RSS
 

Notki z tagiem ‘Strach’

„Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam…”

13 lis

 

Nowy dzień!

Budzę się!

W pokoju półmrok. Nie wiem gdzie jestem – tak przez chwilę. Jedną maleńką chwilę wyrwaną z rzeczywistości, gdzieś pomiędzy nocą a dniem. Zawieszona w tej dziwnej sytuacji domyślam się gdzie mogę być – w moim rodzinnym domu, w domu mojego męża, czy w mieszkaniu na czwartym piętrze – w mojej dziupli. Gdzie jestem?

Powoli przychodzi poczucie rzeczywistości. Gładzę dłonią miękkość poduszki. Dotykam szorstkiego rogu kołdry i podkładam go pod skołataną głowę. Nowy dzień – nowa, czysta, niezapisana karta. Mogę wyobrażać sobie, że będzie wspaniały, że spotka mnie dzisiaj coś niezwykłego, szczęśliwego. Mogę wszystko! Uśmiecham się do siebie. Jestem szczęśliwą kobietą!Cieszę się spokojem, ale za chwilę…

Wpatruję się w jasny, niezasłonięty prostokąt okna. Ciemność ustępuje szarości. Blade światło budzącego się ranka wsącza się do pomieszczenia. Powraca świadomość. Ostatnio przeżyte dni…

Chciałabym…

Chciałabym je wymazać z pamięci. Wszystkie te złe lata, dni, ostatnie zdarzenia. Na razie nie umiem.

„Widzę” go na klatce…

Dręczy mnie zdjęcie w gazecie – ciemny kształt, połyskujący czernią błyszczącej folii. Tam była ta, która nie zdążyła uciec. Pomyślałam o niej i o zapuszczonym podwórzu, tonącym w przerośniętym zielsku. Pomyślałam o tym, że to mogłam być ja… A później przeczytałam słowa „po wszystkim spokojnie poszedł do domu”, usiadł w kuchni i czekał… Był spokojny…

Był spokojny – prawda o nim i przekleństwo dla mnie. Złudny spokój. Od niego wszystko się zaczęło. Wspomnienia jak ciernie, jak drzazgi – bolą.

Wiem, to minie. Zatrze się w pamięci, zblednie. Potrzeba czasu.

„Żyj z całych sił!” Żyję, biegam, dowiaduję się. Chcę się dowiedzieć jak najwięcej o tym, jakie mam w obecnej chwili prawa. Wizyty u prokuratora – nie daję się zbyć. Nie tym razem!  Muszę wiedzieć jak najwięcej! Sprawa poszła do sądu okręgowego. Nie pozwolę, abyśmy się bali. Ukrywaliśmy się przed nim 15 miesięcy. Liczyłam na rozwagę i mądrą decyzję sądu – zostałam sama ze swoim strachem. Zastanawiam się dlaczego nikt nie chciał mi wierzyć? Wyglądam niepoważnie? Można było uniknąć tragedii, gdyby ktoś chciał mnie wysłuchać, gdyby sąd wziął pod uwagę opinię biegłych i skierował go na dłuższe leczenie – tego bardzo spokojnego człowieka…

Zamknęłam się w tych złych myślach. Znów odrętwiała, ale nie bezradna. Nie mam nic – nawet domu. Dom, w którym wychowywały się dzieci stoi pusty, z wybitymi oknami, jak z wybitymi oczami. Dom, o który tak  dbałam, remontowałam i który podobno teściowa testamentem przepisała na moje dzieci. Testament zabrały córki i ukryły. Wieści „gminne” przynoszą newsy o tym jak to rodzina kobiety, która zginęła z rąk syna, kłóci się o majątek. Jak sępy. Najważniejsze pieniądze… O tempora, o mores! 

Ja jestem bogata! Moim bogactwem są dzieci – bezcenny skarb. Jest trudno i boję się o nie, ale czy to nie ten strach uratował mi życie?!

Żyj z całych sił
I uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi.
Teraz śpij!

Niech dobry Bóg
Zawsze cię za rękę trzyma,
Kiedy ciemny wiatr
Porywa spokój
Siejąc smutek i zwątpienie.
Pamiętaj, że

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy, nic a nic…
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…

Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia,
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia,
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych

Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…

Jest najlepsza…

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Studiowanie jest super, ale… życie potrafi dokopać.

29 paź

Miałam napisać o studiach. O tym, jak wiele radości mi to sprawia. Miałam… Jeszcze dziś w nocy zasypiałam z poczuciem spokoju… Ranek przywitała mnie wydarzeniami, których nie napisałby najlepszy scenarzysta. Ot, życie! 

Piszę o poniedziałkowym ranku. Wpis zaczęłam robić w niedzielę, poniedziałek minął a dzisiaj jest wtorek. Kiedy go opublikuję? Tekst musi dojrzeć, ja muszę dojrzeć do wypuszczenia mojego „dziecka”. Decyzja musi dojrzeć…

W zeszłym tygodniu, w programie telewizyjnym „Świat się kręci” Maciej Kurzajewski zaprosił do programu Magdalenę Środę. Nie będę opisywać kim jest pani Magdalena, bo to wiedzą wszyscy. Mnie zainteresowało zupełnie co innego a mianowicie temat dotyczący  Konwencji Rady Europy nt. zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej i to jak Polacy podzielili się w tak ważnej i trudnej sprawie, jaką jest cierpienie kobiet i rodzin dotkniętych przemocą domową. Jak zwykle nieważni są poszkodowani, ważny jest fakt „darcia kotów” i podkreślanie kto ma więcej racji. Gdzie zdrowy konsensus między tymi dwoma obozami. jak zwykle podział na zdrową prawicę i chorą lewicę, ja mam rację a ty jesteś osioł, dureń, innowierca, itd., itd. a gdzieś w środku tych durnych przepychanek cierpią kobiety i dzieci. Rozgrywają się sceny, których najlepszy reżyser by nie stworzył. Rozgrywają się tragedie i koszmary. Jest strach, ból, łzy, poczucie niemocy, bezsensu. Rozgrywa się piekło na ziemi…

Sama byłam w takim piekle i to piekło upomniało się o mnie w poniedziałek. Miałam wiele szczęścia, albo mocnego Anioła Stróża, bo wyszłam z tego bez szwanku fizycznego a jedynie z wielkim strachem psychicznym – chociaż i on w tym przypadku nie jest dobry. Jeszcze raz mi się udało… Tak udało się, bo państwo ma wiele papierowych praw, które w życiu nie mają zastosowania.

Przemoc domowa – jest, była i będzie, jak Polska Polską a Polak Polakiem. 

Udało mi się uciec. Wyprowadzić ze złego domu a później przejść przez kolejne komisje „pomocowe”, sprawy w sądzie, wizyty kuratora i obserwowanie, tego jak sobie radzę. Na komisjach słyszałam:

- Czego pani od nas oczekuje? – i pytanie:

- Czy mąż pije?

- Nie – odpowiadałam zgodnie z prawdą – jest chory psychicznie i jest agresywny w stosunku do mnie. Proszę o pomoc, o zakaz zbliżania, o dozór policyjny, chcę poczuć się bezpiecznie.

- Proszę pani, gdyby mąż pił byłoby łatwiej a tu… No cóż, zrobimy co będziemy mogli, ale…  - i zawieszenie głosu a ja czułam się pozostawiona na lodzie.

Kolejne sprawy w sądzie. Pisałam o nich na blogu. Kolejne opinie biegłych psychiatrów w sprawie męża i brak rozstrzygnięcia w sprawie dotyczącej leczenia. On na wolności, albo umieszczany na krótkich pobytach w szpitalach. Miesiąc, dwa i do domu. Chory sam miał decydować o braniu leków. Parodia. Chora sytuacji. Nieważne było to, co ja mówiłam, o co prosiłam. Nieważny był mój strach i moje bezpieczeństwo. Chory ma prawo, a w podtekście spychologia, tak powszechnie stosowana…Gdzie te prawa, gdzie Konwencja?

To prawda – na papierze mamy mnóstwo mądrych praw i wiele wytycznych, jak reagować w określonych sytuacjach, ale nikt nie bierze „czynnika ludzkiego”, czyli jak są wykonywane te piękne prawa, nakazy, zakazy. Zbyt wiele emocji we mnie. Na usta cisną się niecenzuralne słowa… Doszło do tragedii

Człowiek, z którym wytrzymałam 15 lat wczoraj w chorym amoku zabił swoją matkę. To miałam być ja. Czekał na mnie rano na klatce schodowej. Udało mi się przemknąć obok niego niepostrzeżenie. Dzięki Bogu patrzył w inną stronę. Nie mógł się doczekać a później zaczęło się kręcić za dużo ludzi. Wrócił do domu i swoją agresję wyładował na matce i siostrze. Pierwsza tego nie przeżyła, druga zdążyła uciec… Potrzebna była ta tragedia????

Papierowe prawa… Kłótnie i przepychanki na górze, spychologia w urzędach i  ciche tragedie rodzin dotkniętych przemocą.

Nasza kochana Polska… Może najpierw zgoda, która pomoże zbudować coś mądrego wspólnie, tylko kto dzisiaj myśli o zgodzie, kiedy na porządku dziennym jest żarcie się między sobą? 

Życie…

Nie jest i nie będzie łatwe…

Dziś pogrzeb teściowej. Tym, do których się skarżyłam, żebrałam o pomoc, którzy o wszystkim wiedzieli, otwierają się oczy i zdziwieni mówią:

- Jak ty to wytrzymywałaś tak długo. Podziwiam cię…

Potrzeba było tragedii a teraz „podziwiania”, żeby zobaczyć. Papierowe prawa i ślepi ludzie. Rodziny „hermetyczne” na najbliższych, którzy potrzebują pomocy. Rodziny w których nie ma bliskości i zrozumienia, nie ma miłości i słuchania, empatii. 

Mam dość…

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Chronologia według Anuli. Moja mała rocznica.

23 cze

26 czerwca 2013 roku w nocy urodziłam się na nowo.  

28 czerwca 2013 roku zamieszkałam w Dziupli na czwartym piętrze.

Jak ten rok szybko minął.

Czerwiec 2014 

Jak dziecko uczyłam się (i uczę się) wszystkiego od nowa. Ponieważ nie lubię nagłych zmian, do wszystkiego długo się przygotowuję to ta zmiana była dla mnie szokiem. Bez wsparcia rodziny. Tylko ja i dzieci. Słyszałam krytykę od osób, które wydawały mi się bliskie. Miałam ogromne poczucie winy. Słyszałam, że nie cieszę się z przeprowadzki, że za dużo płaczę, ktoś oczekiwał innej reakcji po mnie. Więc się starałam. Ogarniałam. Miało być lepiej… Zostałam sama z dziećmi. Ta samotność mnie przerażała.

Planowałam to odejście dużo wcześniej. Wygrywało poczucie obowiązku, wdrukowane wzorce zachowań, wiara w zmianę ludzi i ich zachowań (mąż i jego rodzina,moja rodzina), religia. Mnóstwo rzeczy trzymało mnie w starym „ciepełku” i gdyby nie zwierzęcy instynkt przetrwania i chronienia dzieci dalej bym tkwiła w starym. Ktoś może powiedzieć – wytrzymałaś 15 lat i co, tak nagle zdecydowałaś, że już dość. Tak. Już dość. Jest niepewność, jakieś lęki, ale nasza trójka nareszcie jest bezpieczna.

Planowałam to odejście. Planowałam od pierwszego epizodu schizofrenicznego męża w 2004 roku. Planowałam, kiedy zobaczyłam, że mąż przestał brać leki. Kolejna „polka galopka” miała się rozegrać.Trzy miesiące nieprzespanych nocy, ogromnego lęku, szukania pomocy i oczekiwania na najgorsze.

Rozpytywałam o mieszkanie. Uprzedziłam drugiego pracodawcę o moich zamiarach – taką mam pracę, że muszę się nienagannie „prowadzić”, być przykładem moralności a tu konsternacja – zostawiam chorego męża, ojca dwójki dzieci. Jak mogę?! Przeczytałam wtedy artykuł w gazecie i zapamiętałam słowa: „Nie ma takiej miłości, czy wiary, w imię której mamy być poddani przemocy.” Powtarzałam to jak mantrę. Już dość…

Pytałam jednego ze swoich znajomych o wynajem:

- Może coś wiesz? Potrzebuję mieszkania.

Ot tak, na razie niezobowiązująco. Tydzień później, we wtorek po świętach wielkanocnych poszłam do tego znajomego z córką. Obydwie przerażone. Ona usiadła na krześle pod ścianą a ja z przerażeniem w oczach wykrztusiłam:

- Pomódl się za mnie!

- A o co chodzi? – zapytał z kpiącym uśmiechem, jakbym opowiedziała dobry żart.

- Pomódl się za mnie! Mąż przestał brać leki! Boję się…

Spoważniał. Spojrzał na mnie i na córkę.

- Mam mieszkanie. Mogę ci udostępnić.

Zaniemówiłam. Poczułam się , jakby mi złożył niemoralną propozycję, a w głowie pojawiła się myśl:

- Nie mogę, przecież jestem mężatką. Zostawić chorego męża…

- Nie wiem… – wykrztusiłam.

- Pomyśl. Mieszkanie będzie czekać.

- Proszę pomódl się za mnie – wymamrotałam i wycofałam się do córki. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam do wyjścia.

- Pomyśl o tym mieszkaniu – zawołał za nami znajomy.

- Pomyślę… nie wiem… boję się… – mamrotałam.

Czułam się tak, jakbym zdradzała męża. Wstyd, strach, wina i chęć normalnego życia. Jak w matni.

Nie zrozumie tego nikt, kto przez to nie przeszedł.

Przez ostatnie dni przeżywam „ostrą melancholię”. Siadam w kuchni i spoglądam przez okno. Na parapecie stoją moje ulubione (po fiołkach oczywiście) orchidee. Zakwitły…

Za oknem kępa zielonych drzew – klon i trzy brzozy. Podobno kolor zielony jest kolorem nadziei…

Jest dobrze i niech tak zostanie.   P1030145

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Życie

 

Z cyklu – „ciężkie jest życie”.

14 sty

Kolejny ciężki dzień.

Kolejna rozprawa.

Odeszłam.

Zostawiłam.

Chciałam żyć spokojnie.

Dlaczego ludzie plują takim jadem?

Bawi ich to?

Oczyszcza?

Dowartościowuje?

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Dobry Boże zlituj się nade mną

i nad nimi.

Uwielbiam Dire Straits „Your Latest Trick”   saksofon jest …. marzenie. Muzykoterapia jest jednak najlepsza – jak mówi mój znajomy ;-)

„Moje drzwi pozostały otwarte
Bezpieczeństwo zostało odłożone na bok
Ale moje serce przełamało się na pół „

Utwór  ”Smutek” Pink Floyd - piękne zdjęcia – warto popatrzeć i posłuchać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

„Trzepot skrzydeł” – czy anioły istnieją?

08 sie

Książka Katarzyny Grocholi „Trzepot skrzydeł” jakże inna od tych, które przeczytałam dotychczas (np. „Nigdy w życiu”). Inna, bo mocno utożsamiłam się z główną bohaterką. Kobietą, która kochała za bardzo. Kobietą, która szukała idealnego małżeństwa, idealnej rodziny, której byłaby współtwórczynią. Coś zawiodło – ona pomyślała, że to ona a rzeczywistość …

Rzeczywistość rządzi się własnymi prawami. Opowieść o kobiecie skrzywdzonej, słabej, samotnej, niekochanej, która w napotkanym mężczyźnie postanowiła zobaczyć urzeczywistnienie swoich marzeń i pragnień. – Zobacz jak pięknie wyglądasz – mówił, stawiając ją przed lustrem i całując w czubek głowy. Po wszystkim Ona napisała list, list do swojego nieżyjącego ojca, jakby chciała się usprawiedliwić, przed tym co zrobiła, przed swoim małżeństwem i przed złym traktowaniem przez męża. Syndrom ofiary – to ja jestem winna, on nie chciał. Nie chciał bić, poniżać, ranić, niszczyć psychicznie i fizycznie. Chciałam w pewnym momencie krzyczeć: „To nie ja jestem winna, ja tylko chciałam ciepła, miłości,opieki, poczucia bezpieczeństwa”.

Czytałam książkę i widziałam siebie. Bohaterka ucieka od męża. Zaczyna żyć od nowa. Pisząc list do ojca analizuje swoje życie i chce znaleźć odpowiedź na pytanie, gdzie popełniła błąd a przecież z jej strony żadnego błędu nie było.

Płakałam. Niektóre fragmenty tak mocne, że strach ściska za gardło i czuć ten trzepot skrzydeł. TEN TRZEPOT SKRZYDEŁ …

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Książka

 
 

  • RSS