RSS
 

Notki z tagiem ‘Śmiech’

Chłopy są jakieś inne ;-) Kosmici? Z Marsa? Hmmmm

17 cze

Ponieważ często jest czytany wpis o zołzach, czyli cwanych babach, dla równowagi wpis o chłopach… wróć… o panach. Znajomy dodałaby z przekąsem „błogosławionych między niewiastami ;-)

Mężczyźni wolą zołzy?!

Ktoś powiedział, że chłop jest prosty jak budowa cepa… No, nie wiem, czy cep/cepa łatwo zrobić? Niejeden z młodych panów może nawet nie wiedzieć, czym jest owo urządzenie. Wszak teraz nastała era komputera a nie ręcznego obrabiania zboża.

Nie wiem, kto jest autorem tego tekstu.
Jest on rozsyłany w wiadomościach mailowych i innych e-informacjach pomiędzy panami, na pewno ku pokrzepieniu ich serc i w męskiej solidarności przeciwko zołzom.

Kieruję ten manifest do jak największej liczby kobiet, żeby w końcu zrozumiały mężczyzn raz na zawsze.
Kieruję go do jak największej liczby mężczyzn, tak żeby wiedzieli, że nie są samotni w swej walce.

Proszę Pani, Panienki, Dziewczyny, Narzeczonej, Kobiety, Żony i wszystkich innych kobiet:

  1. Jeżeli sądzisz, że jesteś gruba, to najprawdopodobniej jesteś gruba. Nie zadawaj mi takich pytań, odmawiam odpowiedzi.
  2. Jeżeli czegoś chcesz, to wystarczy o to poprosić. Postawmy sprawę jasno: jesteśmy prości.
    Nie rozumiemy żadnych subtelnych, pośrednich próśb. Pośrednie „bezpośrednie prośby” (te pośrednie postawione bezpośrednio przed naszym nosem) też nie działają. Po prostu powiedz czego chcesz.
  3. Jeżeli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, nie zdziw się, że otrzymasz odpowiedź, której raczej nie chciałaś usłyszeć.
  4. My jesteśmy PROŚCI. Jeżeli proszę o podanie mi chleba, to nie mam na myśli nic innego. Nie mam do ciebie pretensji, że nie ma na stole chleba. Nie ma tu żadnych niedomówień czy żalu. My jesteśmy naprawdę prości.
  5. My jesteśmy PROŚCI. Nie ma sensu pytać mnie o czym myślę, bo przez 96,5 % czasu myślę o seksie. I nie, nie jesteśmy opętani. To po prostu nam się najbardziej podoba.
  6. Czasem nie myślę o tobie. Nie szkodzi. Proszę przywyknij do tego. Nie pytaj o czym myślę, jeżeli nie jesteś przygotowana do rozmowy na temat polityki, ekonomii, filozofii, piłki nożnej, picia, kobiet, piersi, nóg czy fajnych samochodów.
  7. Piątek / sobota / niedziela = żarcie = kumple = piłka nożna w telewizji = piwo = tragiczne maniery. To coś takiego jak księżyc w pełni. Nie do uniknięcia.
  8. Zakupy nam się nie podobają, i nigdy nie będą nam się podobać.
  9. Gdy gdzieś idziemy, cokolwiek założysz, będziesz w tym wyglądać doskonale. Przysięgam.
  10. Masz wystarczająco dużo ciuchów. Masz wystarczająco dużo butów. Płacz to szantaż. Bankrutowanie mnie nie jest okazywaniem uczucia z twojej strony.
  11. Większość mężczyzn posiada 3 pary butów. Powtarzam raz jeszcze, jesteśmy prości. Skąd ci przychodzi do głowy pomysł, że pomogę ci wybrać z twoich 30 par tę, która najlepiej pasuje.
  12. Proste odpowiedzi, takie jak TAK i NIE są przez nas doskonale akceptowane, bez znaczenia na jakie pytanie.
  13. Jeżeli masz jakiś problem, przychodź do mnie tylko po pomoc w jego rozwiązaniu. Nie przychodź się użalać, jakbym był jakąś twoją przyjaciółką.
  14. Ból głowy, który trwa 17 miesięcy, to nie ból głowy. Idź do lekarza.
  15. Jeżeli powiem coś, co może być zrozumiane w dwojaki sposób i jeden z nich spowoduje, że będziesz nieszczęśliwa czy zmartwiona, wiedz że mam na myśli to drugie.
  16. Wszyscy mężczyźni znają tylko 16 kolorów. Śliwka to owoc a nie kolor.
  17. I co to za p****e kolory te fuksje czy ekri? I poza tym jak się to pisze?
  18. Lubimy piwo tak samo jak wy lubicie torebki. Wy tego nie rozumiecie, my również.
  19. Jeżeli cię pytam, co się stało, a ty odpowiadasz „nic”, wtedy ci wierzę i jestem przekonany, że wszystko jest w porządku.
  20. Reguła podstawowa w przypadku najmniejszej wątpliwości dotyczącej czegokolwiek: weź to co najprostsze.
    MY JESTEŚMY NAPRAWDĘ PROŚCI.

 

No i co wy na to, drogie panie?

Faceci mają swoją instrukcję obsługi i podobno są naprawdę prości ;-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet

 

Zielono mi, czyli przepis na koktajl witaminowy☺

27 kwi

Wiosnazielony

Wiosna

a z nią wiosenne przesilenie, czyli zmęczenie i brak witamin.

Znalazłam przepis na zielony koktajl, pełen witaminy c, żelaza, błonnika, tłuszczy dobrze tolerowanych i szybko wchłanianych przez organizm. No, po prostu bomba!

Podaje przepis:

1 jabłko
1 kiwi
garść szpinaku
sok z połowy cytryny
łyżeczka siemienia lnianego
1/4 awokado
woda wg uznania

Można dodać winogrona, albo banana, albo modnego teraz, młodego jęczmienia.

Szybko się robi! Ja po prostu wszystko traktuję blenderem w wysokim naczyniu.

Jeżeli dodamy mniej wody, będzie coś do jedzenia łyżeczką a jeżeli dodamy więcej wody, coś do picia.

Polecam! Jest pyszne ☺ I te witaminy, mmmmmy

 

************* 20:21************

Niedawno wróciłyśmy z kina.

„Chata”

Bardzo dobry film. Film o przebaczeniu sobie i innym.

Zdania, które pozostały po filmie: „Bóg nie chcę, żebyśmy się stali niewolnikami wiary”; „Przebaczenie nie tworzy relacji, ale daje spokój”; „Nie możemy sądzić nikogo, bo nie wiemy jakie miał życie”…

Bóg jest czarną kobietą, albo starym Indianinem, albo…

Duch Św. to młoda, piękna Azjatka.

Oglądałam i myślałam o terapii i film stał się nagle bardzo mi bliski…

Nooooo, terapeutyczne filmy: „A Monster Call”, „Ukryte piękno” i teraz „Chata”.

Usłyszałam, że film jest mocno chrześcijański. Może i tak, bo główny bohater trafia do Chaty/Nieba i tam spotyka Trójcę św. Bóg jest czarną kobietą i przedstawia się imieniem łudząco podobnym do słowa „iluzja” – więc nie do końca trzeba się kierować „chrześcijańską” ścieżką.
Fabułą filmu jest proces powrotu do dobrego życia po traumatycznych przeżyciach i na tym trzeba się skupić. Osoby, które zamieszkują chatę to przewodnicy do odnalezienie szczęścia. Pokazują, że zło jest względne, że można przebaczyć a nawet trzeba, nie ze względu na dobro krzywdziciela, ale ze względu na nasze dobre samopoczucie. Tkwienie w poczuciu krzywdy jest dla nas toksyczne i powoli nas niszczy. Lepiej więc otworzyć się na życie, zrezygnować z bycia sędzią, dostrzegać piękno przyrody a przede wszystkim pozwolić naszym najbliższym nas kochać z wzajemnością.
Było mnóstwo fajnych dialogów. Niestety, głowa nie komputer i wszystkiego nie zapamiętałam. Ale, jak zwykle spłakałam się jak głupia.
Niełatwo było patrzeć na sceny przemocy, kiedy pijany ojciec bije swojego syna, każąc mu recytować fragment Biblii o miłości dzieci do rodziców…
Niełatwo było patrzeć na ogromną rozpacz ojca po stracie ukochanej, najmłodszej córki…
Więc łzy płynęły strugą :cry:

Były piękne zdjęcia przyrody i… niespodzianka!!! Drzewo!!!!

Drzewo, piękne, zielone i pełne kwiecia wyrosło w środku wspaniałego ogrodu. Wyrosło po wyrwaniu innej wspaniałej rośliny. Wystrzeliło z ziemi w miejscu złożenie ciała zamordowanej córki. Ogromny symbol!!! Mogłabym wrócić do książki „Moc uwielbienia”, gdzie po raz pierwszy przeczytałam, że nawet z największego zła Bóg może wyprowadzić dobro. Nawet z największej „biedy” możemy otrzymać wiele dobra, pod warunkiem, że będziemy chcieli je dostrzec i popracować nad jego wydobyciem. Wszystko jest w nas – zło i dobro. Jest tak jak z tymi wilkami – dobrym i złym. Wygrywa ten, którego bardziej karmimy.

Ochhhhhh….

No i następny zakup w planach – film i książka „Chata”.
Film dlatego, żeby córka mogła go obejrzeć z lektorem a poza tym obiecałyśmy sobie (ja, córka i jej koleżanka) wieczór filmowy właśnie z tym filmem w zaciszu domowym. A książka dlatego, że chciałabym jeszcze raz „usłyszeć” te zdania, sentencje i dialogi, jakie wypowiadali bohaterzy.

Książka „A Monster Calls” już w domu. Czeka na czytanie. Przemycę niektóre fragmenty na bloga.

Mam też „Sekretne życie drzew” – wydanie z pięknymi zdjęciami – 60 fotografiami polskich lasów i naprawdę to, co widać na zdjęciach to czysta magia. Magiczne drzewa :-) ;-)

Bo wszędzie można znaleźć odrobinę magii. No nie?!

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Książka, Życie

 

Opowieści, metafory, analogie…

23 kwi

Zamówiłam w Empiku film „A Monster Calls”. Będę go miała na własność i będę mogła go oglądać, kiedy będę chciała. Hę!!!

Mało tego!!!!

Zamówiłam książkę o tym samym tytule. Ha!!!! Będę mogła wcielić się w głównych bohaterów, wniknąć w ich uczucia, poznać ich myśli. Bardziej ogarnąć klimat.

A tak a propos klimatu… A może drzew…

Przecież w „A Monster…” obok chłopca główną rolę zagrało drzewo – Drzewny Potwór

Znów analogie 8-O Drzewny Potwór odegrał rolę terapeuty chłopca a…

W środę terapeuta opowiedział mi o fragmencie książki, którą teraz czyta. Książkę kupiła mu córka. „Sekretne życie drzew”
– Czytałem o bukach. Czy wiesz, że stare buki zasłaniają młode drzewko przed słońcem, aby wolniej rosło. Zabierają mu światło, roztaczając nad nim swoje korony. Młody buk bardzo powoli rośnie. Kiedy stare drzewa umierają a jest to około osiemdziesiątego roku życia, młody buk strzela w górę i rośnie bardzo szybko. Bardzo szybko dojrzewa. Zaopatrzony w pokarm, który latami czerpał, teraz w mgnieniu oka nabiera siły i wielkości. Rośnie piękne i potężne drzewo. Nie wiem, dlaczego ta historia przyszła mi do głowy akurat w twoim przypadku…
– Tak… Ja też zostałam sama. Stare buki już dawno poumierały – pomyślałam a głośno powiedziałam, z uśmiechem – No to jak teraz strzelę w górę, tooooo…

Teraz, kiedy o tym myślę, robi mi się ciepło na sercu. Taka analogia wywołuje u mnie ciepłe uczucia. Jestem silna… Rozwinę powyginane gałęzie, a właściwie to już je wyprostowałam i czerpię coraz więcej światła…

Analogie…

Metafory…

Opowieści…

One zasiane w naszej pamięci, kiełkują, rosną i rozwijają się. Dzięki nim życie nabiera głębi, barw i przestrzeni. Staje się trójwymiarowe. Dobra opowieść potrafi zdziałać cuda.

Pierwszą opowieścią, jaka została w mojej pamięci z terapii to Bajka o dziewczynie, pałacu i czymś jeszcze a później sama zbierałam różne opowieści. Najpiękniejsze były te Ingi Zawadzkiej. Są na blogu. Np. Jak wszystko zmienić, nie zmieniając niczego, i inne…

Opowieści pomagają żyć.

Mnie pomagają też filmy, od niedawna książki, od zawsze muzyka (zwłaszcza smooth jazz)  i od trzech lat nordic walking.  Na kijach przeszłam ponad 2300 km. Czyli byłabym w drodze powrotnej z, np. Turcji.
Oczywiście z żadnej wyprawy geograficznej nie wracam, za to wracam do siebie. Do siebie prawdziwej, tej schowanej przez te kilkadziesiąt lat w „cieniu innych buków”. „Buki” już poumierały. Zostałam sama i czerpię światło wszystkimi listeczkami, jakie mam. Hahahahahaha

Książkę „Sekretne życie drzew” też zamówiłam. Będę miała co czytać :-) Bardzo mnie zaciekawiła

A póki co czytam następną opowieść Jodi Picoult „Jak z obrazka”, a tam odkryłam taką starą opowieść indiańską, która ma drzewne zakończenie 8-O
Przeczytajcie sami…

Dawno, dawno temu na brzegu Atlantyku żył wielki indiański wojownik imieniem Porywisty Wiatr. Miał magiczną moc – potrafił stać się niewidzialny, dzięki czemu mógł chodzić po obozach wrogów i wykradać im tajemnice. Wraz z siostrą mieszkał w wigwamie owiewanym spokojną, przyjemną, morską bryzą.
Jego sława znakomitego wojownika niosła się szeroko i wiele dziewic pragnęło wyjść za niego. Ale Porywisty Wiatr nie zwracał uwagi na ich niemądre, kokieteryjne uśmiechy i fałszywe zapewnienia, że stanowiliby idealną parę. Oznajmił, że poślubi tę, która zobaczy go wracającego nocą do domu.
Wymyślił próbę na sprawdzenie wiarygodności kandydatek na żonę. Wiele panien przychodziło z jego siostrą na plażę, gdy słońce z sykiem zanurzało się w morzu, i pragnęło zdobyć serce Porywistego Wiatru. Siostra zawsze widziała brata, nawet w chwilach, gdy dla reszty świata był niewidzialny. Gdy zbliżał się, siostra pytała dziewczynę:
- Widzisz go?
Każda panna odpowiadała kłamliwie:
- Tak, to on.
Siostra Porywistego Wiatru pytała wtedy:
- Czym pogania swój zaprzęg?
Odpowiedzi było wiele: Biczem ze skóry karibu. Długim, sękatym kijem. Pękiem mocnych konopi.
Siostra Porywistego Wiatru od razu wiedziała, że to zwykłe zgadywanki i że jej brat nie wybierze tej dziewczyny, której stopy odciskały się w piasku, tworząc lustrzane odbicie jej śladów.
W wiosce mieszkał potężny wódz, wdowiec z trzema córkami.
Najmłodsza miała twarz śliczną jak pierwszy, letni deszcz, a serce tak wielkie, że mogło pomieścić ból całego świata. O wiele starsze siostry, skręcane zazdrością, wykorzystywały jej dobroć. Próbowały zniszczyć urodę najmłodszej, zamieniając jej odzież w łachmany, obcinając lśniące, czarne włosy, przypalając gładkie policzki i szyję rozżarzonymi węglami. Ojcu mówiły, że sama to sobie zrobiła.
Tak jak inne panny na wsi, one też usiłowały zobaczyć, jak Porywisty Wiatr pojawia się o zmierzchu. Stały na plaży z jego siostrą,  czuły jak woda zalewa im stopy, i czekały. Jak zwykle siostra Porywistego Wiatru zapytała, czy go widzą, a one potwierdziły. Kiedy zapytała, czym pogania zaprzęg, skłamały, że niewyprawioną skórą. Kiedy weszły do jego namiotu, poły mocno zatrzepotały. Miały nadzieję, że zobaczą go pochylonego nad kolacją, ale w namiocie nikogo nie było. Porywisty Wiatr, odkrywszy ich oszustwo, pozostał niewidzialny.
Gdy najmłodsza córka wodza poszła na poszukiwania Porywistego Wiatru, natarła poparzoną twarz ziemią, by ukryć blizny, i załatała spódnice korą drzew. W drodze na plażę minęła inne panny, które śmiały się z niej i nazywały ją głupią.
Ale siostra Porywistego Wiatru czekała i kiedy słońce ciężko opadało ku horyzontowi, zabrała dziewczynę na plażę. Widząc brata, zapytała:
- Widzisz go?
- Nie – odparła dziewczyna, a siostra Porywistego Wiatru zadrżała, słysząc prawdę.
- Czy teraz go widzisz? – zapytała ponownie.
Na początku dziewczyna z twarzą zwróconą ku niebu milczała, nagle jednak jej oczy zapłonęły jak ogień.
- O tak, widzę – rzekła wreszcie – i jest piękny. Tańczy na chmurach i chodzi z księżycem na ramieniu.
- Czym pogania zaprzęg?
- Tęczą.
Siostra Porywistego Wiatru też spojrzała w niebo.
- A z czego jest zrobiona cięciwa jego łuku?
Dziewczyna uśmiechnęła się i noc obmyła jej twarz.
- Z drogi Mlecznej – odrzekła. – A groty strzał to najjaśniejsze z gwiazd.
Siostra Porywistego Wiatru wiedziała, że brat ukazał się tej dziewczynie, ponieważ mówiła prawdę. Zabrała dziewczynę do domu i wykąpała, tak długo przesuwając dłońmi po jej skórze, aż wszystkie blizny zniknęły. Śpiewała, a włosy dziewczyny rosły gęste i czarne. Dała jej swoje bogate stroje i zaprowadziła do namiotu Porywistego Wiatru.
Następnego dnia Porywisty Wiatr ją poślubił i oboje przemierzali niebo, skąd dziewczyna patrzyła na swój lud. Jej siostry kipiały z wściekłości i groziły pięściami duchom, żądając wyjaśnień. Porywisty Wiatr postanowił ukarać je za krzywdy, jakie wyrządziły jego oblubienicy. Zamienił je w osiki i zakopał ich korzenie głęboko w ziemi. Od tamtego dnia osiki drżą z przerażenia na myśl o nadejściu Porywistego Wiatru. I choćby nie wiem jak łagodnie nadchodził, one się trzęsą, ponieważ nie potrafią zapomnieć o jego wielkiej mocy i jego gniewie.

Legenda Algonkinów*

 

Opowieści…

 

A w życiu? Leniwe, niedzielne przedpołudnie z padającym za oknem śniegiem. Mokre paćki śniegu z deszczem pokrywają parkową trawę tworząc dysonans do śliwy pokrytej drobnymi, białymi kwiatkami. Wiosna. Kwiecień, plecień, bo przeplata. Trochę zimy, trochę lata :-P

 

 

* Opowieść pochodzi z książki Jodi Picoult „Jak z obrazka”, Kolekcja Jodi Picoult 7, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 9-12.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Poniedziałek wielkanocny – wielka moc spokoju

17 kwi

Jest poranek

Za oknem piękne słoneczko

Kot wypuszczony na poranny obchód po parku

Na dworze jest przymrozek. Trawa jest siwa od szronu…

Piękny, spokojny, świąteczny poranek.

Wczoraj popołudnie u brata.

Kawa już wypita…

Czytam kolejną powieść Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość”. Opowieść o kobiecie, której przeszłość okazała się inna od tej jaką znała. Jak zwykle fabuła książki mocno oparta na rzeczywistości. Autorka pokazuje na czym polega wychowywanie się w rodzinie z problemem alkoholowym – matka głównej bohaterki była alkoholiczką. W dorosłym życiu Delia wybiera na męża alkoholika.
„Zagubiona przeszłość” – to przeszłość Delii i jej ojca, historia, która wraca w najmniej oczekiwanym momencie.
„Delia Hopkins jest dzieckiem szczęścia. Ma małą córeczkę, przystojnego narzeczonego, ukochanego ojca oraz psa, z którym pracuje przy poszukiwaniu zaginionych ludzi. Trwają przygotowania do ślubu. Ni stąd, ni z zowąd Delię zaczynają dręczyć wspomnienia których nie potrafi wyjaśnić ani umiejscowić w czasie i przestrzeni. A potem w jej domu nagle pojawia się policjant, przynosząc nieoczekiwana wiadomość, która rujnuje bezpieczny świat młodej kobiety”
To tyle z okładki.
Delia dowiaduje się o swojej matce alkoholiczce i o tym, że ojciec chcąc ratować ją przed matką, uprowadza ją do innego stanu, zmienia nazwisko i wychowuje sam.
Ojciec trafia do więzienia za uprowadzenie i zostaje deportowany do stanu, w którym dopuścił się przestępstwa. Delia wyjeżdża za nim a jej narzeczony, adwokat, broni przyszłego teścia.
Podążając za głównymi bohaterami możemy się zastanowić nad różnymi problemami: czy lepiej mówić prawdę, czy ukrywać ją i maskować kłamstwem; dlaczego dzieciństwo tak wpływa na dorosłe wybory; dlaczego dorośli wchodzą w związki z osobami bardzo podobnymi do własnych rodziców, po to, żeby naprawić i stworzyć relację, jakich nie mieli w dzieciństwie (jeżeli to byli „toksyczni” rodzice”); dlaczego przebaczenie i pogodzenie się z przeszłością daje ogromną ulgę.
Jeszcze nie przeczytałam książki do końca, więc nie powiem nic o zakończeniu…

Książka tak jakoś splotła się z wydarzeniami przeżywanymi przeze mnie na terapii. Wróciłam do dzieciństwa, z którego też nic nie pamiętam do 6 roku życia a to co pamiętam od tego roku, wesołe raczej nie jest. Już wiem dlaczego wybrałam takiego, a nie innego partnera, dlaczego reaguję nerwowo na święta, dlaczego nie umiem wchodzić w głębsze relacje z ludźmi.

W środę na terapii nad nami zawisło moje pytanie (retoryczne oczywiście)

CO MAM ROBIĆ, ŻEBY CZUĆ SIĘ DOBRZE WE WŁASNEJ SKÓRZE. CZUĆ SIĘ DOBRZE W MIEJSCACH. W KTÓRYCH JESTEM. CZUĆ SIĘ DOBRZE Z LUDŹMI, KTÓRZY MNIE OTACZAJĄ????

Terapeuta mi nie opowie na to pytania :-(

Odpowiedź muszę znaleźć sama

Utkwiło mi w pamięci parę słów B – o tym, że dorastam.
Taaa, baba ponad czterdziestoletnia w końcu ma szansę dorosnąć.
Dobrze, że on mi to umożliwia. Tak powinien zachowywać się ojciec, albo matka. Pozwolić na dorośnięcie, ale skoro nie dane mi było, więc obcy człowiek dokonuje tego procesu za nich.
Dobrze…

Podobno moje dorastanie charakteryzuje się tym, że zaczynam dostrzegać odcienie szarości. A dla mnie oznacza margines spokoju. Skoro nie ma bardzo złych i bardzo dobrych ludzi a są jacy są, pozwala mi to na wyciszenie się i popatrzenie na wszystko, co się dzieje dookoła mnie z odrobiną dystansu. Tak, ludzie się bronią, nawet wtedy kiedy nie muszą i atakują, nawet wtedy kiedy nie ma realnego zagrożenia. Są agresywni, opryskliwi, wrzaskliwi, kłótliwi, bo się boją. Zostali poranieni przez swoich rodziców, przez niepowodzenia życiowe, przez samotność. „Kolce” dawały możliwość przetrwania, ale teraz, kiedy nie ma zagrożenia, ranią innych. „Odcień szarości” – to strefa, gdzie biel miesza się z czernią, gdzie dostrzegamy zło i dobro, ale nie popadamy w skrajność, bo bardziej cenimy własny spokój, niż „zbawianie świata”. Pozwolić ludziom istnieć, bez potrzeby ich naprawiania. Ominąć, zamiast toczyć bój. Ludzie się nie zmienią, jeżeli tego nie chcą. Odcień szarości bardzo mi się podoba.

Rozmawialiśmy w środę o wielu rzeczach.
Rozmawialiśmy o mim eksperymencie społecznym i o jego wyniku i pierwszy raz przyznałam się do tego, że zaczynam marzyć. Dotąd nie miałam marzeń a teraz marzę o wyjazdach, ciekawych miejscach, zmianach, których przestaję się bać.

Opowiedziałam historię sprzed dwóch lat, z biletomatem, w Warszawie. Nie umiałam kupić z niego biletu na tramwaj. W przerażenie wprowadziło mnie wielość stref i to, że nie wiem jaki bilet wybrać i jak go w ogóle kupić. Byłam wtedy z córką.W planach był teatr a wcześniej wizyta u znajomej. Do wizyty nie doszło, bo mnie sparaliżował strach. Wpadłam w taką panikę, że najchętniej usiadłabym pod biletomatem i zaczęła płakać. Poczułam się jak w potrzasku. Pytani przeze mnie ludzie, w jaki sposób kupić bilet, też nie wiedzieli. Było mi wstyd przed córką. Jedyne co mogłam zrobić, to zadzwonić do znajomej i przeprosić ją, że nie przyjadę i spotkamy się przed teatrem. Byłam przerażona…

Dziś traktuje to jako doświadczenie. Bilety na tramwaj kupuję w kiosku i zawsze mam dodatkowe w portfelu, żeby znów nie spanikować.

Pytanie o swoje miejsce wciąż nade mną wisi. O poczucie siebie… Tak podobno mają dzieci DDA – uczucie wyobcowania, niezrozumienia, ostracyzmu, osamotnienia.

Wiec, dorastam…

Na to nigdy nie jest za późno…

Jestem dumna z tego, że dane mi jest dorosnąć :-)

Powoli zmieniam sytuacje, które mnie uwierają, które powodują moje „stanie w rozkroku”, bo nie umiem się zdecydować, co jest lepsze. „Rozkrok” jeszcze jest, ale różnica polega na tym, że teraz jestem go świadoma. Jest jeszcze parę rzeczy do przepracowania…
Dorosłość to umiejętność dokonywania racjonalnych wyborów, bez patrzenia „co inni powiedzą” i „czy przypadkiem kogoś nie uraziłam?”. Dorosłość to szanowanie siebie i obrona własnych granic. Dorosłość to spokój i cieszenie się własnym życiem, to relacje, które nie ranią, to odnalezienie własnego miejsca na ziemi – tak to sobie wyobrażam.
Aby wejść w fazę dorastania musiałam poświęcić prawie cztery lata terapii 8-O . Ile zajmie mi stawanie się dorosłą????

Nieważne! Nie żałuje ani jednej godziny terapii. Jestem z siebie dumna :-D

Kiedy spojrzę wstecz, na tę kobietę sprzed dwóch lat, którą byłam, zmotaną w emocjonalne relacje, przeżywającą wszystko bardzo mocno, na myśl przychodzi mi podsumowanie syna, kiedy usiedliśmy do wielkanocnego śniadania.
Młody powiedział:
- Nareszcie normalnie i w końcu przestałaś powtarzać z nerwami… – i tu zawiesił głos.

- Powtarzać co? – zapytałam ze śmiechem
- No, nie wiem, czy wypada, tak przy stole?
- Mów, bo sama jestem ciekawa.
- Przestałaś powtarzać „A ch…j z tym wszystkim”
Wytrzeszczyłam oczy i odpowiedziałam:
- Kurde ja tak mówiłam? Synu, nie bierz przykładu z mamusi. A tak na serio, w końcu zaczęło mi zależeć na czasie z wami – popatrzyłam na Maleńką i w jego kierunku – No i zaczynam dorastać! – wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
Zrozumiałam, że święta to nie suto zastawiony stół, to nie baby i mazurki pieczone z wywieszonym ozorem do bladego świtu, żeby „były święta”, i nie piękne ubranie, kiedy siadamy do stołu… więc odpuściłam. Pozwoliłam, żeby święta przyszły same. Leniwie przetoczyły się przez te dwa dni, pozwoliły popatrzyć na prześliczną Małą i przystojnego Młodego, bo najważniejszy jest spokój i to, że osoby, które kochamy są jeszcze blisko nas.
Nie zawsze tak będzie…

 

 

Fragment tekstu pochodzi z książki Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość” ,Kolekcja Jodi Picoult, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Eksperyment społeczny z Urugwajem w tle ☻

13 kwi

Na Facebooku zrobiłam eksperyment społeczny.
Zaczął go syn. Nie zamknęłam swojego profilu i rodzony dopadł i wpisał na mojej tablicy, że właśnie lecę do Urugwaju. No, ekstra! Naśmiałam się jak głupia.
Niewiele myśląc następnego dnia wyszukałam w internecie parę zdjęć z Montevideo i wkleiłam je na swój profil, uzupełniając, że Urugwaj jest piękny. Na mapce zaznaczyłam, że jestem w Montevideo. Ludziska zaczęli lajkować, a co poniektórzy, w tym moja siostrzenica, która obecnie jest w Anglii, napisała „zadraszczam”. Lajków nazbierało się kilkadziesiąt, w tym komentarze ach i ech. A ja śmiałam się do rozpuku. Jak łatwo podać wiadomość, w którą wszyscy święcie wierzą.
Tak działają media nie tylko społecznościowe.
Media ogólnie. Kreują rzeczywistość a naiwne ludziska wierzą, że jest to najprawdziwsza prawda. Ha!
Nawet mój terapeuta pisząc, że w środę go nie będzie i dostawszy moją odpowiedź, że „spoko, jestem teraz w Urugwaju i nie wiem, czy zdążę wrócić”, odpisał „wow”.
No, niestety, na razie był to tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Niestety :-(

Media kreują naszą rzeczywistość.

W ubiegły czwartek w sklepie z pieczywem usłyszałam za sobą „Dzień dobry. Już pani wróciła?”. Myślałam, że to jakaś moja uczennica, więc spokojnie odpowiedziałam „Dzień dobry”, ale już druga część wypowiedzi wprowadziła mnie w konsternację. „Jak to wróciłam? A gdzie ja byłam, do cholery? Zaraz, zaraz, gdzie ja byłam??? Aaaa, no tak, Urugwaj i te sprawy…” i ryknęłam śmiechem. Spojrzałam w stronę głosu i zobaczyłam nauczycielkę mojej córki, która utkwiła we mnie oczekujący wzrok, który później zamienił się w mocno zdziwiony, bo mój śmiech nie ustawał.
Krztusząc się od śmiechu powiedziałam, że to był tylko spóźniony żart prima aprilisowy. Jej mina zmieniła się błyskawicznie i oburzona zaczęła wykrzykiwać: „Ludzie wstawiają jakieś pierdoły!!! Ja zawsze piszę prawdę i tego samego oczekuję od innych! Jakieś głupoty!!!” I patrzyła w moją stronę morderczym wzrokiem.
„Nie należy wierzyć mediom!” – odparłam – „One w większości nie przekazują obiektywnej prawdy!”
Pani była mocno poruszona. Mała w szkole też usłyszała jakieś uwagi, co do mojego żartu.
Eksperyment społeczny uważam za udany.

Wczoraj jedna ze znajomych też zapytała o pobyt w Urugwaju.
– To jakaś ściema, czy byłaś ?- zapytała, wyostrzając spojrzenie.
Zrobiłam tajemniczą minę i odpowiedziałam:
– Nie, to nie ściema. Byłam.
– Taaa, pieprzysz. Wiesz ile to kosztuje…?
– Wiem, przecież tam byłam. Wyczaiłam tanie linie lotnicze i poleciałam. Na trzy dni. Tam i  z powrotem. Pięknie tam jest…
Patrzyła na mnie z mieszaniną niepokoju i niedowierzania, i zazdrości.
– Nie wierzę…
Śmiałam się jak głupia. Stojąca przy mnie Mała patrzyła na mnie, gotowa korygować i zaprzeczać. Ścisnęłam ją za rękę, patrząc jednoznacznie, żeby się nie odzywała.
– No to byłaś? – znajoma nie dawała za wygraną
– Pewnie, że nie… – odpowiedziała Mała równo ze mną, z tym, że ja głośniej odpowiedziałam, zagłuszając jej słowa:
– Pewnie, że tak…
– A tak w ogóle co słychać? – zmierzyła mnie od stóp do głów
– Wszystko jest super, co widać po mnie. Kwitnąco.
– Chyba schudłaś?!
– O tak, jestem piękna, zgrabna i powabna – śmiałam się w głos.
– No…
Znajoma siedząca już w samochodzie, zamknęła w końcu drzwi i odpaliła silnik.
Z drugą moją „znajomą” będą miały temacik do rozmów. Ale jej mina była bezcenna :-D

W domu rzeczywiście poszukałam tanich linii lotniczych do Urugwaju. Znalazłam. Bilet można zabukować w okresie od 25 stycznia 2018 do 12 lutego 2018. Najpiękniejsza, letnia pora. Cena to około 4500 zł. Ponad dwa tygodnie w Montevideo!!!! A tam jest naprawdę pięknie!!! Kiedyś tam polecę! Kiedyś… Lot trwa prawie dobę, z przesiadką.
To drugie miejsce po Tel Awiwie.
Izrael i Urugwaj – w końcu to nie jest tak wysoki koszt. Polecieć na parę dni i wrócić. Pooddychać tamtym powietrzem, nasycić oczy przepięknymi widokami i wrócić, a może nie…

A póki co, jestem w Polsce, w oczekiwaniu na święta :-D

Sienkiewicz też nie był w Rzymie a „Quo vadis” napisał, nie szczędząc pięknych opisów przyrody i miejsc.

 

Najważniejsze, że znów zaczęłam marzyć :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Siedem minut po północy… ;-)

31 gru

Minęła środa z terapią

Czwartunio

Dziś piątunio

… a właściwie sobota…

Odpoczynek

Młody załatwiał swoje sprawy. Ja oczywiści robiłam za taksówkę. Dla Małej kupione dwa opakowania śtucnych łogni.

Znaczy Sylwester tuż, tuż.

Dobrze mi się śpi w nocy…

Przejrzałam niedawno stare zdjęcia i pomyślałam, że dziwna ze mnie babka. Piękna kobieta, która ma tak „nasrane” w głowie, że nie widzi swojej wartości.

Chodzę na te sesje i wciąż jestem wycofana. Wciąż coś dukam, jestem strachliwa, ustępuję…
A czego mi brakuje???
Oprócz poczucia własnej wartości i pewności siebie – niczego.
Kurde, niejedna baka chciałaby wyglądać jak ja, tak sobie dawać radę.
Wtf!!!!
A ja taka trusia, taka dupa, za przeproszeniem!!!!
Babo, podnieś łeb do góry i spójrz normalnie na świat…

Jak ja się uchowałam przez te wszystkie lata??? Dlaczego tak pozwalałam sobą pomiatać???
A w gabinecie siedzi cień kobiety a nie ja…
Kurde takie szkoły pokończone, sukcesy w pracy, młodzież mnie lubi, dobrze wychowane dzieci, ogarnięty dom, cała Polska zjechana samochodem, a ja taka bezbarwna i tak pozwalam sobą kierować.
Jak ja przeżyłam te czterdzieści parę lat???

Ok, powtarzam się, ale patrząc na swoje zdjęcia robione kiedyś i niedawno nie mogłam się powstrzymać od takiej reakcji…

Babo uwierz w siebie!!!! Czas najwyższy!!! Wymieć ze łba wszystkie gówna nałożone przez zasranych gnojków, podnieść ją w końcu w górę i zacznij żyć a nie wegetować. TAK!!!!

Czas najwyższy!!!!

Tak myślałam w czwartek

a w piątek rano…

Jak na zawołanie napisała do mnie znajoma.

No, ta to powinna głosić mowy motywacyjne!

„Anula,Ty nie jesteś „po nic”, „niechciana”. Gdyby Twoja mama Naprawdę Cię nie chciała, nie byłoby Cię. A jesteś. I to cudnie, że jesteś. Na przekór wszystkim, którzy chcieli Cię unicestwić. A może właśnie dzięki nim jesteś? Może teraz pomyślisz:Mi co ty piepr…Może to co mówię wyda Ci się głupie,ale pomyśl, może właśnie dzięki tym wszystkim, którzy Cię tak okrutnie poranili, którzy chcieli Twojego niebytu, jesteś dziś tą wspaniałą, mądrą, cudownie ciepłą i ze wspaniałym uśmiechem Anulą? Może gdyby nie oni wszyscy dziś byłabyś głupią, pustą lalunią? Może nadętą krową? Może zadufaną w sobie zimną, wyrachowaną suką? Myślę, że ci wszyscy ludzie, te koszmary, które Ci zgotowali, ukształtowały Cię. Anula, wiem jak wielki ból nosisz w sobie, jak wiele masz ran, ale dostrzeż jaką wspaniałą kobietą dzięki temu jesteś. Szlifowanie diamentu trwało długo, bardzo długo, o wiele za długo, ale blask brylantu, który dzięki temu powstał, nie ma sobie równych. I Ty jesteś tym Brylantem
Podobno Bóg nie kładzie nam na barki ciężarów większych niż jesteśmy w stanie unieść. Tobie dał wyjątkowo duży ciężar, ale jestem pewna, że dobrze wiedział, że dasz radę go unieść, że nie zaprzepaścisz Jego planu wobec Ciebie. A Ty co? Nie tylko udźwignęłaś, ale i zrobiłaś z niego pożytek. Ten ogromny ciężar codziennie przekuwasz na dobro. Jestem pewna, że Ten tam na górze jest z Ciebie niesamowicie dumny. I wiedz, że wynagrodzi Ci to. On nie zostawia bez nagrody swoich Aniołów. Dobrze zapamiętaj te słowa, bo przyjdzie czas kiedy je wspomnisz.
I będzie to najszczęśliwszy czas w Twoim życiu. Tego jestem pewna ❤
Mi”

Oczywiście odpisałam „dzięki”

A ona:

„Nie masz dziękować, bo i nie masz za co. Przynajmniej mnie. Masz spojrzeć w lustro z zachwytem, zobaczyć w nim piękną, mądrą i wspaniałą kobietę, podnieść głowę wysoko do góry i powiedzieć głośno: Anula jesteś super babką, wszystko co najgorsze już za Tobą a teraz będzie już tylko lepiej.”

Wiem, że późno. Wiem, siedem minut po północy…

Na FB wstawiłam filmik z 2016 roku.

I poryczałam się (kurde chyba za często płaczę :-( )

To był dobry rok

Rok w nowym, bezpiecznym miejscu.

Wśród ludzi, których kocham

Wśród pięknych miejsc

Ze wspaniałymi przeżyciami kulturalnymi i muzycznymi

Dobry rok

Warto najpierw troszczyć się o siebie!

Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie

DOBRY ROK jutro dobiegnie do ostatniego dnia

Wejdę w 2017 rok

Przyjmę to, co mi przyniesie z otwartymi ramionami

A  dziś pora spać

A to piosenka z filmu, na który mam zamiar się wybrać



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Bezt tytułu… ale z ryczącym, wróć radosnym zakończeniem.

20 lis

Niedziela

Kilka razy robiłam podejścia do napisania nowego posta

Ale tak jakoś…

Brak…

Brak…

Tak jakoś…

W tygodniu się działo…

W środę pojechaliśmy na wycieczkę z młodzieżą (wśród młodzieży mój syn)

Muzeum POLIN i spotkanie z panem, który przeżył Holokaust

Pan po osiemdziesiątce. Opowiadał o czasach wojny, wyławiając z nich dobre chwile. Podczas opowieści siedział, jak mały chłopiec na za dużym krześle. Wiercił się, przebierał nogami i śmiał się jak małe dziecko. Nie epatował tragizmem, chociaż życie miał trudne. Nie przerażał. Jasna, łagodna twarz.
Opowieści okraszane żartami…
Pan miał cztery żony. Pierwszą, kiedy krył się w wypalonym mieszkaniu, w Warszawie, podczas wojny. W wieku 15 lat… Na wielkie zdziwienie na tę wiadomość, odpowiedział: „To była wojna, człowiek wtedy szybciej dorastał, szybciej stawał się dojrzały”. Z pierwszego małżeństwa miał syna. „Więcej nie odważyłem się mieć dzieci. Dzieci to wielka odpowiedzialność… ” – powiedział. Z pierwszą żoną rozwiódł się, bo „miała trudny charakter”. Później były następne małżeństwa.
W 1968 r, podczas pogromu żydowskiego, kiedy musiał wyjechać z Polski, bo dla Żydów nie było tu miejsca, wyjechał do Szwecji. Nie brał pod uwagę wyjazdu do Izraela, bo nie znał języka a poza tym, jest niewierzący, więc jak znalazłby się w obcym miejscu, obcej kulturze… Wybrał Szwecję i tam był do lat dziewięćdziesiątych. Po 1996 roku wrócił do Polski. Mieszka w Warszawie ze swoją czwartą żoną, młodszą o dwadzieścia lat.
Ma dwa psy. Mówi, że kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.
Na pytanie jak odnajduje się w obecnej sytuacji politycznej, odpowiedział, że nie zwraca na nią uwagi. Ma królewską (szwedzką) emeryturę. Nie ogląda telewizji, chyba że programy przyrodnicze. Do wypowiedzi polityków podchodzi z wielkim dystansem i ignorancją. Na wielkie zdziwienie jakie wywarły te słowa, odpowiedział, że nie mógłby inaczej postąpić, bo zmiany polityczne dla niego znaczyły też zmiany życia – wojna, czasy komunistyczne i czasy obecne. Od polityki trzyma się więc z daleka.
Jest ateistą. Zapamiętałam słowa dotyczące wiary chrześcijańskiej i żydowskiej -  obie mają z sobą wiele wspólnego – Chrystus i jego matka byli Żydami. Gdyby nie Żydzi nie byłoby chrześcijaństwa a ludzie tak zaskorupiają się w swojej nienawiści do siebie i próbują udowodnić, która wiara jest najlepsza i dlaczego. Rozkręcają spiralę nienawiści, jakby nie wiedzieli, że w obliczu zagrożenia śmiercią nie będzie ważne do jakiego boga należą. W takich sytuacjach zawsze zostaną sami.
Wyjeżdżając do Szwecji nie martwił się, że musi wszystko zostawić, ale martwił się, kto mu poda śniadanie…
Ukrywając się w ruinach Warszawy bał się… sąsiadów. Tak, nie Niemców ale sąsiadów. To oni denuncjowali „podejrzane” osoby hitlerowcom.
Cała jego rodzina – ojciec,matka i dwóch braci,  zginęli podczas wojny.
Syn z pierwszego małżeństwa nie utrzymuje z nim kontaktu. Ma mu za złe, że ojciec związał się z kobietą 20 lat młodszą.
Na spotkaniu, na sali, siedział jego przyjaciel, obecny przy nim od czasów wojny. Piękna przyjaźń…
Obaj panowie stanęli do zdjęcia z naszą grupą.
Była jeszcze zabawna wymiana zdań dotycząca braku włosów u pana Jana. Mężczyzna roześmiał się i stwierdził, że to proces naturalny. „Mając cztery żony włosy musiały wyjść od głaskania. Każda przez jakiś czas przecież musiała głaskać po głowie i efekty są widoczne”.

O panu Janie Karpińskim możecie przeczytać <<<tu>>>>

Można również obejrzeć film p.t. „Szczęście i przypadki”. Na stronie, w opisie filmu napisano „Jan Karpiński, uciekinier z krakowskiego, a następnie lwowskiego getta, jest nie tylko Żydem ocalałym z Holocaustu, ale też jednym z nielicznych żyjących robinsonów warszawskich. Chłopcom pochodzenia żydowskiego było o wiele trudniej przetrwać okupację hitlerowską niż żydowskim dziewczynkom. Łatwiej było zweryfikować ich tożsamość.” – a pan Jan to taka skromna, niepozorna postać. Dziecięce zachowanie, dziecięcy śmiech, iskierki w oczach i pogodna, spokojna twarz.

Film można też obejrzeć na stronie <<<<tu>>>>

A później była wizyta w kinie

Film, który mocno przeżyłam

Po powrocie do domu napisałam:

(sorry za niecenzuralne słowa)

„Obejrzałam „Wołyń”

……………………………………………………………………………………………………………………………..

……………………………………………………………………………………………………………………………..

W pewnym momencie nie miałam siły „unosić” scen filmowych

PRZEMOC

ZEZWIERZĘCENIE

OKRUCIEŃSTWO

POTWORNOŚĆ

LUDZIE BYLI POTWORAMI

Kurwa, dlaczego świat musi się dzielić na lepszych i gorszych, Żydów, Ukraińców, Polaków??? Dlaczego?????

Boli mnie głowa. Wyniosłam z tego kina obezwładniający lęk. Wiem, że to tylko sceny kinowe…
Chciałam wyjść, kiedy zaczęła się eskalacja okrucieństwa. Nie mogłam patrzeć na rozrywane ciała, zrąbywanych siekierami ludzi, nie mogłam patrzeć na ich przerażenie. Nie unosiłam tego…

Postać żyda zatłuczonego łopatą w lesie… Tak bardzo realna… Żyd żywcem wyjęty ze starych rysunków, z pejsami, brodą i haczykowatym nosem… Tak bardzo przerażony, kiedy ukrywał się z żoną i dzieckiem w chlewie…

Znakomita gra aktorska…

Przerażający realizm…

Młoda Polka z dzieckiem…

Kurwa, nie mogę…

Watki nacjonalistyczne

Wątki religijne

Zaślepienie ideologią

Ślepe oddanie przywódcom

Okrucieństwo

Trupy zmasakrowanych ludzi…

I ten paraliżujący strach

Pułapka bez wyjścia, bo najgorsi wrogowie to najbliżsi sąsiedzi. Życie stające się niebezpieczną pułapką…

Nie możesz żyć, bo jesteś Żydem…

Nie możesz żyć, bo jesteś Polakiem…

A śmierć nie może być łagodna, musi być jak najbardziej okrutna…

Zwierzęta nie są tak okrutne, jak ludzie. Zwierzęta nie zabijają dla przyjemności

Matko, chyba dziś nie usnę………………………………………………………….”

I rzeczywiście, nie mogłam usnąć do 2 nad ranem

Źle spałam

Źle się czułam w czwartek

W głowie wciąż siedziała postać głównej bohaterki. Pięknej, młodej blondynki z dzieckiem. Tragiczna postać. Dziejące się niezależnie od niej wydarzenia uwięziły ją w niechcianym małżeństwie a później w tragicznym i okrutnym miejscu i czasie.

Film mocno psychologiczny. Aktorzy w mistrzowski sposób „wciągają” widza w swoje przeżycia: na początku radość (wesele Polki i Ukraińca), później zaskoczenie (ślub młodej Zosi z dużo od niej starszym mężczyzną) i kulminacja – rzeź Polaków i Żydów przez prymitywnych Ukraińców – strach, przerażenie, osamotnienie. BARDZO DUŻO OKRUCIEŃSTWA.

Zaskoczyła mnie gra aktorska, na przykład, Arkadiusza Jakubika. Aktora widziałam w scenach komediowych a w filmie jest bardzo tragiczną postacią.
Podobnie Tomasz Sapryk -grał rolę Żyda prowadzącego karczmę. Tragicznie zginął w lesie.

I mistrzowska rola młodej Zosi, zagrana przez Michalinę Łabacz.

Ten film na długo zostanie w mojej pamięci. Na długo…

Nie uniosłam emocji. Po wyjściu z kina rozryczałam się… Pobiegłam do toalety, żeby obmyć twarz zimna wodą i żeby uczniowie nie widzieli szlochającej nauczycielki.

No i napisałam, opisałam to co siedziało we mnie od środy.

A później, w piątek, dostałam wiadomość od Moniki z bloga „Singiel mama” o nowym wpisie/audycji w aplikacji Audio-Blog. Nowym, moim wpisie, pięknie przeczytanym przez Monikę.

Monika ma piękny, zdecydowany głos. Lubię  go słuchać. I na końcu słowa, że jest ze mnie dumna…

Na Facebooku napisałam” Mój wpis w aplikacji AudioBlog pięknie przeczytany przez Monikę Autorkę bloga Singiel Mama
Co czułam kiedy odsłuchałam podcast?
Kiedy byś mnie spotkał/a nigdy byś nie zgadł/a, że moja przeszłość była taka. Nie, nie jestem duszą towarzystwa, raczej unikam ludzi. Nawet teraz, kiedy jest dobrze, najlepiej mi w zaciszu domowym. Mój blog daje wiele nadziei tym ,którzy go czytają i mnie samej. W połowie „napisany” przez mojego terapeutę (chociaż on o tym nie wie).
Jestem zwykłą kobietą. Nie lubię określenia „ofiara”, bo ono bardzo stygmatyzuje.
Co czułam po odsłuchaniu audycji??? Rozczulenie, że ktoś jest ze mnie dumny i wstyd, że przeszłam taką drogę. Jeszcze wstyd… Duma została gdzieś głęboko ukryta…”

Tak, duma z tego, że daję radę normalnie żyć i wychowywać dzieci, że mam siłę chodzić na kolejne sesje terapeutyczne, które są mega trudne, jest głęboko ukryta. Jest wstydliwie skrywana i zamykana na kilka spustów.

Wpadam na bloga i pisze pozytywne słowa, ale wiadomo, że życie jest życiem i nie oszczędza mnie od trudnych chwil. Ludzie widzą mnie często zamyśloną i poważną, ze wzrokiem utkwionym w okno, siedzącą, ale nieobecną. Podobno częściej się złoszczę i mówię, że coś mi się nie podoba a tu, na blogowej stronie jest tyle uśmiechu i pozytywnych opowieści. Nie, to nie jest objaw „schizofrenii” ;-) Blog jest moją niszą spokoju a poza tym, słowa muszą przeczytać wszyscy a mojego głosu, tej „nieobecnej” Anki słucha niewielu. Nie narzucam się ze swoją obecnością, nie staję w pierwszym rzędzie i nie krzyczę, wolę miejsca z tyłu i bycie cieniem… W końcu nauki z dzieciństwa nie idą w las…

Hmmm

Monika naprawdę pięknie przeczytała mój wpis.

Dzięki Monisiu :-D

Chciałam ten wpis zatytułować „Rycząca czterdziestka” – bo też w tym tygodniu dużo „ryczałam”. Łzy były częstymi gośćmi na mojej twarzy, ale podobno płacz jest oczyszczający.
A dziś spokojna niedziela i nawet słoneczko wyjrzało zza chmur…
Razem z córką oglądamy jakąś komedię i śmiejemy się z całego serca…

Dla takich chwil warto żyć ♥

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Warto otaczać się poztywnymi ludźmi i muzyką ☺

10 wrz

Dzień dobry piękne słoneczko za oknem. Dzień dobry!!!!

Oj dobry!

Wczorajszy wieczór spędzony w lokalu znajomych. Tak. Powróciłam do niech a właściwie do słuchania zespołów w ich lokalu.
Wczoraj koncert super grupy. Dwóch chłopaków. Fajny klimat, super głos w akompaniamencie gitary. Światowe przeboje i ich własne utwory. Byli kiedyś w klubie. Kupiłam wtedy od nich płytę.
Grupa Riffertonepolecam z całego serca. I jeszcze coś polecam – mały, przytulny lokalik w małym mieście. Jest klimatycznie, muzycznie i i z serdeczną atmosferą. W miasteczku Ostrów Mazowiecka a lokal nazywa się „Vinyl Club”Jeżeli ktoś będzie przejeżdżał przez tę miejscowość warto „wpaść” i poczuć przyjazny klimat.

Umówiłam się ze znajomą.
Usiadłyśmy z B w boksie.
Zanim zaczęła grać muzyka mogłyśmy sobie pogadać o różnościach.
B to śliczna kobietka. Śliczna i mega mocna. Przeszła przez ciężkie lata w swoim życiu. Kiedy na nią patrzyłam, myślałam, jak taka krucha osoba to wszystko uniosła? Uniosła. Wychowała dwoje dzieci. Z uśmiechem na twarzy i miłością w oczach.

Miły wieczór. Dużo rozmów. Takie gadu, gadu, gadu a później słuchanie muzyki, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;-)

Rozmawiałam z B o moim blogu. Tak wiele ciepłych słów nie słyszałam na temat mojego pisania już bardzo dawno. Dowiedziałam się, że ten blog daje pozytywnego kopa. Daje nadzieję…
Bardzo się cieszę, że tak jest. Bardzo

Ostatnio napisała do mnie kobieta z historią lustrzaną do mojej. Gryzłam się zanim odpisałam. Najpierw napisałam długi list z użalaniem się nad nią, z jakimiś domorosłymi radami. Zapisałam go. Pochodziłam parę godzin. Przemyślałam i napisałam króciutką wiadomość. Że jej bardzo współczuję, ale nie mogę udzielić żadnej rady, bo to byłoby tak, jakbym swoje niezałatwione sprawy chciała załatwić jej życiem. A to jej życie, jej emocje, jej niepowtarzalne sytuacje. NIE MOJE! Jedyne co mogłam, to prosić, żeby znalazła sobie radcę prawnego i dobrego terapeutę. Chodząc na terapię sama dojrzeje  do własnych decyzji związanych ze swoim życiem.
Doradzając inaczej wyrządziłabym więcej szkody niż pożytku.
Cieszy mnie jedno, że odważyła się opowiedzieć swoją historię kobiecie, której nie widziała na oczy i zna tylko z blogowych wpisów. To jakiś początek. Początek dostrzeżenia własnej wartości i przełamania strachu i wstydu. Ta kobieta dostrzegła nareszcie swoją wartość i to że warto o siebie zadbać. To dobry początek. Początek czegoś dobrego.

Przez terapię nauczyłam się, że zawód doradcy życiowego i pomocnej pielęgniarki jest nie dla mnie. Lubię słuchać ludzi. Widzieć w nich ogromną siłę, dzięki której wychodzą z najgorszych sytuacji i mówić im o tej sile. I tak jak powiedziała B w rozmowie ze mną „Czasami lepiej jak ktoś wysłucha. Tylko wysłucha. Bez komentarzy i doradzania”. Od niedawna stałam się takim słuchaczem i czuje się z tym bardzo dobrze.

I na koniec piosenka zespoły z wczorajszego koncertu.  Bardzo pozytywna piosenka z bardzo pozytywnego miejsca.

Dobrze jest mieć dookoła siebie pozytywne osoby i miejsca.

Dziękuję B za wczorajszy wieczór ♥

a Znajomym za stworzenie pozytywnego miejsca do muzycznych (i nie tylko)  przeżyć.

To był super wieczór

Może później będą zdjęcia z koncertu :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Niech ci nie będzie żal, że czas przemija… 2

27 sie

Siedzę przed laptopem

Twarz oświetlona światłem z ekranu odbija się w lustrze szafy przede mną

Kurde, mam ładne oczy. Uśmiechnięte spojrzenie, pełne ciepła…

Od kiedy… Nie wiem

Ostatnio zbieram różne sygnały od znajomych

Rejestruje je

Usłyszałam, że:

Spoważniałam…

Pięknie wyglądam – „Służy ci ta terapia”

Jak echo odbijają się słowa terapeuty, że osoby w terapii nie widzą swojej zmiany

Krewna podczas rozmowy ze mną o przeszłości i o tym, że nasze dzieci rosną bardzo szybko a my wciąż „Młode i piękne” westchnęła: „Chciałabym, żeby te młode lata się wróciły”

„A ja nie!” – odparowałam. Nie chcę, żeby wracały! – spojrzała na mnie zaskoczona i skończyła rozmowę…

Nie żałuję tego, że robię się coraz starsza. Że zmarszczki w kącikach oczu. Że kilogramów przybywa. Że siwe włosy zaanektowały większość fryzury i trzeba je farbować ( nie mam odwagi ich zostawić bez farby, więc farbuję na mój naturalny ciemny blond).

Nie  żałuję, że większość mojego życia była trudnym doświadczeniem. Czego się nauczyłam, to moje!!! Nie oddałabym ani jednego roku!!!

Dziś przepiękny, słoneczny dzień

Patrzę w swoje oczy odbijające się w lustrze

- „No śliczna, życie jest piękne!!!”

Jest jak wino

Im starsze, tym bogatszy bukiet

im starsze, tym bardziej smakuje

Banały, trywializuje?! No, może… Troszeczkę

Nie żałuję :-)

***

Wyhaczyłam w Empiku książkę – podobno dobra – „Małe życie” . Ogromna cegła – 813 stron

I dwie składanki „Najlepsze hity dla ciebie”. Dwa albumy trzypłytowe. No hiciory!! Fakt :-)

W domu króluje teraz muzyka

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie