RSS
 

Notki z tagiem ‘Rodzina’

Wakacyjne porządki

04 lip

Robię porządki … na blogu

Mam też nowy adres bloga na którym mam możliwość wstawiania większej ilości zdjęć. Na razie wstawiam tam wspomnienia z minionych lat. Z wyjazdów w góry.

Warto wyjeżdżać, zmieniać miejsce, choćby tylko na parę dni. Odwiedzać nowe miejsca, zachwycać się nowymi widokami i chłonąć je całą sobą. Dopóki nie wyjeżdżałam, taka czynność wydawała mi się niepotrzebnym wariactwem, a teraz specjalnie odkładam pieniądze od września, żeby jechać gdzieś na wakacje.

Nowy adres bloga jest bardzo podobny do starego:

 


http://anulazet.blogspot.com

 

Zapraszam!

 

Ostatnio wstawiam mniej osobistych wpisów.
Dlaczego? Stałam się „jakaś inna” 8-O Nie.
Dalej wkurzają mnie takie same rzeczy, co kiedyś, tylko nie pozwalam, aby złość gościła zbyt długo. Dalej zadziwiają mnie „przyjaciele”, których tak naprawdę powinnam nazwać „znajomymi” i nie przywiązywać się do relacji, jaka rodziła się między nami i później szybko ginęła. 

Stałam się bardziej samodzielna i bardziej świadoma.

Terapia wciąż trwa…

Nareszcie zdecydowałam się uporządkować sprawy formalne związane z małżeństwem.
Kiedy na terapii powiedziałam, że powinnam zrobić porządek zaraz po ucieczce a nie czekać do teraz, usłyszałam, że postąpiłam bardzo dojrzale. Tak, wtedy byłam kłębkiem nerwów a teraz mam siłę stawać na kolejnych rozprawach i bronić siebie. I przyznam szczerze, ta kobieta, którą się stałam, bardzo mi się podoba.

Jestem samodzielna, niezależna i patrzę na świat realnie. Nareszcie jestem podporą dla moich dzieci i jestem dumna z siebie samej!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Trzy razy osiem, czyli czas na odpoczynek

16 cze

Tak. Ogromny czas! Najwyższy czas! ODPOCZYNEK! Uwielbiam to słowo :-D  Uwielbiam ten czas :-D

Od dwóch tygodni mam nareszcie wszystkie kanały w telewizji. Odkąd przenieśliśmy się do mieszkania przy parku, czasami jedynym „filmem” jaki mogłam obejrzeć był przepiękny widok z okna. Owszem antenę zamontowałam, nawet czasami było parę kanałów, ale wystarczył deszcz, albo silniejszy wiatr, o śniegu nie wspomnę i z oglądania nici. Ostatnio nawet nie chciało nam się wchodzić na dach i ustawiać „talerza”, bo i tak na drugi dzień był tylko program II telewizji polskiej. Taki myk :-(
W końcu odżałowałam parę złoty na fachowca i od prawie dwóch tygodni możemy normalnie oglądać telewizję. Hurrrra! Chociaż tak między nami telewizyjnymi jaskiniowcami, oglądać najczęściej nie ma czego. Niestety…
Najczęściej oglądam HBO, bo tam można „złapać” nowości.

Wstrząsnął mną film „Ostatnia rodzina”. Matuszyński odarł rodzinę Beksińskich z nadprzyrodzonego blichtru sławy i patrzenia na nich przez pryzmat surrealistycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego.
To podczas filmu przypomniałam sobie głos Tomasza z radiowej „trójki” i jego magnetyczne przyciąganie. Jako panienka wyobrażałam sobie inaczej faceta, który czarował głosem a tu… w filmie szare, a wręcz przytłaczające życie młodego mężczyzny, który zmaga się z nadpobudliwością i załamaniami nerwowymi, uciekając się nawet do prób samobójczych.
Wspaniała gra aktorska. Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia) i Dawid Ogrodnik (Tomasz). Nie poznałam Andrzeja Chyry w roli Piotra Dmochowskiego.
Nie mogłam się opędzić od uczucia klaustrofobicznego zamknięcia podczas oglądania. Wszystkie (prawie) sceny rozgrywają się w mieszkaniach w bloku. Ta rodzina dusi się, kłębi, wikła, wykańcza i powoli wymiera. Nie obejrzałam całego filmu od razu. Podchodziłam do niego trzy razy.  W pamięci zostało mieszkanie Beksińskich, gdzie umarły dwie starsze panie – matka Zofii i matka Zdzisława; w kuchni zmarła Zofia a w przedpokoju został zadźgany nożem Zdzisław. Oczywiście te zdarzenia były rozmieszczone w czasie. Brrr… Ciemne, zatłoczone mieszkanie naznaczone śmiercią.
Tomasz też popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu.
Beksiński przez dłuższy czas był sam. Wpuszczał ekipę sprzątającą i w taki sposób w końcu doczekał się swojej śmierci. Wpuścił młodego chłopaka, o którym myślał, że jest jedną z osób, które zajmują się sprzątaniem. Głupia, beznadziejna śmierć. Bardzo okrutna.

Zofia mówiła do męża „Zdzisek”…


Tomasz neurotyczny, nadpobudliwy, wybuchający niepohamowanym gniewem, potrafiący rozwalić kuchnię matki przez byle pierdołę i Zofia, kochająca mamusia, mówiąca do dorosłego syna „Tomcio”. Tomcio to, Tomcio tamto…

Ciężki film. Wstrząsający i zapadający w zły sposób w pamięć.

I zapamiętam zdanie wypowiadane przez Beksińskiego: „Rodzina to grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak też się nie znoszą”. 

I ogarnęło mną przeświadczenie, że to, co widzimy, jest inne od stanu faktycznego. Ludzie dostrzegają, to co chcą widzieć, albo pokazują „jedną stronę księżyca”, tę jaśniejszą a ciemniejsza zawsze jest niewidoczna a prawdziwe życie toczy się właśnie po ciemnej stronie księżyca… Hmmm… Ciemna strona księżyca może być przerażająca.

No, dobra, ale po co się dołować. Lepiej łapać słoneczne promienie, sycić się błękitem nieba, wdychać woń lasu i rozkwitłych łąk. Na polach plonuje żyto i pachnie świeżo pieczonym chlebem. To jest życie!!!! Warto ruszyć tyłek z kanapy i wyjść w przepiękne okoliczności przyrody :-D

Znalazłam taka wskazówkę pewnego zakonnika o imieniu Phil Bosmans „Trzy razy osiem”

Nasze czasy są męczące i nerwowe.
Lekarze mają pełne ręce roboty
Z ciśnieniem, sercem, krążeniem, nerwami ludzi.
Kto, zwłaszcza w miastach, da porwać się
piekielnemu tempu, pospiesznemu życiu,
ponieważ wszystko musi przebiegać terminowo i planowo,
ten wkrótce się rozchoruje i na wpół oszaleje.

Dobrze spałeś, wstałeś spokojny,
dobrze się czujesz, jesteś w dobrym nastroju
i pełen optymizmu.
Ale przy śniadaniu otwierasz gazetę.
same straszne wieści: zbrodnie, nieszczęścia,
katastrofy, konflikty narodowe i międzynarodowe.
Nie widzisz nic poza budzącymi grozę obrazami
i przy ostatnim łyku kawy wzdychasz:
„Niech diabli wezmą taki świat”.
Twój całkiem dobry nastrój gdzieś się ulotnił.
I tak dzieje się dalej: Cały dzień urabia cię
huk samochodów, dźwięk telefonów,
stukot maszyn, uliczny hałas,
rzępolenie radia, głos szefa…

Poznaj sekret, jak w tym kotle czarownicy
zachować zdrowie ciała i duszy.
Zaklęcie brzmi „trzy razy osiem”:
osiem godzin pracować, osiem godzin spać,
osiem godzin śmiać się, jeść, bawić się, śpiewać, modlić.
Trzy razy osiem, to ratunek dla ciebie.*

 

To bardzo dobra rada. TRZY RAZY OSIEM! Zwłaszcza sen i odpoczynek jest ważny, żeby nie zwariować w tym rozpędzonym świecie :-D

 

* PhilBosmans, Żyć każdym dniem, Seven, Wrocław 2004, s. 180.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Życie

 

Mój osobisty sukces ♥♥♥

12 cze

Młody był dwa tygodnie na praktykach w Grecji

W przepięknym hotelu Paralya Leptokarias

Trochę pracował, ale więcej odpoczywał, zwiedzał i bawił się z rówieśnikami.

Dla mamusi przywiózł:

- greckie wino (hmmm)

- prawdziwy ser feta (hmmmm)

- ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej (??? 8-O ) – malutką ikonę, ręcznie robioną, z wklejanym w aureolę prawdziwym złotem – trzeba było jechać dwa tysiące kilometrów, żeby kupić obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ło matko bosko 8-O

- trzy magnesy na lodówkę – też greckie :-D

- i grecki piasek, z plaży w Skiotos, błyszczący metalicznymi drobinkami; widać je zwłaszcza w słońcu. Małe, błyszczące drobinki kwarcu

- iiii metaxę!!! Myślałam, że metaxa to wino a tu niespodzianka. Metaxa to bardzo mocny alkohol.

Przyjechał pełen wspomnień – piękne miejsce, rówieśnicy… Wspaniałe wspomnienia… I dodał, że naprawdę tam wypoczął. Tam, ponad dwa tysiące kilometrów stąd. Daleko…

Evviva Grecjo!!!!!

 

Wczoraj dzień z rodziną. Komunia.

Kurde, ja nie mam tematów do rozmowy. Nie gonię za bogactwem. Dzieci mam duże, więc tematy o problemach wychowawczych kilkulatków odpadają. Rozmowy o problemach wychowawczych nastolatków też odpadają – nie mam takich problemów. Dogaduję się ze swoimi bardzo dobrze. Nie mam problemów.
Nie mam ciśnienia, by pokazywać, że jestem najmądrzejsza i jestem hersztem stada, bo u nas nie ma najważniejszego. W naszej trójce wszyscy jesteśmy ważni po równo.
Nikogo nie prześladuję swoimi wymaganiami, więc nie mają się czym denerwować – ja zresztą też  nie mam czym się denerwować.  Więc siedziałam i słuchałam o problemach innych i ich próbach wychowywania wszystkich dookoła, co zwykle kończy się wielkim rozczarowaniem i poczuciem porażki. Ja tak nie mam! Hurrrrra Chociaż tematów do rozmów też nie mam!!! No i to zaowocowało szybszym wyjściem do domu.
Plotki mnie nie pociągają, słuchanie cudzych wymądrzań mnie nudzi, a bogata nie będę, więc słuchanie o pogoni za bogactwem to totalna żenada.

Nasza trójka wyglądała bardzo fajnie. Dostałam zdjęcie z przyjęcia. Troje zadowolonych z siebie ludzi. Mój osobisty sukces ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Wszystko ma swój czas

31 maj

Odsypiam

To wszystko, co ostatnio się dzieje, nie działa dobrze na mnie.
Jest mi ciężko. Domykam sprawę, którą powinnam skończyć w 2013 roku, zaraz po ucieczce.
Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas

Czas sadzenia

I czas wyrywania tego, co się zasadziło…

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.*

CZAS WOJNY I CZAS POKOJU

Czas

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Czas dbania o siebie

28 maj

Byłam na rekolekcjach.

 Ksiądz prowadzący rekolekcje przeczytał fragment z Księgi Syracha

Słuchałam i wyławiałam fragmenty, które do mnie osobiście trafiały…

Dawno tego nie robiłam.

Dawno…

I tak na tle tego wszystkiego, co dzieje się ostatnio poczułam odrobinę otuchy, nadziei a nawet pewności, że dam radę.

Będzie trudno, ale będzie warto!

„Mądrość Syracha, 2

1. Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
4. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5. Bo w ogniu doświadcza się złoto (…)
12. Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym (…)



http://www.bibliacatolica.com

Nie, nie opuściłam rąk. Nie warto…

Gdybym tak zrobiła, zmarnowałabym prawie cztery lata. Nowe cztery lata.

Ucieczki z trudnych dla mnie sytuacji mam opanowane do perfekcji. Ile można uciekać???

Przyszedł czas dbania o siebie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Już milion wejść :-) na blogu

14 maj

Już milion wejść na bloga :-)

A co dalej???

W życiu??

Dobrze

Na razie mam zgryz. J, czyli ojciec moich dzieci przypomniał sobie o nich i na dzień dziecka może zrobić im niespodziankę.

Właśnie – na Dzień Dziecka. Niespodzianka do przyjemnych raczej nie należy. 1 czerwca odbędzie się sprawa w sądzie o … obniżenie alimentów. Ojciec doszedł do wniosku, że dzieciom starczy po 10 zł na osobę. 10 ZŁOTYCH NA OSOBĘ!!!! Razem 20 zł. Resztę szczegółów przemilczę, bo nie są zbyt miłe dla mnie, a nawymyślał ich bardzo dużo.

Ostatnio mam wiele nerwowych dni. Zimno na dworze, zimno w domu i powiało chłodem w życiu.

Chciałabym zawołać, że mam to wszytko w d…, ale niestety nie mam.

Ludzie wciąż mnie zadziwiają…

No dobra, pora się zwijać.

Pozdrawiam czytelników

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Poszukiwanie zapomnianego dzieciństwa

20 kwi

W terapii cofnęłam się do dzieciństwa

I mur…

Nie pamiętam niczego, co działo się przed szóstym rokiem życia. Nic. Czarna dziura…

Postanowiłam pobawić się w detektywa i zapytać żyjącego rodzeństwa o swoje dzieciństwo. Pomyślałam, że to uruchomi jakieś trybiki, coś poruszy i runie lawina wspomnień. Zaleje mnie i nareszcie będę mogła odnaleźć swoje miejsce w rodzinie. Odnajdę te niteczki, które łączą mnie z najbliższymi, przestanę czuć się obcą wśród nich. Odnajdę swoją tożsamość. Przestanę być odmieńcem i tym „wyskrobkiem”, jak mnie nazywali. Może zobaczę wtedy matkę, która zamiast płakać, że mogła mnie abortować, nareszcie się uśmiechnie i powie, że to co chciała zrobić, jest niczym w porównaniu, z tym co ma. A miała przecież mnie…

Pomyślałam, że najlepszym momentem na takie śledztwo będą święta.

W niedzielę zadałam pytanie o moje dzieciństwo bratu.

Może zaczęłam niefortunnie. Może czas nie taki. Może poruszyłam temat siostry… Cholera wie…

Brat bardzo się zdenerwował. Popatrzył na mnie i odparował:
- Byłaś oczkiem w głowie rodziców.

I tyle…

W poniedziałek poszukiwania tożsamości ciąg dalszy… To samo pytanie zadałam siostrze.

Siostra bez namysłu odpowiedziała „bo ty chowałaś się po kątach…”

No fajnie…

No to dużo się dowiedziałam.

Dalej nic nie wiem. Dalej czuję się kukułczym pisklęciem.
Wspomnienia nie pasują do bycia „oczkiem w głowie”, raczej do „chowałaś się po kątach”.
Życie, które ułożyłam sobie jako dorosła osoba też bardziej pasuje do „chowałaś się po kątach”. Dziecko, które chowa się po kątach czegoś się boi, przed czymś ucieka, coś ma do ukrycia…
Masz, następna łamigłówka!!!

A może lepiej nie drążyć… Zostawić w cholerę całą tę przeszłość. Było, minęło…

W środę rozbawiło mnie na terapii jedno zdanie dotyczące drążenia w przeszłości: A co jak okaże się, że handlowałam śledziami na Placu Grzybowskim? Ostatecznie to nic złego, to handlowanie. Znam dziewczynę, której motto życiowe to: „Lepszy słaby handelek, niż  ciężki szpadelek”. Lepiej?! Tylko czemu tak bardzo brakuje mi tego życiowego puzzla, dlaczego taką wagę do niego przywiązuję???

Nomen, omen, czytam książkę o kobiecie, która dowiaduje się, że została porwana przez ojca. Żyła z przeświadczeniem, że jej matka nie żyje a tu okazuje się, że matka nie tylko żyje, ale że była też alkoholiczką i ojciec, aby chronić córkę, wolał ją wywieść do innego stanu.
Kobieta chce poznać swoją matkę, chce przypomnieć sobie swoje dzieciństwo w najdrobniejszych szczegółach, jakby to miało w magiczny sposób zmienić całe jej życie.
W książce jest taki fragment:
„Szkoda, że nie mogę sobie przypomnieć wszystkiego. (…) nie wiem, kim byłam” Na co odpowiada jej przyjaciel: „Rozejrzyj się dziewczyno, znasz całą rzeszę ludzi, którzy ci o tym przypomną, zacznij zadawać sobie pytanie, kim będziesz teraz, po tym wszystkim, co się stało. (…) ważniejsze jest to, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat. Co z tego, że kiedyś miałaś na podwórku drzewko cytrynowe? Bardziej mnie interesuje, czy teraz posadzisz sobie cytryny w ogródku?
I w tym momencie wszystko stało się jasne. Jakby ktoś umył brudne okno, przez które człowiek całymi dniami bezskutecznie próbował coś wypatrzeć. Niektórzy ludzie wiedzą o sobie wszystko i są też tacy, którzy nie wiedzą o sobie nic. W rodzinach zastępczych żyje mnóstwo adoptowanych dzieci, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim byli ich biologiczni rodzice (…) W każdej chwili życia można zacząć od nowa. I to nie jest życie na niby, to jest prawdziwe życie. Naprawdę.” *

To życie, które mam teraz jest prawdziwe i dobre i mam w dupie przeszłość. Ona nic dobrego nie przyniesie. To wiem naprawdę. Wypróbowałam to… Ale tak mi brakuje tego puzzla…

Terapeuta powiedział:
- Ty dobrze pamiętasz, co się wtedy działo…
- Nie, nie pamiętam…
- Pamiętasz…
Czyli co, jest w pamięci szufladka z napisem „wczesne dzieciństwo”, ale dla mojego dobra nie chce się otworzyć??? Kto w takim razie ma kluczyk???

 Więc szukać, czy nie? Drążyć, czy dać sobie święty spokój? Dowiedzieć się, czy lepiej nie przekraczać tej czarnej ściany zapomnienia?

 

* Jodi Picoult , Zagubiona przeszłość, Kolekcja Jodi Picoult 6, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

************  21:56  ***************

 

Właśnie wróciliśmy

Byłam drugi raz na filmie „A Monster Calls”.  Tytuł polski, nieszczęśliwie przetłumaczony  – „7 minut po północy”.

Cudny film

Oglądany po raz drugi zyskał więcej „smaczków”

Bardzo terapeutyczny. BARDZO!!!

Zryczałam się jak głupia.

Teraz oglądałam go z synem. Wcześniej była córka

Po raz trzeci pójdę sama

Nie daruje

Wart jest każdej minuty oglądania

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Wyjechałam do Urugwaju. Montevideo jest piekne ♥

09 kwi

Poraża mnie nienawiść ludzi do siebie

Zadziwiają mnie wciąż „nowe filozofie”, które ulepszą jakość życia

Zwalanie odpowiedzialności za własne życie na innych ludzi.

Uratować nas i dać szczęście ma sposób odżywiania, udział w warsztatach  i treningach personalnych, wiara, bycie idealnym…

Bawi mnie wiara w spirulinę, chlorofil, witaminę C lewo i prawoskrętną (to chyba cud), wegetarianizm, weganizm, jakieś inne izmy,

diety cud

kremy cud

święte wody

bioenergoterapię

inne energie, włącznie z kosmicznymi.

Przeraża fundamentalizm religijny i i ludzie którzy narzucają jedynie dobry sposób postępowania

Dwulicowość ludzi

Ich maski

Wszechobecna nienawiść, zwłaszcza w rodzinie i narzucanie komuś swoich poglądów

Radzenie innym – nie ma nic gorszego niż Wujek, albo Ciocia Dobra Rada

 

Zamiast dotrzeć do samych siebie, poznać siebie samych i to, dlaczego reagujemy tak a nie inaczej, dlaczego wciąż wybieramy takich a nie innych ludzi do towarzystwa, dlaczego wytrzymujemy z toksyczną rodziną, szukamy nowych „wybawicieli” z naszego piekła.

Uwieszamy się na „filozofiach” i ludziach, jakby byli naszą arką do lepszego życia. To nie jest „arka”!!! To ponton, który przy najbliższej rafie zostanie przebity i ujdzie z niego powietrze a my zostaniemy po uszy w bagnie, albo mówiąc kulturalniej „w naszej okrutnej rzeczywistości” i znów będziemy się użalać nad sobą :-(

Prawda jest zawsze bolesna a „filozofie” są miłe i pociągające. Takie aksamitne… Lepiej przytulać się do aksamitu niż zostać na zimnej i szorstkiej skale prawdy. Ale na czym buduje się dom? Na miękkim aksamicie, czy na twardej skale, na trwałej podmurówce???? Nic dziwnego, że nasze aksamitne domy są nic nie warte…

Trudno zostawić złą (toksyczną, dysfunkcyjną) rodzinę, bo jak to? Być samym??? Lepiej wykańczać się psychicznie niż zostawić najbliższych…

A najgorsze, że bardzo wierzymy w aksamitne iluzje, jesteśmy spętani religią, albo ideologią…

Rzeczywistość jest taka jaka jest, więc trzeba na nią nakładać filtry i przystosować ją do siebie. Prawda tak boli! Wyciska łzy i zmusza do pracy nad sobą. Lepiej się oszukiwać…

Dwa oblicza

Przywara wielu ludzi

Matrix

Ludzie lubią życie w matrixie

Prawda dla nich jest zbyt straszna

Iluzja jest bardzo pociągająca i bezpieczniejsza

Wiem coś na ten temat…

 

Kurde, chciałabym mieć więcej odwago w mówieniu tego, co myślę. Bycie potulnym barankiem jest bardzo męczące. Baranki są bardzo słodkie, ale nikt nie traktuje ich poważnie.

Bycie ofiarą, która wiele przeszła też nie jest miłe. Litość jest czasami gorsza od faszyzmu…

Zaczynam się buntować, chociaż ta „druga” krzyczy, że mogę wyjść na tym jak Zabłocki na mydle :-D

 

A tak w ogóle to wyjechałam do Urugwaju. Montevideo jest piękne. Nie wiem kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę…

 

 

 

Zapraszam na moją stronę Facebookową. Nowe wpisy o nowych filmach i przeczytanych książkach.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Jak Alicja w krainie czarów…

18 lut

Kolejny szary dzień…

Z topniejącym śniegiem

Z mżawką

Kolejny dzień

Można spać do 12. Można nic nie robić. Można… Lenić się, przeciągać i patrzeć w okno

Nicnierobienie

Bez wyrzutów sumienia – przecież nic nie muszę! Zupełnie nic!

Po każdej sesji czuję…

No, właśnie, co czuję?

Wiem, że nic nie muszę. Że mogę korzystać z każdego pięknego dnia, bez względu jaka jest pogoda za oknem. Że bardzo mnie cieszy każdy dzień.
Wiem, że żaden dzień się nie powtórzy, że z każdym dniem jestem starsza, że miejsce, w którym jestem jest przesycone spokojem i ukojeniem – jak więc z tego bogactwa nie korzystać.

Zdziwienie zagląda do świadomości.

Bo jak to?

„Przyjaciół” mi nie przybyło a wręcz przeciwnie. A mimo to mam więcej wewnętrznego spokoju…

Korzystać z tego. Korzystać z wypracowanej przez siebie rzeczywistości. Z oceanu spokoju.

Los mi tego nie dał, ani bóg, ani karma, ani…

Dzięki sobie jestem tu, gdzie jestem i mam to, co mam.

 



 

Środowe sesje…

Po terapii zostały w pamięci sytuacje, które niczym slajdy zaczęły się wyświetlać w mojej pamięci.

Dla mnie irracjonalne, surrealistyczne, stresujące, z dualistycznym poczuciem tożsamości. Jestem ja i jest ona – mała dziewczynka. Kogo jest więcej?

Powroty do dzieciństwa

Cały czas mam opór, żeby wracać do tamtych czasów, ale te obrazy są takie wyraźne, tak mocno wryły się w moją pamięć.
B coś mówił. Nawet nie pamiętam, co.
Bardzo wyraźnie widziałam małą dziewczynkę, która utkwiła w strefie, którą ja nazwałam „okiem cyklonu”. Złudne bezpieczeństwo, złudna cisza… Bardzo złudna…
Dookoła mnie działy się straszne rzeczy – alkoholizm ojca, bójki, płacząca matka… A ja na to patrzyłam…
Tylko, i aż się przyglądałam.
– Ja nie byłam bita – powiedziałam – Ja patrzyłam. Dookoła mnie działy się te różne sytuacje… Uciekałam do ciotki, kiedy było bardzo źle. Pamiętam jak wpadałam do jej kuchni, stawałam pod ścianą i nie mogłam nic mówić. Osuwałam się po ścianie i tylko patrzyłam… Nic nie mogłam mówić. Ciotka była przerażona. Coś do mnie mówiła a ja nie mogłam odpowiedzieć – mówiłam cicho.

On coś powiedział…

Poczułam się przyparta do muru

On coś mówił…

W głowie poczułam próżnie. Nie ogarniałam jej… Nie byłam w stanie.
Jakiś stan zawieszenia z jakimś durnym pytaniem „Dlaczego?”. To pytanie wciąż wracało.  Tłukło się, jak echo.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

On coś mówił…

Zapamiętałam słowa o rodzicach i o miłości…

Nie wiem, co to miłość

Nie wiem…

Szukałam jej, myliłam w życiu z innymi uczuciami

Dlaczego? – wróciło pytanie zadawane przez samą siebie

On coś mówił…

Nie ogarniałam tego

Totalna pustka

Próżnia

Była możliwość odbicia w inne tematy. Bardzo pociągające, na które mogłabym mówić godzinami

Nie chciałam

Ja nie chciałam. Żadnych tematów zastępczych. Erzaców. Nie!

Walczyłam sama ze sobą.

Z poczuciem wewnętrznego oporu

Buntowałam się przeciwko sobie

Przeciwko własnej niechęci

Mogłam wyjść

Mogłam nic nie mówić

Walczyłam sama ze sobą i dlatego to było takie irracjonalne, takie idiotyczne…

Nie, właściwie nie idiotyczne, ale bardzo nielogiczne, bezsensowne, niedorzeczne…

45 min minęło

Wyszłam bez słowa z gabinetu

Mała dziewczynka, której nikt nie chciał, której nikt nie poświęcał uwagi, nie chciał z nią rozmawiać, której miało nie być…

Której nikt nie przytulał i nie mówił, że ją kocha. Nikt nie dał jej poczucia bezpieczeństwa. Nie cieszył się z tego, że po prostu jest. Życie toczyło się dookoła niej. A ona była obserwatorem… Mała, przerażona dziewczynka, rezydentka oka cyklonu.

On powiedział, że gdyby ją ktoś bił, wtedy wiedziałaby, że ktoś się nią interesuje…

W odpowiedzi próżnia…

Drętwy środek, drętwe serce, które nic nie czuje, które boi się czuć.

Ona, która woli niszczyć siebie.

Ja, która dotrwałam do obecnej chwili. Ja a w moim wnętrzu drętwa, mała dziewczynka – ona.

Kosmos, którego ja nie ogarniam

Terapia nie jest miłym i spokojnym spotkaniem

Dla mnie nie jest

Mimo wszystko to był dobry dzień

To był dobry dzień

Tydzień minął

Szyyyybciutko

Dziś za oknem szaro, buro i pada deszcz. Zima z pięknym słoneczkiem i mrozem uciekła szybciutko. Jeszcze brudnymi połaciami leży śnieg, ale szybko topnieje. +4 stopnie.

Spokojnie

Kot nie daje spać. Nie wyspałam się przez sierściucha. Nie pierwszy raz. Wredne stworzenie. Kursował w tę i nazad jak wahadło, robiąc od czasu do czasu „zwód indiański” z leżeniem na plecach. Najpierw prosi o wypuszczenie a kiedy ja otwieram drzwi, on wywraca się na plecy i z łapami w górze patrzy chytrze w moją stronę.

Myślę o tych dziwnych, środowych sesjach. Bardzo nieracjonalnych. Surrealistycznych. Jakbym była w krainie czarów i nazywała się Alicja a przede mną siedział Szalony Kapelusznik.

Dziś  w sklepie przyłapałam się na dziwnych rozmyślaniach – patrzyłam przez szybę sklepu na tablice rejestracyjne samochodów. Były białe z czarnymi literami. „Zagraniczne samochody” – pomyślałam. Wszystkie na białych tablicach. „Matko, dlaczego ich tak dużo? Nasze tablicę są czarne… Zaraz… Zaraz… No, tak. Były czarne. Kiedyś, bardzo dawno temu. Obudź się, kobieto!” – skarciłam się za anachroniczne myślenie.

Na chwilę wypadły mi z głowy tych kilkanaście lat.

Lubię pogadać ze swoimi dzieciakami przed snem. O niczym. Wczoraj w nocy też poszłam do ich pokoju i zaczęłam monolog. O tym, co miałam w dzieciństwie a czego nie. A później zaczęłam słuchać ich.

Młody powiedział o swoich odczuciach, kiedy przeczytał fragment mojego pamiętnika ze wspomnieniami z ogólniaka. Jakieś dziewczyny ochlapały mnie wodą i zaczęły się ze mnie wyśmiewać a ja jedynie zapytałam, czy zrobiło im się lżej…
– Poczułem ogromny żal dla ciebie. Zrobiło mi się ciebie szkoda… – powiedział.
Niezbyt przyjemnie, ale taka jestem. W takich momentach nie atakuje…
Spadek z dzieciństwa – wycofywanie się tyłem i strach, mieszanina uczuć… Nie mogę nikogo urazić, bo oni muszą mnie lubić. To da mi szansę przeżyć we względnym spokoju…
Moje myślenie, które pakowało mnie w kolejne kłopoty.
B w takich momentach mówi o zupie pomidorowej…

Zamilkłam. Wczoraj zamilkłam. Poczułam bezsilność wspomnień. Ich bezbarwność. Beznadzieję… To dobrze. Razem z bezsilnością, wspomnienia tracą rację bytu, znika potrzeba wracania do nich i ponownego ich przeżywania. Są coraz bledsze…

Do głowy przyszła myśl o ciotce i milczenie u niej. U niej czułam się bezpiecznie, z jej dziećmi. Mogłam tam siedzieć godzinami. I to mi pozostało. Tam, gdzie czuję się bezpiecznie mogę siedzieć godzinami i nie wiem, kiedy wyjść. Staje się wtedy uciążliwym gościem.

Wszystkie moje dorosłe niepowodzenia miały źródło w dzieciństwie. Szablon terapeutyczny :-(

Wczoraj w nocy rozmawialiśmy o St-ku. Młody wspomina to miejsce bardzo pogodnie. Mówi o beztroskim i radosnym dzieciństwie, z co czteroletnimi przerywnikami, kiedy J traktował mnie jak worek bokserski.
Pamięta zielone łąki i śmiech, ale pamięta też dokładnie sceny znęcania nade mną. Słuchałam z uwagą. On powiedział „Miałem radosne dzieciństwo…”
A ja chciałabym zapomnieć te 15 lat.
Dla dzieci byłam radosną matką, czytającą im bajki, kupującą zabawki i książeczki. Roześmianą i wspierającą…
A w środku przeżywałam piekło. Szalałam z samotności i strachu. Powoli zabijałam siebie… Rozwinęła się depresja. Miała cieplarniane warunki do rozwoju… Chroniłam swoje dzieci, żeby miały radosne dzieciństwo.

Uczę się bronić. Nie chcę oszukiwać, że teraz to już jestem mega asertywna, i nie uciekam przed mówieniem prawdy i okazywaniem altruizmu każdemu, nawet największej kanalii. Kłamię ze strachu i chęci przeżycia, po to, żeby mnie zaczęli lubić, kochać… Dla „matki”… Żeby nie usłyszeć, że mogło mnie nie być, że jestem ciężarem, jestem powodem smutku i beznadziei… Dziwne? Może i tak. To takie „terapeutyczne” – zawieszenie się na pewnym etapie życia. Ja się starzeje, ale moja wewnętrzna dziewczynka nie. Ona czasami rządzi… Nie, ona rządzi cały czas…

Już nie chcę takich sytuacji.

Brrrrrr

Dzisiejsza aura – szary dzień niezbyt na mnie działa.

Chce mi się spać…

Na walentynki przyszły dwa sms-y. „Wspaniałej walentynce”, „uroczej”, „przepięknej”, ble, ble, ble… Ktoś pamiętał a nawet nie wiem, kto.

Ok, włączę sobie jakiś film. Otulę się kocem, zaparzę dobrą herbatkę i popatrzę na ekran a może nawet usnę.

Potrzebuje odpoczynku…

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji Audio-Blog, przepięknie przeczytany przez Monikę, autorkę bloga Singiel Mama

 

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Odjechany, a na końcu poważny, wpis o szczęściu

13 lut

W piątek był wpis, bardzo nostalgiczny, z tych „depresyjnych” a dziś, dla równowagi, z kategorii „odjechanych”.

Kobieta zmienną jest. Zwłaszcza kobieta po „czterdziestce” ;-)

emili0204

emilyy 0204

 

Zaczęły się ferie

Huuuuuuuuuuura!!!!

Nareszcie spokój, odpoczynek i brak uczniów. Nareszcie!!!!

A piękną mamy zimę w tym roku! Bardzo piękną!

Planów na te dwa tygodnie brak…

Chociaż nie, mam plan:

- więcej wychodzenia na świeże powietrze,

- więcej ruchu,

- mniej „mącznych” zup, od których urosła mi dupa :-( ,

- malowanie korytarzyka wejściowego,

- jutro do kina na „Lalala land”,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- i więcej ruchu na świeżym powietrzy,

- i więcej…

No, ok. wiadomo o co chodzi – ufutrowałam się i to aż za bardzo, niestety :-( a w szafie tyle ładnych sukienek.
podejrzewam, że sprawcami mojego ufutrowania są zupy, codziennie brane z okolicznej stołówki w cenie 2zł za słoik, z domieszką dużej ilości mąki, żeby zupa była bardziej pożywna (tak chyba myślą ci, co ją gotują), albo bardziej wydajna, z czystej oszczędności gotujących.
Zjadam łapczywie te zupy, codziennie, po powrocie z pracy.
Moje, z cudownego gara, są dużo lepsze i smaczniejsze, ale z czystego lenistwa, wolę przynieść słoik zawiesiny i wpierdzielić ją szybciutko, żeby zaspokoić wilczy głód.

A tak w ogóle to kocham jeść!!!!  8-O Zwłaszcza potrawy z „cudownego gara”. Wykonane z załączonych przepisów są cudownie smaczne i niestety idą w dupę :-( . W boczki też :-( Ach gdzie te modelowe kształty, które miałam?

A tak w ogóle kobieta,  a w tym przypadku ja, jest dziwna. Kiedy byłam chuda – u mnie różnica 3 kg – chyba mam „ciężkie” kości – wyglądam wtedy jak po wyjściu z Oświęcimia i szczerze nie lubię wyciągniętej twarzy z zapadniętymi policzkami, chociaż tyłek jest ok. No więc, wtedy psioczę, że jestem za chuda a teraz, kiedy buzia jest ok, psioczę, że odwłok jest za gruby!!! Kto jest w stanie zrozumieć kobietę???? Kiedy sama kobieta nie jest w stanie zrozumieć siebie!!!! No, ja na przykład nie mogę siebie zrozumieć…

Plany na ten tydzień? A tak, już pisałam…

A więc jak najwięcej ruchu

W sobotę i niedzielę odpaliłam aplikację „Piechotą przez zimę”, wzięłam kije w dłonie i pogoniłam w pola. Ponad 9 km – w sumie ponad 18.

W polach jest pięknie. Cudowna zima. Śnieg. Mróz. I… te pierdzielone, bezpańskie psy a właściwie pańskie, tylko trzymane w otwartych zagrodach i goniące za mną z głośnym szczekaniem. Do głupich uwag, typu „zgubiła pani narty” już się przyzwyczaiłam, ale do tych szczekających czworonogów w żaden sposób nie mogę.

Cudne 14 dni wolności

Nicnierobienia

Jest cudnie

Jest zajebiście

Nareszcie

 

A Maleńka zrobiła cudne zdjęcia zimowej aury. Ta to ma oko!!!! Pięknie też rysuje. Pokazuje mi swoje rysunki i prosi o komentarz. Oczywiście chwalę, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyłapywała drobnych mankamentów. Delikatnie więc sugeruję poprawki, stosując skalę „od 1 do 10″. Mała bierze je głęboko do serca – chce iść do średniej szkoły o profilu fotograficznym. Ćwiczy rysunek i fotografię. Miała problem z rysowaniem twarzy, ale teraz po wielu godzinach nad rysunkami, jest coraz lepiej.
Znajomi mówią „ma to po tobie”. Owszem, ja jej pokazałam „drzwi”, ale to, co ona tworzy, dawno już przerosło  mistrza.
Wstawię  parę jej prac na Facebooka, na moją stronę. Są przepiękne, chociaż jej, oprócz moich zachwytów, dołączam też drobne, delikatne uwagi, nad czym może jeszcze popracować.
Zdjęcie w dzisiejszym poście autorstwa mojej Emilyy ♥

 

I na zakończenie piękne słowa od Wróżki Drzew – Patrycji Cichy-Szept:

Ratowanie duszy polega na zdzieraniu plastrów i zdejmowaniu niepotrzebnych bandaży.
Ratowanie duszy polega na dotykaniu ran i głaskaniu złamań.
Ratowanie duszy wymaga całkowitej nagości.

Potem można się ubrać w przewiewną suknię i nigdy już nie zalepiać tego, co potrzebuje powietrza, oddechu i akceptacji blizn…

Poczuj ból, strach, niemoc, żal, smutek, rozczarowanie, tęsknotę, złość, niepewność, rozdzierająca duszę rozpacz, a potem zaakceptuj, przebacz, oderwij plastry i daj nowemu szansę, by ucałował ból, nie chowaj pod bandażami, nie udawaj, że nic się nie stało.
Żyj, kochaj, dawaj sobie i innym szansę na szczęście i miłość. Po prostu…

Cudownego tygodnia
wróżka drzew
P.C-Szept

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji AudioBlog

logo_audioaudioblog_small_white1

 

W interpretacji Moniki, autorki bloga Singiel Mama

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie