RSS
 

Notki z tagiem ‘Rozwój’

Siedem minut po północy… ;-)

31 gru

Minęła środa z terapią

Czwartunio

Dziś piątunio

… a właściwie sobota…

Odpoczynek

Młody załatwiał swoje sprawy. Ja oczywiści robiłam za taksówkę. Dla Małej kupione dwa opakowania śtucnych łogni.

Znaczy Sylwester tuż, tuż.

Dobrze mi się śpi w nocy…

Przejrzałam niedawno stare zdjęcia i pomyślałam, że dziwna ze mnie babka. Piękna kobieta, która ma tak „nasrane” w głowie, że nie widzi swojej wartości.

Chodzę na te sesje i wciąż jestem wycofana. Wciąż coś dukam, jestem strachliwa, ustępuję…
A czego mi brakuje???
Oprócz poczucia własnej wartości i pewności siebie – niczego.
Kurde, niejedna baka chciałaby wyglądać jak ja, tak sobie dawać radę.
Wtf!!!!
A ja taka trusia, taka dupa, za przeproszeniem!!!!
Babo, podnieś łeb do góry i spójrz normalnie na świat…

Jak ja się uchowałam przez te wszystkie lata??? Dlaczego tak pozwalałam sobą pomiatać???
A w gabinecie siedzi cień kobiety a nie ja…
Kurde takie szkoły pokończone, sukcesy w pracy, młodzież mnie lubi, dobrze wychowane dzieci, ogarnięty dom, cała Polska zjechana samochodem, a ja taka bezbarwna i tak pozwalam sobą kierować.
Jak ja przeżyłam te czterdzieści parę lat???

Ok, powtarzam się, ale patrząc na swoje zdjęcia robione kiedyś i niedawno nie mogłam się powstrzymać od takiej reakcji…

Babo uwierz w siebie!!!! Czas najwyższy!!! Wymieć ze łba wszystkie gówna nałożone przez zasranych gnojków, podnieść ją w końcu w górę i zacznij żyć a nie wegetować. TAK!!!!

Czas najwyższy!!!!

Tak myślałam w czwartek

a w piątek rano…

Jak na zawołanie napisała do mnie znajoma.

No, ta to powinna głosić mowy motywacyjne!

„Anula,Ty nie jesteś „po nic”, „niechciana”. Gdyby Twoja mama Naprawdę Cię nie chciała, nie byłoby Cię. A jesteś. I to cudnie, że jesteś. Na przekór wszystkim, którzy chcieli Cię unicestwić. A może właśnie dzięki nim jesteś? Może teraz pomyślisz:Mi co ty piepr…Może to co mówię wyda Ci się głupie,ale pomyśl, może właśnie dzięki tym wszystkim, którzy Cię tak okrutnie poranili, którzy chcieli Twojego niebytu, jesteś dziś tą wspaniałą, mądrą, cudownie ciepłą i ze wspaniałym uśmiechem Anulą? Może gdyby nie oni wszyscy dziś byłabyś głupią, pustą lalunią? Może nadętą krową? Może zadufaną w sobie zimną, wyrachowaną suką? Myślę, że ci wszyscy ludzie, te koszmary, które Ci zgotowali, ukształtowały Cię. Anula, wiem jak wielki ból nosisz w sobie, jak wiele masz ran, ale dostrzeż jaką wspaniałą kobietą dzięki temu jesteś. Szlifowanie diamentu trwało długo, bardzo długo, o wiele za długo, ale blask brylantu, który dzięki temu powstał, nie ma sobie równych. I Ty jesteś tym Brylantem
Podobno Bóg nie kładzie nam na barki ciężarów większych niż jesteśmy w stanie unieść. Tobie dał wyjątkowo duży ciężar, ale jestem pewna, że dobrze wiedział, że dasz radę go unieść, że nie zaprzepaścisz Jego planu wobec Ciebie. A Ty co? Nie tylko udźwignęłaś, ale i zrobiłaś z niego pożytek. Ten ogromny ciężar codziennie przekuwasz na dobro. Jestem pewna, że Ten tam na górze jest z Ciebie niesamowicie dumny. I wiedz, że wynagrodzi Ci to. On nie zostawia bez nagrody swoich Aniołów. Dobrze zapamiętaj te słowa, bo przyjdzie czas kiedy je wspomnisz.
I będzie to najszczęśliwszy czas w Twoim życiu. Tego jestem pewna ❤
Mi”

Oczywiście odpisałam „dzięki”

A ona:

„Nie masz dziękować, bo i nie masz za co. Przynajmniej mnie. Masz spojrzeć w lustro z zachwytem, zobaczyć w nim piękną, mądrą i wspaniałą kobietę, podnieść głowę wysoko do góry i powiedzieć głośno: Anula jesteś super babką, wszystko co najgorsze już za Tobą a teraz będzie już tylko lepiej.”

Wiem, że późno. Wiem, siedem minut po północy…

Na FB wstawiłam filmik z 2016 roku.

I poryczałam się (kurde chyba za często płaczę :-( )

To był dobry rok

Rok w nowym, bezpiecznym miejscu.

Wśród ludzi, których kocham

Wśród pięknych miejsc

Ze wspaniałymi przeżyciami kulturalnymi i muzycznymi

Dobry rok

Warto najpierw troszczyć się o siebie!

Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie

DOBRY ROK jutro dobiegnie do ostatniego dnia

Wejdę w 2017 rok

Przyjmę to, co mi przyniesie z otwartymi ramionami

A  dziś pora spać

A to piosenka z filmu, na który mam zamiar się wybrać



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Kobieta przed lustrem. Strażniczka i Słaba

21 kwi

http://static1.squarespace.com/static/54433c18e4b049e2a2eaf55e/554c6ab2e4b04233d62f8a02/565568bee4b0c377c445717b/1448437969733/MirrorMadness.gifObecnie najbardziej frapują mnie moje sesje terapeutyczne. Fascynują mnie. Stają się rdzeniem mojego teraźniejszego bytu. Dlaczego? A dlatego, że obserwuję siebie z boku, z miejsca Strażniczki. Nie znam siebie takiej. Zadziwia mnie ta kobieta, która wchodzi do gabinetu i wciska się w róg fotela. Niby siedzi, ale cała jej fizyczność jest w ruchu a najbardziej ruchliwe są nogi i ręce. W gabinecie płynie czas i płyną słowa, albo słychać ciszę. Kobieta ustawicznie się uśmiecha i uporczywie wpatruje się w okno. Łatwiej mi nawet teraz pisać z punktu widzenia obserwatorki, owej Strażniczki, bo to, co dzieje się ze Słabszą, to istne tornado. 

Przetrawiam wczorajsze spotkanie. Strażniczka kpi pełną gębą, ale wewnątrz jest spokój. Poluzowałam trochę wędzidła.

Pewnie jesteście ciekawi, co napisałam wczoraj?
Czytam te swoje zapisane wrażenia.
Jechałam do domu i w samochodzie uśmiechałam się sama do siebie. W gabinecie „ryłam” ze śmiechu. To była śmiechowa terapia. Dziwny to był śmiech… Jeśli jesteście ciekawi, to poczytajcie…

Strażniczka zaraz staje w opozycji i wrzeszczy:
- A po cholerę to robisz? Uzewnętrzniasz to, co powinno być głęboko zakopane i jeszcze powinnaś na to wytoczyć ciężki głaz! Żenada po prostu!
Słaba w opozycji, przekonuje, że to może komuś pomóc podjąć decyzję.
Strażniczka: Taaa, decyzję, śmiech na sali!
Słaba: Pewnie, że się tego wstydzę, ale post o schizofrenii też opublikowałam. Napisałam, z czym się nie zgadzałam, co mnie bolało. Cały ten blog to pokazywanie siebie. Ekshibicjonizm? W życiu nikt mnie słuchał. Zawsze musiałam być cicho a kiedy krzyczałam zawsze dostawałam po łbie. Do tej pory boję się otwarcie mówić swoje zdanie. Chowam się za pseudonimy, inicjały, awatary i z tej strefy komfortu mówię, co myślę, co lubię, z czym się nie zgadzam a ludzie to czytają, komentują i jest ich coraz więcej.
Strażniczka wygina usta w pogardzie…

No… taki kosmos jest w mojej głowie 8-O Kurde, aż się boję o siebie, ale z terapii nie zrezygnuje. Robi się coraz ciekawiej. No i ten spokój, który rozlewa się później, jest cenny.  

***

Wpis z brudnopisu, wczorajszy:

No, była…

Jak zwykle niezbyt się spieszyłam, chociaż nie powiem, że się nie stresowałam. Klucze do samochodu gdzieś się zapodziały. Młody przypomniał sobie, że zostawiłam je w koszyku na zakupy. Leżały tam spokojnie i czekały na mnie. „A może terapeuty nie będzie i nie ma po co jechać” – przemknęło mi po głowie. Obiecywał informację na komunikatorze i nie napisał. Może go nie być, ale…

Godzina punkt 8 byłam na miejscu. Terapeuta też. Samochód już stał.
- O ptak mu nasrał, srak mu naptał, na maskę – pomyślałam z satysfakcją mijając jego samochód.
- O matko, bawara brudna. Gdzie ten pacjent, co naślinionym palcem wycierał jakąś plamkę na samochodzie? Ło matko, nie ma, oj oj – przewalały się myśli.

Weszłam do przychodni. Niespiesznie zaczęłam zdejmować kurtkę.

- Proszę, proszę, zapraszam – z pokoju usłyszałam jego głos.
- Pewnie rozmawia przez telefon – pomyślałam.
- Proszę….
- To do mnie? – zapytałam
- No tak.

Aha, do mnie. Piękna pani doktor powitała mnie pięknym uśmiechem. Okna zaciemnione i w gabinecie nocne ciemności. Włączone światło. Robią elewację na budynku i zasłonili okna.
Wkurw jest, ale uśmiech na ustach.

Weszłam do gabinetu. Usiadłam w głębokim i miękkim fotelu. Popatrzyłam na niego i… uśmiech. W piersiach ciężar, w gardle kula, w głowie wkurw a na ustach uśmiech.

- Jestem wkurzona! – spojrzałam w jego stronę.

Coś zaczął mówić. Nieistotne, bo nie zapamiętałam. Jakieś ble, ble, ble…

W głowie buzowała złość.

On odpowiada na moje błahe zapytania, coś tłumaczy. Nie słucham…

Nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Zanoszę się tym śmiechem. Jest mi głupio więc mówię:
- Sorry, ja cię nie słucham. Odpłynęłam… Jestem dalej wkurwiona, bo tak się nie robi – i moje spojrzenie w jego stronę.
Śmiejąc się, wręcz zanosząc się od śmiechu, i nie patrząc w jego stronę, mówię, że nie tak się umawialiśmy, że mnie nie szanuje, że mieliśmy umowę, miał dać znać, ja przyjechałam i pocałowałam klamkę, tydzień temu.
Oczywiście on mówi o zmianie terapeuty, jakieś wyjaśnienia, dywagacje, ble,ble,ble…
Ja ze śmiechem:
- Znów się zaczyna! Ja nie chcę zmieniać terapeuty! Wiem, że jestem jedną z wielu, ale jestem ważna! W pracy wszystko ułożyli pod moją terapię. Nie było łatwo powiedzieć dlaczego proszę o środowe, pierwsze dwie godziny wolne. Terapia jest dla mnie bardzo ważna i nieważne czy byłaby prowadzona przez mężczyznę, czy kobietę. Jest bardzo ważna!
Jego ble, ble, ble…

I spojrzenie w kierunku zegara, ile czasu mi jeszcze zostało. Kurde, ten zegarek stoi. Stoi już od ładnych paru sesji. Zawsze ze zdziwieniem spostrzegałam, że długa wskazówka jest na dziesiątej. Nawet zegar jest przeciwko mnie.  No i nie dowiem się, kiedy koniec. Nawet się nie skapowałam i na kolejnych sesjach sprawdzałam swój czas na niesprawnym zegarku. Wrrrr

Mogłam wyjść z sesji. Mogłam a nie wyszłam. Nie dziś. Dziś nie byłam miła, ułożona i kulturalna, chociaż się uśmiechałam a nawet śmiałam. On patrzył zdezorientowany a ja ryłam. Nie śmiały się moje oczy. Piekły i były załzawione, chociaż nie chciało mi się płakać.

Oczywiście grzecznie siedziałam na fotelu. Śmiałam się, zasłaniając oczy, usta, obejmując dłońmi gorące policzki. On coś mówił, krytykował moją postawę. Gdzieś te słowa płynęły nad moją rozgniewaną jaźnią. Śmiałam się jak przygłup. W głowie zaczęło się kręcić. Zaczęłam głęboko oddychać. I znów śmiech. Wchodziłam mu w słowa. Nie pozwalałam skończyć. Byłam niegrzeczna i nie słuchałam, co mówi. Jakiś huragan emocji niósł mnie ponad jego słowami, postacią, sytuacją. Jakbym była w górze i stamtąd obserwowała całą tą groteskową sytuację. To ja dziś miałam go gdzieś. Całą sobą i swoim zachowaniem.

Koniec terapii i jego słowa, że za tydzień go nie będzie. Będzie dopiero za dwa tygodnie.
– Za dwa tygodnie mnie nie będzie, bo mam matury – powiedziałam.
– To dasz znać na komunikatorze, kiedy będziesz – on.
– Nie wiem, czy napiszę, może nie. Nie napiszę!
– To zadzwonisz do przychodni i się dowiesz, czy będę.
– Nie zadzwonię, bo A nic nie wie i mi nie powie.

Nie pamiętam, co odpowiedział.

Powiedziałam do widzenia, założyłam kurtkę i wyszłam. Wsiadłam do swojej rudej ślicznotki i przyjechałam do domu.
Czy mam wyrzuty sumienia, że byłam mega niegrzeczna? NIE!!!! Bo tak się  nie robi. To nic, że jestem jedną z wielu pacjentów, ale też zasługuje na szacunek. Właśnie tak!

Dzisiejsze emocje dobrze oddają urywki z filmu „Nic śmiesznego”.

Tak, to było „nic śmiesznego”, ale ja ryłam ze śmiechu… Taki myk…



Aha i jeszcze na koniec powiedział, że do tej pory przychodziła mała dziewczynka a dziś zobaczył nastolatkę, która zaczyna się buntować. W dupie to mam!

****

No, no niegrzecznie…

10:16

Oho, Strażniczka walczy… Dorwał mnie silny ból w klatce. Boli jak cholera, jakbym miała zawał. Ramiona do tyłu, klatka do przodu, głębokie oddechy… Idę do kuchni po wodę. To przejdzie… Nie może boleć… Nie może! Będę żyć! Taki mam przynajmniej plan na najbliższych parę lat!

***

22:45

Matko jedyna! Gacek znów uciekł na drzewo. Ciemno, tylko  księżyc świeci na niebie. A on bleszczy! Znów na tym samym drzewie, tylko na niższej gałęzi.

Przyniosłam drabinę i Mała weszła na wiotkie gałązki. Nie bardzo uśmiechało m się znów wzywanie straży pożarnej.
Zaczęła trząść gałęzią. Sierściuch spadł jak ulęgałka, na cztery łapy. Wzięłam go na ręce i zaniosłam do domu.

Uff, obyło się bez straży pożarnej, ale nie obyło się bez krzyku, nerwów i niemalże histerii Malutkiej.

Czemu polubił to drzewo na ucieczki?

To jest sierściuch…

Wrrr

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Dywersja podświadomości

10 mar

Powoli mija moje rozdrażnienie,

Dlaczego czuję wszystkie te negatywne emocje przed środą?

Spóźniam się na wizyty, jestem zdenerwowana i wątpię w skuteczność terapii?

Mam kryzys

Takie kryzysy miałam też w związkach i wtedy rezygnowałam.

Fakt, we wszystkich moich związkach brakowało miłości z mojej strony.

Miałam misję – przerobienia na dobrą relacji z własnym ojcem.

Dziś to wiem…

Czuję do niego (terapeuty) złość, chcę wiele powiedzieć i wątpię, czy on to zrozumie. Nie przeszedł tego co ja. Co on może wiedzieć?

Wczoraj też popatrywałam na niego z ukosa z tą złością. Znów milczałam. I znów uciekłam… Bo tak łatwiej. Uciec, albo się schować.

Ja tam wrócę

Chyba, że on będzie miał inne zdanie. Nie wiem…

Wczoraj dzwoniła do mnie Mi – znajoma z ogólniaka. Mieszka niedaleko ode mnie. Nie usłyszałam dzwonka.

Czyta bloga i napisała maila. Przeczytałam i zadzwoniłam do niej. Długo rozmawiałyśmy. Długo… Zapytała, jak siebie oceniam. Odpowiedziałam, że w skali od 1 do 10, na 4. Bardzo się zdziwiła. „Jak to? Dlaczego tylko na 4? Tyle przeszłaś, a dziś tyle masz osiągnięć, że aż głowa boli. A ty tu z marną 4?”. Niestety tak mam. Małą wiarę w siebie i w swoje możliwości.

Dzięki Bogu, dziś lepiej

To poczucie jest związane z wizytami w środę. Podświadomość robi jakąś dywersję. Nie chce, żebym coś sobie poukładała, podpowiada rezygnację, wywołuje strach i poczucie beznadziei. Jeżeli teraz się poddam, zrobię najgłupszą rzecz na świecie.

Na onecie wspaniały artykuł o Kurcie Cobainie „Kurt Cobain: śpiewam przeponą, z miejsca, gdzie boli”

***

Zamieszczam na stronie, bo nie każdy wchodzi na pojedynczy wpis a chciałabym, aby każdy przeczytał:

Godzina 15:09

Właśnie wpadłam do domu, z pracy. A tu niespodzianka. Nowy komentarz Mi

Komentarz:
Anula, a teraz zamiast robić najgłupszą rzecz na świecie leć do niego i wyrzuć z siebie wszystko, wykrzycz, wyrycz, wyswobodź się ze swoich własnych szpon i… pójdź dalej z podniesioną głową zwyciężczyni swoich demonów.I nawet jeśliby nie zrozumiał, a jestem pewna, że zrozumie, to pokonasz samą siebie, swoje lęki, traumę. Będziesz mogła zamknąć pewien etap. Dopóki nie zamkniesz jednych drzwi, nie otworzysz kolejnych. Nie wierzę, że nie jesteś ciekawa ile wspaniałych rzeczy kryje się za drzwiami, których jeszcze nie otworzyłaś.

A jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie to przynajmniej zrób to dla dzieci. One widzą i tak jak Ty przeżywają Twoje stany. I jestem pewna, że gdzieś w głębi duszy cierpią widząc Twoją rozpacz i miotanie się. One chcą, żeby ich mama była szczęśliwą, pogodzoną ze sobą, pewną siebie kobietą. Kobietą, która z radością i satysfakcją patrzy w lustro, myśląc: jestem super babką  ☺

Mi

***

Kocham Cię – najmądrzejsza kobieto pod słońcem!

A może blog „parentingowy’? Dwie kobiety, które naprawdę wiele przeżyły. Jedna już pozbierana a druga na dobrej drodze. Co Ty na to Mi?

To byłby dopiero blog!!!!

 

***

Godz.22:04

Wywiązała się nieoczekiwana konwersacja.

Mi napisała:

Anulko, dzięki za dobre słowo Ja też Cię Kocham Jesteś jedną, jak nie jedyną tak dobrą, ciepłą i kochaną osobą, ze wszystkich które znam. I nie myśl, że Ci kadzę, bo do tego nie jestem zbyt skłonna. Po prostu mówię jak jest. Prawie jak Mariusz Max Kolonko
 
Aniutko z tym blogiem to pojechałaś po bandzie Pomysł, myślę, że ciekawy i mogłoby to być fajne przedsięwzięcie. Jednak jest jedno „ale „: czy ja dam radę?
 
A z tą moją rzekomą mądrością to niestety jest rzekoma Gdybym była mądra to nie dostałabym od życia po łbie. No, chyba, że ta mądrość to w myśl zasady : mądry Polak po szkodzie, a nawet po wielu szkodach. Trochę tylko szkoda tych szkód ale co tam, nie ma tego złego, z którego by piękne drzewo nie wyrosło
 
Mi
***
 
Hej Mała Mi, wcale nie pojechałam.  Wcale. Ja na wiele rzeczy mam zbyt poważne spojrzenie i uderzam w „wagnerowski ton” – albo będzie dobrze, albo będzie koniec świata a Ty, widzę, potrafisz „budować kładki”. Terapeuta często zwraca mi uwagę na mój sposób postrzegania świata.
Potrzebny mi budowniczy kładek.
Odpowiadam na blogu, aby Ci pokazać, że pisać potrafisz i to bardzo dobrze pisać. Wiele bym się od Ciebie nauczyła a przy okazji i wszyscy Ci, którzy czytają wpisy na blogu. Chodzi mi o podejście do życia.
Proszę więc o częste komentarze do wpisów, albo…
Pomyśl nad założeniem własnego bloga :-D
 
To dobry początek współpracy, która uznaję za otwartą :-D
 
Może dzięki temu ja też nauczę się „budować kładki” i odnajdywać złoty środek!!!
 
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Życie

 

Ło matko! Nie zgłosiłam bloga. O la boga

23 lut

No i nie zgłosiłam

Termin minął (mi nęło) dziś o godz. 12

Nie zdążyłam

Czy przespałam?

Nie, tym razem nie. Zrobiłam to celowo. Tegoroczny wyścig beze mnie…

Nie chcę mi się

Pisze, bo lubię

Rankingi dzielą

W tym roku chcę mieć spokój od wszystkiego.

W głośnikach zet chilli soul

w powietrzu czuć wiosnę

czas mija

minął

mi nął

oj nął, nął.

 

zdjęcie Gacka wykonane przez Maleńką (chyba zainwestuje w aparat dla niej – warto)

12746290_443819272482914_1327235825_n

 

Ja już wygrałam swój blog! Blog życia!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Najciemniej nie zawsze jest w nocy, ślepy człowieku

06 lut

Myślami jestem na środowej terapii. Przeżuwam jej treść, smakuje, oceniam.

the-blind-eyesOceniam siebie, terapeutę, zdarzenia, słowa, moje zawieszenia i niedopowiedzenia. Moje pokrętne odpowiedzi – odpowiedzieć tak, żeby nic nie mówić. Jestem w tym mistrzynią. Spycham moją chęć konwersacji, jakbym była tam za karę, jakbym nie sama wybrała terapię, ale ktoś z zewnątrz mi ją narzucił. Zamykam  się, stawiam barierę milczenia i uporczywie patrzę za okno i na to, co tam jest. Zamykam się w bezpiecznym świecie – świecie bez dźwięków, tylko obrazy zza kraty. Blok, jacyś ludzie wchodzący i wychodzący z klatki, jakieś samochody w różnych kolorach. Próżnia. I nagle, z oddali słyszę jakiś głos… Fakt, jestem na terapii. Po prawej stronie, w głębokim fotelu siedzi on. Coś mówi. Jakieś strzępy słów dobiegają do mnie. Przedzierają się przez bezdźwięczną próżnię. Uśmiecham się… Bąkam jakieś odpowiedzi, albo wzruszam ramionami i mówię:

- Nie wiem (z przepraszającym uśmiechem). Nie wiem, co mam powiedzieć….

- Możesz nic nie mówić – słyszę odpowiedź, albo – Czasami nie ma odpowiedzi – abo podobne słowa.

Myślę więc:

- Jak to? Przecież przyszłam tu, żeby opowiadać, dotykać wszystkich tych strasznych historii. Nie przyszłam tu milczeć. Muszę zrzucić z siebie te ciężary… Bez docierania do tej, która jest w środku. Bez dotykania tej przestraszonej i drżącej „dziewczynki”. Więc zaczynam milczeć i patrzeć za okno. Znów wytwarzam próżnię…

Nie chcę

I chcę

I znów nic nie mówię

Albo mówię, żeby nic nie powiedzieć

I tak zlatuje moje bezcenne 45 min

I coś zaczyna się dziać, zawsze na końcu

Jakaś prowokacja, która burzy mój święty spokój i opanowanie i zostawia mnie w rozedrganiu, niepewności, złości na siebie i na niego, bo mogłam…

Mogłam powiedzieć, że tak nie można, że to boli, że nie ma racji, że tak się nie robi, że to boli, to boli, to boli…

Docieranie do siebie prawdziwej boli… Przynajmniej mnie

Ostatnia sesja, oczywiście końcówka. Usłyszałam stwierdzenie/pytanie/pewnik.

- Jak jest źle, to można dokopać dzieciom. Nakrzyczeć na nich – cały ciąg słów, na które ja zaczęłam się jeżyć i zaprzeczać. Skuliłam się. Te słowa za bardzo bolały. Kręciłam pochyloną głową, zaprzeczając. W oczach piekły łzy. W głowie zaczęło huczeć z bezsilnej złości i usłyszałam własne słowa:

- Nie, nie, to nieprawda. Jak mogłabym robić coś takiego dzieciom! One na to nie zasługują! I tak dużo przeszły! Nie!

- One z tym wszystkim dadzą sobie radę. Poradzą sobie – słyszę jego głos.

- Nie, ne poradzą sobie – i już nie wiem, kogo bronię. Ich, czy siebie. Tej małej, bezbronnej dziewczynki. Tej, która wszystkie złe zachowania rodziców zaczęła kumulować w sobie. Nie poradziła sobie. NIE PORADZIŁA! Nie wyrzuciła z przestraszonej głowy. Przeniosła nieświadomie przez życie i próbowała sobie z nimi radzić. „Radziła” sobie – „uzdrawiając” te relacje w relacjach z jej najbliższymi. Nie poradziłam sobie!!!

Dorośli czasami są katami dla własnych dzieci. Robią to nieświadomie. Kłótnie, wymagania, brak zainteresowania, fochy, ciche dni, słowa porównań do innych i permanentny brak czasu i słowa: „później”, „nie teraz”, „jestem zajęty”. No, ok. Włączył się belferski poziom. Stop.

Wróćmy w zacisze gabinetu i mnie wciśniętej w głęboki, miękki fotel. Nie potrafiłam na niego krzyknąć, żeby dał już spokój, że to boli. Skulona zaprzeczałam, ze łzami w oczach i szalejącym huraganem złości w głowie. A bolało jak cholera. One są dla mnie wszystkim. Najwyższy priorytet to spokój – dla nich/dla mnie. Nie, nie da się stworzyć sielanki. Życie jest życiem. Są nerwy i głośne dni. Wrzeszczę i trzaskam drzwiami (one zresztą też), ale później są słowa przeprosin, długie rozmowy i wspólne posiłki przy stole. Przytulania. Całusy… Widzę, co zrobiły te lata, w trakcie których widziały różne akcje w domu. Minęło prawie trzy lata a nie wszystko jest ogarnięte. Ich zaufanie jest bardzo delikatne. Jest go tak mało, zwłaszcza ze strony Maleńkiej i to boli najbardziej. Ona jest taka delikatna i zamknięta w sobie. Taka nieufna, że czasami boli mnie moje matczyne serce. Ile czasu trzeba, żeby to odbudować. Ile? Może teraz w DOMU uda się coś stworzyć. Może nie jest za późno. Głupie, ale chciałabym, aby nie bały się buntować, krzyczeć, zaprzeczać, walczyć o swoje i bronić siebie. Maleńka powoli się uczy. Głupie, ale w takich sytuacjach, po moich nerwach i ochłonięciu mówię jej, że jestem z niej dumna, bo ja nie potrafiłabym się postawić matce. Junior jest posłuszny i ułożony, ale w podbramkowych sytuacjach umie się „postawić” i chwała mu za to. Niech walczą, krzyczą, drapią, bo najważniejsi są oni i ich dobro. Ja tego nie umiałam… Specjalnie prowokuje różne sytuacje i patrzę, co zrobią. Powoli. Ochłoną, nauczą się, poznają swoją ogromną wartość. Jestem obok, będę im towarzyszyć do czasu, aż rozwiną własne skrzydła. Na razie to delikatne skrzydełka…

Na zakończenie sesji dostałam pracę domową. Mam ułożyć listę pytań do terapeuty… Nie, nie osobistych  pytań, ale dotyczących terapii – czyli, jaki to rodzaj terapii, ile jeszcze potrwa, jaki rodzaj zaburzenia posiadam, itp. Na terapię chodzę ponad dwa lata a nie zapytałam o to, co dla mnie powinno być najważniejsze. W domu nad tym myślałam. Freak. Taki dziwak ze mnie, że nie zadaje pytań osobom, które coś dla mnie znaczą. Jeśli będą chciały, same powiedzą – tak myślę. I teraz sobie uświadomiłam, że to błąd. Daję innym kredyt zaufania. Pozwalam się zbliżyć i nie interesuję się ich przeszłością, intencjami, osobistymi zapatrywaniami. Słucham tego, co chcą powiedzieć o sobie, bez wchodzenia „z butami” w ich życie. Wychodzę z założenia, że to nie jest dla mnie ważne, że to ingerowanie w ich intymność, że ja tak nie mogę, że mnie odrzucą i będą na mnie źli. No właśnie, przyzwyczajenie z dzieciństwa. Im mniej się będę interesować i im bardziej będę miła i nadskakująca, tym bardziej ta osoba będzie mnie lubić i mnie nie odrzuci. A jest odwrotnie, niestety. Tak było z mężem. Nie interesowało mnie kim jest i jaką miał przeszłość, cieszyłam się, że w ogóle zwrócił na mnie uwagę. Jaka była końcówka tej „znajomości”? Szkoda gadać.

Zakończenie sesji – ja rozedrgana od złości, ze łzami w oczach usłyszałam od terapeuty:

- Wizyta za tydzień normalnie i przygotuj pytania.

Nic więcej. Na moich ustach dyżurny uśmiech a w głowie złość do niego. Ukradkiem ocieram łzy z oczu. Nie pierwszy raz taka sytuacja. On prowokuje a ja uśmiecham się przez łzy, bo nie mogę być zła dla innych, bo oni mnie odrzucą, bo będę źle postrzegana a ci inni mają głęboko w d… moją delikatność . Nie stawiam granic, nie bronię siebie a później się dziwię, że mam ciężkie życie. Odpowiadam wyczerpująco na osobiste pytana dotyczące mojej sytuacji, często bardzo wścibskie. Pozwalam na złe traktowanie z uśmiechem a później się dziwię, że ktoś to wykorzystał. Nie każdy jest delikatny w swoim postępowaniu… Można przeczytać tysiące książek o asertywności i być dalej „miłą”. Przekleństwo bycia miłym…

Na zakończenie trochę muzyki. Niespodzianka ;-)

Zagubiony, zmieniony w sezon. Zimno nadeszło znowu. Ulice są zalane wymówkami. Historie nigdy się nie kończą. Ludzie chodzą w ich złudzeniach. Zmagają się z rozpaczą. Musimy stać się jednością i wyjść naprzeciw ich nagości.

Więc spróbujmy nie płakać, gdy idziemy w ich obuwiu. Słyszałeś nowości?

Hey, (Hey) Czy widziałeś ślepego człowieka w przebraniu, szukającego swoich oczu? Hey, (Hey).

