RSS
 

Notki z tagiem ‘Pomoc’

Bardzo ważne! Jak uwolnić się od prześladowcy

12 wrz

Ja nie wiedziałam o bardzo wielu rzeczach.

Myślałam, że to co dzieje się w moich czterech ścianach było moją sprawą i moim problemem

Dopiero ostatnie zajście, przez które musiałam uciekać, skierowało mnie do pani prokurator. Złożyłam skargę i to ona, z urzędu niosła sprawę o znęcanie się nad rodziną. Ja dalej bym się wstydziła i liczyła, że sama sobie ze wszystkim poradzę.

Niestety nie złożyłam wniosku o ustanowienie mnie oskarżycielem posiłkowym, więc o ostatecznym wyniku sprawy nie byłam informowana. Niczego w mojej sprawie nie mogłam zrobić. Byłam pokrzywdzoną, co równało się z byciem sierotą, która nic nie może.

Nie złożyłam wniosku o eksmisję współmałżonka. Sama szukałam dla siebie mieszkania.

Nie złożyłam wniosku o zakaz zbliżania się do mnie a przede wszystkim do dzieci. I dzięki temu policja nie reagowała na moje telefony informujące, że małżonek kręci się blisko naszego miejsca zamieszkania, albo kontaktuje się z dziećmi a one mocno to przeżywają i bardzo się boją.

Nieznajomość prawa szkodzi i stawia nas na pozycji mocno przegranej.
Ja zdecydowałam się na odejście i daję sobie radę sama z dwójką dzieci,  ale jest wiele kobiet, które nie są w stanie utrzymać siebie i dzieci w wynajętym mieszkaniu.

Poniżej podaje rady jak uwolnić się od bycia ofiarą przemocy. (Rady ze strony polki.pl)

Wiele z nas nie chce powiadamiać o domowych ekscesach policji czy prokuratora, licząc, że brutalne zachowanie sprawcy było incydentalne, albo bojąc się jego eskalacją. To nie jest sposób na zatrzymanie przemocy. Przeciwnie – sprawca musi wiedzieć, że nie jest bezkarny.

Jak uwolnić się od prześladowcy?

1. Powiadom prokuratora

Złóż zawiadomienie o przestępstwie w prokuraturze najbliższej twojego miejsca zamieszkania. Możesz to zrobić osobiście, lub poprosić kogoś z rodziny, by zgłosił to za ciebie. Prokurator ma 6 tygodni na powiadomienie, czy wszczyna postępowanie przeciwko sprawcy. W razie odmowy, masz prawo złożyć zażalenie.

Uwaga! Jeśli sprawca ci grozi i boisz się, że zrealizuje to, o czym mówi, zgłoś ten fakt prokuratorowi. Tak zwana groźba karalna jest podstawą zastosowania wobec sprawcy aresztu tymczasowego.

Warto wiedzieć! Jeżeli osoba, która zamiast ciebie zgłosiła przestępstwo przemocy, boi się zemsty sprawcy, może, powołując się na art. 184 § 1 kodeksu postępowania karnego, poprosić prokuratora o utajnienie danych osobowych.

Gdy prokuratura skieruje sprawę do sądu, masz prawo na pierwszej rozprawie zgłosić wniosek, że chcesz być tzw. oskarżycielem posiłkowym. Jeśli nim zostaniesz, będziesz mogła zadawać pytania oskarżonemu i świadkom, zgłaszać repliki, składać wnioski dowodowe (w czasie rozprawy np. o przesłuchanie dodatkowych osób, przeglądać akta sprawy, czy zażądać uzasadnienia wyroku.

Uwaga! Jako osoba bliska sprawcy masz prawo odmówić składania zeznań.

2. Wystąp o eksmisję

Jeśli jesteś dotknięta przemocą domową, masz prawo żądać, aby sąd zobowiązał sprawcę do opuszczenia mieszkania. Koszt wniosku to 40 zł. Sąd nie musi czekać na orzeczenie rozwodowej lub zakończenie sprawy karnej. Wydaje postanowienie po przeprowadzeniu rozprawy, która powinna odbyć się w terminie miesiąca od dnia wpłynięcia wniosku. Postanowienie staje się wykonalne z chwilą ogłoszenia. W sprawie eksmisji mogą też pomóc policjanci, kierując do prokuratora wniosek o eksmisję sprawcy przemocy (zwłaszcza gdy jest on agresywny). Powinni to zrobić w ciągu 24 godzin od zatrzymania sprawcy. Nakaz opuszczenia lokalu stosuje się maksymalnie przez 3 miesiące.

Możesz też złożyć pozew o eksmisję na podstawie ustawy o ochronie lokatorów. Tytuł prawny do lokalu nie ma znaczenia. Składając pozew, musisz zapłacić wpis w wysokości 200 zł.

Uwaga! Sprawca musi z tobą mieszkać w dniu złożenia pozwu.

3. Domagaj się zakazu zbliżania

Sąd może też orzec zakaz zbliżania się do ciebie, określając, jaka odległość jest dopuszczalna. Gdy sprawca go złamie, sąd może orzec zakaz na zawsze. Za niestosowanie się niego grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

4. Żądaj odszkodowania

Masz prawo domagać się odszkodowania i zadość uczynienia za krzywdę, jeśli w wyniku przemocy poniosłaś szkodę majątkową (np. w następstwie pobicia przebywałaś na zwolnieniu lekarskim i dostałaś niższe wynagrodzenie, albo sprawca zniszczył jakieś rzeczy). Pozew w tej sprawie (tzw. powództwo adhezyjne) można złożyć w procesie karnym najpóźniej do rozpoczęcia sprawy w pierwszej instancji. Termin ten może być nieznacznie przekroczony w uzasadnionych np. stanem zdrowia przypadkach.

Jeżeli rozprawa karna już jest w toku, pozew o odszkodowanie trzeba będzie złożyć w wydziale cywilnym sądu rejonowego (okręgowego – gdy wartość żądania przekracza 75 tys. zł). Wnosząc pozew, musisz uiścić opłatę, tzw. wpis stosunkowy, w wysokości 5 proc. kwoty, jakiej się domagasz.

Alicja Hass, autorka jest redaktorem Przyjaciółki i Pani Domu

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Odporność psychiczna – można a nawet trzeba nad nią pracować

11 wrz

Dzięki stronie Park psychologii znalazłam mądry artykuł o odporności psychicznej.

Warto przeczytać!!!

Odporność psychiczna to klucz do sukcesu – uważa dr Aldo Civico, antropolog, mediator, wykładowca Rutgers i Columbia University. W swojej karierze spotkał on wiele osób, które osiągnęły obiektywny sukces: sportowców, biznesmenów, polityków, celebrytów. Stwierdził, że wszystkich tych ludzi sukcesu łączy jedna cecha – odporność psychiczna. By osiągnąć postawione przed sobą cele nie wystarczy inteligencja i talent. Badania pokazują, że w 80 proc. za odniesione sukcesy odpowiadają określone cechy składające się na odporność psychiczną – pisze dr Civico.

To dobra wiadomość! Bo o ile z talentem rodzimy się lub nie, o tyle odporność psychiczną możemy wytrenować. Civico wyróżnił piętnaści nawyków osób odpornych psychicznie. Zaleca on, by czytając o nich, zastanawiać się które już posiadamy, a nad którymi trzeba jeszcze popracować:

1. Pielęgnowanie samoświadomości. Ludzie, którzy doświadczają doskonałości w życiu, wykształcili emocjonalną doskonałość. To znaczy, że rozumieją swoje emocje. Kiedy doświadczają negatywnych uczuć wiedzą, że nie należy się w nich zanurzać, lecz nadać im sens i uczyć się z nich. Niektórzy, aby być świadomymi swoich stanów, prowadzą dzienniki.

2. Praca nad pewnością siebie. Osoby odporne psychicznie wiedzą co mogą kontrolować, a czego nie. Nadają znaczenie wydarzeniom. Pewność siebie daje im wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel.

3. Przeformułowywanie negatywnych myśli. Osoby odporne psychicznie unikają zanurzania się w negatywnych myślach, wątpliwościach. Nauczyły się nadawać im nowy sens tak, by te działały motywująco. Używają ich jako przypomnienia o tym ile mają w życiu, ile już osiągnęły, jaki jest ich cel. Niektórzy zapisują motywujące myśli i zostawiają na widoku.

4. Jasny sens. Osoby odporne psychicznie nie tylko wiedzą czego chcą, ale też dlaczego mają taki, a nie inny cel. Jasno określony sens działania pomaga im i motywuje, gdy natrafiają na przeszkody i wyzwania. Sens działania jest dla nich paliwem.

5. Sprecyzowane cele. Osoby odporne psychicznie mają wyznaczone cele, do których dążą. Są one konkretne, doprecyzowane, mierzalne – długo i krótkoterminowe. Nie tyczy się to wyłącznie kariery zawodowej, ale również życia osobistego, zdrowia – wszystkich obszarów funkcjonowania. Cel działa jak magnes.

6. Dyscyplina. Poprzez dyscyplinę manifestuje się odporność psychiczna – zaobserwował dr Civico. Osoby odnoszące sukcesy nieustannie pracują nad samodyscypliną.

7. Otwartość na zmiany. To, co pomaga dotrzeć do ustalonego celu to elastyczność czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków. Osoby otwarte na zmiany rozumieją potrzebę ciągłego wzrostu. Cieszą się nie tylko z rezultatów swoich działań, ale też z drogi, którą pokonały.

8. Odpowiedzialność. Odporni mają zerową tolerancję dla wymówek. Nie mają w nawyku winić innych/świat/ okoliczności za swoje porażki. Biorą pełną odpowiedzialność.

9. Umiejętność odmawiania. Kiedy muszą, wiedzą jak odmówić w sposób konstruktywny i pełen szacunku. A żeby osiągnąć swoje cele odmawiają nie raz.

10. Kult empatii. Odporności psychicznej nie należy mylić z dystansowaniem się. Osoby odporne są wrażliwe na otoczenie, w którym żyją i na napotykanych ludzi. Ciekawią ich inni, odmienne spojrzenie na świat.

11. Nie ma porażek, jest tylko informacja zwrotna – oto zasada, którą kierują się odporni psychicznie. Jeśli  coś nie poszło po ich myśli to stanowi element wiedzy niezbędnej, by następnym razem się udało.

12. Otwartość na krytycyzm. Osoby odporne psychicznie nie zastanawiają się nad tym co myślą o nich inni. Skupiają się na nieustannej nauce, a krytyka jest jej formą. Mają w sobie pokorę, która każe im wierzyć, że zawsze można być lepszym. Wiedzą, że sukces wymaga ciągłego wysiłku, bo kto nie idzie do przodu, cofa się.

13. Problemy przekute w możliwości. Osoby odporne nie stawiają się w roli ofiar, starają się nie tracić energii na użalanie nad sobą. W problemach i komplikacjach widzą możliwość wzrostu i nauki.

14. Trening wdzięczności. Odporni żyją w stanie ciągłej wdzięczności za doświadczenia życiowe. Nie rozróżniają  na dobre, za które należy być wdzięcznym i złe, za które nie należy. Starają się doceniać wszystko co im się przydarza.

15. Praca nad ciałem. Odporni psychicznie żyją w harmonii. Doceniają istotę energii życiowej. Dbają nie tylko o życie osobiste i karierę, ale też o ciało i zdrowie. Regularnie ćwiczą, odżywiają się zdrowo.

Dr Aldo Civico jest antropologiem współpracującym z  Rutgers University, dyrektorem International Institute for Peace, mediatorem. Przewodniczył Center for Conflict Resolution na Columbia University. Jest ekspertem w dziedzinie budowania strategii pokojowych i rozwiązywania konfliktów. W swojej karierze działał  m.in. w organizacjach walczących z sycylijską mafią. Brał również udział w pokojowych działaniach między rządem kolumbijskim a partyzantami.

oprac. marga psychologytoday.com, aldocivico.com

Ze strony: www.charaktery.eu

 
 

Nocne wieści z pałacu

03 mar

Szkolenie całkiem fajne, ale tylko ja jestem takim szarakiem.

Reszta to ludzie „na stanowiskach”. Wykładowcy, psycholodzy, terapeuci, trenerzy behawioralni, tylko ja taka szara i nijaka z tym swoim zawodem na 18 godzinach pensum, bez żadnego dorobku naukowego i tłumu przeszkolonych ludzi.

Siedzę i słucham…

Chłonę każde słowo i rozmyślam, jak samemu przeprowadzić takie szkolenie – bo tak mam zapisane w regulaminie.

Podczas kolacji rozmawiałam z prowadzącymi. Nie kryli, że mięli obawy związane z moim pojawieniem się na szkoleniu a zwłaszcza tego, że mogłabym mieć fundamentalne poglądy i chciała zrobić mentalną rewolucję a tu wręcz odwrotnie.  Bardzo zdziwieni moją postawą i poglądami, bo do mojego zawodu przypisano zupełnie inny stereotyp – „moherowy beret” a ja w ogóle do niego nie pasuję. W niejednej osobie wzbudzam pozytywne zdziwienie i aż czasami mi głupio, że moje wyważone i stonowane poglądy mogą w kimkolwiek prowokować postawę wręcz zachwytu. Może są po prostu uprzejmi w stosunku do mnie? Ot, zagadka…

Pani z mojego pokoju jest pracownikiem naukowym. Oprócz swojej pracy zajmuje się prowadzeniem psychologicznym pań, które doświadczyły przemocy w rodzinie. Bardzo mi bliski temat. Kiedyś sama rozmyślałam, czy nie założyć stowarzyszenia dla takich osób. Sama jestem ofiarą partnera chorego na schizofrenię, który nie chciał się leczyć i wiem, że w podobnych sytuacjach rodziny są pozostawione same z problemem. Chciałabym pomagać takim kobietom, ale pomagać kompetentnie. Rozmawiałam z moją współlokatorką a ona oznajmiła, że ze znajomą myślały nad utworzeniem ośrodka. Przypadek?! No, nie wiem…

Na razie dużo emocji.

Musze to przemyśleć.

Potrzeba czasu…

A na razie muszę dotrwać do końca szkolenia, czyli do niedzieli, a później się zobaczy.

A dziś muszę po prostu iść spać…

Jestem mega zmęczona…

I jeszcze taki wtręt -  wspaniale nas tu karmią. Jedzenie jest przepyszne :-D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Pocztówka z nieba :-D Potrzebna od zaraz!

28 paź

Jest ktoś, kto czeka na pocztówkę z nieba.

Dosłownie!

Pocztówka – kartka wysłana z dowolnego miejsca na ziemi do jednej osoby.

Pocztówka z dobrymi słowami, które zdziałają cuda!

Bo cudem jest uśmiech, kiedy wcale nie chce nam się uśmiechać.

Bo cudem jest nadzieja, kiedy nadzieja powoli gaśnie.

Bo cudem jest dobre słowo dla osoby, której nawet nie widzieliśmy i która dla nas nie jest nikim bliskim.

A jest osobą cudowną!!!!

Zajrzyjcie na stronę       Nie wytrzymam. Pocztówka pełna wsparcia.              i do dzieła!!!

Wysyłajmy pocztówki z magicznymi słowami!!!

 

 

Jeśli nigdy nie pożegnasz się z tym co najlepsze w Twoim życiu
Nie docenisz rzeczy, które są.
Więc najlepiej, abyś nie próbował
Zawrócić fali wydarzeń.
Czy kiedykolwiek będziesz choć trochę zadowolony?

Pocztówka z nieba
Dojdzie tam gdzie powinieneś być
Nigdy nie znajdziesz doskonałego położenia
Dopóki nie dowiesz się skąd jesteś.

Jeśli kiedykolwiek powiesz żegnaj
Bez żalu, nie spytam dlaczego.
I będę Ci życzył największego szczęścia na świecie.
Czy powinieneś kiedykolwiek zmienić zdanie,
Lub przywrócić promyk szczęścia?
Czy kiedykolwiek będziesz choć trochę zadowolony?

Pocztówka z nieba
Dojdzie tam gdzie powinieneś być!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Najładniej uśmiechają się ci, którzy najbardziej cierpią.

03 paź

najładniej

 

Wciąż przed oczami mam młodą dziewczynę. Blondynka, okrągła twarz, niebieskie oczy i uśmiech na twarzy. Wieczny uśmiech. Nie widziałam, aby kiedyś siedziała smutna, czy zamyślona. Jest głośna i wszędobylska. Słychać ją z daleka. Jeszcze jej dobrze nie widać a już wiadomo, że kręci się gdzieś niedaleko. Chodzi w parze z koleżanką. Ta dla kontrastu jest wysoka, szczupła, ma ciemne włosy i ciemne oczy. Często płacze, jest poważna, zamyślona i też głośna, ale głośna w sposób bardzo wulgarny. Z jej pięknych ust sypią się takie wulgaryzmy, że przysłowiowy szewc to przy niej mały pikuś. Dobrały się w parę. Są przyjaciółkami. Wszędzie razem. Dagmara i Klaudia. Dagmara to ta piękna a Klaudia to ta roześmiana. Obie nie mają lekkiego życia. Ojca Dagmary znałam z widzenia. Spotykałam go, kiedy razem z mężem siedzieliśmy na korytarzu przychodni psychiatrycznej. Wysoki, szczupły o ostrych rysach. Bardzo spokojny i cichy. Widywałam go na mieście. Zapamiętałam go, bo był bratem mojego kolegi z ogólniaka. Nie wiem jaką chorobę psychiczną leczył.

O Klaudii nie wiedziałam prawie nic. Wiedziałam jedynie, że jest w rodzinie zastępczej. Dziewczyny dobrały się idealnie. Obie z trudnych rodzin.

Pewnego dnia przyszła do mnie Klaudia. Sama. Porozmawiać o seksie. Najpierw zaczęła rozmowę o dojrzewaniu, okresie, dniach płodnych i niepłodnych a później z wypiekami na twarzy zaczęła zadawać pytania dotyczące współżycia.

- Proszę pani, kiedy można zajść w ciążę? No wie pani ja nie współżyję, ale chcę wiedzieć. W następnym roku będę miała 18 lat…

Spojrzałam na nią trochę dłużej.

- Nie współżyję. Jestem tylko bardzo ciekawa, bo słyszałam, że kiedy chłopak uważa to…

I zaczęła przekazywać swoje spostrzeżenia. Słuchałam cierpliwie i wiedziałam, że to nie są hipotetyczne dywagacje, tylko jej strach przed niechcianą ciążą. Ma chłopaka. Na pewno zaczęła współżyć i zaczęła się bać. Omówiłam z nią wszystkie tematy, które ją interesowały i pomyślałam, że nie zatrzymam „wezbranej rzeki”. Oboje młodzi z buzującymi hormonami. Nie zawrócę „kijem Wisły” a i nie chcę z nią walczyć wpajając jakieś umoralnienia, bo na to jest już za późno.

- Klaudia, zabezpieczajcie się.

- No wie pani! Ale to mnie nie dotyczy. Ja jeszcze poczekam. To znajoma, koleżanka…

- To powiedz koleżance, żeby nie zgadzała się na seks bez zabezpieczeń. Na pewno jest młoda a dziecko to wielka odpowiedzialność. Jeżeli nie potrafią powstrzymać się od zbliżeń, niech chociaż się zabezpieczą.

- Dobrze, powiem jej.

Minęło dwa tygodnie. Znów miałam okazję rozmowy z Klaudią, tym razem w towarzystwie Dagmary. Nie było o seksie.  Przyszły pogadać o życiu. Dagmara się nie odzywała. Mówiła Klaudia. Mówiła o swoim dzieciństwie, sytuacji rodzinnej i planach na dorosłe życie. Mówiła z roześmianą buzią, przesadną gestykulacją i częstymi spojrzeniami na Dagmarę. Słuchałam i w pewnym momencie nie zdołałam „unieść” tej opowieści. Z moich oczu potoczyły się łzy.

- Proszę pani, pani we, że jestem w rodzinie zastępczej? Nie, no i jest różnie. Pani wie, mama mnie nie chciała. Słyszałam to nie jeden raz. Mieszka z tym swoim fagasem. Kiedyś do niej jeździłam, ale zamykali przede mną drzwi. Ona mnie nie kocha. Jedyną osobą, która mnie kochała i kocha to babcia, ale babcia ma tętniaka na sercu i w każdej chwili może umrzeć. Nie chciałabym, aby umarła. Wie pani… – popatrzyła w okno i roześmiała się.

- No, to czasami smutne, tak usłyszeć od własnej matki, że nie kocha, że nie chce. Ona nawet telefonów ode mnie nie odbiera. Dzwonię do niej, ale odbiera ten jej fagas i mówi, że jej nie ma. Kiedyś tam pojechałam i on wyszedł przed dom. Powiedział, że jej nie ma a ja słyszałam jak kasłała w pokoju. Słuchać było przez uchylone drzwi. Jak ona tak może? Zostawiła nas – mnie i brata. Urodziła i zostawiła. Najpierw wychowywała nas babcia, ale później sąd zasądził opiekę u rodziny zastępczej. Pamiętam jak po nas przyszli. Była szósta rano. Leżałam w łóżku. Nie pozwolili się nawet ubrać. Pobiegłam do babci i mocno się do niej przytuliłam. Odrywali mnie od niej siłą. Ja płakałam a oni wepchnęli mnie do samochodu i powieźli do obcych ludzi. Ta rodzina jest dobra. Mam swoje miejsce. Wyjeżdżamy na wakacje. Dbają o mnie, ale ja bym chciała wrócić do babci. Wstydzę się u nich być. Wstydzę się nawet sama zajrzeć do lodówki i zrobić sobie coś do jedzenia. Niby jestem u siebie, ale oni to przecież obcy ludzie. Ciocia jest dobra, rozmawia ze mną, ale… – zawiesiła głos i znów zaczęła się śmiać.

- Wie pani, kiedyś pojechałam z bratem do matki. Chcieliśmy się z nią zobaczyć. Dom zamknięty na głucho. Trzeba było wracać. Szliśmy przez las i nagle na środku drogi pojawił się ten od matki. To kawał chłopa. W ręku miał siekierę. Powiedział, żebyśmy nigdy tu nie przyjeżdżali i zaczął nas gonić. Uciekaliśmy… Brakowało parę centymetrów, żeby nas skaleczył tą siekierą. Może ona się go boi i dlatego nie chce z nami rozmawiać. Patologia?! No nie Dagmara? – spojrzała na koleżankę i zaczęła się śmiać.

- W następnym roku kończę 18 lat i mam już plan na siebie. Wyprowadzę się. Wie pani, gdybym była sama dostałabym mieszkanie, ale ja mam chłopaka i chcę mieszkać razem z nim, no nie Dagmara. Daga nam pomoże, ma już na oku jakąś kawalerkę. Będę miała 500 zł dla siebie. No wiem, że utrzymanie nie jest łatwe, że będą opłaty i takie tam – i zaczęła po kolei wyliczać ile pieniędzy pójdzie na jakie opłaty – Mało.Wiem. I wiem, że kiedy będę miała dziecko, to nigdy go nie zostawię, nigdy mu nie powiem, że go nie kocham. Będę głodować, ale ono będzie miało co jeść – i znów spojrzenie za okno i głośny śmiech.

Słuchałam tego dzieciaka. Próbowałam jej tłumaczyć postawę matki, ale tego nie „uniosłam”.  Oczy się zaszkliły i po policzkach popłynęły łzy. Ja rozpaczam nad swoim życiem a ile ten dzieciak niesie na swoich młodych ramionach? Jaki ogromny ciężar? I ten uśmiech na twarzy. Ona nie płacze, ona się śmieje.

Jest głośna, roześmiana i hałaśliwa – i już wiem dlaczego.

Podobno najpiękniej się śmieją ci co najbardziej cierpią…

Do obejrzenia polecam film „Miasteczko bohaterów” . Link do filmu na mojej stronie google+ i na Facebookowej stronie – Och życie.. Też o „trudnej” młodzieży. Dobrego oglądania  :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Sposoby radzenia sobie z traumą.

27 wrz

W odmętach internetowego oceanu można czasami coś ciekawego wyłowić. Szukam i często znajduję. Dziś też znalazłam ciekawy list do osób przeżywających Zespół Stresu Pourazowego. Czytałam ten list i oczywiście porównywałam. Zamieszczam go w całości.  W niektórych momentach nie mogłam się powstrzymać przed komentarzami.

 Słowa Barbary Orbison:

Dał mi wtedy bardzo cenną lekcję, jak przeżyć takie sytuacje. Trzeba przez nie przejść, stawiając jedną nogę za drugą. Skupiając się tylko na jednym – że najpierw lewa, potem prawa. Należy trzymać się swojej rutyny dnia codziennego, nie wolno położyć się i szlochać. Bóg na szczęście daje człowiekowi siłę, żeby przejść przez najgorsze chwile w życiu (…) Chcę to więc powiedzieć wszystkim polskim kobietom, bo każdej kobiecie to się może przydarzyć: słuchajcie, najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to się załamać, leżeć i płakać. Trzeba iść, nawet gdy nie ma się siły. Gdy zabraknie wam siły, Bóg ją wam da. Ale musicie iść dalej, noga za nogą…

CZYNNOŚCI PRZYDATNE PRZY POWRACANIU DO FORMY

– W ciągu pierwszych dni albo gdy tylko dasz radę, wykonuj wyczerpujące ćwiczenia fizyczne na przemian z odpoczynkiem. Postępuj tak codziennie. To pomoże złagodzić niektóre reakcje fizyczne i pozwoli twojemu ciału rozładować napięcie fizyczne oraz emocjonalne, które będą narastać w ciągu nadchodzących dni. (Ja wpadłam na ten pomysł późno. Dopiero od marca tego roku zaczęłam chodzić „na kije”. Wcześniej wolałam siedzieć w jakimś dziwnym odrętwieniu, sama. Nie oglądałam telewizji i nie słuchałam radia. Dopiero od chodzenia z kijami zaczęłam słuchać muzyki. Moja muzykoterapia. Zaczęłam też na powrót oglądać coś w telewizji. Wcześniej telewizja mnie denerwowała. Różnie też jest z wychodzeniem do ludzi. Do tej pory łatwiej mi się wycofać i zostać w domu).

– Staraj się czymś zająć, nie siedź bezczynnie. Uczucia gniewu, smutku, osierocenia i oszołomienia czy wypieranie zbyt trudnych przeżyć to normalne reakcje. Nie wmawiaj sobie, że straciłaś rozum. Oczywiście, że nadal go masz, tyle że nie funkcjonuje teraz tak jak wcześniej. Tak jakby nagły gwałtowny podmuch wiatru powywracał wszystko dookoła i zakłócił ustalony porządek. Ład powróci, będzie to nowy ład. Będziesz znowu podejmować decyzje w swoim najlepszym interesie. (Podjęłam studia podyplomowe, ale mam wrażenie, że to jest ponad moje siły intelektualne. Obserwuje innych ludzi i podziwiam ich lekkość myślenia. Ja tak nie umiem. Czuję się czasami jakby wykasowano mi pamięć. Mam trudności w zapamiętywaniu i skupieniu uwagi na dłuższy czas na jednym temacie. Jest trudno).

– Mów do ludzi, rozmowa jest najlepszym lekiem jaki możesz przyjmować. Mów o wypadku ze swojej perspektywy. Mimo że niektórzy nauczyli się zatrzymywać  najcenniejsze myśli i uczucia dla siebie, to mogą oni nie zdawać sobie sprawy, że ujawniając choćby część z nich dają także innym pozwolenie na to by wyrzucić z siebie myśli i uczucia, a w ten sposób posunąć się naprzód w ich własnym leczeniu. Mówienie zachęca innych do mówienia. Oczywiście, każdy ma własne sposoby radzenia sobie z traumą i nikogo nie można zmuszać do opowiadania głośno o tym co przeżywa, jeżeli tego nie chce. Zauważamy jednak, że uzewnętrznianie myśli i uczuć związanych z urazem sprawia, iż szybciej posuwamy się naprzód w terapii niż chowając je wewnątrz. (Opowiadałam każdemu, kto chciał mnie słuchać, jakbym w tym widziała sposób ujęcia sobie ciężaru, którego nie byłam w stanie znieść. Było mi wstyd wracać wciąż do tej samej historii, ale chęć „wyrzucenia” z głowy strasznych chwil była silniejsza. Było mi głupio, że nie umiem się śmiać z żartów, lekko podchodzić do życia i niczym się nie przejmować. Wyluzowałam dopiero niedawno, ale czy na pewno? Teraz kiedy mam opowiedzieć o tym, co się zdarzyło bardzo się denerwuję. Boli mniej, ale nerwy zostały).

– Być może niektóre osoby po raz pierwszy są zachęcane do wyrażania głośno tego, co siedzi w ich wnętrzu, dlatego mogą mówić lakonicznie. W porządku,  nieważne czy wypowiedź jest przerywana czy spójna, liczy się opowiedzenie swojej historii w zakresie jakim sobie ktoś życzy. Osoby, które zostały dotknięte do głębi mogą opowiadać o swoich przeżyciach wielokrotnie,  być może wiele razy zanim zdejmą z siebie ciężar bólu. Mogą przemawiać głosem, rysunkiem, obrazem, pisaniem dziennika czy innymi sposobami na wyrażenia siebie i dzielić z zaufanymi osobami. (Robię to na blogu, ale też w gronie moich przyjaciół. Czasami mi głupio, że ich tak zadręczam. Czuję też wstyd przed tym moim pokręconym światem).

– Nie zmuszaj się, ale jeżeli możesz, słuchaj opowieści innych. Jeżeli jesteś w stanie to wspieraj tych, którzy są ubożsi zasobami, duchem, poczuciem bezpieczeństwa, ponieważ czasami wspieranie czy wypowiadanie słów zachęty pomaga zarówno mówiącemu jak i słuchaczowi. Jest wiele sposobów słuchania takich jak chociażby przebywanie razem w ciszy, położenie dłoni na ramieniu, objęcie, przytulenie, gdy inna osoba czuje się dosłownie przytłoczona i pochyla się czy płacze. (Nie umiem tego. Czuję się odrętwiała i nieporadna. Nie wiem co robić. Nie wiem co mówić. Czuję się winna złych sytuacji u takiej osoby i winna tego, że nie umiem pomóc).

– Pomóc można również tymi niezrównanymi słowami, które dusza doskonale rozumie, tymi przekazywanymi nie głosem, lecz potaknięciem głowy czy łagodnymi, pełnymi zrozumienia oczyma.

– Nie pozwalaj nikomu naciskać na ciebie ani ty nie naciskaj na innych, że “to już skończone, trzeba żyć dalej”. Poprzez smutek i ogromną zmianę psyche wstępuje w uświęcony obszar dogłębnej nauki i procesów transformujących. Cykl medialny nie jest tożsamy z twoim własnym cyklem dochodzenia do siebie. Na początku raczej doradzałabym stronienie od mediów, które mogą niechcący naruszać twoją potrzebę prywatności i przeżywania we własny sposób. Pamiętaj, że media żywią się newsami, ‘przeżuwają i wypluwają’ wszystko co wpadnie im w ręce. (Miałam możliwość wzięcia udziału w programie telewizyjnym. Długo rozmawiałam z redaktorką przez telefon. Nie wiedziałam, jak powiedzieć, że nie chcę już opowiadać o tym, co się stało. Czułam, że to i tak nie zmieni mojej sytuacji a tylko rozdrapie świeże jeszcze rany. Zrezygnowałam. Wybrałam spokój. Emocje a właściwie ich nadmiar nie jest mi potrzebna).

– Nie szukaj wsparcia u osób, których psychika i duchowość nie są mocno rozwinięte ani u tych, które ze zrozumiałych powodów czują się zmęczone toczącym się cyklem niepokoju i/lub żałoby. Polegaj raczej na współczujących i cierpliwych doradcach. (Sprawdzone przeze mnie – nic z tego dobrego nie wynikło).

– Słuchaj także siebie i mądrych ludzi, którzy sami przeszli już przez ‘coś wielkiego’, nawet jeżeli nie w pełni powrócili do formy. Jest swoistym paradoksem okazywanie współczucia sobie i innym, opiekowanie się tym co pokiereszowane aż do momentu, gdy będzie ‘wystarczająco zagojone’, a jednocześnie życie nowym życiem. Tak, ‘życie trwa dalej,’ jak się potocznie mówi, ale nacisk należy kłaść na Życie, a nie na pośpiech. Rana na duchu i psychice jest jak rana na ciele, potrzeba czasu, aby wyleczyć wszystkie tkanki.

– Poczucie osamotnienia i głęboki niepokój czy tęsknota za tym, kogo się straciło lub kto jest ranny mogą częściowo zelżeć, jeżeli przebywa się z tymi, którzy od podstaw poznali co to znaczy i przechodzili już ścieżką, którą teraz idziesz ty. Nawet jeżeli masz wrażenie, że to nie przytrafiło się nikomu innemu i jesteś zupełnie sama, to zapewniam cię, że na całym (także internetowym) świecie istnieją osoby, które wiedzą przez co przechodzisz i mogą być dla ciebie pocieszeniem. Szukaj ich, a otrzymasz ich szczerą pomoc. Po prostu ją przyjmij.

– Za każdym razem kiedy opowiadasz swoją historię, czy to w całości, czy w części, tworzysz symboliczny gest, rytuał, wydobywasz i zapamiętujesz to co najlepsze z tego, co było kiedyś. Każda rozważnie postawiona nowa bariera pomaga zapobiegać powrotowi wspomnień o wydarzeniu, które wybiło cię z codziennego rytmu. Za każdym razem gdy będziesz wracać myślami do tragedii, aby analizować i dowiadywać się czegoś ważnego, za każdym razem ktoś okaże ci troskę, za każdym razem gdy ty troszczysz się o innych, podlegasz błogosławionemu procesowi leczenia. To samo dotyczy innych.

– Staraj się nie zagłuszać swoich uczuć poprzez wycofywanie się czy nadużywanie alkoholu, narkotyków lub lekarstw. Mów otwarcie o swoich emocjach, tyle ile potrzebujesz. To ani wstydliwe, ani egoistyczne. Wiele przeszedłeś/przeszłaś. Czasami po nagłym wstrząsie lub tragedii, niektórzy próbują leczyć się sami i sięgają po cokolwiek mają pod ręką. Nie ma sensu się znieczulać używkami. Psyche jest silniejsza niż się to większości wydaje. Mimo przerażającego początku ten czas wiele ci przyniesie, to czego dowiesz się o samym sobie będzie ci pomocne przez całe dalsze życie. Dla wielu to czas osiągania całkowitej dojrzałości w nieprzewidziany, ale dobry sposób. Nie możemy sprawić, by tragiczne czy upokarzające wydarzenie nie wydarzyło się, jednak możemy sprawić, że nasze nastawienie względem niego będzie nieskazitelne.

– Proś innych o pomoc. Im naprawdę na tobie zależy. Bądź dla siebie dobrym/-ą i pozwól innym być dobrymi względem ciebie. Czasami właśnie to pomaga najbardziej. Osobom, które przeżyły ogromne tragedie i które pytają mnie, jak mogą pomóc innym, mówię: ‘bądź życzliwym.’ Osoby, które ogromnie cierpiały najczęściej zapominają wszystkie te słowa, które ktoś powiedział im w ciągu pierwszych dni, ale tym co wyryje się im na zawsze w pamięci będzie dobroć, jaką okazało się im na samym początku, kiedy najtrudniej jest stawić czoła sytuacji. Dobroć wydaje się być jakiś sposób zarejestrowana przez ciało, umysł, serce, duszę i ducha. To pamięć zmysłowa; każda cząstka naszej osobowości odnotowuje dobroć.

– Spędzaj czas z innymi. Możesz mieć potrzebę namysłu i samotności, ale nie izoluj się. Możesz też odkryć, że czasami będziesz się śmiać nawet w czasie żałoby. To nie jest żadne bluźnierstwo, to uwalniająca się  ponownie Siła Życia. To bardzo dobrze.

– Pytaj innych jak się czują. Pamiętaj, że mogą się wstydzić opowiadać nieznajomemu czy nawet przyjacielowi lub krewnemu o swoim ciężarze, chyba że zostaną zapytani. Często trzeba zapytać ich kilka razy aby uzyskać coś więcej niż ‘w porządku’, gdy tak naprawdę zdecydowanie nie są w porządku.

– Może ci się to wydawać dziwne, ale na dłuższą metę rozpamiętywanie i żałoba są bardzo męczące. Żałoba nuży i gdy mija otępienie, a psychika nadal podsuwa obrazy i odczucia towarzyszące traumatycznemu wydarzeniu, to czujemy się jakbyśmy byli wypaleni energetycznie. Odpocznij, zadbaj o siebie. Jedz dobrą, zdrową żywność. Uspokajaj i doładowuj ciało energią.

– Dobrze jest wycofać się. Nie jest żadnym lekceważeniem, jeżeli nie możesz już słuchać na temat tego co się wydarzyło. W porządku jest nie czytać gazet ani nie oglądać wiadomości. W porządku, jeżeli nie masz ochoty iść na film który mówi o wstrząsie lub utracie, aby nie rozdrapywać starych lub gojących się ran. To jak najbardziej w porządku, jeżeli nadal opatrujesz psychiczną ranę, nawet ‘już w miarę’ zagojoną, czy tylko na razie, czy na dłuższą chwilę czy na zawsze. Wszyscy osiągają jakiś punkt krytyczny w procesie wychodzenia z wielkiego wstrząsu. Zwracaj uwagę na to co mówią do ciebie ciało i umysł, czego potrzebują serce i dusza, i zapewnij im to.

– Wychodzenie ze wstrząsu nie przypomina linii ciągłej, to linia zygzakowata, czasami robi się dwa kroki w tył i trzy kroki naprzód. Trzymaj się tego. Nie ma jedynie słusznej ani idealnej drogi. To twoja droga. Zaufaj jej. Niektórzy mogą podsuwać ci różne pomysły, rozważ je, weź to co potrzebujesz i zostaw resztę. ( No to zgłupiałam ;-) . Te porady też przypominają linię zygzakowatą – zrób to, zrób tamto, ale jeśli nie chcesz, to nie rób… no dobra, ale może zrób. Izoluj się, nie izoluj się. Summa summarum – wypróbowane przeze mnie – źle jest całkowicie odciąć się od ludzi i bać się do nich wyjść. Jeśli nie rodzina to sprawdzeni przyjaciele bardzo pomogą. Mnie znajomi/przyjaciele wyciągają na koncerty,  do kina i teatru, imprezy i kawki/pogaduszki.  Są obok, pomagają nie narzucając się. Nie zasypują radami. Po prostu są.)

– Zastanów się dobrze jeżeli zgłoszą się do ciebie osoby oferujące pomoc prawną. Osoby, które zostały poszkodowane, krewni ofiar śmiertelnych oraz ci, którzy stracili dobytek, mogą rozważyć wsparcie prawne. Ale trzeba też pamiętać, że w niektórych przypadkach angażowanie się w wieloletnie procesy sądowe może odebrać ci prawo wyboru do decydowania o tym jak ma wyglądać twoje życie, a zamiast tego trzeba będzie koncentrować się na tym, jak toczy się sprawa.  Zastanów się nad tym dobrze. Jeżeli potrzebujesz prawnika, najlepiej byłoby szukać osobiście kogoś z polecenia zaufanych przyjaciół, a nie zatrudniać prawnika, który się z tobą skontaktował. (Rodzina i znajomi naciskają, abym zrobiła „porządek” z domem, z którego uciekłam. Nie chcę. Nie teraz. Sprawy w sadzie to kolejne nerwy a ja chcę odpocząć. Może kiedyś… Tak samo ze sprawami rozwodowymi. Potrzebny mi spokój.)

– Niektórzy z twoich przyjaciół i krewnych mogą nigdy do końca nie zrozumieć tego co ty jako uczestnik wydarzenia przeżyłeś/-aś skoro nie było ich tam wtedy z tobą. Czasami ci, do których zwracamy się o wsparcie, nie dają go nam wystarczająco dużo. Nie szkodzi. To właśnie dlatego często powstają grupy wsparcia dla ocalonych. Osoby skupione we  ‘własnych kręgach’ natychmiast rozumieją o czym mówią. ( W naszym mieście brak grup wsparcia dla rodzin schizofreników. Niestety :-( )

– Jeżeli zauważysz, że takie objawy jak: przepełnienie bezustannym gniewem, ciągłe pragnienie izolowania się, wysoki i niesłabnący poziom niepokoju, ciągła nadmierna czujność, powracające natrętne myśli lub retrospekcje czy pragnienie skrzywdzenia siebie lub innych, koszmary lub zaburzenia snu, przesadne reakcje na wydarzenia życia codziennego, poważne pęknięcia na najwartościowszych relacjach, to nie zostawiaj tego bez reakcji i poszukaj profesjonalnej pomocy. Bardzo często wystarczy w mechanizmie umysłu czy serca tylko dokręcić lub obluzować jeden mały element, wcale nie trzeba kompletnego zniszczenia i odbudowania całej psychiki.

– To żadna ujma na honorze, wada charakterologiczna czy porażka osobowości szukać pomocy psychologicznej, fizycznej czy duchowej. Trzeba zrozumieć, że nagłe, ciężkie wstrząsy dla ciała i umysłu mogą zachwiać reakcjami chemicznymi w organizmie. Czasami ciało potrzebuje leku, aby wyrównać poziom substancji regulujących procesy życiowe, również nastrój, nasze myślenie o sobie, a nawet umiejętność odnajdywania się w świecie. Rozmowy z terapeutą/-tką przeszkoloną w wychodzeniu z traumy pomagają rozwikłać procesy myślowe, które często ‘zacinają się’ po wydarzeniu wymagającym reagowania na zbyt wiele nagłych i silnych bodźców na raz.

– Terapia jest również po to abyś mógł/mogła mówić na temat rzeczy, o których nie chcesz wypowiadać się publicznie albo zwierzać się przyjaciołom i rodzinie. Jest także po to by uczyć się jak tworzyć życie od nowa tak jak byś chciał/-a żeby ono wyglądało, może pomóc ci znaleźć wizję i spojrzeć uważnie na perspektywy. Niektórzy wybierają terapię EMDR (ang. a eye-movement therapy – przyp. tłum.), która często skutecznie redukuje niepokój wywołany przez traumę; niektórzy wolą po prostu rozmawiać, niektórzy analizują sny, szukając symboli, które poprzez zrozumienie ich pomogą im wyzwolić się z demonów przeszłości, niektórzy biorą też lekarstwa, a także praktykują medytację, uprawiają praktyki duchowe takie jak satsang, piszą dzienniki, ćwiczą jogę, chodzą częściej na ryby, uczą się nowych umiejętności, które pomagają im odpocząć lub powracają do tego, co kiedyś było im w tym pomocne . Wielu pomaga wyrażanie się przez sztukę. Każdy bezpieczny sposób, który oddziela cię od traumatycznych wspomnień jest dobry.

– Jeżeli jesteś rodzicem, pomagaj swoim dzieciom przez cierpliwe słuchanie. To że twoje dziecko lub nastolatek nie chce mówić albo śmieje się, wychodzi z koleżankami i kolegami i mówi, że u niego/niej wszystko w porządku, wcale nie oznacza, że nie potrzebuje twojego zaangażowania. Psychika często pęka na dwie części po tym jak uczestniczy się lub jest świadkiem nagłego wydarzenia. Jedna część funkcjonuje normalnie podczas gdy druga na jakiś czas pogrąża się w oszołomieniu, bezsilności, poczuciu surrealizmu i żalu. To normalne przystosowanie, które nie wyrządza krzywdy psychice pod warunkiem, że pozostanie tymczasowym. Dwa sposoby postrzegania i myślenia zejdą się w końcu z powrotem w jedną całość. Nie bój się mówić ze swoimi dziećmi jak dorosły z dorosłym. Nie wahaj się prosić psychologa o radę czy terapię, czy to dla siebie, czy dla dziecka jeżeli uznasz, że to przydatne i/lub konieczne.

– Dobrze poprowadzona terapia uczy tego w jaki sposób umysł, działanie i duch współpracują harmonijnie (albo jeszcze nie współpracują, ale mogą to zrobić) i co czynić aby dzięki dopasowaniu oraz świadomemu wyćwiczeniu udało się je zaprząc do wspólnej pracy nad twoim udanym życiem. Dzieci zazwyczaj patrzą i naśladują to jak zachowują się ich rodzice. Jeżeli twoja reakcja była lekceważąca lub przesadzona, to zreflektuj się, powiedz o tym swojemu dziecku i dodaj, że już wiesz jak zachować się lepiej. Dzieci szybko się uczą, dojdą do wniosku, że masz rację. W procesach żałoby i wychodzenia z niej nie chodzi o to, żebyś zachowywał/-a się perfekcyjnie. Chodzi o to, żeby robić co tylko możesz.

– W późniejszym czasie znajdź coś, co sprawia, że poczujesz się usatysfakcjonowany/-a, znaczący/-a lub wzmocniony/-a. To nie muszą być wielkie rzeczy, tylko wydarzenia lub działania, które choć odrobinę zrównoważą tragedię i uczucie przytłoczenia, które przeżywasz. To dobrze, jeżeli żyjesz pełnią życia, nawet jeżeli bliskie ci osoby zostały w nagły sposób poszkodowane, skrzywdzone lub nie żyją. Tak naprawdę to jest właśnie najlepsza decyzja jaką możesz podjąć: żyć pełnią życia przez wzgląd na tych, którzy w tej chwili nie mogą lub już nie będą mogli tego uczynić. Nie należy się wstydzić chwil szczęścia i świętowania. Chwile szczęścia to wybuchająca jak wulkan czy gejzer Siła Życia, przywracająca cię do normalności. I tak powinno być.

– Kiedy czujesz się źle, nie zwlekaj, znajdź osobę, z którą możesz porozmawiać, wypłakać się i opowiedzieć o swojej złości i innych uczuciach, z jakimi nie możesz sobie poradzić. Nie duś tego w sobie. Jeżeli sądzisz, że ‘zawracasz głowę’, to pamiętaj, że ci, którzy cię kochają znacznie bardziej będą się martwić próbując domyślić się w czym problem, jeżeli zamilkniesz. Dobrze jest rozmawiać, nawet jeżeli nie czujesz się mocny/-a w wyrażaniu tego co czujesz. O pewnych chwilach w życiu po prostu warto mówić i to jest właśnie jedna z takich chwil. Mów ze względu na siebie i na innych.

– Kiedy dochodzisz do siebie po wstrząsie, jesteś szczególnie podatny/-a na zranienie. Musisz zadbać o siebie i dopilnować, żeby trzymać się rygorystycznie dawek leków, nie “leczyć” się samodzielnie środkami wpływającymi na psychikę (alkohol, leki psychotropowe, tabletki nasenne, narkotyki) ani nie podejmować żadnych szczególnie ryzykownych zachowań takich uprawianie seksu bez zabezpieczeń.

– Jeżeli trzymasz się jakiegoś systemu duchowego, to na pewno to w co wierzysz będzie ci pomocne. Trzymaj się swoich praktyk. Tym, których do metafizyki i religii wiele lat wcześniej zniechęcił czynnik ludzki, radziłabym aby nie trzymali się teraz z daleka od tego rodzaju duchowości, która przynosi uzdrowienie. Poszukaj raczej ludzi o głębokiej mądrości i wnikliwym spojrzeniu na życie, którzy są błogosławieństwem dla duszy; na świecie jest ich całkiem sporo, niektórych znajdziesz w szeregach wiernych zorganizowanych religii, a niektórzy wędrują sobie po świecie duchowym jako wolni strzelcy. Sprzymierz się z nimi, będą dla ciebie prawdziwym lekarstwem.

– Wspomnę tylko na koniec o mojej osobistej filozofii, która sprowadza się do stworzenia kategorii ‘Sprawy Boga’, ponieważ dla niektórych rzeczy zupełnie nie potrafimy znaleźć sensu, mieć nad nimi kontroli czy nawet ogarnąć umysłem. Wypadki są niezrozumiałe.  Zrządzenia losu nie podążają za prawami logiki ani racjonalnymi wyjaśnieniami. Zło jest z definicji bezsensowne. Niektóre rzeczy, wydarzenia, rezultaty na zawsze pozostaną ‘Sprawami Boga’, rozumianymi tylko przez Większą Mądrość, która ma współczucie i miłość nie tylko dla tych, których straciliśmy, ale także dla nas samych.

– Wszyscy chcielibyśmy być silni i odważni w obliczu katastrofy i nagłego wywrócenia życia do góry. Wszyscy chcielibyśmy wtedy wykazać się wytrzymałością i pomagać innym. Dlatego właśnie powinieneś/powinnaś pomóc sobie tak jak pomagałbyś/pomagałabyś innym, pozwalając swoim uczuciom i myślom wyrażać się na zewnątrz i szanując samego/samą siebie.

I ostatnia rzecz: na całym świecie są mężczyźni oraz kobiety, którzy z wielką mocą modlą się. Mamy ciebie na uwadze i już wysyłamy ci anioły, które będą nad tobą czuwały i prowadziły cię. Prosimy cię, żebyś ty wraz z tymi, których kochasz byli spokojni i bezpieczni, żebyście dostrzegali cuda, jakie mogą mieć miejsce w tym czasie i tak szybko jak się da wasze życie powróci do normalności. Będziemy czuwać i palić świece w twojej intencji. To nasz pomysł na zwalczanie ognia ogniem (ang. fighting fire with fire – przyp. tłum.).

Dlatego podczas dochodzenia do siebie, prosimy wesprzyj się naszymi modlitwami.

Dr. Clarissa Pinkola Estés

Ze strony: biegnaczwilkami.wordpress.com

Niektóre rady – zwłaszcza te o pomocy innym, również pokrzywdzonym, lub załamanym są dla mnie (teraz) nie do przyjęcia. Jak „ślepy” może prowadzić ” „ślepego”. Przerobiłam to i wiem, że nic z tego dobrego nie wynikło. Osoby w traumie, które sobie „pomagają” jeszcze bardziej się ranią i dołują. Potrzeba fachowej pomocy a nie miejsca pod „złamanym” skrzydłem.  Poza tym jeżeli ktoś nie może sobie poradzić ze swoim „światem” nie pomoże innym. Jedyne co zrobi to przerzuci swoje problemy na tego drugiego.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Nie każdy uśmiech jest dowodem szczęścia. Bycie miłym to…

15 lip

No i kupiłam! Kupiłam ją! Nie, nie chodzi o najpiękniejszą sukienkę czy nową parę przepięknych bucików! O nie!

Bycie_milym_okladka

www.charaktery.eu

Przede mną leży nabytek o którym jest ostatnio głośno – czyli książka Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo”. Wiem, że to przekleństwo. To, że jestem z gatunku „miłych” wiem nie od dziś. Przyklejony uśmiech do twarzy w każdej sytuacji. Jestem zła, w środku buzuje gniew a na ustach uśmiech. W oczach łzy, ale na ustach uśmiech. Nie zgadzam się na jakieś zachowanie, na obraźliwe słowa, na to żeby ktoś zajmował mój cenny czas, ale UŚMIECH. Przestępuję z nogi na nogę, zerkam na zegarek, krzywię się, spoglądam w dal, ale… no wiecie już co, to na uś… ech… Właśnie z piersi wyrywa się westchnienie. Ech… w mordę jeża. A gdyby tak zacząć krzyczeć, zabluzgać szpetnie, „przylutować” w te okropną facjatę – tylko czyją? Moją czy tego rozmówcy, z którym się nie zgadzam? Ale nie, tak nie można, przecież trzeba być miłym…

W wyobraźni pojawia się mała, grubiutka dziewczynka z mysimi warkoczykami. Ma pięć, może sześć lat. Uczy się żyć. Wszędzie jej pełno. Obserwuje swoich rodziców, przebywa z rodzeństwem. Kiedy zaczyna się zachowywać za głośno mama mówi: nie kłóć się, oddaj tę zabawkę siostrze/bratu, ustąp, pomóż, słuchaj mnie w końcu, jaka ty jesteś głupia, itp. Kiedy mała udaje, że nie słyszy wtedy dobiega ją krzyk: jesteś okropna, tak nie można, trzeba się dzielić, trzeba ustąpić, oni są starsi, oni są młodsi, itp. Dobra siostra zawsze pomaga, wspiera, nie krzyczy, dzieli się, NIE MA SWOJEGO ZDANIA, bo jest cieniem innego rodzeństwa i posłuszną córeczką. W oczach łzy a na buzi uśmiech, bo mama się nie myli, jest autorytetem, wzorem, tak głośno krzyczy i ma twardą rękę. Więc lepszy unik niż bolesny klaps, albo łzy w jej oczach i wyrzut w słowach: „Widzisz do czego mnie doprowadziłaś, znów przez ciebie płaczę. I tak mam ciężko a ty zamiast mi pomóc jeszcze przeszkadzasz”.

Mała dziewczynka prosi tatusia siedzącego przed telewizorem:

- Tatusiu chcę siku. W tamtym pokoju jest ciemno. Proszę, chodź ze mną! Proszę! – zbliża się ostrożnie do ojca – Tatusiu!

- Czeegoo!! – wrzeszczy rozgniewany ojciec – Czego chcesz!!! Nie przeszkadzaj!! – i padają niecenzuralne słowa zakończone zdaniem – z gnojami tylko same problemy!

Mała stoi struchlała ze strachu a dookoła maleńkich stópek rośnie mokra kałuża. Po buzi płyną łzy. Ojciec nie zwraca uwagi na „gnoja” a ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami, w których maluje się mieszanka strachu, bólu i czci dla „tatusia”, bo tatuś ją kocha a ona przeszkadza mu oglądać telewizję… Ona jest taka niedobra… Mała rośnie i staje się dorosła. Ziarno zasiane w dzieciństwie „plonuje” w dorosłości. Nauki rodziców płynące z ich postępowaniem nie poszły w las. Rodziców już dawno z nią nie ma, ale ona w dalszym ciągu boi się mieć własne zdanie, bo nie można nikogo denerwować, trzeba być uległym i uśmiechniętym, bo jak kogoś zdenerwuje to … A ona tak chce być kochana i czuć się potrzebna.

Tak. Bycie miłym to przekleństwo.  Przekleństwo uśmiechniętej „japy”. Mili nie potrafią reagować „umiarkowanie”. Jest albo „cud, miód” albo agresja. Agresja nie w sensie przemocy fizycznej, ale krzyku, w którym dominują wulgaryzmy. Ich emocjonalność to kocioł przykryty szczelnie pokrywą. Z zewnątrz piękna emalia, ale w środku się gotuje. Wytwarza się ciśnienie, które od czasu do czasu „zrzuca” pokrywę i wyłazi wrzeszczący, wulgarny, rozgniewany potworek, który z miłym nie ma nic wspólnego. I w tym momencie Jacqui Marson, czyli autorka książki przybywa z odsieczą i uczy w jaki sposób „uchylać” pokrywę powoli, aby „para” wydobywała się w sposób kontrolowany i nie robiła nikomu krzywdy. W książce jest mnóstwo wskazówek jak postępować, ćwiczeń, podpowiedzi jak panować nad „byciem miłym”.

A teraz ciekawostka. O czym świadczy, albo nie, inaczej – w jaki sposób ludzie odbierają uśmiech stale przyklejony do twarzy? Większość powie to: że jesteśmy mili, przychylni, pozytywni i wszyscy nas wtedy lubią! Otóż nie! Autorka książki tak to tłumaczy: Ewolucjonizm wskazuje na naczelnych (czyli małpy) jako protoplastów rodzaju ludzkiego. Co oznacza u małp człekokształtnych pokazanie uzębienia? Ni mniej ni więcej tylko: Wycofuję się! Nie jestem groźny! Uśmiech z pokazanymi zębami wcale nie oznacza radości. Może oznaczać strach. Uśmiech samymi wargami, bez odsłaniania zębów oznacza nawet poddaństwo. Atawizm przeniesiony na ludzi. No i wiadomo dlaczego ludzi uśmiechniętych postrzegamy jako słabszych, niekompetentnych, zagubionych, mniej ważnych. W niektórych sytuacjach lepiej się nie uśmiechać (i nie chodzi tu o pogrzeb), bo to będzie oznaką naszej słabości, niekompetencji i wycofania. Rada szczególnie ważna dla młodych nauczycieli „Nigdy nie uśmiechaj się przed Bożym Narodzeniem!” W pierwszym semestrze należy pokazać bardziej asertywną, ostrzejszą wersję siebie, aby zdobyć autorytet i szacunek. A później, w drugim semestrze można już spróbować być sobą i częściej się uśmiechać. Działa!!

Nasz uśmiech nikogo nie zmieni. Nie wpłynie cudownie na czyjeś postępowanie, niestety nie ma się co oszukiwać. Cudów nie ma! Sami też nie zmieniamy się od razu, ale ewoluujemy stopniowo, po trochu. Jest to ciężka, mozolna praca nad przemianą SIEBIE.

Oglądamy mnóstwo filmów, w których następuje cudowna, nagła przemiana kogoś. Ktoś był zły i nagle przeżywa moment oświecenia, cud i zmienia się diametralnie. Fabryka snów Hollywood nazywa to „klamrą odkupienia” i filmy z taką właśnie klamrą mają największą oglądalność. Na czym to polega? Klasyczna historia: chłopak spotyka dziewczynę, chłopak traci dziewczynę i w końcu ją odzyskuje. Odkupienie polega na tym, że jeden z bohaterów albo oboje diametralnie się zmieniają, bardzo często mają jakiś przebłysk w głowie, chwilę oświecenia czy zrozumienia, co doprowadza do szczęśliwego zakończenia. Film jest filmem a życie życiem. Jedyna prawdziwa zmiana postępowania jest tylko taka, którą wprowadzimy świadomie. Nie oczekujmy od innych, że staną się tacy, jakimi byśmy chcieli, żeby byli. To się nie uda!

Autorka podaje Kartę Osobistych Praw Podstawowych. Oto one:

  • Mam prawo wyrażać własne uczucia.
  • Mam prawo być sobą.
  • Mam prawo odmawiać.
  • Mam prawo do błędów.
  • Mam prawo do zmiany zdania.
  • Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
  • Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
  • Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
  • Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych.

 

I teraz parę praktycznych metod, aby podkreślić ważność własnej osoby:

  • Zaneguj własne krytyczne myśli i dawne zasady.
  • Osłabiaj wewnętrzne głosy krytyczne.
  • Przestań mówić „muszę” i zamień je na „chcę” lub „mogę”

 

Tak wiele treści a książki nie doczytałam jeszcze do końca.  Marson podkreśla też wielkie znaczenie mowy ciała w kontaktach z innymi, ale o tym później. Na dzisiaj to i tak dużo…

Na podstawie książki Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić nie.” Muza S.A. Warszawa 2015.

Fragment książki do przeczytania na stronie Charaktery.eu

 Kiedyś zrobiłam wpis o „Trzech dobrych rzeczach na dzień” – okazało się, że porada pochodzi z książki „Bycie miłym to przekleństwo”.  :-D

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Flare ;-) – Zabłysła niczym błyskawica podczas burzy. Like…

08 lip

„To co w życiu ważne…
Czuje każdy z nas…
To co w życiu ważne…
To w sobie masz od lat…
Świat się ciągle zmienia
Już go nie dogonisz…
Ale wiem, że możesz… być szczęśliwy tu…”

Ania Dąbrowska

Wakacje!

Bardzo spokojne! Nareszcie bezpieczne! Nareszcie…

Gdybym mogła namalować ten mój stan. Położyć na stole ogromną białą kartkę, wziąć kolorowe farby i namalować to, co jest we mnie w tej chwili to byłyby to kolory tęczy. Wiem, obecnie niezbyt pozytywna konotacja – bo środowisko gejowskie i tego typu pierdoły, tylko środowisko chrześcijańskie zapomina, że tęcza jest symbolem przymierza Boga z Narodem Wybranym. PRZYMIERZA – czyli zgody, akceptacji, miłości, tolerancji, zrozumienia. Ok. Nie ma co się zagłębiać w „politykę” postrzegania tęczy. I tak każdy będzie widział to, co będzie chciał.  To co ma w duszy. Przypomina mi przypowieść zen o tytule „Krowie placki i posąg Buddy”. Oto ona:

Jeżeli twój umysł jest czysty, świat, w którym żyjesz, też będzie dobry i pełen harmonii. Widząc w drugiej osobie demona, fundujesz sobie życie w piekle. Jeżeli zobaczysz w drugim człowieku anioła, będziesz żył w niebie.

Pewnego dnia Su zaprosił przyjaciela, mistrza na herbatę. Usiedli po turecku na podłodze, delektując się smakiem herbaty i gawędząc.

- Powiedz do kogo jestem podobny? – spytał Su.

- Przypominasz Buddę – odpowiedział mistrz.

Su uśmiechnął się i rzekł:

- Hmm, ty za to wyglądasz jak krowi placek!

Mistrz zaśmiał się, ale nic nie powiedział. Su uznał, że udało mu się zwyciężyć tanim kosztem.  Wrócił do domu i nie kryjąc satysfakcji opowiedział o wszystkim siostrze.

„Bracie, to ty przegrałeś! To jak postrzegasz świat, zależy od twojego umysłu. To, że mistrz powiedział, że przypominasz Buddę świadczy o tym, że jego umysł jest umysłem Buddy. To, że ty widzisz w nim krowi placek, świadczy jedynie o tym, że twój umysł to jedne wielkie łajno!”, śmiała się dziewczyna. Su zawstydził się  i zrozumiał, że przegrał z mistrzem w potyczce na słowa. 

Nasze zachowanie uzależnione jest od postawy umysłu. Jeśli twój umysł jest zanieczyszczony, w drugiej osobie też będziesz widział tylko brud. Jeśli w twoim umyśle jest Budda (Bóg), każdego kogo spotkasz będziesz traktował jak Buddę (Boga). To umysł warunkuje postrzeganie świata – jeśli patrzysz na świat z żalem, gdziekolwiek pójdziesz wszędzie będzie ponuro i nieciekawie; jeśli w twym sercu świeci słońce, świat też jest pełen blasku.

(na podstawie „Chiński zen. Droga szczęścia i spokoju. Wu Yansheng, Olesiejuk, 2014)

To tak na temat postrzegania i poczucia szczęścia.

Wczoraj jeden z moich wpisów „zajaśniał”. Zabłysł likami ;-) Ktoś musiał go wstawić na Facebook a inni polubić, bo nagle tych „lików” pojawiło się 358 i liczba wciąż rośnie. Nie wiem gdzie jest ten wpis, kto go „wypromował”. Widzę tylko rosnącą liczbę polubień i liczbę wejść na wpis o tytule Magda, miłość i rak” – towarzyszenie osobie chorej. Jeżeli ktoś udzieli mi satysfakcjonującej odpowiedzi i zaspokoi moją ciekawość będę mu wdzięczna. Ogromnie!!! Za odnalezienie „zguby” czeka nagroda – coś z robionej przeze mnie biżuterii, może śliczna bransoletka z czerwonej ceramiki?! Dajcie znać (w komentarzach lub na mail: anulazet@wp.pl), jak będziecie mieli jakieś wiadomości co do „miejsca przebywania” mojego wpisu. Pierwsza osoba zdobywa nagrodę!!!!  

Wczoraj zadzwoniła do mnie moja znajoma. I znów ogromne zdziwienie! Ania jedzie w sobotę ściąć włosy, żeby oddać je na potrzeby fundacji. Jakiej fundacji?! No?! Życie potrafi zaskakiwać!!!! Fundacji Rak’n Roll „Daj włos!”. Gęba mi się rozdziawiła!!! Ania ma przepiękne, długie włosy. Gruby, blond warkocz i chce je ściąć!! Oddaje włosy dla fundacji założonej przez Magdę Prokopowicz, dla kobiet chorych na raka, które po chemioterapii straciły włosy. Fundacje „oddaje” tym kobietom pewność siebie i piękno – bo dla wielu włosy są takim wyznacznikiem – kobiecego piękna, godności, pełni. Oddaje je w podarowanych perukach. Oto co można przeczytać na stronie poświęconej tej akcji: Obecnie w Polsce peruki z naturalnych włosów są tylko częściowo refundowane przez NFZ, a dopłata do nich jest wyjątkowo wysoka. W odpowiedzi na tą sytuację ruszyła akcja „Daj Włos!”. Każdy, kto chce obciąć włosy, może to zrobić w dobrym celu – na peruki dla kobiet w trakcie chemioterapii. Angażujemy do współpracy zakłady fryzjerskie, które ścinają włosy w odpowiedni sposób, a następnie przekazują je nam. Dalej wędrują do perukarni Rokoko, która robi doskonałe, wygodne i piękne peruki. Te są przekazywane za darmo kobietom, które walczą z rakiem. Dzięki temu mogą wyglądać znacznie lepiej i mają więcej siły w drodze do zdrowia.

Pięknie! Anulka jesteś wspaniała!!!! <3 

Trochę zaczerwieniło się na moim wpisie, ale wszystkie czerwone literki są aktywne, czyli przenoszą na inne, bardzo ważne strony!!! Wystarczy na nie „klikać” i przekonacie się!

No i jak tu nie mówić, że nareszcie jest dobrze! Nie, nie jest dobrze jest … wspaniale! Młodzież powiedziałaby, że jest za….ście, ale ja jako powściągliwy belfer nie mogę… Ale gęba mi się śmieje i gdyby nie uszy to uśmiech byłby dookoła głowy.

I na koniec coś do posłuchania. Moja ukochana Ania Dąbrowska (Anki jednak są SUPER)

 
 

Trudny temat – „Feminoteka” i kultura, która kulturą nie jest.

24 cze

„Kiedy ktoś mnie wysłucha, mogę zobaczyć mój świat w całkiem nowym świetle i pójść dalej. To zdumiewające, jak na pozór nierozwiązywalne problemy nagle dają się rozwiązać, gdy ktoś Cię słucha.”

– Carl Rogers

Znam pewną kobietę. Ostatnio częściej rozmawiamy i dzięki temu mogłam poznać ją lepiej.  Na pierwszy rzut oka to zwyczajna pani, jakich wiele. Ma męża, dwoje dzieci,  pracę, radości, smutki – jak inne kobiety. Niczym się nie wyróżnia. Niczym… oprócz jednego – trzyma każdego na dystans. Lubi się śmiać, żartować, lubi towarzystwo innych, ale temu wszystkiemu towarzyszy wrażenie, że wszytko jest powierzchowne, płytkie, tymczasowe. Czasami podczas rozmowy wystarczy czyjeś niedomówienie, jakieś nieprzemyślane słowo, czy gest, albo spojrzenie a ona jak płochliwe zwierzątko wycofuje się, milknie a czasami wychodzi. Mnie w jakiś osobliwy sposób zaufała. Pewnego dnia poprosiła o spotkanie. Nie chciała spotkać się w domu. „Zbyt piękna pogoda” – powiedziała – „Spotkajmy się w parku. Dobrze?”. Dla mnie bez różnicy. Nawet lepiej, bo bardzo lubię przesiadywać „na łonie natury”.

bench-384611_640Siedziałyśmy w miejskim parku. Pod olbrzymią, zieloną lipą. Przed nami w piaskownicy bawiły się dzieci. Obce dzieci. Jej są już dorosłe. Jedno kończy studia a drugie zaczyna. Została z mężem i przeżywają „syndrom pustego gniazda”. Cisza i pustka w domu. Mąż na kolejnej delegacji, więc ona ma czas tylko dla siebie. Może posiedzieć i pogadać ze znajomymi.

Spokojne, ciepłe popołudnie. Zielony cień, dziecięce głosy, szelest wody w fontannie i my dwie na ławeczce.

- Super tak sobie posiedzieć. Prawda? Piękna pogoda i…

- Nie chciałam rozmawiać o pogodzie – przerwała mi.

- A widziałaś te super ciuchy w …

- Nie chcę rozmawiać o ciuchach. Ja… ja muszę ci coś powiedzieć! Muszę to z siebie wyrzucić! Już więcej tego nie zniosę! – wykrzykiwała kolejne słowa.

- Spokojnie. Nie krzycz. Zobacz, dzieci się odwracają i patrzą na ciebie wystraszone – uśmiechnij się do nich, bo inaczej będą myślały, że złościsz się na nie – desperacko chciałam zmienić temat. Nie udało się.

- Tylko tobie to mogę powiedzieć…

- Jeżeli to jakiś problem, to nie wiem, czy będę w stanie ci pomóc. Ja nie udzielam rad.

- Nie, chodzi tylko o wysłuchanie.

- A mąż?

- Nie… on nie może o tym wiedzieć.

- Jakaś zdrada? – zapytałam z głupkowatym uśmiechem.

- Nie. Tajemnica. Tajemnica, którą noszę w sobie już od bardzo dawna. Nikomu nie umiałam o tym powiedzieć, tak samo jak nie umiałam nikogo tak naprawdę pokochać i nikomu do końca zaufać.

- Przecież masz męża?! Nie mów, że nie jesteś z nim tak blisko, żeby nie gadać o wszystkim.

- Ja z nim byłam. Jestem przecież… Pozwalałam na zbliżenia. Oboje mamy dwoje wspaniałych dzieci. On mnie kocha, ale ja jego… Nie wiem? Nie wiem czym jest prawdziwa miłość. Jestem z nim. Nie, nie zdradzam go, ale jestem obok. Wiesz o co chodzi? On też wie… Mówi mi o tym i pyta co ma zrobić? Prosi, żebym powiedziała o co chodzi, ale nie naciska. Mówi, że przeszkadza mu ten mur między nami, ale kocha. Kocha za siebie i za mnie. Wiem, że nie jest mu łatwo. Wiem, ale nic nie mogę z tym zrobić. 

Słuchałam i nie mogłam się domyślić w czym tkwi problem. Co chce mi wyjawić?

- To się stało, kiedy miałam 13 lat…

Patrzyłam na nią bez słów. Siedziała skulona i patrzyła w ziemię. Po chwili usłyszałam cichy głos.

- Poszłam sama do lasu i tam spotkałam dwóch kolegów. Pierwszy był pełnoletni a drugi był starszy ode mnie o rok. Młodszego znałam ze szkoły. Bardzo mi się podobał. Podkochiwałam się w nim a tego starszego nie znałam. Później się dowiedziałam, że mieszkał w naszej wsi, ale wyjeżdżał do pracy w dużym mieście. Obaj zaczęli ze mną rozmowę. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, szukaliśmy grzybów. W końcu młodszy powiedział, że musi już iść. Został starszy i zaczął głupio żartować. Zaczął coś mówić o mich piersiach. Zaczął dotykać moje włosy, ramiona i niby przypadkiem dłoń opadła na moją pierś. Odsunęłam się jak oparzona. Odtrąciłam jego ręką. Roześmiał się jakoś tak głupio i stwierdził, że właściwie to jestem dobrze rozwiniętą dziewczyną i pewnie też tego chcę. Nie rozumiałam o co chodzi. Czego niby mam chcieć? Zaczęłam się bać. On przestał być uprzejmy i uśmiechnięty. Jego ręka znów wylądowała w okolicy moich piersi. Szarpnęłam się do tyłu. Złapał mnie mocno za dłoń i wykręcił. Zabolało. Chciałam wyrwać wykręconą rękę, ale jedynie co zrobiłam, to upadłam na ziemię. Szarpałam się a on nie puszczał. Strasznie się bałam. Czułam jego ręce wszędzie. Zaczęłam krzyczeć a wtedy on zakrył moje usta dłonią i powiedział „Nie krzycz dziwko! Chcesz tego! Wszystkie tego chcecie!”. Ja nie chciałam. Nie rozumiałam, czemu on mi to robi.  Chciałam się wyrwać i nie mogłam. Gdzieś z boku zobaczyłam leżący nóż. Pomyślałam, że gdybym się do niego dostała, to wtedy mogłabym się przed nim obronić. Walczyłam. Próbowałam. W końcu udało mi się doszarpać do noża. Ostatkiem sił ujęłam za ostrze i przejechałam nim po jego dłoni. Zasyczał z bólu i krzyknął „nożem ty szmato!”. Rozluźnił uścisk i mogłam się wyszarpać z pod niego. Poderwałam się na nogi. Osłoniłam się porwaną bluzką i uciekałam najszybciej jak umiałam. Nie oglądałam się za siebie. Wpadłam do domu. Na szczęście nikogo nie było. Byłam brudna. Brudna na ciele i brudna w środku. Brudna… Nie rozumiesz o czym mówię! Ty nie wiesz na czym polega być brudnym, czuć się szmatą, nic nie wartą osobą. Dobrze, że nikogo nie było w domu. Mogłam spokojnie się umyć. Przebrać. Nikt się nie dowiedział. Nikt. Dalej byłam córką i siostrą. Taką fajną i uśmiechniętą. Pomocną, dobrą, grzeczną, cichą.  Od tamtej pory nie ufam nikomu. Staram się żyć normalnie, ale w środku siedzi lęk i przerażenie. Lęk przed mężczyznami. Lęk przed zbliżeniem seksualnym. Nie ufam ludziom. Nienawidzę mężczyzn. Widzę w nich tylko zagrożenie. Zaufałam tylko jednemu – mężowi. Jest bardzo spokojnym człowiekiem. Spokojny i cierpliwy. Czasami ma mi za złe tą moją oziębłość, ale nie dopytuje. Patrzy mi w oczy i mówi, że kocha za nas dwoje. Często wyjeżdża i nie ma go w domu. Rozumiem go. Wiem jak mu ciężko. Czasami sama bym od siebie uciekła, wyjechała, żeby  uciec od swoich wspomnień , ale nie da się. Wszystko siedzi w głowie… 

Zapadło milczenie. Ona mi zaufała a ja… Ja nie wiem, jak jej pomóc. Co zrobić? Co powiedzieć, żeby nie urazić? Jakich słów użyć?

- Myślałaś o terapii?

- Myślałam, ale najpierw dzieci były małe, później… Wiem, że to marne wymówki. Nie wiem, czy terapia coś pomoże? Wszyscy mają w nosie takie problemy. Nawet moja rodzina nie wie, co się stało. Mogliby powiedzieć, że sama się prosiłam, że mogłam nie iść sama do lasu, nie rozmawiać z tymi chłopakami i nie szczerzyć do nich zębów. Sama wiesz, jakie jest najczęstsze podejście do zgwałconych kobiet. Pogardliwe spojrzenie i powiedzenie „Sama tego chciała”. Nie wiem, czy terapia pomoże? Nie jest mi łatwo o tym mówić. Nie wiem…

- Pomoże. 

- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Zrobiło mi się lżej. Nareszcie komuś opowiedziałam o mojej historii. Bardzo ciężko żyć z tym lękiem. Z takim ciężarem.

-Wiem, że ciężko żyć z lękiem, ale ja nie jestem w stanie ci pomóc. Ja mogę tylko wysłuchać, nic więcej. Wiesz, mam namiary na fajnych terapeutów. Może chcesz numer?

- Pomyślę. Jeszcze nie jestem gotowa,

- Myślę, że jesteś. Mnie zaufałaś a oni będą umieli ci pomóc. Życie z oswojonym lękiem jest zupełnie inne…

Popatrzyła na mnie i nic nie powiedziała. Siedziałyśmy dalej bez słów w tym zielonym cieniu wsłuchane w dziecięce głosiki dobiegające z piaskownicy…

Na stronie fundacji „Feminoteka” obejrzałam spoty reklamowe dotyczące przemocy wobec kobiet. Pierwszy:

Słowa też gwałcą:

Przemoc wobec kobiet:

i następny:

Płakałam, jak je oglądałam…

Na tej stronie zobaczyłam też sformułowanie „kultura gwałtu” i zaśmiałam się. Taki głupi oksymoron. Kultura ma pozytywne znaczenie a gwałt mocno negatywne. Ktoś połączył te dwa terminy. Zastanawiałam się, jak można mówić o kulturze w przypadku takiego postępowania? Na czym ta kultura ma polegać? Ma dotyczyć tego, kto stosuje przemoc? On ma ładniej gwałcić? Śmieszne i nielogiczne, pejoratywne. Kto to wymyślił? Przeczytałam wyjaśnienie i niestety musiałam się z nim zgodzić. Martha Burt opracowała 13 najczęściej wypowiadanych stwierdzeń na temat gwałtu na kobietach. Przeczytałam je. Niestety, słyszałam je wszystkie, wypowiadane przez różnych ludzi. 

Osoba, która doznała tego typu przemocy wymaga ochrony, specjalnego, delikatnego traktowania. Pozostaje w niej trauma na całe życie. Strach, który nie zniknie, uprzedzenie do ludzi a zwłaszcza do mężczyzn. O psychologicznych konsekwencjach gwałtu można przeczytać na stronie Instytutu Psychologii Zdrowia. To bardzo trudny temat, ale warto o nim mówić.

Od jakiegoś czasu po internecie krąży petycja do podpisania „Stop gwałtom”.  Ja już podpisałam. Jeżeli masz ochotę przeczytać i też podpisać klikaj na aktywny link.

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii Film, Internet, Życie

 

Moje ciało się zbuntowało. Problemy psychosomatyczne.

29 kwi

woman-737438_640Już Platon mówił, że nie można patrzeć na człowieka tylko przez pryzmat ciała. Człowiek to dusza/psyche i ciało/soma.  Te dwie rzeczywistości są mocno ze sobą połączone. Jedno wpływa na drugie.

W artykule „Zaburzenia psychosomatyczne” przeczytałam: „Problemy psychosomatyczne pojawiają się zawsze, kiedy usiłujesz zaprzeczyć swoim własnym uczuciom, zepchnąć do podziemi swój lęk albo gniew, kiedy nakładasz maski bohatera, siłaczki, wyluzowanego gościa, „oazy spokoju”, siostry miłosierdzia, człowieka sukcesu, biznesmena, troskliwego męża albo ojca, oddanej żony czy matki itd. !!!!

Już kiedyś po ogromnym stresie znalazłam się w szpitalu z chorobą skóry niewiadomego pochodzenia. Lekarze myśleli nawet, że jest to choroba zakaźna, więc trafiłam do takiego właśnie szpitala – zakaźnego. Byłam tam przez tydzień. I teraz miałam powtórkę z rozrywki. Tym razem nie było uczulenia, ale…

W niedzielę bolało mnie gardło. Myślałam przejdzie. Nic nie szkodzi. We wtorek miała być wizyta u terapeuty. I niestety… Ciało się zbuntowało.

Jeszcze w poniedziałek było względnie dobrze.

We wtorek rano, niestety, przestałam mówić.

Na terapię poszłam. Wizyty nie było przez dwa tygodnie i szkoda mi było sesji. Poza tym we wtorek wiedziałam o czym chcę mówić, ale… niestety zamiast mówić szeptałam, albo chrypiałam tak, że nie można było zrozumieć, o co  mi chodzi.

W gabinecie powiedziałam:

- Ciało się zbuntowało. Nie mogę mówić.

Terapeuta na to:

- To prawda. Twoje ciało ciebie chroni. Mówi, żebyś dała mu czas, dała mu odpocząć, żebyś nie mówiła.

- Ale ja chcę mówić.

- Głowa może i tak, ale ciało nie. Idź do domu. Weź antybiotyk. Odpocznij.

- Ale w następnym tygodniu nie będę mogła przyjść. Mam matury. Dopiero za dwa tygodnie.

- To zrobimy wakacje. Odpocznij. Dbaj o siebie. Zaopiekuj się sobą.

Wszystko to prawda. Wszystko, ale ja bym chciała już „dobiec” do końca terapii. Już skończyć. Nie wiem dlaczego tak się spieszę, dlaczego mnie to tak denerwuje, że jestem taka powolna, tak to długo trwa. Wciąż uczę się pokory. Cały czas myślę, że wszystko można szybko, już. Przed wizytą mam wszystko poukładane, obmyślone, nawet dialogi mam opracowane. A na sesji – blokada. Uśmieszek na ustach, który mnie samą denerwuje. Trudność w mówieniu, określaniu emocji, ucieczka w inne tematy. Terapeuta mówi „powoli, spokojnie, mamy czas”. A ja się denerwuje, bo wiem, że mogłabym inaczej, że mogłabym się w końcu otworzyć.  Spieszę się, jakbym chciała nadrobić wszystkie te „stracone” lata i miała czas, aby dobrze pożyć a tu takie spowolnienia.

Na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Niestety.

Do poczytania dwa artykuły:  artykuł o zaburzeniach psychosomatycznych   i   Czym są zaburzenia psychosomatyczne?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Życie