RSS
 

Notki z tagiem ‘Wiersze’

Nadzieja…

24 maj

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

 

Czesław Miłosz

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja

 

Czasem potrzebujemy kuloodpornej duszy…

21 wrz

Siedzę z lampką winka

Za oknem noc

Noc i nareszcie pada deszcz

Mogłoby być trochę cieplej. Znów zaczynają się chłodne noce. 8 stopni… Tylko osiem stopni ciepła.

Wczoraj wieczór w Operze Narodowej na spektaklu „Pasażerka”. Wspaniała sztuka. Od połowy pierwszego aktu ryczałam jak bóbr… Od momentu, kiedy na scenie, w odpowiednim świetle i oprawie muzycznej zaczęły padać numery obozowe. Jak wystrzały z karabinów. Mocne, suche, niemieckie słowa. Tragedia obozowego życia. Życia,  które tliło się dzięki wierze w Boga. Słowa modlitwy były wypowiadane często. Prośby, rozmowy i w końcu krzyk w stronę Najwyższego. Marta, Polka o silnym charakterze wspierała wszystkie obozowe kobiety. Zapamiętałam słowa wypowiadane do zapłakanej dziewczyny, kiedy tuliła ją w ramionach: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”
Obejrzałam film, wysłuchałam słuchowiska a teraz byłam na spektaklu – trzy „spojrzenia”. Każde niesie coś nowego, coś, co uzupełnia pozostałe.

Na koniec sztuki wszyscy aktorzy kłaniali się widzom a pośród nich krucha figurka pani Zofii Posmysz…

Krucha, delikatna kobieta a taka mocna. Ogromnie mocna dusza.
Spotkałam ją przy szatni, na dole. Nieśmiało powiedziałam „dzień dobry” i poprosiłam o wpisanie dedykacji w książce „Pasażerka”. Pani Zofia spojrzała na mnie z uśmiechem. Przysiadłyśmy na jednej ze stojących ławeczek.
- Za dużo mnie wszędzie – powiedziała bardzo delikatnie.
- Nie, pani Zofio, nie za dużo. Jest pani wspaniałą osobą.
Wspaniałą i bardzo skromną.

Tego samego dnia odebrałam listy z poczty.
Jeden bardzo gruby a drugi, normalny…
Normalny…
Listy, które powinnam odebrać w dużo wcześniej. Odezwał się sąd. Przeszłość. Bardzo mi zależało na tych listach, ale niestety nie podałam zmienionego adresu a „człowiek”, u którego wynajmowałam mieszkanie na pewno wyrzucał awiza. Sąd w sumie próbował dostarczyć cztery razy wiadomości. Gdybym nie zaczęła załatwiać ważnej formalności, listy nigdy by do mnie nie dotarły. Ciekawe czy bawiło tamtego wyrzucanie zawiadomień z poczty? Prosiłam o przekazywanie korespondencji, znał mój numer telefonu a jeszcze raz ze mnie zakpił…

Listy

Te z sądu przeczytałam dopiero dziś rano…

Opinia biegłych psychiatrów o stanie zdrowia człowieka, z którym przeżyłam 15 lat.
Suche fakty.
Jego słowa, opowieści i plany na przyszłość. Brak krytycyzmy, autystyczne zachowanie i zdawkowe odpowiedzi. Spokojny. Kontakt emocjonalny powierzchowny… Ble… Ble…Ble…

A co gdybym… Nie, przecież…
Cień wspomnień przesłonił racjonalne myślenie …
W uszach słowa z opery: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”

I kolejny list. Wirtualny. Mailowy

Właśnie odczytałam kolejny list od kobiety z lustrzaną historią

Co czują takie jak ja??? Czasami pustkę, strach, znikanie, zagubienie…

Przerażenie i bezradność w związku a po odejściu… przerażenie i bezradność…

A później uczymy się nowego życia. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, latami…

Czasami przez chwilę przeszłość wyciąga po nas lepkie paluchy… Patrzy na nas ciemną otchłanią…

Lecimy więc do światła, do pozytywnych ludzi, do radosnych wydarzeń, do wszystkiego i wszystkich, którzy dają nadzieję, radość, spokój, bo odbudowanie własnej wartości idzie bardzo niemrawo i powoli.

Czujemy zniecierpliwienie i złość, że ktoś umiał ogarnąć się bardzo szybko i radośnie wkroczył w nowe historie swojego życia. Czy aby na pewno umiał? Czy nie jest to kolejna maska, którą zakłada, żeby mniej bolało?

Powoli, bardzo powoli, tacy jak ja, uczą się podnosić z kolan…

Życie przynosi różne sytuacje, za które nie możemy winić siebie. Wybieramy, uczymy się, coś nam się nie udaje i znów wybieramy jakieś wyjście. W danej chwili dane postępowanie wydaje nam się najlepsze, później czas weryfikuje nasze wybory. Jesteśmy coraz bogatsze w nowe doświadczenia. Ważne, żebyśmy się nie poddawały, żebyśmy wciąż szły do przodu. Tak myślę teraz… Podoba mi się powiedzenie Jacka Walkiewicza. „A co jak się przewrócę? Jak się przewrócę, to sobie poleżę! Wstanę i pójdę dalej.”
Kiedyś mówiłam, że Bóg zsyła na mnie różne próby. Dziś, w trakcie terapii wiem, że sama wchodzę w różne sytuacje i ode mnie zależy jak sobie z nimi poradzę. Terapia otworzyła mi oczy na to, co ze mną i we mnie się dzieję. Burze się pojawiają, ale potrafię sobie z nimi radzić.
Owszem, przeszłam przez piekło, trudno mi o tym mówić, ale ….

Wysłałam do niej list. Zatytułowałam go „To jest bardzo mocne.”

Napisałam w nim:

„Czytam Twoje listy jeszcze raz. Wiem, jakie to piekło i wiem, że czujesz,że cały Twój świat się skończył. A teraz będę adwokatem diabła. Postaw się w jego sytuacji. On WIE, że mu ktoś zagraża. W pracy się dziwnie patrzą i szepczą po kątach, ktoś pisze donosy na niego, dyrektor pewnie chce go wywalić z pracy i jeszcze żona zaczęła mu wmawiać chorobę i straszyć odejściem. No i co??? Jak się czujesz??? Teraz tak czuje się on. Jak zwierzątko w potrzasku. Skoro nie jest agresywny, to zostaw to.
Próbowałaś wszystkiego. Bez skutku. Nie uzdrawiaj go na siłę. Niech psychoza się rozwinie… Pozwól, żeby zabrali go w kaftanie…
Wiesz dlaczego to piszę???
Kiedy przyprowadziłam swojego na pierwszą wizytę, po tygodniu „jazdy” , tygodniu w którym byłam…”

Byłam…

Byłam…

Nie, po co rozdrapywać stare rany?

Jej, tej kobiecie, opowiedziałam, co się wtedy stało.

Tu, na blogu, też opowiedziałam tamtą historię.

Wciąż o nim myślę…

„Uczę się żyć na nowo i czerpać radość z bezpiecznego i spokojnego życia. Jestem sama z dziećmi. Moje dzieciaki są nareszcie szczęśliwe i spokojne. Wychodzę na prostą. Nie wiem, ja by to wyglądało, gdybym odeszła 12 lat temu.”

Nie wiem…

„Tak było u mnie
Nie musi być tak u Ciebie

Napisałam Ci na początku „ćwiczenie”, którego ja nie byłam w stanie przejść. Nie rozumiem chorych na schizofrenię, którzy są do tego agresywni. Boję się ich – teraz wiesz dlaczego. Mam żal do naszego systemu, że chorzy mają więcej praw a rodziny są traktowane po macoszemu. Rodziny mają związane ręce, w przypadku, kiedy chory nie chce się leczyć. Zostawisz,boisz się, że sam nie da sobie rady. Zostaniesz, boisz się, że zrobi ci krzywdę. Życie w permanentnym strachu”

Czytam jej listy

Co może radzić kobieta taka jak ja???

Że jakakolwiek decyzja jest niesamowicie trudna!

Jakiś hejter napisał do mnie w komentarzu : (…) Stałaś się tymi ludźmi, którzy wyrządzali Ci krzywdę. Stałaś się potworem. Stałaś się otchłanią i udowodniłaś to. (…) Ale ostatecznie, cóż wymagać od kogoś, kto pozbywa się chorego męża dla wygody”.

Napisał mi później, że jest chory na cyklofrenię…

Wyłuskał mnie z morza blogów i trafił na moją stronę, żeby się przyczepić i dać sobie upust.

Kto choremu psychicznie zabroni?

Nikt!!!

My mamy ich rozumieć, współczuć, chronić przed zranieniami psychicznymi, rozpinać nad nimi parasol ochronny a kto taki parasol rozepnie nad rodzinami chorych???

Po piekle, jakie przeszłam nie jestem w stanie tego zrozumieć…

Na stronie internetowej Muzeum POLIN znalazłam wiersz:

 

Bez lęku

Ludzie, co z trwogą w sercu idą poprzez życie
klepią – jak pacierz – hasło: „Nie wyzywać losu”
przemykają się cicho, cicho, jak najciszej,
żeby spało licho, nie słysząc ich kroków.

Ja idę przez życie hucznie i z muzyką,
mój żywioł – śpiew rozgłośny, śmiech gromki, oklaski,
bo jestem jak ocean – otwarta na wszystko,
nie kropla zamknięta kształtem własnej klatki.

Różni jednak bywają ludzie i ludziska…
więc, gdy łza spadnie czasem u mojego brzegu –
zagarnę kroplę falą, serdecznie uściskam,
porwę w świat i powiem – nie bój się… człowieku.

Wanda Sieradzka de Ruig (Holandia, 2003)

I niech tak będzie!!!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja, Życie

 

We wszystkim tkwi wspomnienie raju ☺

28 sie

Do tego, by się radować
nie muszę wszystkiego mieć.
Mnóstwo radości daje
dostrzeganie małych rzeczy
i prostych ludzi.
Istnieje tak wiele cudów,
które odkrywamy z otwartymi,
ale i zamkniętymi oczyma.
Sztuka życia polega na tym,
aby te cuda zauważyć:
– we wszystkim tkwi
wspomnienie raju.

Niebo zaczyna się na ziemi.
Tam, gdzie ludzie stają się przyjaciółmi,a dobroć jest przekazywana.
Lubię ludzi, którzy żyją obok mnie.
Kocham radość,
Dzięki temu radość przychodzi do mnie.
Kocham przyjaźń
i chwytam gwiazdy,
a mój dzień przepełniony jest radością.

Te piękne słowa nie są, niestety, mojego autorstwa
To Phyl Bsmans

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

„Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?”

19 sie

Dni szybko mijają.

Otulają mnie swoim spokojem.

Na jednej ze stron psychologicznych na FB przeczytałam wiersz

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
Stanisław Barańczak

Przerabiałam (i dalej) przerabiam ten ból. Ból pozostawiania za sobą tego, co miało być na całe życie i uczę się nie przywiązywać do rzeczy materialnych. Trudno to idzie, ale idzie. Dziś wiem, że nic nie jest na zawsze, że wszystko zostanie i ulegnie zniszczeniu…

Gdzieś w tle widzę dom w S. Dom, który tak dopieszczałam… Boli. To wspomnienie boli…

W głowie dudnią słowa:

Do następnej przeprowadzki…

Dziś, gdziekolwiek jestem, czuję się tam dobrze. Jakbym była w domu

Tam dom, gdzie serce moje. Moje serce nie zostaje teraz w budynkach, miejscach, z ludźmi. Jest cały czas ze mną.

Takie wspomnienia

Z którymi się chcę oswoić

Bez bólu mojego serca, które wcale nie jest głupie ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Wyzwolić się od wszystkiego, co czyni nas niewolnikami…

20 wrz

on

„Wpatruję się więc teraz w majestat człowieka,

który wyzwolił się od wszystkiego,

co czyni nas niewolnikami

i co niszczy nasze szczęście…

Patrząc na taką wolność,

myślę ze smutkiem o swoim zniewoleniu.

Jestem niewolnikiem opinii publicznej.

pomyślę o tych chwilach,

kiedy czuję się poddany kontroli tego,

co społeczeństwo o mnie myśli…

Gonię za powodzeniem.

Widzę chwilę, w których uciekam

przed różnymi wyzwaniami i ryzykiem,

ponieważ nienawidzę pomyłek i niepowodzeń…

Jestem niewolnikiem potrzeby ludzkiej pociechy:

Ile to razy byłem uzależniony

od uznania i aprobaty ze strony przyjaciół…

i od ich zdolności kojenia mojej samotności…

Ile razy byłem zaborczy wobec moich przyjaciół,

tracąc moją wolność…

Pomyślę o tym, jak bardzo jestem niewolnikiem

moich wyobrażeń o Bogu…

Ile razy starałem się Nim posłużyć,

by zapewnić sobie życie bezpieczne,

spokojne, bez cierpienia…

Ile razy stawałem się niewolnikiem

obawy przed Bogiem

i zabezpieczenia się przed Nim

za pomocą obrzędów i przesądów…

Wreszcie pomyślę o tym, jak bardzo jestem

przywiązany do życia…

jak bardzo sparaliżowany

wszelkiego rodzaju lękami,

niezdolny do podjęcia ryzyka,

z obawy, by nie stracić przyjaciół

lub dobrego imienia,

powodzenia, życia lub Boga…

Patrzę więc z podziwem na Ukrzyżowanego”

Anthony de Mello „U źródeł”, WAM, Kraków 1994. (s. 80 – 81)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Poezja

 

„Na imię mi toksyczny wstyd” – mocne i prawdziwe.

17 lip

Za FB, ze strony Centrum Aktywnego Rozwoju i Edukacji . Szkoła terapeutów uzależnień „Brok”.

 

Na imię mi toksyczny wstyd
Byłem obecny przy Twoim poczęciu
W adrenalinie wstydu Twej matki
Czułeś mnie w wodach płodowych jej łona
Dopadłem, Cię nim mogłeś mówić
Zanim zrozumiałeś
Zanim znalazłeś drogę poznania
Dopadłem Cię, gdy uczyłeś się chodzić
Gdy byłeś bezbronny i odsłonięty
Gdy byłeś podatny na ciosy i odczuwałeś potrzeby
Zanim chroniły Cię granice Twojego ja
wstyd1NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Dopadłem Cię, gdy byłeś magiczny
Zanim mogłeś pojąć, ja już byłem
Okaleczyłem Twą duszę
Przeszyłem Cię do szpiku kości
Dałem Ci poczucie wad i skaz
Dałem Ci poczucie nieufności, brzydoty, głupoty,
zwątpienia, bezwartościowości, niższości, niegodziwości
Sprawiłem, że czułeś się inny
Powiedziałem Ci, że coś jest z Tobą nie w porządku
Splamiłem Twą Boskość
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Istniałem przed sumieniem
Przed winą
Przed moralnością
Jestem panem emocji
Jestem głosem wewnętrznego potępienia
Jestem wewnętrznym dreszczem grozy, która przeszywa
Cię znienacka, nieprzygotowanego psychicznie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Żyję w tajemnicy
W głębokich, ciemnych moczarach przygnębienia i rozpaczy
Zawsze podkradam się chyłkiem i chwytam Cię,
Gdy nie masz się na baczności
Wchodzę tylnymi drzwiami
Nieproszony, niechciany
Przybywam pierwszy
Byłem tu od początku czasu
Z Ojcem Adamem i Matką Ewą
Bratem Kainem
Byłem w wieży Babel i podczas Rzezi Niewiniątek
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Rodzą mnie „bezwstydni” opiekunowie, porzucenie, kpiny, nadużycia, zaniedbania,
systemy perfekcjonistyczne
Dodaje mi sił gniew rodziców
Okrutne uwagi rodzeństwa
Drwiące poniżanie przez inne dzieci
Niezdarne odbicie w lustrach
Dotknięcie odczuwane jako sprośne i przerażające
Spoliczkowanie, uszczypnięcie,
Szarpanie niszczące ufność
Wzmacnia mnie rasizm, kultura seksu
Słuszne potępienie ze strony religijnych bigotów
Lęki i presja systemu nauczania
Hipokryzja polityków
Wielopokoleniowy wstyd dysfunkcyjnych rodzin
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Mogę zmienić kobietę, Żyda, Murzyna, geja,
człowieka Wschodu, drogocenne dziecko
W dziwkę, gudłaja, czarnucha, ciotę, lesbę,
żółtka, samolubnego bękarta
Przynoszę nieustanny ból, który nie ustąpi
Jestem myśliwym, tropię Cię dzień i noc.
Codziennie i wszędzie
Nie mam granic
Starasz się skryć przede mną,
Ale nie potrafisz
Bo żyję w Tobie
Sprawiam, że czujesz się zdesperowany
I nie masz wyjścia
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Sprawiam ból tak nieznośny, że musisz przenieść go
na innych przez kontrolowanie, perfekcjonizm,
wzgardę, krytycyzm, bluźnierstwa, zawiść,
osądzanie, władzę i wściekłość
Ból, który sprawiam, jest tak dotkliwy
Że musisz go łagodzić nałogami, surowością,
odreagowywaniem i nieświadomą obroną swojego ja
Ból, który sprawiam jest tak dotkliwy
Że musisz się znieczulić, by przestać go odczuwać
Przekonałem Cię, że zniknąłem – że mnie nie ma -
abyś odczuł brak i pustkę
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.
Jestem sednem współuzależnienia
Jestem duchowym bankructwem
Logiką absurdu
Przymusem powtarzania
Jestem zbrodnią, przemocą, kazirodztwem, gwałtem
Jestem żarłoczną dziurą – źródłem wszelkich nałogów
Jestem nienasyceniem i żądzą
Jestem Ahaswerusem, Żydem Wiecznym Tułaczem,
Wagnerowskim Latającym Holendrem,
umarłym człowiekiem Dostojewskiego,
uwodzicielem
Kierkegaarda, Faustem Goethego
Przemieniam to, kim jestem, w to, co robisz i masz
Morduję Twą duszę
A Ty przekazujesz mnie z pokolenia na pokolenie
NA IMIĘ MI TOKSYCZNY WSTYD.

John Bradshaw  ”Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odnaleźć i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, s.86-89, Medium, Warszawa 1995.

Wiersz bardzo podobny do utworu Thomasa Mertona z książki „Siedmiopiętrowa góra”.

 

„Modlitwa bez słów” – z mądrości Brandstettera.

01 gru

Czasami jest tak ciężko, życie tak może przytłoczyć, że nie umiemy, albo nie wiemy jak „odezwać” się do Boga. Słowa wydają się nic nie znaczące, zbyt słabe. Ja mam tak często. Mówię wtedy w złości: prosiłam Cię Boże o dobro a znów mam pod górkę.  Więc tylko wzdycham do Niego i wolę nic nie mówić. On czeka cierpliwie… I tak wie, że się do Niego odezwę…

Wołam

Modlitwa bez słów.

Jeżeli nie umiesz się modlić słowami,

nie rozdzieraj szat,

Ani głowy nie posypuj popiołem,

Ale módl się tak ,jak umiesz,

Bez słów,

Jak trawy,

Jak morza, 

które również zmawiają modlitwę

Bez słów.

Słowa są nieporadne,

Zawodne,

Nieokreślone

I nieokreślające.

Są rozczarowaniem

Bolesną omylnością.

Myślałeś, że słowem

Wyplenisz zło

Myślałeś, że słowem

Wywołasz źródło ze skały,

Myślałeś, że słowem

Odmienisz człowieka

Nie wypleniłeś,

Nie wywołałeś,

Nie odmieniłeś.

Módl się zatem bez słów,

Jak drzewo,

Jak trawa,

Jak morze.

Roman Brandstetter – polski pisarz, poeta, dramaturg i tłumacz, znawca Biblii. Urodził się w żydowskiej rodzinie. Jego twórczość bardzo cenię za mądrość i głębie przekazu. Pisałam wcześniej o jego wierszach,  które możemy traktować jak modlitwy. Brandstetter był wnukiem rabina. Po wybuchu II wojny światowej Brandstaetter przebywał w Wilnie, skąd w 1940 przez Moskwę, Baku, Iran przedostał się na Bliski Wschód, m.in. do Palestyny, gdzie pracował w Polskiej Agencji Telegraficznej. Był to dla niego czas niezwykły pod wieloma względami – wówczas zdecydował się przyjąć chrześcijaństwo; trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że nigdy nie odrzucił tradycji żydowskiej, co wielokrotnie podkreślał. Chrzest przyjął w czasie pobytu w Rzymie (1947-48). Pisał piękne wiersze. 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Pozytywnie, żeby nie zwariować – raz jeszcze zacząć wszystko od nowa.

29 lis

pozytywnie

 

 @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

Ciężko…

Słyszę – jesteś silna

Dasz radę!

Kto jak nie ty?

Wojowniczka…

Dookoła mury…

Bóg nie włoży ci na ramiona takiego ciężaru, którego nie uniesiesz

Może ja już nie chcę nosić żadnych ciężarów

Chcę zwinąć się w kłębek

Potem wstanę i zacznę wszystko od nowa

@@@@@@@@@@@

 I wiersz, który jakoś tak „wpasował” się w sytuację:

Kto postępuje godniej: ten, kto biernie

Stoi pod gradem zajadłych strzał losu,

Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść

I w walce kładzie im kres? Umrzeć – usnąć -

I nic poza tym – i przyjąć, że sen

Uśmierza boleść serca i tysiące

Tych wstrząsów, które dostają się ciału

W spadku natury. O tak, taki koniec

Byłby czymś upragnionym. Umrzeć – usnąć -

Spać – i śnić może? Ha, tu się pojawia

Przeszkoda: jakie mogą nas nawiedzić

Sny w drzemce śmierci, gdy ścichnie za nami

Doczesny zamęt? Niepewni, wolimy

Wstrzymać się chwilę. I z tych chwil urasta

Długie, potulnie przecierpiane życie.

Bo gdyby nie ten wzgląd, któż by chciał znosić

To, czym nas chłoszcze i znieważa czas:

Gwałty ciemiężców, nadętość pyszałków,

Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość

Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,

Którymi byle zero upokarza

Cierpliwą wartość? Któż by się z tym godził,

Gdyby był w stanie przekreślić rachunki

Nagim sztyletem? Kto by dźwigał brzemię

Życia, stękając i spływając potem,

Gdyby nam woli nie zbijała z tropu

Obawa przed tym, co będzie po śmierci,

Przed nieobecną w atlasach krainą,

Skąd żaden jeszcze odkrywca nie wrócił,

I gdyby lęk ten nie kazał nam raczej

Znosić zło znane niż rzucać się w nowe?

Tak to świadomość czyni nas tchórzami

I naturalne rumieńce porywu

Namysł rozcieńcza w chorobliwą bladość,

A naszym ważkim i szczytnym zamiarom

Refleksja plącze szyki, zanim któryś

Zdąży przerodzić się w czyn.

Fragment z: „Hamlet” William Shakespeare, przekład Stanisław Barańczak

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

„Gdzie wszystko ma swój sens i ład”…

12 lis

Rachunek kamieni

Roman Brandstaetter

Przebudzony kamień jest bardzo zdziwiony. 
Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem. 
Więc czym jest? Z jakiej materii zdziałany? 
Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie, 
Moja wiedza jest skąpa, a to, co rozumiem, 
Jest owocobraniem mojej słabej wiary. 
Trud mój dopiero teraz się zaczyna, 
Boże, który jesteś dla mnie większym ciężarem 
Niż ja dla Ciebie. 
A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem, 
Trwam pod nim, 
Bo pragnę zasiąść 
Na drugim brzegu człowieka. 
Na drugim brzegu brata, 
Na drugim brzegu myśli, 
Na drugim brzegu serca, 
Przy stole pojednania, 
Gdzie wszystko ma swój sens i ład, 
Gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń, 
Gdzie duch nie walczy z oporem materii, 
Gdzie ostry topór nie godzi w pień drzewa, 
Gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem, 
Gdzie woda nie jest przeciwna ogniowi, 
Gdzie nie istnieje szukanie i lęk. 

Dlatego wierzę, chociaż owa wiara, 
Która dla innych jest ojczyzną ciszy, 
Dla mnie jest jeszcze jedną 
Burzą. 
Dlatego wciąż od nowa szukam Cie i szukam, 
Jakby Cie za mało było w tym wszystkim, 
W czym Cię nieustannie widzę i czuję. 

Jesteś umęczony mną, Boże, 
Ale ja również jestem umęczony Tobą. 
Zerwane sieci w falach Genezareth, 
Gorzkie modlitwy, piwnice, ciemności 
I medytacje nad tajemną sprawą, 
Dlaczego ginie sprawiedliwy mąż, 
A zły zasiada w radzie człowieczeństwa, 
Dlaczego mędrzec pada pod toporem, 
A tłuste sadło żre włochaty szczur, 
Dlaczego kłamie czarna zakonnica, 
A Maria Curie była ateistką. 
Kołowrót męki, niepokój sumienia 
I karuzela grzechów, i upadek, 
I to pytanie, od którego bolą 
Wargi: 
Powiedz, czy tę rzeczywistość 
Może ocalić poezja? 

A potem znowu wszystko od początku: 
Zawiłe drogi, zasadzki i sidła, 
Zerwane sieci w falach Genezareth 
I wizja kwitnącego figowca, 
Który jeszcze wieczorem 
Był uschniętym kikutem. 

Boże nauki, serc i intuicji, 
Pragnę odnaleźć nici, które łączą 
Serce ze sercem, zjawisko ze zjawiskiem, 
Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń, 
Ich sen i jawę, spoczynek i trud, 
I te klęczące w naiwnej pokorze 
Pyłki i ziarnka, 
I te przeciwko Tobie zbuntowane 
Góry gigantów, 
Abym mógł wreszcie zrozumieć i pojąć, 
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę 
Wrogiego czasu, 
Jak żyć, by nie złamać 
Twego imienia - 
Ja, celnik, który kiedyś 
Będę Cię błagał o kromkę wieczności 
Jak o kromkę chleba.

 

 

„Nadal walczyć chcę i marzeniom sprostać!

Ile muszę modlić się, abyś mnie wysłuchał?

Połamałam życie me…”

Nie – nie jestem krucha!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja

 

Z modlitewnika młodych – po rekolekcjach dla młodzieży :-)

10 kwi

Takie moje „reminiscencje” po przeżytych rekolekcjach dla młodzieży. Warto było! Rekolekcje pięknie poprowadzone przez ks. Krzysztofa Kralka .

Oto wiadomości o nim znalezione na stronie www.tolle.pl

Ks. Krzysztof Kralka SAC – pallotyn, ewangelizator i rekolekcjonista. Urodził się 5 listopada 1980 r. w Kielcach. Studiował historię na Akademii Świętokrzyskiej. Po doświadczeniu nawrócenia w 2002 r. wstąpił do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, w którym w 2009 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracuje w Lublinie.

Jest założycielem i dyrektorem Pallotyńskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji, zespołu „Razem za Jezusem” oraz Moderatorem Generalnym Wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca”. Jego msze i kazania, a zwłaszcza wieczory uwielbienia i modlitwy o uzdrowienie gromadzą rzesze ludzi. Autor książek: „Sposób na niebo” i „Drogowskazy miłości”.

Foto: http://ewawisniewska.blogspot.com

 Modlitwy znalezione w YOUCAT Modlitewniku młodych, być może bez związku z rekolekcjami, ale…

Gdy ludzie stają się lwami

Gdy robi mi się za ciasno,

gdy lęk zaciska mi gardło,

gdy nie widzę drogi wyjścia,

gdy ludzie stają się lwami,

a ja zaczynam się wić jak nędzny robak,

włóż w moje usta właściwe słowa,

prowadź mnie z ciasnoty ku przestrzeni,

w lęku daj nadzieję,

pokaż mi drogę do wolności.

Amen

Dorte Schromges na podstawie: Esstera 4, 17n. Youcat, Święty Paweł, 2012, s. 150

 

W porażce

Jestem zawiedziony, rozczarowany tym, co się stało.

Moje plany legły w gruzach, nadzieje zawiodły,

pewność jutra znikła jak rosa na słońcu. Choć czas

biegnie ciągle do przodu, a moje życie odbywa dalszą

podróż, nie wiem ku czemu idę, nie wiem, co mam

teraz robić, nie mam siły tworzyć nowych planów.

 

Ostatkiem sił sięgam po Ewangelię i czytam

o apostołach idących do Emaus. Oni czuli podobnie,

bo jak ja przeżyli bolesną porażkę. Jezu Zmartwychwstały,

nie zostawiłeś ich samotnych na drodze.,

przyłączyłeś się do nich, bo usłyszałeś wołanie z głębi

ich smutku. Najpierw leczyłeś ich swoją obecnością,

byłeś z nimi, choć Cię nie poznali. Następnie pozwoliłeś, 

by wylali przed Tobą swój żal, wyspowiadali się

z zawiedzionych nadziei. A potem zacząłeś wyjaśniać

sens tego, co się wydarzyło, ze Świętej Księgi wyczytałeś

odpowiedzi na ich pytania. I stałeś się światłem

ich umysłów, aby nie upierali się przy swojej logice,

ale przyjęli Boży punkt widzenia i oceny faktów. Na koniec

dałeś się uprosić, aby zostać z nimi dłużej, by nie 

musieli przeżywać kolejnej nocy bez Ciebie. I odkryłeś

przed nimi siebie w eucharystycznym znaku Chleba

 

Panie Jezu Zwycięski, również mnie tak poprowadź

w moich ciemnościach, bym na końcu tej drogi odkrył

Ciebie i zrozumiał, że nic nie było dziełem przypadku,

ale każda chwila mojego życia jest wpisana w Twój

plan zbawienia. Przyjąć go i zrozumieć mogę tylko 

z Tobą i w Tobie. Amen.

Ks. Bogusław Zeman na podstawie: Łukasz 24, 13-35. Modlitewnik młodych, Youcat, Świety Paweł, 2012, s. 149.

 

 Piękne rekolekcje!

I na koniec, na pewnym ślubie - Ksiądz śpiewa piosenkę Leonarda Cohena  - Zobaczcie!!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie