RSS
 

Notki z tagiem ‘Psychoedukacja’

Emocje zawieszone w ciele

25 mar

Typy zawieszenia

Zawieszenie jest wielopłaszczyznową reakcją ciała, zmieniającą jego kształt i funkcjonowanie. Jest ARCHEOLOGICZNYM zapisem naszych doświadczeń. Z tą różnicą, że pozostaje żywe, aktywne, wpływające na TU I TERAZ. Co nie znaczy ŚWIADOME! To bardzo ważne. W większości przypadków żyjemy „zawieszeni” nie wiedząc o tym. A kiedy już się dowiemy, kolejnym etapem jest poczuć zawieszenie. A kiedy go czujemy, rozpoznać kiedy zwiększa aktywność. I oczywiście z czasem uczymy się je puszczać.

Wybór zawieszeń jest niezależny od naszej woli! Jest sumą doświadczeń jakich doznajemy i zaproponowanych matryc reagowania na nie. Często nieuświadomionych, często wrośniętych w self i ODCZUWALNYCH JAKO WŁASNE (wrodzone) I NIEZMIENNE.

 

Rodzaje zawieszeń

• WIESZAK (mogę zależeć jeśli kontroluję)

Lęk przed: złamaniem
Siły ścierające: strach ponad złością
Energia: gotowa na starcie
Nieświadomy przekaz: „NIE BĘDĘ SIĘ BAĆ”

• STRYCZEK (mogę istnieć jeśli nie czuję)
Lęk przed: unicestwieniem
Siły ścierające: pofragmentowane
Energia: wycofana
Nieświadomy przekaz: „TO NIE JESTEM JA”

• KOLUMNA (mogę być wolny jeśli nie pragnę)
Lęk przed: nadużyciem
Siły ścierające: kontrola przeciw pragnieniom
Energia: przesunięta
Nieświadomy przekaz: „JESTEM PONAD TYM”

• HAK (mogę być blisko tracąc wolność)
Lęk przed: użyciem
Siły ścierające: autonomia kontra zadowalanie
Energia: wstrzymana
Nieświadomy przekaz: „ZNIOSĘ WSZYSTKO BYŚ ZOSTAŁ”

• KRZYŻ (mogę przeżyć jeśli się poddam)
Lęk przed: opuszczeniem
Siły ścierające: cierpienie i uwikłanie
Energia: zapadnięta
Nieświadomy przekaz: „CZY KTOŚ MI POMOŻE?”

 

Popatrzyłam na siebie i na swoją zawieszoną, wciąż przekrzywioną w prawą stronę głowę i jak echo wróciły słowa terapeuty podczas kolejnych sesji…

Jestem ewidentnie typem „stryczek”… a komentarze do tego typu, pasują do mnie jak ulał:

„czy kiedy drzewo upada w lesie,
to czy wydaje jakiś dźwięk
skoro nie ma tam kogoś,
kto mógłby go usłyszeć„
T. Ogden

Historia, jaką niesie stryczek, to historia bardzo wczesnego opuszczenia. Dziś wiemy już, że to nie tylko pierwsze miesiące życia dziecka, ale też ostatnie miesiące ciąży oraz, to jak dziecko przyszło na świat, może determinować powstanie tego zawieszenia.

Opuszczenie jest tu rozumiane nie tylko relacyjne. Opuszczając brzuch matki, dziecko opuszcza swój bezpieczny, znany mikrokosmos, na rzecz chłodnego, obarczonego grawitacją świata. To przejście progowe, wejście w obce i stymulujące, gdzie ratunkiem są ciepłe, obecne i przyjmujące ramiona opiekunów. Niezmienne, miękkie, dostępne… kojące zagrożenia płynące z nowej rzeczywistości. A zagrażać może wszystko, co jest ponad możliwości przetworzenia przez niedojrzały układ nerwowy niemowlaka.

Co w szczególności:
• ciężki poród
• wcześniactwo
• urazy, choroby okołoporodowe i związane z nimi procedury medyczne
• mama w depresji okołoporodowej
• brak mamy i brak wystarczająco dobrego INNEGO TRZYMAJĄCEGO
• wrogość, chłód, wycofanie „nowego Świata”
• brak dostrojenia do potrzeb nowo narodzonego

Człowiek szczególnie na tym etapie rozwojowym doświadcza siebie przez ciało, właściwie tylko przez ciało, inne kanały wymian zewnętrznego z wewnętrznym dopiero będą się wykształcać. To odczucia płynące z ciała jak: błogość, głód, spokój, chłód, ból, sytość są podstawowymi stanami wypełniającymi wszechświat dziecka, z czego pojemność na nie jest dość niska. Niemowlak nie może zostawać głodny czy pozostawiony sam sobie, to go nie sfrustruje, bo ten stan jeszcze się nie wykształcił. Na tym etapie niezaspokojone potrzeby, bardzo szybko stają się tsunami uczuciowym, zalewając dziecko lękiem przed unicestwieniem.

JAK TO SIĘ DZIEJE W CIELE?
Jeśli nie jestem w stanie czegoś przeżywać, nie mogę też nad tym w żaden sposób panować, muszę się od tego oddzielić. To co płynie z ciała staje się wrogie, zalewające, bo nieposkromione i tak ciało dziecka staje się dla niego największym zagrożeniem, na które jedyną DOSTĘPNĄ odpowiedzią jest ROZSZCZEPIENIE.

Pierwsza FRAGMENTACJA (SEGMENTACJA), za razem najsilniejsza to właśnie STRYCZEK, ODDZIELAJĄCY Ego od Ja cielesnego. Dziecko zamieszkuje w głowie, w świecie fantazji i intelektu. Człowiek wycofuje się z tego, co jest źródłem cierpienia – w tym wypadku jest to ciało, które w swojej odpowiedzi czuciowej reprezentuje chłód (zwykle emocjonalny) otoczenia.
Naturalnym odruchem jest odsunięcie się od tego, co nas przestrasza czy zadaje nam ból. To jest właśnie reakcja głowy. Przesuwa się do boku w stosunku do pozostałej części ciała, stając się jakby zewnętrznym, niezależnym obserwatorem w stosunku do fizycznej reszty: „to nie jestem Ja”, „mnie tam nie ma”….

SPĘKANA TAFLA LODU
Jeśli wyobrazimy sobie zacisk u podstawy czaszki, który jak pancerna łapa oddziela wszystko napływające z ciała do głowy, możemy odczuć siłę PĘKNIĘCIA. To pierwotne pęknięcie efektem domina, przeniesie się w dół fragmentując dalej całe ciało. Można by się zastanowić dlaczego ciepłe, miękkie ciało wytwarza napięcie typu „kruchy lód”. Dzieje się tak dlatego, że ciało w obronie przed zagrożeniem uruchamia całą sieć reakcji. Następuje spłycenie oddechu, co ogranicza ruchomość oraz procesy metaboliczne. W efekcie dziecko ZAMIERA, utrzymanie tego stanu dłużej z powoduje ZMROŻENIE ciała. Pęknięcia zapewniają oddzielenie części ciała od siebie, ograniczając możliwości kumulowania się ładunku uczuciowego oraz przekazywania go. Mięśnie się skracają, ciało sztywnieje dążąc do obkurczenia swojej powierzchni. I tak powstają kolejne pęknięcia. Ręce oddzielają się się od tułowia. Zaciśnięte stawy separują kolejne części ciała. Oczy wycofują się w głąb czaszki lub czujnie krążą po otoczeniu. Nadchodzi ZIMA, czas przetrwania.
Moje ciało przestaje być moje. Chłód nie jest już moim chłodem, ból moim bólem, pragnienia są czymś nieznanym. Ja cielesne zostaje zmrożone i po fragmentowane. Rzeczywistość ciała zostaje skontrolowana i podporządkowana ego, jego fantazjom, tworząc potężną ILUZJĘ:
„jestem bezpieczny tylko w głowie, im mniej czuję, tym lepiej”.

U DOROSŁEGO
Powstałe napięcie przesunie głowę lekko w bok, jakbyśmy z wyżyn umysłu z DYSTANSEM I NIECHĘCIĄ spoglądali na to brzydkie, fizyczne „coś” tam w oddali, na nizinach. Taka osoba często opisuje swoje ciało jako obce, utrudniające, zimne, sztywne, niepotrzebne. Zwykle o nie nie dba. Obsługuje je. Towarzyszące objawy somatyczne zmuszają do zwrócenia się w stronę ciała, ale zwykle wzmacnia to poczucie niechęci do Ja fizycznego, które zawodzi i jest kłopotliwe: „mi nic nie jest, to ono choruje”.

Taki stan utrzymuje się zwykle do momentu wejścia w relację. Doświadczana bliskość, intymność i dotyk stają się niepokojące, zagrażające lub budzące bliżej nieokreśloną tęsknotę. Człowiek czuje się poskładany z miliona kawałeczków lodu, często nie pasujących do siebie, których tylko sztywne trzymanie zapobiegnie nieodwracalnemu rozpadowi.

Życie skupione jest w głowie. Energia skumulowana w tułowiu, wycofana z obwodów tak, by zmniejszyć możliwość przyjmowania bodźców, ograniczając ich intensywność już na poziomie kontaktu. Stopy przyjmują kształt, jakby ziemia parzyła. Chcące się od niej oderwać palce są podkurczone, by zając jak najmniej miejsca. Oddech jest ledwo zauważalny.

Na szczęście stryczek w takiej sile nie jest częsty, ale już wiele osób w sytuacji stresu, zagrożenia, ekscytacji nieświadomie przyjmie pozycję stryczka. Poczuje znajomy rodzaj zmrożenia w ciele, zwykle nieświadomie oddalając się od siebie cielesnego, by w taki sposób skontrolować pojawiające się uczucia.

INNI
Kiedy mamy taką osobę w bliskiej relacji, żyjemy w poczuciu stałego dobijania się do niej. Czujem się za ciepli, za dotykalscy, przekraczający bliskością. Z czasem mamy ochotę potrząsnąć nią: „hej, jesteś tam?”.

JAK SOBIE POMÓC?
Niezależnie jaką formę pracy wybierzemy w przywracaniu czucia ciału, ma to dziać się WOLNO, z równoczesnym OSWAJANIEM i zwiększeniem TOLERANCJI na przejawy życia w ciele.
Żywotność jest zagrażająca przy tym zawieszeniu, ego będzie w wielkim niepokoju w kontakcie z głębszym oddechem, szybszym biciem serca, rozlewającym się ciepłem. AMBIWALENCJA jest naturalną reakcją na proces rozmrażania ciała. Rozmrozi się wszystko, również to co wyparte: przerażenie, rozpacz czy wściekłość. Dlatego tak ważne są:

3 POZIOMY PRACY prowadzone równocześnie:
• uziemienie przestraszonej głowy,
• ożywianie ciała ze stałym sprawdzaniem jakości uziemienia,
• zwiększanie możliwości rozpoznawania i pomieszczania otwierających się uczuć.

Czyli kiedy się trochę ożywimy, zwróćmy się natychmiast do Ego sprawdzając czego ono potrzebuje. Pozwalajmy sobie czuć co przychodzi, nie zamieniając tego we wrogie fantazje na temat tego, co przychodzi.

Głębszy oddech jest pierwszą praktyką do badania naszej reakcji na zwiększenie poziomu żywotności. Dopiero potem samo uziemienie.
Rozpocznijmy od doświadczania własnego dotyku, dopiero później sprawdźmy jak to jest w kontakcie z drugą osobą.

Zasada IM WOLNIEJ, TYM SZYBCIEJ jest tu najlepszą wskazówką.
I jeszcze jedno. Po zimie zawsze przychodzi WIOSNA!

 

Rzeczywiście, u mnie terapia nie trwa w tempie ekspresowym. Części układanki „wpadają” na swoje miejsce… Uczę się głęboko oddychać… Powoli daję się „oswajać” a o głębokim oddechu przypomniałam sobie bardzo niedawno. Zaczynam dbać o swoje ciało.Od niedawna pokochałam piękne sukienki. To, co dla innych wydaję się długim chodzeniem na terapię, dla mnie jest dopiero początkiem…

 

Jak wiele informacji przekazuje nasze ciało a my (ja) nie mamy nawet o tym świadomości.

 

Bliska jest mi też postawa „hak”

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy ktoś nas przekracza i czujemy narastającą złość, ale z lęku przed opuszczeniem zatrzymujemy złość, uśmiechamy się i dobrotliwie mówimy: „no dobrze, masz rację”. Czujemy jak wszystko w środku się w nas gotuje, krew podpływa do twarzy, mięśnie tężeją, zęby zaciskają się niczym imadła….
Jednocześnie wewnątrz towarzyszy nam potężny lęk: „kiedy wyrażę sprzeciw, zostanę ukarany i porzucony”. Lęk, który siłą chłodu stali, zatrzymuje żar złości. Więc uśmiechamy się pogodnie, godząc się powierzchownie z przegraną, a wewnętrznie czując potrzask: „nie ma dla mnie wyjścia”

Dylemat konfliktowy:
„KIEDY WYBIORĘ SIEBIE, STRACĘ CIEBIE. KIEDY WYBIORĘ CIEBIE, TRACĘ SIEBIE”

PUŁAPKA bycia dobrą i grzecznym…
Ta wysoko zorganizowana pułapka ma ściany zbudowane z gniewu, ale ich cementem jest lęk. Za każdym razem, gdy pojawia się złość na bycie użytym, równocześnie pojawia się lęk przed utratą bliskiej osoby. Lęk scala ściany, które rozsadza złość. Obie siły są równie mocne. Dochodzi do zwarcia i status quo. Złość zostaje wycofana z obwodów do środka w postaci naładowanej, skoncentrowanej energii, „zapieczonej” i tak właśnie powstaje jakość gniewu. Ukryty w środku, będzie przypominać o każdym przekroczeniu i w możliwych momentach całą „serdecznością” postawy bierno-agresywnej, będzie szukał ujścia dla swojego ładunku, domagając się wyrównania wobec ceny tracenia siebie: swojej WOLNOŚCI i AUTONOMII na rzecz innych.

DYNAMIKA CIAŁA
W tym zawieszeniu ładunek złości jest równie mocny jak ładunek lęku. Osoba czuje narastające pobudzenie w mięśniach, ich gotowość do sprzeciwu i postawienia granicy. Ale lęk zatrzymuje całą ekspresję i spycha ją do środka. Wysiłek włożony w powstrzymanie akcji jest większy niż sama potrzeba wyrażenia. Można by powiedzieć, że mięśnie pracują stale na pobudzeniu: skurcz do wyrażenia, na co idzie kolejny skurcz, by zatrzymać, rosnące pobudzenie.

Zobaczymy więc duże brzuśce mięśniowe, ale dość krótkie. Nie ma fazy rozluźnienia, ani przestrzeni na wydłużenie. Taka osoba musi trzymać ładunek i wytwarzać kolejny, by zatrzymać skutecznie ekspresję.

To tak jakbyśmy wyobrazili sobie, ciągłą próbę zrobienia kroku do przodu. Wystawiam nogę i ją cofam, i jeszcze raz. Ale nie ma odpoczynku między fazami.
Ciało staje się skompresowane. Patrząc mamy wrażenie, że osoba mogłaby być wyższa.
Kark jest skrócony, głowa wysunięta do przodu w pozycji do ataku, ale zaprzecza temu wyraz twarzy: grzecznej dziewczynki czy dobrego chłopca.

Górne plecy są naładowane, powstaje fizyczna półeczka przeciążeniowa, którą można dosłownie rozumieć jako magazyn powstrzymanej złości, skompresowanej do gniewu. Ramiona będą zwisać pozornie swobodnie, ale będziemy widzieć duże mięśnie, pokazujące nad aktywność. Łokcie będą lekko zgięte. Powstaje wrażenie jakby osoba trzymała w rękach wiadra z wodą. Ten rodzaj GOTOWOŚCI SPOCZYNKOWEJ NA PRZYJĘCIE OBCIĄŻENIA jest charakterystyczny dla całego ciała. Patrząc na tułów widzimy stłoczenie mięśni i tkanek.

Nogi podobnie jak ręce są masywne, uda często wyglądają jak u zawodnika podnoszącego ciężary. Pupa jest podwinięta i zaciśnięta. Patrząc mamy wrażenie podwiniętego ogona, to odpowiedź na lęk, ale też na skontrolowanie impulsów płynących z miednicy.

Cała postaw woła: „DŹWIGAM ŚWIAT NA RAMIONACH I DOBRZE TO ROBIĘ”. Możemy przełożyć to na język konfliktowy: „ZNIOSĘ WSZYSTKO BYŚ ZOSTAŁ”

JAK SOBIE POMÓC
Oczywiście pozwolenie sobie na wyrażanie i stawanie za sobą jest kierunkiem, ale równocześnie największym zagrożeniem. Dlatego w przypadku tego zawieszenia tak dobre i ważne jest rozpoczęcie pracy od ciała, a nie w relacji do. Wszystko, co będzie służyło wydłużaniu i rozciąganiu mięśni jaki i oddechu, będzie dawało więcej przestrzeni w sobie na siebie. Jak nie trudno się domyśleć poczucie stłoczenia emocjonalnego i gotowania się we własnym sosie uczuciowym jest częstym doświadczeniem przy tym zawieszeniu.

• GŁOS – to najsilniejszy kanał wyrażanie siebie i dostępu do lęku, i złości. Praktyka mówienia, krzyczenia, skandowanie NIE jest pierwszym krokiem. W aucie, pod mostem można oswajać swój głos, doświadczając jego mocy.

• GRANICE- dopuszczenie w myślach, to mi przeszkadza: „odsuń się”, a potem praktykowanie tego samodzielnie z użyciem rąk, jakbyśmy kogoś przesuwali ze słowami: „zrób mi miejsce” jest dobrą codzienną praktyką (otwieramy dłonie, ściągamy łokcie do łopatek i wyrzucamy ręce przed siebie)

• SPONTANICZNOŚĆ w tańcu, bieganiu, śpiewaniu (dobrze w grupie, by oswoić schowane części siebie)

• MASAŻ: głęboka praca z pancerzem piersiowym, karkiem i podstawą czaszki: ożywianie ich i przywracanie czucia skamieniałym częściom.

• ZRZUCANIE Z PLECÓW- podstawowe ćwiczenie rozładowujące: wymach łokciami w tył jakbyśmy chcieli kogoś zwalić ze słowami: „złaź, daj mi żyć”

• WŚCIEKŁOŚĆ- jest celem do pracy terapeutycznej. Osoba z „hakiem” latami zatrzymywała swoją złość, ma więc całe pokłady wściekłości do wyrażenia. Terapeuta nie tyle potrzebny jest, by pomagać pomieszczać uczucia (zwykle osoba dobrze pomieszcza siebie) ale by przyjmować, kiedy osoba dotknie swojej złości i zacznie wyrażać wściekłość, by zostać wtedy z nią, z wpierającą obecnością: „masz do tego prawo”.

DZIECIŃSTWO.

DZIECKO POTRZEBUJE POWIEDZIEĆ NIE, ZANIM POWIE TAK. Szanujmy „nie” naszych dzieci. Ich potrzebę spontaniczności i kreatywności w ekspresji. Opuszczanie nie jest dobre, ale przytłoczenie bliskością i nie pozostawienie dziecku przestrzeni na samo stanowienie jest równie trudnym doświadczeniem. Spętanie symbiozą, brak zgody na oddalanie się dziecka, czyni niewolnika w dorosłym życiu.

I pamiętajmy zwieracze są gotowe do pracy, kiedy dziecko ma 2,5 roku. Nie zarządzajmy wydaleniem dziecka wcześniej. Za naszą iluzję władzy i wpływu płaci autonomia dziecka.
No a kupa to pierwszy akt WŁASNEJ kreatywności i rodzącego się poczucia sprawstwa- tak czuje maluch: „co ze mnie jest doskonałe”!

 

Na temat innych postaw na stronie artykułu „Emocje zwieszone w ciele”, Marzena Barszcz

Na podstawie artykułu ze strony www.pychologiawgladu.pl

Jak widać, nasze ciało może wiele powiedzieć !!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Gwiazdy na niebie to ludzkie marzenia i życzenia…

03 gru

Marzenia

Marzenia

Czy każdy je ma?

Czy każdy ma odwagę marzyć?

Mam nadzieję, że każdy…

Pamiętam, jak pewnego dnia znajomy nieoczekiwanie zapytał mnie o moje marzenia.
- Ja… Ja… nie wiem… nie mam marzeń… Nie mam odwagi marzyć… Zresztą o czym?
I spojrzałam na jego zdziwioną twarz

Dziś znalazłam opowieść

Można ją potraktować jako opowieść terapeutyczną – lubię takie opowieści.

Można ją potraktować jak bajkę

Nie znam niestety autora

Opowieść w klimacie nadciągających wielkimi krokami świąt…

Z nieba, grubymi płatami, padał dziś wieczorem śnieg.

Świątecznie…

„Dreeeeam, dream, dream, dream”.

     Muzyka brzmiała z daleka jak małe srebrne dzwoneczki. Ogromne białe płatki śniegu tańczyły w powietrzu – wirując z wdziękiem jak baletnice z najlepszego musicalu. Zatrzymując się na moment w świetle ulicznych lamp jak modelki w świetle fleszy fotografów, całując nosy i policzki przechodniów, zmęczone, miękko opadały w dół. Ciepłe światła dekoracji Bożonarodzeniowych migotały w wystawach sklepowych. Stare miasto wyglądało jak kartonowy teatr! Och, jak cudownie, wdychałam całą sobą tę unikatową atmosferę świąt.

     Wieczorem przed snem pomyślałam, że jednak cieszę się, że biuro, w którym pracuję, przeniesiono w okolice Starego Miasta. Przypomniało mi się, że marzyłam kiedyś o tym, żeby pracować na Starym Mieście, otoczona starymi murami, pomiędzy kościołami, które przeżyły już tak wiele. Takie małe, dziecinne, zapomniane, marzenie. O którym oczywiście zapomniałam i nie szukałam pracy szczególnie w tym miejscu.

     A teraz zdumienie. Pan Bóg pamiętał o takim małym marzeniu? Zdumienie, że jednak to prawda: my śpimy, a w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet te najmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?

     Myślałam o tym, kładąc się spać….

     Nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.

     - Przyszedłem aby odpowiedzieć na twoje pytania – powiedział.

     Wziął mnie za rękę i zaprowadził do okna:

     - Spójrz w górę.

     Spojrzałam… a w górze było czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.

     - Widzisz gwiazdy? – kontynuował – to właśnie ludzkie marzenia i życzenia. Ludzie marzą, mają głowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ich głowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi, aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest cała tajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bóg powtarza nam: „ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia. Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek marzenie zostało upuszczone”.

     Przerwał i spojrzał na mnie. Wpatrywałam się w niego, a on uśmiechnął się.

     - Ale. Musisz pamiętać. Jest jeden warunek. Jeden bardzo ważny warunek. Tylko jeśli ten warunek jest spełniony, jesteśmy w stanie zebrać marzenia. Jest to możliwe…

     Usiadł na parapecie i patrzył na mnie uważnie.

     -…. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy marzenie zostało powierzone Panu Bogu.

     - Co to znaczy? – zdziwiłam się.

     - To jest proste. Wystarczy, że przed snem powiesz Panu, że oddajesz Jemu swoje marzenia i poprosisz, aby On się nimi zaopiekował.

     - To rzeczywiście proste! – znowu byłam zdziwiona, tym razem, że to takie proste.

     - Wydaje się to rzeczywiście proste – powiedział Anioł, ale wyglądał trochę smutno – Ale w praktyce… nie zawsze jest to takie łatwe. Są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nawet o Nim nie myślą, więc nie ma szans, aby oddali Bogu swoje marzenia. Inni znowu nie chcą oddać Panu Bogu swoich marzeń. Boją się, że je stracą na zawsze. Trzymają je w sobie i nie wiedzą, że przez to nie mogą być one spełnione. Inni znowu zupełnie przestali marzyć, gdy dorośli. I to wszystko jest dla nas, Aniołów, bardzo smutne.

     Westchnął. Chciałam go objąć i pocieszyć, ale bałam się ruszyć, żeby nie zniknął. Na szczęście za moment znowu się uśmiechał.

     - Jednak mamy również powody do radości. Wiele, wiele ludzi marzy i powierza Bogu swoje marzenia. A my zbieramy te powierzone Bogu marzenia i wieszamy na nieboskłonie. I w tym momencie marzenia staja się częścią świata – od tej pory nigdy już nie zginą.

     A Pan Bóg… On nigdy nie zapomina o waszych marzeniach i wie dokładnie, które gwiazdy są czyje.

     Uwielbia przechadzać się po niebie pomiędzy nimi. Ogląda je i cieszy się każdą gwiazdą, nawet jeśli jest bardzo mała i niezdarna, i świeci bardzo niepewnie. Cieszy się, bo każda gwiazda jest wyrazem zaufania człowieka do Boga.

- No, dobrze – przerwałam – ale czy Pan Bóg spełni każde marzenie? Znam ludzi, którzy marzyli i ich marzenia nie spełniły się. No tak, mówiłeś, że mogły być marzenia nie powierzone Bogu. Ale jeśli są powierzone, czy zawsze są spełniane?

- Masz rację. Ludzie mają też czasem marzenia, które nie zawsze są dobre dla nich. Oni sami nie zawsze to wiedzą, bo tylko Bóg jest Tym, Który Wie Wszystko. Ale ludzie, którzy ufają Bogu, wiedzą też, że On zweryfikuje ich marzenia, używając swojej Mądrości, Dobroci i Miłości. I to On decyduje, które marzenia mają zostać na zawsze na niebie – i świecić Blaskiem Gwiazd Zaufania (a cieszy się nimi, jak wszystkimi innymi), a które mają zostać spełnione i kiedy jest Czas ich spełnienia. Które gwiazdy mają zostać połączone, a które rozdzielone. Które muszą być ociosane, które muszą nauczyć się większej pokory, a którym trzeba dodać odwagi. Tutaj my Anioły mamy dużo pracy. To nasza rola przekonać Nieśmiałego Marzyciela, że bez jego działania, Bóg sam nie może wiele zdziałać. Bóg z każdego snu wyciąga tę dobrą cząstkę, łączy ją z inną i w tym sensie każde marzenie, nawet jeśli jest bardzo niedobre w filozofii Bożej, zostaje przemienione w Dobro w momencie, gdy zostanie powierzone Panu Bogu.

     Rozumiesz więc, co znaczy, że możesz spać, a marzenia się spełniają? Tylko trzeba je mieć. I mieć je w Panu. Każdy może ich mieć tyle, ile tylko zapragnie. Pan Bóg raczej smuci się ich brakiem, niż nadmiarem. I wiesz co, powiem tylko tobie, że twój zbiór gwiazd jest ostatnio bardzo mały. Pan Bóg nie za bardzo ma z czego wybierać. Czy coś się stało?

- Ach, muszę lecieć. – zerwał się nagle, nie czekając na moją odpowiedź. – Wiesz, za parę dni obchodzimy Urodziny Naszego Pana i z tej okazji przygotowujemy Program Niespodzianek dla Ziemi i na nasze przyjęcie w niebie. Mamy skrzydła pełne roboty!! Pomyśl o tym co powiedziałem, a ja wrócę pewnej nocy, by odpowiedzieć na twoje dalsze pytania.

     Wstał i ….zniknął. Po minucie zobaczyłam go za oknem, wiszącego w powietrzu. Zapukał w okno i powiedział (nie wiem, jak to się stało, że słyszałam jego łagodny cichy głos, ale słyszałam).

- Zapomniałem powiedzieć!. To okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Bardzo ważny czas dla ludzi, w którym to czasie pojawia się szczególnie dużo marzeń i życzeń. Pamiętaj! Gdy w czasie świąt będziecie składać sobie nawzajem życzenia, wieszajcie te marzenia od razu na niebie! To bardzo pomoże nam w pracy!

     Pomachał mi i odleciał.

     A mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie…. a może niedowierzanie….

     Czy my, dorośli, mamy rzeczywiście tak beztrosko marzyć jak dzieci?

     Ale jego już nie było, aby odpowiedzieć na moje pytanie.

     Zostałam tak z oczami utkwionymi w niebo, myśląc o gwiazdozbiorze własnych marzeń.

     Po długiej chwili…. położyłam się dalej spać. Postanowiłam mieć wiele marzeń i ogarnęło mnie silne nieodparte przeczucie, że coś pozytywnego wydarzy s wkrótce.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Trochę wskazówek na codzienne życie ☺

28 paź

Byłam wczoraj u rodziców
Posprzątałam grób, zmieniłam kwiaty
Nie zapaliłam znicza – zostawiłam to na wtorek

Tak kończy się każde życie – nagrobkiem i ciszą

Siedzę w pracy

Za oknem widzę jarzębinę bez liści, ale za to z mnóstwem czerwonych korali

Do okna zagląda szaro-żółta bogatka. Przekrzywia ciekawski łepek. Przyczepiła się pazurkami do chropowatej elewacji.  Zwisa trochę w poprzek i kręci w śmieszny sposób malutkim dzióbkiem.

Jeszcze jestem tutaj

Na stronie internetowej przeczytałam przed chwilą kilka mądrych zdań

Fajnie się czyta, chociaż życie rządzi się swoimi prawami…

*****

Nie pozwólcie, by ktokolwiek zawładnął waszym ciałem bądź umysłem.

Dołóżcie wszelkich starań, aby wasze myśli pozostały swobodne. Nawet wolny człowiek może być bardziej skrępowany niż niewolnik.

Służcie ludziom w potrzebie uchem, lecz nie sercem.

Okazujcie szacunek tym u władzy, lecz nie podążajcie za nimi ślepo.

Osądzajcie, kierując się logiką i rozumem, lecz nie komentujcie głośno.

Nie uważajcie nikogo za lepszego od siebie, bez względu na to, kim jest w życiu.

Traktujcie wszystkich uczciwie, by nie narazić się na zemstę.

Rozważnie wydawajcie pieniądze.

Bądźcie wierni swym przekonaniom, a inni was wysłuchają.

A co do miłości… moja jedyna rada brzmi: bądźcie uczciwi.
To najpotężniejsze narzędzie, otwierające serca i zyskujące przebaczenie.

- Christopher Paolini / WIELKA KSIĘGA MĄDROŚCI /

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Odporność psychiczna – można a nawet trzeba nad nią pracować

11 wrz

Dzięki stronie Park psychologii znalazłam mądry artykuł o odporności psychicznej.

Warto przeczytać!!!

Odporność psychiczna to klucz do sukcesu – uważa dr Aldo Civico, antropolog, mediator, wykładowca Rutgers i Columbia University. W swojej karierze spotkał on wiele osób, które osiągnęły obiektywny sukces: sportowców, biznesmenów, polityków, celebrytów. Stwierdził, że wszystkich tych ludzi sukcesu łączy jedna cecha – odporność psychiczna. By osiągnąć postawione przed sobą cele nie wystarczy inteligencja i talent. Badania pokazują, że w 80 proc. za odniesione sukcesy odpowiadają określone cechy składające się na odporność psychiczną – pisze dr Civico.

To dobra wiadomość! Bo o ile z talentem rodzimy się lub nie, o tyle odporność psychiczną możemy wytrenować. Civico wyróżnił piętnaści nawyków osób odpornych psychicznie. Zaleca on, by czytając o nich, zastanawiać się które już posiadamy, a nad którymi trzeba jeszcze popracować:

1. Pielęgnowanie samoświadomości. Ludzie, którzy doświadczają doskonałości w życiu, wykształcili emocjonalną doskonałość. To znaczy, że rozumieją swoje emocje. Kiedy doświadczają negatywnych uczuć wiedzą, że nie należy się w nich zanurzać, lecz nadać im sens i uczyć się z nich. Niektórzy, aby być świadomymi swoich stanów, prowadzą dzienniki.

2. Praca nad pewnością siebie. Osoby odporne psychicznie wiedzą co mogą kontrolować, a czego nie. Nadają znaczenie wydarzeniom. Pewność siebie daje im wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel.

3. Przeformułowywanie negatywnych myśli. Osoby odporne psychicznie unikają zanurzania się w negatywnych myślach, wątpliwościach. Nauczyły się nadawać im nowy sens tak, by te działały motywująco. Używają ich jako przypomnienia o tym ile mają w życiu, ile już osiągnęły, jaki jest ich cel. Niektórzy zapisują motywujące myśli i zostawiają na widoku.

4. Jasny sens. Osoby odporne psychicznie nie tylko wiedzą czego chcą, ale też dlaczego mają taki, a nie inny cel. Jasno określony sens działania pomaga im i motywuje, gdy natrafiają na przeszkody i wyzwania. Sens działania jest dla nich paliwem.

5. Sprecyzowane cele. Osoby odporne psychicznie mają wyznaczone cele, do których dążą. Są one konkretne, doprecyzowane, mierzalne – długo i krótkoterminowe. Nie tyczy się to wyłącznie kariery zawodowej, ale również życia osobistego, zdrowia – wszystkich obszarów funkcjonowania. Cel działa jak magnes.

6. Dyscyplina. Poprzez dyscyplinę manifestuje się odporność psychiczna – zaobserwował dr Civico. Osoby odnoszące sukcesy nieustannie pracują nad samodyscypliną.

7. Otwartość na zmiany. To, co pomaga dotrzeć do ustalonego celu to elastyczność czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków. Osoby otwarte na zmiany rozumieją potrzebę ciągłego wzrostu. Cieszą się nie tylko z rezultatów swoich działań, ale też z drogi, którą pokonały.

8. Odpowiedzialność. Odporni mają zerową tolerancję dla wymówek. Nie mają w nawyku winić innych/świat/ okoliczności za swoje porażki. Biorą pełną odpowiedzialność.

9. Umiejętność odmawiania. Kiedy muszą, wiedzą jak odmówić w sposób konstruktywny i pełen szacunku. A żeby osiągnąć swoje cele odmawiają nie raz.

10. Kult empatii. Odporności psychicznej nie należy mylić z dystansowaniem się. Osoby odporne są wrażliwe na otoczenie, w którym żyją i na napotykanych ludzi. Ciekawią ich inni, odmienne spojrzenie na świat.

11. Nie ma porażek, jest tylko informacja zwrotna – oto zasada, którą kierują się odporni psychicznie. Jeśli  coś nie poszło po ich myśli to stanowi element wiedzy niezbędnej, by następnym razem się udało.

12. Otwartość na krytycyzm. Osoby odporne psychicznie nie zastanawiają się nad tym co myślą o nich inni. Skupiają się na nieustannej nauce, a krytyka jest jej formą. Mają w sobie pokorę, która każe im wierzyć, że zawsze można być lepszym. Wiedzą, że sukces wymaga ciągłego wysiłku, bo kto nie idzie do przodu, cofa się.

13. Problemy przekute w możliwości. Osoby odporne nie stawiają się w roli ofiar, starają się nie tracić energii na użalanie nad sobą. W problemach i komplikacjach widzą możliwość wzrostu i nauki.

14. Trening wdzięczności. Odporni żyją w stanie ciągłej wdzięczności za doświadczenia życiowe. Nie rozróżniają  na dobre, za które należy być wdzięcznym i złe, za które nie należy. Starają się doceniać wszystko co im się przydarza.

15. Praca nad ciałem. Odporni psychicznie żyją w harmonii. Doceniają istotę energii życiowej. Dbają nie tylko o życie osobiste i karierę, ale też o ciało i zdrowie. Regularnie ćwiczą, odżywiają się zdrowo.

Dr Aldo Civico jest antropologiem współpracującym z  Rutgers University, dyrektorem International Institute for Peace, mediatorem. Przewodniczył Center for Conflict Resolution na Columbia University. Jest ekspertem w dziedzinie budowania strategii pokojowych i rozwiązywania konfliktów. W swojej karierze działał  m.in. w organizacjach walczących z sycylijską mafią. Brał również udział w pokojowych działaniach między rządem kolumbijskim a partyzantami.

oprac. marga psychologytoday.com, aldocivico.com

Ze strony: www.charaktery.eu

 
 

Niech ci nie będzie żal, że czas przemija… 2

27 sie

Siedzę przed laptopem

Twarz oświetlona światłem z ekranu odbija się w lustrze szafy przede mną

Kurde, mam ładne oczy. Uśmiechnięte spojrzenie, pełne ciepła…

Od kiedy… Nie wiem

Ostatnio zbieram różne sygnały od znajomych

Rejestruje je

Usłyszałam, że:

Spoważniałam…

Pięknie wyglądam – „Służy ci ta terapia”

Jak echo odbijają się słowa terapeuty, że osoby w terapii nie widzą swojej zmiany

Krewna podczas rozmowy ze mną o przeszłości i o tym, że nasze dzieci rosną bardzo szybko a my wciąż „Młode i piękne” westchnęła: „Chciałabym, żeby te młode lata się wróciły”

„A ja nie!” – odparowałam. Nie chcę, żeby wracały! – spojrzała na mnie zaskoczona i skończyła rozmowę…

Nie żałuję tego, że robię się coraz starsza. Że zmarszczki w kącikach oczu. Że kilogramów przybywa. Że siwe włosy zaanektowały większość fryzury i trzeba je farbować ( nie mam odwagi ich zostawić bez farby, więc farbuję na mój naturalny ciemny blond).

Nie  żałuję, że większość mojego życia była trudnym doświadczeniem. Czego się nauczyłam, to moje!!! Nie oddałabym ani jednego roku!!!

Dziś przepiękny, słoneczny dzień

Patrzę w swoje oczy odbijające się w lustrze

- „No śliczna, życie jest piękne!!!”

Jest jak wino

Im starsze, tym bogatszy bukiet

im starsze, tym bardziej smakuje

Banały, trywializuje?! No, może… Troszeczkę

Nie żałuję :-)

***

Wyhaczyłam w Empiku książkę – podobno dobra – „Małe życie” . Ogromna cegła – 813 stron

I dwie składanki „Najlepsze hity dla ciebie”. Dwa albumy trzypłytowe. No hiciory!! Fakt :-)

W domu króluje teraz muzyka

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Sztuka małych kroków

14 sie

Wracamy do domu.

Wyjazd, chociaż deszczowy, można zaliczyć do udanych.

Jesteśmy w Toruniu i tu nocujemy.

A poniżej piękna perełka znaleziona w internecie :-)

Ta mało znana modlitwa została napisana przez autora Małego Księcia – Antoine de Saint-Exupéry w jednym z najtrudniejszych okresów w jego życiu.

 

Panie, nie modlę się o cuda ani o wizje, proszę tylko o siłę na moje dni. Naucz mnie sztuki małych kroków.

Uczyń mnie bystrym i zaradnym, abym potrafił dokonywać ważnych odkryć i nabywać doświadczeń wśród różnorodności każdego dnia.

Pomóż mi lepiej wykorzystywać mój czas. Obdarz mnie zmysłem odróżniania tego co ważne od tego, co nieistotne.

Modlę się o siłę dyscypliny i umiaru, nie tylko aby przejść przez życie, ale i po to by przeżywać swoje dni pożytecznie, i dostrzegać niespodziewane przyjemności i wzloty.

Uchroń mnie przed naiwną wiarą, że wszystko w życiu musi iść gładko. Daj mi trzeźwe rozpoznanie, że trudności, porażki, wpadki, niepowodzenia są nam dane przez samo życie, byśmy mogli wzrastać i dojrzewać.

Ześlij mi właściwą osobę we właściwym czasie, która będzie miała dość odwagi i miłości, aby mówić prawdę!

Wiem że wiele problemów rozwiązuje się bez mojej pomocy, więc proszę, naucz mnie cierpliwości.

Wiesz jak bardzo potrzebujemy przyjaźni. Uczyń mnie godnym tego najpiękniejszego, najtrudniejszego, najbardziej ryzykownego i kruchego daru życia.

Daj mi tyle wyobraźni, abym mógł dzielić się z innymi odrobiną ciepła, we właściwym miejscu, o właściwym czasie, poprzez słowa czy w milczeniu.

Oszczędź mi strachu przed przegapieniem czegoś w życiu.

Nie dawaj mi tego co wydaje mi się że pragnę, lecz to czego naprawdę potrzebuję.

Naucz mnie sztuki małych kroków!

 

Ze strony: dobrewiadomości.net.pl

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Warto odpocząć, aby nadać smak życiu :-)

30 cze

„Urlop to czas na bycie kimś innym”  – to nie moje słowa. To słowa profesora Romana Ossowskiego. Pan profesor podał takie wskazówki dotyczące odpoczynku:

♥ To dla mnie czas na bycie trochę kimś innym – odpoczywam od siebie samego, codziennego;

♥ Medytacja może nam pomóc w odbiorze bodźców wewnętrznych;

♥ Zdarza mi się potańczyć ze sobą samym przy pięknej muzyce;

♥ Dla organizmu lepsze są urlopy krótsze, a częstsze. Na przedwiośniu warto popracować kilka dni na zwolnionych obrotach. A gdy w ciągu roku dopada nas zmęczenie, pozwólmy sobie na weekend bez komórki i fachowych książek – to będzie strzał energii. Ważna jest też codzienna regeneracja

♥ Samotność jest potrzebna każdemu, żeby był w kontakcie ze samym sobą. Warto zadbać o takie chwile.

♥ Najlepiej pobiegać, albo przejść osiem kilometrów w górach, żeby poczuć fizycznie przyjemność, która jest następstwem ruchu. To jest naturalny narkotyk (wiadomo endorfiny – hormony szczęścia);

♥ Zmęczenie jest potrzebne – żyjemy dzięki temu, że na niego reagujemy. Zmęczenie mówi nam „Uważaj! Zadbaj o siebie”;

♥ Przewlekłe zmęczenie objawia się poprzez brak koncentracji, niezdolność do logicznego myślenia, pogorszenie pamięci, bóle głowy, stawów, mięśni, zaburzony rytm snu, częste infekcje, zmienność nastrojów, większa drażliwość. Jeśli sobie z nim nie poradzimy czekają nas choroby wirusowe, alergie i nowotwory;

♥ Kiedy cierpimy na przewlekłe zmęczenie najczęściej potrzebne jest wsparcie psychoterapeuty. Samemu trudno zmienić styl życia. To tak trudne jak rzucenie palenia;

♥ Warto czytać książki – biblioterapia – jeśli poznajemy autobiografie ludzi, którzy mierzyli się z problemami podobnymi do naszych, wzmacniamy się;

♥ W trudnych chwilach należy nadawać sens życiu;

♥ Życie w nieustannym pobudzeniu emocjonalnym obniża wydolność układu immunologicznego, a to otwiera drzwi chorobom;

♥ Ważne jest zdrowe odżywianie, ale nie chodzi tu o nadmierne liczenie kalorii, bo to prowadzi do ortoreksji (obsesji na na punkcie zdrowego jedzenia i jego zasad);

♥ Jedzmy pięć razy dziennie wszystko, co jadalne, przede wszystkim owoce, warzywa i ryby. Mięso ograniczajmy. Gdy zjemy ponad miarę odejmijmy sobie następnego dnia. Ze słodyczy najlepsza jest czekolada gorzka. Jak najmniej soli. Nadmiar soli powoduje nadwagę  nadciśnienie.

♥ Nauczmy się wybaczać – innym i sobie. Margaret Thatcher w parlamencie , kiedy jeden z posłów przerwał jej i powiedział „jest pani zwykłą prostytutką?” Ona spokojnie odpowiedziała mu: ” Pan się myli, nigdy tego zawodu nie uprawiałam” i i bez uprzedzeń kontynuowała debatę dalej;

♥ Przebaczając nie wyjdziemy na osobę bez honoru. Pojęcie honoru powstało w średniowieczu, kiedy honorowy był giermek, który ginął za rycerza. Lepsze jest poczucie godności. Każdemu można wybaczyć zachowując godność. Austriacki psychiatra Victor Frankl był poniżany i maltretowany w obozie koncentracyjnym, a potrafił mówić: „Mnie to nie dotyczy, ja wewnętrznie jestem wolnym człowiekiem”. Zachował godność, nie dał się upodlić.
Kiedy obrazi mnie jakaś osoba, nie należy chować urazy, bo wynika to z jego braku umiejętności komunikacyjnych. Szkoda, że w codziennym życiu przypisujemy drugiej osobie złe, nikczemne intencje. Katolicy mówią „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Szkoda, że jest to często tylko akt mowy.

♥ Psychiczną wydolność obniża magia sukcesu. Potrzeba osiągania go za wszelką cenę, w każdej sferze, przez 20 godzin na dobę  porównywanie się do innych.

♥ Jeśli spotka cię niepowodzenie to powiedz sobie „Jeśli nie uda mi się za pierwszym razem, to znaczy, że należę do większości” a nie „Katastrofa”. Przegrywaj z godnością,a wygrywaj z pakorą. Ale nie odpuszczaj sobie wyzwań. Do życia trzeba podchodzić zadaniowo.

♥ Człowiek żyje po to, żeby uczestniczyć w ważnym czynie, który daje coś mnie i innym. Bez tego drugiego elementu wszystko jest trochę puste. Wolność jest możliwością uczestnictwa.

Wypoczynek jest bardzo potrzebny każdemu.

Na mnie czeka w tym roku morze i przepiękne Kopalino. Jedziemy we trójkę. Nie mogę się doczekać przepięknych widoków :-)

Prof. Roman Ossowski jest psychologiem. Od 40 lat pracuje na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego (dawniej WSP), gdzie kieruje katedrą społecznej psychologii zdrowia, rehabilitacji i zarządzania.

***

Wskazówki na podstawie artykułu: „Tańczę ze sobą z rana”, Aleksandra Lewińska, Wysokie Obcasy Ekstra, nr 7 (50), lipiec 2016

O profesorze Romanie Ossowskim przeczytacie też w artykule „Osiem kilometrów do szczęścia” w Wyborczej.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma

 

Zdrowe podejście do życia

14 cze

Najbardziej poczytnymi wpisami na blogu są dwa wpisy – wpis o „chrześcijańskiej” terapii i wpis o schizofrenii. Czasami myślę, że nawet gdybym nie robiła wpisów bieżących, blog byłby odwiedzany, bo gdzieś tam „zaczepiły” się te wpisy i są wciąż żywe i wciąż czytane.

Dwa wpisy, których podstawą jest wiara i strach.

Pod wpisem o schizofrenii wciąż pojawiają się nowe komentarze. Niektórzy proszą o radę…

Kochani ja NIE UDZIELAM RAD! Sama się jeszcze zbieram po całym zdarzeniu. Niektórzy mogą powiedzieć, że długo. Może…

Wpis z lutego 2014 roku.

Wstrząsnął mną komentarz pana Mariusza dodany niedawno. Wstrząsnął nie dlatego, że opisuje on chorobę swojej partnerki, ale „maleńki wątek” dotyczący dzieci.
Wiecie kto najbardziej cierpi na wszelkich sporach pomiędzy rodzicami??? Wiecie?! Jeśli są – to dzieci!

My dorośli jesteśmy skupieni na sobie i swoich przeżyciach. Chcemy naszego szczęścia i żeby nam było dobrze a gdzieś pomiędzy nami pętają się dzieci. Celowo napisałam „pętają”, bo dla czujących się skrzywdzonymi dorosłych, dzieci są często tylko dodatkiem a tak być nie powinno. Nie możemy „walczyć” dziećmi. Pomyślicie sobie – wielka mądrala się znalazła!! Sama wpakowała w bagno dwoje dzieci a teraz się mądrzy… I pewnie mielibyście rację… Mielibyście…

Jak to było u mnie?

Uciekliśmy. Cała nasza trójka. Ciemna nocą. Tak…

Wiecie co było wtedy najważniejsze – nasze bezpieczeństwo.

Wtedy, w tamtą noc… no tak… zapamiętałam fragmenty zdarzeń. Krzyczałam o pomoc do syna a on zwijał się pod ścianą i mocno łkał. Bardzo przerażony… Nie miał siły stać na nogach… A ja krzyczałam licząc na niego. Maleńka spała w ich pokoju. Wyrwałam ją z łóżka, kiedy przebiegałam przez ich pokój do okna, aby uciec. Była nieprzytomna, nie wiedziała co się dzieje, zbyt przerażona, aby pytać… A ja ciągnęłam ich w ciemność. Wiem chroniliśmy własne życie…

Bali się o mnie, kiedy J był na wolności, kiedy nam zagrażał i nikt nie chciał nam pomóc – ani policja ani służba zdrowia. Instytucje zasłaniały się durną ustawą, że chory ma zdecydować o leczeniu. On miał zdecydować, kiedy w amoku czuł się najbardziej zdrowym człowiekiem na świecie, pokrzywdzonym przez „chujów”, którzy go nie rozumieją i prześladują. Dalej czuję bezsilną złość do tych mądrali od ustawy i tych, którzy ślepo ją wykonują mając w dupie dobro zagrożonych. Schizofrenia po całości! Obejmująca chorych psychicznie i zdrowych.

Ja w całym tym ferworze ucieczki mało myślałam o dobru dzieci. Gdzieś byli – w domu u brata, później w mieszkaniu w bloku, znikające w swoich pokojach. Gdzieś… A ja roztrzęsiona, nieracjonalna, przerażona, miotałam się jak zwierze w klatce. I kąsałam… W urzędach byłam opanowana, mocno przerażona, ale opanowana. Tamy puszczały w domu. Dzieciaki widziały matkę, która niczego nie ogarnia. Zapłakana, roztrzęsiona, wymagająca i obwiniająca ich i siebie. Tak, ciężko to przyznać. Pamiętam święto Bożego Ciała, zaraz po ucieczce. Mieliśmy iść wszyscy do kościoła. Oni nie chcieli a ja urządziłam im scenę. Będąc świeżo po przejściach, dzieciaki usłyszały mnóstwo przykrych słów włącznie z obwinianiem siebie samej, że jestem głupia, nie umiem zorganizować nawet wspólnego wyjścia i że przeze mnie muszą się teraz męczyć. Mówiłam „kocham moje dzieci” a byłam dla nich katem. Zamiast być dla nich podporą, byłam bluszczem. Nie, nie chcę się samobiczować. Ogarnęłam się. Ostatkiem zdrowego rozsądku zaczęłam robić porządek ze sobą. Porządek – jak to miło brzmi. Pewnego dnia, a właściwie wieczora, kiedy wypiłam butelkę wina i ryczałam jak ranny łoś na mokradłach, przestraszyłam się siebie samej. Tak dalej być nie mogło! Wyrwałam dzieciaki z piekła, aby wrzucić je do kolejnego. Matka Polka?! Raczej matka wariatka! Dosyć roztkliwiania się nad sobą! Czas wziąć dupę w troki i dać odetchnąć im – być dla nich MATKĄ. 
Poszłam na terapię. Nie od razu było dobrze. Zmiany zaczęły się dopiero przed Bożym Narodzeniem zeszłego roku. Spokojne miejsce – nowe mieszkanie i terapia, która trwała już od 2013 roku, spowodowało, że coś zaskoczyło w tej mojej mózgownicy, zmieniły się priorytety, zmieniło się spojrzenie na życie. Gdyby moja terapia trwała pół roku pewnie dalej bym tkwiła w mieszkaniu w mieście i niewiele jeszcze rozumiała. Pamiętam jak wtedy się zachowywałam i co robiłam. Po pół roku mogłam powiedzieć, że wiem, że mam „jakiś” problem. Problem był ze wszystkimi z zewnątrz, ale nie ze mną. Po prawie trzech latach terapii zaczynam pracować nad sobą a z tego co widzę dzieciakom dopiero teraz jest lepiej. Nareszcie siadamy wspólnie i rozmawiamy o wszystkim, śmiejemy się z głupot, razem oglądamy filmy,  wspólnie wychodzimy do kina, teatru, na koncerty. I to nie jest tak jak wtedy z Bożym Ciałem, nie. Ja rzucam propozycję a one albo się zgadzają, albo mówią że im się nie chce, albo że wolą robić co innego. Nie ma wtedy tragedii – jadę sama. Jesteśmy wolni. Z radością patrzę jak rozkwitają i jestem mega szczęśliwa.
Dzieci nie są od rozwiązywania naszych problemów – są od kochania. To MY mamy je kochać, one nie muszą kochać nas. Mamy je tylko na chwilę, bo te 18 lat mija jak jedno mgnienie a później sami rozwijają skrzydła i wylatują z gniazda. Ja mam szczęście jeszcze gościć je w domu.

Dziecięce traumy pozostają na całe życie – a wiem o czym mówię. Walczę z tymi traumami na terapii i wcale nie jest lekko. Dzieci są jak gąbki – nasiąkają historią domową, więc dobrze, żeby to były dobre i radosne historie. 

Wiem, nikt nie jest idealny. Ja też nie jestem idealną matką, mam swoje wady, ale mocno pracuję nad sobą a efekty widzę po nich, po moich „lusterkach”. A to co teraz widzę bardzo mi się podoba i wiem, że było warto :-) Moje dwa kochane „lusterka” błyszczą jak nigdy dotąd!

I jeszcze parę słów do osób podobnych do mnie, do pana Mariusza, do skrzywdzonych przez sytuacje lub ludzi – najpierw należy zająć się sobą!!! Mocno stanąć na nogach. Być podporą a nie bluszczem! Aby podać maskę z tlenem, najpierw należy taką maskę założyć sobie. Rozumiecie o co mi chodzi?! I to nie będzie egoizm – to zdrowe podejście do życia.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Beata Pawlikowska – preludium do terapii

16 maj

Jak to jest z tym szczęściem?
Każdy chce je mieć, ale parafrazując powiedzenie byłego prezydenta o racji, śmiem powiedzieć, że ze szczęściem jest jak z dupą, każdy ma swoją… chwilę szczęścia.
Upraszczając – dla zdrowego, szczęściem będą pieniądze, dla chorego zdrowie.

Na tapecie książka Beaty Pawlikowskiej „Kurs szczęścia”. Kobieta ma rację w wielu sprawach. Lekturę przyjemnie się czyta i w niektórych momentach kiwa głową w niemej zgodzie.
Naszła mnie pewna refleksja – mądrości życiowej nabiera się po własnej terapii. Terapeuci umożliwiają nam wgląd we własne życie. Swoista wiwisekcje własnych przeżyć psychicznych, które zbudowały nam realne życie.
Człowieczek chodzi na terapię, wsłuchuje się w siebie a później niczym filozof starożytny drze gębę „Eureka”, bo widzi, co robił źle, dlaczego myślał źle i zaczyna wyciągać wnioski. Powoli wprowadza w życie (czasami nieświadomie) poprawki. Zmienia się sposób podejścia do wielu spraw. Człowieczek widząc, jak inni popełniają błędy chce wpłynąć na tych innych, aby nauczyli się „patrzeć” tak jak on i „dobrze” żyć.

Jest wiele osób, które po terapii doznały oświecenia i teraz chcą  się nim dzielić z innymi.
Książki ok, ale warsztaty, czy szkolenia – tu już bym się zastanowiła, czy szkolenie w sposób trwały zmieni jakość naszego życia i sposób myślenia. Trener to nie terapeuta. Owszem prowadzący ma wgląd w pewną sytuację, ale jest to jego sytuacja, lub wyobrażenie o sytuacji. Wiem, są trenerzy behawioralni, ale jak sama nazwa wskazuje – oni „tresują” a nie leczą. Możemy nauczyć się zachowań na wypadek różnych sytuacji w życiu, ale czy wewnętrznie, mentalnie, damy sobie z nią radę?  Po raz kolejny mówię nie. Książki fajnie się czyta, fajnie dopasowuje do własnego życia, doświadcza refleksji i podejmuje postanowienia o zmianie, ale warsztaty, czy szkolenia tresujące nasze zachowania bez głębszego poznania przesłanek, jakie nami kierują, oj, tu mam wielki opór.  To jak lizanie lodów przez szybę.

Cholera, chyba się powtarzam. Kiedyś o tym pisałam…
Kiedyś też miałam etap, podczas chodzenia na terapię, uzdrawiania innych. Przeszło mi. I bardzo dobrze.
Następna refleksja – większość pozytywnych zmieniaczy korzysta z bardzo podobnego źródła. Mam wrażenie, że większość opiera się na Anthonym de Mello, jak na proroku. Przemycają w swoje teksty fragmenty jego myśli, budują na nim swoje scenariusze, może nieświadomie i podpisują je swoim nazwiskiem. W sumie, chyba nieźle, bo lepiej jest się wzorować na kimś mądrym a i odbiór jest wtedy większy. A im chyba chodzi o ten odbiór i… o kasę? Prawda?

Tak jakoś… Takie refleksje…

Książka pani Beaty fajna, mądra, refleksyjna i z pomysłem. Dobrze się czyta. Jest trzecim tomem z serii „W dżungli podświadomości”. Dla mnie jest przypomnieniem tego, co przeszłam (i przechodzę) podczas terapii.
„Kurs szczęścia” może być dla każdego swoistym preludium przed wizytą w gabinecie terapeutycznym.

***

Dostałam maila

„W moim otoczeniu jakoś tak się utarło, że maj jest miesiącem miłości. I chyba to spowodowało, że przygotowałam nowy kurs dla kobiet pomagający ( W KOŃCU) lepiej zrozumieć mężczyzn i przestać sabotować randkowanie i potencjalne związki. 5 pdfów i tona wiedzy co robić, a czego nie, co się dzieje w umyśle mężczyzn i podpowiedzi co sprawić aby on zobaczył w Tobie potencjalną partnerkę, a nie tylko kobietę na krótki romans – to i dużo więcej znajdziesz tutaj

A jeśli potrzebujesz konkretnej pomocy aby gruntowanie przerobić swoje schematy związkowe – to w poniedziałek startują warsztaty Zdrowy Związek.

Jeśli kuleją Ci związki  – to zrób krok w stronę tego, aby maj był miesiącem miłości, a nie kolejnych rozczarowań i kłucia w sercu na widok zakochanych par.
Tu jest link do warsztatu a TU do kursu ( VIDEO w którym za darmo dostaniesz bardzo wartościowe porady)

pozdrawiam majowo”

(czerwone literki są nieaktywne  :-( i zrobiłam to celowo)

I pod linkiem filmik, w których autorka mówi, że w pięciu krokach nauczy nas jak zdobyć serce mężczyzny, za… niewielką opłatą. Zamiast wydawać tysiące, chodzić na długie terapie, ona nauczy nas „w pięciu krokach” jak zdobyć tego jedynego. Hahahaha!!!! Już widzę jak czeka, ten jedyny. Czeka na zdobycie i pragnie nas jak kania dżdżu. Nauczymy się jak… manipulować drugą osobą, aby spełniała nasze zachcianki i „kochała” nas. Ot, filozofia! A nie prościej może iść na terapię i dobrze poznać siebie.
Nota bene, autorka zanim stała się kobiecym guru przeszła przez własne piekło i długoterminową terapię. Nie nauczymy się kochać nawet po najlepszym kursie!!! Miłość jest uczuciem, emocją a nie wiedzą!!!
Jeżeli ktoś ma trudności z pokochaniem samego siebie, nie pokocha innych a związki z najlepszym mężczyzną skończą się prędzej niż później, fiaskiem.

Kurde, dziś jestem bardzo czepliwa :-(

Dwie postawy – mądre pokazywanie drzwi do swojego wnętrza i tresura swojego „ja”. Jeżeli chcemy coś osiągnąć szybko i skutecznie, zapraszam do tresury. Jeżeli chcemy poznać źródło swojego cierpienia i zacząć żyć spokojnie, polecam preludium Beaty Pawlikowskiej.

„To jest książka z ćwiczeniami. Pomogę Ci zbudować szalupę ratunkową i napisać instrukcję obsługi Twojego życia na wypadek dołu. Zrobimy listę pozytywnych rzeczy i takich, od których chcesz się uwolnić.” Do tego momentu się zgadzam ze zdaniem autorki, ale dalej już się zjeżyłam, bo „Przypomnę Ci jaki jest twój cel i jak go skutecznie osiągnąć”. No, pani Beatko a skąd pani może wiedzieć jaki jest mój cel, kiedy ja sama czasami nie mam o nim zielonego pojęcia? Może moim celem jest przetrwać kolejny dzień, wychować dzieci i zarobić na ich utrzymanie? Dla każdego co innego liczy się w życiu a pani, bez urazy, nie jest Duchem św., który wie wszystko i wnika wszędzie, ale motyw z szalupami bardzo mi się podoba.

I jeszcze taka refleksja – w książce jest wiele zwrotów typu: „musisz”, „masz to zrobić” – we mnie takie słowa automatycznie wzbudzają opór. Ja niczego nie muszę! Ja chcę coś zrobić dla siebie! A jeżeli chcę, to zrobię to :-)

Ok. Dosyć uwag :-)

Myślę, że pani Beata musiała mieć dobrego terapeutę! :-)

Poniżej zdjęcia ze stron książki, jako przystawka do głównego dania ;-) 

Polecam!!

 

 Miłej lektury, ćwiczeń i refleksji.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Kilka słów przed śniadaniem

04 mar

Wczoraj po obiedzie wyszłam pozwiedzać. A jest co oglądać. Wspaniały, rozległy park, ze starymi, olbrzymimi drzewami.

Na spacerze rozmawiałam z Młodym. Na jego pytanie „Jak tam mama?” zaczęłam opowiadać co widzę, ale też o tym jakich ludzi spotkałam na szkoleniu, czyli …, ale o tym pisałam już wczoraj. Syn słuchając tego wszystkiego zapytał:

- Czujesz się tam gorsza?

- Nie, nie czuję się – odpowiedziałam – Oni swój czas przeznaczyli na kształcenie, doskonalenie, zdobywanie nowych tytułów a ja swoje 15 lat przeznaczyłam na „walkę o normalny” dom. Dobrze, że w pewnym momencie doświadczyłam zdarzenia, które wyrwało mnie z tej „misji”. Od ponad dwóch lat mam czas dla siebie i swój rozwój. Wszystko się poukładało. Jesteście już na tyle duzi, że opieka nad wami nie przeszkadza mi w zajmowaniu się samą sobą, więc wynajduje dla siebie wciąż nowe, ciekawe zajęcia. Kiedyś ciekawym zajęciem nazywałam szycie i dzierganie na drutach a dziś poznawanie nowych miejsc i nowych ludzi. Nie mówię, że to co kiedyś było złe, bo nie było. Dzięki temu czasowi mam was, dwójkę wyjątkowych i mądrych dzieci, ale teraz jest czas na mnie i moje potrzeby.

Młody słuchał i przytakiwał.

Dopytywał jak wygląda park i prosił o zdjęcia. Niestety nie wzięłam aparatu a mój telefon nie nadaje się do robienia dobrych zdjęć.

Rozmawiałam też z Maleńką, ale ona żyje sprawami bieżącymi a nie filozofią egzystencjalną ;-) , więc tu liczyły się tylko rzeczowe odpowiedzi, filozofii nie było ;-)

Coś na temat szkolenia. Moja współlokatorka przygotowała się na mocną promocję tematu a tu spotkało ją rozczarowanie, bo prowadzący nie promują zjawiska LGB, ale uczą jak radzić sobie z neutralizowaniem postaw. Mamy być „strażakami” a nie „zarzewiem”. Mamy się nauczyć jak naturalizować skrajne postawy, jak „odczarować” temat, aby ludzie się nie bali i nie reagowali agresją. Najbardziej podobają mi się ćwiczenia. Przez takie ćwiczenia wdać, jak ludzie przyzwyczaili się do życia stereotypami, jak wrosły one w naszą mentalność i wykształciły w nas „okulary” przez które patrzymy na świat.

Opisze proste ćwiczenie, które nazywa się „Wyspa Albatros”.

Prowadząca poprosiła dwie osoby z grypy – mężczyznę i kobietę. Wyszła z nimi na chwilę, aby podać im instrukcję zachowania – mieli odegrać odpowiednią scenkę.

Para weszła na salę. Najpierw szedł mężczyzna z poważną miną a za nim kobieta z pochyloną głową. On był w butach a ona na bosaka. On rozglądał się po uczestnikach bardzo uważnie a ona szła za nim i zdejmowała nogi osób, które siedziały w pozycji „noga na nogę”. Obeszli krąg i podeszli do krzesła. On usiadł na krześle a ona usiadła na podłodze przed nim. On wziął talerzyk z mandarynką i zaczął jeść. Ona spoglądała na niego. On odłamał cząstkę owocu i podał jej. Później położył jej dłoń na karku a ona pochyliła się przed nim trzy razy dotykając czołem do podłogi.

No i teraz nastąpiły pytania o to, co zaobserwowaliśmy.

No jak myślicie? Co przedstawiała ta scenka?

Lecę na śniadanie…

Odpowiedź będzie później, ale chętnie poczytam wasze komentarze, więc piszcie

Pa

******

Już po kolacji. Była pyszna :-D

A komentarzy nie ma :-(

A oto rozwiązanie zagadki – historia ludzi/mieszkańców z wyspy Albatros:

Ludzie na wyspie Albatros są bardzo spokojni i szczęśliwi. Największym bóstwem jest Matka Ziemia, która otaczana jest najwyższą czcią. Kontakt z ziemią uważany jest za duży przywilej. Zadbanie o to, aby goście dotykali stopami ziemi, jest więc wyrazem ogromnego szacunku. Dzięki temu mogą bowiem czerpać energię kosmiczną z wnętrza ziemi. Kobiety na wyspie są płcią uprzywilejowaną, ponieważ to one dają życie, tak jak Matka Ziemia. Mężczyźni muszą zawsze iść w pewnej odległości przed kobietą, aby ochronić ją przed potencjalnym niebezpieczeństwem (np. przed wężami). Mężczyźni zawsze muszą spróbować jedzenia, zanim zacznie jeść kobieta. Kobiety — w przeciwieństwie do mężczyzn — mają przywilej siedzenia na ziemi, aby być blisko
Matki Ziemi. Zgodnie z wyspiarskim rytuałem mężczyźni mogą doświadczać intensywniejszego kontaktu z ziemią poprzez położenie dłoni na szyi kobiety, podczas gdy ona dotyka czołem ziemi. Tylko w ten sposób mężczyźni mogą pobierać kosmiczną energię płynącą z Matki Ziemi. Rytuał ten kobieta może zaoferować mężczyźnie, gdy darzy go szczególnym szacunkiem.
Poza tym rytuałem mężczyźni nie mogą dotykać kobiet bez ich pozwolenia.

 Oto prawdziwe rozwiązanie…

A jakie były nasze (osób ze szkolenia) odpowiedzi, nasze spojrzenia przez „okulary”? Wszyscy widzieli przemoc mężczyzny w stosunku do kobiety, to że idzie bosa za mężczyzną – czyli jest źle traktowana i jest podległa mężczyźnie.  Dotknięcie jej za kark i pochylanie do ziemi to objaw fizycznej przemocy i agresji z jego strony.

Wniosek – Na nasz sposób postrzegania i komunikowania wpływają różne czynniki.

Niezły owoc szkolenia :-D

I jeszcze film, który warto obejrzeć:

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Życie