RSS
 

Notki z tagiem ‘Wiersze’

Nadzieja…

24 maj

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

 

Czesław Miłosz

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja

 

Czasem potrzebujemy kuloodpornej duszy…

21 wrz

Siedzę z lampką winka

Za oknem noc

Noc i nareszcie pada deszcz

Mogłoby być trochę cieplej. Znów zaczynają się chłodne noce. 8 stopni… Tylko osiem stopni ciepła.

Wczoraj wieczór w Operze Narodowej na spektaklu „Pasażerka”. Wspaniała sztuka. Od połowy pierwszego aktu ryczałam jak bóbr… Od momentu, kiedy na scenie, w odpowiednim świetle i oprawie muzycznej zaczęły padać numery obozowe. Jak wystrzały z karabinów. Mocne, suche, niemieckie słowa. Tragedia obozowego życia. Życia,  które tliło się dzięki wierze w Boga. Słowa modlitwy były wypowiadane często. Prośby, rozmowy i w końcu krzyk w stronę Najwyższego. Marta, Polka o silnym charakterze wspierała wszystkie obozowe kobiety. Zapamiętałam słowa wypowiadane do zapłakanej dziewczyny, kiedy tuliła ją w ramionach: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”
Obejrzałam film, wysłuchałam słuchowiska a teraz byłam na spektaklu – trzy „spojrzenia”. Każde niesie coś nowego, coś, co uzupełnia pozostałe.

Na koniec sztuki wszyscy aktorzy kłaniali się widzom a pośród nich krucha figurka pani Zofii Posmysz…

Krucha, delikatna kobieta a taka mocna. Ogromnie mocna dusza.
Spotkałam ją przy szatni, na dole. Nieśmiało powiedziałam „dzień dobry” i poprosiłam o wpisanie dedykacji w książce „Pasażerka”. Pani Zofia spojrzała na mnie z uśmiechem. Przysiadłyśmy na jednej ze stojących ławeczek.
- Za dużo mnie wszędzie – powiedziała bardzo delikatnie.
- Nie, pani Zofio, nie za dużo. Jest pani wspaniałą osobą.
Wspaniałą i bardzo skromną.

Tego samego dnia odebrałam listy z poczty.
Jeden bardzo gruby a drugi, normalny…
Normalny…
Listy, które powinnam odebrać w dużo wcześniej. Odezwał się sąd. Przeszłość. Bardzo mi zależało na tych listach, ale niestety nie podałam zmienionego adresu a „człowiek”, u którego wynajmowałam mieszkanie na pewno wyrzucał awiza. Sąd w sumie próbował dostarczyć cztery razy wiadomości. Gdybym nie zaczęła załatwiać ważnej formalności, listy nigdy by do mnie nie dotarły. Ciekawe czy bawiło tamtego wyrzucanie zawiadomień z poczty? Prosiłam o przekazywanie korespondencji, znał mój numer telefonu a jeszcze raz ze mnie zakpił…

Listy

Te z sądu przeczytałam dopiero dziś rano…

Opinia biegłych psychiatrów o stanie zdrowia człowieka, z którym przeżyłam 15 lat.
Suche fakty.
Jego słowa, opowieści i plany na przyszłość. Brak krytycyzmy, autystyczne zachowanie i zdawkowe odpowiedzi. Spokojny. Kontakt emocjonalny powierzchowny… Ble… Ble…Ble…

A co gdybym… Nie, przecież…
Cień wspomnień przesłonił racjonalne myślenie …
W uszach słowa z opery: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”

I kolejny list. Wirtualny. Mailowy

Właśnie odczytałam kolejny list od kobiety z lustrzaną historią

Co czują takie jak ja??? Czasami pustkę, strach, znikanie, zagubienie…

Przerażenie i bezradność w związku a po odejściu… przerażenie i bezradność…

A później uczymy się nowego życia. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, latami…

Czasami przez chwilę przeszłość wyciąga po nas lepkie paluchy… Patrzy na nas ciemną otchłanią…

Lecimy więc do światła, do pozytywnych ludzi, do radosnych wydarzeń, do wszystkiego i wszystkich, którzy dają nadzieję, radość, spokój, bo odbudowanie własnej wartości idzie bardzo niemrawo i powoli.

Czujemy zniecierpliwienie i złość, że ktoś umiał ogarnąć się bardzo szybko i radośnie wkroczył w nowe historie swojego życia. Czy aby na pewno umiał? Czy nie jest to kolejna maska, którą zakłada, żeby mniej bolało?

