RSS
 

Notki z tagiem ‘Przyjaźń’

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Siedem minut po północy… ;-)

31 gru

Minęła środa z terapią

Czwartunio

Dziś piątunio

… a właściwie sobota…

Odpoczynek

Młody załatwiał swoje sprawy. Ja oczywiści robiłam za taksówkę. Dla Małej kupione dwa opakowania śtucnych łogni.

Znaczy Sylwester tuż, tuż.

Dobrze mi się śpi w nocy…

Przejrzałam niedawno stare zdjęcia i pomyślałam, że dziwna ze mnie babka. Piękna kobieta, która ma tak „nasrane” w głowie, że nie widzi swojej wartości.

Chodzę na te sesje i wciąż jestem wycofana. Wciąż coś dukam, jestem strachliwa, ustępuję…
A czego mi brakuje???
Oprócz poczucia własnej wartości i pewności siebie – niczego.
Kurde, niejedna baka chciałaby wyglądać jak ja, tak sobie dawać radę.
Wtf!!!!
A ja taka trusia, taka dupa, za przeproszeniem!!!!
Babo, podnieś łeb do góry i spójrz normalnie na świat…

Jak ja się uchowałam przez te wszystkie lata??? Dlaczego tak pozwalałam sobą pomiatać???
A w gabinecie siedzi cień kobiety a nie ja…
Kurde takie szkoły pokończone, sukcesy w pracy, młodzież mnie lubi, dobrze wychowane dzieci, ogarnięty dom, cała Polska zjechana samochodem, a ja taka bezbarwna i tak pozwalam sobą kierować.
Jak ja przeżyłam te czterdzieści parę lat???

Ok, powtarzam się, ale patrząc na swoje zdjęcia robione kiedyś i niedawno nie mogłam się powstrzymać od takiej reakcji…

Babo uwierz w siebie!!!! Czas najwyższy!!! Wymieć ze łba wszystkie gówna nałożone przez zasranych gnojków, podnieść ją w końcu w górę i zacznij żyć a nie wegetować. TAK!!!!

Czas najwyższy!!!!

Tak myślałam w czwartek

a w piątek rano…

Jak na zawołanie napisała do mnie znajoma.

No, ta to powinna głosić mowy motywacyjne!

„Anula,Ty nie jesteś „po nic”, „niechciana”. Gdyby Twoja mama Naprawdę Cię nie chciała, nie byłoby Cię. A jesteś. I to cudnie, że jesteś. Na przekór wszystkim, którzy chcieli Cię unicestwić. A może właśnie dzięki nim jesteś? Może teraz pomyślisz:Mi co ty piepr…Może to co mówię wyda Ci się głupie,ale pomyśl, może właśnie dzięki tym wszystkim, którzy Cię tak okrutnie poranili, którzy chcieli Twojego niebytu, jesteś dziś tą wspaniałą, mądrą, cudownie ciepłą i ze wspaniałym uśmiechem Anulą? Może gdyby nie oni wszyscy dziś byłabyś głupią, pustą lalunią? Może nadętą krową? Może zadufaną w sobie zimną, wyrachowaną suką? Myślę, że ci wszyscy ludzie, te koszmary, które Ci zgotowali, ukształtowały Cię. Anula, wiem jak wielki ból nosisz w sobie, jak wiele masz ran, ale dostrzeż jaką wspaniałą kobietą dzięki temu jesteś. Szlifowanie diamentu trwało długo, bardzo długo, o wiele za długo, ale blask brylantu, który dzięki temu powstał, nie ma sobie równych. I Ty jesteś tym Brylantem
Podobno Bóg nie kładzie nam na barki ciężarów większych niż jesteśmy w stanie unieść. Tobie dał wyjątkowo duży ciężar, ale jestem pewna, że dobrze wiedział, że dasz radę go unieść, że nie zaprzepaścisz Jego planu wobec Ciebie. A Ty co? Nie tylko udźwignęłaś, ale i zrobiłaś z niego pożytek. Ten ogromny ciężar codziennie przekuwasz na dobro. Jestem pewna, że Ten tam na górze jest z Ciebie niesamowicie dumny. I wiedz, że wynagrodzi Ci to. On nie zostawia bez nagrody swoich Aniołów. Dobrze zapamiętaj te słowa, bo przyjdzie czas kiedy je wspomnisz.
I będzie to najszczęśliwszy czas w Twoim życiu. Tego jestem pewna ❤
Mi”

Oczywiście odpisałam „dzięki”

A ona:

„Nie masz dziękować, bo i nie masz za co. Przynajmniej mnie. Masz spojrzeć w lustro z zachwytem, zobaczyć w nim piękną, mądrą i wspaniałą kobietę, podnieść głowę wysoko do góry i powiedzieć głośno: Anula jesteś super babką, wszystko co najgorsze już za Tobą a teraz będzie już tylko lepiej.”

Wiem, że późno. Wiem, siedem minut po północy…

Na FB wstawiłam filmik z 2016 roku.

I poryczałam się (kurde chyba za często płaczę :-( )

To był dobry rok

Rok w nowym, bezpiecznym miejscu.

Wśród ludzi, których kocham

Wśród pięknych miejsc

Ze wspaniałymi przeżyciami kulturalnymi i muzycznymi

Dobry rok

Warto najpierw troszczyć się o siebie!

Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie

DOBRY ROK jutro dobiegnie do ostatniego dnia

Wejdę w 2017 rok

Przyjmę to, co mi przyniesie z otwartymi ramionami

A  dziś pora spać

A to piosenka z filmu, na który mam zamiar się wybrać



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Warto otaczać się poztywnymi ludźmi i muzyką ☺

10 wrz

Dzień dobry piękne słoneczko za oknem. Dzień dobry!!!!

Oj dobry!

Wczorajszy wieczór spędzony w lokalu znajomych. Tak. Powróciłam do niech a właściwie do słuchania zespołów w ich lokalu.
Wczoraj koncert super grupy. Dwóch chłopaków. Fajny klimat, super głos w akompaniamencie gitary. Światowe przeboje i ich własne utwory. Byli kiedyś w klubie. Kupiłam wtedy od nich płytę.
Grupa Riffertonepolecam z całego serca. I jeszcze coś polecam – mały, przytulny lokalik w małym mieście. Jest klimatycznie, muzycznie i i z serdeczną atmosferą. W miasteczku Ostrów Mazowiecka a lokal nazywa się „Vinyl Club”Jeżeli ktoś będzie przejeżdżał przez tę miejscowość warto „wpaść” i poczuć przyjazny klimat.

Umówiłam się ze znajomą.
Usiadłyśmy z B w boksie.
Zanim zaczęła grać muzyka mogłyśmy sobie pogadać o różnościach.
B to śliczna kobietka. Śliczna i mega mocna. Przeszła przez ciężkie lata w swoim życiu. Kiedy na nią patrzyłam, myślałam, jak taka krucha osoba to wszystko uniosła? Uniosła. Wychowała dwoje dzieci. Z uśmiechem na twarzy i miłością w oczach.

Miły wieczór. Dużo rozmów. Takie gadu, gadu, gadu a później słuchanie muzyki, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;-)

Rozmawiałam z B o moim blogu. Tak wiele ciepłych słów nie słyszałam na temat mojego pisania już bardzo dawno. Dowiedziałam się, że ten blog daje pozytywnego kopa. Daje nadzieję…
Bardzo się cieszę, że tak jest. Bardzo

Ostatnio napisała do mnie kobieta z historią lustrzaną do mojej. Gryzłam się zanim odpisałam. Najpierw napisałam długi list z użalaniem się nad nią, z jakimiś domorosłymi radami. Zapisałam go. Pochodziłam parę godzin. Przemyślałam i napisałam króciutką wiadomość. Że jej bardzo współczuję, ale nie mogę udzielić żadnej rady, bo to byłoby tak, jakbym swoje niezałatwione sprawy chciała załatwić jej życiem. A to jej życie, jej emocje, jej niepowtarzalne sytuacje. NIE MOJE! Jedyne co mogłam, to prosić, żeby znalazła sobie radcę prawnego i dobrego terapeutę. Chodząc na terapię sama dojrzeje  do własnych decyzji związanych ze swoim życiem.
Doradzając inaczej wyrządziłabym więcej szkody niż pożytku.
Cieszy mnie jedno, że odważyła się opowiedzieć swoją historię kobiecie, której nie widziała na oczy i zna tylko z blogowych wpisów. To jakiś początek. Początek dostrzeżenia własnej wartości i przełamania strachu i wstydu. Ta kobieta dostrzegła nareszcie swoją wartość i to że warto o siebie zadbać. To dobry początek. Początek czegoś dobrego.

Przez terapię nauczyłam się, że zawód doradcy życiowego i pomocnej pielęgniarki jest nie dla mnie. Lubię słuchać ludzi. Widzieć w nich ogromną siłę, dzięki której wychodzą z najgorszych sytuacji i mówić im o tej sile. I tak jak powiedziała B w rozmowie ze mną „Czasami lepiej jak ktoś wysłucha. Tylko wysłucha. Bez komentarzy i doradzania”. Od niedawna stałam się takim słuchaczem i czuje się z tym bardzo dobrze.

I na koniec piosenka zespoły z wczorajszego koncertu.  Bardzo pozytywna piosenka z bardzo pozytywnego miejsca.

Dobrze jest mieć dookoła siebie pozytywne osoby i miejsca.

Dziękuję B za wczorajszy wieczór ♥

a Znajomym za stworzenie pozytywnego miejsca do muzycznych (i nie tylko)  przeżyć.

To był super wieczór

Może później będą zdjęcia z koncertu :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Coolturalnych doznań ciąg dalszy…

07 paź

Oj to była niedziela! Była. Minęła. Zostały zdjęcia i filmik nakręcony przez córcię a dziś coolturalnych doznań ciąg dalszy. Wizyta u M. i drobny podarunek. Ona i jej mąż bardzo lubią zapraszać różne zespoły muzyczne do siebie. Organizują małe pokazy muzyczne. Jest miło i klimatycznie, albo energetycznie. To właśnie dzięki nim mogłam poznać i posłuchać Tobiasza Staniszewskiego – uczestnika The Voice of Poland  (w tę sobotę w The Voice Tobiasz będzie brał udział w bitwie – trzymajcie kciuki – niech wygra najlepszy!)  i posłuchać Pawła Samokhin Band. Paweł brał udział w programie Must Be The Music z piosenką „Anka miłość ty moja” – bardzo energetyczna piosenka – tak jak wykonawca. Pierwszy raz mogłam oglądać człowieka, który gra jednocześnie na dwóch trąbkach.

Na moje imieniny zamieściłam filmik z piosenką.

A dziś dostałam płytę zespołu z dedykacją dla mnie.

Oj, pięknie!

plyta

Z takimi przyjaciółmi warto! Ja nazywam takich ludzi „tymi, którzy ciągną w górę”.

Cieszę się, że Bóg stawia ich na mojej drodze.

Dzięki takim ludziom regeneruję siły!

 Są na wagę złota!

A właściwie nie – Są bezcenni!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Czy istnieje prawdziwa miłość? Kogo kochamy?

31 mar

Zastanawiałam się dzisiaj czy ludzi, którzy odegrali jakąś znaczącą rolę w moim życiu, naprawdę kochałam i czym jest miłość. Doszłam do niezbyt miłych wniosków. W głowie rozbrzmiewał fragment „Przebudzenia” A. de Mello „To co czujemy i myślimy stanowi iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy”.

Albo inne zdanie: „Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy” i to prawda. Boimy się kłamstwa, bo może sami za bardzo kłamiemy. Krytykujemy hipokryzję, bo sami wolimy w nią uciec, ale wymagamy od innych, aby tacy nie byli, bo my możemy, ale oni to już,  oooo nie, oni nie.

W dzieciństwie nie doświadczyłam miłości. W młodości wolałam o niej nie myśleć. Uciekałam w świat książek i nauki, bo tak było bezpieczniej. W dorosłości stworzyłam rodzinę, bo tak chciałam. Chciałam nadrobić brak miłości. To nie ja miałam kochać, to ten ktoś miał kochać za nas dwoje. Ja miałam pławić się w tym uczuciu, wygrzewać się i kwitnąć. Iluzja boleśnie zniknęła. Po iluzji pozostały dwa wspaniałe istnienia powołane do życia, za które jestem odpowiedzialna.

Czasami wątpię, czy potrafię kochać naprawdę, bezinteresownie, nie oczekując niczego. Wątpię…

Jestem towarzyszem istot, które są „krwią z mojej krwi i kością z mojej kości”. Szanuję je. Nie we wszystkim się zgadzamy. Czasami bardzo burzliwie rozmawiamy. Uczymy się normalnego życia…

Wiem, że są przy mnie na chwilę, że wyfruną ode mnie w świat i zaczną budować swój. Mam wiele fotografii z każdego etapu ich dzieciństwa, bo wiedziałam, że minie za szybko, że pamięć nie zatrzyma tego, jak wyglądali, zatrze z czasem obraz. Kiedy byli mali lubiłam im czytać bajki a oni słuchali z wytrzeszczonymi oczkami. Trzyletni syn kiedyś mi zaproponował:

- Mamo przeczytam ci bajeczkę!

- Czytaj – odpowiedziałam z uśmiechem.

Usiadł przed wersalką, na podłodze. Otworzył książeczkę z wierszykiem o lokomotywie i zaczął czytać:

- Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa – i przeniósł wzrok na drugą kartkę czytając następne zwrotki. Później przewrócił kartkę i przeczytał kolejne wersy i tak do końca książeczki.

Patrzyłam oniemiała i szczęśliwa. Moje trzyletnie dziecko naprawdę czyta. Nauczyło się! Cud! Szybko przyniosłam następną książeczkę i wykrzyknęłam:

- Przeczytaj tą!

Mały popatrzył na mnie, na książeczkę, na mnie i w końcu wykrztusił:

- Mamusiu ja nie umiem! Tej nie umiem na pamięć!

Tak często mu czytałam o lokomotywie, że zapamiętał kolejność i później tylko powielił.

Maleńka była prześlicznym niemowlakiem. Każdy się nią zachwycał .  Aureola blond loczków i piękne, niebieskie oczka. 

Gdyby nie oni nie przetrwałabym tych 15 lat. Są moją „deską”, która utrzymuje mnie na powierzchni. Ich kocham i dziękuję za te chwile z nimi spędzone. Popadłam w patos… no cóż…

Syn zaskoczył mnie dziś kwiatami.

- Mamo spóźnione, ale serdeczne życzenia.

Zakręciły mi się łzy w oczach. Mocno go przytuliłam.

Córcia laurkę dała w sobotę. Własnej roboty. Ona stawia na kreatywność a kreatywna jest i to bardzo.

Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam zdjęcie, jak kreatywne są moje pociechy:

mama

 

Do przeczytania ciekawy artykuł „Relacje z innymi to tak naprawdę Twoja relacja z Tobą” 

a i jeszcze odpowiedź co przemycał Mwangi (ten od piasku) – rowery!

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 
 

  • RSS