RSS
 

Notki z tagiem ‘Śmiech’

Sztuka kochania według Miśki Wisłockiej jest mega OK ♥

25 lut

Plany na dziś?

O 14 idziemy na Wisłocką, „Sztuka kochania”.

Pamiętam książkę wyklętą  w szkole, do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”, z rysunkami pozycji seksualnych i ich opisem. Ale była draka…
Czas leci a ludzie się nie zmieniają…
Dziś też największe draki są na tematy dotyczące seksualności…

Coraz bardziej mam dość Facebooka :-?

Zaraz, jak to się mówiło?? Chyba targowisko próżności?!
Uśmiechnięte twarze, zdjęcia z odległych zakątków świata, koniecznie z palmami w tle, statusy: „szczęśliwa”, „zakochana”, jakiś tam, jakaś tam…
Dlaczego nikt nie wstawia swoich zdjęć kiedy ma doła, kiedy w gumiakach kopie zarośniętą chwastami działkę (fajne byłoby zdjęcie kiedy ten ktoś ubrany byłby jedynie w gumiaki ;-) ) , kiedy partner/partnerka ma podbite oko (zdarza się), kiedy nic się nie chce, kiedy na stole jest jedno naczynie, bo nikt nie towarzyszy w w uroczystej kolacji, albo…
Wszyscy tam są szczęśliwi, w podróży (koniecznie egzotycznej), w pełnej rodzinie i koniecznie z mega uśmiechami.
Młodzież chwali się melanżami i wstawia zdjęcia z aut, koniecznie ze stanem licznika, albo pręży muskuły…
Młode mamy wstawiają zdjęcia różowych bobasów, albo podrośniętych urwisów.
Pary w żelaznych uściskach, cheek to cheek, patrzące sobie głęboko w oczy…
Imprezy są wypasione, a ludziska roześmiani…
No i koniecznie memy polityczne, memy psychologiczne, psychoterapeutyczne: jak lepiej żyć, jak lepiej politykować, jak…
Uffff

Ok, brakuje mi spotkań z żywymi ludźmi… Normalnymi ludźmi

*******

No i wybrałam się do kina…

Towarzystwo znakomite… ♥

Film znakomity

Lekki. Do śmiechu, do zadumania, do popatrzenia… Ech…

Były sceny seksu, a jakże. Może nawet ostrego seksu, a jakże…

Historia Michaliny Wisłockiej i jej książki „Sztuka kochania”

Czasy raczej niewesołe: najpierw wojna a później ciemne czasy komunizmu, ale wszystko pokazane lekko, bez martyrologi (dzięki ci, Mario Sadowska), bez stresu i zaciskania pięści.
Postać Wisłockiej, prawdziwej kobiety, która kobietom pokazuje, że seks jest ok, a orgazm jest mega ok :-D

Śmiałam się z postawy komuchów, którzy bardziej niż kościół bronili tajności tematu seksu. Seks tylko w małżeństwie, po cichu, przy zgaszonym świetle i kobiety nie mają prawa o nim dyskutować. To grozi rozbiciem małżeństwa, rozwiązłością a wręcz kurewstwem.  Seks był zarezerwowany tylko dla mężczyzn, a tu kobieta wpada do ich biur i otwarcie mówi, że napisała o tym książkę i żąda jej wydania.

Śmiałam się, kiedy Wisłocka na wsi, w jakiejś stodole, ma prelekcję o metodach antykoncepcji. Wlewa do prezerwatywy napój i mówi” „No proszę, wszedł cały ptyś”. Mówi o sposobach zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, narażając się na gniew zgromadzonych ludzi. W pewnym momencie wstaje ksiądz i razem z grupą młodzieży śpiewa, jakby odprawiał egzorcyzm (brakuje mu tylko krzyża w ręku) „Pasterzem moim jest Pan, niczego mi nie braknie”, jakby Wisłocka była szatanem w czystej postaci i trzeba było bronić się przed nią za wszelką cenę.

Postać Wisłockiej, super zagrana przez Boczarską. Michalina Wisłocka, kobieta lekarz, z misją, z charakterem, uparta w dążeniu do edukowania kobiet w dziedzinie seksu a prywatnie słaba kobieta, która w imię miłości do mężczyzny zgodziła się na życie w trójkącie. Która prawdziwą, piękną, erotyczna miłość poznała z facetem, który miał żonę i córkę…
Miłość, miłość, miłość…

Film pełen „smaczków” erotycznych, socjologicznych, kulturowych.

Fajny, lekki, humorystyczny.

Warty obejrzenia. Oj, warty

***

Dzięki za towarzystwo B.
Wiem, że czytasz mój blog, więc bardzo dziękuję za wspólne obejrzenie filmu ♥
Takiego wyjścia było mi trzeba :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Siedem minut po północy… ;-)

31 gru

Minęła środa z terapią

Czwartunio

Dziś piątunio

… a właściwie sobota…

Odpoczynek

Młody załatwiał swoje sprawy. Ja oczywiści robiłam za taksówkę. Dla Małej kupione dwa opakowania śtucnych łogni.

Znaczy Sylwester tuż, tuż.

Dobrze mi się śpi w nocy…

Przejrzałam niedawno stare zdjęcia i pomyślałam, że dziwna ze mnie babka. Piękna kobieta, która ma tak „nasrane” w głowie, że nie widzi swojej wartości.

Chodzę na te sesje i wciąż jestem wycofana. Wciąż coś dukam, jestem strachliwa, ustępuję…
A czego mi brakuje???
Oprócz poczucia własnej wartości i pewności siebie – niczego.
Kurde, niejedna baka chciałaby wyglądać jak ja, tak sobie dawać radę.
Wtf!!!!
A ja taka trusia, taka dupa, za przeproszeniem!!!!
Babo, podnieś łeb do góry i spójrz normalnie na świat…

Jak ja się uchowałam przez te wszystkie lata??? Dlaczego tak pozwalałam sobą pomiatać???
A w gabinecie siedzi cień kobiety a nie ja…
Kurde takie szkoły pokończone, sukcesy w pracy, młodzież mnie lubi, dobrze wychowane dzieci, ogarnięty dom, cała Polska zjechana samochodem, a ja taka bezbarwna i tak pozwalam sobą kierować.
Jak ja przeżyłam te czterdzieści parę lat???

Ok, powtarzam się, ale patrząc na swoje zdjęcia robione kiedyś i niedawno nie mogłam się powstrzymać od takiej reakcji…

Babo uwierz w siebie!!!! Czas najwyższy!!! Wymieć ze łba wszystkie gówna nałożone przez zasranych gnojków, podnieść ją w końcu w górę i zacznij żyć a nie wegetować. TAK!!!!

Czas najwyższy!!!!

Tak myślałam w czwartek

a w piątek rano…

Jak na zawołanie napisała do mnie znajoma.

No, ta to powinna głosić mowy motywacyjne!

„Anula,Ty nie jesteś „po nic”, „niechciana”. Gdyby Twoja mama Naprawdę Cię nie chciała, nie byłoby Cię. A jesteś. I to cudnie, że jesteś. Na przekór wszystkim, którzy chcieli Cię unicestwić. A może właśnie dzięki nim jesteś? Może teraz pomyślisz:Mi co ty piepr…Może to co mówię wyda Ci się głupie,ale pomyśl, może właśnie dzięki tym wszystkim, którzy Cię tak okrutnie poranili, którzy chcieli Twojego niebytu, jesteś dziś tą wspaniałą, mądrą, cudownie ciepłą i ze wspaniałym uśmiechem Anulą? Może gdyby nie oni wszyscy dziś byłabyś głupią, pustą lalunią? Może nadętą krową? Może zadufaną w sobie zimną, wyrachowaną suką? Myślę, że ci wszyscy ludzie, te koszmary, które Ci zgotowali, ukształtowały Cię. Anula, wiem jak wielki ból nosisz w sobie, jak wiele masz ran, ale dostrzeż jaką wspaniałą kobietą dzięki temu jesteś. Szlifowanie diamentu trwało długo, bardzo długo, o wiele za długo, ale blask brylantu, który dzięki temu powstał, nie ma sobie równych. I Ty jesteś tym Brylantem
Podobno Bóg nie kładzie nam na barki ciężarów większych niż jesteśmy w stanie unieść. Tobie dał wyjątkowo duży ciężar, ale jestem pewna, że dobrze wiedział, że dasz radę go unieść, że nie zaprzepaścisz Jego planu wobec Ciebie. A Ty co? Nie tylko udźwignęłaś, ale i zrobiłaś z niego pożytek. Ten ogromny ciężar codziennie przekuwasz na dobro. Jestem pewna, że Ten tam na górze jest z Ciebie niesamowicie dumny. I wiedz, że wynagrodzi Ci to. On nie zostawia bez nagrody swoich Aniołów. Dobrze zapamiętaj te słowa, bo przyjdzie czas kiedy je wspomnisz.
I będzie to najszczęśliwszy czas w Twoim życiu. Tego jestem pewna ❤
Mi”

Oczywiście odpisałam „dzięki”

A ona:

„Nie masz dziękować, bo i nie masz za co. Przynajmniej mnie. Masz spojrzeć w lustro z zachwytem, zobaczyć w nim piękną, mądrą i wspaniałą kobietę, podnieść głowę wysoko do góry i powiedzieć głośno: Anula jesteś super babką, wszystko co najgorsze już za Tobą a teraz będzie już tylko lepiej.”

Wiem, że późno. Wiem, siedem minut po północy…

Na FB wstawiłam filmik z 2016 roku.

I poryczałam się (kurde chyba za często płaczę :-( )

To był dobry rok

Rok w nowym, bezpiecznym miejscu.

Wśród ludzi, których kocham

Wśród pięknych miejsc

Ze wspaniałymi przeżyciami kulturalnymi i muzycznymi

Dobry rok

Warto najpierw troszczyć się o siebie!

Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie

DOBRY ROK jutro dobiegnie do ostatniego dnia

Wejdę w 2017 rok

Przyjmę to, co mi przyniesie z otwartymi ramionami

A  dziś pora spać

A to piosenka z filmu, na który mam zamiar się wybrać



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Bezt tytułu… ale z ryczącym, wróć radosnym zakończeniem.

20 lis

Niedziela

Kilka razy robiłam podejścia do napisania nowego posta

Ale tak jakoś…

Brak…

Brak…

Tak jakoś…

W tygodniu się działo…

W środę pojechaliśmy na wycieczkę z młodzieżą (wśród młodzieży mój syn)

Muzeum POLIN i spotkanie z panem, który przeżył Holokaust

Pan po osiemdziesiątce. Opowiadał o czasach wojny, wyławiając z nich dobre chwile. Podczas opowieści siedział, jak mały chłopiec na za dużym krześle. Wiercił się, przebierał nogami i śmiał się jak małe dziecko. Nie epatował tragizmem, chociaż życie miał trudne. Nie przerażał. Jasna, łagodna twarz.
Opowieści okraszane żartami…
Pan miał cztery żony. Pierwszą, kiedy krył się w wypalonym mieszkaniu, w Warszawie, podczas wojny. W wieku 15 lat… Na wielkie zdziwienie na tę wiadomość, odpowiedział: „To była wojna, człowiek wtedy szybciej dorastał, szybciej stawał się dojrzały”. Z pierwszego małżeństwa miał syna. „Więcej nie odważyłem się mieć dzieci. Dzieci to wielka odpowiedzialność… ” – powiedział. Z pierwszą żoną rozwiódł się, bo „miała trudny charakter”. Później były następne małżeństwa.
W 1968 r, podczas pogromu żydowskiego, kiedy musiał wyjechać z Polski, bo dla Żydów nie było tu miejsca, wyjechał do Szwecji. Nie brał pod uwagę wyjazdu do Izraela, bo nie znał języka a poza tym, jest niewierzący, więc jak znalazłby się w obcym miejscu, obcej kulturze… Wybrał Szwecję i tam był do lat dziewięćdziesiątych. Po 1996 roku wrócił do Polski. Mieszka w Warszawie ze swoją czwartą żoną, młodszą o dwadzieścia lat.
Ma dwa psy. Mówi, że kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.
Na pytanie jak odnajduje się w obecnej sytuacji politycznej, odpowiedział, że nie zwraca na nią uwagi. Ma królewską (szwedzką) emeryturę. Nie ogląda telewizji, chyba że programy przyrodnicze. Do wypowiedzi polityków podchodzi z wielkim dystansem i ignorancją. Na wielkie zdziwienie jakie wywarły te słowa, odpowiedział, że nie mógłby inaczej postąpić, bo zmiany polityczne dla niego znaczyły też zmiany życia – wojna, czasy komunistyczne i czasy obecne. Od polityki trzyma się więc z daleka.
Jest ateistą. Zapamiętałam słowa dotyczące wiary chrześcijańskiej i żydowskiej -  obie mają z sobą wiele wspólnego – Chrystus i jego matka byli Żydami. Gdyby nie Żydzi nie byłoby chrześcijaństwa a ludzie tak zaskorupiają się w swojej nienawiści do siebie i próbują udowodnić, która wiara jest najlepsza i dlaczego. Rozkręcają spiralę nienawiści, jakby nie wiedzieli, że w obliczu zagrożenia śmiercią nie będzie ważne do jakiego boga należą. W takich sytuacjach zawsze zostaną sami.
Wyjeżdżając do Szwecji nie martwił się, że musi wszystko zostawić, ale martwił się, kto mu poda śniadanie…
Ukrywając się w ruinach Warszawy bał się… sąsiadów. Tak, nie Niemców ale sąsiadów. To oni denuncjowali „podejrzane” osoby hitlerowcom.
Cała jego rodzina – ojciec,matka i dwóch braci,  zginęli podczas wojny.
Syn z pierwszego małżeństwa nie utrzymuje z nim kontaktu. Ma mu za złe, że ojciec związał się z kobietą 20 lat młodszą.
Na spotkaniu, na sali, siedział jego przyjaciel, obecny przy nim od czasów wojny. Piękna przyjaźń…
Obaj panowie stanęli do zdjęcia z naszą grupą.
Była jeszcze zabawna wymiana zdań dotycząca braku włosów u pana Jana. Mężczyzna roześmiał się i stwierdził, że to proces naturalny. „Mając cztery żony włosy musiały wyjść od głaskania. Każda przez jakiś czas przecież musiała głaskać po głowie i efekty są widoczne”.

O panu Janie Karpińskim możecie przeczytać <<<tu>>>>

Można również obejrzeć film p.t. „Szczęście i przypadki”. Na stronie, w opisie filmu napisano „Jan Karpiński, uciekinier z krakowskiego, a następnie lwowskiego getta, jest nie tylko Żydem ocalałym z Holocaustu, ale też jednym z nielicznych żyjących robinsonów warszawskich. Chłopcom pochodzenia żydowskiego było o wiele trudniej przetrwać okupację hitlerowską niż żydowskim dziewczynkom. Łatwiej było zweryfikować ich tożsamość.” – a pan Jan to taka skromna, niepozorna postać. Dziecięce zachowanie, dziecięcy śmiech, iskierki w oczach i pogodna, spokojna twarz.

Film można też obejrzeć na stronie <<<<tu>>>>

A później była wizyta w kinie

Film, który mocno przeżyłam

Po powrocie do domu napisałam:

(sorry za niecenzuralne słowa)

„Obejrzałam „Wołyń”

……………………………………………………………………………………………………………………………..

……………………………………………………………………………………………………………………………..

W pewnym momencie nie miałam siły „unosić” scen filmowych

PRZEMOC

ZEZWIERZĘCENIE

OKRUCIEŃSTWO

POTWORNOŚĆ

LUDZIE BYLI POTWORAMI

Kurwa, dlaczego świat musi się dzielić na lepszych i gorszych, Żydów, Ukraińców, Polaków??? Dlaczego?????

Boli mnie głowa. Wyniosłam z tego kina obezwładniający lęk. Wiem, że to tylko sceny kinowe…
Chciałam wyjść, kiedy zaczęła się eskalacja okrucieństwa. Nie mogłam patrzeć na rozrywane ciała, zrąbywanych siekierami ludzi, nie mogłam patrzeć na ich przerażenie. Nie unosiłam tego…

Postać żyda zatłuczonego łopatą w lesie… Tak bardzo realna… Żyd żywcem wyjęty ze starych rysunków, z pejsami, brodą i haczykowatym nosem… Tak bardzo przerażony, kiedy ukrywał się z żoną i dzieckiem w chlewie…

Znakomita gra aktorska…

Przerażający realizm…

Młoda Polka z dzieckiem…

Kurwa, nie mogę…

Watki nacjonalistyczne

Wątki religijne

Zaślepienie ideologią

Ślepe oddanie przywódcom

Okrucieństwo

Trupy zmasakrowanych ludzi…

I ten paraliżujący strach

Pułapka bez wyjścia, bo najgorsi wrogowie to najbliżsi sąsiedzi. Życie stające się niebezpieczną pułapką…

Nie możesz żyć, bo jesteś Żydem…

Nie możesz żyć, bo jesteś Polakiem…

A śmierć nie może być łagodna, musi być jak najbardziej okrutna…

Zwierzęta nie są tak okrutne, jak ludzie. Zwierzęta nie zabijają dla przyjemności

Matko, chyba dziś nie usnę………………………………………………………….”

I rzeczywiście, nie mogłam usnąć do 2 nad ranem

Źle spałam

Źle się czułam w czwartek

W głowie wciąż siedziała postać głównej bohaterki. Pięknej, młodej blondynki z dzieckiem. Tragiczna postać. Dziejące się niezależnie od niej wydarzenia uwięziły ją w niechcianym małżeństwie a później w tragicznym i okrutnym miejscu i czasie.

Film mocno psychologiczny. Aktorzy w mistrzowski sposób „wciągają” widza w swoje przeżycia: na początku radość (wesele Polki i Ukraińca), później zaskoczenie (ślub młodej Zosi z dużo od niej starszym mężczyzną) i kulminacja – rzeź Polaków i Żydów przez prymitywnych Ukraińców – strach, przerażenie, osamotnienie. BARDZO DUŻO OKRUCIEŃSTWA.

Zaskoczyła mnie gra aktorska, na przykład, Arkadiusza Jakubika. Aktora widziałam w scenach komediowych a w filmie jest bardzo tragiczną postacią.
Podobnie Tomasz Sapryk -grał rolę Żyda prowadzącego karczmę. Tragicznie zginął w lesie.

I mistrzowska rola młodej Zosi, zagrana przez Michalinę Łabacz.

Ten film na długo zostanie w mojej pamięci. Na długo…

Nie uniosłam emocji. Po wyjściu z kina rozryczałam się… Pobiegłam do toalety, żeby obmyć twarz zimna wodą i żeby uczniowie nie widzieli szlochającej nauczycielki.

No i napisałam, opisałam to co siedziało we mnie od środy.

A później, w piątek, dostałam wiadomość od Moniki z bloga „Singiel mama” o nowym wpisie/audycji w aplikacji Audio-Blog. Nowym, moim wpisie, pięknie przeczytanym przez Monikę.

Monika ma piękny, zdecydowany głos. Lubię  go słuchać. I na końcu słowa, że jest ze mnie dumna…

Na Facebooku napisałam” Mój wpis w aplikacji AudioBlog pięknie przeczytany przez Monikę Autorkę bloga Singiel Mama
Co czułam kiedy odsłuchałam podcast?
Kiedy byś mnie spotkał/a nigdy byś nie zgadł/a, że moja przeszłość była taka. Nie, nie jestem duszą towarzystwa, raczej unikam ludzi. Nawet teraz, kiedy jest dobrze, najlepiej mi w zaciszu domowym. Mój blog daje wiele nadziei tym ,którzy go czytają i mnie samej. W połowie „napisany” przez mojego terapeutę (chociaż on o tym nie wie).
Jestem zwykłą kobietą. Nie lubię określenia „ofiara”, bo ono bardzo stygmatyzuje.
Co czułam po odsłuchaniu audycji??? Rozczulenie, że ktoś jest ze mnie dumny i wstyd, że przeszłam taką drogę. Jeszcze wstyd… Duma została gdzieś głęboko ukryta…”

Tak, duma z tego, że daję radę normalnie żyć i wychowywać dzieci, że mam siłę chodzić na kolejne sesje terapeutyczne, które są mega trudne, jest głęboko ukryta. Jest wstydliwie skrywana i zamykana na kilka spustów.

Wpadam na bloga i pisze pozytywne słowa, ale wiadomo, że życie jest życiem i nie oszczędza mnie od trudnych chwil. Ludzie widzą mnie często zamyśloną i poważną, ze wzrokiem utkwionym w okno, siedzącą, ale nieobecną. Podobno częściej się złoszczę i mówię, że coś mi się nie podoba a tu, na blogowej stronie jest tyle uśmiechu i pozytywnych opowieści. Nie, to nie jest objaw „schizofrenii” ;-) Blog jest moją niszą spokoju a poza tym, słowa muszą przeczytać wszyscy a mojego głosu, tej „nieobecnej” Anki słucha niewielu. Nie narzucam się ze swoją obecnością, nie staję w pierwszym rzędzie i nie krzyczę, wolę miejsca z tyłu i bycie cieniem… W końcu nauki z dzieciństwa nie idą w las…

Hmmm

Monika naprawdę pięknie przeczytała mój wpis.

Dzięki Monisiu :-D

Chciałam ten wpis zatytułować „Rycząca czterdziestka” – bo też w tym tygodniu dużo „ryczałam”. Łzy były częstymi gośćmi na mojej twarzy, ale podobno płacz jest oczyszczający.
A dziś spokojna niedziela i nawet słoneczko wyjrzało zza chmur…
Razem z córką oglądamy jakąś komedię i śmiejemy się z całego serca…

Dla takich chwil warto żyć ♥

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

Warto otaczać się poztywnymi ludźmi i muzyką ☺

10 wrz

Dzień dobry piękne słoneczko za oknem. Dzień dobry!!!!

Oj dobry!

Wczorajszy wieczór spędzony w lokalu znajomych. Tak. Powróciłam do niech a właściwie do słuchania zespołów w ich lokalu.
Wczoraj koncert super grupy. Dwóch chłopaków. Fajny klimat, super głos w akompaniamencie gitary. Światowe przeboje i ich własne utwory. Byli kiedyś w klubie. Kupiłam wtedy od nich płytę.
Grupa Riffertonepolecam z całego serca. I jeszcze coś polecam – mały, przytulny lokalik w małym mieście. Jest klimatycznie, muzycznie i i z serdeczną atmosferą. W miasteczku Ostrów Mazowiecka a lokal nazywa się „Vinyl Club”Jeżeli ktoś będzie przejeżdżał przez tę miejscowość warto „wpaść” i poczuć przyjazny klimat.

Umówiłam się ze znajomą.
Usiadłyśmy z B w boksie.
Zanim zaczęła grać muzyka mogłyśmy sobie pogadać o różnościach.
B to śliczna kobietka. Śliczna i mega mocna. Przeszła przez ciężkie lata w swoim życiu. Kiedy na nią patrzyłam, myślałam, jak taka krucha osoba to wszystko uniosła? Uniosła. Wychowała dwoje dzieci. Z uśmiechem na twarzy i miłością w oczach.

Miły wieczór. Dużo rozmów. Takie gadu, gadu, gadu a później słuchanie muzyki, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;-)

Rozmawiałam z B o moim blogu. Tak wiele ciepłych słów nie słyszałam na temat mojego pisania już bardzo dawno. Dowiedziałam się, że ten blog daje pozytywnego kopa. Daje nadzieję…
Bardzo się cieszę, że tak jest. Bardzo

Ostatnio napisała do mnie kobieta z historią lustrzaną do mojej. Gryzłam się zanim odpisałam. Najpierw napisałam długi list z użalaniem się nad nią, z jakimiś domorosłymi radami. Zapisałam go. Pochodziłam parę godzin. Przemyślałam i napisałam króciutką wiadomość. Że jej bardzo współczuję, ale nie mogę udzielić żadnej rady, bo to byłoby tak, jakbym swoje niezałatwione sprawy chciała załatwić jej życiem. A to jej życie, jej emocje, jej niepowtarzalne sytuacje. NIE MOJE! Jedyne co mogłam, to prosić, żeby znalazła sobie radcę prawnego i dobrego terapeutę. Chodząc na terapię sama dojrzeje  do własnych decyzji związanych ze swoim życiem.
Doradzając inaczej wyrządziłabym więcej szkody niż pożytku.
Cieszy mnie jedno, że odważyła się opowiedzieć swoją historię kobiecie, której nie widziała na oczy i zna tylko z blogowych wpisów. To jakiś początek. Początek dostrzeżenia własnej wartości i przełamania strachu i wstydu. Ta kobieta dostrzegła nareszcie swoją wartość i to że warto o siebie zadbać. To dobry początek. Początek czegoś dobrego.

Przez terapię nauczyłam się, że zawód doradcy życiowego i pomocnej pielęgniarki jest nie dla mnie. Lubię słuchać ludzi. Widzieć w nich ogromną siłę, dzięki której wychodzą z najgorszych sytuacji i mówić im o tej sile. I tak jak powiedziała B w rozmowie ze mną „Czasami lepiej jak ktoś wysłucha. Tylko wysłucha. Bez komentarzy i doradzania”. Od niedawna stałam się takim słuchaczem i czuje się z tym bardzo dobrze.

I na koniec piosenka zespoły z wczorajszego koncertu.  Bardzo pozytywna piosenka z bardzo pozytywnego miejsca.

Dobrze jest mieć dookoła siebie pozytywne osoby i miejsca.

Dziękuję B za wczorajszy wieczór ♥

a Znajomym za stworzenie pozytywnego miejsca do muzycznych (i nie tylko)  przeżyć.

To był super wieczór

Może później będą zdjęcia z koncertu :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Niech ci nie będzie żal, że czas przemija… 2

27 sie

Siedzę przed laptopem

Twarz oświetlona światłem z ekranu odbija się w lustrze szafy przede mną

Kurde, mam ładne oczy. Uśmiechnięte spojrzenie, pełne ciepła…

Od kiedy… Nie wiem

Ostatnio zbieram różne sygnały od znajomych

Rejestruje je

Usłyszałam, że:

Spoważniałam…

Pięknie wyglądam – „Służy ci ta terapia”

Jak echo odbijają się słowa terapeuty, że osoby w terapii nie widzą swojej zmiany

Krewna podczas rozmowy ze mną o przeszłości i o tym, że nasze dzieci rosną bardzo szybko a my wciąż „Młode i piękne” westchnęła: „Chciałabym, żeby te młode lata się wróciły”

„A ja nie!” – odparowałam. Nie chcę, żeby wracały! – spojrzała na mnie zaskoczona i skończyła rozmowę…

Nie żałuję tego, że robię się coraz starsza. Że zmarszczki w kącikach oczu. Że kilogramów przybywa. Że siwe włosy zaanektowały większość fryzury i trzeba je farbować ( nie mam odwagi ich zostawić bez farby, więc farbuję na mój naturalny ciemny blond).

Nie  żałuję, że większość mojego życia była trudnym doświadczeniem. Czego się nauczyłam, to moje!!! Nie oddałabym ani jednego roku!!!

Dziś przepiękny, słoneczny dzień

Patrzę w swoje oczy odbijające się w lustrze

- „No śliczna, życie jest piękne!!!”

Jest jak wino

Im starsze, tym bogatszy bukiet

im starsze, tym bardziej smakuje

Banały, trywializuje?! No, może… Troszeczkę

Nie żałuję :-)

***

Wyhaczyłam w Empiku książkę – podobno dobra – „Małe życie” . Ogromna cegła – 813 stron

I dwie składanki „Najlepsze hity dla ciebie”. Dwa albumy trzypłytowe. No hiciory!! Fakt :-)

W domu króluje teraz muzyka

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 
 

  • RSS