RSS
 

Notki z tagiem ‘Rodzina’

Poszukiwanie zapomnianego dzieciństwa

20 kwi

W terapii cofnęłam się do dzieciństwa

I mur…

Nie pamiętam niczego, co działo się przed szóstym rokiem życia. Nic. Czarna dziura…

Postanowiłam pobawić się w detektywa i zapytać żyjącego rodzeństwa o swoje dzieciństwo. Pomyślałam, że to uruchomi jakieś trybiki, coś poruszy i runie lawina wspomnień. Zaleje mnie i nareszcie będę mogła odnaleźć swoje miejsce w rodzinie. Odnajdę te niteczki, które łączą mnie z najbliższymi, przestanę czuć się obcą wśród nich. Odnajdę swoją tożsamość. Przestanę być odmieńcem i tym „wyskrobkiem”, jak mnie nazywali. Może zobaczę wtedy matkę, która zamiast płakać, że mogła mnie abordować, nareszcie się uśmiechnie i powie, że to co chciała zrobić, jest niczym w porównaniu, z tym co ma. A miała przecież mnie…

Pomyślałam, że najlepszym momentem na takie śledztwo będą święta.

W niedzielę zadałam pytanie o moje dzieciństwo bratu.

Może zaczęłam niefortunnie. Może czas nie taki. Może poruszyłam temat siostry… Cholera wie…

Brat bardzo się zdenerwował. Popatrzył na mnie i odparował:
- Byłaś oczkiem w głowie rodziców.

I tyle…

W poniedziałek poszukiwania tożsamości ciąg dalszy… To samo pytanie zadałam siostrze.

Siostra bez namysłu odpowiedziała „bo ty chowałaś się po kątach…”

No fajnie…

No to dużo się dowiedziałam.

Dalej nic nie wiem. Dalej czuję się kukułczym pisklęciem.
Wspomnienia nie pasują do bycia „oczkiem w głowie”, raczej do „chowałaś się po kątach”.
Życie, które ułożyłam sobie jako dorosła osoba też bardziej pasuje do „chowałaś się po kątach”. Dziecko, które chowa się po kątach czegoś się boi, przed czymś ucieka, coś ma do ukrycia…
Masz, następna łamigłówka!!!

A może lepiej nie drążyć… Zostawić w cholerę całą tę przeszłość. Było, minęło…

W środę rozbawiło mnie na terapii jedno zdanie dotyczące drążenia w przeszłości: A co jak okaże się, że handlowałam śledziami na Placu Grzybowskim? Ostatecznie to nic złego, to handlowanie. Znam dziewczynę, której motto życiowe to: „Lepszy słaby handelek, niż  ciężki szpadelek”. Lepiej?! Tylko czemu tak bardzo brakuje mi tego życiowego puzzla, dlaczego taką wagę do niego przywiązuję???

Nomen, omen, czytam książkę o kobiecie, która dowiaduje się, że została porwana przez ojca. Żyła z przeświadczeniem, że jej matka nie żyje a tu okazuje się, że matka nie tylko żyje, ale że była też alkoholiczką i ojciec, aby chronić córkę, wolał ją wywieść do innego stanu.
Kobieta chce poznać swoją matkę, chce przypomnieć sobie swoje dzieciństwo w najdrobniejszych szczegółach, jakby to miało w magiczny sposób zmienić całe jej życie.
W książce jest taki fragment:
„Szkoda, że nie mogę sobie przypomnieć wszystkiego. (…) nie wiem, kim byłam” Na co odpowiada jej przyjaciel: „Rozejrzyj się dziewczyno, znasz całą rzeszę ludzi, którzy ci o tym przypomną, zacznij zadawać sobie pytanie, kim będziesz teraz, po tym wszystkim, co się stało. (…) ważniejsze jest to, gdzie będziesz mieszkała za pięć lat. Co z tego, że kiedyś miałaś na podwórku drzewko cytrynowe? Bardziej mnie interesuje, czy teraz posadzisz sobie cytryny w ogródku?
I w tym momencie wszystko stało się jasne. Jakby ktoś umył brudne okno, przez które człowiek całymi dniami bezskutecznie próbował coś wypatrzeć. Niektórzy ludzie wiedzą o sobie wszystko i są też tacy, którzy nie wiedzą o sobie nic. W rodzinach zastępczych żyje mnóstwo adoptowanych dzieci, którzy nie mają zielonego pojęcia, kim byli ich biologiczni rodzice (…) W każdej chwili życia można zacząć od nowa. I to nie jest życie na niby, to jest prawdziwe życie. Naprawdę.” *

To życie, które mam teraz jest prawdziwe i dobre i mam w dupie przeszłość. Ona nic dobrego nie przyniesie. To wiem naprawdę. Wypróbowałam to… Ale tak mi brakuje tego puzzla…

Terapeuta powiedział:
- Ty dobrze pamiętasz, co się wtedy działo…
- Nie, nie pamiętam…
- Pamiętasz…
Czyli co, jest w pamięci szufladka z napisem „wczesne dzieciństwo”, ale dla mojego dobra nie chce się otworzyć??? Kto w takim razie ma kluczyk???

 Więc szukać, czy nie? Drążyć, czy dać sobie święty spokój? Dowiedzieć się, czy lepiej nie przekraczać tej czarnej ściany zapomnienia?

 

* Jodi Picoult , Zagubiona przeszłość, Kolekcja Jodi Picoult 6, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 

************  21:56  ***************

 

Właśnie wróciliśmy

Byłam drugi raz na filmie „A Monster Calls”.  Tytuł polski nieszczęśliwie przetłumaczony „7 minut po północy”

Zajebisty film

Oglądany po raz drugi zyskał więcej „smaczków”

Bardzo terapeutyczny. BARDZO!!!

Zryczałam się jak głupia.

Teraz oglądałam go z synem. Wcześniej była córka

Po raz trzeci pójdę sama

Nie daruje

Wart jest każdej minuty oglądania

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Wyjechałam do Urugwaju. Montevideo jest piekne ♥

09 kwi

Poraża mnie nienawiść ludzi do siebie

Zadziwiają mnie wciąż „nowe filozofie”, które ulepszą jakość życia

Zwalanie odpowiedzialności za własne życie na innych ludzi.

Uratować nas i dać szczęście ma sposób odżywiania, udział w warsztatach  i treningach personalnych, wiara, bycie idealnym…

Bawi mnie wiara w spirulinę, chlorofil, witaminę C lewo i prawoskrętną (to chyba cud), wegetarianizm, weganizm, jakieś inne izmy,

diety cud

kremy cud

święte wody

bioenergoterapię

inne energie, włącznie z kosmicznymi.

Przeraża fundamentalizm religijny i i ludzie którzy narzucają jedynie dobry sposób postępowania

Dwulicowość ludzi

Ich maski

Wszechobecna nienawiść, zwłaszcza w rodzinie i narzucanie komuś swoich poglądów

Radzenie innym – nie ma nic gorszego niż Wujek, albo Ciocia Dobra Rada

 

Zamiast dotrzeć do samych siebie, poznać siebie samych i to, dlaczego reagujemy tak a nie inaczej, dlaczego wciąż wybieramy takich a nie innych ludzi do towarzystwa, dlaczego wytrzymujemy z toksyczną rodziną, szukamy nowych „wybawicieli” z naszego piekła.

Uwieszamy się na „filozofiach” i ludziach, jakby byli naszą arką do lepszego życia. To nie jest „arka”!!! To ponton, który przy najbliższej rafie zostanie przebity i ujdzie z niego powietrze a my zostaniemy po uszy w gównie, albo mówiąc kulturalniej „w naszej okrutnej rzeczywistości” i znów będziemy się użalać nad sobą :-(

Prawda jest zawsze bolesna a „filozofie” są miłe i pociągające. Takie aksamitne… Lepiej przytulać się do aksamitu niż zostać na zimnej i szorstkiej skale prawdy. Ale na czym buduje się dom? Na miękkim aksamicie, czy na twardej skale, na trwałej podmurówce???? Nic dziwnego, że nasze aksamitne domy są gówno warte…

Trudno zostawić złą (toksyczną, dysfunkcyjną) rodzinę, bo jak to? Być samym??? Lepiej wykańczać się psychicznie niż zostawić najbliższych…

A najgorsze, że bardzo wierzymy w aksamitne iluzje, jesteśmy spętani religią, albo ideologią…

Rzeczywistość jest taka jaka jest, więc trzeba na nią nakładać filtry i przystosować ją do siebie. Prawda tak boli! Wyciska łzy i zmusza do pracy nad sobą. Lepiej się oszukiwać…

Dwa oblicza

Przywara wielu ludzi

Matrix

Ludzie lubią życie w matrixie

Prawda dla nich jest zbyt straszna

Iluzja jest bardzo pociągająca i bezpieczniejsza

Wiem coś na ten temat…

 

Kurde, chciałabym mieć więcej odwago w mówieniu tego, co myślę. Bycie potulnym barankiem jest bardzo męczące. Baranki są bardzo słodkie, ale nikt nie traktuje ich poważnie.

Bycie ofiarą, która wiele przeszła też nie jest miłe. Litość jest czasami gorsza od faszyzmu…

Zaczynam się buntować, chociaż ta „druga” krzyczy, że mogę wyjść na tym jak Zabłocki na mydle :-D

 

A tak w ogóle to wyjechałam do Urugwaju. Montevideo jest piękne. Nie wiem kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę…

 

 

 

Zapraszam na moją stronę Facebookową. Nowe wpisy o nowych filmach i przeczytanych książkach.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Jak Alicja w krainie czarów…

18 lut

Kolejny szary dzień…

Z topniejącym śniegiem

Z mżawką

Kolejny dzień

Można spać do 12. Można nic nie robić. Można… Lenić się, przeciągać i patrzeć w okno

Nicnierobienie

Bez wyrzutów sumienia – przecież nic nie muszę! Zupełnie nic!

Po każdej sesji czuję…

No, właśnie, co czuję?

Wiem, że nic nie muszę. Że mogę korzystać z każdego pięknego dnia, bez względu jaka jest pogoda za oknem. Że bardzo mnie cieszy każdy dzień.
Wiem, że żaden dzień się nie powtórzy, że z każdym dniem jestem starsza, że miejsce, w którym jestem jest przesycone spokojem i ukojeniem – jak więc z tego bogactwa nie korzystać.

Zdziwienie zagląda do świadomości.

Bo jak to?

„Przyjaciół” mi nie przybyło a wręcz przeciwnie. A mimo to mam więcej wewnętrznego spokoju…

Korzystać z tego. Korzystać z wypracowanej przez siebie rzeczywistości. Z oceanu spokoju.

Los mi tego nie dał, ani bóg, ani karma, ani…

Dzięki sobie jestem tu, gdzie jestem i mam to, co mam.

 



 

Środowe sesje…

Po terapii zostały w pamięci sytuacje, które niczym slajdy zaczęły się wyświetlać w mojej pamięci.

Dla mnie irracjonalne, surrealistyczne, stresujące, z dualistycznym poczuciem tożsamości. Jestem ja i jest ona – mała dziewczynka. Kogo jest więcej?

Powroty do dzieciństwa

Cały czas mam opór, żeby wracać do tamtych czasów, ale te obrazy są takie wyraźne, tak mocno wryły się w moją pamięć.
B coś mówił. Nawet nie pamiętam, co.
Bardzo wyraźnie widziałam małą dziewczynkę, która utkwiła w strefie, którą ja nazwałam „okiem cyklonu”. Złudne bezpieczeństwo, złudna cisza… Bardzo złudna…
Dookoła mnie działy się straszne rzeczy – alkoholizm ojca, bójki, płacząca matka… A ja na to patrzyłam…
Tylko, i aż się przyglądałam.
– Ja nie byłam bita – powiedziałam – Ja patrzyłam. Dookoła mnie działy się te różne sytuacje… Uciekałam do ciotki, kiedy było bardzo źle. Pamiętam jak wpadałam do jej kuchni, stawałam pod ścianą i nie mogłam nic mówić. Osuwałam się po ścianie i tylko patrzyłam… Nic nie mogłam mówić. Ciotka była przerażona. Coś do mnie mówiła a ja nie mogłam odpowiedzieć – mówiłam cicho.

On coś powiedział…

Poczułam się przyparta do muru

On coś mówił…

W głowie poczułam próżnie. Nie ogarniałam jej… Nie byłam w stanie.
Jakiś stan zawieszenia z jakimś durnym pytaniem „Dlaczego?”. To pytanie wciąż wracało.  Tłukło się, jak echo.

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

On coś mówił…

Zapamiętałam słowa o rodzicach i o miłości…

Nie wiem, co to miłość

Nie wiem…

Szukałam jej, myliłam w życiu z innymi uczuciami

Dlaczego? – wróciło pytanie zadawane przez samą siebie

On coś mówił…

Nie ogarniałam tego

Totalna pustka

Próżnia

Była możliwość odbicia w inne tematy. Bardzo pociągające, na które mogłabym mówić godzinami

Nie chciałam

Ja nie chciałam. Żadnych tematów zastępczych. Erzaców. Nie!

Walczyłam sama ze sobą.

Z poczuciem wewnętrznego oporu

Buntowałam się przeciwko sobie

Przeciwko własnej niechęci

Mogłam wyjść

Mogłam nic nie mówić

Walczyłam sama ze sobą i dlatego to było takie irracjonalne, takie idiotyczne…

Nie, właściwie nie idiotyczne, ale bardzo nielogiczne, bezsensowne, niedorzeczne…

45 min minęło

Wyszłam bez słowa z gabinetu

Mała dziewczynka, której nikt nie chciał, której nikt nie poświęcał uwagi, nie chciał z nią rozmawiać, której miało nie być…

Której nikt nie przytulał i nie mówił, że ją kocha. Nikt nie dał jej poczucia bezpieczeństwa. Nie cieszył się z tego, że po prostu jest. Życie toczyło się dookoła niej. A ona była obserwatorem… Mała, przerażona dziewczynka, rezydentka oka cyklonu.

On powiedział, że gdyby ją ktoś bił, wtedy wiedziałaby, że ktoś się nią interesuje…

W odpowiedzi próżnia…

Drętwy środek, drętwe serce, które nic nie czuje, które boi się czuć.

Ona, która woli niszczyć siebie.

Ja, która dotrwałam do obecnej chwili. Ja a w moim wnętrzu drętwa, mała dziewczynka – ona.

Kosmos, którego ja nie ogarniam

Terapia nie jest miłym i spokojnym spotkaniem

Dla mnie nie jest

Mimo wszystko to był dobry dzień

To był dobry dzień

Tydzień minął

Szyyyybciutko

Dziś za oknem szaro, buro i pada deszcz. Zima z pięknym słoneczkiem i mrozem uciekła szybciutko. Jeszcze brudnymi połaciami leży śnieg, ale szybko topnieje. +4 stopnie.

Spokojnie

Kot nie daje spać. Nie wyspałam się przez sierściucha. Nie pierwszy raz. Wredne stworzenie. Kursował w tę i nazad jak wahadło, robiąc od czasu do czasu „zwód indiański” z leżeniem na plecach. Najpierw prosi o wypuszczenie a kiedy ja otwieram drzwi, on wywraca się na plecy i z łapami w górze patrzy chytrze w moją stronę.

Myślę o tych dziwnych, środowych sesjach. Bardzo nieracjonalnych. Surrealistycznych. Jakbym była w krainie czarów i nazywała się Alicja a przede mną siedział Szalony Kapelusznik.

Dziś  w sklepie przyłapałam się na dziwnych rozmyślaniach – patrzyłam przez szybę sklepu na tablice rejestracyjne samochodów. Były białe z czarnymi literami. „Zagraniczne samochody” – pomyślałam. Wszystkie na białych tablicach. „Matko, dlaczego ich tak dużo? Nasze tablicę są czarne… Zaraz… Zaraz… No, tak. Były czarne. Kiedyś, bardzo dawno temu. Obudź się, kobieto!” – skarciłam się za anachroniczne myślenie.

Na chwilę wypadły mi z głowy tych kilkanaście lat.

Lubię pogadać ze swoimi dzieciakami przed snem. O niczym. Wczoraj w nocy też poszłam do ich pokoju i zaczęłam monolog. O tym, co miałam w dzieciństwie a czego nie. A później zaczęłam słuchać ich.

Młody powiedział o swoich odczuciach, kiedy przeczytał fragment mojego pamiętnika ze wspomnieniami z ogólniaka. Jakieś dziewczyny ochlapały mnie wodą i zaczęły się ze mnie wyśmiewać a ja jedynie zapytałam, czy zrobiło im się lżej…
– Poczułem ogromny żal dla ciebie. Zrobiło mi się ciebie szkoda… – powiedział.
Niezbyt przyjemnie, ale taka jestem. W takich momentach nie atakuje…
Spadek z dzieciństwa – wycofywanie się tyłem i strach, mieszanina uczuć… Nie mogę nikogo urazić, bo oni muszą mnie lubić. To da mi szansę przeżyć we względnym spokoju…
Moje myślenie, które pakowało mnie w kolejne kłopoty.
B w takich momentach mówi o zupie pomidorowej…

Zamilkłam. Wczoraj zamilkłam. Poczułam bezsilność wspomnień. Ich bezbarwność. Beznadzieję… To dobrze. Razem z bezsilnością, wspomnienia tracą rację bytu, znika potrzeba wracania do nich i ponownego ich przeżywania. Są coraz bledsze…

Do głowy przyszła myśl o ciotce i milczenie u niej. U niej czułam się bezpiecznie, z jej dziećmi. Mogłam tam siedzieć godzinami. I to mi pozostało. Tam, gdzie czuję się bezpiecznie mogę siedzieć godzinami i nie wiem, kiedy wyjść. Staje się wtedy uciążliwym gościem.

Wszystkie moje dorosłe niepowodzenia miały źródło w dzieciństwie. Szablon terapeutyczny :-(

Wczoraj w nocy rozmawialiśmy o St-ku. Młody wspomina to miejsce bardzo pogodnie. Mówi o beztroskim i radosnym dzieciństwie, z co czteroletnimi przerywnikami, kiedy J traktował mnie jak worek bokserski.
Pamięta zielone łąki i śmiech, ale pamięta też dokładnie sceny znęcania nade mną. Słuchałam z uwagą. On powiedział „Miałem radosne dzieciństwo…”
A ja chciałabym zapomnieć te 15 lat.
Dla dzieci byłam radosną matką, czytającą im bajki, kupującą zabawki i książeczki. Roześmianą i wspierającą…
A w środku przeżywałam piekło. Szalałam z samotności i strachu. Powoli zabijałam siebie… Rozwinęła się depresja. Miała cieplarniane warunki do rozwoju… Chroniłam swoje dzieci, żeby miały radosne dzieciństwo.

Uczę się bronić. Nie chcę oszukiwać, że teraz to już jestem mega asertywna, i nie uciekam przed mówieniem prawdy i okazywaniem altruizmu każdemu, nawet największej kanalii. Kłamię ze strachu i chęci przeżycia, po to, żeby mnie zaczęli lubić, kochać… Dla „matki”… Żeby nie usłyszeć, że mogło mnie nie być, że jestem ciężarem, jestem powodem smutku i beznadziei… Dziwne? Może i tak. To takie „terapeutyczne” – zawieszenie się na pewnym etapie życia. Ja się starzeje, ale moja wewnętrzna dziewczynka nie. Ona czasami rządzi… Nie, ona rządzi cały czas…

Już nie chcę takich sytuacji.

Brrrrrr

Dzisiejsza aura – szary dzień niezbyt na mnie działa.

Chce mi się spać…

Na walentynki przyszły dwa sms-y. „Wspaniałej walentynce”, „uroczej”, „przepięknej”, ble, ble, ble… Ktoś pamiętał a nawet nie wiem, kto.

Ok, włączę sobie jakiś film. Otulę się kocem, zaparzę dobrą herbatkę i popatrzę na ekran a może nawet usnę.

Potrzebuje odpoczynku…

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji Audio-Blog, przepięknie przeczytany przez Monikę, autorkę bloga Singiel Mama

 

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Odjechany, a na końcu poważny, wpis o szczęściu

13 lut

W piątek był wpis, bardzo nostalgiczny, z tych „depresyjnych” a dziś, dla równowagi, z kategorii „odjechanych”.

Kobieta zmienną jest. Zwłaszcza kobieta po „czterdziestce” ;-)

emili0204

emilyy 0204

 

Zaczęły się ferie

Huuuuuuuuuuura!!!!

Nareszcie spokój, odpoczynek i brak uczniów. Nareszcie!!!!

A piękną mamy zimę w tym roku! Bardzo piękną!

Planów na te dwa tygodnie brak…

Chociaż nie, mam plan:

- więcej wychodzenia na świeże powietrze,

- więcej ruchu,

- mniej „mącznych” zup, od których urosła mi dupa :-( ,

- malowanie korytarzyka wejściowego,

- jutro do kina na „Lalala land”,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- więcej ruchu na świeżym powietrzu,

- i więcej ruchu na świeżym powietrzy,

- i więcej…

No, ok. wiadomo o co chodzi – ufutrowałam się i to aż za bardzo, niestety :-( a w szafie tyle ładnych sukienek.
podejrzewam, że sprawcami mojego ufutrowania są zupy, codziennie brane z okolicznej stołówki w cenie 2zł za słoik, z domieszką dużej ilości mąki, żeby zupa była bardziej pożywna (tak chyba myślą ci, co ją gotują), albo bardziej wydajna, z czystej oszczędności gotujących.
Zjadam łapczywie te zupy, codziennie, po powrocie z pracy.
Moje, z cudownego gara, są dużo lepsze i smaczniejsze, ale z czystego lenistwa, wolę przynieść słoik zawiesiny i wpierdzielić ją szybciutko, żeby zaspokoić wilczy głód.

A tak w ogóle to kocham jeść!!!!  8-O Zwłaszcza potrawy z „cudownego gara”. Wykonane z załączonych przepisów są cudownie smaczne i niestety idą w dupę :-( . W boczki też :-( Ach gdzie te modelowe kształty, które miałam?

A tak w ogóle kobieta,  a w tym przypadku ja, jest dziwna. Kiedy byłam chuda – u mnie różnica 3 kg – chyba mam „ciężkie” kości – wyglądam wtedy jak po wyjściu z Oświęcimia i szczerze nie lubię wyciągniętej twarzy z zapadniętymi policzkami, chociaż tyłek jest ok. No więc, wtedy psioczę, że jestem za chuda a teraz, kiedy buzia jest ok, psioczę, że odwłok jest za gruby!!! Kto jest w stanie zrozumieć kobietę???? Kiedy sama kobieta nie jest w stanie zrozumieć siebie!!!! No, ja na przykład nie mogę siebie zrozumieć…

Plany na ten tydzień? A tak, już pisałam…

A więc jak najwięcej ruchu

W sobotę i niedzielę odpaliłam aplikację „Piechotą przez zimę”, wzięłam kije w dłonie i pogoniłam w pola. Ponad 9 km – w sumie ponad 18.

W polach jest pięknie. Cudowna zima. Śnieg. Mróz. I… te pierdzielone, bezpańskie psy a właściwie pańskie, tylko trzymane w otwartych zagrodach i goniące za mną z głośnym szczekaniem. Do głupich uwag, typu „zgubiła pani narty” już się przyzwyczaiłam, ale do tych szczekających czworonogów w żaden sposób nie mogę.

Cudne 14 dni wolności

Nicnierobienia

Jest cudnie

Jest zajebiście

Nareszcie

 

A Maleńka zrobiła cudne zdjęcia zimowej aury. Ta to ma oko!!!! Pięknie też rysuje. Pokazuje mi swoje rysunki i prosi o komentarz. Oczywiście chwalę, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyłapywała drobnych mankamentów. Delikatnie więc sugeruję poprawki, stosując skalę „od 1 do 10″. Mała bierze je głęboko do serca – chce iść do średniej szkoły o profilu fotograficznym. Ćwiczy rysunek i fotografię. Miała problem z rysowaniem twarzy, ale teraz po wielu godzinach nad rysunkami, jest coraz lepiej.
Znajomi mówią „ma to po tobie”. Owszem, ja jej pokazałam „drzwi”, ale to, co ona tworzy, dawno już przerosło  mistrza.
Wstawię  parę jej prac na Facebooka, na moją stronę. Są przepiękne, chociaż jej, oprócz moich zachwytów, dołączam też drobne, delikatne uwagi, nad czym może jeszcze popracować.
Zdjęcie w dzisiejszym poście autorstwa mojej Emilyy ♥

 

I na zakończenie piękne słowa od Wróżki Drzew – Patrycji Cichy-Szept:

Ratowanie duszy polega na zdzieraniu plastrów i zdejmowaniu niepotrzebnych bandaży.
Ratowanie duszy polega na dotykaniu ran i głaskaniu złamań.
Ratowanie duszy wymaga całkowitej nagości.

Potem można się ubrać w przewiewną suknię i nigdy już nie zalepiać tego, co potrzebuje powietrza, oddechu i akceptacji blizn…

Poczuj ból, strach, niemoc, żal, smutek, rozczarowanie, tęsknotę, złość, niepewność, rozdzierająca duszę rozpacz, a potem zaakceptuj, przebacz, oderwij plastry i daj nowemu szansę, by ucałował ból, nie chowaj pod bandażami, nie udawaj, że nic się nie stało.
Żyj, kochaj, dawaj sobie i innym szansę na szczęście i miłość. Po prostu…

Cudownego tygodnia
wróżka drzew
P.C-Szept

 

Wpisu można posłuchać w aplikacji AudioBlog

logo_audioaudioblog_small_white1

 

W interpretacji Moniki, autorki bloga Singiel Mama

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Wiara i nadzieja – dwie potężne siły.

26 sty

Otaczam się ciszą.
Cisza jest we mnie, wypełnia mój dom,
wychodzi z jego ścian aż do pobliskich lasów.
Jest to ta sama cisza,
która bierze swój początek we mnie
i rozchodzi się na wszystkie strony.
W ciszy słucham, patrzę,
odczuwam, uważam, obserwuję…
Potrzebuję tej ciszy. Odkrywam ją.
Alice Koller

 

Tak, teraz otaczam się ciszą…

Właściwie spokojem

Kiedyś bałam się takiego stanu. Krzyczałam, że zniknę, że mnie nie będzie. Rozedrgana, przerażona i zdołowana szukałam i żądałam spokoju, który dałby mi ktoś inny. Nie rozumiałam, że wszystko zależy ode mnie. Nie rozumiałam, że aby mieć więcej, najpierw muszę się wszystkiego wyzbyć. Pożegnać stare i znane i przywitać nowe i jak się okazało lepsze.
Ostatnio śmiałam się do znajomej, że mój dom jest jak sanatorium – jem, śpię i odpoczywam. Jestem szczęśliwa. Znajoma odpowiedziała: „Ty się tak nie chwal, bo wszystko szlak trafi”. „Nie, nie trafi” – odpowiedziałam. Nie trafi, bo to, co teraz mam, to nie dzieło przypadku, ale mojej ciężkiej pracy na terapii. I to nie są rzeczy materialne, ale moje poczucie wewnętrzne.

Cisza jest we mnie

I wcale nie zniknęłam

Mogą to poświadczyć moje dzieci :-D

 

Na jednej ze stron internetowych znalazłam opowiadanie.

 

 

Tam gdzie kończy się nadzieja

Zbigniew Żbikowski

 

 

Nie trać nadziei bo nie jesteś sam.
Ja, twój Bóg jestem z tobą. Nie jesteś
w stanie sobie nawet wyobrazić
jak potężne procesy powołałem
do życia w twojej intencji.

 

- Tam gdzie kończy się nadzieja zaczyna się śmierć! – krzyknęła do swojego pijanego męża Elżbieta.
– Ja już nie mam nadziei! Straciłam ją już dawno temu. Już nie wierzę w nic. Kiedyś polegałam na tobie. Wierzyłam, że będę miała dobre życie. Kochałam Cię. Chcę odejść stąd. Nie chcę już żyć. Mam dosyć tego ciągłego użerania się z tobą i proszenia cię o to, byś zechciał mi łaskawie dać pieniądze na jedzenie dla dzieci. Wszystko trwonisz na tą wódę!!!
– Cicho kobieto – burknął pod nosem Dariusz.
– Nie będę już cicho. Zrozum, że ja naprawdę mam dość tego odrażającego odoru z Twoich ust. Mam dosyć słuchania od innych o tym, że mnie zdradzasz. Mam dosyć tego ciągłego proszenia ciebie o pieniądze. Zobacz , zarabiasz prawie dwa tysiące złotych. Wyjaśnij mi proszę, dlaczego dziś dostaliśmy pismo ze spółdzielni o zapłatę zaległego czynszu? – podsunęła mu pisemne ponaglenie z administracji.
– Nie kochany! Nie mówimy o jednomiesięcznej zaległości. To może się zdarzyć każdemu. To bym zrozumiała. Mamy nieopłacony czynsz za 5 miesięcy. A Ty mi mówisz, że płacisz wszystko w terminie. Teraz to ja już rozumiem dlaczego nigdy nie mogłeś mi pokazać książeczki. A to zapomniałeś z radiowozu, a to znowu zostawiłeś w pracy… Wszystko to tylko po to, by ukryć przede mną prawdę.
– Cicho kobieto! – powiedział przez zęby.
– Już tobie powiedziałam, że nie będę cicho. Skończyło się. Ja chcę, byśmy się rozstali. Nie wiem co będzie dalej, ale wiem, że nie może być tak, jak jest teraz.
– No, a jak jest teraz kobieto?!! – wrzasnął zniecierpliwiony.
– Darek – powiedziała do niego czule – popatrz na nas. Popatrz na siebie. Od urodzenia Kornelki ty ciągle schodzisz do piwnicy i tam pociągasz to swoje wińsko. Tyle razy ciebie prosiłam, byś się opamiętał. Byś przestał pić. Ty mówiłeś mi, że się zmienisz, że zrobisz to dla mnie jeśli tylko dam ci jeszcze jedną szansę. Tą ostatnią.
Popatrzyła na męża z politowaniem i powiedziała:
– Czy ty wiesz chociaż ile razy dawałam ci te ostatnie szanse na poprawę. Ile razy godziłam się na to, by tobie przebaczyć, bo prosiła mnie o to Twoja mama. Obiecała mi, że z tobą porozmawia, że otworzy tobie oczy… Dzięki niej miałeś zrozumieć co możesz stracić. Czy zrozumiałeś? Nie!!! Tak naprawdę to przekręciłeś kota ogonem… Naopowiadałeś jej na mnie jakieś niestworzone historie. Powiedziałeś jej o tym, że ja cię zdradzałam. Na jakiej podstawie? Dziś ona mnie obwinia za twój upadek. Ileż to przykrych słów usłyszałam z jej ust pod swoim adresem.
Dariusz zerwał się na równe nogi i chwiejnym krokiem wyszedł z pokoju, Wychodząc chwycił drzwi i trzasnął nimi tak, że umocowana w nich szyba rozleciała się na drobne kawałki. Ubrał się i wyszedł z mieszkania. Oczywiście zamknięcie drzwi odbyło się w taki sposób, że tynk odleciał od ściany.
Elżbieta rozpłakała się. Skryła twarz w dłoniach i szlochając mówiła:
– Boże, powiedz mi za co Ty mnie tak doświadczasz? Co ja Ci zrobiłam?
Oczywiście nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
– Czy Ty w ogóle istniejesz? Gdybyś istniał, to wiedziałbyś, że jest mi źle. Gdybyś istniał to byś mi pomógł. Ale Ty mi nie pomagasz… Dlaczego tak jest!?
– Ty wiesz, jak bardzo kochałam swojego męża. A on mi się odpłacił zdradą, obelgą i… Ileż to razy widziałam jak… – żachnęła się z ogromnym bólem – … jak obmacywał inne kobiety na imprezach, na których byliśmy przecież razem. Bo przecież nigdy nie było go przy mnie na takich zabawach. Zostawiał mnie samą… Inni to widzieli i wyrażali swoje zdziwienie, że Darek tak mnie traktował. Tak długo nie chciałam wierzyć w to, co widziały moje oczy. Tak bardzo go kochałam i ufałam mu. Jak tylko był w pobliżu mnie to musiałam się do niego tulić, głaskać go i dotykać. Pragnęłam być przy nim… Tyle niespełnionych marzeń przepadło wraz z chwilą, gdy z całą siłą odepchnął mnie i rzucił na ścianę. Zwymyślał, obrzucił najgorszymi inwektywami. Czy wiesz Boże, że ja się go boję? Ty Ojcze wiesz doskonale jaka jest prawda. Dlaczego więc mnie karzesz?

Elżbieta czuła się osamotniona w swoim cierpieniu. Jedyną bliską osobą, która ją z całego serca popierała była jej starsza córka. Ta dwunastoletnia dziewczynka potrafiła już sama ocenić wagę zdarzeń, których była świadkiem. Kiedyś Magdusia powiedziała do niej:
– Mamo, czy wiesz, co powiedział dziś ksiądz na lekcji religii?
– Nie wiem… Powiesz mi?
– Zapytałam go o to, dlaczego Bóg nie wysłuchuje moich modlitw.
– Jakich modlitw nie wysłuchał Bóg? O co się modlisz córeczko?
– Kiedyś chciałam, by Bóg sprawił, żebyście ty i tatuś nadal byli razem. I Bóg mnie nie wysłuchał. Zrobił wręcz odwrotnie, bo tatuś zrobił się jeszcze gorszy, niż przed moją prośbą. Krzyczy na Ciebie, popycha i mówi do ciebie brzydkie wyrazy… Dlatego teraz proszę Boga, by tata odszedł od nas, by nas zostawił w spokoju.
– I o tym powiedziałaś księdzu na lekcjach?
– Tak.
– I co powiedział ksiądz?
– Powiedział, że Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw.
– I co o tym myślisz? Zadowoliła ciebie taka odpowiedź?
– Nie, i powiedziałam o tym księdzu. A on mi powiedział, że Bóg w swej nieskończonej mądrości kieruje się wielką miłością do wszystkich istot na świecie. Powiedział mi, że dlatego nam w danej chwili może się wydawać, że Bóg nas nie wysłuchał, lub że zrobił coś zgoła innego niż to o co go prosiliśmy w modlitwie. Ale gdy poczekamy do ostatecznego rozwiązania, to się okaże, że Bóg spełnił nasze prośby najlepiej jak to było możliwe.
– Wiesz co jeszcze powiedział?
– Mów kochanie – spojrzała czule na swoją malutką mądralę.
– Że najlepiej przetrwać trudne chwile pogrążając się w ufności do Boga. Tak jak to zrobił Pan Jezus wisząc na krzyżu. Więc ja obiecałam sobie, że mu zaufam – że zaufam Bogu tak… tak mocno. Najmocniej jak umiem. I pomyślałam sobie, że skoro ufam Bogu, to mogę spokojnie mu zawierzyć, że on zna rozwiązania mojego problemu i że znajdzie sposób, by mi dopomóc. A skoro Bóg je zna, to znaczy, że one już są w jego kieszeni… Wystarczy, że sięgnie w odpowiednim czasie po nie i już. Dlatego postanowiłam, że nie będę Boga prosić, ale będę mu dziękować, za to co już mam… Ksiądz powiedział jeszcze, że Bóg zna nasze modlitwy i prośby zanim je pomyślimy.
Magda mówiąc te słowa była pełna jakiegoś wewnętrznego blasku. Jej twarz się rozpromieniła a oczy błyszczały.
– Żeby to było takie proste – pomyślała Elżbieta.
– Ty jesteś już taka mądrótka – powiedziała do córki i przytuliła ją mocno ściskając. Poczuła, jak łzy wzruszenia napływają jej do oczu.
– Oj, bo mnie wyciśniesz! – powiedziała ze śmiechem dziewczynka.
Roześmiały się obydwie. Tak rzadko się ostatnio śmieje. A przecież Elżbieta od zawsze postrzegana była jako osoba o wesołym usposobieniu. Wielokrotnie słyszała od przyjaciół i znajomych, że najpierw widać jej wielki uśmiech, a potem dopiero ją.

Teraz, po tej kolejnej scysji, Elżbieta wiedziała już, że nie chce być ze swoim mężem. Miłość odeszła, przestała istnieć. Lecz jak ma sobie poradzić ze swoją tęsknotą za szczęśliwym życiem? Mąż okazał się niezdolny do tego, by dać jej rękojmię zaufania, na której mogłaby się oprzeć przy budowie przyszłości swojej i swojej rodziny. Dzisiaj, gdy zaczęła się go szczerze bać to zrozumiała, że wspólne życie nie jest możliwe.
– Ileż razy można przejść do porządku dziennego nad groźbami, że któregoś dnia ktoś mnie zabije? – powiedziała do siebie.

Postanowiła, że sama też pójdzie do tego księdza, katechety swojej córki, by usłyszeć… Może on powie jej coś takiego, co pomoże jej przetrwać. Zajrzała do tornistra Magdy i odszukała plan lekcji swojej córki. Religia będzie w czwartek o jedenastej.
W wyznaczonym dniu stanęła pod drzwiami klasy, w której odbywały się zajęcia z religii. Gdy zadzwonił dzwonek dzieci wybiegły na korytarz. Hałas był nieznośny.
– Jak Ci nauczyciele to znoszą? – pomyślała.
Gdy zajrzała do klasy, zobaczyła szpakowatego mężczyznę w średnim wieku otoczonego gromadką roześmianych i wesołych dzieci. Widać było, że dzieci naturalnie lgną do tego człowieka w sutannie.
– Niech ksiądz powie, dlaczego Adam i Ewa popełnili grzech pierworodny?
– Pismo święte mówi, że nie posłuchali Pana Boga i dlatego Pan Bóg wygnał ich z raju.
– Ale przecież dzięki temu mogliśmy się urodzić prawda?
– Tak Jacku. To prawda – pogłaskał chłopca po głowie.
– Czy to znaczy, że nie było by nas, gdyby Adam i Ewa wtedy nie zgrzeszyli?
– To trudne pytanie, ale bardzo dobre. Myślę, że powinieneś je zadać Panu Bogu i poczekać na jego odpowiedź. Jesteś bardzo mądry. Pewnie zostaniesz filozofem, co?
W tym momencie zauważył stojącą w drzwiach klasy Elżbietę. Uśmiechnął się do niej i skinieniem głowy wskazał na dzieci, chcąc się wytłumaczyć przed nią, że najpierw musi uporać się z tą rozszczebiotaną gawiedzią. Rozłożył ręce i zaczął to stadko owieczek bożych zaganiać w stronę wyjścia.
Gdy wreszcie udało mu się wyprowadzić wszystkie dzieci z klasy, podszedł do Elżbiety wyciągnął do niej rękę i najnormalniej w świecie uścisnął jej dłoń. Elżbieta zawsze czuła się zakłopotana w kontaktach z osobami duchownymi. W tym przypadku jednak szybko się przekonała, że ma do czynienia z człowiekiem, który nie zamierza za wszelką cenę zachować barier wynikających ze swojej pozycji społecznej.
– Mam na imię Krzysztof. W czym mogę pani pomóc? – powiedział do niej z uśmiechem.
– Widzi ksiądz, ja przychodzę w nietypowej sprawie do księdza – Elżbieta nerwowo rozglądała się po klasie, co nie uszło uwadze duchownego.
– O co chodzi? – zapytał.
– Nie jest mi łatwo… Nie wiem od czego zacząć?
– Najlepiej od początku – powiedział i uśmiechając się wskazał jej miejsce w uczniowskiej ławce.
Usiadł obok.
– Proszę się nie krępować. Jeżeli tylko potrafię pomóc to z przyjemnością to uczynię. Mamy troszkę czasu, bo właściwie skończyłem zajęcia, a ta klasa nie będzie używana. Możemy tu rozmawiać.
Elżbieta spojrzała w oczy tego mężczyzny. Zauważyła w nich jakąś niewysłowioną dobroć. On położył swoją dłoń na jej dłoni i patrząc jej w oczy skinął głową na zachętę. Chwilę milczeli.
– Moja córka uczęszcza do księdza na lekcje religii… Magda z piątej c…
– Tak, wiem. Spotkaliśmy się przecież na kilku zebraniach z rodzicami, czyż nie?
– Tak, to prawda.
– Jestem zagubiona, bo świat wali mi się na głowę – powiedziała.
– Domyślam się, że wiem o czym pani chce powiedzieć. Pamiętam rozmowę z Magdą…
Elżbieta popatrzyła na księdza i skinęła głową na znak, że chodzi właśnie o sprawy rodzinne. On kontynuował:
– … kiedy powiedziała mi, że modli się o to, by jej tata… by pani mąż dał wam spokój. To smutne. Ale stanowi to dowód czegoś, czego świadkiem są Państwa dzieci. Jakże często bywa w życiu tak, że nasze otoczenie nie zdaje sobie sprawy z tego, że jesteśmy ofiarami przemocy domowej. Na pozór przykładna rodzina jest nękana przez brutalne znęcanie się nad bliskimi. Cisza trwa tak długo, jak długo wstyd ofiar jest silniejszy od bólu wyrządzanego przez oprawcę. Mogę tylko domyślać się tego, co się dzieje w pani życiu. Dobrze się jednak dzieje, że zaczęła Pani poszukiwać dróg wyjścia z tej sytuacji. Z pewnością zwykłe milczenie nie rozwiązuje problemu.
– No tak, ale co mam zrobić w tej sytuacji, proszę księdza?
– Przede wszystkim proszę nie tracić nadziei bo nie jest Pani sama. Bóg jest z Panią. Nie jest Pani w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w Pani intencji. Czy widziała Pani gwiazdy na niebie? Czy wie Pani, że Słońce jest tylko malutką kropeczką we wszechświecie? A wszystko to zostało powołane do życia w konkretnym celu. Malutki, najmniejszy atom i najmniejsza część materii go tworzącej są Jemu znane. Bóg pamięta o wszystkim i wszystko rozumie. U niego nie ma miejsca na przypadek. Choć my tego nie jesteśmy w stanie pojąć, to „Boska Księga Żywota” jest już zapisana od początku do końca.
– Jak to możliwe? Czy to oznacza, że wszystko jest już zapisane i my nie mamy wpływu na nasze losy? A gdzie nasza wolna wola, którą ponoć Bóg nas obdarzył? – zapytała Elżbieta.
– Wiem, że trudno te dwie sprawy ze sobą pogodzić, pani Elżbieto. Nam może się to nie udać… Ale to co nie jest wykonalne dla człowieka, dla Stwórcy może być niczym przysłowiowa bułka z masłem. Kiedyś miałem ten sam dylemat. Było tak do czasu, gdy nie zagrałem w szachy z komputerem. Zastanowiło mnie, że komputer potrafił zareagować na każdy mój ruch. Zdałem sobie sprawę, że na dysku komputera są zapisane wszystkie możliwe operacje i dlatego maszyna była zdolna do reakcji adekwatnych dla moich wyborów. Może podobnie jest ze wspomnianą „Boską Księgą Żywota”? Ja dla swoich potrzeb przyjąłem, że tak jest. Dlatego potrafię zaufać Bogu w to, że On ma odpowiedź na moje wołanie. Ufam mu bezgranicznie, bo wierzę, że on mnie kocha i dlatego z pewnością działa dla mojego dobra i dąży do tego najkrótszą i najlepszą drogą. Tak naprawdę to ja nawet to wiem. Doświadczam tego w każdym momencie swojego życia. Ale nawet, gdyby miało być tak, że moje dobro nie ma tu żadnego znaczenia, to wierzę w Boski Plan. I jestem wdzięczny Panu, że powołał mnie do uczestnictwa w jego realizacji. Wierzę w absolutną mądrość stwórcy i dlatego mogę śmiało przyjąć, że plan ten jest absolutnie mądry i dobry.
Odpowiedź na moje prośby przychodziła zawsze. Często była ona bardzo zaskakująca. Przychodziła w niespodziewany sposób i z nieprzewidywalnej strony. Naprawdę jest tak, że są na tym świecie rzeczy, które się nawet filozofom nie śniły, pani Elżbieto. Proszę się zastanowić nad tym, co powiedziałem. Najcenniejsze są pani własne wnioski, które uzyskać może pani jedynie w drodze własnego doświadczenia.
Elżbieta wysłuchała uważnie tego co powiedział ksiądz Krzysztof. Wyczuwała w jego głosie szczere przekonanie o tym, o czym mówił. Nigdy wcześniej nikt z nią tak nie rozmawiał.
– Czy powiedział ksiądz, że moja ufność do Boga jest kluczem do rozwiązania moich problemów?
– Ufność do Boga daje moc przetrwania najtrudniejszych chwil w naszym życiu. Gdy powierzyłem mu swój los, gdy to przeświadczenie wypełniło moją całą istotę, to poczułem głęboką jedność z Bogiem. Zacząłem pojmować, że jest on moim życiem. Najcenniejszym darem jaki mi ofiarował jest on sam. To samo dotyczy każdego człowieka, każdego zwierzęcia, każdej rośliny i wszelkich innych istot żyjących w świecie widzialnym i niewidzialnym. Ufność… Jakże jest ona potrzebna rozbitkom na środku oceanu. Ufność jest źródłem nadziei, że Bóg nam dopomoże, że na horyzoncie pojawi się ląd lub, że w pobliżu przepłynie statek, który podejmie nas na pokład. Nadzieja… To życie pełne wiary w spełnienie naszych pragnień. Nadzieja to po prostu życie. Gdy tracimy nadzieję to tracimy także wolę wytężenia wszystkich sił potrzebnych nam do przetrwania trudnego okresu naszego życia.
– Skoro powołał się ksiądz na przykład rozbitka to chcę zauważyć, że przecież nie wszyscy rozbitkowie zostali uratowani, choć może żywili najgorętszą ufność dla Boga i pokładali w nim nadzieję – powiedziała Elżbieta.
– To prawda. Ale jestem przekonany, że mając tą nadzieję zrobili wszystko co w ich mocy, by się nie poddać, by wytrwać. Jestem przekonany, że człowiek, który pokłada nadzieję w rękach Boga otrzymuje od niego dar życia – choćby nawet je postradał w jakiejś tragicznej dla siebie sytuacji. To nie wstyd ulec, lecz źle się dzieje, gdy po prostu się poddajemy i zakładamy bezradnie ręce. Gdy ufność i nadzieja zostaną poparte czynem następuje nasze zbliżenie się do rozwiązania problemu, z którym się borykamy. Rozbitek na środku oceanu sięga po wszystko, co może mu służyć do tego, by utrzymać się na powierzchni. Jeżeli to jest człowiek ufający Bogu, to nigdy nie poświęci życia lub zdrowia innego człowieka, by ratować siebie. Tak naprawdę nie będzie dążył do pozbawienia drugiego czegokolwiek, co jest w jego posiadaniu. Raczej będzie wspierał drugiego podtrzymując go na duchu – to jest czyn. Ktoś inny, kto znajduje się w trudnej sytuacji życiowej, znajduje w sobie odwagę, by wreszcie zwrócić się o wsparcie do osób lub instytucji powołanych do niesienia pomocy. To też jest czyn zbliżający do rozwiązania. A najważniejsze moim zdaniem jest to, by nie zakopywać swoich talentów. Bóg dał talenty każdemu z nas! Pokażmy je naszym bliskim, przyjaciołom, a nawet całemu światu.
– Czy mój talent – jeżeli go posiadam… Czy on może mi być pomocnym w rozwiązaniu moich problemów rodzinnych?
– Z całym przekonaniem twierdzę, że tak. Gdy odkryje pani swoją pasję, wówczas pojawią się nowe możliwości i horyzonty, których dziś pani nie dostrzega, a dzięki którym pani życie stanie się bardziej spełnione. Spełnione życie jest źródłem szczęścia dla każdego człowieka. A szczęście… no cóż od niego zaczyna się zgodne życie rodziny i wszystkich jej członków. I tak koło się zamyka.
Ksiądz spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jakby chciał ją zachęcić do podjęcia decyzji, czy ta rozmowa ma trwać dalej, czy też już powinna się zakończyć. Elżbieta usłyszała pogląd duchownego. Tylko czy to co usłyszała zaspokoiło jej oczekiwania co do celu tej rozmowy?
– Obawiam się, że to co usłyszałam tu dzisiaj jest zbyt ogólnikowe i jako takie nie może mi się przydać w moim konkretnym przypadku – powiedziała.
– Nie mam prawa dokonywać za panią wyboru drogi, jaką powinna pani podążyć. Mogę jedynie powiedzieć pani jak ja radzę sobie z trudnościami. Po prostu żywię nadzieję w Opatrzność Bożą i czerpię z niej siłę oraz robię wszystko co w mojej mocy, by swoim trzeźwym i przemyślanym czynem dać Bogu szansę na udzielenie mi pomocy. Dotychczas zawsze mi pomagał, a jego pomoc docierała do mnie – często z najbardziej niespodziewanych stron.
Elżbieta pokiwała głową z prawdziwym zrozumieniem tego co powiedział. Zrozumiała, że nie otrzyma od niego konkretnej odpowiedzi na temat tego, co ma uczynić ze swoim życiem, a w szczególności ze swoim małżeństwem. Trudno by było oczekiwać, by ksiądz zachęcał ją do rozstania się ze swoim mężem. Dlatego postanowiła o to go nie pytać. Ale i tak poczuła, że otrzymała wiele istotnych informacji na temat sposobu patrzenia na życie w ogóle. Wstała… Na pożegnanie zamieniła z księdzem jeszcze kilka grzecznościowych zdań i wyszła z klasy. Gdy znalazła się poza budynkiem szkolnym spojrzała w niebo i powiedziała:
– Więc dobrze! Postanowiłam, że Ci zaufam z całego serca i z całej duszy! Pokładam w Tobie całą swoją nadzieję! Tam gdzie zaczyna się nadzieja, zaczyna się życie – moje życie, którym Ty jesteś Boże.
Z taką postawą Elżbieta przeszła przez trudny okres separacji. Ostatecznie rozstała się z mężem, który przechodził sam siebie w zadawaniu jej ran cielesnych i psychicznych. Dzięki nadziei przetrwała ten ciężki czas. Dzięki nadziei znajdowała siłę by przeciwstawić się sytuacji i obronić swoje dzieci przed napadami chorego małżonka. Odkryła w sobie talent, którego się wcześniej nie spodziewała. Zaczęła się realizować w pracy na rzecz ofiar przemocy w rodzinie. Ileż to razy wypowiedziała dobrze znane sobie słowa:
– Nie trać nadziei, bo nie jesteś sam. Twój Bóg jest z tobą. Nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w twojej intencji.



 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Książka, Poezja, Życie