Powoli, bardzo powoli, tacy jak ja, uczą się podnosić z kolan…

Życie przynosi różne sytuacje, za które nie możemy winić siebie. Wybieramy, uczymy się, coś nam się nie udaje i znów wybieramy jakieś wyjście. W danej chwili dane postępowanie wydaje nam się najlepsze, później czas weryfikuje nasze wybory. Jesteśmy coraz bogatsze w nowe doświadczenia. Ważne, żebyśmy się nie poddawały, żebyśmy wciąż szły do przodu. Tak myślę teraz… Podoba mi się powiedzenie Jacka Walkiewicza. „A co jak się przewrócę? Jak się przewrócę, to sobie poleżę! Wstanę i pójdę dalej.”
Kiedyś mówiłam, że Bóg zsyła na mnie różne próby. Dziś, w trakcie terapii wiem, że sama wchodzę w różne sytuacje i ode mnie zależy jak sobie z nimi poradzę. Terapia otworzyła mi oczy na to, co ze mną i we mnie się dzieję. Burze się pojawiają, ale potrafię sobie z nimi radzić.
Owszem, przeszłam przez piekło, trudno mi o tym mówić, ale ….

Wysłałam do niej list. Zatytułowałam go „To jest bardzo mocne.”

Napisałam w nim:

„Czytam Twoje listy jeszcze raz. Wiem, jakie to piekło i wiem, że czujesz,że cały Twój świat się skończył. A teraz będę adwokatem diabła. Postaw się w jego sytuacji. On WIE, że mu ktoś zagraża. W pracy się dziwnie patrzą i szepczą po kątach, ktoś pisze donosy na niego, dyrektor pewnie chce go wywalić z pracy i jeszcze żona zaczęła mu wmawiać chorobę i straszyć odejściem. No i co??? Jak się czujesz??? Teraz tak czuje się on. Jak zwierzątko w potrzasku. Skoro nie jest agresywny, to zostaw to.
Próbowałaś wszystkiego. Bez skutku. Nie uzdrawiaj go na siłę. Niech psychoza się rozwinie… Pozwól, żeby zabrali go w kaftanie…
Wiesz dlaczego to piszę???
Kiedy przyprowadziłam swojego na pierwszą wizytę, po tygodniu „jazdy” , tygodniu w którym byłam…”

Byłam…

Byłam…

Nie, po co rozdrapywać stare rany?

Jej, tej kobiecie, opowiedziałam, co się wtedy stało.

Tu, na blogu, też opowiedziałam tamtą historię.

Wciąż o nim myślę…

„Uczę się żyć na nowo i czerpać radość z bezpiecznego i spokojnego życia. Jestem sama z dziećmi. Moje dzieciaki są nareszcie szczęśliwe i spokojne. Wychodzę na prostą. Nie wiem, ja by to wyglądało, gdybym odeszła 12 lat temu.”

Nie wiem…

„Tak było u mnie
Nie musi być tak u Ciebie

Napisałam Ci na początku „ćwiczenie”, którego ja nie byłam w stanie przejść. Nie rozumiem chorych na schizofrenię, którzy są do tego agresywni. Boję się ich – teraz wiesz dlaczego. Mam żal do naszego systemu, że chorzy mają więcej praw a rodziny są traktowane po macoszemu. Rodziny mają związane ręce, w przypadku, kiedy chory nie chce się leczyć. Zostawisz,boisz się, że sam nie da sobie rady. Zostaniesz, boisz się, że zrobi ci krzywdę. Życie w permanentnym strachu”

Czytam jej listy

Co może radzić kobieta taka jak ja???

Że jakakolwiek decyzja jest niesamowicie trudna!

Jakiś hejter napisał do mnie w komentarzu : (…) Stałaś się tymi ludźmi, którzy wyrządzali Ci krzywdę. Stałaś się potworem. Stałaś się otchłanią i udowodniłaś to. (…) Ale ostatecznie, cóż wymagać od kogoś, kto pozbywa się chorego męża dla wygody”.

Napisał mi później, że jest chory na cyklofrenię…

Wyłuskał mnie z morza blogów i trafił na moją stronę, żeby się przyczepić i dać sobie upust.

Kto choremu psychicznie zabroni?

Nikt!!!

My mamy ich rozumieć, współczuć, chronić przed zranieniami psychicznymi, rozpinać nad nimi parasol ochronny a kto taki parasol rozepnie nad rodzinami chorych???

Po piekle, jakie przeszłam nie jestem w stanie tego zrozumieć…

Na stronie internetowej Muzeum POLIN znalazłam wiersz:

 

Bez lęku

Ludzie, co z trwogą w sercu idą poprzez życie
klepią – jak pacierz – hasło: „Nie wyzywać losu”
przemykają się cicho, cicho, jak najciszej,
żeby spało licho, nie słysząc ich kroków.

Ja idę przez życie hucznie i z muzyką,
mój żywioł – śpiew rozgłośny, śmiech gromki, oklaski,
bo jestem jak ocean – otwarta na wszystko,
nie kropla zamknięta kształtem własnej klatki.

Różni jednak bywają ludzie i ludziska…
więc, gdy łza spadnie czasem u mojego brzegu –
zagarnę kroplę falą, serdecznie uściskam,
porwę w świat i powiem – nie bój się… człowieku.

Wanda Sieradzka de Ruig (Holandia, 2003)

I niech tak będzie!!!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja, Życie

 

We wszystkim tkwi wspomnienie raju ☺

28 sie

Do tego, by się radować
nie muszę wszystkiego mieć.
Mnóstwo radości daje
dostrzeganie małych rzeczy
i prostych ludzi.
Istnieje tak wiele cudów,
które odkrywamy z otwartymi,
ale i zamkniętymi oczyma.
Sztuka życia polega na tym,
aby te cuda zauważyć:
– we wszystkim tkwi
wspomnienie raju.

Niebo zaczyna się na ziemi.
Tam, gdzie ludzie stają się przyjaciółmi,a dobroć jest przekazywana.
Lubię ludzi, którzy żyją obok mnie.
Kocham radość,
Dzięki temu radość przychodzi do mnie.
Kocham przyjaźń
i chwytam gwiazdy,
a mój dzień przepełniony jest radością.

Te piękne słowa nie są, niestety, mojego autorstwa
To Phyl Bsmans

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

„Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?”

19 sie

Dni szybko mijają.

Otulają mnie swoim spokojem.

Na jednej ze stron psychologicznych na FB przeczytałam wiersz

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
Stanisław Barańczak

Przerabiałam (i dalej) przerabiam ten ból. Ból pozostawiania za sobą tego, co miało być na całe życie i uczę się nie przywiązywać do rzeczy materialnych. Trudno to idzie, ale idzie. Dziś wiem, że nic nie jest na zawsze, że wszystko zostanie i ulegnie zniszczeniu…

Gdzieś w tle widzę dom w S. Dom, który tak dopieszczałam… Boli. To wspomnienie boli…

W głowie dudnią słowa:

Do następnej przeprowadzki…

Dziś, gdziekolwiek jestem, czuję się tam dobrze. Jakbym była w domu

Tam dom, gdzie serce moje. Moje serce nie zostaje teraz w budynkach, miejscach, z ludźmi. Jest cały czas ze mną.

Takie wspomnienia

Z którymi się chcę oswoić

Bez bólu mojego serca, które wcale nie jest głupie ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Wyzwolić się od wszystkiego, co czyni nas niewolnikami…

20 wrz

on

„Wpatruję się więc teraz w majestat człowieka,

który wyzwolił się od wszystkiego,

co czyni nas niewolnikami

i co niszczy nasze szczęście…

Patrząc na taką wolność,

myślę ze smutkiem o swoim zniewoleniu.

Jestem niewolnikiem opinii publicznej.

pomyślę o tych chwilach,

kiedy czuję się poddany kontroli tego,

co społeczeństwo o mnie myśli…

Gonię za powodzeniem.

Widzę chwilę, w których uciekam

przed różnymi wyzwaniami i ryzykiem,

ponieważ nienawidzę pomyłek i niepowodzeń…

Jestem niewolnikiem potrzeby ludzkiej pociechy:

Ile to razy byłem uzależniony

od uznania i aprobaty ze strony przyjaciół…

i od ich zdolności kojenia mojej samotności…

Ile razy byłem zaborczy wobec moich przyjaciół,

tracąc moją wolność…

Pomyślę o tym, jak bardzo jestem niewolnikiem

moich wyobrażeń o Bogu…

Ile razy starałem się Nim posłużyć,

by zapewnić sobie życie bezpieczne,

spokojne, bez cierpienia…

Ile razy stawałem się niewolnikiem

obawy przed Bogiem

i zabezpieczenia się przed Nim

za pomocą obrzędów i przesądów…

Wreszcie pomyślę o tym, jak bardzo jestem

przywiązany do życia…

jak bardzo sparaliżowany

wszelkiego rodzaju lękami,

niezdolny do podjęcia ryzyka,

z obawy, by nie stracić przyjaciół

lub dobrego imienia,

powodzenia, życia lub Boga…

Patrzę więc z podziwem na Ukrzyżowanego”

Anthony de Mello „U źródeł”, WAM, Kraków 1994. (s. 80 – 81)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Poezja