Czy widziałeś człowieka deszczu patrzącego w niebo. Proszącego o światłość. Najciemniej nie zawsze jest w nocy.

Człowiek będzie trzymał znak i nauczał. Ten świat nie będzie stać. Wszyscy jesteśmy wśród przestraszonych, Więc złapiesz mnie za rękę?

Więc spróbujmy nie płakać, gdy idziemy w ich obuwiu. Słyszałeś nowości?

Czy widziałeś ślepego człowieka w przebraniu, szukającego swoich oczu? Czy widziałeś człowieka deszczu Patrzącego w niebo, proszącego o światłość? Najciemniej nie zawsze jest w nocy

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

O facetach, życiu, dziupli na czwartym piętrze i znikaniu.

15 gru

Minęła niedziela.

Minął poniedziałek.

Wczoraj zaczęli kłaść płytki w łazience. Jeden, drobny chłopak a ściany już obłożone glazurą. Matko,  ta łazienka inaczej wygląda. Większa, czysta, jasna. Zwykłe, najtańsze płytki a już zrobiło się jasno i czysto. Dziś terakota i fugi. Faceci są jednak potrzebni ;-) Bez pana W zginęłabym jak Mańka w Czechach ;-) . Chromolić feminizm. Baby są silne, ale wszystkiego nie ogarną. Gdyby pan W był wolny, to byłby mój! Hahahahaha, to żart!  Ale rzeczywiście bez niego nic bym nie zrobiła. Bez pana od układania płytek ;-) też.

Dziś w kuchni będę malowała kolor.

Dwa pudła książek już zawiezione. Kurde, tych książek mam najwięcej. Inni zbierają kryształy, bibeloty a ja książki.

Powoli znikam z dziupli. Wczoraj spotkał nas sąsiad i skomentował naszą wyprowadzkę:

- To zrobiliście nam niespodziankę na święta.

Znikamy, idziemy w nowe miejsce. Czy ostatnie? Nie wiem.

To miejsce było tylko przechowalnią. Było miejscem, które będzie mi się kojarzyło z mozolnym wspinaniem na czwarte piętro, nerwowym właścicielem, widokiem J. na klatce schodowej i strachem, że nas znajdzie, ale też radością, że nie trzeba pilnować pieca CO, żeby było ciepło, ciepłą wodą z kranu rano, kiedy trzeba umyć głowę. Będzie mi się kojarzyć ze śliczną, delikatną i bardzo uczuciową córeczką sąsiadki, która odwiedzała moją córką; wspierających sąsiadów, u których wypłakiwałam mój strach.  Mimo wszystko to było dobre miejsce. Dobre miejsce do zmian, do zatrzymania się, przyjrzenia się swojemu życiu i zaczęcia czegoś nowego.

Załamani ludzie podnoszą się,
Mam nadzieję, że mi też się to uda.
Czasem jesteśmy wyrzucani z naszych ścieżek.
To, co uważałam za moją drogę do domu,
Nie było miejscem, które znam.

Nie, nie boję się zmian.
Jestem pewna, że niczego nie można być pewnym.
To, co do nas należy, staje się naszym więzieniem.
Mój dobytek powróci
Tam, skąd pochodzi.

Wina? Nikt nie jest winny.
To naturalne, tak jak spada deszcz.
Znów nadchodzi powódź.

Spójrz na skałę, na której się podtrzymujesz
Czy ona cię ochroni?
Kiedy ziemia się zaczyna się rozpadać
Czemu czujesz, że musisz się czegoś trzymać?
Wyobraź sobie, że odpuszczasz

Wina? Nikt nie jest winny.
To naturalne, tak jak spada deszcz.
Znów nadchodzi powódź.

Zrzuć ciężar, który cię przytłacza.
Podąż z falą, która uwalnia cię od wątpliwości.

Nie ufaj swoim oczom,
To takie łatwe im wierzyć.
Wiedz w swoim sercu,
Że możesz opuścić swoje więzienie.
Nie ufaj swojemu umysłowi,
On nie zawsze słucha.
Włącz światła
I poczuj starożytny rytm.
Nie ufaj swoim oczom,
To takie łatwe im wierzyć.
Wiedz w swoim sercu,
Że możesz opuścić swoje więzienie.

Wina? Nikt nie jest winny.
To naturalne, tak jak spada deszcz.
Znów nadchodzi powódź.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

„Projekt Egoistka” a tam tekst o końcu, który okazał się początkiem.

26 lis

Od jakiegoś czasu obserwuję w mediach bardzo pozytywnie zakręconą kobietkę, która głośno mówi, że Egoizm to nie grzech! Pokochaj siebie a potem zalej miłością innych! www.projektegoistka.pl, www.blog.projektegoistka.pl

Przeczytajcie, co napisała w nowym wpisie na Facebooku. Warto!

Kobiety kochane dostaję wiele wiadomości w których piszecie o swoich rozstaniach i o tym, że to koniec. Chcę powiedzieć jedno to POCZĄTEK. Choć może się wydawać czymś dramatycznym rozstanie jest częścią naszego rozwoju.

Dlatego nim popadniesz w bezdenną rozpacz pamiętaj

1. Zawsze jesteśmy z partnerem który jest optymalny dla nas w danym momencie rozwoju. Czasem dokonujemy zmiany w sobie i dynamika związku się zmienia. Przestajemy się ze sobą rozumieć. To nie koniec świata lecz znak, że dalszą podróż będziesz kontynuować z innym towarzyszem.

2. Czasem koniecznym jest by kilka kroków tej podróży przejść samodzielnie.Tylko po to by lepiej zrozumieć siebie, by dojrzeć i rozwinąć nowe właściwości. To również piękny czas! Czas samotności może być bardzo owocny!

3. Czasem odkrywamy że w związku wszystko co cenne już sobie daliśmy i teraz pomnażamy tylko cierpienie i wtedy nasze drogi się rozchodzą. Jaki jest sens pomnażania nieszczęścia i toksycznych emocji? Rozstanie wtedy to wyraz mądrości.

4. To co dramatyczne z szerszej perspektywy jest cenną lekcją. Możesz zrozumieć dlaczego coś się wypaliło, możesz zobaczyć co ograniczało potencjał w związku. Znowu możesz się rozwinąć i zdobyć mądrość. Po to by kolejny związek był pełniejszy.
Gdy nie pozwolisz by Twoje serce się zamknęło lecz będziesz traktować to jak cenną naukę i szansę na dojrzewanie do miłości, spotkasz znowu optymalnego partnera.

Gdy się zamkniesz i uznasz że życie jest niesprawiedliwe i będziesz pomnażać toksyczne myśli o krzywdzie uniemożliwisz sobie dalszy rozwój.

Zaufaj temu co się dzieje i ucz się od życia Miłość się nigdy nie kończy bo jej źródło jest w Tobie a nie w innych ludziach. Miłość w związkach pomnażamy ale nie zależy ona od związku. Jest możliwa poza nim. Dlatego doświadczamy jej w swoim życiu tyle na ile mamy wewnętrzne pozwolenie. Nasze związki są lustrem dla nas samych

Pozwól sobie na miłość!

Wspaniała kobieta! Prawda?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com

 

Filozoficzna niedziela w kolorze złotych klonów

25 paź

Wczoraj zjazd w Warszawie. Grubo! Grubo nie w tym sensie, że następne egzaminy do zaliczenia, tylko w tym, że studiuje rzeczy fenomenologiczne,  metafizyczne, nadprzyrodzone, nieistniejące w świecie materialnym a oparte na odczuciach, uczuciach, emocjach i przemyśleniach. Kosmos. Kolejne nurty filozoficzne i kolejne teorie. Od starożytności po wieki średnie aż po współczesność. I po co? Wiem, po to, żeby coś robić z nadmiarem wolnego czasu, niespokojnymi myślami, które pożerają mnie od środka. Wczoraj na filozofii politycznej zobaczyłam całkiem odjechanego człowieka. Prawdziwy filozof – zamyślony wzrok przebijający się zza brudnych okularów i długie, kręcone, blond włosy (kończyły się poniżej ramion). Podczas wykładów odrzucał te włosy jak kobieta. Bawił się nimi i opowiadał o myślach filozoficznych. Totalny kosmita. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, na co on zareagował:

- Z czego się pani śmieje?

Coś mówiłam do koleżanki. Zignorowałam pytanie. On dalej kontynuował wykład mówiąc coś o starożytnych Ateńczykach, coś o nieroztropnych mężczyznach, na co my obydwie wykrzyknęłyśmy:

- Takie męskie blondynki!

Facet się sczerwienił.  Zaistniał mały szczegół – facet jest blondynem. UUUUU! Grubo! Aby pokryć zażenowanie własna gafą, skwitowałyśmy, że my jesteśmy takie zwariowane z racji nazwiska, jakie nosimy. Odgryzł się nam natychmiast opowiadając nieśmieszny kawał o facecie, który miał takie nazwisko jak nasze i któremu kazano kicać, w sensie, wyjść z pomieszczenia.

- Nie! My nie mamy zamiaru stąd kicać! Jeszcze nie pora! – odpowiedziałam.

Jestem bezczelna i mówię to, co myślę!!! Skąd to mi się wzięło?

Odjechany filozof.

Filozofia – baśnie z mchu i paproci, poparte wielowiekowymi  wywodami myślowymi, które zmieniały bieg wydarzeń, albo ułatwiały ogląd rzeczywistości. Odjechany Platon z wizją idealnego społeczeństwa i państwa i Sokrates, który był protoplastą Chrystusa. Próbował nauczyć światłych Ateńczyków, jak miał wyglądać idealny polityk, idealna relacja w państwie a jedyne co osiągnął, to śmierć – musiał wypić cykutę. Chrześcijaństwo wyrosło na platonizmie. Wracając do ludzi, którzy coś znaczą, tzw. śwaitłych – oni nie znoszą, aby zawracano im uwagę, że coś robią źle i że można to poprawić, aby nie szkodzić innym. Np. zadufani w sobie politycy, dbający tylko o swoje osobiste korzyści byli zawsze a „prorocy” zwracający im uwagę zawsze źle kończyli. (historia Arystotelesa i Jezusa) Filozoficzna konkluzja :-(

jesieńZa oknem klon cały w złotych liściach. Towarzyszy mu złota brzoza. Boże, jak pięknie.

Wczoraj dziewczyny ze studiów powiedziały, że przyjadą do mnie na parapetówkę. Pozytywne zdziwienie. Lubię je. Parapetówka ustalona! Nie ma wyjścia – trza się wyprowadzać! Nie ma rady!

Przeszliśmy na czas zimowy!!!! Godzina dodana!

Wczoraj junior pojechał na Expo gier komputerowych do W-wy. Pojechał z kolegą. Dali sobie znakomicie radę trafiając na drugi koniec stolicy. Przywiózł parę  wygranych gadżetów i ogromne zadowolenie z uczestniczenia w wydarzeniu. Oczywiście zdjęcia z kimś ważnym znajdującym się na Expo. Błysk w oku i radosne podniecenie. Powiedziałam, że jestem z niego (z nich) dumna, że świetnie poradzili sobie w dużym mieści. A tak po cichu jestem dumna, że tak znakomicie sobie radzi, że ma fajnego znajomego, że ma zainteresowania. Jest fajnym, młodym człowiekiem. Oczywiście maleńka też mnie zaskoczyła – pozytywnie. Wysprzątała mieszkanie i upiekła ciasteczka. Mieszkania nie mogłam poznać, tak było czyściutkie. Powiedziała, że „zbiera” w ten sposób na fiszkę. To jej marzenie – deska do jeżdżenia. Jej też powiedziałam, że jestem z niej dumna.

Dziękuję Ci Boże za wspaniałe dzieciaki! Za wspaniałych przyjaciół, za terapeutę, który budzi mnie do normalnego życia i za spokojne dni.

Filozof Jan Hartma napisał: „Agnostycyzm to postawa uczciwości intelektualnej. Agnostyk mówi tak: gdyby Bóg istniał, oczekiwałby, że będę agnostykiem, bo naprawdę nie wiem. Jest pychą udawać, że się wie coś, czego się nie wie.” – Masz rację Janie – jest pychą udawać, że się coś wie, nie wiedząc tego!!! - to taka reminiscencja na temat bycia człowiekiem, który poszukuje źródeł deizmu – człowiekiem, który wierzy w Boga, ale coś go jeszcze niepokoi. „Myślę, więc jestem” – jako rzekł Kartezjusz. „Cogito ergo sum”. Czy Bóg jest zadowolony z mojego poszukiwania? Myślę, że tak, bo widzi, że zamiast popadać w marazm, jednak się rozwijam. Niespokojna dusza ma…

Wpisu można posłuchać w aplikacji Audio-blog:logo

 Pięknie i z humorem wpis czytają Jolanta Zdulska-Gurgul i Monika Nieckula. Warto posłuchać! Dawno się tak nie śmiałam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Zamienić „uciekam” na „wybieram” i życie staje się łatwiejsze.

30 lip

Często mówię, że uciekam… Uciekałam w młodości w naukę i w książki, uciekłam ze złego małżeństwa, uciekłam od złych znajomości, od ludzi, którzy swoim postępowaniem mnie ranią, lub denerwują. Uciekam, uciekam, uciekam… Od czegoś, od kogoś, co przeszkadza, doskwiera – uciekam, albo odchodzę.

Kończę te relacje jakbym zatrzaskiwała za nimi ciężkie drzwi, zakładam na nie grubą kłódkę i staram się o tym zapomnieć. Unikam tego tematu. Unikam ludzi i miejsc. Udaję, że tego nie ma. Owszem „sprzątam kolejne pokoje”, ale zamiast uczyć się na błędach robię z nich zamknięte, tajemnicze pomieszczenia z etykietą „Posprzątane. Nie wchodzić!” Czy to jest dobrze? Nie, bo niby już się uporałam z problemem, zwerbalizowałam go, ale pozostał strach. Strach sygnalizuje, że coś nie zostało „oswojone”, czegoś jeszcze nie poznałam aż tak, żeby się tego nie bać. Zachowuje się jak nastolatka, którą porzucił chłopak a ona w odwecie podrze jego zdjęcie i powie, że o nim zapomniała. Nie ma zdjęcia – nie ma problemu. Czy, aby na pewno? 

Na czym polega ucieczka? Na nagłej, szybkiej zmianie miejsca w wyniku sytuacji związanej ze stanem zagrożenia. Ucieczka może być też synonimem dokonania jakiejś nagłej, niespodziewanej zmiany w życiu i wtedy możemy zamienić je słowem „wybór”. Podobnie, jak w przypadku zamiany słowa „muszę” na „chcę”, lub „mogę”. Możemy powiedzieć „muszę się tym zająć”, ale możemy również powiedzieć „chcę się tym zająć”, albo „mogę się tym zająć”. Zmienia się nasze nastawienie do problemu. Przypomina mi się Kant i jego imperatywy. Kierujemy się imperatywami – zawsze  coś musimy i w związku z tym się buntujemy, zamiast mądrze zamienić przymus na nasz wybór. I jak to brzmi? Już nie musimy a możemy.

Podobnie mogę postąpić ze słowem „ucieczka” i zamienić je na słowo „wybór”. Po zamianie już nie muszę o niczym zapominać, niczego się wstydzić, drżeć przed czymś, lub kimś ze strachu. Sytuacja/relacja była zła, więc dokonałam wyboru na coś lepszego, bezpieczniejszego, bardziej komfortowego, ale tamta sytuacja czegoś mnie nauczyła. Uciekając, będę chciała o niej zapomnieć i zapomnę, ale wejdę w następną taką samą sytuację. Stworzę „błędne koło” a tego chciałam uniknąć „uciekając”. Dokonując wyboru, będę mądrzejsza o doświadczenie i uniknę dawnych błędów. Niby takie proste a tak trudno na to wpaść :-( Mówiąc bardziej obrazowo nie warto zamykać posprzątanych pokoi, ale otworzyć je żeby do nich też dotarło słońce i świeże powietrze). Wszystko co mnie w życiu spotykało (nawet sytuacje traumatyczne) było bardzo dobre – dobre dlatego, że umożliwiło mi rozwój, nauczyło czegoś, popchnęło do określonego działania. Zamiast zapominać mogę się z nich wiele nauczyć i oswoić swoje lęki. 

Warto dokonywać wyborów :-) zamiast uciekać. (chyba, że powodem ucieczki jest rozwścieczony pies – wtedy nie ma się co zastanawiać, tylko trzeba brać nogi za pas :-D )

uciekać

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Reminiscencje po lekturze książki Katarzyny Michalak. O wisielcu…

16 lip

Przeczytałam ostatnio książkę Katarzyny Michalak „Nie oddam dzieci”. Nie o książce chcę pisać. Autorka w fabułę wplotła wątek o żonach alkoholików, tzw. współuzależnionych. Policjant, który jedzie na interwencję do rodziny z „problemem” porównuje je (kobiety) do wisielca. Godzą się na bicie,picie, poniżanie, bo są jak wisielec, który kołysze się na sznurze. Lubią się „kołysać”. One już wiszą i kołyszą się od zgody na swoją sytuację do sprzeciwu, ale „sznur” trzyma. Same go nie przetną. I przypomniała mi się moja sytuacja małżeńska. Ja „kołysałam” się 15 lat. Płakałam, klęłam, prosiłam, krzyczałam, groziłam odejściem, starałam się grać na jego emocjach, woziłam do lekarza… On nie pił. Był chory psychicznie. Stwierdzono schizofrenię paranoidalną. Poznałam później wielu chorych na tę chorobę, ale żaden nie był tak wyrachowany jak on, żaden nie był inny przy swoich a inny przy obcych. On miał w dupie pracę, pomoc przy dzieciach i rozmowę ze mną. Wdział we mnie wroga, puszczalską, kogoś, kto truje go lekami. Ciche dni ciągnące się miesiącami… Przemoc… Sznur trzymał mocno… Mogłam odejść, ale wolałam zostać i płakać. Tłumaczyłam to strachem przed tym, czy dam sobie radę… Chciałam być wzorową żoną. Dziś po terapii widzę, że było mi cholernie dobrze w tym bagnie. Dobrze, cieplutko i swojsko. Znałam to. Przemoc znałam z domu rodzinnego. Powielałam stare wzorce zachowań. Wolałam krzyczeć, że J. mnie wykańcza, że nie mam już siły, że nie chcę mi się żyć, ale przerwać sznura nie chciałam. Lubiłam się bujać… Jest wiele kobiet, które to lubią…

Dziś po wielu godzinach na terapii doceniam siebie. Doceniam swoją siłę. Widzę spokój, który jest. „Sznura” nie ma i nie mam zamiaru go szukać. Wolę być sama niż „wisieć” i się „bujać”.

Tak, było warto. Warto odciąć „sznur”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie