkole stara się być spokojny. Dużo pomaga, zwłaszcza nauczycielkom. Jest dżentelmenem dla pań – przepuszcza je w drzwiach, nie używa złych określeń, uśmiecha się miło i spogląda na nie z ukosa, z pochylonej głowy…

Siedzi bardzo spokojnie, ale… wciąż obgryza paznokcie. Nie ma tam już właściwie co obgryzać i czasami pojawia się krew…

Uśmiecha się…

Ciemne, niespokojne oczy przeskakują po przedmiotach, osobach, oknie. Nerwowy uśmiech, jakieś słowo, spojrzenie z ukosa, palce podnoszą się do ust…

Jest w nim coś niepokojącego, jakaś niewypowiedziana historia…

Wczoraj uchylił „drzwi” do swojego świata.

Słuchałam i nie wiedząc, co powiedzieć, wypaliłam z głupia frant
- „Wkręcasz mnie”.

- Nie – odpowiedział z uśmiechem i nerwowym spojrzeniem w kierunku kolegi.

Jego świat do piętnastego roku życia to było życie w pełnej rodzinie. Mama, tata, rodzeństwo i… PRZEMOC ze strony MAMY. To nie była tylko przemoc słowna, to była też przemoc fizyczna. Mamusia zgasiła tego chłopaka i skrzywiła go psychicznie.
- Mama mnie biła. To nie były klapsy. Biła sznurem od żelazka. Chłopaki chodzili na basen, nad rzekę a ja wiecznie w koszulce. Kiedyś wskoczyłem do rzeki w koszulce, wyszłem mokry a chłopaki zaczęli wołać, że plecy mam czerwone. To była krew…
Nie wiem, dlaczego mnie biła. Coś poszło nie tak w pracy, pokłóciła się z ojcem, zdenerwowała się i już wiedziałem, że dostanę. Była pielęgniarką. Miała nerwową pracę. Później bała się zwolnienia. Zawsze miała powód. Ojciec od niej odszedł, ja zostałem. Później i ja nie wytrzymałem. Uciekłem do ojca. Teraz mam spokój. Została siostra. Do niej matka też wyciąga ręce. Chcemy, żeby przeniosła się do nas. Szkoda mi jej… Do matki nie czuję nienawiści… – spojrzał na mnie i nerwowo zaczął obgryzać skórki przy paznokciach.

Jutro pewnie znów się upije, albo zrobi coś jeszcze, żeby nie czuć…

Nie, nie jest agresywny. Jest spokojny, z przyklejonym uśmiechem i nerwowymi ruchami, chociaż na krześle siedzi spokojnie, albo kładzie głowę na rękach, na ławce, jakby spał…

Ja mogę go tylko wysłuchać…

Kończy szkołę w czerwcu

Na lekcji wita mnie zapytaniem:- Proszę pani a co dzisiaj obejrzymy?

****

Tak jakoś połączyłam te dwie historie, wspólnym mianownikiem – agresją i przemocą.

Przemoc i agresja kiedyś mijają, ale w głowie pozostają drzazgi i ropieją i bolą…

Trudno się je usuwa

Też boli

Kiedy zdecydujemy się je usunąć, rana się zagoi. Pozostaną blizny…

Kiedyś przeczytałam piękny wiersz ks. Jana Pałygi o bliznach – „Blizny w człowieku”

Możecie też go przeczytać.

Wiersz jest >>>tu<<<

Mały fragmencik:

„Płyniemy bowiem przez czas

A życie nie jest snem

Tylko drogą do wieczności”

Czasami chciałabym, aby życie było snem…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Wielkanocna niedziela. Zmartwychwstania czas…

27 mar

Pierwsze święta w DOMU.

Odradzam się do życia. Razem z przyrodą, z przepięknym słońcem za oknem, mgłą, rześkim przymrozkiem i … modlitewnym czuwaniem przy grobie Chrystusa. Na rezurekcje po raz pierwszy poszłam dwa lata temu. Razem z grupą teatralną, do której zaprosił mnie znajomy. Wtedy nie czytałam. Dziś czytałam tekst.
Ciężko było zwlec się z łóżka, dziś cofnięto czas a w kościele mieliśmy być na piątą.
Byłam. Przeczytałam (podobno bardzo ładnie), ale myślami błądziłam po zawiłych ścieżkach mojego życia.
Wiecie co? Miałam dobre życie.
Tak myślę…
Ojciec nauczył mnie ciężkiej pracy i wytrwałości.
Mąż nauczył mnie bycia samodzielną i silną.
Dzieci niestrudzenie uczą mnie miłości.
Wciąż się czegoś uczę…
I dopiero po czasie dostrzegam, że to, co odbierałam jako złe i krzywdzące, tak naprawdę mnie hartowało.

Najbardziej się cieszę z tego, że potrafiłam przerwać mój „chocholi taniec”. „Tańczyła” moja matka, pewnie jej matka też i ja też nauczona, że lepiej „tańczyć” niż żyć naprawdę, „pląsałam”. Wiecie, wolność jest piękna. Życie bez „tańca” cudowne i tak jak napisała w swoim opowiadaniu terapeutycznym Inga Zawadzka : „To był kres… Zrozumiałam nagle, że jeśli nie skoczę, to umrę. Cokolwiek czaiło się tam, w strasznej, nieznanej przyszłości – było to lepsze od tego, co znajdowało się za moimi plecami. Najpierw zdjęłam z siebie poczucie winy, złożyłam ładnie i położyłam na ziemi. Obok położyłam wstyd, niepewność, wątpliwości, a na samym wierzchu – strach. Po co mi te obciążenia w czasie lotu? Od razu zrobiło mi się lżej, nawet się uśmiechnęłam. Następnie mocno przytuliłam do siebie syna (i córkę), wzięłam solidny rozbieg i skoczyłam. Skoczyłam w górę, a nie w dół, bo poczułam moc i chciałam sprawdzić, jak to będzie.
I nagle… Zrozumiałam, że lecę! Zamiast spaść – szybowałam, a za moimi plecami szeleściły skrzydła, które nie wiadomo skąd się wzięły. Spróbowałam nimi sterować i teraz mogłam lecieć w każdą stronę – w prawo, w lewo, dokąd zechcę! Skąd one się wzięły?
Skrzydła ma każdy, ale wielu ludzi nawet nie podejrzewa, że je ma, – wyszeptała Przepaść. – Życie doprowadza ich do skraju nicości właśnie po to, by polecieli. A czy w górę, czy w dół – to już każdy sam wybiera…” „

Moje poczucie winy jeszcze podnosi łeb, ale ja mam coraz więcej sił i nie w głowie mi „chocholi taniec”.
Staję się obserwatorem. Zaczynam widzieć coraz wyraźniej. Współczuję kobietom, które czują magiczną moc zmieniania swojej rzeczywistości bez pracy nad sobą. Jedyną rzeczywistość jaką jesteśmy w stanie zmienić, to my same.
Dzisiaj w kościele widziałam dziewczynę, która jest tragicznie zakochana w swoim zimnym mężu. Zostawił ją a ona wciąż kocha i wciąż się za niego modli. Pragnie jego powrotu, bo on jest jej całym światem. Bez niego jej świat się skończył. Jak ktoś musiał ją skrzywdzić, żeby własne życie bez reszty oddać komuś obcemu? Być piękną i dobrą kobietą i nie widzieć tego. Całą swoją wartość złożyć w dłonie wstrętnego egoisty. Gdybym jej to powiedziała, obruszyłaby się a nawet powiedziała coś przykrego pod moim adresem.
Myślami byłam przy drugiej znajomej. Wieloletnie małżeństwo. Czy dobre? Ona wie najlepiej. Ostatnio powiedziała, że mąż zaczął „wyciągać do niej ręce”. Może robił to wcześniej a ona dopiero teraz odważyła się to powiedzieć. Powiedziałam do niej ze łzami złości w oczach: „Zostaw, odejdź, szanuj siebie”. Umówiłyśmy się na wspólny wieczór w gronie znajomych. Przyszła z mężem. Uśmiechnięta, piękna, radosna, przetańczyła cały wieczór. W mojej pamięci jej płacz gryzł się z widokiem tańczącej na parkiecie. „Chocholi taniec”. Co warte są moje słowa, kiedy one są nastawione na „zbawianie świata” w imię miłości? Miłości nie do siebie, ale do toksycznych partnerów. Potrzeba kresu, żeby otrzeźwieć…

Wielkanocny poranek…

Piękny poranek…

Poranek zmartwychwstania…

Trochę poezji na dziś a na Facebooku wrzucę zdjęcia kwiatów, jakie dostałam od mojej kochanej Kl i widok przepięknego poranka z mojego okna.

Wczoraj Kl zachwycała się pięknem parku i szalonym śpiewem kosów. Rzeczywiście śpiewają obłędnie. Tyle lat mieszkałam na wsi a nie zwróciłam na to uwagi, dopiero ona otworzyła mi uszy ;-)

Idę robić śniadanko :-D

Zapraszam do poezji :-D

Mamo, dziwny człowiek
stoi u drzwi naszego domu
Pierwszy raz go widzę,
a twarz ma jakby znajomą
zmartwychwstanie2Mówi, że nazywa się JEZUS
I czy możemy mu dać jakiś grosz
Mówi, że wyprztykał się z cudów
I odwrócił się od niego los
Tak myślę, że to cudzoziemiec
Żyd albo Arab z urody
Aha to mi przypomniało,
że chce też trochę wody
No co dać mu czego chce
Czy trzasnąć mu przed nosem drzwiami?
Dobra dam mu sześć pensów
Powiem, że tyle mamy
I że zapomniałem o wodzie
Właściwie to świństwo , no nie…
Ale słowo, on jest taki brudny
Skąd przyszedł cholera go wie
Mamo, on pyta o wodę
– nie ma kubka – odpowiedziałem
W każdym razie dałem mu szóstkę
Jak się cieszył, żebyś wiedziała
Powiedział, że trzymają go przy życiu
Takie jak ta rzeczy małe
Dał mi swój portret z autografem
I te trzy gwoździe zardzewiałe.

Roger Mc Gough

***

Spowiedź wielkanocna

 Na me oczy zmęczone od nocy niespanych,
Na oczy krwią nabiegłe i ogniem palące
Mrok za oknem położy swe dłonie kojące,
Wśród filarów wyniosłych z granitu ciosanych.

 Przyjmie mnie chłodna cisza i cień wnęk kamiennych,
Światła podobne kwiatom zsuną się z witraży,
Błądzić będę w milczeniu sama wśród ołtarzy
Nagle chcąc się odnaleźć w zaciszu tajemnym.

 Aż upadnę znużona pod którymś filarem,
Nie wiedząc, czy mam klęknąć, czy lec ciężkim ciałem
I zasnąć już niebaczna, że w sercu omdlałym,
Zatraciłam niezłomną, wielką moją wiarę.

 Cisza schyli się ku mnie i pełna litości
Dźwignie mnie w swych ramionach i rozbudzi szeptem.
Przez powieki ospałe, na poły przymknięte
Ujrzę siebie w łachmanach i kurzu szarości.

 I naraz lęk mnie zdejmie nad własnym mym ciałem
Tak wyda mi się nędzne i takie zniszczone:
Czyż to moje te stopy sine, poranione?
Czy moje są to ręce czarne i obrzmiałe?

 Wzniosę te ręce w górę i napotkam słońce,
Płynące nad mą głową strumieniem szerokim,
Złotą smugą płynące kędyś z górnych okien…
Wzniosę ręce i wstanę w światło ciepłem drżące.

 Gdzieś od stropu opadną miękko ciche tony,
Jak łzy, których zabrakło chorym moim oczom.
Aż pieśń w górze rozegra się bólem i mocą,
Iść w niej będę jak nędzarz głodny i spragniony.

 Ktoś będzie na mnie czekać. W złotych pyłów rojach,
Jak w mgle, nie dojrzę twarzy – to nieważne wcale.
Ktoś na mnie będzie czekał, sam, w konfesjonale:
Ktoś mi obcy? Czy brat mój? Czy może myśl moja…

 Spowiadam Ci się, Boże, z mych i cudzych grzechów,
Bo wszystko mamy wspólne, i dusze i ciała,
I ta dola okrutna tak nas tu związała,
Że pierś mą trud przygniata wspólnego oddechu.

 Spowiadam Ci się, Boże, co masz zstąpić we mnie,
Ciało me, strzęp człowieczy zamienić w człowieka.
Ran mych, ani kalectwa nie będę oblekać,
Musisz zstąpić aż do dna, w cierpień moich ciemnię.

 Chciałeś ze mnie uczynić olbrzyma – mocarza,
Chciałeś by od ciężaru okrzepła mi siła,
Ale ja w twardej próbie padłam, nie zdzierżyłam.
Boję się, że śmierć rychła mej duszy zagraża.

 Chciałeś bólem mi rozpiąć orle mocne skrzydła,
Łzą dać czystość źródlaną, obmyć nimi serce,
Lecz ja tylko myślałam o mej poniewierce,
Jak ptak wątły, szarpiący się darmo w swych sidłach.

 Zaplątana w sieć nieszczęść, pozrywałam węzła,
Po których piąć się mogłam wyżej, ciągle wyżej.
Spadłam na dno bezwolna i w nędzy poniżeń,
W słabości i lichocie mej własnej ugrzęzłam.

 Stałam się jak płaz brzydki, pełzający nisko,
Pełen jadu i małych kłujących zazdrości.
Zazdrościłam wciąż chleba… I tego żeś gościł
Jeszcze w sercach niektórych, zabrawszy mi wszystko.

 Czasem kradłam. A czasem wydawałam siostry
Oprawcom, by w mych oczach aż do krwi je bili.
Gdy los-szatan swą łaską ku mnie się nachylił,
Ja biłam w szale władzy, pośród przekleństw ostrych.

 Cień podłości tak bardzo twarz moją oszpecił,
Że ci co podłość mieli za swoje narzędzie,
Czynili jej honory, ufając, że będzie
Moją śmiercią, od której nic mnie nie uleczy.

 Ja zaś, jak handlarz-bankrut handlowałam wszystkim,
Byle zdobyć choć jeszcze łaskawości gorsze,
Niepomna, że gdy uśmiech służalczy roznoszę,
To, co zań mi dano, nie było już zyskiem.

 Stałam się bardzo sprytna, bardzo zapobiegliwa,
Znałam wszystkie sposoby, torujące drogi.
A próżność we mnie rosła, jak aktor ubogi.
Sukcesem w tanim cyrku czułam się szczęśliwa.

 Byłam tchórzem. Gdy innym przyjść miałam z pomocą,
Łgałam sobie, w roztropność pozując milczenie.
Uczyłam się w mym sercu zabijać wzruszenie,
Byle mi snu twardego nie skłóciło nocą.

 I wyschło we mnie serce, zimne miałam usta,
I myślałam, że starczy własnej ciężkiej doli,
Żebym była prawdziwa w tej męczeńskiej roli,
W trudnej roli dramatu, lalka śmieszna, pusta.

 Byłam jak cymbał brzmiący, patetyczna zgłoska:
Wołałam, że tu cierpię za nich, za miliony,
Lecz pośród sióstr mych biednych, głodnych i spragnionych
Zapomniałam, że to jest i Ludzkość i Polska.

 Był we mnie jeden ogień i dałam mu gorzeć:
Żar strasznej nienawiści wobec mych tyranów,
Nim – duszy mej szlachetnej siła nieskalaną
Zamieniłam w zwierzęcy instynkt małych stworzeń.

 Boże! Czyś za to kazał żyć mi w takim wstydzie,
Na przekór nienawiści rozbudziwszy zmysły?
Żyłam w długiej ascezie, aż więzy jej prysły,
Chciałam dotyku ręki, której nienawidzę…

 Dzień każdy był jak czara śmiertelnej goryczy,
Piłam ją bez oporu w leniwym nałogu,
Drżąc ze wstrętu, kochałam się w brudnym barłogu,
Nie pragnąc już niczego, nie tęskniąc za niczym.

 A ileś Ty był we mnie, jeśli Ciebie miałam,
To wiary mej niezłomnej nie umiałam dzielić
I patrzyłam jak inni w swej nędzy ginęli,
Moja wina, żem była za słaba, za mała.

 Wstanę. A ktoś mi poda suknie nowe, czyste,
Albo ja sama wezmę i zrzucę łachmany.
Rzucę je precz ze wszami i brudem zebranym
I będę już iść w odrzwia, słonecznie świetliste.

 W progu ktoś mnie pożegna znakiem Rozgrzeszenia,
Krzyżem – znakiem Miłości i męki odbytej.
Organy będą jeszcze modlić się pod szczytem
Swą pieśnią wielkanocną, pieśnią Odrodzenia.

 Za progiem będzie wiosna: świeża zieleń trawy,
I pierwsze drobne kwiaty białe i różowe
I niebo wyzłocone, przejasne, kwietniowe
Liście, z pąków trysłe w słońcu bez obawy.

 Stanę tam w zachwyceniu, żem przecie dojrzała
Wszystko, co dotąd było zakryte mgła ciemną.
I uwierzę, że oto Cud stał się i ze mną
I krzyknę memu słońcu, żem zmartwychpowstała.

 

Maria Rutkowska-Kurcjuszowa

Neubrandenburg, wiosna 1944 r.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie

 

Wielkanocny czas.

26 mar

Życzenia z okazji świąt:

wielkanoc

 

Wielka sobota!!!

Za oknem siąpi wiosenny deszczyk

Maleńka poszła z koszyczkiem

Młody jeszcze śpi

Wielkanoc na swoim jest bardzo spokojna, będzie bardzo spokojna. Pięknie. Wielkanoc jutro, przecież…

Pięknie

Pięknie

Pięknie

i spokojnie

***

Baranku Wielkanocny

Baranku Wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda, że trzeba stać się bezradnym
by nie logiczne się stało

Baranku Wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda, że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu

Jan Twardowski

***

Dzieci na Wielkanoc

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: – Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny.

Ty także byłeś mały. To historia dawna,
Powiadasz. Ja rozumiem – dzisiaj nosisz krawat,
Parasol i notesik,
Ale gdyś jest wśród dzieci,
Czy nie jesteś znów dzieckiem, powiedz, czy nieprawda?

Widzisz, ten świat jest wciąż niedoskonały:
Jednym ciągle zbyt groźny, innym wciąż zbyt mały -
Ale wiedz: ciemne drogi,
Troski, trudy i trwogi -
Że dzieci, zawsze dzieci w nim opromieniały.

I jeszcze jedno cierpkie słówko jegomości
Podrzucę na odchodnym, z sympatii, z miłości:
Że gdy dzieciom, mój panie,
Zechcesz kropnąć kazanie,
Zaczynaj od kazania do własnych słabości.

Konstanty Ildefons Gałczyński

***

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Samotność jest pełna bycia „obok”.

28 wrz

Przeczytałam wiersz na stronie Psychologia Pozytywna. Wiersz o miłości, która była. Istniała. Ta kobieta zmarła. Zmarła na rękach mężczyzny, który był jej bardzo bliski i dla którego ona była bardzo blisko.

OBECNOŚĆ

Kiedy nikogo nie będzie i pomyślisz,
że nikomu nie zależy.
Kiedy cały świat opowie się przeciwko Tobie
i poczujesz się osamotniona.
Ja będę obok

Kiedy ten na kim najbardziej Ci zależy,
nie będzie dbał o Ciebie.
Kiedy ten, komu dasz swoje serce, rzuci Ci je w twarz.
Ja będę obok

Kiedy osoba, której zaufałaś zdradzi Cię.
Kiedy ten, z którym dzielisz wszystkie myśli i tajemnice,
nie będzie pamiętał nawet o Twoich urodzinach.
Ja będę obok

Kiedy wszystko, czego będziesz potrzebowała,
to ktoś, kto Cię wysłucha.
Kiedy wszystko, czego będziesz potrzebowała,
to ktoś, kto otrze Twoje łzy.
Ja będę obok

Kiedy Twoje serce będzie tak bolało,
że nie będziesz mogła nawet oddychać.
Kiedy będziesz chciała już tylko położyć się i umrzeć.
Ja będę obok

Kiedy zaczniesz płakać słysząc smutną piosenkę.
Kiedy łzy nie będą chciały przestać płynąć.
Ja będę obok

Więc widzisz, będę obok aż do końca.
To jest obietnica, którą mogę Ci dać.
Jeśli kiedykolwiek będziesz mnie potrzebowała,
po prostu daj mi znak i znajdę się obok
Kocham cie i z całego serca

Pragnę być z tobą cicho

Obok

autor: Marcin Antoniak

Wiersz przypomina mi modlitwę. To tak jak obietnica Boża – będę obok. Cokolwiek zrobisz, cokolwiek powiesz, cokolwiek zadecydujesz – ja będę obok.

A dlaczego nie z tobą?  Nie z tym kimś, kogo się kocha. Być z nim, nie obok. Obok jest pustka, opuszczenie, obojętność, która przywdziewa maski. Samotność.

Byłam przy pewnej osobie przez 15 lat. Byłam obok, bo ta osoba miała swój świat, którego ja nie umiałam zrozumieć. Dwa światy, które były obok. Nie połączył ich nawet element wspólny – dzieci.

Wiersz jest pełen romantyzmu, ale to „obok” wykopało ogromna przepaść i powiało mroźnym chłodem.

Czepiam się?

Samotność jest pełna bycia „obok”…

sadness-831514_640

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Poezja, Życie

 

Szukając wyjścia…

23 wrz

Chciałabym zacząć życie od białej kartki

Czystego konta wypełnionego amnezją

Zadziwia mnie lekkość życia, innych

Ja tak nie umiem

Rozdzielam włos na czworo

Sczytuję przyszłość z grymasów twarzy

Nie mojej twarzy, innych

Wciąż nie umiem uwierzyć

Że życie zależy tylko ode mnie

Zaplątana w obrazy, wspomnienia, emocje

Szukam wyjścia

Jest

Wiem, że jest

Tylko tak trudno do niego trafić

Mam dość!!!

Wciąż nie umiem „zasymilować się”  z ludźmi. Wciąż nie mogę zrozumieć tego, ze ludzie nagminnie sprzedają obraz lepszych siebie. Ja wciąż opowiadam o sobie prosto z mostu – bez upiększeń, bez blichtru, zadęcia. Jeżeli jest źle, to jest źle. Otwarcie o tym mówię, albo milczę. Kiedy sobie z czymś nie radzę, przyznaję to otwarcie. Nie lubię plotek, sztuczności i fałszywych przyjaciół. Odcinam się od takich ludzi, bo wiem jak potrafią krzywdzić. Świat nie jest idealny a ja wciąż nie potrafię się zgodzić na taki stan rzeczy. Przede mną marne rokowania?

Dookoła pęd do pozytywnego postrzegania rzeczywistości, albo przerzucania odpowiedzialności na Boga. Bóg ma nam „załatwić” lepsze życie a my posiedzimy i poczekamy myśląc pozytywnie.

Męczy mnie przyklejanie wciąż nowych masek – uśmiech proszę! Ponuraków się omija! Cheese! Please!

robins

Ciężki dzień.

Od samego rana.

Idealny świat nie istnieje a ja nie jestem w stanie go stworzyć. Próbowałam…

Sąd przysłał pismo, że nie odbierze praw rodzicielskich ojcu. Nie rozumiem tego, tak jak nie potrafię zrozumieć mechanizmów działania schizofrenii. Starałam się. Odrabiałam te „prace domowe”, przeczytałam mnóstwo książek, spotykałam się ze znajomymi z takim samym problemem, wysłuchałam mnóstwo przemów dotyczących trwałości i świętości małżeństwa i jedyne co pozostało to poczucie winy, że nie dałam rady. Teraz też nie mogę zrozumieć decyzji sądu. Może chodzi o to, że sąd ma nadzieję na jego cudowne uzdrowienie, albo zmianę jego myślenia i po pobycie w zakładzie wyjdzie wspaniały, kochający ojciec. Ojciec, który zacznie brać leki i nie będzie agresywny. Staram się zrozumieć…

Pierwsza sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich została oddalona.

Druga sprawa też.

Czekamy na cudowne uzdrowienie ze schizofrenii.

Spuszczę łeb i nic nie powiem. Przykleję uśmiech na twarz i powiem, że nic się nie stało i że ja to ogarniam.  Jest Ok!

Chciałabym zacząć wszystko od nowa. Stworzyć bezpieczny i szczęśliwy świat. Idealny.

Odhaczyć kolejne lata/zadania jako przeanalizowane i zrobione.Check-lista

Zrobione. Przeżyte. Zapomniane.

15 lat – pyk! Jakie 15? Było jakieś 15 lat? Nie!!! Nie było!!!

Jesteśmy szczęśliwi! Mam szczęśliwe dzieci! Umiem walczyć o swoje! Nie mam problemów z oznajmianiem mojego zdania! Umiem walczyć o swoje! Otwarcie umiem powiedzieć, że ktoś swoim postępowaniem mnie denerwuje, rani i nie szanuje!

Nie da się…

Jeszcze nie…

Czy w ogóle

Pierwszy dzień jesieni – nieźle się zapowiada. Deprecha…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Czasami zapominamy czym tak naprawdę jest życie…

20 sie
Życie – jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;
być psem,
albo pogłaskać go po ciepłej sierści;
odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;
mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.
Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało przy zgaszonej lampie;
i żeby raz przynajmniej potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;
bez ustanku czegoś ważnego nie wiedzieć.
Źródło: Wisława Szymborska
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja

 

O melancholii i nadziei według Tischnera.

28 mar

TischnerKs. Józef Tischner – ksiądz, którego cenię za mądrość, rozwagę, humor i filozofię.

Wśród ciekawych cytatów wyłuskałam na przykład takie:

„Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny, nie mogą mieć w państwie większych praw, niż ma człowiek.”

„Ateizm często pokazuje nam, że wierzymy nie w Boga prawdziwego, a w bożka.”

„Bo jeśli nie przeszedłeś przez próbę smutku, nie zdobędziesz doświadczenia radości z tego, co wynikło z bólu.”

„Człowiek czasami nie wie, co w nim samym jest wiarą.”

„Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.”

„Kto chce zrozumieć naturę wiary religijnej, niech będzie przygotowany na spotkanie z prostotą. Trudność rozumienia nie polega bowiem na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my powikłani, a wiara prosta.”

„Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi.”

Dobrze, starczy! Resztę cytatów można przeczytać na stronie: pl.wikiquote.org

Teraz rzecz o melancholii

i nadziei:

„Melancholia to doświadczenie czasu zamkniętego, czasu, w którym nie ma przyszłości. Człowiek, którego ogarnia melancholia, jest ofiarą wspomnień, własnej przeszłości. Te wspomnienia tak ciążą nad jego głową, że nie jest zdolny wyobrazić sobie przyszłości. Ten człowiek został pozbawiony nadziei. Melancholia to choroba beznadziejności. Człowiekowi wydaje się, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze, już minęło. Człowiek ma już wszystko za sobą. Nie oczekuje już niczego ciekawego, niczego wartościowego. Każdy nowy dzień jest dla człowieka nowym nieszczęściem. Zamknięty czas [...] Melancholia to znak pogaństwa w duszy człowieka. To ociężałość duchowa, która nie pozwala człowiekowi na kroczenie naprzód. To choroba beznadziejności…

Nadzieja to niezwykła siła w człowieku. To siła, która pozwala mu myśleć o przyszłości, widzieć przyszłość, przeczuwać przyszłość. Która pozwala mu wierzyć, że jutro będzie piękniejsze, niż było wczoraj.”

Wiara ze słuchania, s. 304; w:  Wszystko będzie dobrze, ks. J. Stranz, Święty Wojciech, Kraków 2011. s. 362

I pięknie o miłości (Miłości) Anna Maria Jopek:

I jeszcze fragment filmu „Historia filozofii po góralsku” według ks. Tischnera

Tego wpisu można wysłuchać a aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Książka, Muzyka

 

Czasami tęsknię za dawnymi miejscami.

22 lut

„Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech.” Immanuel Kant

sunrise-373102_640

Czasami ogarnia mnie wielka tęsknota za miejscami, do których już nie wrócę. Za miejscami, za czasem a niekiedy za ludźmi z którymi wtedy byłam. Wiem, że już tam nie wrócę. „Tam” to znaczy do tego czasu, który minął.  Jestem tu i teraz. W nowym tu i w nowym teraz. Innym…

W nowym…

Brakuje mi tych lasów, przestrzeni. Brakuje mi wsi. Tu jestem zamknięta jak w więzieniu. Kiedy w moim pokoju rozkładam łóżko do spania odległość do szafy jest tak mała, że ledwie się przeciskam. Wiem inni i tego nie mają. Marzą, aby mieć własny kąt…

Wiem i cieszę się z tego co mam. Cieszę się, że jestem taka zaradna. Daję sobie radę. Nie siedzę na zasiłku, nie biegnę do banku po następny kredyt, nie wiszę na szyi jakiegoś faceta i od niego nie zależę. To akurat mnie cieszy. Nie miałam planu na swoje życie. Dryfowałam. „Dopłynęłam” do obecnego miejsca. Czy jest lepsze? Pod wieloma względami tak! Układa się. Byłoby spokojniejsze, gdyby nie wiele zdarzeń, które teraz się porządkują i niestety wprowadzają wiele niepokoju, zamieszania i strachu. Niestety. Ale żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej, żeby zapanował porządek najpierw musi zaistnieć bałagan. :-)

Dostałam pismo z sądu. Sąd postanawia:

- dopuścić dowód z opinii biegłego lekarza psychiatry, który wypowie się czy mąż w skutek choroby psychicznej jest w stanie wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, nie jest w stanie  kierować swoim postępowaniem;

- udzielić biegłemu terminu 1 miesiąca na sporządzenie opinii.

Tyle ze strony sądu a niepokój jest mój.

Po co ta opinia? Przecież mąż jest w szpitalu psychiatrycznym, więc „jest w stanie wyłączającym świadome i swobodne podejmowanie decyzji i wyrażanie woli”. Potrzebny do tego biegły? Na chłopski/babski rozum – zbędny, ale sąd wie lepiej.

Choruję. Znów jakieś dziwne przeziębienie z guzami na śliniankach i węzłach chłonnych. Po nerwach w sądzie, stresach, znów choroba. Organizm  broni się przed nadmiarem emocji.

 

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych

pozwól mi wybaczać innym i sobie, bo świat niekoniecznie

jest sprawiedliwy, dobro często nie popłaca,

a za nieszczęścia nie ma rekompensaty.

Pozwól mi wierzyć, że żyję w świecie, któremu sama nadaję znaczenie.

Pozwól mi być silną, aby umieć żyć ze swoją bezsilnością i naiwnością.

Pozwól mi nie tracić energii na podtrzymywanie iluzji.

Pozwól mi być, kim jestem, i robić, co robię.

Pozwól mi wziąć za to odpowiedzialność.

Pozwól mi być dobrą.

Pozwól mi wierzyć.

Mieć nadzieję.

Kochać.

Modlitwa z książki: Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, Marta Fox, Siedmioróg, Wrocław 2012, s. 218

Jednak najładniej modlą się ateiści!  ;-) Przypadek?  Nie sądzę!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Poezja, Życie

 

„Pewnego dnia się podniesiesz”

24 maj

1324914543_by_charmed10_600

Ogarnęły mnie znów ciemne chwile.

Wiem – Miną

Jak wiele przed i wiele po

Podzieliłam życie na etapy

Etapy o tytułach:

Mama

Małżeństwo

Dziupla na czwartym piętrze.

Każdy trudny

Żywię się nadzieją

Żywię się wiarą

Jestem 

Żyję

  Słyszę:

„Pewnego dnia się podniesiesz”

?

?

?

„Pewnego dnia się podniesiesz.

Otworzysz lodowate oczy, wstaniesz z odrętwiałych kolan i skierujesz w drugą stronę. Będziesz patrzeć. Nie pod nogi i nie do wewnątrz – tam są tylko kamienie. Będziesz patrzeć na swoje odbicie. Na tę, którą jesteś. Na tę, którą nigdy się nie staniesz. Przestaniesz pławić się w iluzorycznych perspektywach, przestaniesz spływać w dół w postaci wielkich gorących kropli. Nie będziesz więcej żałować i stygnąć.

Bolą kolana. Wszystko chciałaś inaczej. Nie powinnaś być taka. Taka, jak inni. Nie miałaś i nie będziesz miała tak samo, jak wszyscy. Tak właśnie myślałaś, gdy postanowiłaś uklęknąć. Ale wtedy już miałaś to straszne, przerażające, obrzydliwe „tak samo”.

Świadomość zawsze przychodzi znienacka – niespodziewanie, mocno, w punkt. Nie sposób się przygotować. Tak właśnie pęka struna, rozstępuje się ziemia, urywa się życie. Nie masz już czasu, by donosić w sobie swoją odpowiedź. Jest potrzebna teraz, już, w tej sekundzie. Nie wiesz jednak, co dalej. Musisz się natychmiast przestroić, urodzić nowego człowieka. Zaakceptować to co jest, ale się z tym nie pogodzić. Zmienić kierunek, nie zdradzając siebie. Nie zdążysz. Nie chcesz się spieszyć. Targujesz się o czas na płacz, na użalanie się nad sobą, na skąpanie we łzach utraconego czasu. Jesteś pewna, że masz prawo do takiej pauzy, nie rozumiejąc, że czas – jak zwykle – porzuca swoje granice.

Tracisz siebie.
Tracisz.
Starannie rozpływasz się po to, by później zbierać się przez lata.
Mokrą szmatą. Z zimnej zalanej podłogi. Do plastikowego wiaderka. Będziesz napełniać się od nowa: dławić się zgorzknieniem, żółcią urazów, gilami wspominek lepszego losu.
Ale pewnego razu się podniesiesz.
Zobaczysz tę, którą nigdy się nie staniesz.
I staniesz się tą, która nigdy”.

K.Sultanova. Przekład I.Z. jest objęty prawem autorskim.

Źródło: Po pierwsze ludzie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Blizny w człowieku – słowami ks. J. Pałygi.

22 kwi

1374942625_mmrifa_600

BLIZNY

Są w człowieku blizny

Porażek i zwątpień

Niepogodzenia ze światem i sobą

Sprzeczności i klęsk

Doświadczeń wielkich i małych.

*

Nie wstydź się ich

One nie szpecą, ale ubogacają

Nadają nowy sens życiu

Uczą szukać i tworzyć

Pracować, cierpieć i kochać

A także marzyć.

*

Ceń zwłaszcza marzenia

One milczącym przywracają głos

A zrozpaczonym nadzieję

Są darem niebios

I wezwaniem do czynu.

*

Człowiek bowiem jest tym, czym jest

I tym, czym pragnie być.

A pragnąć możemy tak wiele

Tego, co na ziemi i w niebie

Co jest w nas

I poza nami

Tego, co jest i będzie

Płyniemy bowiem przez czas

A życie nie jest snem

Tylko drogą do wieczności

Która jest kresem wszystkiego.

Jan Pałyga SAC

„Boże, gdzie jesteś?”, Warszawa, s. 57

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja