RSS
 

Notki z tagiem ‘Przyjaźń’

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Siedem minut po północy… ;-)

31 gru

Minęła środa z terapią

Czwartunio

Dziś piątunio

… a właściwie sobota…

Odpoczynek

Młody załatwiał swoje sprawy. Ja oczywiści robiłam za taksówkę. Dla Małej kupione dwa opakowania śtucnych łogni.

Znaczy Sylwester tuż, tuż.

Dobrze mi się śpi w nocy…

Przejrzałam niedawno stare zdjęcia i pomyślałam, że dziwna ze mnie babka. Piękna kobieta, która ma tak „nasrane” w głowie, że nie widzi swojej wartości.

Chodzę na te sesje i wciąż jestem wycofana. Wciąż coś dukam, jestem strachliwa, ustępuję…
A czego mi brakuje???
Oprócz poczucia własnej wartości i pewności siebie – niczego.
Kurde, niejedna baka chciałaby wyglądać jak ja, tak sobie dawać radę.
Wtf!!!!
A ja taka trusia, taka dupa, za przeproszeniem!!!!
Babo, podnieś łeb do góry i spójrz normalnie na świat…

Jak ja się uchowałam przez te wszystkie lata??? Dlaczego tak pozwalałam sobą pomiatać???
A w gabinecie siedzi cień kobiety a nie ja…
Kurde takie szkoły pokończone, sukcesy w pracy, młodzież mnie lubi, dobrze wychowane dzieci, ogarnięty dom, cała Polska zjechana samochodem, a ja taka bezbarwna i tak pozwalam sobą kierować.
Jak ja przeżyłam te czterdzieści parę lat???

Ok, powtarzam się, ale patrząc na swoje zdjęcia robione kiedyś i niedawno nie mogłam się powstrzymać od takiej reakcji…

Babo uwierz w siebie!!!! Czas najwyższy!!! Wymieć ze łba wszystkie gówna nałożone przez zasranych gnojków, podnieść ją w końcu w górę i zacznij żyć a nie wegetować. TAK!!!!

Czas najwyższy!!!!

Tak myślałam w czwartek

a w piątek rano…

Jak na zawołanie napisała do mnie znajoma.

No, ta to powinna głosić mowy motywacyjne!

„Anula,Ty nie jesteś „po nic”, „niechciana”. Gdyby Twoja mama Naprawdę Cię nie chciała, nie byłoby Cię. A jesteś. I to cudnie, że jesteś. Na przekór wszystkim, którzy chcieli Cię unicestwić. A może właśnie dzięki nim jesteś? Może teraz pomyślisz:Mi co ty piepr…Może to co mówię wyda Ci się głupie,ale pomyśl, może właśnie dzięki tym wszystkim, którzy Cię tak okrutnie poranili, którzy chcieli Twojego niebytu, jesteś dziś tą wspaniałą, mądrą, cudownie ciepłą i ze wspaniałym uśmiechem Anulą? Może gdyby nie oni wszyscy dziś byłabyś głupią, pustą lalunią? Może nadętą krową? Może zadufaną w sobie zimną, wyrachowaną suką? Myślę, że ci wszyscy ludzie, te koszmary, które Ci zgotowali, ukształtowały Cię. Anula, wiem jak wielki ból nosisz w sobie, jak wiele masz ran, ale dostrzeż jaką wspaniałą kobietą dzięki temu jesteś. Szlifowanie diamentu trwało długo, bardzo długo, o wiele za długo, ale blask brylantu, który dzięki temu powstał, nie ma sobie równych. I Ty jesteś tym Brylantem
Podobno Bóg nie kładzie nam na barki ciężarów większych niż jesteśmy w stanie unieść. Tobie dał wyjątkowo duży ciężar, ale jestem pewna, że dobrze wiedział, że dasz radę go unieść, że nie zaprzepaścisz Jego planu wobec Ciebie. A Ty co? Nie tylko udźwignęłaś, ale i zrobiłaś z niego pożytek. Ten ogromny ciężar codziennie przekuwasz na dobro. Jestem pewna, że Ten tam na górze jest z Ciebie niesamowicie dumny. I wiedz, że wynagrodzi Ci to. On nie zostawia bez nagrody swoich Aniołów. Dobrze zapamiętaj te słowa, bo przyjdzie czas kiedy je wspomnisz.
I będzie to najszczęśliwszy czas w Twoim życiu. Tego jestem pewna ❤
Mi”

Oczywiście odpisałam „dzięki”

A ona:

„Nie masz dziękować, bo i nie masz za co. Przynajmniej mnie. Masz spojrzeć w lustro z zachwytem, zobaczyć w nim piękną, mądrą i wspaniałą kobietę, podnieść głowę wysoko do góry i powiedzieć głośno: Anula jesteś super babką, wszystko co najgorsze już za Tobą a teraz będzie już tylko lepiej.”

Wiem, że późno. Wiem, siedem minut po północy…

Na FB wstawiłam filmik z 2016 roku.

I poryczałam się (kurde chyba za często płaczę :-( )

To był dobry rok

Rok w nowym, bezpiecznym miejscu.

Wśród ludzi, których kocham

Wśród pięknych miejsc

Ze wspaniałymi przeżyciami kulturalnymi i muzycznymi

Dobry rok

Warto najpierw troszczyć się o siebie!

Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie

DOBRY ROK jutro dobiegnie do ostatniego dnia

Wejdę w 2017 rok

Przyjmę to, co mi przyniesie z otwartymi ramionami

A  dziś pora spać

A to piosenka z filmu, na który mam zamiar się wybrać



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Warto otaczać się poztywnymi ludźmi i muzyką ☺

10 wrz

Dzień dobry piękne słoneczko za oknem. Dzień dobry!!!!

Oj dobry!

Wczorajszy wieczór spędzony w lokalu znajomych. Tak. Powróciłam do niech a właściwie do słuchania zespołów w ich lokalu.
Wczoraj koncert super grupy. Dwóch chłopaków. Fajny klimat, super głos w akompaniamencie gitary. Światowe przeboje i ich własne utwory. Byli kiedyś w klubie. Kupiłam wtedy od nich płytę.
Grupa Riffertonepolecam z całego serca. I jeszcze coś polecam – mały, przytulny lokalik w małym mieście. Jest klimatycznie, muzycznie i i z serdeczną atmosferą. W miasteczku Ostrów Mazowiecka a lokal nazywa się „Vinyl Club”Jeżeli ktoś będzie przejeżdżał przez tę miejscowość warto „wpaść” i poczuć przyjazny klimat.

Umówiłam się ze znajomą.
Usiadłyśmy z B w boksie.
Zanim zaczęła grać muzyka mogłyśmy sobie pogadać o różnościach.
B to śliczna kobietka. Śliczna i mega mocna. Przeszła przez ciężkie lata w swoim życiu. Kiedy na nią patrzyłam, myślałam, jak taka krucha osoba to wszystko uniosła? Uniosła. Wychowała dwoje dzieci. Z uśmiechem na twarzy i miłością w oczach.

Miły wieczór. Dużo rozmów. Takie gadu, gadu, gadu a później słuchanie muzyki, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;-)

Rozmawiałam z B o moim blogu. Tak wiele ciepłych słów nie słyszałam na temat mojego pisania już bardzo dawno. Dowiedziałam się, że ten blog daje pozytywnego kopa. Daje nadzieję…
Bardzo się cieszę, że tak jest. Bardzo

Ostatnio napisała do mnie kobieta z historią lustrzaną do mojej. Gryzłam się zanim odpisałam. Najpierw napisałam długi list z użalaniem się nad nią, z jakimiś domorosłymi radami. Zapisałam go. Pochodziłam parę godzin. Przemyślałam i napisałam króciutką wiadomość. Że jej bardzo współczuję, ale nie mogę udzielić żadnej rady, bo to byłoby tak, jakbym swoje niezałatwione sprawy chciała załatwić jej życiem. A to jej życie, jej emocje, jej niepowtarzalne sytuacje. NIE MOJE! Jedyne co mogłam, to prosić, żeby znalazła sobie radcę prawnego i dobrego terapeutę. Chodząc na terapię sama dojrzeje  do własnych decyzji związanych ze swoim życiem.
Doradzając inaczej wyrządziłabym więcej szkody niż pożytku.
Cieszy mnie jedno, że odważyła się opowiedzieć swoją historię kobiecie, której nie widziała na oczy i zna tylko z blogowych wpisów. To jakiś początek. Początek dostrzeżenia własnej wartości i przełamania strachu i wstydu. Ta kobieta dostrzegła nareszcie swoją wartość i to że warto o siebie zadbać. To dobry początek. Początek czegoś dobrego.

Przez terapię nauczyłam się, że zawód doradcy życiowego i pomocnej pielęgniarki jest nie dla mnie. Lubię słuchać ludzi. Widzieć w nich ogromną siłę, dzięki której wychodzą z najgorszych sytuacji i mówić im o tej sile. I tak jak powiedziała B w rozmowie ze mną „Czasami lepiej jak ktoś wysłucha. Tylko wysłucha. Bez komentarzy i doradzania”. Od niedawna stałam się takim słuchaczem i czuje się z tym bardzo dobrze.

I na koniec piosenka zespoły z wczorajszego koncertu.  Bardzo pozytywna piosenka z bardzo pozytywnego miejsca.

Dobrze jest mieć dookoła siebie pozytywne osoby i miejsca.

Dziękuję B za wczorajszy wieczór ♥

a Znajomym za stworzenie pozytywnego miejsca do muzycznych (i nie tylko)  przeżyć.

To był super wieczór

Może później będą zdjęcia z koncertu :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Coolturalnych doznań ciąg dalszy…

07 paź

Oj to była niedziela! Była. Minęła. Zostały zdjęcia i filmik nakręcony przez córcię a dziś coolturalnych doznań ciąg dalszy. Wizyta u M. i drobny podarunek. Ona i jej mąż bardzo lubią zapraszać różne zespoły muzyczne do siebie. Organizują małe pokazy muzyczne. Jest miło i klimatycznie, albo energetycznie. To właśnie dzięki nim mogłam poznać i posłuchać Tobiasza Staniszewskiego – uczestnika The Voice of Poland  (w tę sobotę w The Voice Tobiasz będzie brał udział w bitwie – trzymajcie kciuki – niech wygra najlepszy!)  i posłuchać Pawła Samokhin Band. Paweł brał udział w programie Must Be The Music z piosenką „Anka miłość ty moja” – bardzo energetyczna piosenka – tak jak wykonawca. Pierwszy raz mogłam oglądać człowieka, który gra jednocześnie na dwóch trąbkach.

Na moje imieniny zamieściłam filmik z piosenką.

A dziś dostałam płytę zespołu z dedykacją dla mnie.

Oj, pięknie!

plyta

Z takimi przyjaciółmi warto! Ja nazywam takich ludzi „tymi, którzy ciągną w górę”.

Cieszę się, że Bóg stawia ich na mojej drodze.

Dzięki takim ludziom regeneruję siły!

 Są na wagę złota!

A właściwie nie – Są bezcenni!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Czy istnieje prawdziwa miłość? Kogo kochamy?

31 mar

Zastanawiałam się dzisiaj czy ludzi, którzy odegrali jakąś znaczącą rolę w moim życiu, naprawdę kochałam i czym jest miłość. Doszłam do niezbyt miłych wniosków. W głowie rozbrzmiewał fragment „Przebudzenia” A. de Mello „To co czujemy i myślimy stanowi iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy”.

Albo inne zdanie: „Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy” i to prawda. Boimy się kłamstwa, bo może sami za bardzo kłamiemy. Krytykujemy hipokryzję, bo sami wolimy w nią uciec, ale wymagamy od innych, aby tacy nie byli, bo my możemy, ale oni to już,  oooo nie, oni nie.

W dzieciństwie nie doświadczyłam miłości. W młodości wolałam o niej nie myśleć. Uciekałam w świat książek i nauki, bo tak było bezpieczniej. W dorosłości stworzyłam rodzinę, bo tak chciałam. Chciałam nadrobić brak miłości. To nie ja miałam kochać, to ten ktoś miał kochać za nas dwoje. Ja miałam pławić się w tym uczuciu, wygrzewać się i kwitnąć. Iluzja boleśnie zniknęła. Po iluzji pozostały dwa wspaniałe istnienia powołane do życia, za które jestem odpowiedzialna.

Czasami wątpię, czy potrafię kochać naprawdę, bezinteresownie, nie oczekując niczego. Wątpię…

Jestem towarzyszem istot, które są „krwią z mojej krwi i kością z mojej kości”. Szanuję je. Nie we wszystkim się zgadzamy. Czasami bardzo burzliwie rozmawiamy. Uczymy się normalnego życia…

Wiem, że są przy mnie na chwilę, że wyfruną ode mnie w świat i zaczną budować swój. Mam wiele fotografii z każdego etapu ich dzieciństwa, bo wiedziałam, że minie za szybko, że pamięć nie zatrzyma tego, jak wyglądali, zatrze z czasem obraz. Kiedy byli mali lubiłam im czytać bajki a oni słuchali z wytrzeszczonymi oczkami. Trzyletni syn kiedyś mi zaproponował:

- Mamo przeczytam ci bajeczkę!

- Czytaj – odpowiedziałam z uśmiechem.

Usiadł przed wersalką, na podłodze. Otworzył książeczkę z wierszykiem o lokomotywie i zaczął czytać:

- Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa – i przeniósł wzrok na drugą kartkę czytając następne zwrotki. Później przewrócił kartkę i przeczytał kolejne wersy i tak do końca książeczki.

Patrzyłam oniemiała i szczęśliwa. Moje trzyletnie dziecko naprawdę czyta. Nauczyło się! Cud! Szybko przyniosłam następną książeczkę i wykrzyknęłam:

- Przeczytaj tą!

Mały popatrzył na mnie, na książeczkę, na mnie i w końcu wykrztusił:

- Mamusiu ja nie umiem! Tej nie umiem na pamięć!

Tak często mu czytałam o lokomotywie, że zapamiętał kolejność i później tylko powielił.

Maleńka była prześlicznym niemowlakiem. Każdy się nią zachwycał .  Aureola blond loczków i piękne, niebieskie oczka. 

Gdyby nie oni nie przetrwałabym tych 15 lat. Są moją „deską”, która utrzymuje mnie na powierzchni. Ich kocham i dziękuję za te chwile z nimi spędzone. Popadłam w patos… no cóż…

Syn zaskoczył mnie dziś kwiatami.

- Mamo spóźnione, ale serdeczne życzenia.

Zakręciły mi się łzy w oczach. Mocno go przytuliłam.

Córcia laurkę dała w sobotę. Własnej roboty. Ona stawia na kreatywność a kreatywna jest i to bardzo.

Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam zdjęcie, jak kreatywne są moje pociechy:

mama

 

Do przeczytania ciekawy artykuł „Relacje z innymi to tak naprawdę Twoja relacja z Tobą” 

a i jeszcze odpowiedź co przemycał Mwangi (ten od piasku) – rowery!

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Miszmasz – o przyjaźni i rodzinie, wygranej i „świątecznym czasie”.

21 gru

chonkiMamy znajomych, czy mamy przyjaciół? Mamy rodzinę, czy tylko formalnie jesteśmy przypisani do określonej grupy ludzi, która nazywa się rodziną? Mamy rodzeństwo, wsparcie rodziny, czy jesteśmy sami? Jak to jest z tą samotnością? Chyba mam gorsze dni… Dużo się dzieje… Jedno jest pewne – nie jest nudno!

Gorączka przedświąteczna trwa! Na placu przed kościołem można poczuć się jak w lesie świerkowym. Są małe świerki  i średnie świerki w dużych donicach, i świerki cięte w rożnych wielkościach misternie pakowane w sznurkowe siatki. Zapach jak w lesie. Przechodziłam przez plac powoli i wdychałam żywiczny zapach. Przystanęłam przed małą choinką i popatrzyłam na cenę – 35 zł – trochę dużo. Choinka ładna i gęsta – już oczami wyobraźni widzę jak moja E. zawiesza na niej bombki, światełka, jak małe drzewko zapachem wypełnia mieszkanie. Wzięłabym… Chyba kupię, ale po niedzieli… Tylko gdzie ją postawię? No i te świecidełka… Wszystko zostało na wsi. W zeszłym roku znajomy przyniósł małą, plastikową choinkę. Z takich, które stawia się na święta przy grobach – już ubraną. Przestała do Trzech Króli a później wynieśliśmy ją do piwnicy. Nie mamy  swojej „piwnicy”, więc postawiliśmy ją pod małe okienko, w kąciku i ktoś ją wziął. Może komuś przydała się bardziej? W tym roku będzie żywa. Światełka mamy. Córcia zrobiła z nich użytek zawieszając je na swojej półce nad biurkiem, na co ja niewiele myśląc, palnęłam:

- Jaka ładna choinka! – E. spojrzała na mnie wymownie – No dobra! Pomyślę o normalnej! – dodałam szybko. Moja E. myśli o świętach i czeka na nie (w odróżnieniu ode mnie). Ma uzdolnienia plastyczne i potrafi zrobić dużo fajnych rzeczy z mas plastycznych, papieru, albo narysować. Ostatnio zrobiła dwie choinki z papierowej wikliny. Pomalowała. Piękne… Magia świąt…

W piątek ostatni dzień w pracy. Przeżyłam! Też było gorąco. Byłam odpowiedzialna za uroczystość związaną ze świętami. Było dużo nerwów, wybuchów złości (oberwało się koledze i przyznam szczerze, myślałam, że nie odezwie się do mnie przez najbliższe pół roku a on dzień później skwitował tylko „kobieta zmienną jest” i uśmiechnął się do mnie). Miałam mocne wsparcie koleżanki podczas przygotowań – bez niej byłoby raczej trudno. Młodzież nie zawiodła. Inscenizacja poszła świetnie. W takich chwilach podziwiam ich za odwagę, za chęci, za wdzięk i myślę sobie – „Wspaniałą mamy młodzież!” I jest wspaniała! Niedawno byłam na szkoleniu i usłyszałam takie słowa: „My nie mamy złej młodzieży! Mamy tylko popieprzonych rodziców!” i sorry rodzice, ale ja też się podpisuję pod tym stwierdzeniem. Wymagamy dużo od naszych pociech, mamy ułożony plan na ich życie. Widzimy ich jako dyrektorów, lekarzy, biznesmenów, ludzi bogatych, bo… nam w życiu nie wyszło więc zrobimy wszystko, żeby wyszło im a tu niestety oni mają inny plan i powstają konflikty, tarcia, krzyk i odrzucenie, niezrozumienie. Pozwólmy dzieciom być sobą! Jeżeli będziemy postępować mądrze, one też będą mądre! Mamy ich wspierać a nie niszczyć!

W czwartek „rozwaliła” mnie rozmowa z nauczycielami ze szkoły syna. Najpierw sms „Proszę przyjść na dzisiejszy dzień otwarty w szkole. Musimy porozmawiać o R.” . Oczami wyobraźni już widziałam mojego R. jak kogoś bije, wyzywa, zatacza się pijany, albo naćpany po korytarzu szkolnym i nijak mi to nie pasowało do jego prawdziwego wizerunku – wizerunku przeciętnego nastolatka (bo taki jest). Poszłam najpierw do wychowawczyni a kiedy ta skierowała mnie do dyrektorki o mało nie dostałam zawału. „Narozrabiał” – pomyślałam. R. mówił mi w domu o tym, że ostatnio był wzywany do dyrektora na rozmowę i czego dotyczyła ta rozmowa. Najbardziej zaniepokoiły mnie słowa dyrektora o tym, że teraz R. jest jedynym mężczyzną w domu i musi poczuć się  jak głowa rodziny, odpowiedzialnie, musi być dla nas oparciem i pomocą. Owszem o pomoc ze strony dzieci proszę, mają też swoje obowiązki, ale żeby syn odgrywał rolę męża, albo ojca – na to nie pozwolę! Jakiem 8-O   matka polka!  On i córka mają być przede wszystkim dziećmi. Matkę mają – dorosłą matkę!

Nasłuchałam się w szkole! Na pytanie czy R. zrobił coś złego, otrzymałam odpowiedź, że nie, ale: „chodzi” ze złym towarzystwem, w którym chłopcy palą, a „jak cię widzą, tak cię piszą”; owszem nie używa wulgaryzmów, ale jego „towarzystwo” tak a ostatnio nawet wyraził swoją gorszącą opinię na forum klasy o tym, że Boga nie ma. Uśmiechnęłam się na te słowa. R. przeżywa fazę negacji Boga po okresie przygotowania do bierzmowania, ale nie robię z tego tragedii narodowej, bo wiem, że tak ma większość młodzieży. To trzeba przeczekać, pozwolić im na to. Religia to wybór serca a nie ciężar narzucony przez kogoś. Usłyszałam podczas rozmowy, że R. nie jest złym chłopcem, ale ze względu na to co się stało, trzeba „objąć go opieką”. Ta „opieka” wyprowadziła mnie z równowagi. R. też przyznał, że nie rozumie tej „nagonki” na niego. Jest wzywany do dyrektora, na rozmowy z panią dyrektor, wychowawcą a co do kolegów, to z „tym towarzystwem” „ciąga się” od przedszkola, bo to są jego znajomi od lat, ale nikt wcześniej nie robił z tego problemu, dopiero teraz, po aferze z ojcem.

Dobrocią czasami i kota można zagłaskać. 

W natłoku przygotowań w pracy, nerwowej atmosfery, historia z R. była powodem mojego załamania. Rozryczałam się przy koleżance a że nie mam z kim porozmawiać o swoich problemach a ona zna moją historię, wylałam swoje żale przed nią. Jak dotąd ( tj. od ponad 16 lat) moje metody wychowawcze w stosunku do dzieci nie zawiodły. Syn nie ma problemów z nałogami, nie jest wulgarny ani agresywny, radzi sobie z nauką, nie wagaruje. Nie rozumiem tej dziwnej profilaktyki ze strony szkoły. Dopatruje się zaraz swojej bezradności, niedociągnięć, nieradzenia a wiem, że tak nie jest. Odżywają stare lęki i jest źle. A. słuchała cierpliwie moich łkań i skwitowała:

- Ania, rób dalej swoje!

W piątek rano zadzwoniłam do dyrektora z pytaniem, czemu mają służyć te rozmowy z synem i że on odbiera to jako nagonkę na siebie. My dajemy radę a opinie dotyczące postrzegania Boga to „normalne” zachowanie młodzieży w jego wieku. Otrzymałam odpowiedź, że te działania to pewna forma profilaktyki. Byłam zła a znów uderzyłam w uprzejmy ton i dziękowałam za „pomoc”. Oni się martwią. Sama kiedyś poprosiłam o pomoc, o zwrócenie uwagi na syna i o wsparcie go w trudnych chwilach, ale nie wiedziałam, że to „wsparcie” będzie tak wyglądać.  8-O

Miało być o rodzinie i samotności… pośrednio było a teraz o mojej wygranej!

Po raz pierwszy w życiu coś wygrałam! Hurrrrra! Hura! Hura! A co? A książkę!

Nie… no z tym pierwszym razem to przesadziłam. Od czasu do czasu Onet.pl promuje moje blogowe wpisy, dostrzegła mnie (w sensie blogowania) dziennikarka z Newsweeka i pani Jolanta Gurgul z aplikacją Audio-blog.pl. Parę wygranych się uzbierało!

Książkę wygrałam w internetowym konkursie na najciekawszy komentarz na pytanie: Czy medytacja chrześcijańska jest groźna? Czego potrzeba dzisiejszemu człowiekowi? Do czego, tak naprawdę, dążymy? . Komentarz napisałam i jako jedna z trzech nagrodzonych osób dostałam książkę Johna Maina „Cisza i trwanie”. Nagroda odebrana. Prosiłam o pamiątkowy wpis do książki, ale niestety  :-? wszystkiego mieć nie można!

Otworzyłam książkę na 225 stronie i przeczytałam:

„Serce stworzenia.

(…) w przypadku każdego wzrostu towarzyszy naszemu dojrzewaniu ból. Jest to ból dorastania, czyli porzucania wcześniejszych etapów rozwoju. Trudność tego wzrostu polega na tym, że trzeba pozostawić za sobą nie tylko część , ale całych siebie i całej naszej przeszłości. Tylko wtedy możemy być w pełni obecni w teraz. 

My jednak próbujemy budować punkty obserwacyjne, zakładać obozy wzdłuż wszystkich etapów wzrastania. W każdym z nich z wielką niechęcią pozbywamy się tego, co na tych etapach zgromadziliśmy. Staje się to łatwiejsze, jeśli zrozumiemy, że nie ma co przebierać między tym, co dać, a co zostawić sobie, ale po prostu trzeba oddać wszystko. Jeśli się na to nie zgodzimy, upierając się przy częściowym oddaniu, wtedy zamiast doświadczać wzrostu życia, stwierdzimy, że nasze życie się kurczy.

Na każdym etapie rozwoju trzeba pozostawić całych siebie, aby idąc naprzód, wciąż stawać się nowym stworzeniem. (…) Im pełniej porzucamy przeszłość, tym bardziej odnowieni wracamy do codzienności.”

za: John Main, Cisza i trwanie. Czytania na każdy dzień, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2014,

Dodam, że chodzi o praktykę medytacji chrześcijańskiej, ale te słowa możemy zastosować w praktyce postrzegania nas „tu i teraz”. 

Świąteczny czas, czas oczekiwania na BN (czytaj Boże Narodzenie) trwa.  Gorączkowo i niespokojnie! W sklepach dantejskie sceny i kosze wyładowane do granic możliwości. Idzie wojna, cy cuś? Kto to wszystko zjada? Zastaw się a postaw się! Żeby święta były udane i radosne, ciepłe i… zapraszamy do… sklepów i banków po pożyczkę. Wariactwo! 

„Wierzysz, że Bóg narodził się w Betlejemskim żłobie, lecz biada ci jeżeli nie narodził się w Tobie!”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Emeli Sande – kobieta o silnym głosie.

25 maj

Każdy chce być kochany i kochać. Znalazłam piosenkę Emeli Sande – jeszcze jedna kobieta z silnym głosem – przypomina Adele. Posłuchajcie…

„Nie mogę kupić Twojej miłości, nawet nie chcę próbować.
Czasem prawda nie sprawia Ci radości, lecz nie zamierzam kłamać.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Wiem, że daleko mi do perfekcji , nie tak jak twojemu towarzystwu.
Nie mogę spełniać Twoich życzeń, nie będę obiecywać Ci gwiazd.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.

A kiedy krzyczysz,
Kiedy upadasz i nie możesz wstać, ponieważ jest zbyt ciężko,
Kiedy przyjaciół, których myślałeś, że masz, nie ma w pobliżu,
To właśnie wtedy poczujesz moją miłość.

Nie zobaczysz mnie na imprezach, myślę, że po prostu nie jestem przebojowa.
Nie będę włączać radia, śpiewając, „Kochanie, jesteś jedyny”.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Wiem, że czasami się złoszczę i mówię nie to co myślę,
Wiem, że chronię się tym, że nie okazuję swoich uczuć
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla ciebie.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.

I kiedy krzyczysz,
Kiedy upadasz i nie możesz wstać, ponieważ jest zbyt ciężko,
Kiedy przyjaciół, na których polegałeś nie ma w pobliżu,
To właśnie wtedy poczujesz mój rodzaj miłości.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.”

Tłumaczenie piosenki www.tekstowo.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

Tydzień poza domem.

30 mar

 

Nie było mnie tydzień. Długi tydzień – przynajmniej dla mnie. Mój organizm się zbuntował. Mówiłam „ogarniam wszystko” i chyba nie ogarniałam. Tydzień spędziłam w szpitalu.

W niedzielę poczułam się źle. Pomyślałam grypa i zaczęłam się sama leczyć. Gorączka, więc biorę coś na gorączkę. W południe dwie tabletki, wieczorem dwie tabletki a tu gorączka nie spada a do kompletu pojawiły się plamki na twarzy. Pomyślałam: „do rana przejdzie”. Budzę się rano a tu plamki już na szyi, ramionach, górnej części tułowia. Pędzę do dermatologa. Pani ogląda mnie uważnie i zapada wyrok: koklusz i proszę szybko do rodzinnego.

- Czy to bardzo zaraźliwe, bo widzi pani mam dwoje dzieci?

- Raczej. Szybko do rodzinnego.

Pędzę więc do rodzinnego. Doktor mnie przyjmuje. Ogląda uważnie.

-Nie, to nie koklusz .

Ja oddycham z ulgą a za chwilę słyszę:

- To może być albo różyczka, albo odra…

Wyciąga jakieś opasłe tomiszcze. Wertuje kartki, fuka w trakcie czytania. Spogląda na mnie uważnie.

- Czy na stopach ma pani krosty?

- Nie – ale dla pewności zdejmuję buty i sprawdzam stopy – nie mam! – wykrzykuję z ulgą.

Doktor spogląda i stwierdza:

- To mi wygląda na różyczkę, ale … – i coś tam mruczy do siebie. Wypisuje receptę.

W aptece realizuję wypisaną karteczkę i dostaję scorbolamid i jakieś tabletki na kaszel. To dopiero kuracja! Klękajta narody!

W domu kładę się do łóżka. Biorę oczywiście ów scorbolamid i czekam, żeby spadła gorączka i tu przykra niespodzianka, bo gorączka nie spada a wręcz rośnie do 39,6 . Pat, bo nie wiem co dalej robić. Plamek coraz więcej a w końcu pojawiają się też bolące guzy na karku, za uszami i pod pachami.

Na szczęście dzwoni znajoma, której mąż jest lekarzem. Przez łzy opowiadam co się dzieję. M. rozłącza się i dzwoni po 10 min.

- Szykuj się na SOR.

Powoli zwlokłam się z łóżka. Spojrzałam w lustro. Plamy na twarzy rozlały się w jednolitą, spuchniętą, czerwoną maskę.

- Jeszcze tylko pióropusz i mogę odtańczyć taniec wojenny – pomyślałam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. Zadzwoniłam do znajomego z prośbą o dowiezienie do szpitala. Przyjechał bardzo szybciutko i zawiózł mnie. Poszłam na SOR i tam już zostałam. Zrobiono badania. Dostałam kilka kroplówek i o godzinie pierwszej w nocy zapadła decyzja o przewiezieniu mnie do szpitala zakaźnego w sąsiednim mieście. Czułam się okropnie i jeszcze te bolące guzy. Gorączka po lekach nieznacznie spadła, ale dobrze nie było. I tak od wtorku, od pierwszej w nocy umieszczono mnie w szpitalu zakaźnym i tam przeleżałam do soboty rano. Robiono mi badania. Karmiono lekami. Powoli dochodziłam do siebie. Bałam się co z dziećmi. Często do nich dzwoniłam. Na szczęście zajęła się nimi sąsiadka – wspaniała kobieta. Mogłam być o nie spokojna. Dzwonili znajomi. Przychodziła do mnie M. Nie zostałam sama dzięki nim. DZIĘKUJĘ WAM!  Ja jednak mam szczęście do dobrych ludzi!

W piątek na obchodzie lekarz zauważył:

- Nikt z rodziny panią nie odwiedza…

- Ja…jestem sama. W domu zostało dwoje dzieci… i dlatego proszę o szybsze wypisanie. Gorączki już nie ma więc…

- Zobaczymy.

W sobotę było dobrze, to znaczy uczulenie zeszło, gorączki nie było i po obchodzie lekarz zdecydował, że mogę już iść do domu. Moja sąsiadka, która dzwoniła z pytaniami jak się czuję przez cały tydzień, zadzwoniła też i w sobotę rano.

- A. już mogę wyjść.

- To za godzinę po ciebie będę.

Tak normalnie. Jakbym była kimś z jej rodziny a przecież nie jestem. Bez zbędnych próśb, słów, tak normalnie – za godzinę będę – dlatego mówię, że to wspaniała kobieta. Też Anna – Anie są jednak najwspanialsze!!!!

W domu czekała na mnie niespodzianka. W piątek miałam urodziny i syn kupił mi piękny bukiet żółtych tulipanów. Czekał na mnie w pokoju na ławie. Najpiękniejszy bukiet od syna. Dobrze wrócić do swoich – oj, jak dobrze!

Kiedy byłam w szpitalu często dzwonili do mnie znajomi. Myślałam, że nikt nie zauważy, że mnie nie ma a tu taka niespodzianka, tyle dobrych słów, tyle wsparcia. Nie jestem sama. DZIĘKUJĘ!

A co to była za choroba? Nie wiem. Dowiem się w poniedziałek, jak pojadę po wypis. Od początku kwietnia zeszłego roku (od kiedy zaczęło źle się dziać – tzn. zaczęły się nerwy i permanentny stres) pojawiło się uczulenie tzw. egzema. Miałam ją wcześniej, ale znikała a tu można powiedzieć „zadomowiła” się na stałe. Nic nie pomagało, żadne maści a do lekarza nie miałam czasu chodzić. Egzema była i myślę, że cała ta historia jest spowodowana tym właśnie uczuleniem. Nie mogę sobie pozwolić na następne takie „wczasy” od dzieci. Myślę, że to uczulenie to odpowiedź organizmu na niedawne wydarzenia – dwie sprawy – obydwie nierozstrzygnięte i jeszcze bardzo nieprzyjemna historia z kimś, komu za bardzo zaufałam i poczułam się bardzo oszukana. Bardzo przeżywam to wszystko. Mówię: „ogarniam’, „daję radę”, lecę dalej, tłumaczę sobie a organizm wie lepiej. A. też mi powiedziała:

- Tak, ty wszystko „ogarniasz” sama. Mówisz, że „dajesz radę”. Przestań. Pozwól sobie pomóc!

Ma rację. Czasami trzeba pozwolić, żeby ktoś mógł wkroczyć w nasze życie ze zwykłą pomocą. Przez 15 lat dawałam sobie radę sama i nie umiem przyjmować cudzej pomocy. Mam sobie wtedy za złe, że jestem taka nieporadna, taka zależna. Teraz zobaczyłam, że czasami bez pomocy innych nie dałabym sobie rady sama.

W szpitalu przeczytałam do końca książkę „Sztuka mówienie NIE”. Super książka. Niedługo podzielę się z wami uwagami dotyczącymi tej lektury. Niedługo. Cierpliwości.

Dobry Boże dziękuję Ci za tych prawdziwych przyjaciół.

Za tych, którzy pomagają nawet wtedy kiedy mówię, że „daję radę”.

DZIĘKUJĘ !!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Ciekawe zbiegi okoliczności

08 sty

Wychodząc wczoraj do pracy zajrzałam do skrzynki na listy. Okazało się, że leży tam książka, na którą czekałam. Książka zamówiona od Wróżki Drzew. Nie, nie pomyliłam się. Nie wierzę we wróżki i nie wróżę sobie u nich, bo to jest dziecinada. Ta wróżka to wspaniała pisarka a poza tym terapeutka zajmująca się opowieścioterapią.

Każde opowiadanie w tej książce to historia z morałem. „Dobra wróżba” dla każdego. Wspaniałe opowieści, po których człowiek podbudowuje swoje „ja”, albo zaczyna pozytywnie myśleć, chociaż jest mu bardzo ciężko. Wspaniała Wróżka!

O opowiadaniach z książki nie można opowiedzieć, bo trzeba je przeczytać – tak są osobiste.

W kopercie znalazłam też brelok – duże, zielone koło z wygrawerowanym drzewem. 

-Zabawne – pomyślałam – mówię o moim mieszkaniu „dziupla” i dostałam brelok do kluczy z drzewem.

Dziękuję pani Patrycjo!!!

Ciekawych książki wartej przeczytania odsyłam do strony, którą umieściłam w zakładce „Drzewo życia” – tam znajdziecie mnóstwo opowieści z optymistycznym przesłaniem. Podaję też tytuł książki „Opowieści Drzewa Życia: Bajanie Driady”. Książkę można zamówić na stronie Wróżki. Życzę przyjemnej lektury  :-D

witryna do odwiedzenia:          www.drzewo-zycia.com 

Zapomniałabym ;-) dostałam też wiadomość z linkiem do piosenki Renaty Przemyk od mojego Dobrego Ducha (ona będzie wiedziała o kim mówię –

K. moja kochana ) – jak dobrze, że otaczają mnie dobrzy ludzie.

- Z myślą o tobie – napisała K.



 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

„Samotność to taka wielka trowga – wiesz (…)” wyobraziłam sobie, że…

04 sty

Dwoje siedzących naprzeciwko siebie ludzi – kobieta i mężczyzna. On po tragicznych przejściach i ona z niełatwą teraźniejszością. Mierzą się wzrokiem.

- Jesteś piękną kobietą. Zadbaną. Trudno uwierzyć, że przeżyłaś tyle trudnych chwil, sytuacji. Przecież tego nie widać. – słychać powątpiewanie w jego głosie.

Ona uśmiecha się smutno. W głowie gonitwa myśli:

- „Więc jak mam wyglądać? Mam być brudna, zaniedbana, jęcząca. Z pretensjami do wszystkich?  Nieważne jak jest  ci źle  – masz wyglądać dobrze. Ładne ubranie, fryzura, uśmiech na twarz. Głowa do góry. Niech nikt nie wie, jak jest naprawdę i niech się nie dowie. Ciężko a jednak to możliwe. Keep smiling – uwaga zakładamy maskę – szeroki uśmiech. To nic, że serce płacze, że nie chce ci się żyć – keep smiling i do przodu”.

- Ja tak nie umiem – powiedział smutno się uśmiechając.

- Ciężko.

- Ciężko, nawet nie wiesz jak…

- Nie wiem, ale widzę – pomyślała.

Siedział przed nią przystojny mężczyzna, od którego biła aura bólu, ale nie bólu fizycznego, tylko tego gorszego – psychicznego. Ciemne oczy wydawały się ciemnymi przepaściami. Oczy pełne bólu, lęku, niewypowiedzianego cierpienia. Mroziły. Ogarnęła ją panika, kiedy starała się patrzeć w nie bezpośrednio. Spuściła wzrok. Nie wiedziała, co powiedzieć. Każde słowo zdawało się być takie niepotrzebne, nie na miejscu.

- Jak z nim rozmawiać, co powiedzieć – pomyślała. Niezręczna sytuacja.

- Nie wiesz, co powiedzieć.

- Nie, nie – szybko zaprzeczyła. Zbyt szybko.

- Wiem, trudno się ze mną rozmawia. Wszyscy, jakby się bali. Wszyscy wiedzą … i chyba się litują, a ja nie potrzebuje litości. Potrzebuję szczerej rozmowy, zrozumienia, wysłuchania. Czasami boję się tej samotności. Niby nie jestem sam, ale tak naprawdę nie ma przy mnie nikogo bliskiego i jeszcze te wspomnienia…

- Brakuje ci jej?

- Brakuje to mało powiedziane. W pamięci mam obraz kiedy stała w oknie i patrzyła, jak robię coś w ogrodzie. Kiedy jestem na podwórku wciąż spoglądam w to okno, ale tam jej nie ma i już nie będzie. Nie mogę się pogodzić z tym, że odeszła. Zginęła. Wypadek. Tyle się słyszy dzisiaj na temat wypadków. Pijani kierowcy, niedostosowanie prędkości do warunków na drodze. Człowiek słyszy i myśli – to mnie nie dotyczy. Ja jeżdżę dobrze, bezpiecznie, nic złego się nie stanie. Do czasu. Wypadek to ułamki sekund. Brak czasu na jakąkolwiek reakcję. Jedziesz i nagle coś zaczyna się dziać. Nie ma czasu na reakcję. Jest za późno. Możesz tylko obserwować rozwój wydarzeń. Nie ma czasu nawet na myślenie. Wtedy była okropna pogoda. Śnieżyca. Śliska droga. Mogliśmy nie wyjeżdżać, zostać w domu. Mogliśmy…

Zamilkł. Oczy zaszkliły się łzami.

- Nie możesz wciąż rozdrapywać tego, co się zdarzyło. Wracać do tego. Przeszłości nie zmienisz.

- Nie mów mi czego nie mogę, ja to wiem, ale to, co się ze mną dzieje jest silniejsze. Minęły trzy lata. Trzy długie lata a ja nie mogę się pozbierać. Czasami się zastanawiam, czy ze mną jest wszystko w porządku. Innym wystarczy pół roku, rok i już planują nowe życie a ja… Ze mną chyba coś jest nie tak.

- Każdy ma swój czas przeżywania żałoby.

- Ale to już trwa tak długo.

- Myślałeś o pomocy specjalisty?

- Nawet mogłem z takiej pomocy skorzystać, kiedy byłem w szpitalu, ale takie tłumaczenie, jakie tam usłyszałem tylko mnie zdenerwowało jeszcze bardziej. Nie chcę takiej pomocy.

- Nie wiem, jak ci pomóc. Bardzo bym chciała, ale nie umiem. Widzę, jak cierpisz, ale moje słowa niewiele tu znaczą.

- Po prostu bądź i czasami ze mną rozmawiaj.

- Będę…

W duchu dodała – będę, bo wiem co znaczy samotność, bezradność, rozpacz, poczucie pustki.

Mówi się o piekle. Straszy się nim niegrzeczne dzieci. Kiedy ludzie robią coś złego, mówią – pójdę do piekła, ale czy czasami nie stwarzamy sobie takiego piekła najpierw w naszej głowie myśląc „jestem do niczego, jestem zły, nic nie umiem, nie zasługuje na nic co dobre, bo…”. Ludzie tu na ziemi tworzą piekło dla siebie. Piekło uprzedzeń, poczucia bezsensu, własnej winy, wycofania, samotności. Piekło tym większe, im bardziej są wrażliwi, im bardziej czują. To chyba najgorsze piekło, jakie może być i dlatego potrzebni są ludzie, którzy „podadzą” rękę, wysłuchają, porozmawiają a nawet razem pomilczą, którzy będą „ciągnąć w górę”.

 

Dodaję ku przestrodze: Szkoda życia – zwolnij! – Warto obejrzeć!

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Wymyślone, Życie