RSS
 

Notki z tagiem ‘Psychologia’

Jeśli życie to odcinek, w którym start to moment narodzin, a meta to chwila śmierci, czy opłaca Ci się biec?

12 sty

Boże, jak pięknie za oknem. Pada śnieg!!!!

Rano musiałam odśnieżyć mojego rudego rumaka… a właściwie jeżeli audi jest rodzajem żeńskim, to moją mocno dojrzałą kasztankę. Latałam dookoła ze szczotką i zgarniałam śnieg. I przypomniał mi się mój ojciec, który szczotkował swoją siwą kobyłkę. Dlaczego? Nie wiem, ale właśnie on pojawił się w mojej pamięci.

Odwiozłam córkę do szkoły

Przyjechałam do domu. Zrobiłam sobie pyszną kawkę i zajrzałam do poczty a tam mail od Pozytywnej Egoistki, czyli od Dagmary Skalskiej. Fajna babka. Bardzo pozytywna osoba. Przeżyła wielką traumą – jej mąż zmarł na nowotwór. Ona dalej kontynuuje jego dzieło – pozytywne postrzeganie życia.

Ale przejdźmy do maila…

Bardzo pozytywnego:

***

Witaj Kochana!

Czy pamiętasz, że zaczynamy wspólnie Rok Pozytywnej Zmiany? Obiecałam Ci, że podzielę się z Tobą swoimi sposobami na to jak zbudowałam pozytywne nastawienie do wyzwań codzienności, życiowych sztormów i osiągnęłam trwałe szczęście.

W pierwszej wiadomości chcę powiedzieć ci coś istotnego…

Zmiana nastawienia jest PROCESEM. Zmiana sposobu życia jest PROCESEM. Zdobywanie mądrości jest PROCESEM. Rozluźnianie umysłu jest PROCESEM. Życie jest nieustającym PROCESEM odkrywania, próbowania, sprawdzania. Budowanie zaufania do siebie jest PROCESEM.

Oczywiście na początku, gdy brakuje nam jeszcze mądrości, gubimy się, podejmujemy decyzje, których rezultaty nas smucą lub przerażają. Jednak w miarę rozwoju, gdy przybywa nam zdolności – świadomości (wszak wiele razy zdecydowałyśmy podobnie i skutki nie uczyniły nas szczęśliwszymi) – możemy zacząć podejmować mądre decyzje. „Ale ja się boję, że uzyskam skutki, których nie chcę!” – pochlipuje nasze ego. Nie będziemy jednak szczególnie się nad nim użalać. To nie byłby przejaw mądrości, lecz głupoty – gdybyśmy go wiecznie słuchały, nie mogłybyśmy przecież niczego się nauczyć i wciąż tkwiłybyśmy w błędnym kole: głupie decyzje = cierpienie = głupie decyzje. Przecież my jesteśmy nieustraszone! (W przeciwnym razie nie zapisałabyś się do tego programu). Chcemy zdobyć mądrość i dlatego dajemy sobie prawo do popełniania błędów!

Aby rozluźnić się w tym procesie, przypomnij sobie teraz siebie, gdy miałaś roczek i uczyłaś się chodzić. Czy od razu wstałaś i przebiegłaś maraton? A może raczej był to proces ciągłych wywrotek, czołgania, pełzania lub kurczowego trzymania się spódnicy mamy? Odważę się postawić tezę, że u dziewięćdziesięciu dziewięciu procent populacji ssaków mniej więcej tak ten proces przebiega. Możesz więc odetchnąć z ulgą – nie jesteś w tych doświadczeniach osamotniona! Przecież gdybyśmy nie pozwoliły sobie na „etap przejściowy” (choć trafniej byłoby go nazwać „etapem ślizgowym”), do tej pory jeździłybyśmy w wózkach i potrzebowałybyśmy opieki. Niezbyt zachęcająca wizja, prawda? Małe dzieci są jednak niezwykle nieustraszone i mają w sobie tak silny pęd do rozwoju i dojrzewania, że nikt i nic nie może ich powstrzymać! Nawet barierki przy schodach, gumki na szufladach i zatyczki w kontaktach – wiedzą coś o tym zatroskani rodzice.

Mam propozycję nie do odrzucenia: pozbądźmy się wszystkich ograniczających przekonań, lęków oraz sztywnych koncepcji i obudźmy w sobie na powrót nieustraszoność dwulatka! Może nieco się zagalopowałam, ale kierunek jest jak najbardziej słuszny. Codziennie obserwujmy z uwagą skutki własnych decyzji i dojrzewajmy do mądrości. Przyjdzie chwila, w której odkryjemy, że większość naszych działań rodzi dobre skutki dla nas i dla innych ludzi, a wówczas odetchniemy z ulgą, wykrzykniemy: „Nareszcie! Udało się!” i zaufamy sobie w pełni. Wtedy natychmiast poczujemy, jak nasz umysł cudownie się rozluźnia, przeciąga i odpręża. Nalewa sobie szklaneczkę whisky i z nieukrywaną dumą pisze list do swojego kolegi intelektu

Czego potrzebujesz zatem aby PROCES zmiany trwał?

  1. Bądź konsekwentna - wracaj do zadań nawet gdy przez chwilę odpuścisz, zapomnisz, odsuniesz się.
  2. Bądź cierpliwa - nie oceniaj efektów od razu! Pojawią się we właściwym czasie. Gwarantuję Ci to.
  3. Otwórz swój umysł - na słowa, które do Ciebie wysyłam. Na nowe pomysły, propozycje.
  4. Nie walcz – z niczym co się pojawia. Obserwuj!
  5. Akceptuj efekty - nawet jeśli nie są zgodne z twoimi oczekiwaniami. Wdech…Wydech… Rozluźniasz się i puszczasz!
  6. Odpuść sobie - nie próbuj się rozliczać, karać za to czego nie zrobiłaś. Wszystko jest cenną lekcją – cokolwiek się pojawi. Nawet chwilowy brak zaangażowania jest cenną informacją. 

Zaufaj sobie - nie szukaj u innych potwierdzenia. W Tobie jest odpowiedź!

CYTAT NA 1 TYDZIEŃ ROKU POZYTYWNEJ ZMIANY

Wydrukuj tę myśl i przypnij na tablicy w widocznym miejscu:

Jeśli życie to odcinek, w którym start to moment narodzin, a meta to chwila śmierci, czy opłaca Ci się biec?

Niech ta myśl dźwięczy Ci w uszach, gdy będziesz traciła uważność i zaczynała biec w życiowym wyścigu. W jaki sposób to się przejawia? Zaczynasz odczuwać napięcie, stres i presję czasu. Gdy tylko zaobserwujesz takie objawy weź głęboki oddech, poczuj strumień powietrza na czubku nosa, skup uwagę na zmysłach i przeczytaj powyższą myśl ode mnie.

ZADANIE TYGODNIA

Bądź obecna w każdej sekundzie swojego życia. Choć brzmi to trudno tak naprawdę jest niezwykle proste. To ćwiczenie jest zupełnie pozbawione wysiłku polega wyłącznie na zauważaniu. Nie musisz robić nic więcej! Po prostu zauważaj.
Po prostu zauważaj swoje myśli.
Po prostu zauważaj emocje, które pojawiają się w Tobie.
Po prostu zauważaj oceny, które wypowiadasz.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz planować.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz wspominać.
Po prostu zauważaj gdy jest ci smutno.
Po prostu zauważaj gdy jesteś zła.
Po prostu zauważaj gdy pojawia się w Tobie napięcie.
Po prostu zauważaj gdy pojawia się w Tobie pragnienie.
Po prostu zauważaj gdy myślisz, że nie dasz rady.
Po prostu zauważaj gdy szukasz u innych potwierdzenia swojej decyzji.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się martwić.
Po prostu zauważaj gdy twój oddech przyśpiesza.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się bać.
Po prostu zauważaj gdy masz ochotę uciec.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz bronić swoich racji i walczysz.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się kłócić z bliskimi.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz wymagać od partnera zbyt wiele.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz marudzić i narzekać.
Po prostu zauważaj gdy się śpieszysz.
Po prostu zauważaj gdy boli cię głowa.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz sobie szkodzić.

Po prostu zauważanie jest wyzwalającą praktyką! Wykonuj ją przez cały tydzień tak często jak potrafisz a przekonasz się jak bardzo jest to skuteczne.

Ustaw sobie w tym tygodniu przypomnienie w telefonie: „Po prostu zauważam”.

INSPIRACJA TYGODNIA

Odsłuchaj rozmowę ze mną wieczorem do snu. Poszukaj w niej wskazówek.


https://www.mixcloud.com/RadioBook/dagmara-skalska-w-radiu-zet-chilli/

Kochana widzimy się na FB i za tydzień.

Jestem  z Tobą codziennie myślami. Wysyłam Ci dobra energię w trakcie medytacji. Już włączyłam Cie do mojego pola uwagi ♥

To jest pierwszy tydzień Twojego nowego życia!

Dagmara”

***

Kiedy to przeczytałam usłyszałam echo wypowiedzi de Mello, echo filozofii wschodu, zwłaszcza metody „tu i teraz”, ale to piękne echa i warte uwagi.
Mamy tylko dzień dzisiejszy. Jutro niepewne. Wczoraj już było. Bądźmy pozytywnymi egoistkami. Uważnymi na „tu i teraz” – warto!

A tak między nami, tego też uczyłam się przez dłuższy czas na terapii :-D

Bo czy nie piękny jest sypiący z nieba śnieg?!

A kawa? Pita w zaciszu domowym, czy nie smakuje wyśmienicie?!

A muzyka, która sączy się z głośników? Czy nie jest akurat najpiękniejsza na świecie???

Po prostu uważajmy! Bądźmy otwarci na własne doznania ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Odporność psychiczna – można a nawet trzeba nad nią pracować

11 wrz

Dzięki stronie Park psychologii znalazłam mądry artykuł o odporności psychicznej.

Warto przeczytać!!!

Odporność psychiczna to klucz do sukcesu – uważa dr Aldo Civico, antropolog, mediator, wykładowca Rutgers i Columbia University. W swojej karierze spotkał on wiele osób, które osiągnęły obiektywny sukces: sportowców, biznesmenów, polityków, celebrytów. Stwierdził, że wszystkich tych ludzi sukcesu łączy jedna cecha – odporność psychiczna. By osiągnąć postawione przed sobą cele nie wystarczy inteligencja i talent. Badania pokazują, że w 80 proc. za odniesione sukcesy odpowiadają określone cechy składające się na odporność psychiczną – pisze dr Civico.

To dobra wiadomość! Bo o ile z talentem rodzimy się lub nie, o tyle odporność psychiczną możemy wytrenować. Civico wyróżnił piętnaści nawyków osób odpornych psychicznie. Zaleca on, by czytając o nich, zastanawiać się które już posiadamy, a nad którymi trzeba jeszcze popracować:

1. Pielęgnowanie samoświadomości. Ludzie, którzy doświadczają doskonałości w życiu, wykształcili emocjonalną doskonałość. To znaczy, że rozumieją swoje emocje. Kiedy doświadczają negatywnych uczuć wiedzą, że nie należy się w nich zanurzać, lecz nadać im sens i uczyć się z nich. Niektórzy, aby być świadomymi swoich stanów, prowadzą dzienniki.

2. Praca nad pewnością siebie. Osoby odporne psychicznie wiedzą co mogą kontrolować, a czego nie. Nadają znaczenie wydarzeniom. Pewność siebie daje im wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel.

3. Przeformułowywanie negatywnych myśli. Osoby odporne psychicznie unikają zanurzania się w negatywnych myślach, wątpliwościach. Nauczyły się nadawać im nowy sens tak, by te działały motywująco. Używają ich jako przypomnienia o tym ile mają w życiu, ile już osiągnęły, jaki jest ich cel. Niektórzy zapisują motywujące myśli i zostawiają na widoku.

4. Jasny sens. Osoby odporne psychicznie nie tylko wiedzą czego chcą, ale też dlaczego mają taki, a nie inny cel. Jasno określony sens działania pomaga im i motywuje, gdy natrafiają na przeszkody i wyzwania. Sens działania jest dla nich paliwem.

5. Sprecyzowane cele. Osoby odporne psychicznie mają wyznaczone cele, do których dążą. Są one konkretne, doprecyzowane, mierzalne – długo i krótkoterminowe. Nie tyczy się to wyłącznie kariery zawodowej, ale również życia osobistego, zdrowia – wszystkich obszarów funkcjonowania. Cel działa jak magnes.

6. Dyscyplina. Poprzez dyscyplinę manifestuje się odporność psychiczna – zaobserwował dr Civico. Osoby odnoszące sukcesy nieustannie pracują nad samodyscypliną.

7. Otwartość na zmiany. To, co pomaga dotrzeć do ustalonego celu to elastyczność czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków. Osoby otwarte na zmiany rozumieją potrzebę ciągłego wzrostu. Cieszą się nie tylko z rezultatów swoich działań, ale też z drogi, którą pokonały.

8. Odpowiedzialność. Odporni mają zerową tolerancję dla wymówek. Nie mają w nawyku winić innych/świat/ okoliczności za swoje porażki. Biorą pełną odpowiedzialność.

9. Umiejętność odmawiania. Kiedy muszą, wiedzą jak odmówić w sposób konstruktywny i pełen szacunku. A żeby osiągnąć swoje cele odmawiają nie raz.

10. Kult empatii. Odporności psychicznej nie należy mylić z dystansowaniem się. Osoby odporne są wrażliwe na otoczenie, w którym żyją i na napotykanych ludzi. Ciekawią ich inni, odmienne spojrzenie na świat.

11. Nie ma porażek, jest tylko informacja zwrotna – oto zasada, którą kierują się odporni psychicznie. Jeśli  coś nie poszło po ich myśli to stanowi element wiedzy niezbędnej, by następnym razem się udało.

12. Otwartość na krytycyzm. Osoby odporne psychicznie nie zastanawiają się nad tym co myślą o nich inni. Skupiają się na nieustannej nauce, a krytyka jest jej formą. Mają w sobie pokorę, która każe im wierzyć, że zawsze można być lepszym. Wiedzą, że sukces wymaga ciągłego wysiłku, bo kto nie idzie do przodu, cofa się.

13. Problemy przekute w możliwości. Osoby odporne nie stawiają się w roli ofiar, starają się nie tracić energii na użalanie nad sobą. W problemach i komplikacjach widzą możliwość wzrostu i nauki.

14. Trening wdzięczności. Odporni żyją w stanie ciągłej wdzięczności za doświadczenia życiowe. Nie rozróżniają  na dobre, za które należy być wdzięcznym i złe, za które nie należy. Starają się doceniać wszystko co im się przydarza.

15. Praca nad ciałem. Odporni psychicznie żyją w harmonii. Doceniają istotę energii życiowej. Dbają nie tylko o życie osobiste i karierę, ale też o ciało i zdrowie. Regularnie ćwiczą, odżywiają się zdrowo.

Dr Aldo Civico jest antropologiem współpracującym z  Rutgers University, dyrektorem International Institute for Peace, mediatorem. Przewodniczył Center for Conflict Resolution na Columbia University. Jest ekspertem w dziedzinie budowania strategii pokojowych i rozwiązywania konfliktów. W swojej karierze działał  m.in. w organizacjach walczących z sycylijską mafią. Brał również udział w pokojowych działaniach między rządem kolumbijskim a partyzantami.

oprac. marga psychologytoday.com, aldocivico.com

Ze strony: www.charaktery.eu

 
 

Wewnętrzne dziecko ☺

05 wrz

Wewnątrz nas,w naszej jaźni, mieszka sobie dziecko.

To my

I nie chodzi o powrót do dzieciństwa, ale o nasze potrzeby.

Nie jestem psychologiem, więc nie będę kalać swoimi wywodami tej dziedziny nauki.

Pisałam o tym kiedyś. We wpisach:

„Na imię mi toksyczny wstyd” – mocne i prawdziwe.

Po nitce do kłębka – od wiersza do książki. John Bradshaw.

Moje wewnętrzne dziecko – tęsknota za miłością do siebie.

A teraz znalazłam film, który obrazuje spotkanie z naszym wewnętrznym dzieckiem

 

Warto słuchać naszego wewnętrznego dziecka

Ma wiele do powiedzenia

Wiele dobrego

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Internet, Życie

 

Znośna lekkość bytu, w piątek 13.

13 lis

Wiję sobie nowe gniazdko, jakby powiedziała moja znajoma z W-wy. Wiję powoli. Ogarniam ściany. Jestem mega zmęczona. Moje ręce stały się spuchnięte i obolałe, ale to miły ból. Mały pokój dla dzieci mam  już zrobiony. Mała wybrała kolory farb. U nich w pokoju króluje „bambusowy gaj”. W innym języku ( nie wiem jakim) napisali „bambusowy haj”. Rzeczywiście po tym malowaniu jestem na haju.

Dziś odpoczywam.

Jutro zjazd w warszawce.

Niedługo stąd pójdę. Zostawię to miejsce jak starą skórę. Jestem jak wąż – linieję. Który raz się przeistaczam. Zaraz? Pierwszy, kiedy opuszczałam dom rodzinny – miało być lepiej. U boku miałam spokojnego, małomównego, kochanego chłopaka. Oplatał mnie ramionami i kochał.  Rzeczywistość była inna. Ciężka i przepłakana. Próbowałam go zmienić – miałam idealny plan na życie. Myślałam, że jeżeli zależy mi na dobru rodziny – jemu też. Niedojrzała, mimo 26 lat. Terapeuta miał rację – próbowałam go kontrolować. Próbowałam…

Drugi raz po 15 latach małżeństwa. Dwoje dzieci i jego towarzyszka, która pojawiła się 5 lat po ślubie (a może była z nim od początku). Była bardzo zaborcza. Zamieszkała z nami na 10 lat. Kurde! Uświadomiłam sobie właśnie, że pozwoliłam na bigamię przez 10 lat. Jak ja to wytrzymałam?! Ona była bezwzględna i zawładnęła nim w 100%. Przyjaciółka. Nie chciał się do niej przyznać. Dziwne? Stałam się jego największym wrogiem, kiedy mu o niej mówiłam. Myślałam, że będzie można się jej pozbyć. Kiedy uświadomiłam sobie, że pozostanie z nim do końca życia, próbowałam ją obłaskawić – nie pozwoliła na to. Zawładnęła nim całkowicie, zabierając resztki rozumu i jasności umysłu. Nie wiem, czy pamiętał o tym, że miał dwoje dzieci, którym był potrzebny. Nie wiem… Przyjaciółka schizofrenia. Okrutna pani.  Wygrała a ja z podkulonym ogonem, zabierając dzieci ustąpiłam.

Obejrzałam film z Meryl Streep „Wybór Zofii”. Uwagę przykuł wątek opowiadający o związku Zofii z Żydem, który miał obsesję na temat holokaustu. Okazało się, że był chory na schizofrenię. Związek bardzo toksyczny, niszczący i ze złym zakończeniem. Oboje popełnili samobójstwo. Może ze mną też by tak było. Ona straciła dzieci w Oświęcimiu i straciła nadzieję na życie. Ja swoje dzieci zabrałam ze sobą i to one utrzymały mnie przy życiu. Dają mi siłę. Ogromna jest moc macierzyństwa. Atawizm, pierwotna siła utrzymania gatunku. Kochany atawizm.

Małżeństwo – było drugą skórą, którą zrzuciłam.

2013 – 2015 – nowe miejsce. Miejsce, które traktuję jak przechowalnie, jak dziuplę, na krótki czas. Dwa lata. Krótko? Wystarczy, aby podjąć decyzję dotyczącą dalszej przyszłości. Koniec z toksycznymi relacjami. Z uzależnieniem od drugiej osoby i chęcią kontroli innych. Łatwo się pisze, ale proces wykształcania nowych sposobów zachowań i myśli jest bardzo trudny. Odcinanie się od mężczyzn i znajomych, którzy swoim postępowaniem mnie niszczyli jest bardzo trudny i bolesny. Pierwszym uczuciem, jaki się wtedy pojawia jest pustka a później strach, opuszczenie, bezradność, smutek. Te uczucia trzeba przeżyć. Trzeba wypłakać wszystkie łzy. Przeżyć starach przed samotnością, która samotnością nie jest. Ta „samotność” to spotkanie z samym sobą. To miejsce na „mnie” prawdziwą, silną, pewną siebie, ale też słabą, bezradną, zapłakaną. Te dwa lata dały mi czas na studia nad sobą. Czas na terapię. Czas na zdrowy egoizm, czyli pokochanie siebie. To „linienie” podoba mi się najbardziej. Wykształcam „nową skórę”. Staję się pozytywną egoistką. Już nie płaczę, że nie ma wokół mnie mnóstwa znajomych. Mam ich troje – prawdziwych przyjaciół. Są obok mnie już kilkanaście lat. Nie próbują mnie zmienić na siłę, akceptują mnie taką, jaka jestem. Nie musimy się widzieć często. Jesteśmy, ot i wszystko. Mam też kogoś, kogo cenię najbardziej – SIEBIE.

Trzecie miejsce – trzecia „skóra”, którą niedługo zostawię.

Nie wiem, jak będzie w nowym miejscu. Będzie życiowo – dobrze i źle. Wesoło i smutno. Zacznie się kolejny etap. Etap bez toksycznych partnerów i toksycznych „przyjaciół”. I z tego cieszą się najbardziej. Kiedyś płakałam, że jestem sama a dziś się cieszę, że JESTEM SAMA, bo tą samotność postrzegam w inny sposób. Nie mam ochoty nikogo uzdrawiać, nikim kierować, umoralniać, wskazywać odpowiedniej drogi i odpowiedniej wiary. I jak się z tym czujesz? (tak by zapytał terapeuta) Jak? Zajebiście, lekko, radośnie. To jest „znośna lekkość bytu”! Mojego bytu.

Fragment tekstu mojego ulubionego pisarza, psychologa i terapeuty Irvina Yalom o miłości: ”Najsilniej fascynują nas partnerzy z którymi możemy po pierwsze odtworzyć a po drugie przezwyciężyć traumatyczne przeżycia z przeszłości. Miłość jest zatem próbą przerobienia nierozwiązanych zadań. Od czasów antycznych uważana jest za chorobę, a zarazem lekarstwo. ” – Przeczytane gdzieś na stronach internetowych.

A na stronie  www.psychologiawygladu.pl artykuł :Dlaczego kobiety trwają przy socjopatach i manipulatorach?Ciekawy artykuł. Niezwykłe, z jaką lekkością można do każdego życia przyłożyć szablon psychologiczny. Zakwalifikować do jakiejś kategorii, dopasować do odpowiedniego skryptu, usystematyzować i nakleić odpowiednią etykietkę, nadać nazwę, numer choroby, czy zaburzenia. To takie proste. Proste nie jest tylko realne życie i niemożność  uświadomienia sobie tych szablonów i skryptów, pozbycia się ich i życia normalnym, spokojnym życiem.

Kilka ciekawostek na temat węża i  jego symboliki na blogu Klucznik – ludzie z pasją

A do posłuchanie Tina Turner , trochę melancholii w piętek 13.

 

Łzy nie zostawią śladu,
Czas złagodzi ból,
Po każdym życiu, które gaśnie
Zostaje coś pięknego.

Żyjemy w świecie z gwiazd i pyłu
Pomiędzy niebem i tym co nas otacza
Jesteśmy tu tylko podróżnymi,nasze dusze przetrwają
A miłość, którą daliśmy zostanie na wieki
Teraz, wszystko co posiadaliśmy zniknęło

(…)

Zapada zmrok, zachodzi słońce
Jedna po drugie ukazują się gwiazdy,
Nadchodzi fala zmywając śladu stóp z piasku
Kończy się dzień, musi się zacząć  nowy (…)

Łzy nie zostawią śladu,
Czas złagodzi ból,
Po każdym życiu, które gaśnie
Zostaje coś pięknego.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Wykład w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

16 paź

saskakepa.waw.plWczoraj wyrwałam się do stolicy. Zapisałam się na wykład otwarty Laboratorium Psychoedukacji. Temat bardzo interesujący - „Psychoterapia: fanaberia, czy potrzeba naszych czasów?”. Terapeuta i terapia „zaraziła” mnie ciekawością do tych tematów. Przeszło mi już namawianie innych do terapii, ale ciekawość tematu pozostała.

Trochę bałam się, że nie trafię. Siedziba Laboratorium mieści się na Saskiej Kępie a ja Warszawy nie znam. I tu z pomocą przybyła moja K. (oj jak dobrze, że ją znam :-) ) Powiedziała, gdzie mam iść, w jaki tramwaj wsiąść i gdzie wysiąść. Reszty dopytałam. Trafiłam bez problemu.

Siedziba Laboratorium mieści się w spokojnej i zielonej części Warszawy.

Przyszłam godzinę wcześniej, ale organizatorzy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Owocowy poczęstunek i gorąca herbata na rozgrzewkę (na dworze padał deszcz i było bardzo zimno).  Wykład był prowadzony przez panią Katarzynę Moczulską i pana Roberta Szostaka. Oboje byli bardzo otwarci na uwagi słuchających. Wchodzili z nimi w dialogi i uważnie słuchali. Podobało mi się! Bardzo skromni i pełni szacunku dla audytorium.

Wykład rozpoczął się slajdem czym terapia nie jest. Pisałam o tym we wpisie „Mój ulubiony temat, czyli mity o psychoterapii”. I tak, jak w zapowiedzi dotyczącej spotkania, była rozmowa o mitach dotyczących psychoterapii i psychoterapeutów, o tym, kto potrzebuje terapii, co decyduje o wyborze terapeuty (ośrodka terapeutycznego), kto to jest psychoterapeuta, a kto nie powinien tak się nazywać. Jaki model terapii jest najlepszy? Czy w psychoterapii występuje zjawisko komercjalizacji? Jakie zagrożenie niesie “zła terapia” a jakie są korzyści z “dobrej terapii”?

Wykład zaczął się o godzinie 19 i miał trwać do 20.30 a trwał do 21 i myślę, że byłoby jeszcze o czym mówić.

Słuchałam tego wykładu/dialogu i automatycznie porównywałam do swojej sytuacji/relacji terapeutycznej. Spokojnie i z uśmiechem. Dla mnie to była powtórka z tego, co usłyszałam (i słyszę) od swojego terapeuty.

Było o dobieraniu się terapeuty i pacjenta (pacjent ma możliwość wyboru terapeuty, ale również terapeuta może skierować pacjenta do innego terapeuty), o zaufaniu w ich relacji, o specyficznej intymności, która pojawia się  podczas kolejnych sesji. Ta relacja nie jest przyjaźnią, czy miłością, ale specjalnym rodzajem porozumienia, wspierania i dowartościowywania pacjenta. Terapeuta nie ma prawa przenosić na pacjenta swoich problemów. Ma też superwizora, czyli osobę, która kontroluje jego pracę i to chroni przed komercjalizacją psychoterapii.

Nie należy mylić psychologa z terapeutą. Psycholog daje wsparcie psychologiczne, ale nie może prowadzić terapii, chyba, że skończy czteroletnią szkołę terapeutyczną.

Coraz częściej prowadzone są badania dotyczące wpływu terapii na pacjenta. Na podstawie tych badań można stwierdzić o leczącym/edukacyjnym wpływie terapii na ludzi. W przypadku depresji terapia powoduje trwałą i wciąż postępującą poprawę zdrowia psychicznego i  poprawę relacji społecznych. Buduje się nowa, lepsza jakość życia. Nowe, lepsze postrzeganie swoich zasobów psychicznych, emocjonalnych i mentalnych.

Terapia nie jest fanaberią. Jest potrzebą naszych dość niepewnych i nerwowych czasów.

W programie Laboratorium są jeszcze inne wykłady. Jakie? Można przeczytać na stronie: 
http://www.lps.pl/polecamy/wyklady-otwarte/
.

Ze swojej strony serdecznie polecam.

I jeszcze do obejrzenia film „Buntownik z wyboru”. Fragmenty z tego filmu były pokazane podczas wykładu.

To nie był zmarnowany czas. Było warto pojechać na wykład. Bardzo warto!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Sposoby radzenia sobie z traumą.

27 wrz

W odmętach internetowego oceanu można czasami coś ciekawego wyłowić. Szukam i często znajduję. Dziś też znalazłam ciekawy list do osób przeżywających Zespół Stresu Pourazowego. Czytałam ten list i oczywiście porównywałam. Zamieszczam go w całości.  W niektórych momentach nie mogłam się powstrzymać przed komentarzami.

 Słowa Barbary Orbison:

Dał mi wtedy bardzo cenną lekcję, jak przeżyć takie sytuacje. Trzeba przez nie przejść, stawiając jedną nogę za drugą. Skupiając się tylko na jednym – że najpierw lewa, potem prawa. Należy trzymać się swojej rutyny dnia codziennego, nie wolno położyć się i szlochać. Bóg na szczęście daje człowiekowi siłę, żeby przejść przez najgorsze chwile w życiu (…) Chcę to więc powiedzieć wszystkim polskim kobietom, bo każdej kobiecie to się może przydarzyć: słuchajcie, najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to się załamać, leżeć i płakać. Trzeba iść, nawet gdy nie ma się siły. Gdy zabraknie wam siły, Bóg ją wam da. Ale musicie iść dalej, noga za nogą…

CZYNNOŚCI PRZYDATNE PRZY POWRACANIU DO FORMY

– W ciągu pierwszych dni albo gdy tylko dasz radę, wykonuj wyczerpujące ćwiczenia fizyczne na przemian z odpoczynkiem. Postępuj tak codziennie. To pomoże złagodzić niektóre reakcje fizyczne i pozwoli twojemu ciału rozładować napięcie fizyczne oraz emocjonalne, które będą narastać w ciągu nadchodzących dni. (Ja wpadłam na ten pomysł późno. Dopiero od marca tego roku zaczęłam chodzić „na kije”. Wcześniej wolałam siedzieć w jakimś dziwnym odrętwieniu, sama. Nie oglądałam telewizji i nie słuchałam radia. Dopiero od chodzenia z kijami zaczęłam słuchać muzyki. Moja muzykoterapia. Zaczęłam też na powrót oglądać coś w telewizji. Wcześniej telewizja mnie denerwowała. Różnie też jest z wychodzeniem do ludzi. Do tej pory łatwiej mi się wycofać i zostać w domu).

– Staraj się czymś zająć, nie siedź bezczynnie. Uczucia gniewu, smutku, osierocenia i oszołomienia czy wypieranie zbyt trudnych przeżyć to normalne reakcje. Nie wmawiaj sobie, że straciłaś rozum. Oczywiście, że nadal go masz, tyle że nie funkcjonuje teraz tak jak wcześniej. Tak jakby nagły gwałtowny podmuch wiatru powywracał wszystko dookoła i zakłócił ustalony porządek. Ład powróci, będzie to nowy ład. Będziesz znowu podejmować decyzje w swoim najlepszym interesie. (Podjęłam studia podyplomowe, ale mam wrażenie, że to jest ponad moje siły intelektualne. Obserwuje innych ludzi i podziwiam ich lekkość myślenia. Ja tak nie umiem. Czuję się czasami jakby wykasowano mi pamięć. Mam trudności w zapamiętywaniu i skupieniu uwagi na dłuższy czas na jednym temacie. Jest trudno).

– Mów do ludzi, rozmowa jest najlepszym lekiem jaki możesz przyjmować. Mów o wypadku ze swojej perspektywy. Mimo że niektórzy nauczyli się zatrzymywać  najcenniejsze myśli i uczucia dla siebie, to mogą oni nie zdawać sobie sprawy, że ujawniając choćby część z nich dają także innym pozwolenie na to by wyrzucić z siebie myśli i uczucia, a w ten sposób posunąć się naprzód w ich własnym leczeniu. Mówienie zachęca innych do mówienia. Oczywiście, każdy ma własne sposoby radzenia sobie z traumą i nikogo nie można zmuszać do opowiadania głośno o tym co przeżywa, jeżeli tego nie chce. Zauważamy jednak, że uzewnętrznianie myśli i uczuć związanych z urazem sprawia, iż szybciej posuwamy się naprzód w terapii niż chowając je wewnątrz. (Opowiadałam każdemu, kto chciał mnie słuchać, jakbym w tym widziała sposób ujęcia sobie ciężaru, którego nie byłam w stanie znieść. Było mi wstyd wracać wciąż do tej samej historii, ale chęć „wyrzucenia” z głowy strasznych chwil była silniejsza. Było mi głupio, że nie umiem się śmiać z żartów, lekko podchodzić do życia i niczym się nie przejmować. Wyluzowałam dopiero niedawno, ale czy na pewno? Teraz kiedy mam opowiedzieć o tym, co się zdarzyło bardzo się denerwuję. Boli mniej, ale nerwy zostały).

– Być może niektóre osoby po raz pierwszy są zachęcane do wyrażania głośno tego, co siedzi w ich wnętrzu, dlatego mogą mówić lakonicznie. W porządku,  nieważne czy wypowiedź jest przerywana czy spójna, liczy się opowiedzenie swojej historii w zakresie jakim sobie ktoś życzy. Osoby, które zostały dotknięte do głębi mogą opowiadać o swoich przeżyciach wielokrotnie,  być może wiele razy zanim zdejmą z siebie ciężar bólu. Mogą przemawiać głosem, rysunkiem, obrazem, pisaniem dziennika czy innymi sposobami na wyrażenia siebie i dzielić z zaufanymi osobami. (Robię to na blogu, ale też w gronie moich przyjaciół. Czasami mi głupio, że ich tak zadręczam. Czuję też wstyd przed tym moim pokręconym światem).

– Nie zmuszaj się, ale jeżeli możesz, słuchaj opowieści innych. Jeżeli jesteś w stanie to wspieraj tych, którzy są ubożsi zasobami, duchem, poczuciem bezpieczeństwa, ponieważ czasami wspieranie czy wypowiadanie słów zachęty pomaga zarówno mówiącemu jak i słuchaczowi. Jest wiele sposobów słuchania takich jak chociażby przebywanie razem w ciszy, położenie dłoni na ramieniu, objęcie, przytulenie, gdy inna osoba czuje się dosłownie przytłoczona i pochyla się czy płacze. (Nie umiem tego. Czuję się odrętwiała i nieporadna. Nie wiem co robić. Nie wiem co mówić. Czuję się winna złych sytuacji u takiej osoby i winna tego, że nie umiem pomóc).

– Pomóc można również tymi niezrównanymi słowami, które dusza doskonale rozumie, tymi przekazywanymi nie głosem, lecz potaknięciem głowy czy łagodnymi, pełnymi zrozumienia oczyma.

– Nie pozwalaj nikomu naciskać na ciebie ani ty nie naciskaj na innych, że “to już skończone, trzeba żyć dalej”. Poprzez smutek i ogromną zmianę psyche wstępuje w uświęcony obszar dogłębnej nauki i procesów transformujących. Cykl medialny nie jest tożsamy z twoim własnym cyklem dochodzenia do siebie. Na początku raczej doradzałabym stronienie od mediów, które mogą niechcący naruszać twoją potrzebę prywatności i przeżywania we własny sposób. Pamiętaj, że media żywią się newsami, ‘przeżuwają i wypluwają’ wszystko co wpadnie im w ręce. (Miałam możliwość wzięcia udziału w programie telewizyjnym. Długo rozmawiałam z redaktorką przez telefon. Nie wiedziałam, jak powiedzieć, że nie chcę już opowiadać o tym, co się stało. Czułam, że to i tak nie zmieni mojej sytuacji a tylko rozdrapie świeże jeszcze rany. Zrezygnowałam. Wybrałam spokój. Emocje a właściwie ich nadmiar nie jest mi potrzebna).

– Nie szukaj wsparcia u osób, których psychika i duchowość nie są mocno rozwinięte ani u tych, które ze zrozumiałych powodów czują się zmęczone toczącym się cyklem niepokoju i/lub żałoby. Polegaj raczej na współczujących i cierpliwych doradcach. (Sprawdzone przeze mnie – nic z tego dobrego nie wynikło).

– Słuchaj także siebie i mądrych ludzi, którzy sami przeszli już przez ‘coś wielkiego’, nawet jeżeli nie w pełni powrócili do formy. Jest swoistym paradoksem okazywanie współczucia sobie i innym, opiekowanie się tym co pokiereszowane aż do momentu, gdy będzie ‘wystarczająco zagojone’, a jednocześnie życie nowym życiem. Tak, ‘życie trwa dalej,’ jak się potocznie mówi, ale nacisk należy kłaść na Życie, a nie na pośpiech. Rana na duchu i psychice jest jak rana na ciele, potrzeba czasu, aby wyleczyć wszystkie tkanki.

– Poczucie osamotnienia i głęboki niepokój czy tęsknota za tym, kogo się straciło lub kto jest ranny mogą częściowo zelżeć, jeżeli przebywa się z tymi, którzy od podstaw poznali co to znaczy i przechodzili już ścieżką, którą teraz idziesz ty. Nawet jeżeli masz wrażenie, że to nie przytrafiło się nikomu innemu i jesteś zupełnie sama, to zapewniam cię, że na całym (także internetowym) świecie istnieją osoby, które wiedzą przez co przechodzisz i mogą być dla ciebie pocieszeniem. Szukaj ich, a otrzymasz ich szczerą pomoc. Po prostu ją przyjmij.

– Za każdym razem kiedy opowiadasz swoją historię, czy to w całości, czy w części, tworzysz symboliczny gest, rytuał, wydobywasz i zapamiętujesz to co najlepsze z tego, co było kiedyś. Każda rozważnie postawiona nowa bariera pomaga zapobiegać powrotowi wspomnień o wydarzeniu, które wybiło cię z codziennego rytmu. Za każdym razem gdy będziesz wracać myślami do tragedii, aby analizować i dowiadywać się czegoś ważnego, za każdym razem ktoś okaże ci troskę, za każdym razem gdy ty troszczysz się o innych, podlegasz błogosławionemu procesowi leczenia. To samo dotyczy innych.

– Staraj się nie zagłuszać swoich uczuć poprzez wycofywanie się czy nadużywanie alkoholu, narkotyków lub lekarstw. Mów otwarcie o swoich emocjach, tyle ile potrzebujesz. To ani wstydliwe, ani egoistyczne. Wiele przeszedłeś/przeszłaś. Czasami po nagłym wstrząsie lub tragedii, niektórzy próbują leczyć się sami i sięgają po cokolwiek mają pod ręką. Nie ma sensu się znieczulać używkami. Psyche jest silniejsza niż się to większości wydaje. Mimo przerażającego początku ten czas wiele ci przyniesie, to czego dowiesz się o samym sobie będzie ci pomocne przez całe dalsze życie. Dla wielu to czas osiągania całkowitej dojrzałości w nieprzewidziany, ale dobry sposób. Nie możemy sprawić, by tragiczne czy upokarzające wydarzenie nie wydarzyło się, jednak możemy sprawić, że nasze nastawienie względem niego będzie nieskazitelne.

– Proś innych o pomoc. Im naprawdę na tobie zależy. Bądź dla siebie dobrym/-ą i pozwól innym być dobrymi względem ciebie. Czasami właśnie to pomaga najbardziej. Osobom, które przeżyły ogromne tragedie i które pytają mnie, jak mogą pomóc innym, mówię: ‘bądź życzliwym.’ Osoby, które ogromnie cierpiały najczęściej zapominają wszystkie te słowa, które ktoś powiedział im w ciągu pierwszych dni, ale tym co wyryje się im na zawsze w pamięci będzie dobroć, jaką okazało się im na samym początku, kiedy najtrudniej jest stawić czoła sytuacji. Dobroć wydaje się być jakiś sposób zarejestrowana przez ciało, umysł, serce, duszę i ducha. To pamięć zmysłowa; każda cząstka naszej osobowości odnotowuje dobroć.

– Spędzaj czas z innymi. Możesz mieć potrzebę namysłu i samotności, ale nie izoluj się. Możesz też odkryć, że czasami będziesz się śmiać nawet w czasie żałoby. To nie jest żadne bluźnierstwo, to uwalniająca się  ponownie Siła Życia. To bardzo dobrze.

– Pytaj innych jak się czują. Pamiętaj, że mogą się wstydzić opowiadać nieznajomemu czy nawet przyjacielowi lub krewnemu o swoim ciężarze, chyba że zostaną zapytani. Często trzeba zapytać ich kilka razy aby uzyskać coś więcej niż ‘w porządku’, gdy tak naprawdę zdecydowanie nie są w porządku.

– Może ci się to wydawać dziwne, ale na dłuższą metę rozpamiętywanie i żałoba są bardzo męczące. Żałoba nuży i gdy mija otępienie, a psychika nadal podsuwa obrazy i odczucia towarzyszące traumatycznemu wydarzeniu, to czujemy się jakbyśmy byli wypaleni energetycznie. Odpocznij, zadbaj o siebie. Jedz dobrą, zdrową żywność. Uspokajaj i doładowuj ciało energią.

– Dobrze jest wycofać się. Nie jest żadnym lekceważeniem, jeżeli nie możesz już słuchać na temat tego co się wydarzyło. W porządku jest nie czytać gazet ani nie oglądać wiadomości. W porządku, jeżeli nie masz ochoty iść na film który mówi o wstrząsie lub utracie, aby nie rozdrapywać starych lub gojących się ran. To jak najbardziej w porządku, jeżeli nadal opatrujesz psychiczną ranę, nawet ‘już w miarę’ zagojoną, czy tylko na razie, czy na dłuższą chwilę czy na zawsze. Wszyscy osiągają jakiś punkt krytyczny w procesie wychodzenia z wielkiego wstrząsu. Zwracaj uwagę na to co mówią do ciebie ciało i umysł, czego potrzebują serce i dusza, i zapewnij im to.

– Wychodzenie ze wstrząsu nie przypomina linii ciągłej, to linia zygzakowata, czasami robi się dwa kroki w tył i trzy kroki naprzód. Trzymaj się tego. Nie ma jedynie słusznej ani idealnej drogi. To twoja droga. Zaufaj jej. Niektórzy mogą podsuwać ci różne pomysły, rozważ je, weź to co potrzebujesz i zostaw resztę. ( No to zgłupiałam ;-) . Te porady też przypominają linię zygzakowatą – zrób to, zrób tamto, ale jeśli nie chcesz, to nie rób… no dobra, ale może zrób. Izoluj się, nie izoluj się. Summa summarum – wypróbowane przeze mnie – źle jest całkowicie odciąć się od ludzi i bać się do nich wyjść. Jeśli nie rodzina to sprawdzeni przyjaciele bardzo pomogą. Mnie znajomi/przyjaciele wyciągają na koncerty,  do kina i teatru, imprezy i kawki/pogaduszki.  Są obok, pomagają nie narzucając się. Nie zasypują radami. Po prostu są.)

– Zastanów się dobrze jeżeli zgłoszą się do ciebie osoby oferujące pomoc prawną. Osoby, które zostały poszkodowane, krewni ofiar śmiertelnych oraz ci, którzy stracili dobytek, mogą rozważyć wsparcie prawne. Ale trzeba też pamiętać, że w niektórych przypadkach angażowanie się w wieloletnie procesy sądowe może odebrać ci prawo wyboru do decydowania o tym jak ma wyglądać twoje życie, a zamiast tego trzeba będzie koncentrować się na tym, jak toczy się sprawa.  Zastanów się nad tym dobrze. Jeżeli potrzebujesz prawnika, najlepiej byłoby szukać osobiście kogoś z polecenia zaufanych przyjaciół, a nie zatrudniać prawnika, który się z tobą skontaktował. (Rodzina i znajomi naciskają, abym zrobiła „porządek” z domem, z którego uciekłam. Nie chcę. Nie teraz. Sprawy w sadzie to kolejne nerwy a ja chcę odpocząć. Może kiedyś… Tak samo ze sprawami rozwodowymi. Potrzebny mi spokój.)

– Niektórzy z twoich przyjaciół i krewnych mogą nigdy do końca nie zrozumieć tego co ty jako uczestnik wydarzenia przeżyłeś/-aś skoro nie było ich tam wtedy z tobą. Czasami ci, do których zwracamy się o wsparcie, nie dają go nam wystarczająco dużo. Nie szkodzi. To właśnie dlatego często powstają grupy wsparcia dla ocalonych. Osoby skupione we  ‘własnych kręgach’ natychmiast rozumieją o czym mówią. ( W naszym mieście brak grup wsparcia dla rodzin schizofreników. Niestety :-( )

– Jeżeli zauważysz, że takie objawy jak: przepełnienie bezustannym gniewem, ciągłe pragnienie izolowania się, wysoki i niesłabnący poziom niepokoju, ciągła nadmierna czujność, powracające natrętne myśli lub retrospekcje czy pragnienie skrzywdzenia siebie lub innych, koszmary lub zaburzenia snu, przesadne reakcje na wydarzenia życia codziennego, poważne pęknięcia na najwartościowszych relacjach, to nie zostawiaj tego bez reakcji i poszukaj profesjonalnej pomocy. Bardzo często wystarczy w mechanizmie umysłu czy serca tylko dokręcić lub obluzować jeden mały element, wcale nie trzeba kompletnego zniszczenia i odbudowania całej psychiki.

– To żadna ujma na honorze, wada charakterologiczna czy porażka osobowości szukać pomocy psychologicznej, fizycznej czy duchowej. Trzeba zrozumieć, że nagłe, ciężkie wstrząsy dla ciała i umysłu mogą zachwiać reakcjami chemicznymi w organizmie. Czasami ciało potrzebuje leku, aby wyrównać poziom substancji regulujących procesy życiowe, również nastrój, nasze myślenie o sobie, a nawet umiejętność odnajdywania się w świecie. Rozmowy z terapeutą/-tką przeszkoloną w wychodzeniu z traumy pomagają rozwikłać procesy myślowe, które często ‘zacinają się’ po wydarzeniu wymagającym reagowania na zbyt wiele nagłych i silnych bodźców na raz.

– Terapia jest również po to abyś mógł/mogła mówić na temat rzeczy, o których nie chcesz wypowiadać się publicznie albo zwierzać się przyjaciołom i rodzinie. Jest także po to by uczyć się jak tworzyć życie od nowa tak jak byś chciał/-a żeby ono wyglądało, może pomóc ci znaleźć wizję i spojrzeć uważnie na perspektywy. Niektórzy wybierają terapię EMDR (ang. a eye-movement therapy – przyp. tłum.), która często skutecznie redukuje niepokój wywołany przez traumę; niektórzy wolą po prostu rozmawiać, niektórzy analizują sny, szukając symboli, które poprzez zrozumienie ich pomogą im wyzwolić się z demonów przeszłości, niektórzy biorą też lekarstwa, a także praktykują medytację, uprawiają praktyki duchowe takie jak satsang, piszą dzienniki, ćwiczą jogę, chodzą częściej na ryby, uczą się nowych umiejętności, które pomagają im odpocząć lub powracają do tego, co kiedyś było im w tym pomocne . Wielu pomaga wyrażanie się przez sztukę. Każdy bezpieczny sposób, który oddziela cię od traumatycznych wspomnień jest dobry.

– Jeżeli jesteś rodzicem, pomagaj swoim dzieciom przez cierpliwe słuchanie. To że twoje dziecko lub nastolatek nie chce mówić albo śmieje się, wychodzi z koleżankami i kolegami i mówi, że u niego/niej wszystko w porządku, wcale nie oznacza, że nie potrzebuje twojego zaangażowania. Psychika często pęka na dwie części po tym jak uczestniczy się lub jest świadkiem nagłego wydarzenia. Jedna część funkcjonuje normalnie podczas gdy druga na jakiś czas pogrąża się w oszołomieniu, bezsilności, poczuciu surrealizmu i żalu. To normalne przystosowanie, które nie wyrządza krzywdy psychice pod warunkiem, że pozostanie tymczasowym. Dwa sposoby postrzegania i myślenia zejdą się w końcu z powrotem w jedną całość. Nie bój się mówić ze swoimi dziećmi jak dorosły z dorosłym. Nie wahaj się prosić psychologa o radę czy terapię, czy to dla siebie, czy dla dziecka jeżeli uznasz, że to przydatne i/lub konieczne.

– Dobrze poprowadzona terapia uczy tego w jaki sposób umysł, działanie i duch współpracują harmonijnie (albo jeszcze nie współpracują, ale mogą to zrobić) i co czynić aby dzięki dopasowaniu oraz świadomemu wyćwiczeniu udało się je zaprząc do wspólnej pracy nad twoim udanym życiem. Dzieci zazwyczaj patrzą i naśladują to jak zachowują się ich rodzice. Jeżeli twoja reakcja była lekceważąca lub przesadzona, to zreflektuj się, powiedz o tym swojemu dziecku i dodaj, że już wiesz jak zachować się lepiej. Dzieci szybko się uczą, dojdą do wniosku, że masz rację. W procesach żałoby i wychodzenia z niej nie chodzi o to, żebyś zachowywał/-a się perfekcyjnie. Chodzi o to, żeby robić co tylko możesz.

– W późniejszym czasie znajdź coś, co sprawia, że poczujesz się usatysfakcjonowany/-a, znaczący/-a lub wzmocniony/-a. To nie muszą być wielkie rzeczy, tylko wydarzenia lub działania, które choć odrobinę zrównoważą tragedię i uczucie przytłoczenia, które przeżywasz. To dobrze, jeżeli żyjesz pełnią życia, nawet jeżeli bliskie ci osoby zostały w nagły sposób poszkodowane, skrzywdzone lub nie żyją. Tak naprawdę to jest właśnie najlepsza decyzja jaką możesz podjąć: żyć pełnią życia przez wzgląd na tych, którzy w tej chwili nie mogą lub już nie będą mogli tego uczynić. Nie należy się wstydzić chwil szczęścia i świętowania. Chwile szczęścia to wybuchająca jak wulkan czy gejzer Siła Życia, przywracająca cię do normalności. I tak powinno być.

– Kiedy czujesz się źle, nie zwlekaj, znajdź osobę, z którą możesz porozmawiać, wypłakać się i opowiedzieć o swojej złości i innych uczuciach, z jakimi nie możesz sobie poradzić. Nie duś tego w sobie. Jeżeli sądzisz, że ‘zawracasz głowę’, to pamiętaj, że ci, którzy cię kochają znacznie bardziej będą się martwić próbując domyślić się w czym problem, jeżeli zamilkniesz. Dobrze jest rozmawiać, nawet jeżeli nie czujesz się mocny/-a w wyrażaniu tego co czujesz. O pewnych chwilach w życiu po prostu warto mówić i to jest właśnie jedna z takich chwil. Mów ze względu na siebie i na innych.

– Kiedy dochodzisz do siebie po wstrząsie, jesteś szczególnie podatny/-a na zranienie. Musisz zadbać o siebie i dopilnować, żeby trzymać się rygorystycznie dawek leków, nie “leczyć” się samodzielnie środkami wpływającymi na psychikę (alkohol, leki psychotropowe, tabletki nasenne, narkotyki) ani nie podejmować żadnych szczególnie ryzykownych zachowań takich uprawianie seksu bez zabezpieczeń.

– Jeżeli trzymasz się jakiegoś systemu duchowego, to na pewno to w co wierzysz będzie ci pomocne. Trzymaj się swoich praktyk. Tym, których do metafizyki i religii wiele lat wcześniej zniechęcił czynnik ludzki, radziłabym aby nie trzymali się teraz z daleka od tego rodzaju duchowości, która przynosi uzdrowienie. Poszukaj raczej ludzi o głębokiej mądrości i wnikliwym spojrzeniu na życie, którzy są błogosławieństwem dla duszy; na świecie jest ich całkiem sporo, niektórych znajdziesz w szeregach wiernych zorganizowanych religii, a niektórzy wędrują sobie po świecie duchowym jako wolni strzelcy. Sprzymierz się z nimi, będą dla ciebie prawdziwym lekarstwem.

– Wspomnę tylko na koniec o mojej osobistej filozofii, która sprowadza się do stworzenia kategorii ‘Sprawy Boga’, ponieważ dla niektórych rzeczy zupełnie nie potrafimy znaleźć sensu, mieć nad nimi kontroli czy nawet ogarnąć umysłem. Wypadki są niezrozumiałe.  Zrządzenia losu nie podążają za prawami logiki ani racjonalnymi wyjaśnieniami. Zło jest z definicji bezsensowne. Niektóre rzeczy, wydarzenia, rezultaty na zawsze pozostaną ‘Sprawami Boga’, rozumianymi tylko przez Większą Mądrość, która ma współczucie i miłość nie tylko dla tych, których straciliśmy, ale także dla nas samych.

– Wszyscy chcielibyśmy być silni i odważni w obliczu katastrofy i nagłego wywrócenia życia do góry. Wszyscy chcielibyśmy wtedy wykazać się wytrzymałością i pomagać innym. Dlatego właśnie powinieneś/powinnaś pomóc sobie tak jak pomagałbyś/pomagałabyś innym, pozwalając swoim uczuciom i myślom wyrażać się na zewnątrz i szanując samego/samą siebie.

I ostatnia rzecz: na całym świecie są mężczyźni oraz kobiety, którzy z wielką mocą modlą się. Mamy ciebie na uwadze i już wysyłamy ci anioły, które będą nad tobą czuwały i prowadziły cię. Prosimy cię, żebyś ty wraz z tymi, których kochasz byli spokojni i bezpieczni, żebyście dostrzegali cuda, jakie mogą mieć miejsce w tym czasie i tak szybko jak się da wasze życie powróci do normalności. Będziemy czuwać i palić świece w twojej intencji. To nasz pomysł na zwalczanie ognia ogniem (ang. fighting fire with fire – przyp. tłum.).

Dlatego podczas dochodzenia do siebie, prosimy wesprzyj się naszymi modlitwami.

Dr. Clarissa Pinkola Estés

Ze strony: biegnaczwilkami.wordpress.com

Niektóre rady – zwłaszcza te o pomocy innym, również pokrzywdzonym, lub załamanym są dla mnie (teraz) nie do przyjęcia. Jak „ślepy” może prowadzić ” „ślepego”. Przerobiłam to i wiem, że nic z tego dobrego nie wynikło. Osoby w traumie, które sobie „pomagają” jeszcze bardziej się ranią i dołują. Potrzeba fachowej pomocy a nie miejsca pod „złamanym” skrzydłem.  Poza tym jeżeli ktoś nie może sobie poradzić ze swoim „światem” nie pomoże innym. Jedyne co zrobi to przerzuci swoje problemy na tego drugiego.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Trudny temat – „Feminoteka” i kultura, która kulturą nie jest.

24 cze

„Kiedy ktoś mnie wysłucha, mogę zobaczyć mój świat w całkiem nowym świetle i pójść dalej. To zdumiewające, jak na pozór nierozwiązywalne problemy nagle dają się rozwiązać, gdy ktoś Cię słucha.”

– Carl Rogers

Znam pewną kobietę. Ostatnio częściej rozmawiamy i dzięki temu mogłam poznać ją lepiej.  Na pierwszy rzut oka to zwyczajna pani, jakich wiele. Ma męża, dwoje dzieci,  pracę, radości, smutki – jak inne kobiety. Niczym się nie wyróżnia. Niczym… oprócz jednego – trzyma każdego na dystans. Lubi się śmiać, żartować, lubi towarzystwo innych, ale temu wszystkiemu towarzyszy wrażenie, że wszytko jest powierzchowne, płytkie, tymczasowe. Czasami podczas rozmowy wystarczy czyjeś niedomówienie, jakieś nieprzemyślane słowo, czy gest, albo spojrzenie a ona jak płochliwe zwierzątko wycofuje się, milknie a czasami wychodzi. Mnie w jakiś osobliwy sposób zaufała. Pewnego dnia poprosiła o spotkanie. Nie chciała spotkać się w domu. „Zbyt piękna pogoda” – powiedziała – „Spotkajmy się w parku. Dobrze?”. Dla mnie bez różnicy. Nawet lepiej, bo bardzo lubię przesiadywać „na łonie natury”.

bench-384611_640Siedziałyśmy w miejskim parku. Pod olbrzymią, zieloną lipą. Przed nami w piaskownicy bawiły się dzieci. Obce dzieci. Jej są już dorosłe. Jedno kończy studia a drugie zaczyna. Została z mężem i przeżywają „syndrom pustego gniazda”. Cisza i pustka w domu. Mąż na kolejnej delegacji, więc ona ma czas tylko dla siebie. Może posiedzieć i pogadać ze znajomymi.

Spokojne, ciepłe popołudnie. Zielony cień, dziecięce głosy, szelest wody w fontannie i my dwie na ławeczce.

- Super tak sobie posiedzieć. Prawda? Piękna pogoda i…

- Nie chciałam rozmawiać o pogodzie – przerwała mi.

- A widziałaś te super ciuchy w …

- Nie chcę rozmawiać o ciuchach. Ja… ja muszę ci coś powiedzieć! Muszę to z siebie wyrzucić! Już więcej tego nie zniosę! – wykrzykiwała kolejne słowa.

- Spokojnie. Nie krzycz. Zobacz, dzieci się odwracają i patrzą na ciebie wystraszone – uśmiechnij się do nich, bo inaczej będą myślały, że złościsz się na nie – desperacko chciałam zmienić temat. Nie udało się.

- Tylko tobie to mogę powiedzieć…

- Jeżeli to jakiś problem, to nie wiem, czy będę w stanie ci pomóc. Ja nie udzielam rad.

- Nie, chodzi tylko o wysłuchanie.

- A mąż?

- Nie… on nie może o tym wiedzieć.

- Jakaś zdrada? – zapytałam z głupkowatym uśmiechem.

- Nie. Tajemnica. Tajemnica, którą noszę w sobie już od bardzo dawna. Nikomu nie umiałam o tym powiedzieć, tak samo jak nie umiałam nikogo tak naprawdę pokochać i nikomu do końca zaufać.

- Przecież masz męża?! Nie mów, że nie jesteś z nim tak blisko, żeby nie gadać o wszystkim.

- Ja z nim byłam. Jestem przecież… Pozwalałam na zbliżenia. Oboje mamy dwoje wspaniałych dzieci. On mnie kocha, ale ja jego… Nie wiem? Nie wiem czym jest prawdziwa miłość. Jestem z nim. Nie, nie zdradzam go, ale jestem obok. Wiesz o co chodzi? On też wie… Mówi mi o tym i pyta co ma zrobić? Prosi, żebym powiedziała o co chodzi, ale nie naciska. Mówi, że przeszkadza mu ten mur między nami, ale kocha. Kocha za siebie i za mnie. Wiem, że nie jest mu łatwo. Wiem, ale nic nie mogę z tym zrobić. 

Słuchałam i nie mogłam się domyślić w czym tkwi problem. Co chce mi wyjawić?

- To się stało, kiedy miałam 13 lat…

Patrzyłam na nią bez słów. Siedziała skulona i patrzyła w ziemię. Po chwili usłyszałam cichy głos.

- Poszłam sama do lasu i tam spotkałam dwóch kolegów. Pierwszy był pełnoletni a drugi był starszy ode mnie o rok. Młodszego znałam ze szkoły. Bardzo mi się podobał. Podkochiwałam się w nim a tego starszego nie znałam. Później się dowiedziałam, że mieszkał w naszej wsi, ale wyjeżdżał do pracy w dużym mieście. Obaj zaczęli ze mną rozmowę. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, szukaliśmy grzybów. W końcu młodszy powiedział, że musi już iść. Został starszy i zaczął głupio żartować. Zaczął coś mówić o mich piersiach. Zaczął dotykać moje włosy, ramiona i niby przypadkiem dłoń opadła na moją pierś. Odsunęłam się jak oparzona. Odtrąciłam jego ręką. Roześmiał się jakoś tak głupio i stwierdził, że właściwie to jestem dobrze rozwiniętą dziewczyną i pewnie też tego chcę. Nie rozumiałam o co chodzi. Czego niby mam chcieć? Zaczęłam się bać. On przestał być uprzejmy i uśmiechnięty. Jego ręka znów wylądowała w okolicy moich piersi. Szarpnęłam się do tyłu. Złapał mnie mocno za dłoń i wykręcił. Zabolało. Chciałam wyrwać wykręconą rękę, ale jedynie co zrobiłam, to upadłam na ziemię. Szarpałam się a on nie puszczał. Strasznie się bałam. Czułam jego ręce wszędzie. Zaczęłam krzyczeć a wtedy on zakrył moje usta dłonią i powiedział „Nie krzycz dziwko! Chcesz tego! Wszystkie tego chcecie!”. Ja nie chciałam. Nie rozumiałam, czemu on mi to robi.  Chciałam się wyrwać i nie mogłam. Gdzieś z boku zobaczyłam leżący nóż. Pomyślałam, że gdybym się do niego dostała, to wtedy mogłabym się przed nim obronić. Walczyłam. Próbowałam. W końcu udało mi się doszarpać do noża. Ostatkiem sił ujęłam za ostrze i przejechałam nim po jego dłoni. Zasyczał z bólu i krzyknął „nożem ty szmato!”. Rozluźnił uścisk i mogłam się wyszarpać z pod niego. Poderwałam się na nogi. Osłoniłam się porwaną bluzką i uciekałam najszybciej jak umiałam. Nie oglądałam się za siebie. Wpadłam do domu. Na szczęście nikogo nie było. Byłam brudna. Brudna na ciele i brudna w środku. Brudna… Nie rozumiesz o czym mówię! Ty nie wiesz na czym polega być brudnym, czuć się szmatą, nic nie wartą osobą. Dobrze, że nikogo nie było w domu. Mogłam spokojnie się umyć. Przebrać. Nikt się nie dowiedział. Nikt. Dalej byłam córką i siostrą. Taką fajną i uśmiechniętą. Pomocną, dobrą, grzeczną, cichą.  Od tamtej pory nie ufam nikomu. Staram się żyć normalnie, ale w środku siedzi lęk i przerażenie. Lęk przed mężczyznami. Lęk przed zbliżeniem seksualnym. Nie ufam ludziom. Nienawidzę mężczyzn. Widzę w nich tylko zagrożenie. Zaufałam tylko jednemu – mężowi. Jest bardzo spokojnym człowiekiem. Spokojny i cierpliwy. Czasami ma mi za złe tą moją oziębłość, ale nie dopytuje. Patrzy mi w oczy i mówi, że kocha za nas dwoje. Często wyjeżdża i nie ma go w domu. Rozumiem go. Wiem jak mu ciężko. Czasami sama bym od siebie uciekła, wyjechała, żeby  uciec od swoich wspomnień , ale nie da się. Wszystko siedzi w głowie… 

Zapadło milczenie. Ona mi zaufała a ja… Ja nie wiem, jak jej pomóc. Co zrobić? Co powiedzieć, żeby nie urazić? Jakich słów użyć?

- Myślałaś o terapii?

- Myślałam, ale najpierw dzieci były małe, później… Wiem, że to marne wymówki. Nie wiem, czy terapia coś pomoże? Wszyscy mają w nosie takie problemy. Nawet moja rodzina nie wie, co się stało. Mogliby powiedzieć, że sama się prosiłam, że mogłam nie iść sama do lasu, nie rozmawiać z tymi chłopakami i nie szczerzyć do nich zębów. Sama wiesz, jakie jest najczęstsze podejście do zgwałconych kobiet. Pogardliwe spojrzenie i powiedzenie „Sama tego chciała”. Nie wiem, czy terapia pomoże? Nie jest mi łatwo o tym mówić. Nie wiem…

- Pomoże. 

- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Zrobiło mi się lżej. Nareszcie komuś opowiedziałam o mojej historii. Bardzo ciężko żyć z tym lękiem. Z takim ciężarem.

-Wiem, że ciężko żyć z lękiem, ale ja nie jestem w stanie ci pomóc. Ja mogę tylko wysłuchać, nic więcej. Wiesz, mam namiary na fajnych terapeutów. Może chcesz numer?

- Pomyślę. Jeszcze nie jestem gotowa,

- Myślę, że jesteś. Mnie zaufałaś a oni będą umieli ci pomóc. Życie z oswojonym lękiem jest zupełnie inne…

Popatrzyła na mnie i nic nie powiedziała. Siedziałyśmy dalej bez słów w tym zielonym cieniu wsłuchane w dziecięce głosiki dobiegające z piaskownicy…

Na stronie fundacji „Feminoteka” obejrzałam spoty reklamowe dotyczące przemocy wobec kobiet. Pierwszy:

Słowa też gwałcą:

Przemoc wobec kobiet:

i następny:

Płakałam, jak je oglądałam…

Na tej stronie zobaczyłam też sformułowanie „kultura gwałtu” i zaśmiałam się. Taki głupi oksymoron. Kultura ma pozytywne znaczenie a gwałt mocno negatywne. Ktoś połączył te dwa terminy. Zastanawiałam się, jak można mówić o kulturze w przypadku takiego postępowania? Na czym ta kultura ma polegać? Ma dotyczyć tego, kto stosuje przemoc? On ma ładniej gwałcić? Śmieszne i nielogiczne, pejoratywne. Kto to wymyślił? Przeczytałam wyjaśnienie i niestety musiałam się z nim zgodzić. Martha Burt opracowała 13 najczęściej wypowiadanych stwierdzeń na temat gwałtu na kobietach. Przeczytałam je. Niestety, słyszałam je wszystkie, wypowiadane przez różnych ludzi. 

Osoba, która doznała tego typu przemocy wymaga ochrony, specjalnego, delikatnego traktowania. Pozostaje w niej trauma na całe życie. Strach, który nie zniknie, uprzedzenie do ludzi a zwłaszcza do mężczyzn. O psychologicznych konsekwencjach gwałtu można przeczytać na stronie Instytutu Psychologii Zdrowia. To bardzo trudny temat, ale warto o nim mówić.

Od jakiegoś czasu po internecie krąży petycja do podpisania „Stop gwałtom”.  Ja już podpisałam. Jeżeli masz ochotę przeczytać i też podpisać klikaj na aktywny link.

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii Film, Internet, Życie

 

Moje ciało się zbuntowało. Problemy psychosomatyczne.

29 kwi

woman-737438_640Już Platon mówił, że nie można patrzeć na człowieka tylko przez pryzmat ciała. Człowiek to dusza/psyche i ciało/soma.  Te dwie rzeczywistości są mocno ze sobą połączone. Jedno wpływa na drugie.

W artykule „Zaburzenia psychosomatyczne” przeczytałam: „Problemy psychosomatyczne pojawiają się zawsze, kiedy usiłujesz zaprzeczyć swoim własnym uczuciom, zepchnąć do podziemi swój lęk albo gniew, kiedy nakładasz maski bohatera, siłaczki, wyluzowanego gościa, „oazy spokoju”, siostry miłosierdzia, człowieka sukcesu, biznesmena, troskliwego męża albo ojca, oddanej żony czy matki itd. !!!!

Już kiedyś po ogromnym stresie znalazłam się w szpitalu z chorobą skóry niewiadomego pochodzenia. Lekarze myśleli nawet, że jest to choroba zakaźna, więc trafiłam do takiego właśnie szpitala – zakaźnego. Byłam tam przez tydzień. I teraz miałam powtórkę z rozrywki. Tym razem nie było uczulenia, ale…

W niedzielę bolało mnie gardło. Myślałam przejdzie. Nic nie szkodzi. We wtorek miała być wizyta u terapeuty. I niestety… Ciało się zbuntowało.

Jeszcze w poniedziałek było względnie dobrze.

We wtorek rano, niestety, przestałam mówić.

Na terapię poszłam. Wizyty nie było przez dwa tygodnie i szkoda mi było sesji. Poza tym we wtorek wiedziałam o czym chcę mówić, ale… niestety zamiast mówić szeptałam, albo chrypiałam tak, że nie można było zrozumieć, o co  mi chodzi.

W gabinecie powiedziałam:

- Ciało się zbuntowało. Nie mogę mówić.

Terapeuta na to:

- To prawda. Twoje ciało ciebie chroni. Mówi, żebyś dała mu czas, dała mu odpocząć, żebyś nie mówiła.

- Ale ja chcę mówić.

- Głowa może i tak, ale ciało nie. Idź do domu. Weź antybiotyk. Odpocznij.

- Ale w następnym tygodniu nie będę mogła przyjść. Mam matury. Dopiero za dwa tygodnie.

- To zrobimy wakacje. Odpocznij. Dbaj o siebie. Zaopiekuj się sobą.

Wszystko to prawda. Wszystko, ale ja bym chciała już „dobiec” do końca terapii. Już skończyć. Nie wiem dlaczego tak się spieszę, dlaczego mnie to tak denerwuje, że jestem taka powolna, tak to długo trwa. Wciąż uczę się pokory. Cały czas myślę, że wszystko można szybko, już. Przed wizytą mam wszystko poukładane, obmyślone, nawet dialogi mam opracowane. A na sesji – blokada. Uśmieszek na ustach, który mnie samą denerwuje. Trudność w mówieniu, określaniu emocji, ucieczka w inne tematy. Terapeuta mówi „powoli, spokojnie, mamy czas”. A ja się denerwuje, bo wiem, że mogłabym inaczej, że mogłabym się w końcu otworzyć.  Spieszę się, jakbym chciała nadrobić wszystkie te „stracone” lata i miała czas, aby dobrze pożyć a tu takie spowolnienia.

Na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Niestety.

Do poczytania dwa artykuły:  artykuł o zaburzeniach psychosomatycznych   i   Czym są zaburzenia psychosomatyczne?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Co czujesz? Bogactwo emocji i trudność w ich nazwaniu.

25 mar

emoticons-154050_640

Na wizytach często słyszę pytanie:

- Co czułaś, co czujesz, jak to nazwiesz?

W panice szukam nazwy dla przeżywanych emocji i czuję bolesną próżnię. Pustkę. Prof. Mellibruda wyjaśnił, dlaczego ludzie tacy jak ja nie potrafią nazwać emocji, które czują. Trudno zwerbalizować to co się czuje. Emocje objawiają się pustką w głowie, nerwobólami (można czuć bolesny ucisk w klatce piersiowej i panikować, że to zawał), bólami kręgosłupa, stawów, żołądka, napięciami mięśniowymi. Ufff, nazbierało się! Do tego można dorzucić wszelkiego rodzaju uczulenia i egzemy. Wiem to i doświadczyłam na sobie.

Nie umiem nazwać tego, co czuję. Mylę jedno uczucie/emocje z innym i dlatego poszperałam w internecie i znalazłam artykuł o rodzajach emocji. Ktoś mi podpowiedział, aby spisać je na kartce i w razie konieczności zerknąć do owej pomocy.

Barw, odmian, rodzajów i niuansów emocji są setki. Istnieje znacznie więcej subtelnych odcieni emocji niż słów na ich określenie.

Trwają dyskusje na temat tego jak klasyfikować emocje oraz które emocje uznać za podstawowe.

Generalnie rzecz biorąc emocje możemy podzielić na kilka podstawowych grup:

  • Złość: furia, wściekłość, uraza, gniew, irytacja, oburzenie, niechęć, obraźliwość, wrogość i będąca jej szczytem, patologiczna nienawiść i szał.
  • Smutek: żal, przykrość, melancholia, użalanie się nad sobą, zniechęcenie, przygnębienie oraz w postaci patologicznej – głęboka depresja.
  • Strach: niepokój, obawa, nerwowość, zatroskanie, konsternacja, zaniepokojenie, onieśmielenie, strachliwość, popłoch, przerażanie; w postaci psychopatologicznej – fobie i ataki lękowe.
  • Zadowolenie: szczęście, przyjemność, ulga, błogość, rozkosz, radość, uciecha, rozrywka, duma, przyjemność zmysłowa, miły dreszczyk, uniesienie, zaspokojenie, satysfakcja, euforia, zaspokojenie kaprysu, ekstaza – na samym końcu skali – mania.
  • Miłość: akceptacja, życzliwość, ufność, uprzejmość, poczucie bliskości, oddanie, uwielbienie, zaślepienie.
  • Zdziwienie: zaskoczenie, oszołomienie, osłupienie, zdumienie.
  • Wstręt: pogarda, lekceważenie, nieprzychylność, obrzydzenie, odraza, niesmak, awersja.
  • Wstyd: poczucie winy, zażenowanie, zakłopotanie, wyrzuty sumienia, upokorzenie, żal z powodu tego, co się zrobiło, hańba.

Ta lista nie jest w żadnym razie wyczerpująca, dlatego, że nie wiadomo na przykład gdzie można by umieścić taką emocję jak: zazdrość, która jest co prawda odmianą złości, ale zawiera też sporą domieszkę smutku i strachu (jest mieszaniną różnych emocji). Takich przykładów można wskazać wiele.

Paul Ekman odkrył, że wyraz twarzy zdradzający cztery emocje (strach, złość, smutek i zadowolenie) jest rozpoznawany we wszystkich kulturach na świecie (w tym przez ludy nie znające ani kina ani telewizji, tym samym nie dotknięte kulturą zachodu), co zdaje się świadczyć o tym, że są one uniwersalne (podstawowe).

Inna teoria na temat emocji dzieli je na dwie grupy – pierwotne i wtórne:

  • emocje pierwotne, 4 pary: smutek-radość, odraza-akceptacja, strach-złość, zdziwienie-oczekiwanie.
  • emocje wtórne (przeważnie wyuczone) to ich kombinacje i wariacje.

 

Źródło:  Podział emocji, w: emocje.arkt.pl  

Kilka ciekawostek, jak podejście emocjonalne może wpłynąć na zachowanie a nawet życie człowieka.

Do wiejskiego ośrodka zdrowia przywieziono ugryzionego przez węża człowieka. Jego stan był ciężki. Zaznaczały się objawy zatrucia jadem: zaburzenia krążenia i oddychania. Na szczęście dla niego przywieziono również zabitego węża wyglądu z przypominającego żmiję. Okazał się on jednak niejadowitym wężem „gniewoszem”. Lekarz podał pacjentowi silną dawkę środków uspokajających i ten zasnął po kilku minutach. W czasie snu wszelkie objawy zatrucia cofnęły się, Gdyby jednak ukąszonemu nie udzielono pomocy lekarskiej, najprawdopodobniej zmarłby po kilku godzinach.

W paryskim mieszkaniu znaleziono zwłoki związanego mężczyzny. Sekcja nie wykryła przyczyny śmierci. Jedynym obrażeniem było płytkie nakłucie skóry ramienia. Tajemnica tego przypadku przez wiele lat nie została wyjaśniona. Dopiero jej sprawca przed swoją śmiercią wyznał, co się wtedy wydarzyło. Obezwładnił ofiarę, zawiązał jej oczy, następnie ukłuł bardzo silnie w ramię mówiąc, że przecina jej   żyły i poczeka, aż ofiara się wykrwawi. Pojawiło się zaledwie kilka kropel krwi. Morderca zaczął polewać to miejsce ciepłą wodą. Ofiara sądziła, że to jej własna krew tak spływa i po upływie około 40 minut zmarła.

Wśród plemion, praktykujących obrzędy magiczne, znany jest efekt złamania tabu, czyli sprzeniewierzenia się zakazowi wykonania pewnych czynności. Plemienny szaman rzuca na winowajcę czary lub przekleństwo. Nie stosuje najczęściej żadnej przemocy fizycznej, mimo to ukarany popada w depresję i popełnia samobójstwo lub umiera w skutek niemożności przystosowania się do stresu, najczęściej na tzw. „stresowe owrzodzenie żołądka”. W przypadkach śmierci voodoo lub jej podobnych niezwy­kle silne przerażenie może prowadzić do gwałtownego wydzielania się adrenaliny, co wywołuje stan wstrząsu; w okolicznościach tego typu śmierć może też być spowodo­wana zbyt silnym podrażnieniem parasympatycznego układu nerwowego. Badania laboratoryjne i kliniczne wskazują na znaczącą rolę bezradności i poczucia beznadziejności w uruchamianiu tego mechanizmu.

Podobnie jak wiara, że się umrze, może spowodować śmierć zdrowej osoby, tak i wiara, że się wyzdrowieje, może spowodować cofnięcie się choroby. Zasugerowana wiara w skuteczność leczenia jest doniosłym czynnikiem warunkującym uzyskanie poprawy stanu zdrowia. Zjawisko to zostało nazwane „efektem placebo”. Definiuje się je jako podanie obojętnej farmakologicznie substancji lub zastosowanie obiektywnie nieskutecznej metody leczenia dla osiągnięcia efektu terapeutycznego. Przepisywanie substancji nieaktywnych, stosowanie dziwnych metod diagnostycznych lub terapeutycznych jest od wielu lat nieodłączną częścią wykonywania praktyki lekarskiej. Prowadzący farmakoterapię lekarze wiedzą, że pacjenci uważają lek zagraniczny (rzadki, drogi lub trudno dostępny) za skuteczniejszy od ogólnodostępnego krajowego lekarstwa .  (Augustynek A. Hipnoza – sugestia. Eureka, Kraków 1996. w Andrzej Augustynek, Emocje)

Emocje rządzą światem!

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Jestem w terapii – ciekawe artykuły, ale nie tylko…

09 maj

Kochani! Nie wiem ile osób czyta mojego bloga, w sensie ile osób z mojego małego miasteczka. Muszę, a właściwie chce o czymś powiedzieć. Od początku grudnia zaczęłam terapię. Tak, mam terapeutę i chodzę na spotkania i powiem wam: to jest lepsze, niż płakanie w czterech ścianach i narzekanie, jak mi źle. Popadanie w czarną rozpacz (depresję). Terapię załatwili mi znajomi – pewnie mieli dość moich płaczków ;-) . Dzięki terapii inaczej patrzę na to, co się ze mną dzieję, inaczej podchodzę do sytuacji, zdarzeń, ludzi. Terapeuta podsuwa mi wciąż nowe książki do przeczytania – niektórymi dzielę się na blogu. O naszych rozmowach nie będę pisać, bo po co. Dzięki tym spotkaniom staje się silniejsza, mądrzejsza, częściej się uśmiecham. Uczę się zdrowych relacji międzyludzkich a te, które mnie raniły kończę. Uczę się dystansu do życia. Żeby nie było tak słodko powiem wam, że te spotkania nie są wcale takie bezstresowe. Rozmowy ujawniają wiele negatywnych emocji, które przeżywałam, albo przeżywam i wtedy pojawiają się łzy, strach i rozpacz. Nie umiem się jeszcze denerwować. Na trudne dla mnie tematy reaguje płaczem a nie gniewem. Uczę się… a ktoś mi pomaga i jest dobrze.

Jest warto!

Do poczytania artykuły:  Jestem w terapii

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Internet, Życie