RSS
 

Notki z tagiem ‘Szczęście’

Wakacyjnych opowieści ciąg dalszy ☺

13 sie

Piękny dzień

Znajoma zaprosiła nas na swoją działkę w starorzeczu Bugu. Piękne, ciche miejsce. Domek w sosnowym lesie i własne „jeziorko”.

Siedziałyśmy na ruchomym pomoście i opalałyśmy się.

Wchodziłyśmy do wody, przejrzystej i cieplutkiej.

Przepięknie :lol:

I miałam w nosie, że już nie jestem młoda i piękna, bo jestem dojrzała i piękna. Nie, poprawka, obie jesteśmy dojrzałe i piękne i co najważniejsze, mega silne.

Ona po traumatycznych przejściach, sama wychowała dwoje dzieci i ja … Jednym słowem los nas bardzo doświadczył, ale umiemy się pięknie śmiać i cieszyć światem. I wysoko unosimy twarze do słońca :-P

Kobiety po czterdziestce. I kto powiedział, że życie zacina się po czterdziestce? No, kto?

Przepiękny dzień. Cudny. Wolny i spokojny. Pełen słońca i spokoju.

Hmmmm… Niech tak będzie, jak najczęściej!

Fotorelacja <<<tu>>>

A zdjęcia robione przez moją córkę ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Gdański wpis

04 sie

Foto relacja z wyjazdu do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Zapraszam <<<klik>>>

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Podróże

 

Kopaliński wpis

01 sie

Zapraszam na wpis na nowym blogu:

Tydzień nad morzem – uroki Bałtyku

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Podróże

 

Wpis o niczym…

20 lip

Nie wiem, co mam napisać. Szczerze. Nie wiem.

Czekamy na wyjazd nad morze.

Odliczamy dni i już niedługo będziemy w przepięknym Kopalinie.

Uwielbiam morze. Mogę godzinami siedzieć nad brzegiem i słuchać szumu fal.

Coraz mniej wpisów na blogu. Niestety nie mam żyłki pisarskiej i nie stworzę przepięknej powieści.
Opisywałam moje życie w najtrudniejszym momencie. Udało mi się przejść ten etap dzięki terapii.
Odkrywam siebie.
Odrywam skorupę, w której siedzę i widzę w środku całkiem inną osobę, niż na zewnątrz. Czasami ta osoba wzbudza we mnie ogromne zdziwienie, bo dla niej ważne są zupełnie inne priorytety, niż dla tej sprzed 4 lat. Patrzę w lustro i widzę… siebie. Nie tą inną, ale siebie. I czuje ogromny spokój.
Emocje zostawiam na czas terapii. A dzieje się na niej dużo. Czasami rozpętuje straszliwy orkan, który niszczy to, co najgorsze. Zniszczył już dużo złego. To jest najlepsza i najpewniejsza praca – praca nad sobą i daje najlepsze rezultaty dla mnie i dla moich najbliższych.

Więc odpoczywam. Mam ten komfort, że mogę.

Są w końcu wakacje.

Wstawię parę zdjęć z wyjazdu.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Mój osobisty sukces ♥♥♥

12 cze

Młody był dwa tygodnie na praktykach w Grecji

W przepięknym hotelu Paralya Leptokarias

Trochę pracował, ale więcej odpoczywał, zwiedzał i bawił się z rówieśnikami.

Dla mamusi przywiózł:

- greckie wino (hmmm)

- prawdziwy ser feta (hmmmm)

- ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej (??? 8-O ) – malutką ikonę, ręcznie robioną, z wklejanym w aureolę prawdziwym złotem – trzeba było jechać dwa tysiące kilometrów, żeby kupić obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ło matko bosko 8-O

- trzy magnesy na lodówkę – też greckie :-D

- i grecki piasek, z plaży w Skiotos, błyszczący metalicznymi drobinkami; widać je zwłaszcza w słońcu. Małe, błyszczące drobinki kwarcu

- iiii metaxę!!! Myślałam, że metaxa to wino a tu niespodzianka. Metaxa to bardzo mocny alkohol.

Przyjechał pełen wspomnień – piękne miejsce, rówieśnicy… Wspaniałe wspomnienia… I dodał, że naprawdę tam wypoczął. Tam, ponad dwa tysiące kilometrów stąd. Daleko…

Evviva Grecjo!!!!!

 

Wczoraj dzień z rodziną. Komunia.

Kurde, ja nie mam tematów do rozmowy. Nie gonię za bogactwem. Dzieci mam duże, więc tematy o problemach wychowawczych kilkulatków odpadają. Rozmowy o problemach wychowawczych nastolatków też odpadają – nie mam takich problemów. Dogaduję się ze swoimi bardzo dobrze. Nie mam problemów.
Nie mam ciśnienia, by pokazywać, że jestem najmądrzejsza i jestem hersztem stada, bo u nas nie ma najważniejszego. W naszej trójce wszyscy jesteśmy ważni po równo.
Nikogo nie prześladuję swoimi wymaganiami, więc nie mają się czym denerwować – ja zresztą też  nie mam czym się denerwować.  Więc siedziałam i słuchałam o problemach innych i ich próbach wychowywania wszystkich dookoła, co zwykle kończy się wielkim rozczarowaniem i poczuciem porażki. Ja tak nie mam! Hurrrrra Chociaż tematów do rozmów też nie mam!!! No i to zaowocowało szybszym wyjściem do domu.
Plotki mnie nie pociągają, słuchanie cudzych wymądrzań mnie nudzi, a bogata nie będę, więc słuchanie o pogoni za bogactwem to totalna żenada.

Nasza trójka wyglądała bardzo fajnie. Dostałam zdjęcie z przyjęcia. Troje zadowolonych z siebie ludzi. Mój osobisty sukces ♥♥♥

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Uwolnić i oddać się

05 cze

Wiem, że ludzkiego cierpienia nie da się zlikwidować
za pomocą kilku pięknych słów.
Mimo to zadaje sobie czasem pytanie:
Co to da, gdy człowiek chowa się za cierpieniem,
nieosiągalnie daleki od swoich bliźnich?
Spróbuj każdego dnia na nowo polubić życie i ludzi.
Chociaż nie jest to łatwe,
zbierz się przynajmniej każdego ranka na odwagę
i spójrz na wszystko trochę łagodniej.

Ludzie to nie anioły niosące cię na skrzydłach.
Życie ze swoimi ciosami losu, chorobami,
rozczarowaniami i niepowodzeniami
może być wielkim ciężarem.
Jeśli jednak nieustannie narzekasz,
wszystko staje się jeszcze gorsze. Gdy masz czarne myśli,
nad twoją głową zbiera się tylko nowe nieszczęście.
Jedyne lekarstwo to uwolnić się, oddać się.
Oddać się miłości za życie, za ludzi.

Żyć dzisiaj! Zamknąć przeszłość.
Nic w niej już nie możesz zmienić.
A przyszłość? Nie martw się za wiele.
Pomyśl o tym, co dziś trzymasz w rekach:
o słońcu i świetle; kwiatach, które kwitną;
jedzeniu i piciu; dziecku, które się do ciebie uśmiecha.
Obyś tylko potrafił wierzyć, że za gęstą, tajemniczą zasłoną
nędzy i niedoli stoi Ojciec, który cię lubi!
Obyś tylko potrafił mu ufać! *

 

plum-flower-588281_640

 

 

* Phil Bosmans „Żyć każdym dniem czyli jak znaleźć wielką radość w małych rzeczach”, Seven, Wrocław 2004. s. 172

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

„Sekretne życie drzew” – jak to z bukami było?

30 kwi

Jest!!!

Już ją mam! A właściwie je mam!

Dwie książki – „Sekretne życie drzew” i „Siedem minut po północy”

Pierwsza to rodzaj wydania albumowego ze wspaniałymi fotografiami polskich lasów. Jest magia!

Druga to zwykła książka. Mała i niezbyt gruba, rzekłabym nawet, że cienka. Oglądając film myślałam, że książka będzie gruba i okazała. Na pierwszych stronach spotkała mnie niespodzianka. Jaka? Napiszę o tym w oddzielnym wpisie :-)

Dziś o drzewnym albumie.

Znalazłam fragment o bukach.

Gorączkowo przeglądałam strony, zatrzymując się na zdjęciach. Szkoda, że blog ma tak małą pojemność i zdjęcia pożerają bardzo szybko wolne miejsce, dlatego trzeba oszczędnie gospodarować zawartością bloga, bo chętnie zamieściłabym niektóre z obrazów.
Zdjęcia przedstawiają lasy w całej Polsce. Są przepiękne. Puszcza Białowieska Krzysztofa Onikjiuka to drzewa skąpane w słonecznej poświacie. Słońce przedziera się przez sosnowe korony rzucając smugi zawieszone w mlecznej mgle. Światło wyławia kolorowe poszycie. Pada na rude listeczki małych drzewek i żółte źdźbła traw. W zielonym cieniu ukrywają się mchy rozrastające się u podnóża grubych, omszałych pni. Magia!

A oto fragmenty o bukach:

„(…), każde drzewo wychowuje sobie następcę, który kiedyś zajmie jego miejsce. (…)
Buk wytwarza co najmniej trzydzieści tysięcy sztuk bukwi co pięć lat. (…) Dojrzałość płciową uzyskuje między osiemdziesiątym a sto pięćdziesiątym rokiem życia, w zależności od tego, ile światła otrzymuje na swoim stanowisku. Osiągnąwszy maksymalny wiek czterystu lat, może zatem co najmniej sześćdziesiąt razy wydać owoce i wytworzyć łącznie około miliona ośmiuset orzeszków. I z tej liczby dokładnie jedna sztuka stanie się dorosłym drzewem.”*

W rozdziale „Pomalutku, pomalutku” opowieść o bukowych drzewach i ich zwyczajach w pełnej krasie :-) CAM00150

„(…) Małe drzewka chętnie rosłyby jak najszybciej, a przyrost pędu szczytowego o pół metra w sezonie w ogóle nie byłby problemem. Niestety ich rodzice mają inne zdanie na ten temat. Ogromnymi koronami osłaniają cały swój przychówek i wraz z innymi dorosłymi drzewami tworzą gęsty dach nad lasem. Przepuszcza on na ziemię albo na liście ich dzieci tylko trzy procent światła słonecznego. Trzy procent – w praktyce tyle co nic. Starczy na tyle fotosyntezy, żeby jakoś utrzymać organizm przy życiu. Porządnego pędu, nie mówiąc o okazalszym pniu, wypuścić się nie da. Bunt przeciwko tak surowemu wychowaniu jest niemożliwy, bo brakuje na to energii. Wychowaniu? Tak, rzeczywiście chodzi tu o metodę pedagogiczną, która służy wyłącznie dobru malucha. Pojęcie to zresztą nie jest wzięte z sufitu, tylko już od pokoleń służy niemieckim leśnikom do określenia tego zjawiska.
Środkiem wychowawczym jest przykręcenia światła. Ale czemu służy to ograniczenie? Czyżby rodzice nie chcieli, by ich potomstwo jak najszybciej się usamodzielniło? Najwyraźniej drzewa mają w tej sprawie inne poglądy, a niedawno uzyskały jeszcze wsparcie ze strony nauki. Stwierdziła ona, że powolny wzrost w młodości jest warunkiem osiągnięcia podeszłego wieku. My ludzie często gubimy się w tym, co naprawdę oznacza starość, bo nowoczesna gospodarka leśna ustala wiek maksymalny w granicach od osiemdziesięciu do dwustu lat, gdy posadzone drzewa mogą być ścięte i posadzone. Jednak w naturalnych warunkach drzewa w tym wieku są dopiero grubości ołówka i wysokości człowieka. (…) Moje buczki, które czekają na swoją kolej już co najmniej osiemdziesiąt lat, rosną pod mniej więcej dwustuletnimi drzewami rodzicielskimi. Przeliczając to na ludzką miarę, byłyby czterdziestolatkami. Niewykluczone, że mikrusy będą musiały tak jeszcze wegetować ze dwa stulecia, póki wreszcie nie rozwiną skrzydeł. Umila się im zresztą czas oczekiwania. Rodzice nawiązują z nimi kontakt poprzez korzenie i przekazują cukry oraz inne składniki pokarmowe. Można powiedzieć – karmią własną piersią drzewne oseski. (…)
CAM00152Pewnego dnia nadchodzi wreszcie pora. Drzewo rodzicielskie osiągnęło już limit wieku albo zachorowało. Albo też do zagłady dochodzi w w trakcie letniej burzy. (…) Gdy drzewo uderza o ziemię, miażdży kilka oczekujących siewek. Jednak dla reszty przedszkola powstała luka oznacza sygnał do startu, bo teraz wreszcie mogą uprawiać fotosyntezę ile dusza zapragnie. W tym celu muszą przeorientować przemianę materii, muszą przekształcić takie liście (..), które mogą wytrzymać i przerobić silniejsze światło. Trwa to od roku do trzech lat. A później trzeba się pospieszyć. Wszystkie maluchy chcą rosnąć, ale tylko te, które strzelają w górę, liczą się w dalszym wyścigu. (…) Ci, którym udało się przedostać na pośrednie piętro, nie muszą się już obawiać konkurencji, bo stali się następcami tronu, którzy przy następnej okazji wreszcie będą mogli dorosnąć.”**

Pisząc o bukowym lesie uzmysłowiłam sobie, że ja mam przecież zdjęcie z takiego lasu. Zrobiła je córka. Las był bardzo ciemny i tajemniczy. Bukowe drzewa rzeczywiście przepuszczają bardzo mało światła. Poszycie jest usłane miękkimi mchami, w których lubią rosnąć kurki. Wystawiają swoje żółte kapelusze z gęstego mchu niczym zastępy wojska, ciasno stłoczone w miejscach, gdzie jest najwięcej wilgoci.
Wędrowałyśmy po ciemnym lesie, z olbrzymi, majestatycznymi drzewami.  

Było bardzo pięknie

I niechcący zdjęcia przydały mi się do dzisiejszego wpisu.CAM00151

Bukowy las w obiektywie mojej utalentowanej córki

 

 

                 

 

 

    Piękny las w Kopalinie. Dziś już wiem, że jest też bardzo wiekowy. Ten las miał ponad 200   lat.

I piękna opowieść o bukach.

O życiu i dojrzewaniu, i oczekiwaniu na swoje miejsce w „lesie”.

Każda opowieść może mieć znaczenie terapeutyczne ;-)

 

 

Fragmenty tekstu pochodziły z książki Petera Wohllebena „Sekretne życie drzew”,  tłumaczenie Ewa Kochanowska, wydawnictwo OTWARTE, Kraków 2016, *s. 51, **s. 53 – 62.

Zdjęcia  na blogu autorstwa mojej córki E. Z.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Zielono mi, czyli przepis na koktajl witaminowy☺

27 kwi

Wiosnazielony

Wiosna

a z nią wiosenne przesilenie, czyli zmęczenie i brak witamin.

Znalazłam przepis na zielony koktajl, pełen witaminy c, żelaza, błonnika, tłuszczy dobrze tolerowanych i szybko wchłanianych przez organizm. No, po prostu bomba!

Podaje przepis:

1 jabłko
1 kiwi
garść szpinaku
sok z połowy cytryny
łyżeczka siemienia lnianego
1/4 awokado
woda wg uznania

Można dodać winogrona, albo banana, albo modnego teraz, młodego jęczmienia.

Szybko się robi! Ja po prostu wszystko traktuję blenderem w wysokim naczyniu.

Jeżeli dodamy mniej wody, będzie coś do jedzenia łyżeczką a jeżeli dodamy więcej wody, coś do picia.

Polecam! Jest pyszne ☺ I te witaminy, mmmmmy

 

************* 20:21************

Niedawno wróciłyśmy z kina.

„Chata”

Bardzo dobry film. Film o przebaczeniu sobie i innym.

Zdania, które pozostały po filmie: „Bóg nie chcę, żebyśmy się stali niewolnikami wiary”; „Przebaczenie nie tworzy relacji, ale daje spokój”; „Nie możemy sądzić nikogo, bo nie wiemy jakie miał życie”…

Bóg jest czarną kobietą, albo starym Indianinem, albo…

Duch Św. to młoda, piękna Azjatka.

Oglądałam i myślałam o terapii i film stał się nagle bardzo mi bliski…

Nooooo, terapeutyczne filmy: „A Monster Call”, „Ukryte piękno” i teraz „Chata”.

Usłyszałam, że film jest mocno chrześcijański. Może i tak, bo główny bohater trafia do Chaty/Nieba i tam spotyka Trójcę św. Bóg jest czarną kobietą i przedstawia się imieniem łudząco podobnym do słowa „iluzja” – więc nie do końca trzeba się kierować „chrześcijańską” ścieżką.
Fabułą filmu jest proces powrotu do dobrego życia po traumatycznych przeżyciach i na tym trzeba się skupić. Osoby, które zamieszkują chatę to przewodnicy do odnalezienie szczęścia. Pokazują, że zło jest względne, że można przebaczyć a nawet trzeba, nie ze względu na dobro krzywdziciela, ale ze względu na nasze dobre samopoczucie. Tkwienie w poczuciu krzywdy jest dla nas toksyczne i powoli nas niszczy. Lepiej więc otworzyć się na życie, zrezygnować z bycia sędzią, dostrzegać piękno przyrody a przede wszystkim pozwolić naszym najbliższym nas kochać z wzajemnością.
Było mnóstwo fajnych dialogów. Niestety, głowa nie komputer i wszystkiego nie zapamiętałam. Ale, jak zwykle spłakałam się jak głupia.
Niełatwo było patrzeć na sceny przemocy, kiedy pijany ojciec bije swojego syna, każąc mu recytować fragment Biblii o miłości dzieci do rodziców…
Niełatwo było patrzeć na ogromną rozpacz ojca po stracie ukochanej, najmłodszej córki…
Więc łzy płynęły strugą :cry:

Były piękne zdjęcia przyrody i… niespodzianka!!! Drzewo!!!!

Drzewo, piękne, zielone i pełne kwiecia wyrosło w środku wspaniałego ogrodu. Wyrosło po wyrwaniu innej wspaniałej rośliny. Wystrzeliło z ziemi w miejscu złożenie ciała zamordowanej córki. Ogromny symbol!!! Mogłabym wrócić do książki „Moc uwielbienia”, gdzie po raz pierwszy przeczytałam, że nawet z największego zła Bóg może wyprowadzić dobro. Nawet z największej „biedy” możemy otrzymać wiele dobra, pod warunkiem, że będziemy chcieli je dostrzec i popracować nad jego wydobyciem. Wszystko jest w nas – zło i dobro. Jest tak jak z tymi wilkami – dobrym i złym. Wygrywa ten, którego bardziej karmimy.

Ochhhhhh….

No i następny zakup w planach – film i książka „Chata”.
Film dlatego, żeby córka mogła go obejrzeć z lektorem a poza tym obiecałyśmy sobie (ja, córka i jej koleżanka) wieczór filmowy właśnie z tym filmem w zaciszu domowym. A książka dlatego, że chciałabym jeszcze raz „usłyszeć” te zdania, sentencje i dialogi, jakie wypowiadali bohaterzy.

Książka „A Monster Calls” już w domu. Czeka na czytanie. Przemycę niektóre fragmenty na bloga.

Mam też „Sekretne życie drzew” – wydanie z pięknymi zdjęciami – 60 fotografiami polskich lasów i naprawdę to, co widać na zdjęciach to czysta magia. Magiczne drzewa :-) ;-)

Bo wszędzie można znaleźć odrobinę magii. No nie?!

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film, Książka, Życie

 

Poniedziałek wielkanocny – wielka moc spokoju

17 kwi

Jest poranek

Za oknem piękne słoneczko

Kot wypuszczony na poranny obchód po parku

Na dworze jest przymrozek. Trawa jest siwa od szronu…

Piękny, spokojny, świąteczny poranek.

Wczoraj popołudnie u brata.

Kawa już wypita…

Czytam kolejną powieść Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość”. Opowieść o kobiecie, której przeszłość okazała się inna od tej jaką znała. Jak zwykle fabuła książki mocno oparta na rzeczywistości. Autorka pokazuje na czym polega wychowywanie się w rodzinie z problemem alkoholowym – matka głównej bohaterki była alkoholiczką. W dorosłym życiu Delia wybiera na męża alkoholika.
„Zagubiona przeszłość” – to przeszłość Delii i jej ojca, historia, która wraca w najmniej oczekiwanym momencie.
„Delia Hopkins jest dzieckiem szczęścia. Ma małą córeczkę, przystojnego narzeczonego, ukochanego ojca oraz psa, z którym pracuje przy poszukiwaniu zaginionych ludzi. Trwają przygotowania do ślubu. Ni stąd, ni z zowąd Delię zaczynają dręczyć wspomnienia których nie potrafi wyjaśnić ani umiejscowić w czasie i przestrzeni. A potem w jej domu nagle pojawia się policjant, przynosząc nieoczekiwana wiadomość, która rujnuje bezpieczny świat młodej kobiety”
To tyle z okładki.
Delia dowiaduje się o swojej matce alkoholiczce i o tym, że ojciec chcąc ratować ją przed matką, uprowadza ją do innego stanu, zmienia nazwisko i wychowuje sam.
Ojciec trafia do więzienia za uprowadzenie i zostaje deportowany do stanu, w którym dopuścił się przestępstwa. Delia wyjeżdża za nim a jej narzeczony, adwokat, broni przyszłego teścia.
Podążając za głównymi bohaterami możemy się zastanowić nad różnymi problemami: czy lepiej mówić prawdę, czy ukrywać ją i maskować kłamstwem; dlaczego dzieciństwo tak wpływa na dorosłe wybory; dlaczego dorośli wchodzą w związki z osobami bardzo podobnymi do własnych rodziców, po to, żeby naprawić i stworzyć relację, jakich nie mieli w dzieciństwie (jeżeli to byli „toksyczni” rodzice”); dlaczego przebaczenie i pogodzenie się z przeszłością daje ogromną ulgę.
Jeszcze nie przeczytałam książki do końca, więc nie powiem nic o zakończeniu…

Książka tak jakoś splotła się z wydarzeniami przeżywanymi przeze mnie na terapii. Wróciłam do dzieciństwa, z którego też nic nie pamiętam do 6 roku życia a to co pamiętam od tego roku, wesołe raczej nie jest. Już wiem dlaczego wybrałam takiego, a nie innego partnera, dlaczego reaguję nerwowo na święta, dlaczego nie umiem wchodzić w głębsze relacje z ludźmi.

W środę na terapii nad nami zawisło moje pytanie (retoryczne oczywiście)

CO MAM ROBIĆ, ŻEBY CZUĆ SIĘ DOBRZE WE WŁASNEJ SKÓRZE. CZUĆ SIĘ DOBRZE W MIEJSCACH. W KTÓRYCH JESTEM. CZUĆ SIĘ DOBRZE Z LUDŹMI, KTÓRZY MNIE OTACZAJĄ????

Terapeuta mi nie opowie na to pytania :-(

Odpowiedź muszę znaleźć sama

Utkwiło mi w pamięci parę słów B – o tym, że dorastam.
Taaa, baba ponad czterdziestoletnia w końcu ma szansę dorosnąć.
Dobrze, że on mi to umożliwia. Tak powinien zachowywać się ojciec, albo matka. Pozwolić na dorośnięcie, ale skoro nie dane mi było, więc obcy człowiek dokonuje tego procesu za nich.
Dobrze…

Podobno moje dorastanie charakteryzuje się tym, że zaczynam dostrzegać odcienie szarości. A dla mnie oznacza margines spokoju. Skoro nie ma bardzo złych i bardzo dobrych ludzi a są jacy są, pozwala mi to na wyciszenie się i popatrzenie na wszystko, co się dzieje dookoła mnie z odrobiną dystansu. Tak, ludzie się bronią, nawet wtedy kiedy nie muszą i atakują, nawet wtedy kiedy nie ma realnego zagrożenia. Są agresywni, opryskliwi, wrzaskliwi, kłótliwi, bo się boją. Zostali poranieni przez swoich rodziców, przez niepowodzenia życiowe, przez samotność. „Kolce” dawały możliwość przetrwania, ale teraz, kiedy nie ma zagrożenia, ranią innych. „Odcień szarości” – to strefa, gdzie biel miesza się z czernią, gdzie dostrzegamy zło i dobro, ale nie popadamy w skrajność, bo bardziej cenimy własny spokój, niż „zbawianie świata”. Pozwolić ludziom istnieć, bez potrzeby ich naprawiania. Ominąć, zamiast toczyć bój. Ludzie się nie zmienią, jeżeli tego nie chcą. Odcień szarości bardzo mi się podoba.

Rozmawialiśmy w środę o wielu rzeczach.
Rozmawialiśmy o mim eksperymencie społecznym i o jego wyniku i pierwszy raz przyznałam się do tego, że zaczynam marzyć. Dotąd nie miałam marzeń a teraz marzę o wyjazdach, ciekawych miejscach, zmianach, których przestaję się bać.

Opowiedziałam historię sprzed dwóch lat, z biletomatem, w Warszawie. Nie umiałam kupić z niego biletu na tramwaj. W przerażenie wprowadziło mnie wielość stref i to, że nie wiem jaki bilet wybrać i jak go w ogóle kupić. Byłam wtedy z córką.W planach był teatr a wcześniej wizyta u znajomej. Do wizyty nie doszło, bo mnie sparaliżował strach. Wpadłam w taką panikę, że najchętniej usiadłabym pod biletomatem i zaczęła płakać. Poczułam się jak w potrzasku. Pytani przeze mnie ludzie, w jaki sposób kupić bilet, też nie wiedzieli. Było mi wstyd przed córką. Jedyne co mogłam zrobić, to zadzwonić do znajomej i przeprosić ją, że nie przyjadę i spotkamy się przed teatrem. Byłam przerażona…

Dziś traktuje to jako doświadczenie. Bilety na tramwaj kupuję w kiosku i zawsze mam dodatkowe w portfelu, żeby znów nie spanikować.

Pytanie o swoje miejsce wciąż nade mną wisi. O poczucie siebie… Tak podobno mają dzieci DDA – uczucie wyobcowania, niezrozumienia, ostracyzmu, osamotnienia.

Wiec, dorastam…

Na to nigdy nie jest za późno…

Jestem dumna z tego, że dane mi jest dorosnąć :-)

Powoli zmieniam sytuacje, które mnie uwierają, które powodują moje „stanie w rozkroku”, bo nie umiem się zdecydować, co jest lepsze. „Rozkrok” jeszcze jest, ale różnica polega na tym, że teraz jestem go świadoma. Jest jeszcze parę rzeczy do przepracowania…
Dorosłość to umiejętność dokonywania racjonalnych wyborów, bez patrzenia „co inni powiedzą” i „czy przypadkiem kogoś nie uraziłam?”. Dorosłość to szanowanie siebie i obrona własnych granic. Dorosłość to spokój i cieszenie się własnym życiem, to relacje, które nie ranią, to odnalezienie własnego miejsca na ziemi – tak to sobie wyobrażam.
Aby wejść w fazę dorastania musiałam poświęcić prawie cztery lata terapii 8-O . Ile zajmie mi stawanie się dorosłą????

Nieważne! Nie żałuje ani jednej godziny terapii. Jestem z siebie dumna :-D

Kiedy spojrzę wstecz, na tę kobietę sprzed dwóch lat, którą byłam, zmotaną w emocjonalne relacje, przeżywającą wszystko bardzo mocno, na myśl przychodzi mi podsumowanie syna, kiedy usiedliśmy do wielkanocnego śniadania.
Młody powiedział:
- Nareszcie normalnie i w końcu przestałaś powtarzać z nerwami… – i tu zawiesił głos.

- Powtarzać co? – zapytałam ze śmiechem
- No, nie wiem, czy wypada, tak przy stole?
- Mów, bo sama jestem ciekawa.
- Przestałaś powtarzać „A ch…j z tym wszystkim”
Wytrzeszczyłam oczy i odpowiedziałam:
- Kurde ja tak mówiłam? Synu, nie bierz przykładu z mamusi. A tak na serio, w końcu zaczęło mi zależeć na czasie z wami – popatrzyłam na Maleńką i w jego kierunku – No i zaczynam dorastać! – wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
Zrozumiałam, że święta to nie suto zastawiony stół, to nie baby i mazurki pieczone z wywieszonym ozorem do bladego świtu, żeby „były święta”, i nie piękne ubranie, kiedy siadamy do stołu… więc odpuściłam. Pozwoliłam, żeby święta przyszły same. Leniwie przetoczyły się przez te dwa dni, pozwoliły popatrzyć na prześliczną Małą i przystojnego Młodego, bo najważniejszy jest spokój i to, że osoby, które kochamy są jeszcze blisko nas.
Nie zawsze tak będzie…

 

 

Fragment tekstu pochodzi z książki Jodi Picoult „Zagubiona przeszłość” ,Kolekcja Jodi Picoult, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Portret kobiety…

26 lut

„Portret kobiecy”

„Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.”

Wisława Szymborska

I jeszcze

Jestem kobietą… Nieważne ile mam lat…
„Jestem na tym etapie życia, kiedy nie muszę nikomu dłużej imponować. Jestem jaka jestem i nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni.
Nie potrzebuję kostiumów, nie muszę nikogo nabierać ani udawać. Ponieważ mogę być tym, kim naprawdę jestem.
Nie muszę się śmiać i sprawiać by ludzie myśleli, że nigdy nie płaczę. Nie zawsze muszę być silna, ani ciągle miła.
Nie muszę być taka jak każdy, a przede wszystkim akceptuje siebie taką, jaka jestem. Z moimi zaletami, jak i niedociągnięciami.
Chociaż nie mogę być doskonała, to zawsze jestem sobą.
Akceptuję i kocham to kim jestem i kim jeszcze mogę być.”
-Anonim-

 

Hmmm

Kobietą być jest pięknie :-D

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka